Na szczycie Świtających Skał znajduje się idealne miejsce na punkt obserwacyjny, z którego można dokładnie oglądać okolice obozu, a żadne niebezpieczeństwo nie przejdzie niezauważone. Cieszy się on popularnością również wśród kotów szukających chwili wytchnienia i pięknych widoków, gdyż nie znajduje tu się żadna przeszkoda mogąca przysłonić wschód lub zachód słońca bądź księżyca. Niestety kocięta oraz bardzo stare koty nie są w stanie dotrzeć tam o własnych siłach.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
W końcu czuła się w pełni sił. Przynajmniej tych fizycznych. Wszystkie dolegliwości poszły w niepamięć. Nie sprawiło to jednak, że Pokrzywa czuła się mniej przejęta koniecznością rozmowy z Tundrą. Odłożyły to w czasie, aż wyzdrowieje, a gdy nadeszła ta pora... Szylkretka starała się znaleźć jak najwięcej innych powodów, aby ich spotkanie odbyło się później, a najlepiej wcale. Zmieniła zdanie dopiero po rozmowie z Tsunami. To, czego się dowiedziała od córki, bardzo ją niepokoiło. Nawet obiecała im wspólną wyprawę. Zanim jednak wyruszą, musiała się dowiedzieć, co dokładnie się wydarzyło. Może był jakiś... świadek, albo uczennica jednak zwierzyła się komuś, komu ufała bardziej niż Pokrzywie?
Od razu po powrocie z patrolu z Rublem rozejrzała się za Opoką. Kocica nie była trudna do znalezienia, w przeciwieństwie do długofutrej nie chowała się nigdzie po kątach, a właściwie to wręcz przeciwnie. Zastała Tundrę siedzącą na samym szczycie Świtających Skał. Na miejscu, do którego pasowała idealnie. Członków władzy było trzech, ale chyba nikt nie miał wątpliwości co do tego, kto tu naprawdę rządził.
– Tundro – mruknęła na powitanie, siadając o odległość kroku od niej. Pomimo tego, że była od Tundry wyższa, czuła się przy niej zupełnie mała.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Rozmowy z Pokrzywą było tym, co przychodziło Tundrze z trudem. Od momentu pojawienia się w Nowym Świcie Tsunami i Sekwoi, czekoladowa odczuwała wyrzuty sumienia spowodowane nagłym obarczeniem kotki, prawie zupełnie nieznajomej wtedy, obowiązkami opiekunki dwójki niedużych kociąt. W tamtym momencie, kiedy trzymała w pysku kompletnie przemoczoną Tsunami, czuła się tak dziwacznie i jedno spojrzenie na Pokrzywę w tamtej chwili wystarczyło, by wiedziała już, że to musi być ona. Zupełnie tego nie rozumiejąc, zdecydowała się pod wpływem emocji postąpić w ten dziwaczny sposób. Od tamtego czasu trudno było jej patrzeć w oczy szylkretowej, ze wstydu. Że narzuciła jej na barki tak wielki ciężar, a później nie dała możliwości z niego zrezygnować. Poczucie dumy czekoladowej było zbyt silne, by mogła to zrobić. Brak umiejętności komunikacji i niechęć naruszenia dumy sprawiły, że jej znajomość z drugą matką jej kociąt była dość… powierzchowna i w odczuciu Tundry pełna napięcia, które pojawiło się, rzecz jasna wyłącznie z jej winy. Poczucie to pogłębiło się jeszcze bardziej przed dwoma dniami, kiedy to Pokrzywa wymigała się od rozmowy z nią. Cóż, w zasadzie nic dziwnego, że nie chce z nią rozmawiać.
Dlatego ucieszyła się, kiedy długofutra do niej podeszła. Nieduży kamień zsunął się ze stosu ułożonego na jej sercu i potoczył w otchłań. Spojrzenie żółtych oczu złagodniało na widok kotki.
- Pokrzywo - powitała ją skinieniem głowy. - Dobrze się już czujesz? Fairy miał coś na twoją przypadłość? - przemówiła do niej dziwnie jak na siebie łagodnie. Z jakiegoś powodu znikła z jej głosu manierowana szorstkość, z którą zwykle się odzywała.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Pokrzywa trzymała dystans już od powrotu z wyprawy. Czuła się w Nowym Świcie jak obca i... nieistotna. Sposób, w jaki została potraktowana podczas poszukiwań nowego obozu, wciąż ją uwierał. Nie zmieniła swojej decyzji.
– Już tak, dziękuję – odparła, lekko zachrypniętym głosem. Nie rozmawiała z wieloma kotami ostatnio. – Lawina niestety nie miała tyle szczęścia. Fairy nie wie, czym ją wyleczyć, a w dodatku sam się zaraził – dodała, cofając uszy do tyłu. Nie wiedziała, czy to akurat ta jedna przypadłość była poza zakresem wiedzy orientala, czy może było więcej dziur w jego wiedzy. Pokrzywa w tej sytuacji czuła się bezradna. Szansa na to, że Klany zechcą okazać im tę odrobinę pomocy, była niemal zerowa. Szukanie natomiast jakiegoś samotnika, który coś wie... Brzmiało jeszcze bardziej nieprawdopodobnie. Jednak jeżeli nic w tej sprawie niebawem nie ruszy, będzie musiała wziąć sprawy w swoje łapy.
– Chciałaś porozmawiać – powiedziała po chwili, aby przejść prędzej do meritum tego spotkania. Chciała już wiedzieć, uspokoić nerwy i rozszalałe myśli. Wszystkie kończyły się na tym samym, że zrobiła coś źle.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Prawda była taka, że nie istniał żaden szczególny powód, dla którego czekoladowa zawołała do siebie tego dnia Pokrzywę. Chciała z nią pomówić ale podczas zebrania zabrzmiało to zbyt poważnie i teraz musiała wymyślić coś, co będzie brzmiało jak w miarę sensowny powód do zawracania głowy szylkretce. W tej chwili żadnego poza potrzebą zwyczajnej rozmowy Tundra nie miała. Do tego z oczywistego powodu nie mogła się jednak przyznać. Będzie musiała coś wymyślić. Teraz jednak jeszcze przez kilka uderzeń serca mogła uchwycić się tematu ciągniętego przez towarzyszkę. Zastrzygła uszami, kiedy znaczenie wypowiedzianych słów do niej dotarło. Medyk nie wie, jak wyleczyć siebie i Lawinę? To było niepokojące. I to całkiem łagodne słowo w tym przypadku. Cienki ogon poruszył się i przesunął z jej lewej strony na prawą, przypadkiem dotykając po drodze nadgarstka zielarki.
- Fairy nie wie, czym ją wyleczyć? - powtórzyła pytająco, marszcząc jednocześnie brwi na płaskim pysku. - To jakaś wyjątkowo rzadka choroba? Śmiertelna? - spytała jeszcze, czując jak jej niepokój rośnie. Nie mogli stracić kocięcia. Nie mogli stracić Medyka. Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz.
- Muszę cię prosić, byś opowiedziała mi o przebiegu wyprawy. A dokładniej o tym, czy stało się podczas niej coś, co było sygnałem, że może zrobić coś takiego. Cały czas próbuję rozgryźć, dlaczego tak się stało. Dlaczego Roche to zrobił. Jak on się zachowywał? Planował to? - trudno było jej podejmować ten temat ale wiedziała, że musi o to zapytać. Kocurek był jej uczniem, wciąż czuła się częściowo odpowiedzialna za jego zdradę. Czuła, że być może, gdyby była bardziej spostrzegawcza, bardziej empatyczna, byłaby w stanie temu zapobiec.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Chciałaby znać odpowiedź na to pytanie. Uspokoić opokę, zapewnić, że na pewno to nic poważnego i odkryją lekarstwo... Jednak mimo upływu czasu Fairy wciąż nie nauczył jej niczego. Potrafiła zrozumieć, że do niedawna były po prostu sprawy istotniejsze i nie czuła żalu do orientala, ale nie mogła znieść tej myśli, że znów stała w miejscu i nie mogła temu zaradzić. Milczała przez moment, zbierając myśli. Zastanawiając się, czy podzielić się z kotką swoim pomysłem. Nie była Tundrze nic winna, a jednak nie chciała jej zawieść. To wszystko było takie zagmatwane. Pokrzywa czuła, że zaplątuje się w sidła, które sama zastawiła. Delikatne muśnięcie, jakie poczuła na swojej łapie... było zupełnie przypadkowe, prawda?
