Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Na części znajdujących się w tym fragmencie lasu drzew widać wyraźne ślady po czymś, co próbowało zerwać z nich korę. Najprawdopodobniej były to jelenie. Dzięki temu dały mieszkającym w Nowym Świcie kotom dobry punkt orientacyjny na ustanowienie granicy ich terytorium.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Wygląd
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką. Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Jako, że w ostatnim czasie nie mogę narzekać na brak zajęć, zaczyna mi brakować czasu sam na sam ze sobą. Któregoś popołudnia udaje mi się, zaraz po treningu z Kos, wybrać na samotny spacer w stronę granic. Mimo, że okazało się, że lubię przebywanie z kociętami i obecność w kociarni, to po jakimś czasie tam spędzonym nie jestem w stanie nie czuć się przytłoczony i zwyczajnie zmęczony. Dlatego właśnie samotna przechadzka wydaje mi się tak przyjemna i tak kusząca.
W mojej spokojnej wędrówce, podczas której staram się ułożyć w głowie niektóre sprawy, dochodzę (nie wiedząc kiedy) do granicy ziem Nowego Świtu. Staję przy jednym z drzew ogołoconych z kory i wpatruję się w tereny, które nie należą już do mojej rodziny. Zamierzam zaraz zawrócić. Nigdy nie dotarłem tak daleko, będąc samemu.
[Obrazek: WdqnQmy.png]
Statystyki - lvl: 2 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 3 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 10/150
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:
Wygląd
krótkowłosy, długołapy kocur o dużych uszach, niebieski ticked, zielone oczy
Sznurówka mówiła mi nie raz, że ostatnio za bardzo się zapuszczam w okolice tych dzikich kotów. Ja nie miałem nic przeciwko nich, przynajmniej nie obecnie, nic mi nie zrobiły i nie powinny nawet położyć łapy na mnie, przynajmniej nie, jak nie wejdę na ich terytorium. Oczekiwałem więc, że nie będę aż tak blisko nich, przynajmniej nie dziś. Łapy mnie świerzbiły, prosząc o to, abym gdzieś poszedł i abym zbadał nowe okolice. Szybkimi susami pokonałem jakieś pole, było wielkie i starczyło, aby mnie zmęczyć. Pokonałem również drogę, nie raz przechodziłem je w mieście, a obecnie było na niej spokojnie, bez samochodów. Zauważyłem drzewo, a przez moje ciało przeleciał dreszcz, dobre miejsce na odpoczynek. Nie byłem świadom, że to były okolice miejsca, gdzie się urodziłem, nie pamiętałem tego. W sumie to mało co pamiętałem mój czas w grupie kotów gdzie się urodziłem. Zanikało. Gdy byłem nieopodal drzewa zastygłem gdy dostrzegłem srebrnego kota przy moim celu. Tego się nie spodziewałem.
[Obrazek: tcyAFYy.png]
Statystyki - lvl: 1 | S: 4 | Zr: 5 | Sz: 5 | Zm: 7 | HP: 65 | W: 35 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: 1 | MED.EXP: 50/100
Wygląd
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką. Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Powiew wiatru przynosi do mnie zapach kota, którego nie rozpoznaję. Bicie mojego serca przyspiesza, kiedy wyobrażam sobie sytuację, w której staję nos w nos z kimś obcym i jestem zmuszony do walki.
- POSĄG! - mówię głośno i robię kilka kroków w stronę kota, w którym rozpoznaję mojego dawno zaginionego brata. Nie rzucam mu się w ramiona tylko dlatego, że mam wrażenie, że mnie nie rozpoznaje. - No co ty, brata nie poznajesz? - pytam, przechylając głowę na bok. No właśnie?
[Obrazek: WdqnQmy.png]
Statystyki - lvl: 2 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 3 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 10/150
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:
Wygląd
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką. Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Pomaganie przy kociętach weszło mi w krew. Spędzam z podrośniętym już potomstwem Tsunami i dużo mniejszym Tundry tak dużo czasu, że zaniedbuję treningi. Teraz jestem już pewien, że Lawina, mimo że zaczęła swoje szkolenie na długo po mnie, prześciga mnie w przerobionym materiale. Nie jest mi to zupełnie obojętne, chciałbym otrzymać pełną rangę ale treningi, w porównaniu z opieką nad kociętami jest trudny i męczący. Brakuje mi jednak towarzystwa Kos, która jest najlepszą mistrzynią, jaką można sobie wymarzyć. Za każdym razem, kiedy ta próbuje się ze mną umówić, mówię że akurat tego dnia obiecałem którejś z kotek zostać z potomstwem. Potem dręczony wyrzutami sumienia obiecuję sobie, że był to zdecydowanie ostatni raz. Kilka dni później znów robię to samo, a wyrzuty rosną w siłę. Dlatego tym razem, kiedy wybieram się na przechadzkę po terenach Nowego Świtu, licząc przy okazji na złapanie po drodze jakiejś zwierzyny.
