Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Uśmiechnęła się do siebie. Dobry strzał. Opoka Nowego Świtu zebrała wszystkie złapane wcześniej zwierzyny i wróciła do obozu Nowego Świtu by jeszcze raz rozmówić się z Cyrylem.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Ten rześki poranek wydał jej się idealny na polowanie. Było chłodno więc żwawy kłus rozgrzał mięśnie schowane pod cienkim futrem. Opoka wytężyła zmysły, gotowa na spotkanie ze zwierzyną. Czy też z przeznaczeniem, mało istotne. Chciała korzystać ze swojego wciąż jeszcze sprawnego ciała, zrobić z niego użytek dla Nowego Świtu.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Wychodząc z obozu Tundra planowała złapać trochę zwierzyny, jednak dzisiejszy dzień najwidoczniej zaplanował dla niej coś kompletnie innego. Opoka zamiast na zwierzynę natknęła się na jednego z tych agresywnych ptaków co ostatnio kręciły się w okolicy. Kruk pojawił się akurat gdzieś na niebie, może było to jego terytorium? Kto wie? Wiadomo na pewno, że widząc samotną kocicę od razu zniżył lot i spróbował dziabnąć ją w ucho. Z niewielkim skutkiem, ale można to było potraktować przynajmniej jako ostrzeżenie.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Wzdrygnęła się zaskoczona, poczuwszy na uchu dziobnięcie twardego dzioba. A więc wybrałeś śmierć, kruku. Walka. To, co Tundrze wychodziło chyba najlepiej ze wszystkiego. Była średnią matką i pewnie średnią opoką. Średnią babcią i średnią mistrzynią. Ale walczyła świetnie. W pierwszej kolejności machnęła na niego łapą. Z całej siły, by zrzucić go na ziemię. Celowała w głowę, żeby możliwie mocno wytrącić go z równowagi, może nawet zamroczyć. Syknęła na niego, czując jak adrenalina zaczyna krążyć jej w żyłach.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Może i Tundra świetnie walczyła, ale pierwszego ataku zdecydowanie nie można było okrzyknąć jakimś wielkim sukcesem. Opoka zamachnęła się w stronę latającego wokół niej kruka, ale jedyne co jej się udało zrobić to wyrwać mu pióro z głowy, pióro, które notabene zostało jej na pazurze.
Przeciwnikowi zdecydowanie się to nie spodobało. Ptaszysko postanowiło tym razem zaatakować plecy kocicy, jednak z równie marnym skutkiem co jeszcze przed chwilą ucho. Jedyne co zrobił to wyrwał jej kępkę sierści z pleców.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Rzeczywiście nie sięgnęła go tak skutecznie, jak zamierzała. Zdołała ledwie wyrwać mu pojedyncze pióro. Machnęła szybko łapą, by się go pozbyć i przez chwilę analizowała położenie ptaszyska. Wciąż była zdania, że ptak ściągnięty na ziemię mógłby być o wiele mniej waleczny.
Odbiła się z ziemi tylnymi łapami i skoczyła w stronę ptaka. Chciała tym sposobem rzecz jasna ściągnąć go na ziemię, spróbowała złapać zębami za jedno ze skrzydeł i mocno szarpnąć głową by wyrządzić możliwie jak największe szkody na jego ciele.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Tym razem Tundrze atak wyszedł o niebo lepiej. Udało jej się złapać niesfornego ptaka. Co prawda musiała w to włożyć trochę więcej wysiłku, ale udało jej się zrzucić przeciwnika na ziemię, który grzmotnął o nią na tyle porządnie, że skręcił sobie skrzydło spadając idealnie na nie praktycznie całą swoją masą.