– Nie wiem. Nie wydaje się groźna, ale mocno osłabia organizm... Myślę, że będzie trzeba zwrócić się do klanów o pomoc – nie mogli przecież czekać na jakiegoś rodzaju cudowne ozdrowienie. Co jeśli objawy Tundry się sprawdzą i choroba okaże się śmiertelna? Zielarka chciała, aby byli w zupełności niezależni. Nie po to uciekali, żeby teraz wracać i błagać o wsparcie. Pożoga już nie istniała, ale szylkretka nie łudziła się, że teraz klany będą niechętnie nastawione do jakiejkolwiek grupy kotów spoza ich kółka. To było coś co należało załatwić bardzo delikatnie, a i tak nie było pewności czy się powiedzie.
Kolejne pytanie sprawiło, że poczuła jak zasycha jej w pysku. Chciała zapomnieć, że tamta wyprawa w ogóle miała miejsce. Utkwiła wzrok w odległym punkcie, mrużąc lekko powieki. Wzięła głęboki oddech.
– Ta namiastka władzy, jaką mu wręczyłaś, uderzyła mu do głowy – zaczęła spokojnym tonem, ale w miarę wypowiadania kolejnych słów nabierał na ostrości. – Traktował nas jak nieporadne kocięta. Nie chciał słuchać ani Kos, ani mnie. Stawiał swoje dowództwo wyżej, niż powodzenie wyprawy. Był agresywny i wulgarny. Mało brakowało, a doszłoby do walki między nami – nie zamierzała ukrywać tego faktu. Być może w jakiś sposób nieświadomie go sprowokowała, ale to nie dawało mu prawa do tego, aby ją wyzywać i traktować jak śmiecia. Widziała te napięte mięśnie i wściekłe spojrzenie, ledwo się wtedy powstrzymał od posunięcia się dalej. Prychnęła cicho i uderzyła ogonem o skałę.
– Gdy tu dotarliśmy, próbował zastraszyć Wieszczego, żeby opuścił to miejsce. Wtedy interweniowała Kos, starając się jakoś załagodzić sytuację. Roche był o to wściekły, oddalił się od nas, Voodoo poszła z nim – jeżeli Tundrze zależało na znalezieniu przyczyn, być może to właśnie srebrną kotkę powinna teraz przepytywać.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Skinęła głową.
Proszenie o pomoc stare klany?
- Nie wiem wiele o starych klanach, nie wiem który z nich byłby najbardziej skłonny nam pomóc. Ale z pewnością w kontaktach z nimi musimy zachować ostrożność. Z jednej strony, nie przyznawać się niepytanym do związku z klanem Pożogi, a z drugiej, nie kłamać. Ale jeżeli będzie to konieczne, będziemy musieli to przedyskutować. - odpowiedziała Tundra, czując jak rozlewa się po jej ciele niepokój. Nie sądziła, że dojdzie do takiej sytuacji. Dotąd nie sądziła, że brak wiedzy o chorobach i ich leczeniu będzie ich problemem. Rzeczywiście nigdy nie pytała Fairy’ego o to, jaką właściwie wiedzę posiada, ale skoro Rojst przedstawił jej go, jako medyka, była przekonana o jego pełnym wykształceniu. Teraz nabrała co do tego wątpliwości.
Słuchała wypowiedzi Pokrzywy i z każdym kolejnym zdaniem jej źrenice robił się większe. Nie było łatwo tego słuchać. Przyszło jej do głowy, że nie warto też było o tym mówić. Zwłaszcza, kiedy było się świadkiem i uczestnikiem tamtych wydarzeń. Zaskoczyła ją tam myśl, która z jakiegoś powodu pojawiła się w jej głowie. Empatia była tym, w co Tundra była raczej uboga. A jednak poczuła ją właśnie w tej chwili i właśnie w stosunku do Pokrzywy.
