Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Ach, co za życie. Jednego dnia budzisz się w ciepłej kociarni jako Matek, później nagle polujesz gdzieś daleko na jakiejś polanie, a na końcu wędrujesz wieczorem, bliżej swojego pierwotnego domu po raz pierwszy od kilkunastu księżyców. Promyk dziwnie się czuł, że z dnia na dzień coraz bardziej zbliżał się na stare tereny. Jednak przez ostatni czas kręcił się gdzieś blisko, nie mając odwagi wziąć się w garść i faktycznie podejść bliżej granicy z Wichrem. Nie bał się spotkania z żadnym Wichrzakiem, oprócz tej jednej, starej... Jego zniknięcie było tak niespodziewane i przede wszystkim niezapowiedziane, że domyślał się, że prędzej Roziskrzona Gwiazda urwie mu łeb i wsadzi w tyłek niż w ogóle weźmie pod uwagę przyjęcie go z powrotem. No, gdyby się trochę popłaszczył... Ale nie, za stary był, żeby się przed kimś płaszczyć. Był dorosłym kotem i nie może zrezygnować z dumy. Musiał tylko wymyślić coś, aby podpuścić kogoś innego z Klanu, najlepiej kogoś znajomego. Kogoś wpływowego! Jednak on już nic się nie orientował jak wyglądają teraz stosunki w obozie...
No nic, na razie siedział spokojnie na drzewie i rozmyślał nad spiskiem.
//Onion <3
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Oriental również unikał granicy z Wichrem. Chociaż, spytany, uznałby zapewne, że kierowały nim inne motywy niż Promyczkiem – on po prostu nie miał czego tam szukać. Nie dążył do powrotu na klanowy łańcuch, dobrze mu się żyło z możliwością zaczerpnięcia oddechu. I jedynie spotkanie ze Świt z tamtej ferajny nie wiązałoby się z wyrzutami, zarzutami i męczącym przedstawieniem, w którym zmuszony byłby wziąć udział. Rozmowa z każdym innym kotem by tego wymagała, a w niektórych przypadkach wypadałoby również udawać, że żałował swojej decyzji. I tak jak na co dzień nie miał problemu z naginaniem prawdy, tak w tej sytuacji każdy skrawek ciała i duszy sprawiał opór przed tak paskudnym kłamstwem.
A jednak, mimo braku interesu w odwiedzeniu drugiej strony Grzmiącej Ścieżki, Orion trzymał się okolicy. W promieniu dnia, maksymalnie trzech, wędrówki od klanów. Może znajome jak własne futro rejony nic oferowały, ale przynajmniej śmierć rdzawego nie skaziła ich jak świata za horyzontem. Chociaż to była jedynie jedna z wielu teorii. Nie zdążył jej jeszcze poddać sprawdzeniu.
I nie testował jej także dzisiaj, gdy wymijał kolejne drzewa w lesie należącym kiedyś do Nowego Świtu. Może odwiedziłby ichniejszy obóz? Albo to co z niego zostało po pożarze. Teraz jednak wypatrywał piszczki, której mógłby łatwo odebrać życie. I może gdyby nie niechęć do zbędnego wysiłku, nie odpuszczałby sobie obserwacji koron drzew. Ale tak jak nasłuchiwał otoczenia by nie zaskoczył go drapieżnik, tak nie mógł spodziewać się, że dostrzeże Wichrzaka (ex-Wichrzaka), gdy podniesie spojrzenie w górę.
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Fascynujące jak scenariusz życia sam się pisze! Jak za dotknięciem magicznej różdżki - w jednej minucie Promyk myślał nad planem powrotu do ciepłego Klanu, a w drugiej dostrzegł znajomy pysk. Nie przepadał za Orionem, tak naprawdę to go nie lubił, jednak automatycznie zobaczył w nim swój złoty bilet! Promienny Horyzont niestety nie był świadom, że Wędrujące Światła starał się właśnie trzymać jak najdalej dawnego domu. Nieistotnym było, czy oriental był Wichrzakiem czy nim nie był, tak naprawdę w przypływie euforii Promyczek w ogóle nie wziął tego pod uwagę. Liczyło się tylko to, że zobaczył kogoś znajomego. Co prawda, wolałby, aby był to ktoś inny, jednak nie był w pozycji do narzekania.
Odczekał chwilę, aż kocur się zbliży. Nie chcąc go wystraszyć krzyknął z góry:
- Uwaga! - po czym paroma susami zeskoczył z drzewa i stanął naprzeciw Oriona. Chciał się kulturalnie przywitać, wyjaśnić, co tu robi, a także prosić o pomoc w powrocie, jednak słowa ugrzęzły mu w gardle. Kiedy uzmysłowił sobie, że faktycznie musiałby prosić i wyjść przy tym na zagubionego głupca, o mało nie zemdlał. Mógł lepiej to przemyśleć. - Co tutaj robisz? Dawno się nie widzieliśmy.
Kiedy to powiedział zorientował się, że to pierwszy raz kiedy z nim rozmawia. Może jednak jego ekscytacja była zbyt szybka. Może właśnie wkopał się w potężne bagno. Jedyne co mógł teraz zrobić to wpatrywać się w rozmówcę i starać się nie wyglądać na zmieszanego.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair