Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Marsz się nie ciągnął. Gdyby siedział i czekał na powrót kotów z wyprawy, pewnie byłby pewien że już minęły wieki, ale jako prowadzący miał wrażenie, że minęła ledwo godzina od ich wyjścia. Działo się dużo, ciągle odczuwał jakiś stres i chyba przez to czas leciał o niebo szybciej w odczuciu bengala.
Wędrówkę przerwała kolejna przeszkoda, jaką była woda. Znowu. Ostatni raz przy wodzie skakali sobie z Pokrzywą do gardeł i chyba dla własnego spokoju, wolał kombinować, żeby tylko nie musieć się znowu kłócić o to, że się przejmuje czyimś zdrowiem. - Możemy spróbować przejść drogą. To się wiąże z niebezpieczeństwem, ale pływanie nie jest o wiele lepsze. Każdy może wybrać w jaki sposób się przedostanie na drugą stronę. Po prostu uważajcie - spojrzał po reszcie. Nie będzie ich dzielił, mówił gdzie mają iść - mieli zrobić co chcą, byleby przejść na drugi brzeg wody. Jeśli ktoś chciał pływać czy skakać, mógł to robić. On wolał trzymać się swojego planu, wszak Grzmiąca Ścieżka nie miała styczności z wodą, a Fairy kazał mu unikać wody. Bo niektórzy się jej boją.
Wziął głęboki oddech, odliczył w głowie do dziesięciu, rozejrzał się na boki. Nie widział żadnego potwora - ale poprzednim razem też nic nie było na drodze, a potem znikąd prawie go zmiotło z planszy. Wszedł na Ścieżkę, trzymając się jak najbardziej jej krawędzi. Jeśli coś go zepchnie, wpadnie na błotnisty brzeg, albo do wody i i tak, wyjdzie na jedno, okaże się po prostu, że po drodze chodzić nie można. Poruszał się szybko. Tak szybko jak wcześniej tego nie robił. I teraz po prostu liczył na to, że uda mu się drogą przejść tak, by zaraz zeskoczyć na trawę, na drugim brzegu rzeki i po prostu czekać na resztę kotów.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Czas mijał, mimo że Kos tego nie czuła. To wszystko działo się tak szybko. Chwilę temu przekroczyli Grzmiącą Ścieżkę, a dwie chwile temu przeszli przez błoto i strumyk, a trzy, no, może cztery temu wyruszyli. Czas nie płyną, tak, jakby ona chciała. Biegli za wolno, zdecydowanie za wolno. Nie dotrą z powrotem przed zmierzchem. Czy Tundra przeszła w inne miejsce? Nie chciała wierzyć, że inne Klany były na tyle wyrozumiałe i pozwoliły Nowemu Świtowi zostać w obozie do ich powrotu. Jeszcze trzeba była sprawdzić nowe tereny...! Mieli tyle na głowie, a problemów nie brakowało. Jednym z głównych nie była woda, a wyczerpanie. Dało się je odczuć. Ignorowała je jak tylko mogła, ale jeśli niedługo nie zapolują, będzie źle. Powinni coś zjeść, zregenerować siły... Jednak czy był na to czas? Chciała wierzyć, że był.
Roche wydał rozkazy, nie nakazując nic konkretnego, poza przedostaniem się na drugą stronę. Woda odpadała. Nie była z Rzeki, nie potrafiła pływać. Kociaki i Dynia tędy nie przejdą. Rzuciwszy kontrolne spojrzenie na wszystkich wędrowców, ruszyła na krawędź Ścieżki. Rozejrzała się uważnie, nasłuchując i wąchając cały teren. Myśl, że kocięta będą musiały przechodzić dwa razy przez Ścieżkę była niepokojąca... Może wymyślą inną drogę na drugą stronę. Westchnęła cicho. Kiedy wszystko wyglądało na względnie bezpiecznie, rzuciła się do przodu, biegnąc poboczem tak szybko, jak tylko się da. Liczyła na szczęście oraz fakt, że przebiegnie wystarczająco prędko, aby zbiec z nawierzchni od razu na drugim brzegu, bez żadnej tragedii.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Upływający czas ją niepokoił. Sądziła, że do tego czasu będą już rozglądać się za dobrym miejscem pod obóz. Tak by pewnie było, gdyby mogli się osiedlić w pobliżu wrzosowiska widocznego w oddali, jednak Szepcząca Sadzawka w sąsiedztwie nie wchodziła w grę. Nie mogli ryzykować kolejnych problemów z Klanami. Zwłaszcza teraz. Musieli iść dalej... ale jak daleko? Może obrali jednak zły kierunek podróży. Grzmiąca ścieżka tworzyła ciężką do przekroczenia granicę, to prawda, ale reszta Nowoświtowców również musiała się przez nią przeprawić. Do tego wszystkiego dochodził fakt, że ani oni, ani ci, co pozostali - nie wiedzieli, co się dzieje z drugą grupą. Fairy powiedział, że z pozostałymi przeniosą się w pobliże Topiołek i tam będą na nich czekać. Ale czy byli bezpieczni? I jak długa będą musieli się chować z krzakach, zanim przyniosą im dobre wieści?
