Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Nie wiedziała, czego się mogła spodziewać, ale to... nawet przez myśl by jej nie przeszło. Upokorzenie, upodlenie, potraktowanie przedmiotowo i to tylko dlatego, że nie chciała zejść z jego miejsca? Takie zachowanie nie miało usprawiedliwienia, bez względu na okoliczności. Widziała to już. Samcze zapędy, żeby każdego pod siebie podporządkować. Bo kotka miała być uległa i posłuszna, zgadzać się ze wszystkim. Tylko niektóre potrafiły się wyłamać z tego schematu i nie dać sobie wejść na głowę, lub coś gorszego. W klanach było inaczej. Wojowniczki były na równi z wojownikami i do tego przecież dążył Rojst. Przynajmniej pozornie, bo z jakiegoś powodu cała ta sytuacja została wygodnie zamieciona pod dywan, a sprawca nie poniósł żadnej kary.
– Dlaczego Rojst o tym milczał?! – choć głos szylkretki nadal pozostawał cichy, było w nim słychać więcej emocji niż zazwyczaj, a futro na grzbiecie uniosło się lekko. Nie spodziewała się uzyskać na to pytanie odpowiedzi, po prostu czuła frustrację, że mając władzę nad całą ich grupą, rudy kocur postanowił nie zrobić absolutnie nic w tej sprawie. Wyraźniej Roche był mu bliższy niż ktokolwiek inny z Pożogi. Sama myśl, że Tsunami musiała przez cały czas zmagać się z tamtym zdarzeniem sama, sprawiał, że miała ochotę zwymiotować. Nie winiła Tundry, że nic o tym wcześniej nie wspomniała. Na jej miejscu Pokrzywa czekałaby na rozwiązanie sprawy przez Przywódcę, jednak to nie nastąpiło, a później... A później sprawy poszły na łeb na szyję.
– Wymierzył mu chociaż jakąś karę? Rozmawiał z nim? – gniew narastał w Zielarce stopniowo. Wiedziała, że nic z tego się nie miało miejsca. Barwny ogon uderzył o ziemię. – Przepraszam... – mruknęła, westchnąwszy cicho. Nie chciała, aby Tundra widziała ją w takim stanie. Musiała się uspokoić. Złość w niczym nie pomoże. Zachowa ją do momentu, aż natknie się na cętkowanego. – Po prostu nie jestem w stanie tego pojąć...
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Rozumiała gniew Pokrzywy. Był zasadny, nieprzesadzony. Jednak w Tundrze wywoływał zupełnie inną emocję: poczucie winy. Przecież nie tylko Rojst mógł powiedzieć córce Dyni o tym. Nie tylko jego obowiązkiem było informować o wydarzeniach związanych z bądź co bądź, jej własną córką. Mogła to zrobić również jej… towarzyszka, partnerka w wychowywaniu kociąt, czekoladowa kocica która właśnie przed nią stała.
A kocica ta nie była w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Pokrzywie o tym nie powiedziała. W tej chwili nie była w stanie odpowiedzieć na to pytanie, gdyby zostało zadane głośno. Prawda była taka, że faktycznie czekała, aż biało-rudy przywódca poruszy ten temat na którymś z zebrań, wyciągnie konsekwencje wobec wobec cętkowanego. Niedługo później wszystko runęło im na głowy i sprawy tak dziwaczne i błahe, jak kłótnie między kociętami spadły na jedno z najniższych miejsc w rankingu ważności, który Tundra miała w głowie. Myślała o przeżyciu. I o swoim złamanym sercu. Złamanym następnie jeszcze raz przez cętkowanego młodzika.
