Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Ubita Ziemia jest w zdecydowanej większości po prostu tym, na co wskazuje jej nazwa. Porasta ją rzadka trawa, niesamowicie zdeterminowana do przeżycia w trudnych warunkach. Jedna z kęp wyróżnia się od pozostałych swoim rozmiarem. Wciąż jest niczym w porównaniu do kęp porastających łąki, jednak biorąc pod uwagę warunki, w jakich przyszło jej rosnąć, ta kępa zasługuje na Order Najwytrwalszego Kawałka Trawy. A jeżeli nie, to przynajmniej na tytuł Największej Kępy Trawy na Ubitej Ziemi.
Futro Rudzika jest całe szare. Sierść kocura jest krótka. Budowa Rudzik jest najzwyklejsza choć kocur jest trochę bardziej postawny od przeciętnego kota. Nogi szarego są dość długie a oczy soczyście zielone. Uszy są dość duże. W jasnym świetle sierść kocura wydaje się jaśniejsza. Nos kocura jest czarny.
Żuraw jest wyluzowany ale energicznym kotem. Pomaga bardzo chętnie czym zdobywa przyjaźń innych kotów. Jest miły ale również asertywny. Nikt nawet największy naciągacz nie wmówi mu co chce a co nie chce. Nie potrafi gniewać się na innych bardzo długo ale ciągle coś tam pamięta kto mu coś zrobił. Jest dość zapominalski ale stara się pamiętać o wszystkim. Rzadko bywa arogancki tylko wtedy gdy się wkurza co również zdarza się rzadko. Niebieski ma duże pokłady cierpliwości. Kocur jest również bardzo gadatliwy i szczery. Kłamie bardzo rzadko a jeśli to zrobi najpóźniej dwa wschody słońca już to mówi kotu któremu skłamał. Żuraw lubi znajdować kryjówki i różne rzeczy do kolekcjonowania.
Rudzik po polowaniu przysiadł dumnie przy sporej kępie trawy. Tym razem poszło mu naprawdę lepiej niż zwykle. Upolował sporo, czym zasilił stos zwierzyny. Kocur siedział dumny jak paw przy kępie. Po chwili jednak przestał się puszyć. Zielonooki rozejrzał się wokoło. Lekko się nudził i nie wiedział co porobić. Po chwili dostrzegł Tundrę. Natychmiast do niej podszedł i powiedział- Witaj Tundro- kiwnął jej głową z szacunkiem. Robisz teraz coś ciekawego?- zapytał ciągle z należytym szacunkiem.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Z dnia na dzień uświadamiała sobie coraz bardziej, że właściwie nie zna innych nowoświtowców. To nie tak, że nie interesowała się ich losem ani ich osobami, po prostu… nie miała wielu do pomocy, a obowiązków jako Opoka i matka wciąż miała bardzo wiele. To wszystko brzmiało w jej głowie jak głupie wyjaśnienia, szyte bardzo grubymi nićmi. Prawda była taka, że nie miała w sobie wystarczająco dużo chęci do kontaktu z innymi kotami. Nie była w stanie utrzymać zbyt wielu relacji na raz, a wychowywanie córek, które pojawiły się w jej życiu tak naprawdę niedługo po jej dołączeniu do Klanu Pożogi. Z resztą, sama nigdy nie uważała się za kota szczególnie towarzyskiego.
Jednak całe dotychczasowe życie słyszała, że dobry przywódca zna swoich podopiecznych. Dlatego też ucieszyła się, kiedy Rudzik podszedł do niej i sam zainicjował rozmowę. Skinęła mu poważnie głową na powitanie ale na uśmiech, który i tak nie odzwierciedlałby jej nastroju, nie udało jej się zdobyć.
- Dzień dobry, Rudziku. - przywitała go na głos, a czujne spojrzenie przebiegło po jego niebieskiej sylwetce.
- Nie, chyba że ciekawym jest dla ciebie wymyślanie, kogo uda mi się namówić tego wieczoru na patrol granic. Jest nas mało, a granic sporo. - wyjaśniła, a kiedy mówiła jej cienki ogon obijał się o białe pięty.
Futro Rudzika jest całe szare. Sierść kocura jest krótka. Budowa Rudzik jest najzwyklejsza choć kocur jest trochę bardziej postawny od przeciętnego kota. Nogi szarego są dość długie a oczy soczyście zielone. Uszy są dość duże. W jasnym świetle sierść kocura wydaje się jaśniejsza. Nos kocura jest czarny.
