Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Był zirytowany. Nawet bardzo! Ale kiedy Roche nie był nawet trochę czymś zdenerwowany? Ale chyba nie było tak źle. Ani jedna z kotek nie poprała decyzji o zmianie dowództwa - co było niemałą ulgą dla bengala - a do tego oboje dostali polecenie, żeby być cicho. Zacisnął kły, moment jeszcze patrzył na Pokrzywę jakby wyczekując czy ta jeszcze coś doda, po czym po prostu westchnął i machnął głową. - Idziemy - rzucił głośno, odwrócił się i po prostu ruszył w stronę drogi. Nie było po co tracić więcej czasu. Teraz w każdym razie trzymał Kos bliżej siebie, chociaż odrobinę, żeby w razie czego móc subtelnie prosić o pomoc. Skoro nawet ona nie powiedziała jasno, że Roche ma przestać dowodzić, musiała chcieć mu pozwolić na dalsze prowadzenie drogi! Inaczej mogła go zrzucić ze stołka dosłownie jednym, prostym słowem. I może w normalnych warunkach by podziękował, ale teraz? Teraz by ryzykował kolejną kłótnią, a przynajmniej tak właśnie się mu wydawało. - Pójdziemy za Topiołki. Na północ, wraz z Grzmiącą Ścieżką. A potem się skręci i pójdzie dalej. Byłaś już kiedyś tam? - mruknął o niebo ciszej od Kos. Skoro ona do niego wcześniej szeptała na uszko, automatycznie uznał to za coś tajnego - z jakiegokolwiek powodu - więc wolał nie mówić za głośno. Może nieprzyjemne wspomnienia? Szczere obawy? Cokolwiek by to nie było, nie chciał doprowadzać do kolejnego sporu bez sensu. Nie tu. I nie musiał tego z nią co prawda konsultować, teraz szczególnie... ale hej - był problem o to, że rządzi całkiem sam? To już nie ma! Roche nie miał nic przeciw dzieleniu się władzą. Po prostu chciał mieć teraz to pierwsze miejsce, chociaż raz w życiu. Jeszcze jak z Barwą się poznawał, na terenach Gromu, narzekał jak to sobie marzy o własnym oddziale. I go ma! Tak jakby. Może jest dość buntowniczy, ale jest jego. I Kos w tej chwili.
Kroki kierował ku Grzmiącej Ścieżce. Moment poczekał aż wszyscy dotrą, posłał krótkie spojrzenie Kos i po prostu nabrał powietrza w płuca. Wcześniej była kłótnia o to, że dogląda zdrowia innych. Więc powinien zaprzestać? No... raczej nie. Kos sama mówiła, że mają uważać. Jeszcze wcześniej. Więc raczej dobrze byłoby cokolwiek powiedzieć, by wykazać zainteresowanie sprawą. - Pospieszcie się. I uważajcie - rzucił krótko. Bez przesadzania, bez wymyślania. Przypomniał o najbardziej logicznej rzeczy, i na bogów, niech nie będzie przez to nic złego się działo. Pozwolił reszcie przyzwyczaić się do myśli, że zaraz będą przechodzić przez drogę. W razie czego, mogli jeszcze gadać a jak nie to... nie. To zaczną przechodzić. Lepiej było nie ruszać zbyt prędko, bo jeszcze coś nadjedzie i ich zmiecie z planszy.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Ostatnim razem słuchanie przywódcy nie przyniosło im nic dobrego, więc dlaczego teraz mieli polegać na decyzji jednego kota? Tundry nie było tu z nimi. Nie mogła osobiście doświadczyć swojej decyzji, ale Pokrzywa była przekonana, że kocica miałaby podobne zdanie, co ona. Nigdy nie widziała czekoladowej wzburzonej, choć pewnie i wtedy potrafiła zachować niebywałą klasę i na pewno nie aprobowała tego typu zachowania, jakie przed chwilą zaprezentował Roche. Wystarczyło mu zwrócić uwagę – od razu się uspokoił i zaczął odwracać kota ogonem. Najwyraźniej poczuł, że zaczęła mu się palić dupa i postanowił obrać inną strategię – stawiając ją niesłusznie w złym świetle. Oh i jeszcze wspaniałomyślnie postanowił przyjąć na klatę krytykę. Szkoda, że na to było już za późno. Czekała, aż Kos i Voodoo przyznają jej rację, albo chociaż spróbują przemówić szczylowi do rozsądku. Jednak... pozostałe kocice wydawały się mieć to wszystko głęboko pod ogonem... Jakby nic dla nich nie znaczyły jej słowa. Jakby to, że bez powodu na nią naskoczył i zaczął obrażać było czymś... normalnym.
