Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Miejsce, do którego się zbliżyli, nie było zupełnie opustoszałe. Bo przecież nie mogło być za łatwo, prawda? Pokrzywa obrzuciła leżącego na głazie kocura uważnym spojrzeniem. Wyglądał na starego, ale wieku mogły mu dodawać zapadnięte boki i wypłowiałe futro. Nie zdawał się stanowić dla nich zagrożenia, ani posiadać towarzystwa. Przynajmniej nie tu i w tym momencie. Kocica jedna pozostała czujna, bo to, że w zasięgu ich wzroku oraz węchu nie znajdowały się żadne inne koty poza nimi - jeszcze nie gwarantowało, że czarny był zupełnie sam. Nastawienie samotnika dawało duże szanse na to, aby się zwyczajnie dogadać. Nie przyszli tu przecież nikogo wyganiać... prawda? Nie zrobią innym kotom tego samego, co uczyniły im klany... Prawda? Dowiedzą się, jak wygląda sytuacja, czy czarny w ogóle tu mieszka, a może po prostu wpadł powygrzewać się na słońcu? Na pewno dało się dojść do porozumienia. Zakładając, że to miejsce w ogóle nadawało się na zamieszkanie przez ich grupkę. Wierzyła w to. Wierzyła do momentu, w którym ich młodociany, niedojrzały dowódca postanowił im wszystkim zaimponować swoimi dyplomatycznymi umiejętnościami.
Uniosła wysoki brwi, przenosząc spojrzenie na Rocha, a jej mina wyrażała coś pomiędzy niedowierzaniem i obrzydzeniem. Za grosz taktu... I czym w ogóle były te teksty o rozkładającym się ciele? Widać młodzik był nie tyle co niedojrzały, co zwyczajnie brakowało mu piątej klepki. Ostrzegała je, ale nie chciały słuchać. Taki ma być Nowy Świt zdaniem cętkowanego? Mają przychodzić, gdzie chcą, stawiać żądania i zastraszać innych? Pokrzywa była o włos od tego, żeby zostawić dwie kocice z ich problemem. Nie będzie przykładać łapy do takiego sposobu załatwiania spraw, a szarpać się z podlotkiem nie miała zamiaru. Szkoda na to energii. Nim jednak zielarka postawiła choć krok, odezwała się Kos, próbując załagodzić i wyprostować sytuację. Rychło wczas, ale może starzec da się przekonać, że nie przyszli tu w złych intencjach. Raz jeszcze, dla pewności, rozejrzała się na boki, czy w kierunku głazów nie zbliża się ktoś nowy.
Skałki zbliżyły się szybciej, niż srebrzysta kocica mogła podejrzewać, a właściwie to oni zbliżyli się do skałek. Wzrok Żuczki w pierwszej kolejności przykuł bocian, czyżby były tu żaby, tak zwany przysmak Cienia?
Skały ogólnie wyglądały dobrze, choć jeśli mieli się tu osiedlić, trzeba było sprawdzić stabilność tego wszystkiego.
Z pewnością żadne z nich nie spodziewało się tu kota. Voo zmrużyła ślepia skupiona i instynktownie obniżyła łeb w razie i napięła mięśnie, gdyby starzec miał towarzystwo lub sam postanowił zaatakować, ostrożności nigdy za wiele. Kiwnęła łbem Roche'owi, który jak zauważyła, działał podobnie.
Córa Błyskawicy zastrzygła uszami, słysząc słowa Roche, to było... dobre kłamstwo. Reszta klanu, a właściwie grupy, brzmiało jak coś, czego stary kocur i jeśli nie był sam to i jego towarzysze, mogli się zlęknąć. Nie była jej obca taktyka zastraszenia potencjalnego przeciwnika. Byli na obcym niebezpiecznym terenie, to była najbezpieczniejsza taktyka.
Słysząc słowa Kos, srebrzysta zmarszczyła nos i machnęła gwałtownie ogonem. Nie tego się spodziewała. Była cienista najwyraźniej, była pewniejsza ich przewagi, skoro ot tak ujawniła informacje nieznajomemu.
Voodoo postanowiła sama z siebie się nie odzywać, lecz podeszła na bok, nie chcąc przeszkadzać w rozmowie i rozglądając się uważnie, gdyby pojawiło się jakieś zagrożenie, chciała je wypatrzeć pierwsza.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Zacisnął kły. Co za... z niej, kim ona to niby nie jest? Żeby przepraszać za niego? Za to, że DAŁ ZNAĆ, że PRZYJDZIE RESZTA? W dupie miał ten Nowy Świt. Czegokolwiek by nie zrobił, zawsze było źle. Nikt nie robił niczego złego, nie ważne co się powiedziało, tylko ON był tym cholernym złym w całym.
Splunął na bok, po prostu odchodząc w tył, żeby się rozejrzeć po okolicy. Jak najdalej od reszty, nawet nie chciał już chyba z nimi być. Po prostu był mu przykro. Po co on tu właściwie, do cholery jasnej, miał być? I tak nic nie mógł mówić. Kiedykolwiek mówił, nagle każdy miał problem. Cały Nowy Świt miał go gdzieś. Wpierw akcja z Pokrzywą, teraz Fala - którą jeszcze nie tak dawno zachwalał - stawiała go w złym świetle, bo inaczej by nie przepraszała za jego “złe zachowanie”. Voo jedynie od początku nie czepiała się o nic. JEDYNIE. Nowicjusze to chyba ostatnia nadzieja tej przeklętej grupy zlepionej ze śliny, modlitwy i taśmy klejącej. Zaraz będzie koniec tej wyprawy, to jedyne pocieszenie. A jak nie, to się wyrwie i pójdzie się przejść. I tak nic tu po nim tak szczerze. Ani teraz, ani... ani nigdy, skoro są lepsi i Roche, to wolał się nie bawić w ten głupi cyrk - bo i teraz każdy będzie go miał w rzyci. Co najwyżej dostanie kolejne uwagi, albo w końcu ktoś go dorwie i zabije, jeśli postanowi odejść zbyt daleko. Dosłownie, od momentu zniknięcia Rojsta wszystko robi się gorsze. Jak bengala tolerowała - bo inaczej się tego nie da nazwać - chociaż skromna grupa kotów, tak teraz miał absolutne wrażenie, że jest tu tylko żeby każdy mógł mu srać na łeb. Super.
Rozdzielanie się na samotne jednostki na obcym terenie, to był w sumie głupi pomysł. Rozdzielanie się na mniejsze grupy, było już lepszym wyjściem. Kierując się tą logiką, kiedy Żuczka zauważyła, jak Roche oddalił się, by jak sądziła się rozejrzeć. Kocica kiwneła delikatnie łbem pozostałym kocicom, zostawiając im rozmowę z starym kocurem. Ruszyła za nim szybkim krokiem, by po chwili się z nim zrównać. Miała nadzieje, że nie będzie miał nic przeciwko temu. - Nie powinniśmy chodzić samotnie, mogę iść z tobą?
Jeśli kocur nie miał nic przeciwko, rozglądała się uważnie po bokach. Lepiej by było, żeby nie trafili na żadne wesołe towarzystwo czarnego kocura.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Nic nawet nie zdążył zobaczyć, ledwo co się zbliżył do jednego z kamieni, gdy usłyszał za sobą głos. Na raz futro na karku się mu zjeżyło, bardziej w złości niż w strachu czy szoku. Roche raczej mało kiedy się bał, złość była jego główną emocją. Nic dziwnego więc, że reagował tak, a nie w żaden inny sposób. Nie powiedział jednak nic, aż do końca nie wysłuchał wypowiedzi kotki i nie pojął tego, co powiedziała. - Jakby coś mnie złapało, przynajmniej Kos by wiedziała, że z obcymi się nie postępuje jak z byle bachorami - warknął cicho by słyszała go tylko i wyłącznie ona, nikt inny z wyprawy. Zaraz obrzucił ją krótkim spojrzeniem zza ramienia. - Rób co chcesz. I tak macie w dupie moje dowództwo, więc moje słowa gówno znaczą.
