Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Przystanęła na moment, gdy dotarł do niej intensywny zapach ziół. Ciekawiło ją to miejsce, ale teraz nie było czasu na zwiedzanie, skupiła się na charakterystycznych punktach w okolicy, aby później móc tu wrócić. Nie była w stanie oszacować, czy był to jedynie swojego rodzaju składzik, do którego właściciel zaglądał tylko czasami, a może po prostu tak mocno przesiąknął zapachem tego, co zbierał, że ciężko wyczuć jego zapach, albo po prostu już tu nie mieszkał. Mogła też równie dobrze przeoczyć trop nieznanego zielarza, bo przecież nie podchodzili specjalnie blisko. Jedno było pewne - zarówno właściciel jak i zawartość tej nory są cenni. Będzie musiała wspomnieć o tym Fairy'emu. Jeszcze nie wiedziała, jak bardzo licha jest wiedza jej mentora i że to miejsce mogło być dla nich istnym ratunkiem w przyszłości.
* * *
Zmęczenie i niewyspanie towarzyszące Pokrzywie cały poprzedni dzień robiło swoje, więc bezproblemowo przespała całą noc, z krótką przerwą na pełnienie warty. Posiłek i odpoczynek dobrze jej zrobił. Mogła się wyciszyć i zdystansować do wydarzeń dnia poprzedniego. Wciąż nie zmieniła zadnia na temat młodzika i jego zbyt porywczej natury, ale chyba coś tam dotarło do jego łebka. Odkąd po raz pierwszy przekroczyli drogę, przestał być natrętny niczym mucha. I nie mogło być tak od początku?
- Możemy iść - mruknęła krótko. Nie było na co czekać. Wszyscy mieli czas się wyspać, a jeśli sen się ich dalej imał to... Nie ma na to lepszego sposobu jak tylko zacząć się ruszać. Poszli - bez większego planu, bo i nie było co panować - tereny przed nimi były zupełnie nieznane. Pozostało tylko liczyć, że za morzem traw znajdzie się miejsce dla nich. Podczas marszu kocica starała się wyciągać szyję w górę, żeby dostrzec coś poza rozciągającą się dookoła łąką. Chciała wypatrzyć jakieś drzewa, w których kierunku mogliby się udać. Otwarta przestrzeń absolutnie nie wchodziła w grę jako przyszły obóz.
Słysząc akceptacje swojej propozycji, kocica uśmiechnęła się nerwowo. Nie oczekiwała tego. Zamrugała zaskoczona, słysząc zaklepywanie kolejki czatowania. - Mogę być ostatnia.
Położyć się wcześnie i wcześnie wstać, nie było dużym wyzwaniem, chciała zaproponować, by to ona pilnowała pierwsza, ale reszta grupy miała pierwszeństwo względem wyboru. Jeśli natomiast Pokrzywa chciała tę kolejność, odstąpiłaby jej.
Kocica zastrzegła uszami, słysząc, że została sparowana do polowania z Roche'em. Nie miała nic przeciwko młodszemu kocurowi. Tylko jak oni mieli polować w dwójkach? Trzymać się w zasięgu spojrzenia? Kiwnęła łbem pozostałym, po czym ruszyła za bengalem, by po chwili ruszyć w trochę innym kierunku niż on. W razie czego jeśli któreś będzie potrzebowało pomocy, nie będzie problemu z dotarciem i nie będą sobie przeszkadzać.
Przed snem wyczyściła jeszcze futro, wygodniej było spać bez ubłoconych tylnych łap.
***
Potrzebowali odpoczynku i ten odpoczynek otrzymali, z pełnymi brzuchami łatwiej było zasnąć. Srebrzysta nie miała problemu z ostatnią wartą. Łatwiej jej było zostać przytomną, gdy zaraz nie kładło się na chwilę z powrotem. Kocica przeciągnęła się leniwie, by po chwili wstać na cztery łapy i podejść do Roche, on był tu dowódcą, zasługiwał, by zostać obudzonym pierwszym, zaraz Żuczka obudziła Kos i Pokrzywę. - Ruszajmy.