Ignorując ból w łapach i rosnące zmęczenie Pokrzywa zbliżyła się ponownie do chropowatej powierzchni Grzmiącej Ścieżki. Odczekała, aż na drodze nastanie cisza i żaden potwór nie będzie w zasięgu wzroku i wkroczyła na drogę. W przeciwieństwie do Rocha i Kos, którzy ruszyli przodem - szylkretka nie biegła. Przylgnęła do asfaltu zawieszona nisko na łapach, z brzuchem niemal przy ziemi, trzymając się jak najbliżej krawędzi jezdni. Starała się przekroczyć niebezpieczny fragment na tyle szybko, na ile pozwalała jej przykucnięta pozycja. Zielarka była przygotowana do tego, aby skulić się, gdyby obok niej znów niespodziewanie pojawił się samochód.
Wątpliwym było dla Voo, że wyrobią się przed końcem dnia. Już w łapach zaczynało pojawiać się zmęczenie, a jeszcze nawet nie byli blisko. Nie opłacało się wracać tylko na noc. Srebrzysta miała nadzieje, że Dettlaff będzie spał spokojnie podczas jej nieobecności.
Żuczek, słysząc rozkazy młodszego kocurka, zmarszczyła delikatnie nos. Sama chętnie wybrałaby się przez wodę, zmniejszając szanse na spotkanie potwora, z drugiej strony zaś, czy nie było jeszcze za zimno na moczenie się w wodzie? Kocica weszła na drogę, uprzednio rozglądając się czy żaden z potworów nie nadjeżdżał. Żuczek gdy tylko uznała, że jest bezpiecznie, ruszyła przed siebie szybkim biegiem. Poruszała się po krawędzi, gotowa w razie nieplanowanego zagrożenia zeskoczyć do wody. Srebrzysta miała nadzieje na jak najszybsze przedostanie się przez drogę i zbiegnięcie z jezdni na drugim brzegu.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Tym razem kotom udało się bez problemu przebiec na drugą stronę. Nie zbliżał się żaden potwór i mieli swobodne przejście, dzięki czemu, po kilku chwilach, cała czwórka znalazła się po drugiej stronie rzeki. Po ich lewej stronie była Grzmiąca Ścieżka, po prawej zaś Topiołki. Teren był wilgotny i trochę zaśmiecony, ale nowoświtowcy pamiętali, że jeszcze nie tak dawno temu okolica była zalana w wyniku roztopów. Było to widać po stanie otoczenia.
Teren był w miarę pusty, ale rosło na nim trochę drzew. Jeśli będą iść dalej wzdłuż brzegu Topiołek to swobodnie dotrą, już bez przeszkód, do Wysokich Traw. Na razie jednak znajdowali się blisko starej, pustej Nory Krzywuchy, a dalej była Samotna Wierzba. Jeszcze nie zapadała noc, więc mogli kawałek przejść.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Odetchnął cicho, czując wyraźną ulgę że tym razem nie stało się nic. Wraz z tym też zauważył, że... im dalej idą, tym mniej wie o terenie w którym są. Kiedyś jakimś cudem dotarł do Nory Krzywuchy bez najmniejszych problemów. Może to dlatego, że wtedy nawet nie wiedział o istnieniu potworów i nie bał się czegoś, o czym pojęcia nie miał. Nie wiedział w każdym razie co jest dalej, za Norą Krzywuchy. Przypuszczał, że mało który kot z wyprawy wie.