Żuraw jest wyluzowany ale energicznym kotem. Pomaga bardzo chętnie czym zdobywa przyjaźń innych kotów. Jest miły ale również asertywny. Nikt nawet największy naciągacz nie wmówi mu co chce a co nie chce. Nie potrafi gniewać się na innych bardzo długo ale ciągle coś tam pamięta kto mu coś zrobił. Jest dość zapominalski ale stara się pamiętać o wszystkim. Rzadko bywa arogancki tylko wtedy gdy się wkurza co również zdarza się rzadko. Niebieski ma duże pokłady cierpliwości. Kocur jest również bardzo gadatliwy i szczery. Kłamie bardzo rzadko a jeśli to zrobi najpóźniej dwa wschody słońca już to mówi kotu któremu skłamał. Żuraw lubi znajdować kryjówki i różne rzeczy do kolekcjonowania.
Rudzik słysząc odpowiedź poczuł jak serce mu przyspiesza. Mógł się na coś przydać! No dobra polowanie też było przydatne ale patrole są równie ważne! Musieli przecież pilnować ich nowych granic. W okolicach na pewno jest sporo samotników chętnych by tu polować więc muszą im to uniemożliwić.
- Jeśli jeden kot ci wystarczy to ja mogę pójść- powiedział tonem pokazującym że naprawdę chętnie wybierze się na patrol.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Cieszył ją entuzjazm Rudzika wobec pełnienia obowiązków wobec Nowego Świtu. Dwa koty, które do tej pory pytała, uprzejmie ją przeprosiły i poinformowały, że nie mają sił na kolejną tego dnia wyprawę. Skoro on jednak pozostawał jednak jeszcze w pełni sił, zamierzała to wykorzystać. Za jego entuzjastyczną zgodą rzecz jasna. Skinęła mu głową na znak jednocześnie podziękowania i sygnału, że rozumie to, co powiedział.
- Nie jeden, a dwa. - sprostowała, oddając się jednocześnie czynności czyszczenia futra na przedniej łapie. Tej z rudym znaczeniem. - Nieodpowiedzialnie wysyłać jednego kota na obchód granic. Z całych sił staram się tego unikać - poinformowała go spokojnie, śledząc jego ruchy znad własnej kończyny. Ogon kotki poruszył się nieznacznie. Trudno było jej stwierdzić, co właściwie ma w głowie na temat niebieskiego kocura. Był w zasadzie dobrym członkiem Nowego Świtu. Nie było z nim problemów (jak na przykład z niektórymi cętkowanymi członkami tej grupy), a swoje obowiązki wypełniał dobrze i zawsze bez marudzenia. W zasadzie się nie wyróżniał zarówno wyglądem, jak i osobowością, a kredyt zaufania dostał od Tundry za sam fakt bycia synem Dyni. Podsumowując, dobry towarzysz, którego ceniła, choć w zasadzie nie znała. - W każdym razie, ja też zamierzam iść. - uzupełniła na wypadek, gdyby nie było to wystarczająco jasne.
- Niedługo wiek odpowiedni do zostania uczniem osiągną kocięta Zroszonego Listka. Czujesz się gotowy na zostanie mistrzem? - spytała go bezpośrednio, a płaska głowa Opoki przechyliła się lekko na bok, kiedy ta wpatrywała się w niebieskiego.
Futro Rudzika jest całe szare. Sierść kocura jest krótka. Budowa Rudzik jest najzwyklejsza choć kocur jest trochę bardziej postawny od przeciętnego kota. Nogi szarego są dość długie a oczy soczyście zielone. Uszy są dość duże. W jasnym świetle sierść kocura wydaje się jaśniejsza. Nos kocura jest czarny.
Żuraw jest wyluzowany ale energicznym kotem. Pomaga bardzo chętnie czym zdobywa przyjaźń innych kotów. Jest miły ale również asertywny. Nikt nawet największy naciągacz nie wmówi mu co chce a co nie chce. Nie potrafi gniewać się na innych bardzo długo ale ciągle coś tam pamięta kto mu coś zrobił. Jest dość zapominalski ale stara się pamiętać o wszystkim. Rzadko bywa arogancki tylko wtedy gdy się wkurza co również zdarza się rzadko. Niebieski ma duże pokłady cierpliwości. Kocur jest również bardzo gadatliwy i szczery. Kłamie bardzo rzadko a jeśli to zrobi najpóźniej dwa wschody słońca już to mówi kotu któremu skłamał. Żuraw lubi znajdować kryjówki i różne rzeczy do kolekcjonowania.
Słuchał słów Tundry a po ostatnim kiwnął mało widocznie głową. Wyglądało na to że mógł się przydać i to naprawdę. Patrole były bardzo ważne więc cieszył się że może w jednym uczestniczyć. Ogon kocura lekko podrygiwała i niebieski już chciał wstać gdy usłyszał ponownie głos Tundry. On mentorem? Czy da radę? Sam nie wiedział, to byłoby napewno bardzo trudne i wymagające ale, chyba by dał radę. Tak musi dać radę! Tundra mu ufa, i chce by był mentorem. To znaczy że musi jej pokazać jak bardzo zależy mu na Nowym Świcie. Uważam że jestem gotowy do tej funkcji.- powiedział z szacunkiem ale, powaga wyszła mu tylko odrobinę. Był zbyt podekscytowany by wyglądać całkowicie poważnie. Nie było jednak tak źle bo chyba udało mu się jako tako ściągnąć porządny efekt.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Zastanawiała się, czy którykolwiek z jej wojowników miałby w takiej sytuacji odwagę odpowiedzieć, że nie jest gotów. Albo, że nigdy nie chce być mistrzem i źle czuje się w roli nauczającego. W sytuacji, w której tak brakowało im dorosłych kotów do szkolenia najmłodszych. Prawdopodobnie żaden. Musiała uważać, zadając takie pytania. Nie chcieli mistrza, który nie czuł się dobrze w roli nauczyciela i do nauczania musi się zmuszać. Jeżeli będzie trzeba, Tundra poprowadzi wszystkie treningi osobiście.
Pytanie wobec Rudzika jednak padło, tak samo jak szybka odpowiedź na nie. Kocur wydawał się być szczerze zadowolony ale i zdaniem Tundry niepoważnie podekscytowany. Przygotowanie młodego kota do życia w Nowym Świcie, nauczenie go wszystkiego, czego potrzebuje, było niesamowicie trudnym zadaniem. Wymagającym ogromnie dużo odpowiedzialności. Zmrużyła oczy, kiedy patrzyła teraz na młodszego kota.
Od jakiegoś czasu Tundra nie ufała swojemu zaufaniu. To jest, za każdym razem, kiedy uznawała, że wierzy w jakąś odpowiedź albo ufa jakiemuś kotu, dziwaczna, skrzywiona część niej mówi "A może nie powinnaś mu ufać? Może za szybko uwierzyłaś? Nie za mocno na nich polegasz?" I to wszystko bolało i wprowadzało do jej głowy mętlik. Powinna te wątpliwości z siebie usuwać czy może je pielęgnować? Powinna ufać synowi Dyni. Powinna wierzyć, że brat Pokrzywy jest w stanie bez problemu skutecznie poprowadzić trening ucznia.
- W takim razie nie przegap najbliższego zebrania - powiedziała do niego poważnie. To zdecydowanie przychodziło jej najlepiej. Twarda i sucha powaga. Udawała się niezależnie od tego, co czekoladowa czuła.
- Podczas patrolu przekażę ci, czego chcę byś nauczył swojego ucznia. - powiedziała mu jeszcze i ruszyła powoli w strony wyjścia z obozu, a smukłe ciało poruszało się lekko na boki.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
***
- Ahaska - zawołała niewyraźne, przez sikorkę na której zaciskała ciasno szczęki, wypatrzywszy białe futerko swojego syna gdzieś pomiędzy trawami. Trawy w obozie Nowego Świtu dużo nie było, ale ta jedna kępka trawy wyjątkowo mocno chciała przeżyć i rosnąć dalej.
Zdążyła zrozumieć, że przywiązała się do swoich małych larw i zrobiłaby dla nich wiele. Może nawet wszystko. Alaska na początku swojego życia wzbudzał w niej dziwne nerwy, swego rodzaju obrzydzenie tym, jak bardzo przypominał swojego ojca, ale z czasem to wszystko przeszło. Widziała w nim to, co kiedyś przyciągnęło ją do Barana.
Jej syn był piękny. I wykazywał potencjał, jak zresztą każde z jej dzieci. W końcu były jej.
Rzuciła drobnego ptaka tuż przed młodzikiem; a z samym Alaską przywitała się liźnięciem go między uszami. - Próbowałeś już mięsa?
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Wybarwiające się, niewinne oczy potomka Tsunami patrzyły za matką z sympatią i miłością, nie nosząc w sobie żadnej urazy, którą mógłby poczuć, gdyby tylko dowiedział się o tym, co w głębi duszy uważała kiedyś o nim matka. Ale właśnie - nie wiedział o tym, więc jak najbardziej latało mu to koło białego tyłka, beztrosko rosnąc sobie na coraz to większą larwę, nie myśląc nawet o kwestii takiej jak "ojciec". Postać matki wystarczała mu całkowicie, a i czasem reszta Nowego Świtu podglądała to, jak rósł z rodzeństwem, żył jak bąk na kobylim zadzie, absolutnie nie przejmując się żadnymi trudnościami lub przeszkodami życia. Bo ich nie miał.
Sikorka, którą niosła Tsunami, od razu zwróciła uwagę młodzika. Miał już zacząć zalewać ją pytaniami, czy przeprowadzą jakąś sekcję na ptaku (czym zresztą, czasami się zajmował, wyrywając pojedyncze piórka z ciałek, zanim skrzętnie ukrywał je obok miejsca spania) czy też posłuży im za zwyczajny posiłek, lub może coś jeszcze! Głowa Alaski cały czas podsuwała mu co rusz to nowe pomysły, w jaki sposób możnaby wykorzystać zdobycze.
Zamruczał na przywitanie matki, od razu patrząc na sikorkę przed sobą, wystawiając do niej obie łapy i przysuwając do siebie. Właściwie to dopiero niedawno wraz z rodzeństwem zaczęli jeść coś innego, niż mleko, jednak dopiero teraz biały kocurek zaczął napotykać kłopoty, o których wcześniej nie miał pojęcia.
- Próbowałem! Ale niektóre z nich są strasznie, ale to strasznie żylaste! Nie da się ich przegryźć. To takie, takie irytujące! Mamo, co ty wtedy robisz? Czy da się to zjeść? Może to oznacza, że ptak jest zepsuty? O, albo musiał być bardzo złym ptakiem podczas swojego życia, że po śmierci pokarało go tym! Zapewne te najsmaczniejsze ptaki to te, które były dobrymi! - rozgadał się, a małą łapą przycisnął lekko sikorkę do ziemi przy jej szyi, patrząc na nią groźnie. - Hej, ty! A ty jesteś żylasta? Tak? Nie? Lepiej przyznaj się, zanim cię skonsumuje, bo będę bardzo, ale to baaardzo niezadowolony! - mruknął, przybliżając swoją głowę do truchła, patrząc na nie ślepiami.
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Sama nigdy nie miała ojca i nie potrzebowała go. Przynajmniej tak odczuwała, że nie był jej potrzebny. To nie tak, że Tundra i Pokrzywa dobrze sobie poradziły w roli matek, bo nigdy w życiu nie nazwałaby ich dobrymi rodzicami (bo choć się starały, Tsunami wyszła, jak wyszła i do dnia dzisiejszego do obu kocic miała pretensje, mniejsze lub większe), więc... po co jej kociętom ojciec? Miały ją. Gronostaj się przy nich kręcił i mogły na niego mówić jak chciały, tak długo, jak on nie zamierzał wchodzić z łapskami w życie jej i pędraków jako "ojciec".
Po co to komu. Baran może i byłby dobrym ojcem gdyby wiedział o faktycznym istnieniu tych młodych, ale... nie dostałby szansy na ich wychowanie, nie od niej. Nie widziała potrzeby.
- Zwierzyna bywa... żylasta. Dużo chrząstek, różnych. Mięśni. A twoje zęby wciąż się... rozwijają. W przyszłości będziesz mieć. Z gryzieniem mięsa. Mniej problemu - brwi Tsunami prawie wyleciały poza nawias gdy Alaska zaczął rozdrabniać się nad moralnością martwych ptaków. Psiakrew, może ona też kiedyś by w taki sposób myślała, może to było genetyczne. Po chwili parsknęła śmiechem, sama do siebie, po namyśle faktycznie rozbawiona takimi przemyśleniami syna. I rozbawiona tym, jak gadał do zwłok sikorki. Przysunęła drobnego ptaszka trochę bliżej białego kocurka.
