Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Uśmiech Rosomak jeszcze przez dłuższą chwilę nie znika z jej pyszczka. Zapomniała, że się uśmiecha, zapomniała że w ogóle to zrobiła. Skupiła się w pełni na Ambient, na jej słowach, na tym… co jej mówiła. I Rosomak nie rozumiała. Ambient… nie kotką? Więc kim? Czy to oznacza, że była kocurkiem, jak na przykład Alaska? Jak Omen? Rosomak otworzyła pyszczek, nie opuszczając ogona, nie ruszając się z miejsca nawet o krok - jedynie wbiła wzrok w rodzeństwo, poruszając uszami, i po chwili kładąc je zupełnie na swoim łebku.
- Ambient… Gdzie idziesz? - zapytała cicho, czując jak niepokój w jej sercu powoli wzrasta. Ambient… chce przekroczyć granicę? Po co? Dlaczego jest tutaj bez nikogo, jakby… jakby nikt nie miał być tego świadkiem?
Rosomak zrobiła krok do przodu.
Księżyce: 86 Płeć: nie Matka: tsunami Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
Gdzie idzie? Nie wie. To było dobre pytanie, ale Ambient nie myśli o tym, żeby je sobie zadać. Nie czuje takiej potrzeby. Wie, że idzie daleko od Nowego Świtu. Tyle wie. To wystarczy.
Wpatruje się w Rosomak szeroko otwartymi oczami. Końcówka ogona drga, wąsy drgają, znowu przebiera łapami w nerwach, ale już się nie odzywa. Ciężko cokolwiek wyczytać z mordki Ambient. Żal? Może. Niepewność? Nie, raczej nie. Tęsknota?
Tak, to dobre określenie. Jeśli za kimś wie, że zatęskni, to na pewno za Rosomak.
- Wracaj - mówi cicho, spokojnie. Już bez nerwów. Już bez wątpliwości, chcąc uspokoić Rosomak, nie siebie. - Wró... cę - kiedyś.
Rosomak nie musi wiedzieć kiedy. Ale Ambient wie, że wróci. Nie kłamie.
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak rozumie. Rozumie to, że najwyraźniej Ambient nie jest kotką. Kim jest? Tego na pewno się dowie, bo chciała wiedzieć, naprawdę chciała zrozumieć kim dokładnie jest jej rodzeństwo. Ale to po prostu… nie było w tej chwili jej pierwszą myślą. Teraz priorytetem było to, że Ambient gdzieś się wybiera. Chce gdzieś iść, samotnie, kto wie na jak długo… a Rosomak nie zostawiłaby nikogo ze swojej rodziny samego, na pewno nie Ambient. Zrobiła kolejny krok do przodu.
- Pójdę z tobą, Ambient. Opowiesz mi o tym, kim jesteś. - powiedziała, ale zabrzmiało to bardziej jak prośba. Nie wątpiła w to, że Ambient wróci, ale… fakt był też taki, że najnormalniej w świecie się martwiła. Martwiła się o Ambient, delikatnych i kruchych Ambient.
Jej szeroko otwarte oczy skakały po całej sylwetce szylkretowego kota, było w nim coś pytającego, coś, co domagało się wyjaśnień. Rosomak chciała wiedzieć, o co chodzi. Coś było chyba nie tak. A ona chciała wiedzieć, co. Chciała pomóc.
Księżyce: 86 Płeć: nie Matka: tsunami Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
Ambient chce coś powiedzieć. Bo jeśli komuś w tej rodzinie należą się wyjaśnienia, to właśnie Rosomak. Ale co tu było wyjaśniać? Nowy Świt nie był domem. Ambient nie ma pewności, czym jest dom. W Nowym Świcie czuje się obco. Dziwnie. Nie wie, czy kiedykolwiek znajdzie dom, ale nie chce być tutaj. Chce odejść. Daleko.
Ale teraz, patrzy na Rosomak i myśli, czy na pewno chce zostawiać garstkę rodziny, która wciąż tu jest. Rosomak będzie tęsknić. Już tęskni. Ambient to widzi.
Kręci przecząco głową, stając prosto przed siostrą i wpatruje się w jej dwukolorowe oczy swoimi własnymi. Lodowato niebieskie mówi stanowczo, żeby wracała do domu, wróciła spać, nie myślała o tym, że Ambient odchodzi. Chabrowe oko ciepło daje do zrozumienia "nie martw się, poradzę sobie".