Jakby nie zauważały, jak dużym zagrożeniem dla powodzenia ich misji jest narwany młodzik.
Pozostało tylko pogratulować wyboru i czekać aż się im to odbije srogą czkawką. Ponownie – jak w przypadku tchórzliwego odejścia Rojsta gniew został zastąpiony żalem i rozczarowaniem. Najwyraźniej miała za duże wyobrażenia o tym, czym dla niej miał być Nowy Świt i żadne z nich nie spełniały się w najmniejszym stopniu. Po co się w ogóle starać, skoro reszta ma to w głębokim poważaniu... Nie byli warci jej zaangażowania. Nauczy się od Fairego czego tylko zdoła i opuści ten żałosny grajdoł. Chyba lepiej jej będzie żyć w pojedynkę, nawet jeżeli będzie to trudniejsze, to oszczędzi sobie kolejnego zawodu.
Nie odzywała się już. Nie miała nic więcej do powiedzenia. Po co, skoro i tak nikt nie będzie traktować tego poważnie. Z łbem i ogonem nisko zawieszonym przy ziemi szła za trójką kotów w pewnym oddaleniu, zrównując z nimi krok dopiero, gdy zbliżyli się do Grzmiącej Ścieżki. Została wybrana do tej misji i będzie ją kontynuować, choćby miała sama na własną łapę znaleźć miejsce na nowy obóz - w Nowym Świcie wciąż były koty, na których Pokrzywie zależało.
Srebrzysta kocica, zmrużyła zdezorientowana ślepia, słysząc odpowiedź. Czyżby źle zadała pytanie.
Voodoo opuściła ogon i posłała starszej kocicy wdzięczne spojrzenie za zaprzestanie tego konfliktu przynajmniej tymczasowo.
Będzie musiała potem porozmawiać tak z Roche'em jak i z Pokrzywą. Nie potrzebowali kłótni, ani konfliktu, nie teraz. I tak rozstrzygali to sami, do diabła Voo była nowicjuszką od ilu? Czemu stawiano ją w środek konfliktu? Co znaczyło wypowiedzenie przez Roche słowa, które oznaczało porę nocy, przecież to nie miało sensu.
Kocica ruszyła z resztą wyprawy, zerknęła uważnie na Pokrzywę, kiedy to ona zaczęła zajmować tyły. Nie było to dla srebrzystej komfortowe. Stawiała kroki sztywno, a jej ogon ciągnął się za nią. Co jakiś czas oglądała się na Zielarkę, ale szybko prostowała łeb z powrotem.
Zbliżyła się do Kos, nim odezwała się cicho, poprawiając starszą. - Miałam na myśli Klan Cienia, nie osiedle.
Kiedy dotarli do drogi, kocica dokładnie się rozejrzała. To była chyba najbardziej niebezpieczna część podróży. Musieli uważać wszyscy.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Gdy grupa kotów przeprawiła się przez okolice Turzycy i dotarła do Grzmiącej Ścieżki nie było już rano, a słońce stało na niebie. Powietrze się ociepliło i świat wokół nich obudził do życia. Dało się słyszeć jeszcze więcej ptaków i owadów niż wcześniej, a drzewa i trawy przyjemnie szumiały od wiatru. W tym tempie jeśli miną Topiołki, to będą musieli zatrzymać się gdzieś na noc i eksplorację terenu za jeziorem zacząć dopiero następnego dnia.
By faktycznie dotrzeć do czarnej ścieżki po której mkną potwory musieli minąć pas drzew, nazywany w tych okolicach przez Klanowe koty Szarymi Topolami. Gdy przeszli między drzewami ich oczom ukazała się Grzmiąca Ścieżka a do nosów dotarł paskudny zapach. Ziemia zatrzęsła się odrobinę pod ich łapami a członkowie ekspedycji byli zmuszeni położyć uszy po sobie, gdyż akurat minął ich duży, czerwony potwór. Tak duży, że gdyby się zatrzymał, to spokojnie mogliby przejść pod jego brzuchem.