Kruk próbował się jakoś wybronić -czy zemścić- więc w czasie swojego upadku podjął próbę dziobnięcia Opoki w pysk, jednak jedyne co był w stanie zrobić to wyrwać jej wąsa. Na więcej nie było go stać w tym momencie.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Wreszcie! Na płaskim pysku Opoki pojawił się uśmiech, kiedy poczuła wyraźnie chrupnięcie pod łapami, oznaczające wypchnięcie kości ze stawu - kruk prawdopodobnie już nigdy nie poleci. Ktoś musiałby to skrzydło nastawić, by miało szansę powrócić do w miarę normalnego funkcjonowania. To jednak nie miało szansy się wydarzyć, jako że czekoladowo-biała kocica zamierzała w najbliższym czasie zakończyć jego żywot. W tym celu schyliła się w kierunku jego szyi, by zacisnąć na niej zęby i możliwie szybko doprowadzić jego cierpienie do końca. Szarpnęła mocno, by zwiększyć szansę trwałego uszkodzenia tkanek jego ciała.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kolejny sukces na koncie Tundry. Uziemiony przeciwnik był już słaby i niemrawy na tyle, że kolejny atak Opoki był ostatnią rzeczą jaką zobaczył w ogóle w życiu. Nie udało mu się ani uniknąć, ani zaatakować. Ostateczne ugryzienie kocicy pozbawiło go życia.
spadek statystyk o ¼ z powodu utraty połowy HP
spadek statystyk z powodu uziemienia OMDLENIE ŚMIERĆ
atak kruka >>> brak
rana 0. stopnia: wyrwane pióro z głowy
rana 2. stopnia: skręcone lewe skrzydło (krwawi 3HP, a potem 2 HP do końca walki)
rana 2. stopnia: rana po ugryzieniu na gardle (od następnej tury: krwawi 3HP, a potem 2 HP do końca walki)
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Nie była w stanie powstrzymać triumfalnego uśmiechu, kiedy ptak padł martwy w jej szczękach. Zrobiła to rzecz jasna już po wypiciu piór, kiedy to zaczynała wykopywać dziurę by umieścić tam jego ciało. Mięso to mięso, co za różnica czy drapieżnika czy zwierzyny. Zamierzała po niego wrócić, tymczasem wciąż czuła się na siłach do dalszego polowania. Otrzepała kręconą sierść z kurzu
Czekoladowa ruszyła w dalszą drogę, licząc że to polowanie nie przestanie być owocne.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Tundra nie odeszła za wiele od swojego poprzedniego pola walki kiedy natrafiła na kolejne ptaszyska. Tym razem było to stado gawronów, którym raczej nie spodobało się że Opoka znalazła się aż zbyt blisko ich miejsca przesiadywania. Pięć odważnych ptaszysk od razu poderwało się z ziemi do lotu i rzuciło się na czekoladową, dziobiąc ją i wyrywając sierść, jednak nic poważniejszego nie udało im się kocicy zrobić. Chociaż element zaskoczenia znajdował się w tej chwili po ich stronie, to jak widać nie za wiele im dał.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos, ta stara, zmęczona życiem Kos, zawsze zdawała się trafiać akurat tam, gdzie jej potrzeba. Jej dotychczasowe polowanie szło całkiem dobrze, zbliżające się ciepło i topniejące śniegi tylko zwiększały ilość zwierzyny na terenach, więc mogła czuć się spokojniejsza, że opuszcza Radę podczas takich sprzyjających warunków.
Wszystko jednak zmieniło się w parę sekund, kiedy do jej uszu doleciały skrzeki gawronów i kocie krzyki, rozpoznając po głosie - Tundry. Kos rzuciła się w zarośla z bijącym sercem i nadzieją, że Nowy Świt właśnie nie stracił kolejnego członka przez jej spóźnialstwo. Na całe szczęście przybiegła na czas, wnioskując po obrażeniach, walka chyba dopiero się rozpoczynała.
Trójkolorowa kocica zebrała resztki swojej starej energii, wybiła się z tylnych łap i poszybowała do skrzydła najbliższego z gawronów, chcąc je złamać lub całkowicie oderwać. Wysunęła również pazur u każdej z łap chcąc capnąć jakiekolwiek ptaszysko, gdyby tylko napatoczyłoby się jej pod kończyny.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Mimo bycia otoczoną przez ptaki, mimo hałasu i chaosu, jakie dookoła niej panowały, Tundra zarejestrowała pojawienie się Kos. W przeciwieństwie do kotki, nie pomyślała w pierwszej kolejności o jej wieku. Wciąż nie była w stanie postrzegać jej, jako staruszki.