- Pokrzywo... - przemówiła do niej łagodnie, wręcz dziwacznie delikatnie jak na siebie. Nie wiedziała, czy chce za pomocą tego tonu nieco złagodzić jej nastrój, czy po prostu nie wyobrażała sobie przemówić w inny sposób. - Obiecuję… będziesz informowana o wszystkim na bieżąco. Jeżeli o to chodzi, to musisz wiedzieć, że…. - ale nagle kędzierzawa przerwała, a nawet ostatnie wypowiedziane przez nią słowo było bardzo słabo słyszalne ze względu na dźwięki jej imienia wypowiadane (w zasadzie wręcz wykrzykiwane) przez jednego z wojowników. W pierwszej chwili Tundra nie poznała go po samym głosie ale kiedy się odwróciła, jej wzrok padł na biegnącego w stronę Szczytu Pierwiosnka. Wyglądał na poruszonego, a za nim truchtała malutka Spinka. Spojrzała, pełna napięcia na Pokrzywę. Co się znowu stało? Czekoladowa zeskoczyła w kilku zgrabnych susach na ziemię.
Po kilkunastu uderzeniach serca dyszenia, złotemu kocurowi udało się wydusić, że oprowadzał Spinkę po granicach i napotkali na świeży zapach borsuka. Dokładnego miejsca, w którym się to stało nie był w stanie opisać. Przejęta Tundra zdecydowała, że muszą natychmiast się tam udać. Przywołała Kajaka, który również obserwował tę sytuację z podnóża Skały.
- Byłoby mi znacznie… łatwiej, gdybyś też poszła - przemówiła do szylkretki, która jak miała nadzieję, zjawiła się gdzieś w pobliżu i również zeszła ze Szczytu. Pierwszą część zdania powiedziała bardzo cicho, więc pozostała trójka kotów mogła usłyszeć tylko "gdybyś też poszła".
Nie mieli wiele czasu. Musieli ruszać natychmiast.
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Alaska był zirytowany.
Rzadko kiedy coś mu nie wychodziło, bo... nie było jeszcze takich sytuacji, w których mogło się to wydarzyć. Zazwyczaj wszystko szło mu płazem - czy to było uderzanie niewinnych kamyczków, czy też wspinaczka z Rosomak. A teraz jednak napotkał kłopot, który sprawiał, że biały kocur co rusz to wstawał, to znowu siadał na ziemi ze zmarszczonymi brewkami, widocznie czymś poruszony.
Szczyt Świtającej Skały był bardzo kuszącą zdobyczą, a równocześnie tak boleśnie odległą dla młodego syna Tsunami, przez co z mordki Alaski co jakiś czas wydawały się niezadowolone syknięcia i mruknięcia. Próbował na wiele sposób, koniec końców skazanym pozostając na porażkę.
Przysiadł na tyłku, oddychając ciężko z wysiłku i z grymasem na mordce. Rozejrzał się tylko wyłącznie wokół, czy może nie ma kogoś, kto mógłby mu pomóc, lub ewentualnie - by odwrócił jego uwagę od tymczasowej irytacji i zaintrygował go innym zajęciem.
//AMBIENT!!!
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Księżyce: 86 Płeć: nie Matka: tsunami Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
Ambient, niczym duch, bezszelestnie zachodzi brata od tyłu gdy ten zerkał w inną stronę i siada obok, dopiero tym uświadamiając Alaskę o swojej obecności. Kocię już od dłuższej chwili zerka z ukrycia na poczynania białofutrego kocurka. Czuje zaintrygowanie, swego rodzaju podziw tym, że brat ma chęci wspinania się na tak wysoką, niebezpieczną skałę.
Ambient nie ciągnie do niebezpieczeństw. Woli zostać przy ziemi.
Zerka na brata, przekrzywiając główkę niczym zaintrygowany szczeniak i świdruje jego drobną sylwetkę błękitnymi ślepiami. Co robisz, zdaje się pytać to jasne oko, po co to robisz, pyta to chabrowe.
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Będąc głęboko w swoich myślach, dopiero po chwili zarejestrował obecność kolejnej z sióstr przy sobie. Nie była tak skłonna do rozmowy, jak była Rosomak, jednak nie planował traktować Ambient gorzej, niż reszty rodzeństwa. Była dla niego równie ważna, co reszta, a jej dodatkowe zachowywanie milczenia przy każdej sytuacji tylko utwierdzało Alaskę w twierdzeniu, iż powinien stać na obronie swojej rodziny - dla swojego rodzeństwa gotowy zdeptać i skwasić japę każdego, kto powiedziałby o nich jakieś złe słowo!