Po nim zapanowała cisza i nie było widać żadnego innego potwora. Musieli się teraz skupić i wybrać dobry moment na przeprawienie się na drugą stronę bez zbytniego narażania swojego życia.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Drgnął na przejście potwora. Roche osobiście nienawidził wielkich, głośnych rzeczy. Nawet nie rozumiał czemu, ale po prostu go to... przerażało. Zacisnął zęby, obserwując jak samochód odjeżdża, by potem wziąć parę głębszych oddechów. Posłał jeszcze spojrzenie Kos, sygnalizujące, by ta w razie czego mówiła jak zachować się na Grzmiącej Ścieżce. On sam zaś podjął się próby przejścia.
Nie robił tego "byle jak". Starał się być jak najbardziej ostrożny, najbardziej jak się dało. Tu mógł stracić życie i to bardzo łatwo. Przed wejściem na jezdnię rozejrzał się parę razy - nie widział potwora. Żadnego, nawet po upływie kolejnych paru sekund. W końcu zebrał się w sobie i rozglądając się w lewo i prawo, zaczął truchtać przez drogę na drugą stronę. Był absolutnie gotowy na to, by w razie czego zacząć biec, tak jakby jakiś potwór jednak się pojawił. Liczył jednak na to, że ta przyjemność go ominie i przejdzie bez żadnych problemów.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos w całej tej sytuacji wolała pozostać bezstronna. Gdyby zgodziła się chociaż z jedną ze stron, nawet odrobinę, druga poczułaby się urażona. Nie mogła pozwolić, aby teraz się pokłócić. W obozie, jak najbardziej, ugadają wszystko, ale nie teraz. Nie mogli, po prostu nie mogli zaprzestać poszukiwań teraz, bo chcieli się podrzeć przez jakieś mało istotne rzeczy. Według niej, Pokrzywa w większości miała rację, a Roche delikatnie przesadził. Z drugiej strony, kocur jedynie się o wszystkich troszczył, a kotka najprawdopodobniej była w stresie. Rozumiała każdą, a przynajmniej tak jej się wydawało, ze stron, i każda miała swoją winę na ramieniu.
- Powinno być dobrze - potwierdziła. Sama po chwili zorientowała się że trochę szepta... Czemu tak robiła? Wstydziła się klanowej przeszłości? Potrząsnęła głową aby oprzytomnieć i już głośniej, tak, aby kotki, jeśli tylko będą chciały, mogłyby to usłyszeć: - Nigdy, ale znam kierunek - mruknęła.
- Jeśli powiesz mi jego imię, to Ci odpowiem. Jednak nic nie obiecuję, mało rozmawiałam z innymi kotami, a inne koty mało rozmawiały ze mną - westchnęła. Gdyby nie Olcha.. Do jej nozdrzy uderzył smród. Wcześniej spojrzenia dowódcy przejmowała ze spokojem i kiwała zachęcająco, aby ten szedł dalej, ale teraz postanowiła zabrać głos.
- Nie przechodziłam przez Grzmiącą Ścieżkę, ale logika podpowiada mi, że musimy poczekać, aż wszystkie potwory przejadą, dopiero wtedy przebiec przez nią. Biegnijcie szybko, jak najszybciej się da. I uważajcie, rozglądajcie się - poprosiła po raz setny - nigdy nie wiadomo co dwunogom strzeli do głowy - mruknęła pod nosem i stanęła blisko nawierzchni, ale w bezpiecznej odległości. Przejechał potwór. Kotka zmarszczyła nos i położyła przy sobie uszy. Jeśli jedno z nich wpadnie pod to coś, są martwi. Nie może tak być. Kiedy tamto przejechało, stanęła blisko krawędzi. Gdyby wszystko poszło tak, jak planowało, kotka zaczekałaby na odpowiedni moment, taki, w którym wszystkie potwory przejechałyby, a las nie wypełniałby się rykiem bestii, a następnie pomknęłaby przed siebie, prosto i jak najszybciej się dało, patrząc się prosto przed siebie. Jej wzrok i tak pewnie powędrowałby z raz na biegnących towarzyszy, aby mieć pewności, że ci są cali i nikogo nie trzeba ratować przed rychłą śmiercią.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Cofnęła uszy do tyłu, gdy przejeżdżający po drodze samochód zawył przeraźliwie głośno. Nie chciała o tym teraz rozpamiętywać, ale sama myśl o Grzmiącej Ścieżce przywoływała wspomnienia z dnia, gdy Sroka padła ofiarą ludzi i ich ulubionej zabawki. Dynia postarał się wtedy, aby żadne z jego dzieci nie widziało matki w tym stanie, chciał im oszczędzić makabrycznego widoku. Jednak mimo to Pokrzywa widziała, jak wygląda potrącony przez auto kot. Ciężko było tego uniknąć w mieście. Nie zawsze miało się szczęście, aby umrzeć od razu - niekiedy śmierć przychodziła dopiero po wielu godzinach cierpienia.