Naprawdę nie widziała tego w nim wcześniej? Że był agresywnym, aroganckim, niedojrzałym gnojkiem? Czekoladowa miała go za kogoś zupełnie innego. To znaczy, dostrzegała niepokojące sygnały, ale były nimi zdolność do sadyzmu i megalomania ale… no właśnie, nie było w tym miejscu żadnego ale. To, co zaobserwowała podczas treningu powinno wystarczyć, by ten kocur nie dostał nigdy żadnej władzy. Była przekonana, że nigdy nie powierzy mu do wychowania żadnego ucznia, taką decyzję podjęła już po kilku dniach trenowania z nim. Mimo tego z jakiegoś powodu pozwoliła mu dowodzić wyprawą po nowe tereny. Z perspektywy czasu nie potrafiła tego zrozumieć. O czym wtedy myślała? Dlaczego nie kazała Pokrzywie poprowadzić grupy, skoro to z nią wychowywała kocięta i z nią czuła się najbardziej związana? Może to znów wstyd. Zacisnęła zęby.
- Za bardzo mu zaufałam. - powiedziała głucho, trudno powiedzieć czy do siebie, czy do Pokrzywy. W oczach, którymi przesuwała po otoczeniu i na chwilę zawiesiła na na córce Dyni, na pół uderzenia serca pojawił się ból.
Opoka nie wiedziała, jak dalej pociągnąć ten temat. Była za to świadoma, że coś powinna powiedzieć. Że jest winna przeprosiny i to nie tylko Pokrzywie, ale również Voodoo, która teraz nie udzielała się w Nowym Świcie. I Kos. Ona też przez nią cierpiała. Nie. Nie przez nią. Przez Roche’a. Nawet, gdyby nie otrzymał od niej tego dnia władzy, prawdopodobnie sprawiałby kłopoty. Być może nie aż takie ale w końcu i tak by się tak skończyło. Może Tundra tylko przyspieszyła nieuchronne.
- Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś, Pokrzywo… to musiało być dla ciebie trudne. - rzekła, patrząc prosto na nią, jeżeli tylko jej pozwoliła, to prosto w oczy. W tonie jej głosu słychać było wiele emocji ale tą, która wyróżniała się najbardziej, był smutek. - Mam wiele do przemyślenia w tej sprawie. - dodała jeszcze Tundra.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Wysłuchała wątpliwości Tundry, wciąż wpatrując się gdzieś w dal. Choć nie podzieliła się swoimi myślami na ten temat, czuła się... rozumiana. Pierwszy raz od dawna ktoś podzielał jej stanowisko i to było budujące.
- Też mi się to nie podoba i mam nadzieję, że objedzie się bez takiej konieczności – przyznała. Wiedziała jakie trudności mogły nastąpić, ale jeżeli nie będzie innego wyjścia, będą musieli zaryzykować. Oby do tego jednak nie doszło... Naprawdę nie chciała się angażować, bardziej niż było to konieczne, ale jeżeli nikt inny nie potrafił się zając tak istotną kwestią, to nie mogła dopuścić, aby jej rodzina cierpiała z powodu cudzych zaniedbań. Nie odejdzie, dopóki nie upewni się, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
Odwróciła spojrzenie bursztynowych oczu na Opokę, nie pesząc się pod wpływem jej spojrzenia. Czuła, że powinna to wszystko zachować dla siebie. Nie obarczać kocicy kolejnymi strapieniami. Przecież już i tak miała dużo na głowie. Czasem jednak trzeba przełknąć gorzką prawdę i czekoladowa szylkretka zdawała sobie z tym radzić całkiem dobrze. Pokrzywie to imponowało, ale nie potrafiła zupełnie zignorować smutnego brzmienia głosu Tundry.
- To nie twoja wina – mruknęła, aby zapewnić kocicę, że nie ma do niej żalu. Owszem, jeszcze do niedawna obwiniała ją o całe to zajście, ale... to była głupota. Nie była odpowiedzialna za jego zachowanie. Dostał szansę, żeby się wykazać i potraktował to zbyt dosłownie, próbując dojść do celu po trupach. - Spędzałaś z nim więcej czasu. Na pewno poznałaś go od lepszej strony – dodała jeszcze, ponownie przenosząc wzrok w punkt na horyzoncie.
