Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Minął mniej więcej księżyc, odkąd pozwoliła Cyrance pozostać u jej boku. Nie spodziewała się, że ten czas tak bardzo się przeciągnie, ale jednocześnie... Nie miała nic przeciwko. Prawdę mówiąc, dni mijały jej wyjątkowo szybko. Momentami czuła się tak, jakby ciągle jej uciekały, pomimo, że funkcjonowała dość... Rutynowo. Głównie polowania i krótkie spacery. Ze względu na Cyrankę zrezygnowała z długich wycieczek, gdyż nie chciała zostawiać kotki samej na zbyt długi czas. Bała się o nią, ale ciężko powiedzieć czy z powodu przywiązania, czy raczej czystej empatii. Bo czy można tu było mówić o przywiązaniu, jeśli wciąż nie dowiedziała się niczego konkretnego o swojej... Podopiecznej? Nieważne jak bardzo się starała, kotka nie potrafiła się otworzyć. Ślimaczek była cierpliwa, to fakt, ale... Martwiła się coraz bardziej. Niekiedy w jej głowie pojawiała się myśl o tym, co będzie dalej... Ale za każdym razem próbowała się jej pozbyć. Ani ona, ani Cyranka już na początku nie znały odpowiedzi na to pytanie, nic się raczej w tej kwestii nie zmieniło. Żadna z nich nie miała planów na przyszłość, tak sądziła Ślimak.
Na szczęście najgorsze miały już za sobą. Pora Nagich Drzew była ciężka, ale szylkretka dawała radę. Przyzwyczajenie się do nowego życia nie było wcale trudne. Głównie to musiała więcej polować, by wykarmić dwie paszcze zamiast jednej... Ale nie stanowiło to dla niej problemu. Mogła przy okazji uczyć Cyrankę polowania, a więc pożyteczne łączyła z przyjemnym. O głodzie nie było mowy, ten aspekt raczej nie martwił Ślimaczek. Zdecydowanie gorsza była obawa o choroby, które tak łatwo złapać przy takich mrozach. Brak wiedzy medycznej to spore utrudnienie. Brak kontaktów zmusza do szukania pomocy u klanowych medyków... A to nie daje gwarancji sukcesu.
- Uważaj, bo ślisko. - Rzuciła, zachodząc Cyrankę od tyłu. Właśnie wróciła ze zwiadów przy najbliższych brzegach jeziora. Obawiała się obecności tamtych gagatków, o których jakiś czas temu wspominał jej Żwir... Ale z radością mogła stwierdzić, że ostatnio już ich tu nie widuje. Ulga. - Nie wiem jak gruby jest lód, nie wpadnij przypadkiem. - Sądziła, że warstwa jest na tyle duża, że bez problemu utrzymałaby taką kruszynkę... Ale lepiej dmuchać na zimne. Wpadnięcie do takiej zmarzniętej wody mogłoby się zakończyć tragicznie, szczególnie, że żadna z nich nie potrafi pływać. - Spodziewam się, że nie, ale warto zapytać... Wiesz coś na temat leczenia ran lub chorób? Zioła i te sprawy. - Cały poranek dziwiła się, że do tej pory ani razu o to nie zapytała. Może gdyby to zrobiła, oszczędziłaby sobie obaw i zmartwień... Albo i nie. Ale warto mieć nadzieję.
Lekko się spięłam, gdy usłyszałam za sobą głos. Mieszkałyśmy ze Ślimak tak długo razem, a ja nadal nie potrafiłam się do końca do tego przyzwyczaić. Co prawda stresowałam się w jej towarzystwie coraz mniej – choć nadal pewne kwestie mnie onieśmielały – to nagły głos, wyłaniający się zza mych pleców… sprawił, że po moim ciele przeszedł dreszcz, a ja postawiłam łapę do tyłu, rzeczywiście schodząc z zamarzniętego, pokrytego grubym lodem jeziora.
– N-nigdy nie widziałam, ż-żeby je-jezioro tak zamarzło… To mnie trochę uspokaja – powiedziałam cicho, odwróciwszy się w stronę kocicy. Sama nie wiedziałam, dlaczego to powiedziałam. Nie rozumiałam też dlaczego mnie to uspokajało. Pamiętałam, jak jeszcze za życia w Klanie nawiedzały mnie jakieś mgliste wspomnienia, a woda sprawiała, że trochę się odsuwałam, bojąc się, co może w sobie skrywać. Choć nie przeżywałam tego tak, jak Perkoz… – Och, um… ni-niezbyt. W-widzia- – ucięłam w półzdania. Nie mogłam przecież jej powiedzieć, że widziałam, jak nasz medyk leczył Kałużową Dolinę po tym, jak ją naraziłam. Nie mogłam powiedzieć nic, co wskazywałoby na to, że kiedyś należałam do Klanu. Chciałam, by był to zamknięty rozdział. – N-nieważne.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Uspokaja? Ciekawe spostrzeżenie! Ślimaczek łagodnie uśmiechnęła się i przeniosła spojrzenie na taflę. Miło patrzeć na takie szczegóły. Ona sama raczej nigdy nie poświęcała im uwagi, bo wydawały się tak nieznaczące przy tych wszystkich sprawach, które miewa na głowie... Ale może właśnie powinna zmienić swoje przyzwyczajenia? Może obserwacja takich drobnostek potrafi pozytywnie zadziałać na mózg? Uspokajająco czy coś.