Ruszyli dalej, szkoda marnować czas. Kierował się przez ostatni znany mu teren, idąc do miejsc nieznanych. To jest do Samotnej Wierzby, potem minął Topiołki aż w końcu zatrzymał się przy Wysokich Trawach - lub miejscu, gdzie się zaczynały, bo nadal byli pośród drzew a pusty, trawiasty teren rozlewał się przed nimi. - Robimy przerwę czy wolicie iść dalej? Idziemy prawie cały dzień - rzucił krótko, patrząc zaraz po reszcie. Fakt faktem, była widocznie inna pora dnia niż wtedy jak wyruszali. Od początku drogi nie mieli ani jednego stopu na tyle długiego, żeby łapy im odpoczęły.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Przeszli na bezpieczną stronę bezpiecznie, tak, jak tylko się dało. Nawet nic nie wjechało. Nawet nikt się nie zatrzymał. Nawet... nie było problemu. To trochę zaniepokoiło kotkę, zważywszy na ilość problemów z którymi mieli do czynienia wcześniej. Ale przecież szczęście też istnieje, prawda? Wcale nie zawsze musi wszystko być pod górkę, prawda...? Zbiegła z ohydnej nawierzchni, oddychając z ulgą. Wszyscy byli cali, a przed nimi, przynajmniej tak myślała, była ostatnia prosta. Gdzieś tutaj powinni się zadomowić, tak? Gdzieś tutaj, długo, długo przed nimi, jest ich nowy obóz. Obóz Nowego Świtu. Ta nazwała brzmiała tak przepięknie, jednak czy wszyscy go zobaczą? Czy Dynia da radę przejść taki kawał? Czy kocięta przebiegną wystarczająco szybko?
- Nie mam pojęcia - przyznała. - Powinniśmy odpocząć, a przynajmniej zapolować teraz, kiedy jeszcze mamy energię. W noc możemy przeoczyć wiele kryjówek i dobrych miejsc na obóz... Jeśli teraz byśmy zapolowali i znaleźć miejsce na krótki sen, a następnie wstali o świcie, to... Jak daleko do miejsca, gdzie możemy zacząć się rozglądać? - przerwała wpół zdania, spoglądając na kocura. Może już miał jakieś miejsce na oku? - Załóżmy że uda nam się znaleźć i dotrzeć na miejsca w połowie dnia. Jeśli się zepniemy, powinniśmy być w stanie wrócić w nocy jutrzejszego dnia - obliczyła w głowie, mając nadzieję, że pójdzie im chociaż w połowie tak dobrze jak sobie zaplanowała. Rozejrzała się po reszcie, chcąc znać ich opinię. - Jednak ja mam jeszcze wystarczającą siłę - czy nie kłamała? Każdy się męczył, a oni cały dzień spędzili na bieganiu. Bez przerwy, odpoczynku, miejsca na posiłek. - Ale jesteśmy na tej wyprawie wszyscy. Więc Pokrzywo, Rochu i Voodoo, tylko szczerze, to nic złego być zmęczonym po całym dniu biegu, robimy postój i polujemy, a następnie odpoczywamy, czy biegniemy dalej, póki.... - do jakiego momentu mogą biec? - ...nie znajdziemy nowego obozu, wzejdzie księżyc, lub nie padniemy ze zmęczenia? - zerknęła na nich troskliwie, zmuszając poniekąd do szczerej odpowiedzi.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że tym razem przejście po drodze skończyło się bezpiecznie. Oby tylko później dopisało im takie samo szczęście. Starała się o tym teraz nie myśleć, bo do głowy przychodziły jej najczarniejsze scenariusze. Będzie się tym martwic później, jak już będą mieli miejsce do zadomowienia się. Na dobra sprawę mogło się okazać, że okolice za Wysokimi Trawami wcale nie będą się nadawać na ich nowy dom...