Roche znalazł się pośród niemal obcych kotów z wielką odpowiedzialnością na barkach, nie potrafił tego udźwignąć. Pokrzywa to rozumiała, ale dla pewnych zachowań nie było usprawiedliwienia. Sama nie wiedziała, jakby sobie poradziła pod tego typu presją i odrobinę cieszyła się z tego, że została jedynie zwykłym uczestnikiem. Odpowiedzialność za powodzenie misji, za życie i zdrowie towarzyszy, konieczność podejmowania decyzji w trudnych sytuacjach, to wszystko kosztowałoby ją dużo stresu.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Spędziła z nim więcej czasu, więc powinna lepiej znać jego możliwości, w końcu miała więcej czasu by się na nim poznać, więcej by zrozumieć, do czego jest zdolny. Wiedziała, że nigdy nie przestanie się za to obwiniać, a jednak słowa wypowiedziane przez Pokrzywę sprawiły jej ulgę. Rozgrzeszenie, którego jej udzieliła pozwoliło myśleć, że chociaż jeden kot jej nie obwinia za to, co się stało. Zupełnie jakby z ogromnego kamienia, który przygniatał jej grzbiet, odpadła spora gruda. Ciężar wciąż istniał, a jednak czuła jakby nie nosiła go sama.
Tundra naprawdę chciała podziękować jej na głos ale znów zabrakło jej… czegoś, żeby to zrobić. W zamian za to skinęła jej powoli głową, a wdzięczność pojawiła się na chwilę w jej oczach. Wyraźnie.
Nie chciała już mówić o Roche'u, nie chciała się otwierać w kwestii ich wspólnej relacji. Szczególnie informacji o strzępku matczynej miłości, którą do pewnego momentu czuła do cętkowanego ucznia. Było to już nieaktualne i jedyne, co w tej chwili odczuwała do nieobecnego kocurka, to gniew i rozczarowanie. Przede wszystkim wielkie rozczarowanie spowodowane zawodem jej całkiem dużych oczekiwań.
- Tobie, jak się tutaj żyje? Lepiej niż w Kamiennych Pazurach? - zapytała spokojnie czekoladowa, bardzo pragnąc zmiany tematu. Kwestia dobrego samopoczucia Pokrzywy też ją rzecz jasna interesowała. Uważała swoją szylkretową rozmówczynię za bardzo skrytą kotkę, o której emocjach bardzo trudno było się dowiedzieć. W końcu zdecydowała się więc spytać wprost, co czuje. Jeżeli otrzyma na to pytanie satysfakcjonującą odpowiedź, będzie zapewne zaskoczona, że było to takie proste. Jeżeli zaś dostanie jako odpowiedź, jakąś monosylabę, zgodnie z tym, co się spodziewa, uzna bez wątpienia, że pytania o uczucia nie mają żadnego sensu.
Z resztą, zdaniem Tundry uczucia w ogóle nie miały sensu. Nielogiczne, nieintuicyjne i różne dla każdego kota. Nad wyraz skomplikowane, niemal niepotrzebne.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Nie dziwiła się Tundrze, że chciała zmienić temat. Ona sama też chciała już więcej o tym nie wspominać. Niestety będzie musiała jeszcze raz powrócić do tematu Rocha, ze względu na Tsunami, ale... to nie teraz. Teraz chciała się móc napawać tę chwilą spędzoną w towarzystwie czekoladowej. Rozmowa, której się obawiała, była już za nią i okazała się nie być niczym strasznym. Właściwie to szylkretka poczuła nie tylko ulgę, ale także lekkie uczucie ciepła i komfortu. Opoka uwierzyła w to, co powiedziała i poprała jej stronę. To wiele dla Pokrzywy znaczyło.
– Lepiej – mruknęła w odpowiedzi. Świtająca Skała dużo bardziej wpisywała się w wyobrażenia o idealnym obozie, niż Kamienne Pazury. Tamto miejsce... było jednym wielkim rozczarowaniem. Rojst wyprowadził ich z miasta, obiecywał życie na modłę Starych Klanów, a tymczasem jakoś nie potrafił się w zupełności odciąć od zdradliwych ludzi. Pokrzywa nie potrafiła się czuć dobrze pośród starych nagrobków, chociaż przecież wiedziała, że tamto miejsce już dawno było opuszczone.