Tak się jednak złożyło, że popadam tak mocno w zamyślenie nad tym, jak kompletnie kuleje moje życie uczuciowe, że nie orientuję się, kiedy docieram na samą granicę terenów Nowego Świtu. Kiedyś już tu byłem, spotkałem tu jednego z moich zaginionych braci, który jednak bardzo szybko się rozpłynął, nie do końca rozumiem, dlaczego. Nie poznał mnie, wystraszył się, że jesteśmy źli za jego zniknięcie? Sam nazywam to miejsce "Zadrapaną Korą", bo taka też jest tu w kilku miejscach. Nie wiem jednak, jaka jest prawdziwa, oficjalna nazwa tego miejsca.
Siadam na zimnej ziemi i pociągam nosem. Zimno. Zaraz będę się zbierał z powrotem.
[Obrazek: WdqnQmy.png]
Statystyki - lvl: 2 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 3 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 10/150
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:
Wygląd
Wiek sprawił, że Miodek niesamowicie wydoroślał. Grube, choć dość krótkie futro tworzy iluzję, że kocur jest znacznie masywniejszy niż w rzeczywistości. Choć faktem jest, że jeśli się dobrze przyjrzeć można spokojnie dojrzeć zarys umięśnionych łap i masywnego grzbietu. Futro kocura ma bardzo charakterystyczne białe znaczenia. Od trójkąta na pysku, częściowo biały brzuszek i kark aż po białe sięgające prawie brzucha skarpetki na wszystkich łapach. Nie jest to już maluszek, który utracił matkę, zyskał nową... A potem znów ją stracił. Patrząc na niego dojrzysz czekoladowo-białego słodkiego zabójcę. Oczy prawie zlewają się z kolorem futra. Piękne, głębokie spojrzenie piwnych ślepi. Najbardziej charakterystycznym śladem na jego ciele jest blizna na lewej tylnej łapie. Prawdopodobnie po spotkaniu z jakimś drapieżnikiem... Lub innym złym.
Zaginionym bratem zdecydowanie nie był Miodek. Brązowo biały, wychudzony kocur. W tym momencie dla samotnika liczyło się tylko jedno. Jedzenie. Był głodny i zdesperowany. Zamrożona trawa wcale nie była przysmakiem, którego potrzebował. Choć miał grube i ciepłe futerko, mięśnie drżały mu niemiłosiernie. Ze zmęczenia i głodu. Choć miał silę iść, to jedyne czego pragnął to położyć się w jakimś miejscu, gdzie nie dotknie go chłód i gdzie mógłby coś zjeść.
Miodek starał się mocno i pewnie stawiać kroki. Pomagało mu to zwalczyć drżące mięśniami. W lesie, którym teraz szedł słyszał jedynie szum wiatru. Żadnego żywego stworzenia. Ni to myszy, ni ptaka... Ni... Kota? W oddali między drzewami mignął koci kształt. Czyżby już dostał majaków? Podszedł w miarę cicho do drzewa, skrył się za nim i skupił swój wzrok w tym jednym punkcie, gdzie zobaczył "prawdopodobnego" kota. Nigdy przez całe swoje życie nie pomyślał nawet o tym by mógł skrzywdzić kogoś swojego gatunku. Teraz jednak desperacja pchała go w objęcia czegoś, czego nie potrafił nazwać. Zaczął się powoli "skradać" jak to on tylko potrafił. Zero jakiejkolwiek finezji czy gracji. Jeśli Gronostaj nie był totalnie głuchy zapewne usłyszał Miodka już gdy ten chował się za drzewem.
Skok. Choć drżącymi nogami kocur wybił się nabierając pędu i zaczął rozpaczliwie biec w stronę "ofiary". Z perspektywy każdego dorosłego, wyszkolonego i zdrowego kota był to żałosny bieg. Szczególnie że niedoszły zabójca w pewnym momencie wykopyrtnął się, potykając o własne łapy i wyciągnął się jak długi. Nie próbował już wstać. Widać było, że patrzył w pustą przestrzeń gdzieś przed sobą. Gronostaj mógł dostrzec, jak boki samotnika drżą przy każdym oddechu.