Podążyła za ich przewodnikiem w stronę Wysokich Traw, a rosnące zmęczenie sprawiało, że czuła się jeszcze mniej pewnie niż do tej pory. Wzmogła czujność poprzez częstsze rozglądanie się na boki i węszenie. Świadomość, że nie widzi ani nie czuje niczego, co mogło im zagrażać była choć odrobinę uspokajająca. Jak długo będą jeszcze iść, nim Roche stwierdzi, że to moment na przerwę? Mogła zacisnąć kły, maszerować dalej, zignorować głód. Jak wiele razy w swoim życiu. Tylko wtedy nie była na zupełnie nieznanych terenach. Wiedziała czego może się spodziewać, czego wystrzegać - teraz wszystko, co ich otaczało, było obce i niebezpieczne. Jeden pies zauważony za późno i już będzie po nich, bo przewaga liczebna nie zda się na nic przy braku sił. - Zjedzmy coś i znajdźmy miejsce na nocleg albo chociaż drzemkę. Nie wiemy, co nas czeka, musimy być w pełni sił. - mruknęła, spoglądając na kocicę. Niechętnie podjęła głos, ale szylkretka zwróciła się do niej osobiście.
Srebrzysta kocica odetchnęła z ulgą, kiedy udało im się już bez zbędnych cyrków przejść na drugą stronę. Kroczyła powoli i ostrożnie za Roche’em. Łapy powoli zaczynały ją boleć.
Kiedy zaczęła się dyskusja na temat przerwy, kocica zmrużyła wdzięcznie ślepia. - Zgadzam się, rozsądniej byłoby teraz odpocząć, łatwiej nam będzie znaleźć odpowiednie miejsce na obóz za dnia tak samo wypatrzeć potencjalne zagrożenie, a i kiedy już to zrobimy lepiej wracać jak najszybciej do naszych.
Voodoo znała zagrożenia, które oferowało osiedle. Dzicz? W dodatku nikomu nieznana była znacznie ciekawszą zabawą. Kocica zmrużyła ślepia, zastanawiając się intensywnie. - To nie jest bezpieczny teren, dobrze by było gdyby przynajmniej jedno z nas stało na czatach, podczas odpoczynku, możemy się zmieniać. Każdy odpocznie i będzie bezpieczniej.
Propozycja Żuczki była wysunięta ostrożnie. Nie dowodziła tu, tę rolę pełniła raczej pozostała trójka z pełnymi rangami, ona jedynie proponowała rozwiązanie.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Z dwa razy pytałem czy ktoś potrzebuje przerwy, więc chyba moja odpowiedź jest oczywista - wzruszył ramionami. Skoro teraz wszyscy chcą odpoczywać, można to zrobić jak najbardziej. Na propozycję Voodoo przytaknął łbem. - I tak zrobimy.
Nie będą ryzykować na obcym terenie zbyt bardzo. Pójście spać ot tak, kiedy nie wiadomo czego można się spodziewać było próbą samobójczą. Mogło się zdarzyć wszystko, od porwania dwunogów, po bycie rozszarpanym przez zwierzęta. Zaraz trzepnął ogonem. - Ruszamy na polowanie dwójkami, czy każdy szuka osobno? Z jednej strony, będziemy bezpieczniejsi. Z drugiej są szanse, że będzie dłużej to trwało - rzucił do Kos.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Tym razem podjęcie decyzji obyło się bez kłótni i problemów. Wszyscy przystanęli na odpoczynek, ba, nawet zaakceptowano jej pomysł. To dość dziwne uczucie, mieć świadomość, że coś się zadecydowało. Nigdy nie podejmowała istotnych rzeczy... To wszystko było takie skompilowane i nowe dla Kos.
- Dwójkami - odparła po chwili namysłu słysząc pytanie Rocha. Mieli przeżyć wszyscy, a nie być szybciej ale o połowę mniejsi. - Jeśli Voodoo mówi, że to niebezpieczny teren, nie ryzykujemy. Ja pójdę z Pokrzywą - spojrzała na kotkę, a następnie na pozostałą dwójkę, wzrokiem oznajmiając że to oni idą razem. Nie mogła sparować ze sobą Rocha i Pokrzywy, a kocur był dość silnym obrońcą, więc powinien dać sobie radę w razie czego, Pokrzywa również.