– Powiedzmy, że Kamienne Pazury rozminęły się z moimi wyobrażeniami... - przyznała, pozwalając sobie na odrobinę szczerości w stosunku do Tundry. Nie zwykła mówić o tym co sądzi albo czuje, wolała takie myśli zachowywać dla siebie, żeby nikt ich nie wykorzystał. – Nasz obóz mógłby być co prawda lepiej osłonięty, ale przynajmniej ze skał jest dobra widoczność – dodała, spoglądając na wszystko, co było w zasięgu wzroku. Sokoli Szczyt był dogodnym miejscem do tego, aby ktoś mógł pilnować ich bezpieczeństwa. Dookoła rosły same trawy, więc wypatrzenie zbliżającego się zagrożenia było stosunkowo łatwe.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Zmrużyła oczy, wpatrując się zaintrygowana w Pokrzywę. Nie lubiła Kamiennych Pazurów? Zbyt kojarzyły się z Dwunogami? To ciekawe, że tak je to różniło. Tundrze było zupełnie wszystko jedno jak wyglądało i czym było miejsce, w którym mieszkała. Ważne było, że nie padało jej na głowę, nie wiało, a zimą nie było szczególnie zimno. Jej obojętność miała zapewne swoje źródło w częstotliwości zmieniania przez czekoladową miejsca zamieszkania w przeszłości. Nie przywiązywała się dotąd do nich, toteż nie miała co do nich żadnych wymagań.
Chciała powiedzieć, że cieszy się, że Zielarce było lepiej w tym miejscu ale nie przeszło jej to przez gardło. Za wiele złego zdążyło stać się już na nowych ziemiach Nowego Świtu, a sposób w jaki zakończyła się wyprawa do tego miejsca wciąż pozostawiał w pysku gorzki posmak.
Nie chciała, by ta rozmowa się skończyła. Nie znajdowała w tej chwili żadnego tematu, który byłby łatwy do przywołania i przyjemny do poruszania. Czuła, że dobrze jej się siedzi z Pokrzywą u boku i z jakiegoś powodu uważała, że takiemu siedzeniu obok siebie musi towarzyszyć rozmowa. I to nie byle pogawędka, a porywająca dyskusja. Czuła, że takie są właśnie oczekiwania.
- Niemałe ziółka wyrosły z naszych córek - rzuciła w przestrzeń, nie wiedząc właściwie, dlaczego to mówi. Była to prawda, ale wypowiadanie takich zdań na głos nie było w jej… stylu. Być może po prostu chciała powiedzieć "nasze córki"? Prawdopodobnie tak było. Dziwaczne z jej strony, ale czasami zdarzało się Tundrze zadziałać właśnie w taki sposób. Chwilowy, krótki impuls potrafił zadziałać na jej zachowanie, a później często płaciła srogo za konsekwencje tego, co powiedziała lub zrobiła. Tak było z decyzją o poproszenie Pokrzywy o pomoc w wychowaniu Tsunami i Sekwoi, a także w przypadku chęci zaczepienia Rojsta i jeszcze wcześniej… w każdym razie, miała do tego tendencję. I przed kilkoma uderzeniami serca zachowała się co najmniej dziwacznie.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Pokrzywa nie czuła, aby rozmowa była konieczna. Nie przy kotach, przy których czuła się komfortowo. Samo spędzanie z nimi czasu w przyjemnej atmosferze było wystarczające. Dawało jej uczucie ukojenia. Chciałaby, aby Tundra była jednym z takich kotów, jednak kocica znajdywała się daleko poza zasięgiem szylkretki. Nawet ich córki nie sprawiały, że czuła się jakoś bliższa Tundrze. Przecież... to nie było nic takiego. Zwykły przypadek.
– Cieszy mnie ich silny duch – zaśmiała się lekko. Nie była zbytnio obecna podczas zebrania po przeprowadzce, ale nie umknęło jej uwadze to, z jaką zawziętością Tsunami i Sekwoja domagały się pogoni za zdrajcą. Było to co prawda nieco niepokojące, ale Pokrzywa już wolała, aby to szło w tę stronę, niż drugą. Musiały być silne w tym parszywym świecie. Każdy, kto się ugnie, zostanie wdeptany w ziemię.