Statystyki - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 4 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 55 | W: 45 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Wygląd
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką. Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Nie spodziewałem się spotkać tu kota, a już szczególnie nie spodziewałem się kota spoza Nowego Świtu. A już z całkowitą pewnością nie mogłem spodziewać się, że na granicy spotka mnie kot, który najpierw spróbuje mnie zaatakować, rzuca się na mnie z kłami i pazurami, żeby zaraz potem… runąć na łeb na szyję u moich stóp. Jestem tak zszokowany, że zdecydowanie za późno podejmuję próbę jakiegokolwiek uniknięcia ciosu. Ten ostatecznie nie pada, a obcy kocur leży przede mną, jak długi, najwyraźniej nie zamierzając wcale wstać. Cała ta sytuacja wydaje mi się tak niedorzeczna, że nie mam pojęcia, jak zareagować. W mojej głowie pojawia się zatrzęsienie pytań, których z każdym uderzeniem serca zamiast ubywać, przybywa. Skąd właściwie wziął się ten kocur? Chciał mnie skrzywdzić, powinienem uciekać? Bo walczyć nie jestem w stanie, nie będę tego ryzykował. Czy wie o Nowym Świcie i właśnie w ten dziwaczny sposób próbował wkroczyć na jego terytorium? Jak mam się wobec niego zachować? Ostatecznie odchrząkuję i decyduję się powiedzieć:
- Ummm… wszystko w porządku? - pytam, patrząc na niego z góry z głową lekko przechyloną na bok.
[Obrazek: WdqnQmy.png]
Statystyki - lvl: 2 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 3 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 10/150
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:
Wygląd
Wiek sprawił, że Miodek niesamowicie wydoroślał. Grube, choć dość krótkie futro tworzy iluzję, że kocur jest znacznie masywniejszy niż w rzeczywistości. Choć faktem jest, że jeśli się dobrze przyjrzeć można spokojnie dojrzeć zarys umięśnionych łap i masywnego grzbietu. Futro kocura ma bardzo charakterystyczne białe znaczenia. Od trójkąta na pysku, częściowo biały brzuszek i kark aż po białe sięgające prawie brzucha skarpetki na wszystkich łapach. Nie jest to już maluszek, który utracił matkę, zyskał nową... A potem znów ją stracił. Patrząc na niego dojrzysz czekoladowo-białego słodkiego zabójcę. Oczy prawie zlewają się z kolorem futra. Piękne, głębokie spojrzenie piwnych ślepi. Najbardziej charakterystycznym śladem na jego ciele jest blizna na lewej tylnej łapie. Prawdopodobnie po spotkaniu z jakimś drapieżnikiem... Lub innym złym.
Miodek leżał przez chwilę gapiąc się w nicość. Jakby nagle się totalnie wyłączył. Dopiero głos obcego kocura przywrócił go do rzeczywistości. Podniósł wzrok i spojrzał bezpośrednio na swoją niedoszłą ofiarę. W pierwszej chwili odsłonił groźnie kły jakby chciał rzucić mu się do szyi. Szybko jednak zaprzestał "prezentacji uzębienia" i tylko oblizał pysk. Miał bardzo sprzeczne uczucia - A jak Ci się wydaje... - wychrypiał cicho i odchrząknął próbując odzyskać naturalną barwę głosu.
Po chwili Miodek poruszył się i bardzo powoli się podniósł, usiadłszy na zadzie. Cały się trząsł z zimna i widać było doskonale, że jest bardzo niedożywiony - Gdzie ja w ogóle jestem? - spytał zdezorientowany, pociągnął nosem i zakrztusił się przez zapach, jaki poczuł. Pierwszy raz w życiu spotkał coś tak nietypowego. Spojrzał za siebie w kierunku Grzmiącej Ścieżki. Przecież klany są tylko po drugiej stronie. Czyżby aż tak bardzo się zgubił? Niedawno przekroczył drogę więc nie ma mowy o pomyłce. To nie mógł być zapach żadnego z czterech klanów. Na pyszczku kocurka pojawił się niepokój. A może to pułapka? Może właśnie w tym momencie okrążają go i za chwilę spróbują zabić?
- Ilu was jest? - spytał wstając ciężko - Może nie umiem walczyć, ale będę się bronić... - kocur się nie cofał. Jak miał umrzeć to w prawdziwej walce. Choć tego nie okazywał był niesamowicie przerażony. Jednakże duma nie pozwalała mu paść na pysk i błagać o litość. Łapy powoli odmawiały mu posłuszeństwa. Jeśli zrobi choćby krok przewróci się... A wtedy jego duma i honor polegną razem z nim.