Jedno i drugie oko Ambient szkliście prosi, błaga Rosomak, aby pozwoliła Ambient odejść.
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Tym, czego Rosomak zdecydowanie nie rozumiała, było to dlaczego Ambient odchodzi. Gdzie idzie? Rosomak tym bardziej nie wiedziała. Po co? Również brak pomysłu. Poza terenami Nowego Świtu było wiele rzeczy do zobaczenia, wiele do odkrycia, jednak nic nie zdawało się nigdy dotąd interesować tak Ambient. Rosomak czuła coś złego w sercu. Czuła, że Ambient chce odejść i nie wrócić, że sobie nie poradzi i zniknie tak na zawsze…Niby nie wątpiła w umiejętności Ambient, a jednak czuła jak ze strachu jeży się futro na jej karku i barkach. Zrobiła kolejne kilka kroków do przodu, specjalnie po to aby stanąć obok rodzeństwa i spojrzeć w ich dwukolorowe oczy.
- Ambient. Ambient… proszę… obiecaj, że wrócisz. - miauknęła cicho, jakby z trudem. Martwiła się. Szczerze, zupełnie szczerze. - Obiecaj. Kocham cię.
Księżyce: 86 Płeć: nie Matka: tsunami Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
- Obiecuję - tylko tyle Ambient udaje się z siebie wydusić. Te słowa opuszczają jasną mordkę prosto, bez problemu, bez wątpliwości. Wie, że wróci. Może niedługo. Może w ciągu dni. Może w ciągu księżyców. Nie wie, ale wie, że wróci.
Kiedyś. Gdy poukłada sobie wszystko w głowie. Teraz... nie chce tu być.
Przez chwilę Ambient kusi podejść do siostry bliżej, dotknąć jej, pożegnać się czule, ale nie potrafi. Nie potrafi się żegnać. Nie wie jak. Nie potrafi okazać siostrze uczuć, którymi faktycznie ją darzy. Wzdycha głęboko, cofając się krok, drugi. Patrzy w oczy Rosomak, gdy się wycofuje.
A w końcu odwraca się do siostry tyłem i żwawym krokiem, przez gęste krzewy rusza do przodu. Zaraz znika siostrze z pola widzenia i wyłania się dopiero po chwili na asfaltowej drodze.
A potem znika za nią. Już się nie odwraca. Nie chce, żeby Rosomak teraz na to patrzyła. Nie chce żeby Rosomak miała szanse dostrzec, że płacze. Nie z tęsknoty za Nowym Świtem. Z tęsknoty za samą Rosomak. Nie żałuje. Więc czemu płacze?
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak także chciała dotknąć Ambient. Chciała podejść, chciała wtulić nos w ich futro i najlepiej już się nie odsuwać. Chciała spędzić z Ambient więcej czasu, bo nawet jeśli mieli zniknąć tylko na trochę… to ona już teraz tęskniła. Bardzo łatwo wpadała w tęsknotę i nigdy nie umiała zbyt dobrze sobie z tym radzić. Chciała pożegnać się porządnie i nie wiedziała czemu. Miała złe przeczucie co do tego wszystkiego.
Ale finalnie ledwo ruszyła się z miejsca. Prawie jakby bała się, że dotknie Ambient zbyt mocno i znów doprowadzi ich do płaczu, jak wtedy gdy byli jeszcze kociętami. Zrobiła jeden krok do przodu i jedynie musnęła Ambient nosem w bok, na moment przymykając oczy w czymś przypominającym smutek. Nie chciała puszczać Ambient samych… Dlaczego się na to zgadzała? Nie chciała ich też ograniczać. Chciała im zaufać.
Patrzyła za Ambient. Patrzyła, jak Ambient odchodzi, patrzyła jak znika za zaroślami, jak znika z jej pola widzenia. I stała tam długo, bardzo długo, zastanawiając się czy aby na pewno nie pójść jednak za rodzeństwem. Ale nie zrobiła tego. Musiała im zaufać. Musiała.
Wróciła do obozu. I czekała.
Tyczkowata budowa - wysoki ale tylko przez swoje długie łapy. Raczej chudy. Krótkie, szorstkie futro. Bury z bielą kocur o zielonych oczach. Długie, wiecznie popodgryzane wąsy, ma małe, ledwo dostrzegalne pędzelki na uszach.
Samolubny, twierdzi, że cały świat kręci się tylko naokoło niego. Przejmuje się losem tylko swojej najbliższej rodziny. Irracjonalny. Robi wszystko "bo może". Dziecinny, zawsze musi postawić na swoim. Kocha wyzywać innych. Głośny. Uwaga, gryzie. Twierdzi, że wszystko co się dzieje to sen, dzięki czemu całkowicie nie zwraca uwagi na wszelakie konsekwencje z swojego zachowania.
Kunie Gardło [GK], Słonecznik [KW]
Jasne, Kos coś wspominała o tym, że droga będzie długa, ale Gremlin nie sądził, że zajmie im ona aż pół dnia! Czuł się jakby łapy miały mu za chwilę odpaść! Na szczęście zatrzymali się po drodze na jedzenie (oczywiście on wcale o to nie poprosił, wcale), bo inaczej nie wiedział jak by w ogóle doszedł do tego miejsca, gdzie obecnie się znajdowali. Znaczy on by oczywiście doszedł na spokojnie, po prostu martwił się o szylkretkę. Dokładnie tak. Teraz jednak i on już miał dosyć. Co prawda poczuł, że zapach charakterystyczny dla Kos nagle stał się o wiele mocniejszy, jakby w okolicy mieszkało milion jej podobnych kotów, ale mało go to obchodziło. On miał oficjalnie dość. Kiedy w końcu odległa na horyzoncie kropka zamieniła się w drzewo na wzgórzu obok, Gremlin poddał się i po prostu położył się na ziemi, jednocześnie wyrzucając Irysa z pyska. - Mam dość. - oznajmił oficjalnie. Oczywiście nie miał, ale chciał żeby kotka sobie odpoczęła. Dokładnie tak - Czy te koty same nie mogą do nas przyjść? Kim one w ogóle są? I dlaczego muszą być tak daleko? - mimo, że nie miał sił na cokolwiek, na gadanie ciągle miał, tak też zamierzał to wykorzystać. Po za tym czym dłużej gadał tym dłużej mógł poleżeć na ziemi. Przynajmniej taką miał nadzieję.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos, odkąd przekroczyli granicę terenów Nowego Świtu, była zarówno spokojniejsza i coraz bardziej zestresowana. Będzie musiała go wszystkim przedstawić, młody będzie musiał wybrać Ścieżkę... A co jeśli nie zechce żyć w ich stadzie? Albo stado go nie zaakceptuje? Albo jego mentorem zostanie Sekwoja lub Pokrzywa? Dopiero przystanek młodego wyrwał ją z myśli. Posłusznie zatrzymała się i wysłuchała dziecka.
- Rozumiem. Odpoczniemy chwilkę, bo nasz obóz jest dosłownie tuż-tuż - pocieszyła go. - Czujesz może taki specyficzny zapach roznoszący się w powietrzu? To zapach Nowego Świtu, stada, z którego pochodzę. I do którego będziesz należał ty, jeśli zechcesz - zaczęła powoli. - I mieszkamy tak daleko, żeby było bezpiecznie. Tutaj nikt nas nie zaatakuje, ani dwunożni, ani inne koty.
Przysiadła obok niego i zaczęła myśleć. Jak mu by tu zacząć wyjaśniać strukturę ich stada? Może od osiągnięć? Młody, przynajmniej tak zaobserwowała Kos, zdaje się lubić osiągnięcia.
- Kiedy do nas dołączysz, zostaniesz... - spojrzała się na niego. Był już wystarczająco dorosły na ucznia. - Uczniem. I będziesz mógł wybrać jedną z trzech ścieżek: albo będziesz mógł pracować w lecznicy, czyli będziesz leczył koty, znał zioła i inne rośliny, albo będziesz polował i bronił stada przed niebezpieczeństwami, albo będziesz się nim opiekował. Spodoba ci się - to na sam początek. Synek pewnie wybuchnie od ilości pytań, znając jego.