Krótka chwila na ogarnięcie się, by zaraz ruszyć dalej. Voodoo znów podczas pochodu kroczyła z tyłu, rozglądając się uważnie po okolicy.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Czwórka kotów dotarła w końcu do Wysokich Traw. Po ich lewej stronie znajdowała się Grzmiąca Ścieżka natomiast po prawej rozciagały sie Topiołki. Na przeciw nich natomiast był otwarty, pokryty szarą, gęstą mgłą, teren. Nie wyglądało, jakby Wysokie Trawy kończyły się gdziekolwiek blisko. Teren porośnięty był, jak sama nazwa wskazywała, wysoką, gęstą roślinnością, najróżniejszymi trawami, ziołami i niskimi krzewami, a drzewa znajdowały się tu tylko pojedyncze, rozsiane tu lub ówdzie. Przynajmniej tyle byli w stanie zobaczyć dopóki mgła nie opadła, odkrywając dalszy teren.
Wokół unosił się zapach łąkowych kwiatów, głównie wrzosów, ale też wielu innych roślin. Przyroda jeszcze nie obudziła się w pełni do życia, dlatego nowoświtowcy nie słyszeli ćwierków ptaków ani odgłosów owadów. Tutaj zaczynał się teren raczej nie znany Klanom ani okolicznym kotom, a trawy wyższe od nich, co utrudniało widoczność. Nie było tu żadnego śladu dwunogów, którzy chyba nie zwykli za bardzo oddalać się od Topiołek i Grzmiącej Ścieżki.
//znajdujecie się na krawędzi mapy, tam, gdzie są Wysokie Trawy
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Dalej. W takim miejscu to obozu sobie raczej nie zrobimy. Jeśli nic nie znajdziemy dalej, zawsze można zawrócić do miejsca, które jest "dość" interesujące - rzucił do reszty. Bo i z czego mieliby ten obóz zrobić? "Te trzy źdźbła trawy są nowicjuszy, a tamtych pięć uczniów". Nonsens. Nie zatrzymywał się więc, ciągle krocząc przed siebie w nieznane. Cóż, powiedział jak jest, lepsze to i oczekiwanie na niesamowite miejsce, które naprawdę nada się na obóz, niż zatrzymywanie się tu, w szczerym polu.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Droga dopiero co przed nimi się rozpoczęła, a ona już rozglądała się jak szalona machając łbem na każdą możliwą stronę. O tych stronach nawet ona nie słyszała. Wszystko było dziwne... Zasłonięte przez pryzmat niewiedzy. Stresowała ją to delikatnie. Potrzebowali czegoś genialnego, bezpiecznego... Z jednej strony dobrze byłoby to mieć gdzieś daleko, jak najdalej od Grzmiącej Ścieżki i domostw dwunożnych, jednak z drugiej taka dalekość również nie była dobra. Tu przecież trzeba dość! Taki Dynia lub Plaga, jednostki, które nie są ni szybkie ni zwinne, będą miały ogromny problem aby tu dotrzeć. Długa trawa również nie pomagała. Była dobrym schronieniem przed dwunogami, ale nie dziką zwierzyną. Ponadto, doszedł do jej nosa zapach wrzosów. Obóz z widokiem na wrzosy? To byłoby piękne.... Po chwili wróciła z krainy wyobraźni skupiając się na rozglądaniu się za szczególnym miejscem. Potrzebowali obozu i to już. Z wrzosami czy bez, musieli znaleźć coś, co nie będzie tak bardzo niebezpieczne dla kociąt jak obóz starej Pożogi.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Plan na obóz pomiędzy drzewami zaczynał blaknąć pod wpływem rzeczywistości. Chociaż okoliczne łąki, porośnięte licznie przez przyjemnie pachnące wrzosy, były dobrym miejscem pod przyszłe poszukiwanie ziół, to... nie dawały wystarczającego schronienia na dłuższy czas. Mimo wszystko potrzebowali choć kawałka dachu nad głową. Nie mogli pozwolić, żeby kocięta spały pod chmurką, a wykopanie zupełnie nowej nory zajęłoby zbyt dużo czasu. Parli więc nadal przed siebie, oddalając się z każdym krokiem od Grzmiącej Ścieżki. Przeczucie, że nie był to dobry kierunek podróży, zaczynał narastać w umyśle Pokrzywy. Co jeśli dalej będą już jakieś domostwa ludzi? Wciąż jednak cicho liczyła, że gęsta mgła opadnie i w końcu dostrzegą miejsce na ich nowy dom. Pozostawała czujna i pomimo słabej widoczności - rozglądać się i węszyć. Może skoro nie mogli czegoś zobaczyć, to chociaż wyczują?