Statystyki - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 4 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 55 | W: 45 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Wygląd
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką. Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Marszczę brwi i cofam się o krok, kiedy czekoladowo-biały kocur szczerzy do mnie zęby. Znam jednego kota, który nie do końca panuje nad tym, co wyczynia jego ciało i w tym momencie ten kocur wygląda podobnie. Jak Stopa, który czasem mówi albo robi coś, czego nie chce. Decyduję się więc zupełnie to zignorować, jak to, co robi Stopa, o co z resztą sam mnie kiedyś poprosił. Nie wiem, czy to ten sam przypadek, ale co innego właściwie mam zrobić?
- A no tutaj - odpowiadam, bo naprawdę nie wiem, co innego mogę powiedzieć. - To gdzieś pomiędzy tam a nigdzie - mówię z uśmiechem, czując zadowolenie ze swojego przedniego żartu. Zaraz potem pada kolejne pyttaniei znów nie wiem, co mam mu powiedzieć. - Sporo - odpowiadam, chociaż nie mam pojęcia czy to prawda. Dla mnie to dużo, blisko trzydziestka kotów (chociaż jedna trzecia z nich nie ma jeszcze nawet dziewięciu księżyców) w jednym miejscu to dużo. Nie wiem, czy tyle dla stojącego przede mną kocura to duża liczba. Nie zamierzam zdradzać mu jej dokładnie. W ogóle zupełnie nic o nim nie wiem, poza tym że z pewnością nie pachnie jak klan Rzeki, to jedyny z zapachów klanów, które znam. - Czy ja naprawdę wyglądam ci na typa, który rzuca się z zębami i kłami na obcego bez powodu? - pytam kocura, przechylając lekko głowę na bok. Naprawdę sądził, że ten drobny, pozbawiony niemal mięśni kocurek o uroczej fizjonomii będzie skłonny do czegoś tak niedorzecznego, jak bezpodstawny atak? - Jestem tu sam, to znaczy nie w ogóle ale w tym miejscu. Nikt cię nie zaatakuje, dopóki nie zrobisz mi krzywdy ani nie przekroczysz celowo granicy i odmówisz jej opuszczenia. - wyjaśniam pogodnie, uspokajającym tonem. - W ogóle to jestem Gronostaj, a ty? - pytam przyjaźnie.
[Obrazek: WdqnQmy.png]
Statystyki - lvl: 2 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 3 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 10/150
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:
Wygląd
Wiek sprawił, że Miodek niesamowicie wydoroślał. Grube, choć dość krótkie futro tworzy iluzję, że kocur jest znacznie masywniejszy niż w rzeczywistości. Choć faktem jest, że jeśli się dobrze przyjrzeć można spokojnie dojrzeć zarys umięśnionych łap i masywnego grzbietu. Futro kocura ma bardzo charakterystyczne białe znaczenia. Od trójkąta na pysku, częściowo biały brzuszek i kark aż po białe sięgające prawie brzucha skarpetki na wszystkich łapach. Nie jest to już maluszek, który utracił matkę, zyskał nową... A potem znów ją stracił. Patrząc na niego dojrzysz czekoladowo-białego słodkiego zabójcę. Oczy prawie zlewają się z kolorem futra. Piękne, głębokie spojrzenie piwnych ślepi. Najbardziej charakterystycznym śladem na jego ciele jest blizna na lewej tylnej łapie. Prawdopodobnie po spotkaniu z jakimś drapieżnikiem... Lub innym złym.
No faktycznie. Żart był przedni. Gdyby nie strach, który odczuwał teraz Miodek możliwe, że zaśmiałby się razem z rozmówcą. Ale nie było mu za bardzo do śmiechu. Nadal nerwowo rozglądał się na boki spodziewając się jakiegoś ataku - Nigdzie to mało precyzyjna lokalizacja... - odpowiedział cicho nawet nie patrząc na Gronostaja. Tutaj... Też coś. Wymyślił sobie chłopak żart. Gdy został zapytany, spojrzał znów na srebrnego kocurka. Tym razem skupił się już na nim dokładniej, starając się wyłapać jak najwięcej szczegółów. Wyglądał... Ładnie. Czyste zadbane futro i bardzo atrakcyjnie wyglądający pyszczek. Tak naprawdę, gdyby się uprzeć i Miodek byłby na siłach mógłby próbować go pokonać. Ale to nie ten dzień... Albo tydzień... Kocurowi głośno zaburczało w brzuchu. Było to dosyć zawstydzające. Nawet bardzo. Zamknął oczy i opuścił pysk. Jednak gdy usłyszał słowo granica poderwał łeb i spojrzał szeroko otwartymi oczami na rozmówcę. Jaka granica? Granica czego?! Nie miał pojęcia, o czym mówił teraz Gronostaj.