Rzucił krótko, w dość obojętnym tonie. Skoro twierdzili, że sobie radzą, że nie jest potrzebny - to nie. Bez niego wcale nie musieli dojść tak daleko. Wcale nie musiało iść ciągle tak dobrze, mogli być już ranni, chorzy czy nawet martwi. A jakoś nikt nie ucierpiał specjalnie. Ale oczywiście - nikt się by do tego nie przyznał dla czystej zasady, bo to Roche nimi dowodził, nikt inny. Sprawiedliwość bywa urocza. Może wyolbrzymiał, ale nie umiał patrzeć na to wszystko inaczej. - Idziesz z troski, czy pilnować żebym nie zdezerterował? - mruknął jeszcze pod nosem, wracając do poprzedniego zadania - rozglądania się po terenach. Czegokolwiek by mu nie powiedziała, chyba i tak to nie ma znaczenia. W momencie zakończenia wyprawy Roche będzie w końcu takim samym nikim jak do tej pory.
Kocica westchneła ciężko, słysząc słowa kocura. Nic w sumie dziwnego, że był zły. - Twoje dowództwo jest dobre, żadne z nas się nie zraniło w drodze tutaj, poza tym nadal jesteś dowódcą tej wyprawy, wolę mieć twoją zgodę.
Kocica musiała szybko przebierać łapami, żeby dotrzymywać tempa wysokiemu bengalowi. Słysząc mruk, kocica zmrużyła ślepia zaskoczona. - Troska w pewnym sensie, jeśli nasz obcy ma kolegów, lepiej nie stawać przeciwko nim samemu.
Przynajmniej bengal jej nie pogonił, co dość regularnie zdarzało się jej ojcowi, gdy był zły, czyli gdy go coś bolało, czyli w sumie dość często, patrząc na źle wyleczony pysk.
Srebrzysta w sumie nadal rozglądała się uważnie, co jakiś czas zerkając w kierunku dwóch pozostałych kotek.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Na słowa Roche, futro na grzbiecie czarnego kocura uniosło się w agresywnym geście, jak gdyby kot informował w ten sposób, że nawet, jak ma umrzeć, to nie zamierza poddać się bez walki. Był już na tyle stary, że nie obawiał się śmierci, a koty, które nie mają nic do stracenia, mogą być niebezpieczne w kryzysowej sytuacji. Parsknął pogardliwie na Roche, patrząc na niego jak na żałosnego, rozgniecionego robaka. Nie zdążył się jednak odezwać, bo w słowo bengalowi weszła najstarsza kocica w grupie, na której czarny zawiesił swój mętny wzrok.
v - Nazywam się Wieszczy. I mieszkam tu. A ty lepiej pilnuj swoje rozwydrzone kocięta. Takie najszybciej umierają gdzieś w cieniu, rozszarpane przez tych, od których myślą, że są silniejsze - chyba nie mówił o sobie. Raczej mówił o... w zasadzie każdym, biorąc pod uwagę młody wiek i, póki co, niewielką tężyznę kocura. Byle co mogło go zabić i rozszarpać. Futro na grzbiecie Wieszczego niestety wciąż było zjeżone, a jego pożółkłe kły nieco obnażone. xxx- W tych skałach mieszkała moja rodzina - powiedział, obserwując kątem oka, jak pyskaty bachor się odsuwa do tyłu, a srebrna kotka chyba stara się go nieco uspokoić - ale od wielu księżyców jestem już tylko ja. - w jego głosie pobrzmiała nutka chłodnego, nostalgicznego smutku, Wieszczy jednak nie wdawał się w szczegóły. Zmrużył lekko ślepia i zamilkł na krótki moment, w dalszym ciągu leżąc na skale, gdy ciepłe światło słońca rozjaśniało już jego i tak wyblakłe futro. xxx - Za skałami leżą pochowani moi rodzice, rodzeństwo, dzieci, wnuki, prawnuki. Miło by było jeszcze raz zobaczyć to miejsce tętniące życiem i pełne głosów, o ile nie byłyby to... takie głosy - uderzył ogonem o kamień, patrząc bezczelnie na Roche, który odsunął się od towarzystwa i stanął z tyłu, obrażony na cały świat - Jednakże ja do swojej śmierci nie zamierzam opuszczać tego miejsca.