Tyczkowata budowa - wysoki ale tylko przez swoje długie łapy. Raczej chudy. Krótkie, szorstkie futro. Bury z bielą kocur o zielonych oczach. Długie, wiecznie popodgryzane wąsy, ma małe, ledwo dostrzegalne pędzelki na uszach.
Samolubny, twierdzi, że cały świat kręci się tylko naokoło niego. Przejmuje się losem tylko swojej najbliższej rodziny. Irracjonalny. Robi wszystko "bo może". Dziecinny, zawsze musi postawić na swoim. Kocha wyzywać innych. Głośny. Uwaga, gryzie. Twierdzi, że wszystko co się dzieje to sen, dzięki czemu całkowicie nie zwraca uwagi na wszelakie konsekwencje z swojego zachowania.
Kunie Gardło [GK], Słonecznik [KW]
Mhm. Tuż-tuż. Ta na pewno. Gremlin wbił pysk w ziemię z zrezygnowaniem, tylko po to aby po chwili go wyjąć i kichnąć kilka razy bo ziemia dostała się do jego noska. Jaki ten świat był okropny i nieczuły na jego krzywdę! - Pachnie tak jak ty, tylko mocniej, więc musi być fajny. - oznajmił tylko. Oczywiście, że chciał dołączyć, gdyby nie chciał to by się nie fatygował taki kawał drogi! Nie myślał jednak o drodze aż tak dużo, gdyż Kos zaczęła mówić o czymś o wiele bardziej ciekawym. Mógł dostać jakąś rangę? Niemal od razu wystrzelił z powrotem na łapy, jakby sama perspektywa zostania uczniem tak go ucieszyła. - TAK JA CHCĘ SIĘ BIĆ! BARDZO CHCĘ OBIECUJĘ BĘDĘ NAJLEPSZY W OBRONIE I TYM DRUGIM!!! - niemal skakał z podekscytowania. Co prawda nie do końca wiedział na czym polowanie dokładnie polega, ale obrona innych brzmiała jak bicie się, a om zawsze chętnie się bił. To, że jeszcze nigdy nie było mu to dane to całkowicie inna sprawa. - A ty kim jesteś? Też się bijesz? Albo to drugie? Czym jest polowanie? Brzmi śmiesznie! - w sumie fajnie by było jakby miał taką samą ścieżkę jak jego mama. Mogliby razem chodzić i bić złe koty i w ogóle! Takie tam typowe rodzinne aktywności.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Widać, że jej synek. Chciał podążać jej ścieżką... Kto wie, może jeśli wykrzesa z siebie ostatnie cząstki sił, to młody da radę przejąć po niej obowiązki stratega? W Nowym Świcie póki co brakowało u nich odpowiedzialnych kotów i Kos szczerze wolała, żeby po jej śmierci stado zachowało jakiś porządek. A jeśli w radzie zostanie Pokrzywa, to może być cóż, bardzo ciężko.
Zaśmiała się cicho. - Dobrze dobrze, więc zostaniesz uczniem na ścieżce trzmielojada. Z niej możesz zostać stróżem, a później zwiadowcą, jeśli będziesz chciał. Wtedy będziesz mógł chodzić na specjalne misje... Mamy taki system, że każda ścieżka ma swoją rangę naczelną, czyli kota, który nią zarządza. Ja akurat jestem rangą naczelną właśnie ścieżki Trzmielojada. Jestem Strategiem - pochwaliła się. - Co znaczy, że będę mogła zająć się twoim szkoleniem. Chciałbyś? - zagadnęła. Musiała powoli zacząć się zamartwiać takimi przyziemnymi problemami, co zaczynało jej sprawiać dziwną przyjemność. - I jestem też w Radzie. To taka grupa kotów, które zarządzają naszym całym stadem. Prowadzą Zebrania, przyjmują innych do niego... - co tam jeszcze mogło być? Ach tak, wprowadzenie - Mamy w stadzie już trochę kotów i na pewno będą chcieli ciebie poznać. Rozumiem, że twoje imię to Gremlin, tak? - uśmiechnęła się. Było to imię trochę... Osobliwe, ale nie miała zamiaru oceniać.
Tyczkowata budowa - wysoki ale tylko przez swoje długie łapy. Raczej chudy. Krótkie, szorstkie futro. Bury z bielą kocur o zielonych oczach. Długie, wiecznie popodgryzane wąsy, ma małe, ledwo dostrzegalne pędzelki na uszach.
