Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Nie miała zupełnie szansy wykonać polecenia wydanego przez Sekwoję. Słowa córki nie dotarły do jej uszu. Zbyt głośno szumiała w nich krew.
Właściwie nie czuła bólu. Czuła, że krwawi, czuła że słabnie ale w tej chwili nie czuła nawet najsłabszego bólu. Wiedziała, że ten w końcu musi przyjść, że jeżeli przeżyje tę walkę, będzie cierpiała bardzo, niewyobrażalnie wręcz. Odsunęła w tej chwili podobne myśli i zdecydowała się cieszyć z krwi borsuka, obficie zalewającej w tej chwili jej pysk. Skoro raz się udało, zdecydowała się ponowić atak w tym samym miejscu. Ponownie zanurzyła zęby w nasadzie ogona zwierzęcia i mocno szarpnęła, próbując poważnie uszkodzić mięśnie i sprawić jak największy ból.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Syknęła tylko, gdy jej pazury praktycznie rozminęły się z borsuczym udem, pozbawiając go zaledwie paru kłaczków. Machnęła wściekle burą kitą i przez dwa uderzenia serca rozważała rzucenie mu się do gardła, chwycenie za delikatną skórę i upuszczenie mu tyle krwi, by wszystkie krążące w niej demony ujrzały światło dzienne. W porę jednak oprzytomniała, że jednocześnie narażałaby siebie na bliskie spotkanie z pazurami, a już raz z nich oberwała i wcale nie ciągnęło jej do powtórki.
Zacisnęła zęby i postawiła na krótki atak, skoczyła z pazurami w stronę borsuczego pyska z zamiarem wymierzenia ciosu w lewe oko i ucieczką poza zasięg ciemnych łap.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Przez pewną chwilę czuła rozbawienie, kiedy Sekwoja rozkazała Tundrze powrót do obozu. W Klanie by coś takiego nie przeszło. Zaraz zleciałoby się pół klanu i wszyscy pełni złości zaczęliby krzyczeć, bo jakim prawem młodszy wojownik rozkazał coś starszemu. Niby Radny był ważniejszą rangą od opoki, jednak... Wciąż, Sekwoja prędzej powinna zająć się swoją siostrą. Chociażby po to, żeby nie traumatyzować i tak poranionej Tundry.
Syknęła z bólu, gdy borsuk rozorał jej klatkę piersiową pazurami. Kolejne blizny do kolekcji. Tundra bardzo dobrze, że póki co oddała się ferworowi walki. Zadała ładne obrażenia zwierzęciu. Pewnie zaraz padnie.
Nie chcą rozmyślać o zbędnych rzeczach, rzuciła się na borsuczy pysk. Chciała przejechać mu po oczach pazurami, żeby go oślepić, a przy odrobinie szczęścia, może i całkowicie pozbyć się jego oczu.
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja warknęła, była wściekła. Cholernie wściekła. Nie mogła zrobić nic, poza wyrwaniem paru kłaków. To było takie upokarzające i słabe. Nie mogła być słaba, ale nie potrafiła zostawić nawet jednego zadrapania. Nie potrafiła myśleć już o niczym innym niż sprawieniu że borsuk będzie krwawił. Chciała zemsty, za to co spotkało Tundrę, Tsunami i za swoją nieudolność. Rzuciła się z zębami w stronę szyi, nie zastanawiając się nad niczym. Nie było czasu na myślenie, musiała coś zrobić, musiała się na czymś wyżyć.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
Stało się. Borsuk ugiął się pod lawiną ich ciosów, i nie zdołał nawet zaatakować, nim runął ciężko na ziemię. To, co zostało z jego ciała, przedstawiało sobą widok straszny. Na poszarpany w strzępy pysk nie sposób było patrzeć bez drżenia.
Borsuk zatem leżał martwy, kołyszące się łagodnie źdźbła Zajęczych Traw stawały się coraz to czerwieńsze od krwi, a Tsunami nic już nie mogło zwrócić życia.
Kos: S: 16 | Zr: 8 | Sz: 13 | Zm: 8 | HP: 70 - 1 = 69/80 | W: 58 - 2 = 56/60
rana 1 stopnia: krwawiąca rana cięta na piersi, po -1HP od następnej tury do końca walki
Tundra: S: 11 (15) | Zr: 14 (19) | Sz: 3 (5) | Zm: 3 (5) | HP: 45 - 2 - 1 = 42/90| W: 36 - 2 = 34/50
rana 0 stopnia: wyrwane włoski z głowy, nie krwawi
rana 0 stopnia: wyrwane futro z łapy, nie krwawi
rana 2 stopnia: głębokie rozcięcia na boku, krwawią, po -2HP do końca walki
rana 1 stopnia: krwawiące rany cięte na boku, po -1HP od tej tury do końca walki HP spadło o połowę - statystyki zostają obniżone!
Roziskrzona Noc: S: 14 | Zr: 16 | Sz: 11 | Zm: 13 | HP: 55 - 2 = 53/85 | W: 59 - 2 = 57/65
rana stopnia 2: krwawiące rany na boku, po -2HP do końca walki
Borsuk: S: 15 (25) | Zr: 5 (12) | Sz: 2 (7) | Zm: 2 (8) | HP: 29 - 17 - 26 - 30 - 1 - 2 - 2 = -49/90 | W: 47/60
rana stopnia 0: zadrapanie na łapie
rana stopnia 1: krwawiąca rana na udzie, -1HP do końca walki
rana stopnia 2: krwawiąca rana na karku, po -2HP do końca walki
rana stopnia 0: zadrapanie na grzbiecie
rana stopnia 0: wyrwane futro z uda
rana stopnia 0: wyrwane futro z karku
rana stopnia 2: krwawiąca rana szarpana u nasady ogona, po -2HP do końca walki HP spadło o połowę - statystyki zostają obniżone! dostał to na co zasłużył
+60 EXP dla Tundry
+65 EXP dla Roziskrzonej Nocy
+45 EXP dla Kos
+5 EXP dla Sekwoi
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Wstała z ziemi i z kończynami drżącymi ze zmęczenia rozejrzała się dookoła, po pobojowisku, mimowolnie spojrzała również na leżące bezwładnie ciało Tsunami. Wszędzie leżała krew i kłaki, ziemia rozorana była pazurami. Poczuła, robi jej się niedobrze, musiała odwrócić wzrok. Spojrzenie przeniosła teraz na rdzawą kotkę, której obecności w tym miejscu wciąż nie rozumiała i najprawdopodobniej nie miała zrozumieć. Odchrząknęła, by zwrócić na siebie uwagę kocicy.
- Nie wiem kim jesteś ale w imieniu całego Nowego Świtu dziękuję Ci za pomoc. - przemówiła Tundra głosem zbolałym, a mimo tego nie pozbawionym mocy, kiedy patrzyła na obcą kotkę, intensywnie pachnącą (oprócz juhą borsuka) klanem Wichru. - Zgodzimy się chyba, że naszej obrończyni możemy zaoferować zaleczenie ran? - zapytała, spoglądając na dwie obecne w tym miejscu radne.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Z borsuka niewiele zostało. I dobrze. Niech ten lisi bobek więcej nie wchodzi na ich tereny.
Kos z trudem przez chwilę łapała oddech. Zabili borsuka. Ale borsuk zabrał jeszcze czyjeś życie. Kocica co rusz odwracała wzrok od Tsunami. Może nie pałała do kocicy jakąś specjalna przyjaźnią, ale dzięki niej Nowy Świt rozrósł się w takim stopniu i była wiernym członkiem ich stada, od samych początków. Nie czuła smutku. Ale nie chciała być teraz w skórze rodziny Tsunami. Czyli, jakby nie patrzeć, połowy Nowego Świtu.
Dopiero po chwili Kos przyłączyła się aktywnie do sytuacji. Czym dłużej patrzyła na wichrzaczkę, tym więcej sobie o niej przypominała. W końcu znalazła - ona i jej brat kiedyś jej pomogli. Może poopowiada jej o Klanach? Ciekawe, czy Lśniąca jeszcze żyje. I czy wciąż trzeba spłacić dług za pomoc... Jak jej było. Płomyk czy Iskra? Jedno z tych.
- Jak najbardziej. Jeśli twoje obowiązki pilnie nie wołają cię do Klanu, zachęcałabym, żebyś dała się obejrzeć naszym medykom - Kos już stąd widziała rany kocicy i wiedziała, że nie obejdzie się na zwykłym owinięciu wszystkiego pajęczyną. Na razie stała w miejscu i nie dawała znaku, by wracać do obozu. Nie będą jej przecież tak o prowadzić do obozu. Jeszcze zdradzi ich pozycję Wichrowi i będzie po nich.