Roche, rozglądający się po okolicy, mógł dostrzec, że skały są całkiem rozległe, na tyle, że jeśliby porobić legowiska miedzy skałami i pod gęstymi krzewami, to mogłoby spokojnie starczyć dla grupy kotów, nie były jednak zbyt wysokie. Może to i dobrze, bo w ten sposób zwracały mniejszą uwagę. Otoczone były gęstymi krzewami i wysokimi trawami, a kawałek dalej widać było zaczynający się las, najprawdopodobniej przedłużenie tego, który widzieli z Wrzosowego Wzgórza, a pod którym znajdował się niewielki staw. Ciężko powiedzieć, co było po drugiej stronie skał, ale jeśli akurat nikt nic nie mówił, to Roche mogło się wydawać, że słyszy bardzo delikatny, cichy szum płynącej wody. Ale trzeba by było to potwierdzić. Może gdyby wejść na skały, to byłoby lepiej widać.
Drzew w okolicy było niewiele, ale kilka rosło to tu, to tam. Z boku skał wystawały gałęzie samotnej jarzębiny.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Przeraziła się potwornie, kiedy ten uniósł wściekle futro. Roche zdecydowanie był typem kota, który na złość odpowie złością. Całe szczęście, zrobiła to, co zrobiła, co uspokoiło w pewnym stopniu kocura, jednak nie całkowicie. Niby mogli go zaatakować, przecież był tylko starcem, jednak... Gdyby Dyni przyszło bronić kocięta, raczej umarłby, ale zadałby też parę pokaźny ran przeciwnikom.
Skinęła poważnie głową, słysząc słowa Wieszczego. Z początku czuła się źle, ba, okropnie, że ten odszedł w furii, jednak ona musiała to zrobić. Kocur zaatakował by ich, gdyby Roche dalej prowadził dyskusję. A ona nie chciała mieć negatywnych relacji z Rochem.... Stłumiła w sobie chęć podbiegnięcia do młodego, przeproszenia go i wyjaśnienia, dlaczego postąpiła tak, a nie inaczej. Miała też ogromną nadzieję, że Voodoo, która za nim pobiegła, wybroni Kos przed złością kocura. Chociaż o tym mogła pomarzyć. Bengal był, cóż, specyficzny. Nie mogła teraz pogadać, na pewno nie z nim.
Następną kwestią, była rodzina Wieszczego. Co się z nimi stało? Umarli...? Jak...?
- Współczuję - nie kłamała, a mówiła to szczerze. Wiedziała doskonale, jak to jest stracić rodzinę. Jak to jest stracić wszystkich... - Rozumiem. Również straciłam całą rodzinę. Mogę zagwarantować, że jeśli zamieszkamy, na tych terenach, twoi pochowani bliscy będą traktowani z wyraźnym szacunkiem. Muszę jednak wiedzieć, czy jest tutaj względnie bezpiecznie. Jeśli niedaleko jest jakaś nora borsuków, lub agresywny Klan... Sam rozumiesz - obyła się bez "pana", gdyż ten sam użył swego imienia. - A to miejsce z pewnością wypełnią przyjemne głosy. Nie tylko starszych, ale i średnich, też tych najmłodszych. Co do Rocha, należy do nas, więc będzie z nami. Wyciągniemy wobec niego konsekwencje, ale nie skazuj go na porażkę od razu. To kot o dobrym sercu, a swoim agresywnym zachowaniem starał się jedynie pokazać troskę o nas i pozostałych. Znam go trochę, widziałam jego postawę podczas wyprawy i wykazał się współczuciem. Daj mu, proszę, jeszcze jedną szansę. Nie ma kotów bez wady, uczymy się całe życie, w szczególności młodsze koty. Każdy z nas popełnia błędy, nawet ja i ty. - możliwe że właśnie jeden popełniała teraz? Czy mówiła źle? Czy Pokrzywa, z negatywnym stosunkiem do Rocha, będzie na nią zła? Czy Wieszczy zrozumie jej intencje? Miała nadzieję, że te słowa wspomogą kocura, gdyż mówiła je wystarczająco głośno, aby ten je usłyszał.
- Jeśli zamierasz tu zostać, co rozumiem, będziemy mogli żyć wspólnie. A ty będziesz częścią naszej ogromnej rodziny - zaproponowała mu miejsce w Nowym Świcie, jak kiedyś jej Rojst. I miała nadzieję, na dojrzenie identycznej szansy, tej samej, którą ona dostrzegła podczas tamtego spotkania.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Dobrze, że odszedł. Gdyby słyszał jak ta stara purchawa go obraża, nie wahałby się zaatakować. Kto jak kto, ale ledwo zipiący pryk, co zaraz się przewróci powinien trzymać język za zębami, bo Roche jak nie teraz, to kiedyś podrośnie i bardzo chętnie go dorwie. Niemniej, do niczego nie dojdzie, bo nie słyszał już rozmowy, skupiają się najbardziej jak mógł na Voodoo i rozglądaniu się po okolicy. - Pokrzywa i Kos nie podzielają tych spostrzeżeń. Kos zamiast dać mi załatwić sprawę, zaczęła gadać z tym... #### wie kim. Powinniśmy go złapać, przesłuchać, a potem przetrzymać aż padnie albo zabić. A nie, do ##### nędzy z nim rozmawiać. Ile on ma? Księżyc? Dwa? - warknął pod nosem, żeby tylko Voo go słyszała. Ogonem machał jak oszalały, czując jak złość w nim nadal się trzyma. Chciał się bić, na bogów, bardzo. Szczególnie teraz. Nawet już nie wiedział z kim bardziej, czy z Falą czy ze starym grzybem. Złość jedynie odbił na ziemi, uderzając w nią z takim impetem, żeby gruda ziemi odleciała na bok. Był wściekły. - ##########. Mam nadzieję, że skończą tę ##### rozmowę zaraz i będzie spokój. I będę mógł w końcu odpocząć od nich. Od tego wszystkiego. Wiesz jak tu było fajnie? Póki Rojst nie poszedł? Jak miałem chociaż szansę istnieć i nikt nie pluł mi w ryj, bo on chociaż starał się mi pomóc? A teraz, ##### mać, widzisz jak jest. Ja, dowódca, mówię z jakimś prawie-trupem, a tu Kos mnie zdradza i wbija pazury w brzuch. I tak tu jest z ##### każdym. Tundra i Dynia to dwa normalne koty. Reszta? ###### żart. ######## to wszystko. Poszedłbym coś zeżreć czy się czegoś napić, żeby zapomnieć, ale nawet ziół nie znam.
Pokręcił łbem na boki. Wciąż mówił na tyle cicho, żeby usłyszała go tylko srebrna kotka, nikt więcej. Nie wiedział, czy mówienie Voodoo czegokolwiek to dobry pomysł, ale na dobrą sprawę, cały Nowy Świt każde jego słowo widział jako problem. Więc chyba nie musiał się ograniczać i mógł czasem się wyżalić, że na dobrą sprawę lepiej jakby go nigdy nie było, niż jakby był tylko żeby każdy mógł z niego drwić i sprawiać mu przykrość. W czasie rozmowy doszło do obejrzenia okolicy i... nadawało się? Chyba. Było miejsce, nawet dużo miejsca. To było chyba najważniejsze. Na dźwięk szumu się rozejrzał. Wody tu nie ma, ale... może gdzieś jest? Wszedł zaraz na jedną ze skał, rozglądając się naokoło. Zaraz jeszcze kiwnął Voodoo na znak, żeby ta weszła do góry i rozglądała się z nim. Bo co to za przyjemność siedzieć bezczynnie i nic nie robić.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Uniesione ostrzegawczo futro czarnego tylko utwierdziło Pokrzywę w tym, że odsunięcie Rocha od załatwiania tej sprawy było koniecznością. Nie bała się walki. Ich czwórka to było aż nadto, aby poradzić sobie ze staruszkiem... ale, po co? Wieszczy niczym im nie zawinił, nie było potrzeby zachowywać się wobec niego z taką wrogością, jaką zaprezentował cętkowany. Nie miała przy sobie nic, czym mogłaby ich później opatrzyć, nawet wiedzy. Przecież czekała ich jeszcze droga powrotna i powrót do nowego obozu. Nie mogli ryzykować żadnych ran. Młody uczeń jednak miał klapki na oczach i nie dostrzegał tak oczywistego zagrożenia. Nie mówiąc już nic o tym, że Nowy Świt miał być lepszy od klanów, miał dawać szanse każdemu, kto wydawał się być tego wart, miał być podporą dla tych, którzy nie mogli zadbać sami o siebie. Ale nie, lepiej nawarczeć na niewinnego dziadka, bo się komuś w głowie poprzewracało.