Przysunęła się do śmierdzącej, szorstkiej nawierzchni na ugiętych łapach. Upewniła się, czy z żadnej ze stron nie widać lub słychać nadciągającego kolejnego potwora. Wydawało się, że przejście jest bezpieczne. Weszła na drogę, starając się ją pokonać szybkim truchtem, gotowa do skoczenia przed siebie, jeżeli tylko sytuacja na drodze uległaby zmianie.
Kocica delikatnie rozpromieniła się, słysząc odpowiedź Kos. - Błyskawicowy Blask, brat Sowiookej i Polnego Chwasta. - Wymawiając ostatnie imię, specjalnie sciszyła głos. Informacja, że jej wujem był sam przywódca mogła nie zostać dobrze odebrana w towarzystwie zestresowanych Nowoświtowców.
Srebrzysta kocica skuliła się panicznie, jeżąc futro, kiedy drogę przeciął potwór. Instynktownie wysunęła pazury. Wielkie stworzenie było aż nazbyt podobne do tego, przez które pożegnał się z życiem jej ojciec i prawie ona sama. Kocica przełknęła nerwowo ślinę. To nie było to samo. Miała ewentualną drogę ucieczki, było jasno, to nie była tamta noc. Nie będzie musiała tym razem nikogo grzebać. Kiedy przechodziła ostatni raz, nie spotkała tak wielkiego potwora i nic się nie stało. Teraz też musiało być dobrze. Cętkowana zbliżyła się do drogi jako ostatnia z grupy. Voodoo nerwowo nasłuchiwała i kiedy żaden z potworów nie zdawał się nadbiegać, ani nie było słychać żadnego ryku, kocica wystrzeliła szybko przez siebie, przez drogę. Biegła, chcąc jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Czy pojawi się potwór? 1d6, 1, 2, 3, 4, 6 - nie, 5 - tak
5 - pojawił się potwór
Rzut z modyfikatorem z Szybkości. 1d10 + modyfikator Sz
1-4 - trafiony
5+ - udało się przebiec
(możliwe przerzuty)
Czwórka kotów wyczekała moment, który wydał im się bezpieczny na przeprawę, po czym ruszyli na drugą stronę Grzmiącej Ścieżki. Potwory jednak były szybkie, dużo szybsze, niż mogłoby się wydawać. Nagle pojawił się jedenn, mknący na złamanie karku z przeciwnej strony niż poprzedni, a twarda, czarna ziemia pod łapami Nowoświtowców zaczęła się trzęść. Koty rzuciły się pędęm przez ostatnią część drogi, walcząc o swoje życie.
Pierwsza na drugiej stronie była Kos, tuż za nią Voodoo. Były bezpieczne. Potem dotarła Pokrzywa, a dopiero na samym końcu dotarł Roche, który, ze względu na to, że był ostatni, poczuł na swoim ogonie i tylnej części ciała agresywny, nieprzyjemny i bardzo silny podmuch śmierdzącego powietrza niosący ze sobą pył, kurz i małe kamyki oraz liście. Podmuch był tak silny, że popchnął kocura na pobocze, a ten upadł na gorzką, osmoloną trawę. Byli bezpieczni i żywi. Ale musieli mieć w świadomości, że będzie ich jeszcze czekała droga powrotna.