Po paru uderzeniach serca w końcu skupił się na szylkretce, wzdychając ciężko. Chyba plan dostania się na samą górę musiał poczekać na inną okazję, może akurat, gdy znajdzie jakiegoś szlachetnego pomocnika, którego wykorzysta do swoich niecnych celów. Zamruczał cicho do siostry, zanim się odezwał.
- Wiesz co? Ten szczyt to kompletna klapa! Mogliby jakieś schodki dorobić, czy coś. Nie każdy jest taki wielki, jak inni! - jęknął żałośnie, kładąc uszy wzdłuż czaszki. Grymas zagościł na jego twarzy, jednak już po chwili nie było po nim śladu, gdy biały kocur ponownie się odezwał. - Tylko wyobraź sobie, jaki piękny widok musi być z góry! Reszta musi wyglądać jak małe mróweczki z takiej odległości. I możesz poczuć się jak przywódca, władający całym Nowym Świtem! Jak dorosnę, to będę stał dumnie na szczycie, przewodząc naszą grupą, a wszyscy będą się słuchać moich rozkazów! - wypiął dumnie białą pierś, fucząc lekko pod nosem. Za moment jednak jego sierść opadła, a on zamrugał, patrząc na Ambient. - A może chciałabyś być moją prawą łapą, co? - rzucił propozycję w stronę siostry. No, swoje rządy trzeba było planować jak najwcześniej, by mieć największe szanse!
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Księżyce: 86 Płeć: nie Matka: tsunami Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
Kociątko niewiele rozumie z tego, co brat mówi. Czemu tak ekscytuje się wysokim, niebezpiecznym szczytem formacji wapiennych skał. Widok jest ładny, ale z dołu. Z góry? Ambient wie, że nigdy w życiu tam nie wejdzie. Za wysoko. Alaska nie boi się, że jeśli się tam wdrapie, to spadnie? Rodzeństwo jest dziwne. Tak odważne, nie boi się prawie niczego. Rosomak jest tak ciekawa świata i lubi wszystko co napotka, Jenot jest tak mądry, Aura emanuje, cóż, wyjątkowo intrygującą Aurą, a Alaska...
Jest nieustraszony. I głośny, ale gdy Ambient to przeszkadza, wtedy odchodzi. Teraz nie był głośny.
Szylkretowe dziecko Tsunami zdaje się nie rejestrować w pełni słów Alaski i jedynie niemrawo kiwa głową. Skupia spojrzenie dwubarwnych, niebieskich ślepi na bracie dopiero, gdy ten zadaje to ostatnie pytanie. Prawą łapą? Czemu nie lewą? W ogóle nie jest łapą. Skąd takie pytanie?
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Ambient była specyficzną częścią rodzeństwa, lecz nigdy nie uważał tego za złą cechę. Każdy z rodzeństwa był dla niego równie ważny i starał się, by wszystkich podtrzymywać na duchu, jednocześnie bawiąc się w swój własny, oryginalny i głośny sposób. Oczywiście - gotowy był przestać, gdyby tylko ktoś poczuł się z tym niekomfortowo.
Przekrzywił głowę, gdy obdarzony został tylko wzruszeniem ramion Ambient i zmarszczył lekko brwi, zastanawiając się, jak zareagować. Ambient była enigmą, której biały kocur nie był w stanie odgadnąć. Ale to nic takiego - jeszcze znajdzie sposób, by doskonale się dogadać!
- Wyobraź sobie - my, stojący w dwójkę na szczycie, wydając rozkazy kotom Nowego Świtu! Moglibyśmy nawet poprosić, by co ranek przynosili nam najwykwintniejszą zwierzynę na śniadanie i by wyczesywali nasze futro, by było błyszczące! - rozmarzył się lekko, wyobrażając sobie, jakie dobre byłoby wtedy życie. Nie musiałby robić nic więcej, jak leżeć i pachnieć! To by dopiero było życie... - Robiliby wszystko dla nas! A gdyby tylko ktoś próbowałby się nam postawić, od razu zostałby zdegradowany! - powiedział dumnie, teatralnie ocierając łapą swoje czoło. Ah, jaki wspaniały byłby Nowy Świt za ich rządów!
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Lawina wspięła się na Sokoli Szczyt, chcąc obejrzeć okolicę nie musząc jednocześnie wychodzić poza obóz. Mogła w ten sposób poćwiczyć rozpoznawanie miejsc, które pokazała jej Kos na treningu. Usiadła wygodnie, owijając swoje ciało ogonem, a następnie zwróciła głowę w stronę Samotnego Strażnika. Część ziem pokrytą była białym puchem, odbijającym promienie słoneczne, przez które gdzie niegdzie mienił się także innymi kolorami. Przymrużyła oczy, napawając się ciepłem płynącym z nieba, a także pięknym krajobrazem. W jej wnętrzu zrodziła się kusząca myśl, aby pewnego dnia wyjść i obejrzeć każde z tych ślicznych miejsc z bliska. Byłaby to dobra okazja do kolejnej próby przełamywania swojego strachu, którego silnie pragnęła się już pozbyć, aby móc w pełni cieszyć się przynależnością do stada. Kolejnym etapem, który musi pokonać, będzie rozmowa z jakimś z Nowicjuszy, a później najlepiej z kimś spoza grupy. Nawet jeśli by rozmawiali tylko o jakichś błahostkach, wciąż znaczyło to dla niej wiele.
Księżyce: 136 Mistrz: Sofia Płeć: kocur Matka: Meretrix Ojciec: NN Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
Księżyce: 136 Mistrz: Sofia Płeć: kocur Matka: Meretrix Ojciec: NN Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
wysoki, chudy biały kocur z czarnymi plamami o kręconym, przerzedzonym futrze i pomarańczowych oczach
Pełen determinacji do obranych celów. Otwarty zarówno na nowe doświadczenia, jak i na nowe znajomości. Towarzyski, choć zwykle umiarkowanie lubiany ze względu na unikatowy sposób bycia. Zasadom i autorytetom podporządkowuje się tylko w dwóch sytuacjach: kiedy ma z tego jakąś wyraźną korzyść, a także kiedy z tymi autorytetami i zasadami się zgadza.
Mimo wyznaczonych jasno celów, nawet w ich interesie zdarza mu się nie znaleźć w sobie śmiałości do pewnych zachowań. Ze względu na to, że większość jego życia była dotąd walką o przetrwanie, zdarza mu się stchórzyć i uciec w sytuacjach bardziej napiętych i stwarzających dla niego zagrożenie. W takich też momentach jego tiki bardzo się nasilają, a wraz z tym rośnie chęć ucieczki, która to powoduje nasilenie się tików i… błędne koło się zamyka.
Pomimo tego jest kotem pełnym optymizmu i ogromnych zasobów dobrej, pozytywnej energii. Ma dystans do siebie i swojej przypadłości. Zwykle ma. Okrutne żarty z tików zwykle bardzo go ranią, a on nigdy nie odpowiada agresją, a wyłącznie zamykaniem się w sobie i ucieczką.
Ma w sobie pewne poetyckie zacięcie, a całe życie i wszystkie wydarzenia traktuje jak wyzwania, którym musi stawić czoła aby osiągnąć spełnienie i całe to mityczne szczęście, do którego dąży.
Tundra, Gronostaj (NŚ)
Był w Nowym Świcie już od jakieś czasu i starał się z całych sił czynić dwie rzeczy: Nie rzucać w oczy i leczyć rany. To jest, ranę. Nie chciał się rzucać w oczy przede wszystkim dlatego, że czuł wielkie wyrzuty sumienia z powodu życia na koszt członków Nowego Świtu. Prawie dosłownie z ucałowaniem łapy przyjmował każdą przyniesioną mu sztukę zwierzyny; to przez młodego Nowicjusza Cyryla, to przez złotego, starszego, imieniem Pierwiosnek. Ten drugi fascynował go w takim samym stopniu, co przerażał, wywołując tym samym dreszcze wzdłuż sterczącego stopowego kręgosłupa. Przez to, że był w stanie jeść naprawdę niewiele, a dostawy posiłków były nieregularne, schudł jeszcze bardziej. Nie przeszkadzało mu to szczególnie, martwił się nieco o swój wygląd. O to, że teraz będzie jeszcze bardziej… nietypowy. Kędzierzawy, mówiący dziwnie, tikujący, a teraz jeszcze do tego szpetnie okaleczony. Naprawdę szpetny. Dziwaczny. Cieszył się, że tak rzadko ma szansę widywać własne odbicie. Brzydził się samym sobą.
Do innych nie czuł obrzydzenia, wręcz przeciwnie, wszyscy go interesowali. Dlatego właśnie błyskawicznie podjął decyzję o zaczepieniu koteczki, którą zobaczył, siedzącą bardzo wysoko. Podreptał w jej stronę i zrobił kilka skoków, by znaleźć się w zasięgu jej głosu.
- Wi-wi-witam panią pięknoduszkę! - odezwał się do niej, mówiąc nieco ciszej niż gdyby robił to w zwyczajnej sytuacji. Otwieranie pyska sprawiało mu w tej chwili duży dyskomfort. Nie był w stanie zupełnie milczeć. Była to część jego natury, wolał ból związany z przemawianiem niż katusze milczenia. - Jakiż widok się stamtąd roztacza? - zapytał. Kiedy już zamilkł, ponownie otworzył pysk, jakby chcąc rozciągnąć mięśnie.
w kosmicznejmikroskali naszświatjesttakimały posłusznitylkoSTOPIEdonieba wznosimygłowy ✈xxx✈xxx✈xxx✈xxx✈ stałemsiętymxkim jestemxpokory uczy świat w genachmamhumoryzmiennetak jakwiatr ✖xxx✖xxx✖ ZWIEDZAMŚWIATZWIEDZAMCAŁYŚWIAT toczęsięjakchmurymieszkańcywielkichmiast
Gdy kotka usłyszała za sobą czyjś głos, momentalnie wystrzeliła do góry, jeżąc sierść. Podczas lądowania lekko poślizgnęła się i zachwiała prawie spadając ze skały, lecz ostatecznie udało jej się zachować równowagę. Odruchowo odwróciła się w stronę rozmówcy i pacnęła go łapą w czoło, mając schowane pazury. Że też musiał się tak zakraść i ją wystraszyć! Oburzona zaczęła wygładzać sobie futerko językiem. Dopiero po chwili dotarło do niej, co obcy kocur powiedział. - Piękno-co? To ma być komplement czy obelga?- Zapytała sfrustrowana. Jej irytacja pozwoliła tymczasowo zapomnieć o strachu przez kontaktami z innymi. -Tam jest granica- Burknęła cicho, a następnie odwróciła się w stronę wcześniej podziwianego widoku i wskazała łapą. - O tam
Księżyce: 136 Mistrz: Sofia Płeć: kocur Matka: Meretrix Ojciec: NN Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
Księżyce: 136 Mistrz: Sofia Płeć: kocur Matka: Meretrix Ojciec: NN Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
wysoki, chudy biały kocur z czarnymi plamami o kręconym, przerzedzonym futrze i pomarańczowych oczach
Pełen determinacji do obranych celów. Otwarty zarówno na nowe doświadczenia, jak i na nowe znajomości. Towarzyski, choć zwykle umiarkowanie lubiany ze względu na unikatowy sposób bycia. Zasadom i autorytetom podporządkowuje się tylko w dwóch sytuacjach: kiedy ma z tego jakąś wyraźną korzyść, a także kiedy z tymi autorytetami i zasadami się zgadza.
Mimo wyznaczonych jasno celów, nawet w ich interesie zdarza mu się nie znaleźć w sobie śmiałości do pewnych zachowań. Ze względu na to, że większość jego życia była dotąd walką o przetrwanie, zdarza mu się stchórzyć i uciec w sytuacjach bardziej napiętych i stwarzających dla niego zagrożenie. W takich też momentach jego tiki bardzo się nasilają, a wraz z tym rośnie chęć ucieczki, która to powoduje nasilenie się tików i… błędne koło się zamyka.
Pomimo tego jest kotem pełnym optymizmu i ogromnych zasobów dobrej, pozytywnej energii. Ma dystans do siebie i swojej przypadłości. Zwykle ma. Okrutne żarty z tików zwykle bardzo go ranią, a on nigdy nie odpowiada agresją, a wyłącznie zamykaniem się w sobie i ucieczką.
Ma w sobie pewne poetyckie zacięcie, a całe życie i wszystkie wydarzenia traktuje jak wyzwania, którym musi stawić czoła aby osiągnąć spełnienie i całe to mityczne szczęście, do którego dąży.
Tundra, Gronostaj (NŚ)
Przestraszył się ciosu. Nie był jednak typem kota, który bez zastanowienia wali na oślep, nie zważając na to, na kogo spadnie cios. Potrząsnął tylko krótko głową, by otrząsnąć się z zaskoczenia. Nie bolało fizycznie, zdecydowanie bardziej zabolała jego dumą. Ale panience oddać nie mógł. Pod żadnym pozorem.
- Ładnie to tak bić kalekę bezbronnego, żałosnego Stopę? - zapytał, przekręcając głowę tak, by wyraźnie widziała nie do końca zagojoną jeszcze ranę na policzku: w tym miejscu lis wygryzł mu z policzka kawał mięsa. A mimo, że medycyna znana Fairy'emu i reszcie medyków była na naprawdę imponującym poziomie i była w stanie uratować mu życie, to cud przeszczepów skóry nie był im jeszcze znany (trudno przypuszczać żeby ten stan rzeczy kiedykolwiek uległ zmianie) i choć życiu biało-czarnego kocura nic nie zagrażało, miał zostać okaleczony w ten sposób do końca życia.
Stopa jednak zdecydowanie żartował, mówiąc o sobie "kaleka" i widać to było wyraźnie w połowicznym uśmiechu, którym obdarzył teraz Lawinę.
- Komplement oczywiście! - prawie wykrzyknął Stopa, będąc ogólnie wciąż nieco rozbawionym. - Tak zwykłem nazywać wyjątkowo urodziwe panienki, które na swej drodze spotykam - skłamał gładko, kłaniając się jej jednocześnie tak nisko, że końcówki uszu musnęły powierzchnię kamieni pod jego stopami. Wyciągnął też przed siebie jednak z przednich łap w bardzo teatralnym geście. W ogóle cały Stopa był niezwykle teatralny, zupełnie jakby jego "występ" oglądały dziesiątki, jeżeli nie setki kotów. - Granica? Czegóż to granica? - zapytał, przechając lekko głowę na bok. - Jak cię zwą, ptaszku mój srebrzysty, młynku ty mój językowy? - zapytał kędzierzawy kocur, wciąż uśmiechając się do niej połową pyska, ponieważ w obecnym stanie inaczej nie mógł.
w kosmicznejmikroskali naszświatjesttakimały posłusznitylkoSTOPIEdonieba wznosimygłowy ✈xxx✈xxx✈xxx✈xxx✈ stałemsiętymxkim jestemxpokory uczy świat w genachmamhumoryzmiennetak jakwiatr ✖xxx✖xxx✖ ZWIEDZAMŚWIATZWIEDZAMCAŁYŚWIAT toczęsięjakchmurymieszkańcywielkichmiast
Wywróciła oczami, gdy usłyszała pytanie Stopy. Kaleką? Jaki kaleką? Zaś kiedy odwrócił głowę, by ujrzała jego ranę, skrzywiła się mocno, ledwie powstrzymując przed wymknięciem z pyska cichego "fuj". Lawina lubiła ładne i urocze rzeczy, martwe króliki były śliczne (żywych nie miała okazji jeszcze ujrzeć), martwe nornice również były cudowne, myszki po zlizaniu krwi z sierści także należały do słodkich zwierzątek, ale głęboko ranione policzki zdecydowanie nie mieściły się w tych kategoriach. Teoretycznie jej chęć zostania medykiem powinna wiązać się z dużą tolerancją wobec takich widoków, jednakże córka Zroszonego Listka rozmawiając o tym z Fairym kompletnie nie myślała o patrzeniu na paskudne obrażenia, skupiona była na wdzięczności i podziwie względem Radnego.
Z widocznym obrzydzeniem uciekła wzrokiem na bok, pragnąc ucieszyć swoje ślepia nieco przyjemniejszymi rzeczami. Jednakże, gdy Stopa prawie wykrzyknął, iż sposób, jakim ją nazwał, miał być komplementem, kotce zrobiło się bardzo głupio i ponownie spróbowała spojrzeć na obcego kocura. Na szczęście jego głową posiadała jeszcze inne elementy niż dziura na pysku. Przez teatralne zachowanie niebiesko-białego uczennica miała podejrzenia, iż nowopoznany chciał się z niej po prostu nabijać, jednakże słowo "urodziwe" jakby na chwilę uśpiło jej czujność i obudziło samouwielbienie dotychczas maskowane strachem przed innymi. - Na prawdę uważasz mnie za urodziwą? Na prawdę?- Zapytała, pragnąc, aby kocur zasypał ją kolejnymi komplementami. Uśmiechnęła się przy tym nieśmiało z pewną dozą delikatnej słodyczy i niby nieświadomie musnęła łapę rannego ogonem.
Słysząc pytanie o granicę, całą swoją siłą woli powstrzymała ponowne pojawienie się skrzywionej miny. Uznała kocura za głuptasa o złotym języku i przysunęła się bliżej niego, chcąc okazać mu w ten sposób swoją przychylność. Może tak wyłudzi od niego więcej słodkich słówek na jej temat. - Granica naszego terytorium. Znajdujesz się w obozie Nowego Świtu, czy jesteś tego świadomy?- Zapytała, testując ignorancję obcego. Brak znajomości tak podstawowych informacji uznała właśnie za ignorancję.
Kolejna wypowiedź Stopy jednocześnie wzbudziła w niej zakłopotanie i stanowiła miód na jej serduszko. Zakłopotanie zrodziło się z niewiedzy, czym jest ten tajemniczy młynek. - Na imię mam Lawina... i wcale nie jestem srebrzysta tylko burą.- Odparła, drugą część zdania dodając ciszej.
Z wyglądu zagarnęła najwięcej od matki, dziedzicząc po niej budowę ciała, charakterystyczną głowę i futerko. Jest dość niska, ozdobiona kręconą sierścią w kolorze bieli, tak, jakby zabrała ją z obojga rodziców, nie biorąc nic innego. Pod futerkiem chowają się wystające kości, przez co sprawia wrażenie nieco pełniejszej, niż w rzeczywistości jest. Ma duże uszy i ślepia, które spoglądają na świat znad krótkiego pyska; jedno jasnoniebieskie, lodowate, a drugie bladozielone. Głowa trójkątna o spłaszczonym czole. Porusza się wolno, acz dość zgrabnie, trzymając się na patykowatych, sprawiających wrażenie długich względem reszty ciała, łapach.
Ciche stworzenie, momentami wręcz przerażająco ciche. Odzywa się tyle, co nic, jedynie do bliskich sobie osób - przede wszystkim do matki, choć i wtedy mało co ją słychać. Jej głos nie ma siły przebicia, a sama kotka nie stara się tego zmienić. Nie lubi zmian w rutynie, czuje się komfortowo, jeśli wie czego się spodziewać - temu nie bardzo radzi sobie z nowymi znajomościami. Ma tendencje do zacinania się i odpływania, zamykania się we własnym świecie. Niekłótliwa, nieśmiała i skryta.
mak (kw)
_____
Stała u dołu skały, a jej głowa była zadarta; ślepia lustrowały uważnie samą górę, Sokoli Szczyt. Nie mówiła nic, nie ruszała się, trwała w bezruchu, zamknięta w świecie własnych myśli. Lubiła tamto miejsce, szczyt, z którego można było obserwować okolicę. Niekiedy spędzała tam czas... Ale nie tego dnia. Tego dnia siedziała u podnóży, z ogonem owiniętym wokół łap, a różnobarwne ślepia raz po raz mrużyły się, by zaraz rozszerzyć się.
Tego dnia miała bardzo przerażające myśli. Wizje, niezbyt dokładne, rozmazane, ale wizje - własnego upadku, bólu roztaczającego się po całym ciele. Świadomość, że wystarczył jeden krok, by... Umrzeć? Wszystko to rozlewało się po jej umyśle raz po raz. Nie czuła w związku z tym szczególnych emocji... Chociaż serce delikatnie zaciskało się, kiedy jej własne wyobrażenie zaczynało spadać.
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Omen wreszcie mógł wychodzić z pieczary. Czy jakoś bardzo z tego korzystał? No, um... Tak nie za bardzo. Oczy go bolały gdy świeciło słońce. Strach pomyśleć co będzie w lato, gdy dni są długie i bardzo jasne a przyjemne, ciemne noce krótkie. Jeszcze nie wiedział, że przez zbyt długie siedzenie na słońcu może się nabawić oparzeń skóry i to chyba dobrze, bo by w ogóle nie wychodził z pieczary.
Tego dnia nie miał jakichś ambitnych planów. Ba! Nie miał nawet w planach spędzać jakoś czasu z Dżumą, ani... Nie miał nawet zbytnio ochoty się bawić. Nie mając co robić, z czystej ciekawości postanowił wyjść z pieczary, ot, by może kogoś spotkać, dowiedzieć się czegoś nowego.
Gdy wyszedł, jego powieki były lekko przymrużone i chociaż oczy wciąż go bolały, przynajmniej coś widział. Będzie musiał się nauczyć poruszać po obozie bez potrzeby widzenia. Ale na razie dopiero co zaczął go poznawać, także trochę to zajmie. Dreptając po obozie zauważył kogoś białego. Ten ktoś był jednak zbyt daleko, by Omen z takiej dalekości dobrze go widział. Dopiero gdy podszedł bliżej, zauważył, że to jedna z jego cioć. Usiadł obok Zimy bez słowa, jego wzrok spod przymrużonych powiek wbity w to samo miejsce, co jej - w Sokoli Szczyt, chociaż osobiście nie znał jeszcze jego nazwy. Ciekawe czemu się tam tak patrzy?
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXSokoli Szczyt był jej drugim ulubionym miejscem w obozie Nowego Świtu. Pierwsze oczywiście znajdowało się pośród krzewów róży, gdzie lubiła się chwile odsapnąć, a przy tym mieć widok na część Świtającej Skały. Natomiast na ich szczycie mogła obrzucić spojrzeniem ich całość, a także okoliczne tereny. Miała z tym miejscem także bardzo miłe wspomnienia związane z jej partnerką. Tym razem miejscówka była już zajęta, ale to nic złego, bo przesiadująca na górze kotka była także tą, z którą Pokrzywa pragnęła porozmawiać. W kilku zgrabnych susach, z jednej skalnej półki na drugą, zjawiła się tam, gdzie przesiadywała Sekwoja. XXX- Spokojnie? - zagaiła, siadając obok córki. Wyjątkowo nie zaplotła ogona dookoła łap, jak to miała w zwyczaju - było na to zdecydowanie zbyt ciepło.