Na odchodzącego Rocha zerknęła tylko przelotnie. Oczywiście smarkacz nie mógł znieść myśli, że ktoś mądrzejszy od niego przejął inicjatywę w kluczowej dla ich bezpieczeństwa kwestii. Nie zazdrościła Tundrze i reszcie Rady późniejszego użerania się z młodzikiem, ale... to przecież już nie jej sprawa. Zwinie się stąd, jak tylko zrobi to, co ma w planach. Nie rozumiała tylko dlaczego Voodoo tak bardzo starała się do niego przymilać. Ostatnie co trzeba było zrobić to mu przyklaskiwać i głaskać po główce, wmawiać, że przecież nie zrobił nic złego, tsk. Wejdzie im wszystkim na łeb i tyle.
- Możemy zapewnić ci pożywienie, ochronę i opiekę medyka - dodała, spoglądając na starca. To cenne aspekty, zwłaszcza dla kota w wieku Wieszcza, który przez dłuższy czas żył w grupie. Nie była w stanie w pełni zgodzić się ze słowami Kos, ale kocica na pewno brzmiała przekonująco.
Srebrzysta kocica, zamrugała zaskoczona słysząc ostre słowa Roche, gdyby Roche kiedykolwiek spotkał jej ojca... Skończyłoby się to albo tym, że daliby sobie po mordach i zostali kumplami, albo by się pozabijali z miejsca. - To, że z nim rozmawiają. To też niby jest jeden ze sposobów na przesłuchanie kogoś, przyznaje jednak, że wolałabym twój plan. - Niekoniecznie by później spełnić swoją groźbę, tylko by postraszyć.- Jak ktoś się martwi o swoje życie, zazwyczaj robi się znacznie bardziej szczery.
Słysząc o Rojście, kocica położyła po sobie uszy. - Wybacz jeśli któreś z moich zachowań odebrałeś jako plucie w ryj, nie zamierzałam nic takiego robić.
Kocur wyraźnie zaznaczył, że mówił o wszystkich, czyli o niej najwyraźniej też.
W momencie, w którym zyskała kiwnięcie głową, Żuczka również wlazła na jedną ze skał. Pierwszą rzeczą, o której pomyślała srebrzysta było, że pierwszym co będą musieli zrobić to sprawdzić stabilność niektórych skał, jeśli zamierzali tu zostać. Kocica przechyliła delikatnie łeb, zastanawiając się chwilę. A samotna jarzębina mogłaby być dobrym miejscem do zwoływania ich wesołej grupki.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Wieszczy wysłuchał w ciszy słów Kos, nie przerywając jej i pozwalając jej wypowiedzieć się do końca. Najwyraźniej miał do niej pewien drobny szacunek jako do kotki najstarszej z grupy przybyszów, a i w jego interesie leżało wysłuchanie jej prawidłowo. Kocur najwyraźniej był już zmęczony nieustanną samotnością przypominającą mu o tragedii, jaka go spotkała. xxx - Musisz mieć naprawdę dużą wiarę w dobre intencje innych kotów - mruknął pod nosem, jakby połowicznie przyjął jej słowa, ale nie zamierzał z nią dyskutować na ten temat. Nie ten czas, nie to miejsce. xxx - Zdarzają się czasem lisy, borsuki, ale chyba nie częściej niż gdziekolwiek indziej. Kojarzę Klany kotów, ale mieszkają one za Drogą Grzmotu i raczej się tu nie zapuszczają... twój kociak powiedział, że reszta waszego Klanu tu przyjdzie. Musicie być jednym z nich, lub im podobnych. Ale tutaj w okolicy, poza wami, takich nie ma - Wieszczy zdawał się używać określenia "twój kociak" bardziej w formie "twój podopieczny" aniżeli faktyczne kocię Kos. - Od tamtej strony jest las, a kawałek dalej płynie rzeka wypływająca od jeziora, więc płynąca woda jest w miarę blisko. Są w niej ryby, o ile potraficie je łowić. Dwunodzy czasem przyprowadzają na Łąki swoje zwierzęta, jak owce albo krowy, ale oni nigdy nie zwracają uwagi na koty. Jeśli chodzi o skały to jest między i pod nimi miejsce dla kotów, a pod jarzębiną rosnącą z drugiej ich strony jest duża, głęboka nora. Była tu już gdy tu zamieszkaliśmy. Może należała kiedyś do borsuków, później zajęliśmy ją my. Między krzewami też można zrobić legowiska albo znaleźć schronienie. Jeśli chodzi o zwierzynę, to na łące jest jej mnóstwo, głównie ptaki i gryzonie, bo nie każdy gania za zającami albo królikami. Ja już na to jestem za stary, jem głównie myszy albo głupie, zuchwałe ptaki, które nie odlatują na widok tak starego kota, jak ja. - opowiedział Kos, a jego ogon miarowo unosił się i opadał powoli na jasną skałę, na której leżał. xxx - Doceniam twoje słowa - odpowiedział w stronę Pokrzywy łagodniejszym tonem i skierował na nią swój blady wzrok. Bez opieki kocur na pewno zmarłby w przeciągu kilku księżyców. Był chudy a jego futro było w kiepskim stanie, w dodatku miał kilka widocznych kleszczy, których, najwyraźniej, nie miał siły (a może odpowiedniej wiedzy) sam sobie wyciągnąć.
Gdy Roche wdrapał się trochę wyżej na skały, poczuł zapach rześkiego, przyjemnego powietrza niosącego za sobą woń łąki i wody. Z gór było widać że w oddali znajdują się jakieś szuwary i niewielka zmiana terenu - najpewniej było to koryto rzeki wypływające z drugiej strony Topiołek a stanowiące przedłużenie rzeki przechodzącej przez tereny czterech Klanów. Od Wrzosowego Wzgórza go skał i od skał w stronę lasu z jednej strony, Topiołek z drugiej i rzeki z trzeciej było sporo terenu, który wystarczyłby dla grupy kotów takiej jak oni. Mieliby schronienie na skałach, dostęp do wody jak i fragment lasu, a od Klanów odgradzałaby ich Grzmiąca Ścieżka jak i Wysokie Trawy.
Roche i VooDoo mogli spostrzec, że na skałach, na których się znajdowali, było widać sporo zadrapań po kocich pazurach, nie były jednak świeże. Wieszczy musiał być ostatnim ze swojego rodzaju. Po drugiej stronie skał od tej gdzie Kos i Pokrzywa rozmawiały z Wieszczym faktycznie rosła średniej wielkości jarzębina, której korzenie ukrywały norę.
// ze skał teren wygląda mniej-więcej tak (wciąż skala i odległości do określenia jak powstanie oficjalna mapa, bo na mojej prowizorycznej mapce teren wyszedł mi wielki, ale w praktyce jest wielkości mniej-więcej takie terenu co inne Klany na forum)
//przy rzece są szuwary. Niedaleko nich jest niewielka kępka drzew, rzeka płynie sobie gdzieś tam w górę i nad skałami jest trochę lasku. Ogólnie teren jest łąkowy.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Skinęła łbem. Bo miała. Bo wiedziała, że w kotach z Nowego Świtu tkwi złote serce, tylko każdy okazuje je inaczej. Wciąż czuła się źle, po tym jak zastąpiła Rocha, jednak... Musiała to zrobić. Czy to oznaczać poświęcić się? Żyć w znienawidzeniu przez jednego kota, ale chroniąc przy tym parę innych kotów? Czy... Było warto? Może kocur dałby radę? Miał swoją szansę, ostatnią. Zrobiła to, co musiała. I już tego nie naprawia.
- Czyli damy radę stworzyć obóz - mruknęła do Pokrzywy, jednak nie szeptała, aby Wieszczy nie poczuł się jakiś wykluczony. W norze mogą dać legowisko terminatorom, a gdzieś pod krzewami nowicjuszom... Dadzą radę, muszą. Z jedzeniem też nie powinno być problemu, a z borsukami i lisami dadzą sobie radę. W Klanach też takie rzeczy miały miejsce. A skoro mają łąki, to mają i jedzenie... Wichrzacy. To wszystko kojarzyło jej się z Wichrem i nie wiedziała czy powinna być szczęśliwa czy wręcz przeciwnie.