Cofnęła uszy do tyłu i spojrzała na swoje łapy. Wahała się. Przyznawanie się do tego, że coś było ponad nią... Nie zrobiłaby tego przy byle kim.
– Ale... martwię się o Tsunami. Nie bardzo wiem, jak do niej dotrzeć – mruknęła, nie odwracając spojrzenia od białych skarpetek. Właśnie przyznała się do tego jak nietrafionym wyborem było wytypowanie jej do roli matki, że nie podołała, że zawiodła na całej linii. To nie powinno mieć nigdy miejsca. Czuła się winna tego, że z przypominająca ją szylkretką było coś nie tak. Nie była w stanie nawet określić co. Sposób, w jaki mówiła, jak się zachowywała... Nie uważała, aby to było coś złego, ale budziło niepokój o przyszłość kotki.
– Jak sobie z nią radzisz na treningu? – zapytała w końcu i podniosła wzrok na Tundrę. Oczekiwała jakiejś wskazówki.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Zastanowiła się nad słowami towarzyszki. Stwierdzenie, że Tsunami i Sekwoja mają silny duch na pewno było prawdziwe. Młode kotki były pod pewnymi względami do siebie podobne i to właśnie siła charakteru była tym, co je łączyło. Tylko czy w ich przypadku to aby na pewno dobrze? Były twarde i nieugięte, a także tak samo uparte. Pokrzywa również była twarda i nieugięta ale w zupełnie inny sposób. Dużo łagodniejsza i zdecydowanie również dużo od młódek rozsądniejsza. Być może gorąca krew to tylko kwestia młodego wieku i wkrótce kotki same z siebie staną się spokojniejsze? Być może wraz z wejściem w dorosłość tak się stanie.
Zastrzygła gwałtownie uszami, wyrywając się z zadumy. O czym to one…?
Tsunami.
Tak.
Tundra dobrze wiedziała, co Pokrzywa miała na myśli, mimo że ta powiedziała na ten temat tak niewiele. Ich szylkretowa podopieczna była… inna. Była nieobecna, trudna w komunikacji i bez przerwy zdawała się zmagać z jakimiś silnymi emocjami. Ciągle wściekła, ciągle smutna lub bezustannie głęboko zamyślona.
I ona, Tundra, rzadko dzieliła się tak intymnymi myślami i obawami. Niemal zawsze przyjmowana przez nią maska twardej i nie czującej nigdy żadnych wątpliwości czy obaw kocicy, prawie nigdy nie opuszczała jej pyska. Jednak przy Pokrzywie czekoladowa czuła, że nie musi obawiać się przekazywania tego, co czuje. Bo przed kim innym Opoka miałaby się uzewnętrzniać, jeżeli nie przed nią właśnie?
- Nie mam z nią problemów w znaczeniu nieposłuszeństwa czy braku chęci do nauki - zaczęła, zgodnie z zasadą, że w pierwszej kolejności należy wspomnieć o tym, co dobre. - Tsunami chce się uczyć, a wyjątkowo łatwo łapie umiejętności praktyczne. Tylko, że... - kontynuowała kocica. To, że jakieś "ale" pojawi się prędzej czy później było od początku oczywiste. Gdyby nie to, nie podejmowałaby tego tematu, na pytanie zadane przez długowłosą odpowiedziałaby krótkim "nie". Wzięła oddech i na kilka uderzeń wlepiła spojrzenie zmęczonych oczu w miodowe ślepia towarzyszki. - Mam wrażenie, że do niej nie docieram. Że mówię do niej zza jakiejś bariery, a ona słyszy tylko co trzecie moje słowo. I to nie ze złej woli, tylko z jakiegoś innego powodu. Łatwo jej dać ponieść się emocjom i trudno wyjść jej spod ich wpływu. Jest szczególna. Nie spotkałam dotąd nikogo podobnego. - zakończyła, czując że wraz ze słowami opuszczającymi jej pysk znika część ciężaru, który nosiła. Mimo, że nie zbliżyły się ani odrobinę do znalezienia rozwiązania, okazało się że samo podzielenie się obawą w pewien sposób przynosi ulgę.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Przez tę krótką chwile Tundra wydawała się być jej odrobinę bliższa. Jakby właśnie zeszła z piedestału na którym w swoich wyobrażeniach posadziła ją Pokrzywa i stała się zwykłym kotem, jak inni. Też popełniała błędy, też nie znała odpowiedzi na wszystkie problemy. Nie pomagało to jednak w kwestii ich córki, przypadłości jaka jej dolegała, ani w tym, jak lepiej do niej dotrzeć. Obie borykały się z tym samym problemem. Chciała być dla niej oparciem, ale to by ją tu uziemiło. Nie powinna była się tak zbliżać.