Samolubny, twierdzi, że cały świat kręci się tylko naokoło niego. Przejmuje się losem tylko swojej najbliższej rodziny. Irracjonalny. Robi wszystko "bo może". Dziecinny, zawsze musi postawić na swoim. Kocha wyzywać innych. Głośny. Uwaga, gryzie. Twierdzi, że wszystko co się dzieje to sen, dzięki czemu całkowicie nie zwraca uwagi na wszelakie konsekwencje z swojego zachowania.
Kunie Gardło [GK], Słonecznik [KW]
Uczniem na ścieżce trzmielojada... Brzmiało idealnie! Nie wiedział co prawda czym jest trzmielojad ale brzmiał jak coś bardzo groźnego, coś czy Gremlin mógł zostać. I JESZCZE MISJE?????? S P E C J A L N E MISJE???????? Gremlin tym razem serio zaczął skakać z radości. - TAKTAKATKATAKATAKAHAH8EUWDIHVEWDB - kocurek aż zachłysnął się powietrzem, przez to jak szybko zaczął mówić. Musiał zatrzymać się żeby odkaszlnąć kilka razy i dopiero po chwili wrócił do ponownego skakania naokoło Kos. - I jeszcze rządzisz??????????????????????? JESTEŚ NAJLEPSZĄ MAMĄ!!! TEŻ CHCĘ TAKI BYC!!! - KOS BYŁA JEDNAK CUDOWNA. NAJLEPSZA. NAJCUDOWNIEJSZA. Gremlin nigdy się tak nie cieszył z podjętej decyzji. Może i szli długo, ale skoro miał być tym całym trzmielojadem i jeszcze miał być trenowany przez Kos, chodzić na tajne misje i ona jeszcze w ogóle rządziła w tej całej grupie???? To była zdecydowanie najlepsza decyzja jego życia. - Eeeeeeee tak mnie dwunożni nazwali. Także chyba tak. Ale wolę być tym trzmielojadem. Chyba, że to nie imię. Ale mi wszystko jedno jak coś!! Jak będę mógł z tobą chodzić na misję to nawet się mogę nie nazywać!!!
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos po prostu się uśmiechnęła. Najszerzej od jakiegoś czasu. W końcu ktoś, kto cieszy się samą jej obecnością i jej osiągnięciami. I chciał spędzać z nią czas. I zależało komuś na niej. I... Dla Kos, choć kwestie tak przyziemne, były niesamowitymi przeżyciami, które wywracały jej stare serduszko do góry nogami.
Trzymała się bardzo dobrze i nawet udało jej się nie płakać, jednak kiedy maluszek nazwał ją najlepszą mamą na świecie, coś w niej pękło. Uroniła parę łez, zachłysnęła się parę razy źle wdychanym powietrzem i później już się uspokoiła. Nie chciała, żeby maluch pomyślał o niej jako o zbyt wrażliwej staruszce. Po prostu ilość szczęścia, jaką ten mały przyniósł Kos w przeciągu połowy dnia była nieproporcjonalnie duża do wartości smutku. W jednym dniu całe jej życie, a bardziej jego koniec, zostało wywrócone do góry nogami. I to na dobre. Po raz pierwszy w jej życiu wydarzyło się coś dobrego. Kos, choć tego nie okazywała, we wnętrzu zaczynała panikować. Wiedziała, że szczęście nie trwa długo i że lada moment coś się zniszczy. Ale na razie chciała dać radości trwać jak najdłużej.
- Och, możesz być kim chcesz! Nie musisz być Trzmielojadem, to tylko nazwa ścieżki... Pozostałe to Wilk i Salamandra, ale to niezbyt istotne. Jest wiele pięknych imion, niech pomyślę, Wojownik, Zwycięzca, Gwiazda... - zaczęła wymieniać imiona, które na pewno spodobają się maluchowi. - Albo Jesion i Alga... - dodała już nieco ciszej. No nic, młody na pewno nie będzie chciał wybrać imienia jej przodków, prawda?
Tyczkowata budowa - wysoki ale tylko przez swoje długie łapy. Raczej chudy. Krótkie, szorstkie futro. Bury z bielą kocur o zielonych oczach. Długie, wiecznie popodgryzane wąsy, ma małe, ledwo dostrzegalne pędzelki na uszach.