W miejscu, w którym się znajdowali, na "brzegu" Grzmiącej Ścieżki, był rów. Był niewielki i nie stanowił przeszkody dla kotów, a na jego dnie gdzieniegdzie znajdowały się kałuże brudnej, śmierdzącej wody i stery różnych śmieci. Za nim rozpościerały się Borsucze Pagórki. To do nich należała decyzja, że przejdą przez nie i w ten sposób naokoło Topiołek, czy pójdą poboczem i miną jezioro od strony Klanów.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Nie był pewien, czy mógł to nazwać sukcesem czy wręcz przeciwnie. Co prawda przeszli w całości, bez rannych, bez najmniejszych szkód, ale... on sam był blisko bycia uszkodzonym, jeśli nie martwym! W pierwszej chwili, kiedy poczuł za sobą potwora nawet nie zdążył się wystraszyć. W głowie miał już najczarniejszy scenariusz, który dopiero po paru sekundach - kiedy zauważył że nie umiera - zaczął znikać, a obrzydliwe myśli zamieniły się w strach. Uciec nie zdążył, bo właśnie najpewniej ten strach uniemożliwił mu ruszenie się w którąkolwiek ze stron. Dopiero podmuch powietrza sprawił, że ruszył się wbrew własnej woli po prostu lecąc "na łeb, na szyję" przed siebie. Wylądował na trawie i pomijając przyśpieszoną jak nigdy akcję serca i okropny posmak w ustach, nic mu nie było. Nie krwawił, łapy miał całe, ogon nie urwany. Żył. Podniesienie się z trawy zajęło mu kolejnych parę uderzeń serca, co było chyba zrozumiałe. Otarł się o śmierć jak nigdy dotąd, potrzaskał się lekko i musiał dojść do siebie. Nie przedłużał jednak tego procesu. Po podniesieniu się z ziemi, po prostu się otrzepał, nabrał powietrza w płuca i położył po sobie uszy. - Ustaliliśmy z Kos, że będziemy poruszać się na północ, wzdłuż drogi. Ruszamy? - spojrzał po reszcie. On mógł iść. Nie wiedział jak reszta, bo... cóż. Może ze stresu woleli wypocząć chwilę, upewnić się że są cali i zdrowi, czy coś.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Wkroczenie na czarną nawierzchnię nie było ani trochę przyjemne. Była szorstka, śmierdząca, przesiąknięta zapachem tych okropnych stworów, gotowych zabić, ba, zmiażdżyć każdego kota napotkanego na swojej drodze. Biegła przed siebie tak szybko, jak tylko się dało. Mknęła, aby przeżyć. Mknęła, aby przeżył Nowy Świt. Nagle wszystko zaczęło się trząść. Z drugiej strony nadjeżdżał jeden. Przyspieszyła, oczy rozszerzyły jej się do granic możliwości ze strachu. Co jeśli ktoś nie zdąży? Kos była najstarsza, miała kondycję i mięśnie przyzwyczajone do szaleńczego biegu, jednak jak reszta...? Ona, na całe szczęście, jako pierwsza wpadła na bezpieczną granicę. Teraz pozostało jej tylko czekać na resztę towarzyszy, którzy przekraczali Grzmiącą Ścieżkę. Mogła jedynie patrzeć i mieć nadzieję, że żaden potwór nie nadjedzie. Obok niej po chwili zajęła miejsce Voodoo, jednak kotka wypuściła tylko kawałeczek powietrza z przepełnionych płuc. Później Pokrzywa umknęła śmierci, na co Kos zareagowała tak samo jak w przypadku Nowicjuszki, ale Roche... Był ostatni i... Upadł. Został zepchnięty. Trójkolorowa wypuściła powietrze, w jednej chwili znajdując się w pobliżu kocura.
- Roche, żyjesz - teraz naprawdę odetchnęła z ulgą. Nie szeptała, mówiła normalnie. - Wszyscy cali? Potrzebujecie postoju po tym wszystkim? - posłała kotkom zlęknione spojrzenie, uważnie je oglądając i sprawdzając, czy im nic nie jest. Jak widać, wszyscy byli cali, bez poważnych obrażeń, ale kto wie, jak z ich psychiką? Po wyjaśnieniu kocura, co będą robić dalej, kotka skinęła głową, potwierdzając jego słowa.
Srebrzysta kocica nie doczekała się odpowiedzi od Kos. Zawsze mogła ją dostać dopiero po przekroczeniu tej piekielnej drogi.
Czując trzęsienie pod łapami, kocica spanikowana wystrzeliła przed siebie co tchu. Dotarła za drogę bezpieczną zaraz po Kos i zaczęła się rozglądać za pozostałymi. Srebrzysta oddychała ciężko, a jej futro było nastroszone.
Pokrzywa dotarła zaraz po niej. Nowicjusz zamarła, kiedy Roche został popchnięty i upadł. Do diabła, kocica szybko znalazła się przy nim. Na szczęście wydawało się, że nic mu nie jest, na co kocicy spadł kamień z serduszka.
Czy potrzebowała postoju? Zaprzeczyła szybkim ruchem łba. Musieli się sprężać, dobrze by było też po drodze ogarnąć inną drogą, by nie ciągnąć kociąt przez jezdnie. Mogli następnym razem nie mieć tyle szczęścia w pechu.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Kos i Voodoo wyraziły jakiekolwiek zainteresowanie, Pokrzywa nie. Kto by się spodziewał! Nie przejął się tym ani trochę, tak szczerze. Wstał, nic mu nie było, nie potrzebował tłumu zapłakanych kotów, które są przy nim. Wyrazy zainteresowania jednak przyjął pozytywnie, bo chociaż komuś zależało na jego zapchlonym zadzie. - Tego złego śmierć szybo nie weźmie - odparł bez wahania Kos, która stwierdziła że Roche żyje. Nawet jakby jakieś martwe paskudztwa się do niego dobrały, to przywróciłyby go do życia, żeby nie musieć się z tym przyjemniakiem użerać. - Nie ma słowa sprzeciwu, więc ruszamy. Robi się późno, nie wiadomo czy nie będzie nam potrzebny dłuższy postój - to skierował szczególnie do Kos. On nie chciał robić przerw, na nic. Ciągle poganiał, ciągle się spieszył, chciał mieć podróż za sobą. Raz za troskę dostał po łapach, teraz myślał po prostu o celu, nie o emocjach, nie o odczuciach innych. Ani swoich. Po prostu musieli znaleźć obóz.
Ruszył. Jak zapowiadał, będą iść na północ, wzdłuż drogi. Może teraz będzie bez żadnych niespodzianek w postaci pędzących wprost na niego potworów.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Szylkretka przyspieszyła, gdy znienacka na drodze pojawił się pędzący z zawrotną prędkością samochód. Żołądek podszedł jej do gardła, a serce łomotało jak szalone. Udało się. Wszyscy przeszli bez szwanku na zdrowiu. Zerknęła na cętkowanego kocurka, który aż został popchnięty przez pęd powietrza z mijającego ich wozu. Nic mu nie było. Dobrze. Pokrzywa przeskoczyła nad rowem pełnym śmierdzącej brei i śmieci, aby oddalić się od drogi. Na zadane pytanie - milczała. Już wszyscy dobitnie pokazali jej, że cokolwiek powie, oni sobie z tego nic nie zrobią. Zresztą była zgodna z decyzją, o tym, aby ruszyć natychmiast. Krótka przerwa po tej niebezpiecznej przeprawie była wskazana, w takim stanie jak teraz byli łatwym celem. Nie było jednak czasu na odpoczynek. Najgorsza część była już za nimi. Droga, która obrali Roche wraz z Kos, wymagała od nich wejścia na Grzmiącą Ścieżkę ponownie, aby przejść nad rzeką wpływającą do Topiołek. Wciąż ryzykowne, ale trzymanie się pobocza nie niosło za sobą aż tak dużego ryzyka nagłej śmierci, jak przechodzenie na wskroś.
Ruszyła za resztą, tak jak poprzednio - trzymając się lekko z tyłu.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
//sorki misie. Wczoraj zapomniałam tu zerknąć.
Gdy cała czwórka pokonała Grzmiącą Ścieżkę słońce stało już wysoko na niebie. Mgła całkiem się rozproszyła i powietrze zrobiło się ciepłe, natomiast świat wokół nich trajkotał swoim naturalnym rytmem. Mogli przewidzieć, że gdy dotrą na Wysokie Trawy za Topiołkami to będzie już zmierzchać.
Na razie jednak musieli jednak jeszcze pokonać ostatnią przeszkodę, czyli rzekę. Mogli spróbować ją przepłynąć, ale nie byli członkami Klanu Rzeki, więc coś takiego mogło się okazać dla nich zbyt ryzykowne i wręcz... śmiercionośne. Nie tak dawno były roztopy, więc nie było co liczyć na to, że rzeka albo brzeg Topiołek będą wyschnięte i będzie można po prostu po nich przejść, zatem zostawało im przejście poboczem.
Koty powoli czuły, jak zaczyna im doskwierać delikatny ból łap i zmęczenie, w dodatku zaczęli być trochę głodni. Minęła już ponad połowa dnia, a oni nic w tym czasie nie jedli. Mogli się zatrzymać i poszukać czegoś teraz, a mogli to zrobić w spokoju, później, jak już dotrą do Wysokich Traw. Tak czy inaczej przed snem musieli coś zjeść, bo cały dzień bez posiłku mógłby ich wyraźnie osłabić.