- Dzięki! - krzyknęła ponad burzą czarnych skrzydeł do szylkretki. Przemknęła jej przez głowę abstrakcyjna myśl, że kocica nie dostrzeże, jeżeli tylko skinie jej w podziękowaniu głową, dlatego więc zdecydowała się odezwać, mimo że w zupełnie normalnej sytuacji zdecydowanie by tego nie zrobiła.
Spróbowała zaatakować tego gawrona, którego jakaś rządząca tym światem siła oznaczyła numerem siedem. Skoczyła w jego stronę, ignorując zupełnie wszystkie pozostałe, które się na niej skupiały. Nie patyczkowała się, chciała zacisnąć zęby na jego głowie, by jak najszybciej pozbawić go życia. Machnęła też łapą z wysuniętymi pazurami, by trafić któregokolwiek ptaka, który jej się nawinie.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Tundra zaatakowała, jednak mimo wszystko chyba w tym momencie szczęście nie było po jej stronie, ponieważ jedyne co udało jej się wskórać to wyrwanie jednemu z ptaszysk pióra ze skrzydła.
Gawrony nie zamierzały jednak puścić płazem takiego bezczelnego skubania kolegi ze stada. Czarne ptaszyska od razu rzuciły się na Opokę atakując ją zmasowanymi aczkolwiek średnio groźnymi atakami. Raczej bardziej upierdliwymi niż bolesnymi. Jeden ptak zaatakował nos kotki, dziobiąc ją w niego. Drugi wybrał sobie bok kotki i pociągnął za futro w czasie lotu, wyrywając kłaczek. Trzeci postanowił wyrównać ilość wąsów na pyszczku Tundry i wyrwał jej kolejnego, tym razem z drugiej strony. Czwarty który zaatakował kotkę chciał ją dziobnąć w oko, jednak nie wymierzył zbyt dobrze i dziób trafił w brew Opoki.
Co prawda z tym łamaniem czy urywaniem skrzydeł nie było tak kolorowo, ale Kos udało się jakoś trafić dwa gawrony. Tego pierwszego, na którym się skupiła udało jej się ugryźć w skrzydło na tyle, że poleciała krew. Drugiego z kolei udało jej się zadrapać dość mocno w bok. Całkiem, całkiem.
Gawrony jednak nie zamierzały pozostawać kotce dłużne. Dwa z nich wzleciały w powietrze, kierując się w stronę kotki. Jeden postanowił wyrwać jej wąsa a następny zadowolił się jak na razie dziobnięciem kolorowej w szyję.
spadek Zr i Sz ze względu na walkę z wieloma przeciwnikami
atak Tundry >>> atak słaby (50%) >>> (28-17)*0,5=5,5 >>> zaokrąglamy w dół >>> 5HP
atak Tundry na ślepo >>> atak nieudany (0%)
rana 0. stopnia: wyrwane futro z czubka lewego ucha
rana 0. stopnia: wyrwany kłak futra z grzbietu
rana 0. stopnia: wyrwany wąs z prawej strony
rana 0. stopnia: wyrwane futro z czubka prawego ucha
rana 0. stopnia: wyrwany kłak futra z czubka ogona
rana 0. stopnia: dziobnięcie w czubek głowy
rana 0. stopnia: dziobnięcie w kark
rana 0. stopnia: wyrwane futro z lewego policzka
rana 0. stopnia: dziobnięcie w nos
rana 0. stopnia: wyrwany kłaczek z lewego boku
rana 0. stopnia: wyrwany wąs z lewej strony
rana 0. stopnia: dziobnięcie na prawej brwi
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Nie był to spektakularny sukces, jakiego oczekiwała Opoka. Ledwie drasnęła gawrona, a do celu, którym było zakończenie tej walki własnym zwycięstwem, zbliżała się bardzo powoli. Cały czas skupiała uwagę na tym samym gawronie, tym którego udało jej się drasnąć. Wymierzyła w niego i podjęła jeszcze jedną próbę przygwożdżenia go jedną z przednich łap do ziemi. Pazury miała wysunięte, gotowe do wbicia się w skórę ptaka. Uznała, że taki “przybity”, będzie dla niej mniejszym zagrożeniem. Jednocześnie kopnęła mocno do tyłu, licząc że uda jej się trafić któregoś w tym iście końskim zagrani