- Pokaż mi, jak oskubujesz ptaki.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Nie myślał nawet nad tym, by nazywać Gronostaja ojcem. Był jakimś losowym kocurem z Nowego Świtu, który kręcił się wokół niego i rodzeństwa, a Alaska sam nie wiedział czemu. Kto by z własnej woli chciał kręcić się wśród takich bękartów, a zwłaszcza... wśród bękartów, które nawet nie były jego. Kto by chciał zajmować się czyimiś dzieciakami? Dorośli naprawdę byli dziwni i specyficzni.
Nie wiedział nawet, kim był ten Baran, nigdy o nim nie słyszał, nie myślał, o posiadaniu postaci ojca w swoim życiu - Tsunami wystarczała mu, a jeśli byłby samotny, poszedłby najprościej do swojego rodzeństwa i tyle. Nie planował robić sobie dodatkowo niepotrzebnych kłopotów w życiu. Po co to komu?
- Mam nadzieję! Wtedy to dopiero zobaczą moją siłę, aż będą się bały być złymi, za życia! O, i wtedy jak je postraszę, że będą dobre, to gdy trafią na stos będą o wiele, wiele smaczniejsze! - zamruczał, gdy usłyszał śmiech matki, jednocześnie podsuwając jej kolejne ze swoich iście absurdalnych spojrzeń na sytuację. No ale co? Jakoś to się mogło łączyć ze sobą, nikt nie mógł mu powiedzieć, że nie!
Spojrzał na przysuniętego bliżej niego ptaka i podniósł niewinnie wzrok na matkę, uśmiechając się cwano po chwili. No, teraz to się wykaże!
- Patrz uważnie, mamo! To jest baaaardzo trudna i skomplikowana sztuka oskubywania ptaków - ja ją wymyśliłem! Trzeba być bardzo ostrożnym, żeby nie zniszczyć piórek... - powiedział dumnie i skupił się na jednym z piękniejszych piór na truchle ptaka, łapiąc go delikatnie w zęby i wyrywając jednym ruchem. Położył je obok z pewnym siebie uśmiechem, tańczącym na jego mordce - ...i proszę! Teraz piórko może być ozdobą, można ślicznie udekorować swoje legowisko i wzbudzić zazdrość w innych, że ma się coś tak pięknego! - uśmiechnął się jeszcze szerzej, pokazując swoje zadowolenie.
- Mamo... myślisz, że możnaby z ich piór skleić skrzydła dla kotów? Żebyśmy też mogli szybować? - zapytał w pewnym momencie, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jak absurdalnie brzmiało jego pytanie. Cóż, był tylko kociakiem, do tego okropnie ciekawskim, więc głupie pytania były nieuniknione.
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
średniej wielkości, szczupła | krótkie, rudo-bure futerko o klasycznym pręgowaniu | białe znaczenia na pyszczku, brzuchu i palcach tylnych łap | złote, migdałowe oczy, lewe częściowo niebieskie | dodatkowy palec u lewej, przedniej łapy.
xxJedna łapka, druga łapka, trzecia i czwarta. Mała Oaza przemierzała Ubitą Ziemię, brnąc po puszystym śniegu, wybierając szczególnie miejsca, w których był on w jak najmniejszym stopniu naruszony. Jej zabawa polegała na robieniu śladów w białym puchu i oglądaniu ich potem, żeby sprawdzić, jak one wyglądają i japie kształty potrafi w ten sposób zrobić. Zrobiła właśnie kółko i patrzyła dumnie na swoje dzieło. Ale zabawa! Wcześniej szukała kogoś do zabawy wśród rodzeństwa, gdy mama wyniosła ich poza kociarnię, ale wszyscy gdzieś się rozeszli, więc Oaza została sama. Było jej trochę nudno, ale zaraz znalazła sobie zabawę i teraz nie myślała nawet już o tym, że jest sama. Pochłonięta była robieniem śladów w śniegu. Po podziwianiu kółka, zaczęła znów dreptać łapkami, robiąc z wielkim skupieniem kolejny szlaczek.
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak również była odrobinę znudzona. Czasami bywały takie momenty, kiedy akurat nie miało się nikogo do porozmawiania, do spędzenia wspólnie czasu - nie lubiła tego, bo najchętniej byłaby w otoczeniu bliskich sobie kotów cały czas. Ale to nic, bo Rosomak miała teraz dużo rzeczy do roboty, prawdę mówiąc - uparcie pomagała swojej mamie Tsunami w opiece nad młodszymi kociętami, nad swoim rodzeństwem. Była bardzo dumna widząc, jak te kociaki powoli rosną i rozwijają się - otwierają różnokolorowe oczka i zaczynają pełzać po legowisku. Rosomak kochała swoje rodzeństwo.
Dlatego też widząc z pewnej odległości malutką kuleczkę bawiącą się w śniegu, kotka od razu postanowiła podejść. Zobaczyć, czy mała Oaza nie marznie albo czy nie potrzebuje po prostu czyjegoś towarzystwa. Nadchodząc Rosomak dostrzegła skupienie z jakim mała robiła ślady w śniegu, dlatego też postarała się nie zepsuć jej artystycznej wizji i nie nadepnąć na jej ślady. Ale podeszła, w końcu.
- Witaj, Oaza. - odezwała się spokojnie, a z jej pyszczka poleciało trochę tej dziwnej, białej pary, czy czym to tam było - tak działo się zawsze w trakcie mrozu. A dzisiaj niestety pogoda nie dopisała. - Nie jest ci zimno? Co tu robisz sama? - w jej głosie dało się dosłyszeć pogodną, wesołą nutę.
średniej wielkości, szczupła | krótkie, rudo-bure futerko o klasycznym pręgowaniu | białe znaczenia na pyszczku, brzuchu i palcach tylnych łap | złote, migdałowe oczy, lewe częściowo niebieskie | dodatkowy palec u lewej, przedniej łapy.
xxŁapka za łapką, szylkretka tworzyła szlaczek, tym razem było to... krzywe jajo. Takie pofalowane z jednej strony, po jednak trudno było tworzyć kształty, nie widząc ich z góry. Zanim jednak Oaza dokończyła swoje dzieło, z zamyślenia wyrwał ją czyjś głos. Zaskoczona podniosła główkę i dostrzegła dopiero, że ktoś do niej podszedł. Zaskoczenie zmieniło się szybko w radość na kolorowym pyszczku kociaka, gdy ten zorientował się, kogo widzi. xx— Somak! — pisnęła wesoło, unosząc wysoko mały ogonek i podeszła bliżej starszej siostry, ocierając się o jej przednie łapy. Lubiła Rosomak. A teraz długowłosa kotka ją odwiedziła, dzięki czemu Oaza nie musiała już być sama! A nie lubiła być sama. xx— Zimno? — powtórzyła po siostrze, zadzierając wysoko małą główkę, chcąc patrzeć długowłosej w oczy. Czy było jej zimno? Nie myślała o tym wcześniej. Widać było, jak przez chwilę się zastanawia, dreptając przed starszą siostra, aż w końcu zatrzymała się przodem do niej, znów podnosząc wzrok. — Nie wiem. Ci zimno? — spytała, przechylając główkę w bok.
Księżyce: 40 Mistrz: mama Tsunami Płeć: kotka Matka: Tsunami Ojciec: ... (Baranie Runo) Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak ucieszyła się równie mocno widząc swoją siostrzyczkę, choć zapewne nie było tego aż tak widać. Ale na jej pyszczku pojawił się delikatny uśmiech, a w jej oczach wesoły błysk - kotka zamruczała i zaraz pochyliła się nad Oazą żeby czule polizać jej główkę i grzbiet, prawie jakby chciała wyrównać jej futerko. Cieszyła się, że siostrze najwyraźniej nie przeszkadza takie tulenie się do siebie - dlatego też zbliżyła się do niej i spróbowała owinąć wokół niej swój puszysty ogon.
- Nie. Ale to dlatego, że ja jestem większa i mam długie futro. Tobie w taką pogodę może być zimno. - wytłumaczyła z wielką powagą, wciąż pochylając się by zrównać swój wzrok z koteczką. - Bawisz się? - spytała, na moment zerkając na ślady które młodsza pozostawiła w śniegu. Sama też lubiła się w nim bawić, więc rozumiała to.