Zapach wrzosów uspokajał skołatane nerwy, srebrzysta lubiła ten zapach. Mgła blokowała widok, Voodoo przez chwilę przez łeb przemknęło absurdalne pytanie. Czy gorzej byłoby się w tej mgle zgubić, czy gorzej byłoby gdyby któryś z tych towarzyszących jej wyższych kotów ją w tej mgłę zdeptał?
Przed nimi mogło być wszystko.
Córa Błyskawicy kroczyła zdeterminowana przed siebie, rozglądając się uważnie. Uszy miała postawione wysoko, nasłuchując. Musieli znaleźć bezpieczne miejsce, no i przy okazji w nic nie wdepnąć.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Prawda jest taka, że robienie obozu tak blisko Grzmiącej Ścieżki nie było zbyt mądrym pomysłem. Duże ryzyko bliskości potworów i dwunogów, hałas i smród unoszący się znad ciemnej, płaskiej drogi. W dodatku tuż za Grzmiącą Ścieżką znajdowały się tereny Klanu Rzeki i zbytnia bliskość z nimi mogła być dla Nowego Świtu problematyczna. Musieli znaleźć sobie takie miejsce, które będzie nieco oddalone od niebezpieczeństwa.
Po chwili spaceru przez Wysokie Trawy teren zaczął się nieco podnosić a grupa zaczęła wdrapywać się na wzniesienie. Wokół nich rozpościerał się intensywny zapach wrzosów, a same koty wpadły również na te rośliny. Można powiedzieć, że okolica była nimi niemal usiana, jakby trafili na prawdziwe Wrzosowe Wzgórze. Minęło już trochę czasu, więc mgła się przerzedziła, odsłaniając okoliczny teren. Na szczycie wzgórza stało jedno, samotne drzewo, niczym punkt orientacyjny, a przed nimi rozciągał się widok.
Na lewo, tam, gdzie mknęła Grzmiąca Ścieżka, widać było, że zaczynają się drzewa, a gdzieś przed nimi majaczył niewielki staw. Na prawo od nich ciągnęło się jezioro Topiołek, których brzeg również usiany był drzewami, a przed nimi rozciągała się łąka, niczym przedłużenie Wysokich Traw, gęsto porośnięta intensywną, bujną i kwiecistą roślinnością. Tylko gdzieniegdzie pojawiały się jakieś pojedyncze drzewka. Na przeciw nich, w oddali, natomiast majaczyły niskie skałki, obok których rosły krzewy, ale nie było to zbyt wyraźnie widoczne ze wzgórza, na którym się znajdowali. Tyle byli wstępnie w stanie powiedzieć o otaczającym ich terenie, były to jednak tylko ogólniki. Nie wiedzieli nic o tym terenie... z bliska.
// Widzicie mniej-więcej coś takiego. Dalej nie sięga wasz wzrok. Mapka jest tylko poglądowa w celu opisania wam jak w przybliżeniu wygląda otaczający was teren, proszę nie bierzcie jej jako faktyczny wyznacznik odległości względem forumowych miar, przynajmniej dopóki nie zostanie przez nas opracowana faktyczna, oficjalna mapa terenów forum.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Dotarcie na punkt obserwacyjny dla bengala było czymś zbawiennym. Jako pierwszy sprawnie wskoczył na górkę, zaczynając się rozglądać. Las wyglądał ciekawie - tak zawsze znajdzie się coś, gdzie można się skryć, ale... zbyt blisko drogi. Ciągnął się chyba jeszcze trochę dalej, ale pewien być tego nie mógł. Oba zbiorniki wodne odpadały. Koty to nie ryby! Nie mogli mieć obozu w wodzie. Zaś obóz na brzegu... Za blisko wody. Pamiętał, że mieli być dalej od niej, więc musieli być poza brzegiem. Ale teren przed nimi... - Kos - rzucił krótko, wzywając ją na raz do siebie. Gdy była już wystarczająco blisko, znów zabrał głos. - Pójdziemy w las, jak nie znajdziemy nic ciekawego, ale... tam. Gdzie skały, przed nami. Warto spróbować. Może będą jakieś jaskinie, może będzie tyle miejsca żeby mieć legowiska. I nie jest przesadnie blisko wody.
Trzepnął ogonem. Na ewentualną zgodę, od razu by ruszył w tamto miejsce, polecając innym wymarsz wraz z nim. Pal licho, będzie to faktycznie ich nowy obóz.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Wrzosowa granica w końcu ustała, ukazując wzgórze oraz drzewo. Samotne, widoczne zewsząd. Jeśli osiedlą się gdzieś niedaleko, ona zadba, aby było w ich terenach. To piękne miejsce...
Granica? Czy to nadałoby się na granicę? Czy Nowy Świt był klanem, czy chcieli mieć własne tereny, które byłby bronione przed wszystkimi? Była rozkojarzona, jednak jej wzrok padł na las blisko stawy bądź małego jeziora, niedaleko Grzmiącej Ścieżki. Ryby, las, zwierzyna. Będzie co jeść, również może być to ich punkt graniczny. Był zdecydowanie za blisko Grzmiącej Ścieżki, aby można było tam mieszkać. Zdecydowanie. Odwróciła wzrok na drugą stronę, gdzie wpadła na coś, co pasowałoby idealnie. Skały i krzewy, takie jak to mają klany. Ona żyła pod gałęziami i w norach... Ale to na pewno nadałoby się na obóz! Zamachała ogonem, przyskakując do Rocha nim ten skończył dokończyć jej imię.
- Tamten las i staw to ostateczność. Jest zbyt blisko Grzmiącej Ścieżki, zbyt wielkie ryzyko, że jakieś kocię wyrwie się z obozu i wpadnie pod potwora. Ale tak, te skały i krzewy powinny nadać się w sam raz - nie kryła ekscytacji, ba, pozwoliła nawet, aby ta ogarnęła ją w całości. Biegła więc cała napięta jak struna, nie mogąc opanować napiętych w niej emocji. - To drzewo nadałoby się jako punkt graniczny, jeśli mielibyśmy granicę. Podobnie jak staw - rzuciła przelotnie spojrzenie na taflę wody. Ona wiedziała już, że są blisko. Blisko nowego obozu Nowego Świt.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Wdrapali się na pagórek, na którym rosło samotne drzewo, a stamtąd mogli dostrzec więcej otaczających ich terenów. Dużo... trawy. Niemal tylko i wyłącznie. Widzieli inne drzewa, jednak ani jedne, ani drugie nie spełniały oczekiwań - jedne rosły blisko wody, drugie natomiast przy drodze. Ich oczom ukazały się natomiast krzewy i skały. Wyglądało to obiecująco, może nawet lepiej, niż pierwotny pomysł, który kołatał w głowie Pokrzywy. Przecież nie musieli koniecznie spać w korzeniach. Gęsta roślinność i głazy mogłyby robić za granicę obozu. Szylkretka nie nastawiała się jednak zbyt optymistycznie - najpierw musieli sprawdzić, czy miejsce się nada i - co ważniejsze - czy nie jest zamieszkałe. Podążyła za Rochem w tamtym kierunku, starając się zachować ostrożność. Węszyła, chcąc sprawdzić, czy z miejsca, do którego się zbliżali, nie dobiega niepokojący zapach.
Punkt obserwacyjny równie dobrze mógł być punktem orientacyjnym. Spojrzenie Voodoo natychmiast przyciągnęły skałki i krzewy. Mgła sprawiała, że nic nie było widać dalej, ale dalej również mógł być las, lub przynajmniej trochę więcej skał tworzących nory, lub jaskinie. Kocica zastrzygła uszami, słysząc słowa Roche i Kos oraz kiwnęła łbem na słowa kocicy, zgadzając się z nią.