Samolubny, twierdzi, że cały świat kręci się tylko naokoło niego. Przejmuje się losem tylko swojej najbliższej rodziny. Irracjonalny. Robi wszystko "bo może". Dziecinny, zawsze musi postawić na swoim. Kocha wyzywać innych. Głośny. Uwaga, gryzie. Twierdzi, że wszystko co się dzieje to sen, dzięki czemu całkowicie nie zwraca uwagi na wszelakie konsekwencje z swojego zachowania.
Kunie Gardło [GK], Słonecznik [KW]
Tak się cieszył, że nawet nie zwrócił uwagi na reakcję Kos. Ale chyba to nawet lepiej, bo jeszcze by się zaczął o nią martwić. A na razie miał inne problemy na głowie. Na przykład jakie nowe imię mógłby mieć. Jakiś samotnik powiedział mu kiedyś, że Gremlin mu pasuje, ale mimo wszystko nie czuł się jakby to było rzeczywiście jego imię. W końcu nadali mu to imię dwunożni i to... w niezbyt przyjemny sposób. Pamiętał jak zawsze się tak do niego zwracali krzycząc. Brrr. Także nowe imię by się przydało. Nie mówiąc już o tym, że w sumie skoro Kos to teraz jego mama, to mama chyba nadaje z reguły imiona. A nie jacyś głupi dwunożni. Pluć na nich teraz będzie... No właśnie, tylko jakie to imię. Wojownik, Zwycięzca... Gwiazda... Wszystkie one brzmiały tak pięknie i tak... tak jak rzeczywiście powinien mieć na imię. Szlachecko wręcz. Ale te co później zaproponowała Kos... Jesion... Skądś znał Jesion. Był ktoś... coś... Jesion to drzewo życia, wiesz? Jedno z największych drzew na jakiekolwiek się wspinałem. Kiedy jeszcze byłem tak małym kociakiem jak ty mój tata zawsze opowiadał mi o nim jako o "niedocenianym księciu" wszystkich drzew. Po za tym to też drzewo na, którym poznałem twoją matkę- Ugh, głowa go od tego wszystkiego bolała. Ale trudno, ważne, że jesion brzmiało jak... Dom? Chyba tak to można było określić. Kocurek sam nie do końca wiedział. - Jesion brzmi super! Znaczy wiesz, po co mieć na imię gwiazda, skoro już wszyscy i tak będą wiedzieli, że nią jestem? - zażartował aby ukryć prawdziwy powód, dla którego nie wybrał tych "lepszych" imion.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Gdy Kos usłyszała wybór kocurka, była bliska osłabnięcia. Co prawda mieli już wcześniej Jesiona w stadzie, przez co wybór tego imienia pewnie odbije się negatywnym echem wśród starszych współstadowiczów, ale nie miała już siły zwracać uwagi na te wszystkie marudy. W tym momencie liczyło się dla niej to, że zamiast wybrać imię, które kocurkowi pewnie bardziej odpowiadałom, ten zdecydował się... Na imię, które ona zaproponowała. Ktoś zdecydował się na jej imię.
Jesion.
Tak samo, jak jej mama. Jak jej kochana mama, która została brutalnie zamordowana przez jednego z najgorszych kotów na świecie. Jej mamusia, która pewnie teraz przygląda jej się z gwiazdki i oby była z niej dumna. Pociągnęła jej rodowód dalej. Zrobiła coś. Zadbała, żeby jej imię nie zostało jednym z wielu przypadkowych, o których za parę sezonów nie będzie pamiętał już nikt.
Czym dłużej patrzyła się na nowego Jesiona, tym więcej zaczynała nabierać wrażenia, że ma przed sobą mamę. Jakby odrodziła się w nowej postaci małego, energicznego kociaka. A Irys wrócił tutaj w postaci Algi. Miała rodzinę. Miała rodzinę.
Miała rodzinę.
Kos musiała sobie to szepnąć jeszcze raz, bo nie była w stanie w to uwierzyć.
- A więc dobrze Jesionie - zaczęła, powstrzymując łzy wzruszenia. - Dasz radę przejść się jeszcze parę kroków? Nowy Świt już czeka na ciebie.
Czas rozpocząć kolejny rozdział w jej życiu.