Tę kwestię zamknęły. Ale nie zamknęły kwestii Tsunami. Kos wzięła szarpany oddech i zaczęła powoli:
- Tundro? Sekwojo? Bardzo wam współczuję. Bardzo. Powiedzcie, czy mamy was na chwilę zostawić czy zdołacie zanieść ciało do obozu. Albo czy ja mam to zrobić - wymruczała. Chce czy nie, Wichrzaczka będzie musiała być świadkiem niemiłej rozmowy.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Pazury Roziskrzonej Nocy zetknęły się z pyskiem borsuka, z jego małym, wrednym oczkiem i gdy kotka odskoczyła poza zasięg drapieżnika, stało się jasne, że zabieg ten nie był już potrzebny. Wspólnymi siłami udało się pokonać przeciwnika, a jednak gdy adrenalina zaczynała opadać, radość z powodzenia również prędko zaczynała się z niej ulatniać. Wzrok bezwiednie pokierowała w stronę nieruchomego ciała kotki, która zjawiła się tu niewiele po niej. Nie obyło się bez ofiar. Nim jednak zdążyła wpaść w spiralę ciemnych myśli, chrząknięcie zwróciło jej uwagę.
– Ach, Roziskrzona Noc. – przedstawiła się, uznając to za stosowne skoro kocica, która się odezwała jej nie znała. Na podziękowania jednak nie wiedziała jak zareagować, czuła, że nie zasługiwała na nie, skoro nieznajome czeka dzisiaj pogrzeb jednej z nich. Spuściła więc tylko lekko wzrok w zakłopotaniu.
Zaskoczyła ją propozycja leczenia ran – wtedy też zresztą przypomniała sobie o swoim rozoranym boku, który nie dawał się tak we znaki od kiedy stała w miejscu, jednak zdecydowanie nie był raną, którą można było bagatelizować. Odwróciła łeb w stronę szylkretki, która się odezwała i wtedy ją uderzyło dopiero czemu to futerko wydawało się takie znajome. Zabawne, że potrzebowała rany u nasady szyi kocicy, by pobudzić wspomnienia. Ale pasowało, przecież właśnie zakrwawioną samotniczkę spotkali z bratem podczas jednej z pierwszych wycieczek poza obóz. Jak jej było? Wysoka Fala? Wzbierająca Fala?
– Fala... – wyrwało jej się z pyska, który przybrał niezbyt inteligentny wyraz. Nie spodziewała się już jej kiedykolwiek zobaczyć (chociaż nie żeby pamięć o obiecanym ponownym spotkaniu i opowieści przeżyła dłużej niż księżyc), a już z pewnością nie w takich okolicznościach. Na terenach... Nowego Świtu? To kolejna zaskakująca wiadomość, chociaż nie aż tak skoro oznaczone tereny musiały do kogoś należeć. Z kolei spotkanie Fali... jakie były szanse? Dobrze było widzieć ją żywą po takim czasie. I z tego co bura zrozumiała – znalazła sobie miejsce w Nowym Świcie. To miło. Szczególnie po tym jak potraktowała ją Krogulcza Gwiazda.
Zaraz jednak potrząsnęła łbem.
– Dziękuję za ofertę leczenia, jednak nie mogę z niej skorzystać. – uśmiechnęła się przepraszająco. – Jeśli wrócę do obozu z opatrzonymi ranami spotkam się z pytaniami, na które wolałabym nie odpowiadać medykom. – tego jeszcze tylko brakowało Lawendzie do stosu zmartwień. Bo Lśniąca Sadzawka z pewnością znalazłaby w tym problem i winę przywódczyni. A dzisiejszymi przygodami zamierzała się podzielić co najwyżej z Płomykiem. W przypływie odwagi przy równoczesnym zaniku mózgu, zwróciła jeszcze łeb w stronę Fali. – Ale chętnie bym się spotkała w spokojniejszych okolicznościach by porozmawiać. – co poradzić, była ciekawa jak się potoczyły losy szylkretki od momentu leczenia na granicy.
Położyła uszy po sobie, gdy wypłynął temat martwej kotki. Czuła, że nie powinna być świadkiem tej rozmowy i niekoniecznie też chciała być, więc jedynie wymamrotała cicho swoje kondolencje (wcale nie chciała się wpychać w konwersację, ale czułaby się źle nie odzywając wcale) oraz krótkie pożegnanie, nim zawinęła się w drogę powrotną. Zacisnęła zęby, gdy zastygłe rany na nowo się otworzyły i zaczęła się sączyć krew. To będzie długa droga.
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Borsuk w końcu leżał martwy. Cudownie. Nie przyniosło jej to ulgi. Cholera, równie dobrze mogłoby jej tu nie być. To takie upokarzające. Nikt tego nie widział. Raczej. Może. Ona sama była skupiona na borsuku, a nie tym co robią pozostali. Niech lepiej pilnują swojego nosa. Miała nadzieje. Nie chciała wyjść na bezużyteczną. Podbiegła do Tsunami. Miała ważniejsze rzeczy na głowie niż własną dumę. Siostra nie wyglądała najlepiej. Wyglądała strasznie. Zdawało się że jej klatka piersiowa dalej delikatnie się unosi. Była pewna że nadal żyje. Jak się miała za chwile przekonać ona jedyna.
Kiwnęła głową na propozycje Kos i Tundry. Byli wdzięczni srata tata. Niech już im będzie. Mogą wziąć tą przybłędę do ich obozu. Nie było czasu by zwracać uwagę na takie pierdoły. Tundra i Tsunami były ranne. Muszą już iść. Albo nie.
- Jak śmiesz w ogóle tak żartować?! Tsunami nie jest martwa - Fala oburzania zalała ją na samą sugestie Kos. Sekwoja cała nastroszona jak jeż ukazywała wściekle kły. Niech Kos lepiej ugryzie się w język, albo Sekwoja odgryzie jej ogon. Czy ona w ogóle wie co mówi, czy już zupełnie zmysły postradała. Czy ona? Sekwoja jeszcze raz spojrzała na siostrę i powoli docierało do niej że Kos nie żartuje. Tsunami się nie ruszała, to może jedynie wiatr poruszał delikatnie jej futrem. Może jedynie się jej zdawało i to ona oszalała. Jakby nadal nie przyjmując tego do wiadomości, przyłożyła łapę do różowego nosa. Brak oddechu.
Poczuła się zupełnie jak w tedy gdy się topiła. Zupełnie przerażona, samotna i żałosna. Nie potrafiła złapać oddechu, ani powstrzymać łez napływających jej do oczu. Normalnie nie płakała, ale znowu poczuła się zupełnie sama. Osoba z którą była najdłużej i najbliżej już tu nie była. I to jej wina. Była za słaba. Chciała chronić swoją rodzinę, a nawet nie potrafiła zadrapać durnego borsuka. Może gdyby wcześniej zabrała stąd Tsunami to ta by była teraz bezpieczna? Może gdyby Pokrzywa ją załatała, to nadal by oddychała? Może gdyby szybciej zareagowała to Tsunami dalej by żyła. Nie mogła już na to nic poradzić. Nie było żadnego życia bo życia. Tsunami nie mogła tak po prostu wrócić do swojego ciała. Mogła się już jedynie zmierzyć z konsekwencjami.
Powoli się uspokajała. Pora zakończyć to żałosne przedstawienie. Nie mogła już nigdy więcej pokazywać się od tak słabej strony. Musiała stać się silniejsza, jeżeli naprawdę kogokolwiek chronić. Wytarła pyszczek. Miala nadzieje że wichrzaczka nie widziała tej tandetnej sceny.
- Chodźmy już po prostu do obozu - zażądała, chociaż w jej głosie dało się wyczuć przygnębienie, a nie gniew. Chciała być jak najdalej od potwora, który zabił jej siostrę. Nie obchodziło ją czy był żywy czy martw.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Z cierpliwością wytrzymała wrzaski Sekwoi. Po prostu niemo stała i przysłuchiwała się słowom. Nie straciła jednego czy dwóch kotów w życiu, lepiej niż połowa mieszkańców lasu potrafiła wyobrazić sobie stratę kogoś bliskiego. Przeczekała, aż kocice odejdą kawałek dalej z ciałem Tsunami i zwróciła się do Płomienia lub Iskry, jakkolwiek by jej nie było. Miała tylko nadzieję, że Tundra czy Sekwoja nie przykuły zbytniej uwagi do jej klanowego imienia. Ostatnie, czego potrzebowała to tłumaczenie się z klanowego życia i wszystkiego, co wydarzyło się po pogrzebie dziadka.
- Myślę, że czas bym spłaciła stare długi - wymruczała. Na starość jej przyszło: latać na osiedle i zbierać kocimiętkę dla Lśniącej. No niech będzie. Mogłaby umrzeć i o tym zapomnieć, ale nie wiadomo kiedy wichrzacy by sobie o tym przypomnieli i czego mogliby od Nowoświtowców zażądać. - Spotkajmy się za księżyc przy Siedlisku Koni, jeśli pozwolą ci na to rany. Z tamtego miejsca udamy się na Osiedle, żeby zebrać kocimiętkę - przekazała pokrótce. - A teraz wybacz, ale musze już iść. Powodzenia. - mruknęła jeszcze i ruszyła za smutną karawaną pogrzebową.
//zt wszystkich