Szybkim truchtem ruszyła więc za byłą cienistą. Nie chciała pozostać daleko w tyle, dodatkowo jednak rozglądała się uważnie na boki. Jeszcze tego by brakowało, by wbili się wprost pod nos jakiegoś niebezpieczeństwa.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Cała czwórka zgodnie zaczęła schodzić ze wzgórza i kierować się w stronę widocznych w oddali skał. Zapach grzmiącej ścieżki i odgłos potworów zaczęły zanikać, świadcząc o tym, jak oddalali się od niebezpieczeństwa i wchodzili głębiej w dziką łąkę, jaka rozpościerała się przed nimi. Rosły na niej najróżniejsze kwiaty i zioła, a gdzieniegdzie znajdowały się pojedyncze drzewa czy krzewy, przerywające monotonny krajobraz. Nowoświtowcy mogli wyczuć zapachy królików, myszy i ptaków, a kawałek dalej przechadzał się wysoki, szczupły bocian.
Nic nie niepokoiło ich podczas ich wędrówki, więc po jakimś czasie dotarli w pobliże wspomnianej formacji skalnej. Skały same w sobie nie były zbyt wysokie, na pewno były niższe od Błyszczących Głazów na terenie Klanu Rzeki, ale trochę bardziej rozległe, i od jednej ich strony otaczały je gęste i dosyć wysokie krzewy. Sama formacja składała się z wielu mniejszych lub większych, jasnoszarych bloków nachodzących na siebie w różny sposób, przez co znajdowały się między nimi szczeliny, z których wiała ciemność. Bez zajrzenia do środka trudno było powiedzieć, czy szczeliny między blokami skalnymi są na tyle spore, by mogły tworzyć legowiska. Niewiele też można było powiedzieć na temat zachodzących na skały krzewów znajdujących się na prawo od kotów. Były gęste, i, na oko, mogły tworzyć schronienie.
Gdy czwórka nowoświtowców dotarła blisko owego miejsca, niemalże jednocześnie dotarły do nich dwa bodźce - jeden to był zapach kota, a drugi to był widok kota. Na jednym z głazów leżał wyciągnięty chudy, jednolicie czarny kocur z postrzępionym futrem. Wyglądał na starego, biorąc pod uwagę jego wypłowiałe futro i opadnięte boki. xxx- Kto wy - podniósł głowę, wbijając spojrzenie w przybyszów. Mimo, iż głos miał odważny, wydawał się niepewny pojawieniem się nagle tylu obcych. Jego ogon drgał nerwowo, a kocur wbijał w nich bladożółte spojrzenie. A konkretnie w Kos, którą szybko wyhaczył jako najstarszą z nachodźców.
Członkowie ekspedycji nie czuli ani nie widzieli żadnego innego kota, poza nim.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Nagłe wybiegnięcie Kos zmusiło go gdzieś podświadomie do tego, żeby ją czym prędzej dogonić i iść chociaż obok siebie. Cholera wie co ich tam spotka - mieli się nie rozdzielać! Spojrzał na nią ostrzegawczo w chodzie, sugerując żeby się nie oddalała, ale żadnego ciętego komentarza nie rzucił. Kotka była przy tym jak już obdarzał innych krzyczeniem, mogła więc sobie sama w głowie ułożyć piękną wiązankę jaką Roche mógł jej zaserwować. Mogła też po prostu to zignorować i zrozumieć, że to - podobnie jak wcześniej - wysuwa się jedynie ze względu na troskę o wyprawę. Gdyby leciała sama, a tam był pies - co jakby nie uciekła?...
Cała wędrówka do skałek była... przyjemna, nawet dla niego. Było spokojnie, ładnie, o wiele milej niż jak na Pożogowym cmentarzu, gdzie największą atrakcją były różne kształty nagrobków. Tutaj ładniej pachniało, dało się do czegoś przykuć oko... A, no, właśnie. A propos tego. Roche słusznie się obawiał, że kogoś można tu spotkać. Staruch, wylegujący się na kamieniu, zaczął mówić do nich. - Wyszliśmy na spacerek. Widoki podziwiać, o tej porze są urokliwe. Jak coś padnie, to nawet nie czuć jak się ciało rozkłada, bo zapachy to zasłaniają - wymruczał spokojnie, wychodząc przed resztę. - A teraz postanowiliśmy sobie zrobić postój, bo nas strasznie bolą łapy.