- Noo, zima jest wyjątkowo mroźna w tym roku. Chociaż, co ja gadam! W zeszłym mnie tutaj nie było, więc nie wiem czy jezioro również było zamarznięte. Może tak. - Z pewnością było cieplej, tak się szylkretce przynajmniej wydawało. Czy w tej kwestii warto jej ufać? No, zważywszy na jej słabą pamięć... Raczej nie!
Tak jak się spodziewała, Cyranka nie mogła powiedzieć nic na temat medycyny. Szkoda. Ale nie odpuściła tematu całkowicie, bowiem jej uwagę zwróciło słowo, które gwałtownie zostało ucięte... A potem skwitowane krótkim "nieważne". Ah tak? A może jednak właśnie ważne! Ślimaczek przekręciła lekko głowę, zastanawiając się przez chwilę od której strony to... Ugryźć, by wyciągnąć cokolwiek od kotki.
- Coś widziałaś? Jeśli tak to proszę, opowiedz o tym. Wiesz, ta wiedza może nam się mega przydać, gdy którejś z nas się coś stanie. O ile ran, można powiedzieć, że łatwo uniknąć, to z chorobami bywa nieco gorzej. Atakują bez zapowiedzi, często w najbardziej kryzysowych momentach. Jeśli to się nam przydarzy to... Nie mam przygotowanego rozwiązania. - Zmartwienie pojawiło się w jej głosie pomimo, że starała się je ukryć. Nie chciała przecież Cyranki na zapas straszyć! Z drugiej strony jednak ostrzeżenie było niezbędne. Może dzięki temu młoda zdecyduje się otworzyć, choć trochę.
– Zima? – zapytałam, zainteresowana tym słowem. Nigdy wcześniej go nie słyszałam. Czy mogło chodzić o Porę Nagich Drzew? Przecież nawet musiało! Nic innego tutaj nie pasowało. I w sumie… podobało mi się nawet bardziej. Niby było bezsensowne, no bo jak słyszy się "Pora Nagich Drzew" to od razu wiadomo o co chodzi, a zima to taki szyfr trochę… chooociaż, to musiało być od zimna! Tak! Ależ byłam inteligentna, no naprawdę.
Skuliłam uszy, zaciskając pysk w kształt wąskiej linii. Z jednej strony nie chciałam mówić nic, co mogłoby jakoś wskazywać na moją przeszłość, ale z drugiej, gdy Ślimak powiedziała, że to może pomóc nam w kryzysowych momentach, to trochę się zawahałam. Nie chciałam, żeby się nam coś stało. Nieważne jak egoistyczne to było, nie chciałam, żeby mi się coś stało.
– Uch, s-słyszałam kie-kiedyś, że-że… um, na r-rany się używa takich sz-szarych z dołu liści – powiedziałam, a serce biło mi przy tym jak oszalałe. Doskonale pamiętałam, nawet jeśli miałam wówczas swego rodzaju atak paniki, jak Senny Świt używał tych liści do opatrzenia Kałużowej Doliny. Miałam nadzieję, że tyle wystarczy. Nie chciałam mówić nic więcej; bałam się nawet, że sobie nie przypomnę.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Leżał w cieniu jednego z drzew i obserwował wodę.
Zasadzka zepsuł plany łowienia ryb, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. W końcu udało mu się spotkać z Gniewoszem i razem połowili, od tamtej pory nie ruszał się z Topiołek. Czuł się tu dobrze.
Uczenie kogoś było nowym i przyjemnym doświadczeniem. Bycie Mistrzem z pewnością byłoby fajnym zajęciem, gdyby tylko się do tego nadawał. Słowa Pisklęcia utknęły mu w głowie i nie chciały jej opuścić.
Dodatkowo ciągle obawiał się powrotu do Klanu, a im dłużej go nie było, tym więcej życia w tamtym miejscu mu uciekało. Chciał wrócić, chyba. Mama, Wiesiołek i wszyscy inni pewnie za nim tęsknili, on za nimi też, ale samotne życie było dla kocura dość komfortowe, chociaż brakowało mu kogoś przy boku.
Lis kazał mu się pokazać na granicach. Chaber chciał wykorzystać dwa wschody słońca, jakie miał przed ponownym spotkaniem z przyjacielem, ale (prawdopodobnie) nie udało mu się z nikim spotkać.
Lisek oferował mu również dołączenie do Wichru, czy była to aż tak zła opcja? Kochał koty w Rzece, ale bał się do nich wrócić. Klanowe życie było w porządku, ale trochę zbyt powtarzalne. Może w innym klanie byłoby inaczej? Miałby przy sobie innych, ale może nie nudziłby się aż tak, jak w Rzece? W Wichrze miałby chociaż nowe tereny do poznania.
To wszystko było tak skomplikowane, czemu tamtego dnia w ogóle poszedł na wędrówkę?
//zt