- Złapcie tyle, ile potrzebujecie. Wracajcie jak najszybciej tutaj, w to samo miejsce. Ja pierwsza obejmę wartę, a później się dogadamy - chyba wszystko będzie dobrze, prawda?
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Drugi - rzucił krótko, zaklepując kolejkę wartowania. Chciał siedzieć w najbardziej ciemnej nocy, chciał się przyzwyczajać do bycia w takiej ciemnej atmosferze. Bo kto wie, czy kiedyś nie będzie musiał tego robić! A jak się przyzwyczai już teraz, będzie nawet lepiej. Przynajmniej dla niego.
Szczerze, cieszył się że nie musi iść z Pokrzywą. To oczywiste, że... no... nie chciał być z kimś, z kim się przed momentem jeszcze kłócił. Z Voodoo, nie wiadomo. Było mu to obojętne, nie miał ani nic przeciw, ani nic za tym pomysłem.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
//robimy lekkiego skipa czasowego bo jesteśmy do tyłu z czasem.
Gdy cała eskapada szła w stronę Wysokich Traw, Pokrzywa wyczuła jakiś zapach ze strony znajdującej się niedaleko nory - Nory Krzywuchy. Nie mogła wiedzieć nic o przeszłości ani przeznaczeniu tego miejsca, ale wokół unosił się zapach różnych ziół, i gdyby potrzebowała, pewnie mogłaby tu coś znaleźć. Nie mieli jednak czasu sie zatrzymywać, zamiast tego poszli aż za Samotną Wierzbę, gdzie też podzielili się na grupy i zapolowali, łapiąc kilka drobnych zwierząt, które wystarczyły im by w spokoju nakarmić swoje żołądki.
Następnie, zostawiając wartowników, przespali aż do świtu. Słońce zaczęło wstawać na czystym niebie, oświetlając futra wędrowców. Znowu unosiła się gęsta, biała mgła,, która zdawała się wręcz wypływać z tafli znajdujących się obok Topiołek. Wokół panowała cisza i nawet ptaki nie zaczęły ćwierkać.
Teraz przed nimi rozciągały się już tylko Wysokie Trawy a za nimi - nieznany teren, gdzie należało szukać nowego miejsca do zamieszkania.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Wstał szybko. Bez zbędnego ociągania się, bez wydziwiania, jak w pysk strzelił nagle stanął na nogi i gotów był do wymarszu. Odpoczął, pojadł, był gotowy do ruszenia w dalszą drogę. Obca okolica niespecjalnie go straszyła czy przejmowała; brak śpiewów ptaków zdawał się być normalny, po prostu nie miały co tu robić i się stąd wyniosły. Jak oni z Kamiennych Pazurów. - Jak będziecie gotowi do wymarszu, ruszamy od razu - rzucił do reszty głośno, zaraz odchodząc kawałek na bok. W momencie gdy każdy byłby gotowy, nie byłoby żadnych pytań czy problemów, od razu by ruszyli w dalszą drogę. Przed siebie, w zupełnie nieznany teren, po prostu jak najdalej od ulicy.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Z napełnionym żołądkiem chodziło się o wiele lepiej. Wyspanemu również. Co prawda pierwsza pełniła wartę, ale przynajmniej nikt w środku noc jej nie budził. Teraz czekał ich świt nadziei, Nowy Świt. Te słowa motywowały ją do ponownego naprężenia mięśni i wyruszenia w kolejną trasę. Byli bliżej niż kiedykolwiek. Musieli iść dalej, lada chwila zaczną się rozglądać za nowym terenem. Łapy ją świerzbiły aby biec i szukać nowego obozu. To ona jako jedyna dorastała w obozie, doskonale wiedziała, czego potrzebują. Teraz nadeszła jej rola, jej kolej, aby się wykazać. Z jednej strony było to coś genialnego, coś, w czym mogła pokazać że zasługuje na imię Kos, ale z drugiej... Ta świadomość, że to ona dowodzi w pewnym sensie była irytująca. Męcząca.
- Myślę, że jesteśmy gotowi - rozejrzała się po pozostałych kotkach, szukając w ich spojrzeniach lub gestach potwierdzenia swoich słów. Ona była gotowa, bardziej niż kiedykolwiek w życiu. Już kochała Nowy Świt... Teraz przyszło tą miłość wykazać.