– Może... – zawahała się. Naprawdę nie czuła się na miejscu do udzielania rad Tundrze, zwłaszcza, że sama ich potrzebowała. – … postaraj się do niej mówić krótko i zwięźle? To może pomóc w jej problemach z koncentracją – zasugerowała ostatecznie. Zdążyła już zauważyć, że nawet o pozornie prostych sprawach Tundra niekiedy mówiła w bardzo rozbudowany sposób. Pokrzywie to nie przeszkadzało, doceniała zdolności retoryczne Opoki, lecz w stosunku do Tsunami należało zastosować zupełnie inne metody. Nie była w stanie przewidzieć, czy to będzie dobre rozwiązanie, ale musiały próbować, prawda?
– To nie wszystko... – odezwała się po chwili, czując nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Wiedziała, że Tundra nie chce rozmawiać o swoim uczniu, przynajmniej nie teraz. Jednak ta kwestia... Pokrzywa nie mogła jej tak po prostu zostawić. Wolałaby nie wiedzieć nic, ale na to już było za późno. Spojrzała na Opokę. – Rozmawiałam ostatnio z Tsunami. Coś zaszło między nią, a... Rochem. Wiesz coś na ten temat?
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Widziała wahanie w głosie i postawie Pokrzywy ale go nie rozumiała. Nie znała jego źródła. Nie wiedziała, że z jakiegoś powodu Pokrzywa nie uważa się za kota odpowiedniego do udzielania Tundrze rad. Nie była świadoma, że kocica uważa ją za swojego rodzaju nadkota, którego nie dotyczą wszystkie przyziemne sprawy jak pomyłki czy niewiedza. Ciekawe, jak zareagowałaby w takim razie na wieść, że Tundra się załatwia tak, jak ona sama.
- To rozsądne. Spróbuję. - odpowiedziała jej krótko, choć szczerze. Nie pomyślała wcześniej o czymś podobnym. Nie znała się na kotach, nie rozumiała ich potrzeb ani uczuć. Więc i nie przyszło jej do głowy żadne rozwiązanie. Tym bardziej była wdzięczna za propozycję rozwiązania podaną jej przez Pokrzywę. Wdzięczności tej nie była w stanie rzecz jasna wyrazić ani nawet wypowiedzieć na głos, ale na pewno ją odczuwała, a twarde i nieugięte spojrzenie, które wlepiała z przerwami szylkretową, nieco złagodniało. I to był jedyny wyraz owej wdzięczności, którego czekoladowa nie była świadoma.
- Coś między nimi zaszło? - spytała retorycznie, unosząc jedną brew wyraźnie wyżej. Ta informacja była tak samo enigmatyczna jak niepokojąca. Zmarszczyła nos, przypominając sobie niedorzeczną historię, którą usłyszała od Rojsta, jak jej się zdawało, wieki temu. W czasach, kiedy wszystko wydawało się o wiele prostsze niż w tej chwili. Kiedy Rojst był tym, komu ufała bardziej niż sobie. Jej osobistą opoką, podporą, jedną z niewielu stałych rzeczy na… tamtym świecie. - Była sytuacja, dawno. Niedługo po tym, jak uratowałyśmy Sekwoje i Tsunami. - zaczęła powoli, a jej wzrok zrobił się nieco nieobecny. - Tsunami wlazła do jakiegoś miejsca, które Roche uważał za swoją własność, odmówiła zejścia kiedy nalegał i ostatecznie. Ją. Obsikał. Tsunami się wściekła i go zadrapała. Wtedy pojawił się Rojst i rozgonił całe towarzystwo. O niczym więcej nie wiem. - wyjaśniła zwięźle głosem dość obojętnym, jakby zamyślonym. - To o to chodziło? - spytała z płaską głową nieznacznie przechyloną na bok.