- Jaka niby granica? Przecież... Tu nic nie ma. Klany są po drugiej stronie kamiennej drogi - odpowiedział w lekkiej panice i w tym momencie próbując zrobić krok w tył łapy nie wytrzymały i brązowy znów leżał. Zamknął oczy zrezygnowany. Choć widać było, że się trząsł to chyba był jakby spokojniejszy. Trochę jak bite dziecko, które nauczyło się przyjmować uderzenia w milczeniu (przepraszam za dramatyczny opis XD) - Musisz mi wybaczyć. Nie jadłem od wielu dni... Nie mam już sił dalej iść. Chciałem... Spróbować zjeść... Cie... Cokolwiek. Ale nie mogę - wyszeptał nie próbując już nawet wstać. Położył pysk na łapach unikając wzroku Gronostaja, jakby ze wstydu. Jego duma była strzaskana. Był zbyt zmęczony, żeby wstać. Gdy został zapytany o imię zamarł w bezruchu. Nie wiedział kiedy ostatnio ktoś go spytał o imię. Tak zszokowało go to pytanie, że spojrzał na rozmówcę i jedynie otworzył pysk nie będąc w stanie nic powiedzieć. Patrzył ze strachem w oczach na Gronostaja. Minęła długa chwila nim Miodek odezwał się drżącym głosem - Imię...? Ja... Ja... - można by odnieść wrażenie, że kocurek zaraz się rozpłacze - Ja nie... Nie pamiętam...
Statystyki - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 4 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 55 | W: 45 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Wygląd
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką. Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Dziwaczny kocur z tego nieznajomego. Przechylam głowę na bok, przyglądając mu się. Nie czuje tego niesamowicie silnego zapachu, który się tu unosi? Musi czuć, przecież przed chwilą pytał ilu ich jest i chciał się bronić, chociaż wyraźnie nie miał na to sił. Czy wobec tego coś mu nie do końca styka pod czerepem? W zasadzie to wygląda na takiego. Niespełna rozumu. Nie mówię mu tego na głos, rzecz jasna, bo sam nie chciałbym czegoś podobnego usłyszeć. Zamiast tego cierpliwie odpowiadam mu na pytanie.
- Jest i to całkiem sporo. Nie klanu, ale mojej rodziny. Grupy. Tu zaczynają się ziemie Nowego Świtu. - informuję go z delikatną nutą dumy w głosie. Moja broda unosi się lekko do góry, kiedy mówię o swoim miejscu na świecie. Nagle przychodzi mi coś do głowy. Czy to jest jeden z tych momentów, w których będę mógł sam odnaleźć chętnego do wstąpienia w szeregi Nowego Świtu? Moje serce przyspiesza swoje bicie w podekscytowaniu, które błyskawicznie mnie opanowuje. Marzę o tym, od kiedy tylko pamiętam. Czy mój nieznajomy pozwoli mi po raz pierwszy pójść do Fairy’ego albo Tundry i powiedzieć, że istnieje ktoś, kto w istocie chciałby dołączyć do Nowego Świtu i trzeba z nim porozmawiać na granicy? Muszę to teraz tylko dobrze rozegrać. Muszę się skoncentrować.
Unoszę lekko brwi, kiedy kocur znów się kładzie u moich łap. oś tu mocno nie gra i zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem mnie nie wkręca. Tymczasem jednak mój nieznajomy-znajomy odwraca nagle moją uwagę od Nowego Świtu, bo ogłasza przede mną, będąc najwyraźniej zupełnie rozbitym i zdruzgotanym, że nie pamięta swojego imienia. Jestem zaskoczony ale widząc jego wyraźny, dramatyczny i niemal namacalny smutek nie potrafię stać bezczynnie. Zbliżam się do niego i kładę mu pocieszająco łapę na ramieniu.
- Słuchaj to nic nie szkodzi, że nie pamiętasz. Możesz mieć tymczasowe imię do momentu aż sobie przypomnisz, co ty na to? Nazwę cię Niedźwiadek. - mówię, starając się by mój głos brzmiał krzepiąco. Nie bardzo wiem, co powiedzieć i prawdę mówiąc, nie uważam, że to nic nie szkodzi, że ktoś nie zna swojego imienia. To bardzo wielka rzecz i to bardzo szkodzi. Nie daję jednak kocurowi znać o swoich myślach. - Kolor twojego futerka przywodzi mi na myśl niedźwiedzia i coś w kształcie twojego pyska sprawia, że myślę o nim właśnie. To dobre tymczasowe imię. - przekonuję go entuzjastycznie, jednocześnie całkiem dobrze się bawiąc.