Można zacząć spokojnie. Jeśli stary kłak będzie stawiał opór czy się kłócił - zgodnie z kodeksem miał prawo go zabić. Nie było opcji, że po przejściu tak długiej drogi ktoś nagle im zabierze to, co znaleźli. Stanął w niedalekiej odległości od starca. Z łbem nisko, aby to chronić gardło. Nie wiadomo czy w tym łbie mu się nie zacznie przewracać i go nie zaatakuje bez słowa. Lepiej uważać. - Przyszliśmy zająć te ziemie, starcze. Reszta Klanu nadejdzie niedługo - dodał w końcu głośniej, poważniej. Bez głupich żartów jak na początku. Klan oznaczał, że przyjdzie tu co najmniej naście innych kotów, więc pojedynczy dziad za wiele sam nie zrobi. Miał tu do zrobienia biznes, nie? Musiał myśleć nad straszeniem. Do zwykłych głupich rozmówek ma Dynię. - A jeśli nie zająć, to chociaż się dokładnie rozejrzeć. Żyjesz tu?
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos, po tym jak Roche do niej dołączył, zwolniła odrobinę, przejmując kontrolę nad emocjami. Ona sama takiego wyprzedzania nie uważała za nic złego, ba, wręcz twierdziła że miała do tego pełne prawo nie tylko ze względu na wiek, ale też i doświadczenie, które w razie nagłego wypadku z pewnością by się jej przydało. Nie chciała jednak irytować kocura, które lada chwila mógł wybuchnąć. Przeszli wiele, a celowe gotowanie emocji nie pomagało nikomu. Nim zdołała odezwać się słowem, na ich horyzoncie zjawił się nie tylko tajemniczy starzec, ale i odpalił się Roche, który to właśnie na nią spojrzał. Bała się odpowiadać, ba, wziąć odpowiedzialność za konsekwencje, ale dostała dość dobry motywator. Po pierwsze, to ona była najstarsza i to ona poniekąd odpowiadała za przyszłość Nowego Świtu, a po drugie, Roche zdążył już zagrozić kocurowi.
- Przepraszam za niego - wyszła dość szybko przed niego, posyłając staruszkowi przepraszające spojrzenie, aby po chwili odwrócić łeb w kierunku swojego kocura i posłać mu ostrzejsze spojrzenie, nakazujące odwrót i pozostawienie sytuacji jej. Zawalił, więc jak mówiła, przejmie kontrolę nad wyprawą, ale do tego musieli przejść później. Pod żadnym pozorem nie mogli wrócić z krwią na łapach. - Mam nadzieję, że jego błędy nie zachęcą Pana do ataku. Chcemy tę rozmowę przeprowadzić pokojowo, uniknąć rozlewu krwi i wrogów - czy nazywanie go Panem nie było dziwne? Czy się nie obrazi? Nie czuła nikogo poza nim, ale zawsze mógł ktoś nadciągnąć. Wyglądał na odrobinę niepewnego, nie powinni mieć problemów.
- Tak jak zostało wspomniane, poszukujemy nowych terenów, a to zbiorowisko skały i krzew nadaj się wprost idealnie. Poszukujemy takiego miejsca od jakiegoś czasu i chcemy je zająć, rzecz jasna jeśli nie jest zajęte przez kogoś innego. Jestem Kos - głos miała spokojny, nie ostry, w odróżnieniu od Rocha. Nie twierdziła, że odpuszczą taką okazję na obóz. Miała nadzieję, że nic nie pomyliła i wyjdzie dobrze. Zastanawiała się, czy dodać coś jeszcze, ale odpuściła. Nie chciała uchylać zbyt wiele, gdyż nie wiedziała, jak zostanie postrzeżona. Nie wszyscy byli pozytywnie nastawieni do Klanów.