- Dziękujemy za ostrzeżenia. Wobec tego, jak dobrze rozumiem, zgadasz się na nasz układ. Dołączasz do nas, a my sprowadzamy tutaj resztę naszego Klanu? - spytała dla potwierdzenia słów, chociaż wszystko na to wskazywało. Była gotowa zebrać resztę drużyny i wrócić. Chyba że ktoś miał zostać... Mogła to zrobić ona. Wiedziała gdzie szykować legowiska, mogłaby przygotować wszystko na dojście kociąt, Dyni, nałapać zwierzyny, przynieść mchu. Ale czy to rozsądne zostawiać samodzielnie Pokrzywę i Rocha? Sama Pokrzywa również mogłaby się tym zająć, a ona wróciłaby z resztą. Wtedy mogłaby wyjaśnić wszystko kocurowi, bez obaw przed krytycznym wzorkiem Pokrzywy! Mogli jednak potrzebować łap do przenoszenia kociaków... Uch, to wszystko było takie skomplikowane! Miała jednak nadzieję, że po słowach kocura będą mogli od razu się rozejść, aby za parę dni wrócić z Nowym Świtem.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Ja to wiem, i ty też. Ale tamte miękkie ciapy niespecjalnie. Pożoga miała być twarda i silna. A Nowy Świt to najwidoczniej raj dla kociaków biegających wśród kwiatków i przepraszających się za zbyt intensywne spojrzenie. Rzyg. Chodź, #####, sami go ######### jak będzie problem - mruknął znów jak najciszej do kotki, dając mocny nacisk na to "jak będzie". Nie zabije nikogo bez najmniejszej potrzeby, niemniej jeśli taka zajdzie - zrobi wszystko, by starzec padł. Jego już tu pewnie długo nie będzie, a ten chodzący trup nie będzie się przynajmniej męczył. Cholera wie ile w rzeczywistości ma siły. Co jak zwoła faktycznie jaką bandę? Mógł nienawidzić Nowego Świtu z całego serca i brzydzić się nim, ale dla tych z Pożogi wolałby oszczędzić bólu i cierpienia. Później trzepnął uchem. - #### by to zmieniło nawet jakbyś opluła mi ryj. Może przynajmniej by reszta ci gratulowała i skała wokół ciebie, bo zamiast łazić za kimś takim jak ja, trzymasz się takich jak oni. Tu nie ma sprawiedliwości. Nie ważne co by ci te ###### syny powiedziały. Jak zniknę, znajdą innego kozła ofiarnego. Ciebie, któregoś z młodych. Byleby był bezsilny i żeby każdy zgodnym chórem go chciał gnębić. Skończmy ten ###### temat. Patrz tam.
Zmarszczył nos, zaraz wskazując nim na teren przed nimi. Nie było źle. Im bardziej się rozglądali, tym lepiej tutaj wyglądało. Była przestrzeń, na pewno są tu jakieś zioła, było gdzie się kryć, mieli dostęp do wody... wszystko co im potrzebne było tutaj. Machnął łbem do Voo, na znak żeby za nim szła... albo została jak chce. Powiedział jasno, że w sumie i tak go nie słucha, więc jej nagła lojalność byłaby mu w tej chwili obojętna. On zaś skierował swoje kroki do Kos. - Zostajemy tu. Jest miejsce na wszystko i dla każdego. Kończcie gadać, powinniśmy dać reszcie konkretne namiary czym prędzej - warknął w jej stronę. Posłucha go to spoko, nie to... nie. Jakby nie było, reszta grupy była ważniejsza od tego starego pierda. Im prędzej się zbiorą i po nich pójdą, tym lepiej dla każdego chyba.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Słaby, nieco wymuszony uśmiech pojawił się na pysku Pokrzywy po słowach Wieszczego. Doceniał jej słowa. To było na swój sposób... smutne, że dopiero po dotarciu na miejsce ktoś ją docenił i nie był to niestety nikt z towarzyszy wyprawy. Nawet trochę współczuła czarnemu, jeżeli zdecyduje się przyłączyć do Nowego Świtu, bo jej zdaniem to po prostu nie było warte zachodu. W każdym razie nie okłamała kocura, z pewnością otrzyma wszystko, co obiecywała.
Spojrzenie Pokrzywy uniosło się ku niebu, gdy Roche wrócił ze swojego spaceru i znów zaczął się rządzić. Żałosne. Do jego pustego łba naprawdę nic nie docierało. Nie rozumiał, że mógł tylko pogorszyć sytuację, a przecież już byli o krok od dogadania się z samotnikiem.