Kolejna informacja niemal zwala mnie z nóg. Jest tak głodny, że ledwie stoi i nie jest w stanie nic dla siebie złapać. Biorę głębszy oddech, bo zrobiło mi się nieprzyjemnie gorąco. Kilka sekund później jestem już w stanie normalnie mówić.
- No właśnie mi się wydawało, że wyglądasz jak siedem nieszczęść. Słuchaj, trzeba było tak od razu, ja ci coś przyniosę. Tylko nie z ziem Nowego Świtu, ukręciliby mi łeb gdybym obcego nakarmił… dobra, czekaj tu. Tyle co trwa drzemka. Serio, nie ruszaj się stąd, coś ci upoluję. - mówię szybko i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź skaczę sprawnie w krzaki. Przez krótką chwilę oddalam się od miejsca, w którym odbywała się rozmowa. Rzecz jasna nie idę wgłąb ziem Nowego Świtu, a w kierunku przeciwnym. Wyostrzam zmysły, słucham jak las wokół mnie ożywa…
Niedługo później, bo mniej więcej tyle ile trwa krótka drzemka, staję przed Niedźwiadkiem ze zwisającym z pyska dzięciołem i naprawdę niedużą myszą. Nie byłem w stanie więcej upolować, a ów dzięcioł i tak był już ranny i słaby. Nie był jednak tragicznie chudy, najwyraźniej w drzewach można znaleźć larwy przez cały rok. Kładę to, co udało mi się znaleźć przed czekoladowym kocurem.
- No, wcinaj, to dla ciebie. Nie jestem zbyt dobrym łowcą, prawdę mówiąc całkiem beznadziejnym. Ale to udało się złapać. Mam nadzieję, że nabierzesz sił. - mówię z uśmiechem, czując mimo wszystko dumę ze swojego osiągnięcia. Mniejsza, że mysz była już najprawdopodobniej bardzo stara i w połowie głucha, ważne że to ja ją upolowałem. I daję w prezencie Niedźwiadkowi. Siedzę przed nim, wciąż szczerząc zęby.
[Obrazek: WdqnQmy.png]
Statystyki - lvl: 2 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 3 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 10/150
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:
Wygląd
Wiek sprawił, że Miodek niesamowicie wydoroślał. Grube, choć dość krótkie futro tworzy iluzję, że kocur jest znacznie masywniejszy niż w rzeczywistości. Choć faktem jest, że jeśli się dobrze przyjrzeć można spokojnie dojrzeć zarys umięśnionych łap i masywnego grzbietu. Futro kocura ma bardzo charakterystyczne białe znaczenia. Od trójkąta na pysku, częściowo biały brzuszek i kark aż po białe sięgające prawie brzucha skarpetki na wszystkich łapach. Nie jest to już maluszek, który utracił matkę, zyskał nową... A potem znów ją stracił. Patrząc na niego dojrzysz czekoladowo-białego słodkiego zabójcę. Oczy prawie zlewają się z kolorem futra. Piękne, głębokie spojrzenie piwnych ślepi. Najbardziej charakterystycznym śladem na jego ciele jest blizna na lewej tylnej łapie. Prawdopodobnie po spotkaniu z jakimś drapieżnikiem... Lub innym złym.
Gdy kocur usłyszał, że Gronostaj chce mu pomóc i go nakarmić poczuł ciepło w środku. Tak bezinteresownie? To było tak niezwykle miłe i cudowne, że nie potrafił znaleźć słów podzięki za to wszystko. Jedyne co to uśmiechnął się szczerze do swojego "wybawcy" i wyszeptał - Dziękuję. Gdy polowanie dobiegło końca i ujrzał świeże mięso, aż poderwał się z radości i łapczywie wpił kły w to co złapał jego kompan. Przez jakąś chwilę słychać było tylko chrzęst kości i szczęk zębów Miodko-Niedzwiadka. Nie była to największa porcja jedzenia w życiu, ale na pewno wielce pomogło to młodemu kocurowi. Zlizał ostatki krwi spływające mu po mordce i usiadł tym razem wyprostowany. Nie trząsł się już jak poprzednio. Po mordce widać było, że jest niesamowicie zadowolony.
Był jednak temat, który niesamowicie go zaciekawił - Czym jest Nowy Świt? - spytał przekrzywiając pysk - Nigdy o nim nie słyszałem... Przecież są tylko cztery klany... - kocur zastanowił się przez chwilę. Pamiętał jak przez mgłę nauki o tym, jakie są tereny i co je łączy - Są przecież tylko... Wicher... Cień... Piorun i Rzeka - wymamrotał niepewnie. Nie miał pojęcia czy dobrze powiedział. Więc czym jest Nowy Świt? Jaką mają hierarchię? Kto jest przywódcą? Czy wierzą w Gwiezdnych? - Jesteś kimś ważnym w tym... klanie? Grupie? - spytał i ponownie się oblizał dokładniej czyszcząc pyszczek z krwi - Dziękuję za nowe imię. Niedźwiadek brzmi bardzo dostojnie i groźnie - zaśmiał się odkrywając kły.
Statystyki - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 4 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 55 | W: 45 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Wygląd
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką. Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
- Stadem, grupą. - mówię, wzruszając lekko ramionami. Jaka to różnica, jakie znaczenie ma nazwa? Nowy Świt to nie klan i tyle. To my. I tyle. - Nie ma Pioruna. - zauważam głośno, odruchowo i mrugam krótko. Dotąd wydawało mi się, że kocur musi pochodzić z tych stron, skoro orientuje się w istniejących klanach. Ale jakiś Piorun? Marszczę brwi. - Ale jest Grom. - dodaję, mając nadzieję że kocur nie zada więcej pytań na temat klanów, bo na znajomości nazw i tego, gdzie mniej więcej mieszczą się ich ziemie, moja wiedza się kończy.
- A wyglądam na kogoś takiego? - pytam z szerokim uśmiechem, a moja klatka piersiowa wypina się nieco do przodu w dumnym geście. - Nie, jestem dopiero uczniem. Szkoli mnie moja mistrzyni, żebym mógł niedługo sam uczyć innych. I zostać silnym wojownikiem albo mądrym zielarzem. Albo medykiem. - dodaję z lekkim uśmiechem. Nie mówię Niedźwiadkowi tego, że prawda jest taka, że mój trening idzie bardzo powoli bo mam w głowie wszystko tylko nie jego dokończenie. Bo wychowuję nie swoje kocięta kotki, którą kocham. - A ty pochodzisz z klanów? Pamiętasz coś? - pytam ostrożnie, przechylając lekko głowę na bok.
[Obrazek: WdqnQmy.png]
Statystyki - lvl: 2 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 3 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 10/150
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:
Wygląd
Wiek sprawił, że Miodek niesamowicie wydoroślał. Grube, choć dość krótkie futro tworzy iluzję, że kocur jest znacznie masywniejszy niż w rzeczywistości. Choć faktem jest, że jeśli się dobrze przyjrzeć można spokojnie dojrzeć zarys umięśnionych łap i masywnego grzbietu. Futro kocura ma bardzo charakterystyczne białe znaczenia. Od trójkąta na pysku, częściowo biały brzuszek i kark aż po białe sięgające prawie brzucha skarpetki na wszystkich łapach. Nie jest to już maluszek, który utracił matkę, zyskał nową... A potem znów ją stracił. Patrząc na niego dojrzysz czekoladowo-białego słodkiego zabójcę. Oczy prawie zlewają się z kolorem futra. Piękne, głębokie spojrzenie piwnych ślepi. Najbardziej charakterystycznym śladem na jego ciele jest blizna na lewej tylnej łapie. Prawdopodobnie po spotkaniu z jakimś drapieżnikiem... Lub innym złym.
Kocur ziewnął i potrząsnął łbem. Musiał zebrać myśli. Czyli poza czterema klanami, w których jest Grom, a nie Piorun, jest jeszcze grupa kotów zwana... Nowym Świtem. Nie jest to klan, ale mają swoją hierarchię, medyków, jakichś zielarzy, wojowników. Dużo informacji. Gdy Gronostaj zapytał, czy wygląda jak ktoś ważny kocur zaśmiał się - Nie - skwitował bardzo krótko i momentalnie przestał się śmiać. Pytanie kocura było raczej... Retoryczne, albo bardziej zapobiegawcze. Nie chciał podpaść jakiejś ważnej osobistości z obcej grupy. Jeszcze by obraził przywódcę i dostał w pysk. A tego wolał uniknąć. Na szczęście nie miał z nikim takim do czynienia.
Temat jego osoby był dla niego dość ciężki. Nawet nie dlatego, że nie chciał o nim mówić, tylko nie pamiętał za wiele - Ja? Jestem... Nikim - wzruszył ramionami. Nie czuł przynależności do żadnej grupy - Mojej matki... Nie pamiętam. Odeszła, zostawiła mnie jak byłem kocięciem - zaczął opowiadać. Tak naprawdę do dziś dzień w głowie kocura żyła wizja, że matka po prostu go nie chciała. Pomimo rozmów za kocięcia w Klanie Wichru, gdy próbowali mu wyjaśnić co się faktycznie mogło stać. Był za młody, by zrozumieć. A potem już nie miał go kto przekonać - Przez krótką chwilę mieszkałem w Klanie Wichru. Lawendowa Gwiazda mnie przygarnęła. Ale poza wdzięcznością dla niej... Chciałem szukać swej prawdziwej matki i uciekłem... - kocur rozgadał się bardziej niż chciał i niż to należało. Może dlatego, że nie rozmawiał z nikim od bardzo, bardzo dawna. Patrzył w nieokreślonym kierunku i mówił - Niestety zgubiłem drogę i nie potrafiłem się odnaleźć. I tak się błąkałem. Biegłem po prostu przed siebie. Tak po prostu. Ale nigdy jej nie znalazłem... - kocur zorientował się, że zaczął opowiadać całą historię swojego życia zupełnie obcemu kotu. Bardzo zmieszany odchrząknął i potrząsnął pyskiem - Emm... Wybacz. Niepotrzebnie Ci to opowiadam - "Niedźwiadek" z zakłopotania nie wiedział gdzie spojrzeć więc udał, że próbuje znaleźć w darowanym mu jedzeniu, ostatki mięsa.
Statystyki - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 4 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 55 | W: 45 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Wygląd
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką. Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Nie potrafię powstrzymać lekko opadającej dolnej szczęki, kiedy słucham opowieści Niedźwiadka o jego minionym życiu. Mimo, że jeszcze przed chwilą wydawał się bardzo zagubiony i twierdził że nie pamięta swojego imienia, w tej chwili przedstawią mi dosyć szczegółowej opowieści całe swoje życie. Mimo że właściwie o to zapytałem, jestem bardzo zaskoczony że słyszę tę historię. Koty zwykle nie chcą się dzielić takimi szczegółami i dlatego właśnie w ciągu jednego uderzenia serca wie że to, że to co opowiada mój rozmówca jest prawdą. On po prostu nie wygląda dla mnie na kota, który kłamałby w takiej sprawie.
Mrugam dwukrotnie powiekami, żeby przywrócić swojemu umysłowi sprawność. Bo w tej chwili mam wrażenie że jest zupełnie zamrożony i niezdolny do działania kropka spotkałem kocura z klanu, z którym Klanu Pożogi jeszcze niedawno miał krótkotrwały sojusz. Zabawne osobnik ten nie pochodzi z tego klanu czy nie miała jednak przez jakiś czas w istocie był jego członkiem. Mojej głowie przez chwilę prezentują się nieskończone możliwości związane ze zdobywaniem wiedzy na temat tego miejsca, a dosłownie sekundę później przypominam sobie, że Niedźwiadek w istocie niewiele pamięta ze swojego życia, a jedną z tych rzeczy jest jego prawdziwe imię. Co ja mogę zrobić, o co go zapytać?
- Przykro mi, że cię to spotkało, Niedźwiadku. - mówię szczerze, myśląc jednocześnie o tym że naprawdę nie chciałbym być na miejscu kocura. Ja osobiście, choć nie mam ojca i nigdy go nie widziałam nawet na własne oczy, uważam się za szczęściarza w tej kwestii bo matkę mam i mimo że nie jest idealna ona może nawet dojdę o i daleko to kocha mnie i nigdy, ani nawet przez jedno uderzenie serca w to nie wątpiłem. Nie potrafię sobie wyobrazić jak tragiczne jest mieć świadomość, że matka cię porzuciła nie chciała albo z jakiegoś innego powodu nie była w stanie cię wychować. - Mam nadzieję, że uda ci się odnaleźć szczęście. - dodaję, na dwa, najwyżej trzy uderzenia serca zaglądając kocurowi w oczy.
- Będziesz mógł tam wrócić? - pytam, mówiąc dużo ciszej niż odzywałem się do tej pory. Kocur wydaje się nieco skrępowany zaistniałą sytuacją, i ja jednocześnie nie chcę to dawać mu wstydu i jednocześnie chce dowiedzieć się czegoś więcej. Ciekawość wręcz rozrywa mnie od środka. Czuję jak bicie mojego serca przyspiesza, kiedy rośnie jednocześnie moje zdenerwowanie i podekscytowanie. - w Klany przyjmują swoich członków z powrotem? - pytam, czując, że nawet ten ochłap informacji będzie mógł być w pewnym sensie pomocny i cenny dla mnie, jako dla osoby która o klanach wie bardzo niewiele.
[Obrazek: WdqnQmy.png]
Statystyki - lvl: 2 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 3 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 10/150
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości