Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nie twierdził tak? W oczach Nurtu wyglądało co najmniej, jakby wyraźnienie to sugerował! I nawet jeśli jej głodny dramatyczności mózg wyjątkowo nie wyolbrzymiał niecności intencji orientala (po którym głównie takich należało się spodziewać!!) ponad skalę, to bez przesady, by miała beztrosko uwierzyć w krystalicznie czyste chęci bycia miłym. Nie ma tak, że nie każe jej zapłacić ceny przynajmniej kilku wbitych igiełek! Idąc tym tokiem myślenia, dałoby się powiedzieć, że zębaty samotnik był miły, bo gdyby odjąć cały stek przewinień, to w gruncie rzeczy chciał dobrze: przyszedł podziękować, nie??
Nieufnie łypnęła na Oriona; na przekór własnym odczuciom, jego słowa kazały zrobić krok w tył i nabrać odrobinę wstrzemięźliwości, nim zacznie się na nim wyładowywać. Może serio głupio na niego naskoczyła (tylko po części, o ile w ogóle, wina leżała po obu stronach!). Może tak właśnie pokazuje wsparcie. Po orionowemu.
Przekonania w niej było tyle, co nic, jednak nie chciała ryzykować kolejnym tego dnia wydarzeniem.
– Dziwnie okazujesz bycie miłym – wytknęła burkliwie, ale wyraźnie spokojniejsza. Zjechała na przednich łapach na trawę i oparła na nich łebek. Co za okropny dzień. – Niech ci będzie. A dla niego lepiej, żeby nie wracał!
Westchnęła. Nie minęło kilka uderzeń serca, jak na powrót uniosła łeb i spojrzała w cynamonowy pysk.
– Pomógłbyś mi w pozbyciu się zwłok?? – spytała tonem, jakby wcześniejsza wypowiedź dopiero do niej dotarła i fala zaskoczenia właśnie w nią uderzyła.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Ok, czyli do zapamiętania – gaslighting działał. Może nie bez zarzutu, bo ciężko było nie zauważyć podejrzliwego spojrzenia, ale skoro ostatecznie zgodziła się z jego wersją wydarzeń? Nie było problemu? Wszyscy zadowoleni?
– No wiesz co, dziwnie. Gdzieś trzeba zacząć, lepiej byś mnie zachęcała do dalszych prób, a nie krytykowała. – oburzył się z płaskim dramatyzmem. Teraz chociażby, w ramach projektu Nowy, lepszy Orion powstrzymał się od ponownego wytykania, że założyłby się o garść kłaków ze swojego ogona, że typ wcale nie będzie trzymał się w rozsądnej odległości od granic Gromu.
– Tak? Nic bardziej nie łączy niż wspólne pozbywanie się zwłok, więc jak mógłbym odmówić tak radosnego zajęcia z tobą. Co prawda nie cierpię kopania dołów, ale kto mówi, że wepchnięcie go do dziury to jedyny sposób na usunięcie go z widoku. – oriental z tego miejsca mógł wymienić przynajmniej pięć innych możliwości z czego trzy nie wymagały dalekiej wycieczki. Z pewnymi oporami położył się na koci chlebek, owijając bok ogonem, by nie sterczeć nad pręguską jak kat. – Ale wiesz, dalej wątpię by typ był w stanie ocenić co dla niego lepsze. Chooociaż, może akurat coś w jego główce zaskoczy, hm? Mogę ci powiedzieć jeśli wywieje go na drugi koniec klanów, jak on w ogóle wyglądał? – no więc jednak projekt Nowy, lepszy Orion prędko upadł z braku funduszy.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Ja tylko mówię, że mógłbyś postarać się bardziej. Albo inaczej – wyjaśniła rzeczowo. To się nazywa konstruktywna krytyka, nie?? – Bo jak brzmisz tak, to wcale nie jestem pewna, czy serio chcesz być miły!!
I na pewno doskonale o tym wiedział. Ba, możliwe, że bycie miłym to zaledwie ułamek procenta jego intencji, no przecież nie była głupia! Ilekroć wydawało jej się, że ją lubi, robił coś takiego, co rodziło wątpliwości. Najdziwniejszy ziomek, jakiego kiedykolwiek miała, bez wątpienia, ale dziwnie przywiązała się do myśli, że zawsze kręcił się nieopodal.
(Potencjalne) wspólne ukrywanie zwłok widocznie poprawiło jej nastrój. Nie z morderczych ciągąt, rzecz jasna!! Po prostu miło słuchało się zapewnień, że mogła na niego liczyć, nawet jeśli omawiali akurat dość niecodzienne zagadnienie, które tej pomocy miałoby wymagać. A może szczególnie dlatego?? Od razu poczuła przypływ energii i płynące równolegle uczucie wyższości nad bezimiennym. Mógł se być mocny w gębie, ale to ona tu była na wygranej pozycji!
– I ile masz już takich łączących doświadczeń za sobą?? – dopytała ciekawie. Trochę wątpiła, czy jakiekolwiek, ale jeżeli przypadkiem miał w zanadrzu ciekawe historie, to warto uczepić się szczątkowej nadziei! – No nie był zbyt kumaty – przyznała. – A wygląądaał... Zwyczajnie dość. Czarny, niewysoki, ani superniski!! Hmm... Oczy jakieś takieee... widoczne. Żółte?? Pomarańczowe? O! I kły wystające! I z blizną przy oku, to tę ranę mu opatrywałam właśnie.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Inaczej czyli jak. Widzisz, to jest dla mnie zupełnie nowe, niezbadane tereny, jak oczekujesz efektów to musisz być bardziej precyzyjna. – drążył jedynie połowicznie z wrodzonej potrzeby do bycia ciężarem w rozmowach. W gruncie rzeczy nie pogardziłby wskazówkami co takiego Nurt by uważała za bycie miłym i wspierającym na przyszłość. Czy się do nich zastosuje to już odrębna kwestia.
– Ani jednego, które mogłabyś mi udowodnić, więc spoko, masz do czynienia z profesjonalistą. – zapewnił z asymetrycznym uśmiechem. Jeśli liczyła na opowieść to niestety nie tym razem, nie kojarzył żadnego wspólnego zakopywania kocich zwłok. Miał na koncie podobne historie, jednak był w nich jedynym bohaterem, więc brakowało w nich tego wątku łączącego doświadczenia. Sam osobnik brzmiał jak element szarego tłumu. Zwyczajnie dość, jak Nurt sama określiła. Pozostawała tylko nadzieja, że nikt mu nie zdążył wybić zębów, blizna przy oku była z tych większych, bo bez tych dwóch cech to... ciężko. Wciąż wykonalnie, szczególnie dla orientala, ale nie był fanem wyzwań tam gdzie były zbędne. – Ta blizna to mu została raczej z tych większych czy ledwo widoczne draśnięcie pod okiem? W sumie to z jakiej okazji mu tę ranę opatrywałaś w ogóle? Zjawił się taki obcy na granicy, zażądał opieki medycznej i jasna sprawa, się robi? – wykrzywił pysk w powątpiewaniu. To nie mogło tak działać, nie?
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nurt nie widziała tu żadnej chęci bycia lepszym ziomkiem ani autentycznego zainteresowania, jak wyobrażała sobie okazywanie troski i wsparcia. No, chyba że z autentyczną chęcią chciał potem wrzucić zdobytą wiedzę do krzywego zwierciadła, by wykorzystać wypluty przez nie materiał na granie jej na nosie, w to nawet byłaby skłonna uwierzyć! Parsknęła cicho.
– Widać, że nowe – burknęła w odpowiedzi, aczkolwiek było to burknięcie głównie dla zasady; emocjonalnie i myślowo pożegnała się już z tematem.
Spróbowała skupić się na zapamiętanym obrazie przybłędy. Zadanie nie zaliczało się do najprostszych – owszem, widziała go tego samego dnia, ale mogło się tak zdarzyć, że czerwień oburzenia przysłoniła jej część mózgu odpowiedzialną za rejestrowanie szczegółów. Jak głębiej się zastanowić, zwykle coś stało na drodze do zwrócenia na nie uwagi.
– Zauważalna – zdecydowała wreszcie. – Przecina oko, o tak, trudno przegapić! – dodała, pokazując ruchem łapy przy pyszczku, jak mniej więcej sprawy się miały. Blizna nie należała do pokaźnych, ale była świeża, a na krótkim futerku samotnika wyraźnie się odcinała.
Na kolejne pytanie energicznie potrząsnęła głową.
– Pewnie, że nie! – odparowała. Pewnie, tak to działało w niejednym przypadku, ale nie w tym! – Moja dobra znajoma mnie poprosiła, nie spodziewałam się, że przyprowadziła totalnego dzikusa! No ale okazało się, że sama zbyt dobrze go nie znała, tooo... dłuższa historia. Typiarz ponoć zabił jakiegoś starucha, Gwiezdni wiedzą po co.
A tego ostatniego mogła nie mówić – zreflektowała się nie w porę. Dlatego zawczasu posłała kocurowi ostrzegawcze spojrzenie. Niech waży słowa!!
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– No dobra, zachowaj sobie te sekrety. – wzruszył barkami, unosząc na moment spojrzenie w górę. Gwiazdy mu świadkiem, że próbował się rozwijać w tych nieco zaniedbanych obszarach, ale środowisko tego nie doceniało. Niech tylko potem nie składa zażaleń, że szczere bycie miłym i wspierającym leżało i kwiczało.
Zaktualizował uzyskany rysopis, otóż blizna nie leżała obok oka, gdzieś na policzku czy w okolicach, a a niemalże centralnie przecinała oko. Gdyby mieli do czynienia z osobnikiem posiadającym ponad dwie komórki mózgowe, to Orion wysnułby teorię o umyślnym zranieniu się, a nie losowym nieszczęściu. Jeśli jedyną faktyczną cechą charakterystyczną samotnika były wystające kły, to mógłby chcieć urozmaicić swój wygląd przez starannie zarysowaną bliznę. To by tłumaczyło czemu wciąż posiadał parę oczu zamiast jednej sztuki. Ale po co w takim wypadku wybierać zwykłą, nudną kreskę zamiast finezyjnych wzorów? Zagadnienie szybko jednak zeszło na dalszy plan, gdy pojawiły się nowe Ciekawsze Informacje.
Szkoda, że nie do końca rozumiał rzucone przez Nurt spojrzenie. Tak, zdecydowanie mógł zaklasyfikować je jako niejasne, skoro wcześniej nie wyjaśniła jakich reakcji od niego oczekuje, dokładnie tak to działało.
– No to ciekawe koty nie-za-dobrze-zna ta twoja znajoma. – mimo wszystko podjął próbę grzecznego podsumowania tematu. Nie znalazł jednak nic na jego zastępstwo, więc prędko Orionowe demony wygrały (nie była to zbyt zażarta walka). – Po co to raczej łatwe do odpowiedzenia pytanie, ma zdecydowanie mniej możliwych odpowiedzi niż dlaczego. Chociaż tak między nami to większość odpowiedzi pewnie się pokrywa, bo udaje się podciągnąć je pod podobne brzmienie pytań i stąd niejasności. No ale skupiając się na samych po co to najłatwiej dojść do wniosku, że staruch mógł mieć coś czego typiarz nie miał i go zazdrość wzięła. Albo coś tak banalnego jak upolowana piszczka, albo coś bardziej wymyślnego jak przepowiadający przyszłość kamyk. Ewentualnie coś mniej materialnego i bardziej abstrakcyjnego jak, nie wiem, sens życia, ale wtedy już raczej wchodzimy w rozważania dlaczego, zamiast po co.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Okej, Orion wyjątkowo darował sobie (całkowicie zbyteczne!!) komentarze. Nurt mogła wspaniałomyślnie zaliczyć mu to na poczet drogi ku staniu się Lepszym Kotem. Długiej i krętej drogi, wiadomo, o czym świadczył fakt, że tak całkiem nie darował sobie typowego dla siebie czepiania się szczegółów, ale były to rozważania, do jakich mogła dołączyć bez agonii emocjonalnej. A Gwiezdni, fauna, flora, a nawet powiewający wiatr jej świadkami, dzisiaj limity nie sięgały daleko.
– I kto to mówi? – miauknęła od niechcenia, stając w obronie Brzózki. – Mam ci przypomnieć o twoich znajomościach?? Kot, który zabił swojego brata i został wygnany, na przykład? – Niech sobie nie myśli, że zapomniała! – No właśnie czy ja wiem, czy to takie proste? No bo taki starszy to średnio nadaje się do gonienia kogokolwiek. Do bronienia się też, niby jakąś tam ranę zrobił, ale nie ma co gadać o szansach na wygraną! To po co mordować, skoro można sobie wziąć rzecz i tyle? A potem jeszcze taki roztrzęsiony był, jakby dopiero po czasie zorientował się, co zrobił, i go wyrzuty sumienia złapały! Może ktoś mu kazał go zabić??? Ale po co?! I kto? Gang?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Oj to tylko jeden brat, z pewnością miał jeszcze innych, niezabitych, braci. – machnął ogonem zbywając temat, chociaż był nawet zdziwiony, że Nurt pamiętała akurat tę historię. I w nią postanowiła wierzyć, bo jak się okazało księżyce później, nikt z Gromu nie został wygnany za morderstwo za życia Kamyka, więc czasowo się nic nie składało. A mogłaby tak wierzyć w opowieści o morzu, te mu całkiem ładne wyszły. I faktycznie były jego autorstwa, a nie tylko przekazywane za pośrednictwem.
– No racja, jakby mu zależało na czymś materialnym no to starczyłoby zwinąć staruszkowi sprzed nosa i dać długą, nie dogoniłby przecież. Ale teoria z tym, że ktoś mu kazał hmmm... może coś w tym jest? Może widział coś czego nie powinien był zobaczyć, więc wyjście pozostawało tylko jedno. No, technicznie dwa, bo można było urwać mu język, wtedy też by już nikomu nie powiedział. Ale słuchaj. Teoria. Typiarz chciał dołączyć do gangu, gang mu dał zadanie, on je wykonał, bo bardzo chciał dołączyć, ale jak zobaczył trupa i dotarło do niego co zrobił, to ogarnął, że jest frajerem i się nie nadaje do gangu. – błękitne oczy błysnęły żywo, chociaż nim sto procent pamięci podręcznej zostało zajęte przez teorie spiskowe, szturchnął jeszcze szarą pręguskę łapą. – Ale weź się posuń trochę, bo też chciałbym się zmieścić we własnym legowisku. Taka mała, a tyle miejsca zajmuje. – westchnął ciężko układając się na koci chlebek zamiast siedzieć, bo nawet jeśli Nurcik by nie ustąpiła grzecznie skrawka gniazda to by się po prostu zaczął bezczelnie rozpychać.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Jakby to miało stawić go w lepszym świetle!! – oburzyła się nieznacznie, bo jakkolwiek historia nieznajomego kota-mordercy przestała budzić w niej emocje krótko po tym, jak ją usłyszała (co innego, gdyby poznała głównego bohatera osobiście!), tak podejście orientala wołało o pomstę do nieba.
Zmarszczyła nos, wsłuchując się w jego słowa. Trudno jej było wyobrazić sobie bezimiennego wypłosza jako członka gangu, więc w sumie teoria miała sens – chciał dołączyć, zrobił co zrobił, a potem ugiął się pod ciężarem presji i wyrzutów sumienia. Klasyka gatunku, powiedziałaby, mając przy tym zerowe doświadczenie z gangami.
– Przecież masz miejsce! – zaprotestowała pod naciskiem szturchnięcia łapą, ale grzecznie przeturlała się na bok i zwinęła łapy pod siebie, lekko potrząsnąwszy łebkiem, aby pozbyć się potencjalnych drobinek legowiska, jakie mogły zawieruszyć się podczas leżenia na plecach. – Mogło tak być, on nie wygląda na kogoś przystosowanego do życia na Osiedlu! Ale myślisz, że teraz to jemu grozi niebezpieczeństwo? Skoro jednak nie chce dołączyć, a coś wie...? To chyba niedobrze, że sobie łazi wolno i może rozpowiadać, czego się dowiedział!
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
No i na szczęście nie musiał się rozpychać łokciami, by wygodnie ułożyć w gnieździe, bo mimo werbalnych protestów, Nurt się przesunęła. Więc w podzięce za jej współpracę, darował sobie komentarze o tym, że potrzebował więcej miejsca niż taka pchła jak ona po prostu. I czy ktoś widział jego starania na drodze do bycia lepszym kotem? No właśnie, nikt, a one nie były samonagradzające jak wytykanie pojedynczych słówek.
– Ale myślisz, że faktycznie pomyślałby, żeby poznać te tajemnice od staruszka nim go posłał na chmurki? Bo ja bym się nie zdziwił, gdyby zabił z marszu, nie wiedząc nawet za co konkretnie. Chooociaż skoro nie chce jednak dołączyć to gang mógłby go planować profilaktycznie zabić, fakt. Na wypadek, gdyby jednak coś zdążył się dowiedzieć. Ale też czy cokolwiek staruszek wiedział mogło być tak istotne, by wysyłać na niego przypadkowego kota? W sumie ciekawe jak zamierzali sprawdzić czy wykonał swoje zadanie, może musiał im przynieść jego ucho. Ucho chyba najłatwiej by było urwać by mieć dowód. – na pewno prościej niż ogon. Kieł byłby całkiem klimatyczny, ale tu już chyba trudniej byłoby potem z identyfikacją do kogo należał. – Ale owszem. Jeśli w to był zamieszany gang to całkiem prawdopodobne, że całkowicie bezpieczny to on teraz nie jest. A co, martwisz się o niego?
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Zastanawiała się przez moment. Może miała w głowie niepoprawny obraz staruszka, ale choćby mowa była o podstarzałym kryminaliście z konkurencyjnego gangu, który niejedno życie miał na sumieniu, to trudno jej było wyobrazić sobie, żeby taki osobnik rzeczywiście dysponował nie wiadomo jak istotną wiedzą!
– No... Może ta niebezpieczna wiedza to nie od denata, a od gangu po prostu! Musieli jakkolwiek go wtajemniczyć, nie?? Kto wie, czy im się podoba, że kot, który miał do nich dołączyć a nie dołączył, wie, jakiego typu zadania dają rekrutom!! Albo jak wygląda ich grupa! – Albo cokolwiek. Wstyd przyznać; miała szansę wgłębić się w kulturę gangów przy okazji pałętania się po Osiedlu przez kilka księżyców, a cała rozrywka ją ominęła. Niby to dobrze, mogli skupić się na poszukiwaniach Bagna, tylko... Tylko co jeśli Orion wiedział więcej od niej? Tak nie powinno być! – Nie martwię!! Ciekawię się, to niecodzienny przypadek! Byle potem nie przychodził pod granicę z Gromem, poobijany.
Z zacięciem majtnęła ogonem.
– A ty masz doświadczenia z gangami? – spytała, zerkając z zainteresowaniem na towarzysza. W sumie nie różnił się jakoś strasznie od zębatego dzikusa, mimo że do wizerunku typa spod ciemnej gwiazdy też jej nie pasował.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Czy faktycznie by musieli go wtajemniczyć jakoś bardziej przed przekazaniem zadania wstępnego? Albo czy samo zadanie wstępne byłoby taką tajemnicą? Może konkretny cel owszem, ale samo że kazali kogoś zabić? Wątpliwe. Więc niech cały świat Orionowi świadkiem, że bardzo się starał delikatnie zgasić te teorie. Ale jeśli okaże się, że na tym etapie Nurt po prostu miała alergie na wszelkie obiekcje z jego strony to już po ptakach.
– Mmm, jeśli gang nie funkcjonuje od wczoraj to nie. A jeśli działają od wczoraj to nie pomyślą o tym by zabić typa, który jednak nie dołączył. Więc raczej z pewnością nie powiedzieliby mu nic więcej niż dowolny kot z zasłyszanych plotek, wątpię by im się chciało ganiać za każdym kotem, który jednak sfrajerzył, to tylko dokładanie sobie roboty, a i bez tego mają się czym zajmować. – wyjaśnił przejeżdżając językiem po wyciągniętej łapie. To by było na tyle z kociego chlebka, może gdyby miał krótsze (i mniej patykowate) kończyny to by ta pozycja dłużej była wygodna. Na kolejne słowa tylko skinął łbem. Jeśli to ciekawość to w porządku, inaczej zacząłby porządnie się martwić o poczytalność pręguski.
– Nie dołączyłem do żadnego, jeśli o to pytasz.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nurtowi z kolei brakowało przekonania. No jasne, taki gang raczej nie wyskakiwał ze swoimi największymi sekretami na pierwszym spotkaniu, to nijak nie współgrało z istniejącym w jej głowie obrazem zamkniętych, bezwzględnych grup. Ale...!
– I tak chętnie chwalą się swoimi ofiarami?? – upierała się przy swoim. Czy naprawdę dało się trzymać rekruta na dystans, równocześnie wymagając rzeczy? Klanom łatwo trzymać poufne informacje wewnątrz, tyle że Klany nie pałały się podejrzaną działalnością, nowi przychodzili bez dziwnych egzaminów, no zupełnie inaczej ten mechanizm funkcjonował! – I nie przeszkadza im, że inne gangi się dowiedzą?
Następne słowa Oriona uświadomiły jej, że pytania miały sporą szansę pozostać nieodpowiedziane. Skąd niby miał to wszystko wiedzieć? Gorzej, że troszeczkę zmieniła zdanie i nie miałaby nic przeciwko, gdyby oriental okazał się znawcą tematu. Chciała wiedzieć tak wiele!
– No ba, że nie! Ale, nie wiem, ty ponoć wszędzie masz jakichś znajomych – zauważyła, a na dowód, że to luźne zapytanko przy okazji luźnego omawiania luźnego tematu, a nie coś, na czym nagle jej zależało, zerknęła od niechcenia na niebo.
I, Gwiezdni, zorientowała się, ile czasu minęło od jej wyjścia na ziółka.
– Ech, nieważne, pójdę już – miauknęła, powoli podnosząc się z ziemi. Zero pośpiechu, wiadomo. Otrzepała się bez poszanowania dla leżącego obok towarzysza i popatrzyła na niego. – Tak tylko wpadłam na chwilkę, zobaczyć jak u ciebie. A skoro fajnie, to lecę dalej! Paa.
I, nie czekając na odpowiedź (jeszcze wypomniałby, że nie zadała choćby pojedynczego pytania o niego), pobiegła przez krzaczory, myśląc już tylko o tym, by Truskawkowy Gąszcz nie zwróciła uwagi na dziwnie długą nieobecność drugiej medyczki.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Czemu by miało im przeszkadzać, że inne gangi się dowiedzą? – przechylił lekko łeb. W klanach patrole przekazywały między sobą informacje o zmianach w kadrach, a poza lasem gangi nie ukrywały przed nikim kogo w ostatnim czasie zabiły. – Martwi już niczego nie powiedzą, a pokaźna lista trupów pomoże we wzbudzaniu respektu, skoro ewidentnie się nie cackają z kotami, które wchodzą im w drogę. – uzupełnił jeszcze, bo może to nie były takie oczywiste wnioski.
– To trzeba było pytać o znajomych z gangsterskimi doświadczeniami. – odparł, chociaż nie miał pojęcia czy odpowiedź by wtedy aż tak się różniła. Musiałby sięgnąć pamięcią dużo dalej wstecz, do czasów gdy był niewiele odrośniętym od ziemi kociakiem i maniakalnie integrował koty ulicy. I przefiltrować, którzy z nich faktycznie mogli mieć cokolwiek wspólnego z lokalnymi gangami, a którzy po prostu coś słyszeli, bo umówmy się, młody Orion z przeszłości raczej miał inne priorytety niż wkładanie nowych, wybitnie obeznanych w świecie znajomych w odpowiednie szufladki.
Nim zdążył jakkolwiek zareagować na nagłe zakończenie spotkania, Nurt już nie było, więc jedynie bez słowa zajął się wydłubywaniem z sierści paprochów, które go zaatakowały przez pręguskę.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Po poprzedniej rozmowie z Orionem czuła się trochę głupio. Co sobie o niej pomyślał, najpierw kiedy opowiedziała o dzikusie-mordercy, a potem uciekła jak przestępca z miejsca zdarzenia?? Chyba wolała nie wiedzieć. Ale musiała wiedzieć. A nawet jeśli nie wiedzieć, to wybadać grunt i przekonać się, czy cokolwiek się zmieniło.
Tyle że nie miała pojęcia, jak zagadać, dlatego całą drogę do bażanciego gniazda w chaszczach spędziła na przekonywaniu się, że nawet orientala nie będzie. Bez przesady, to statystycznie nieprawdopodobne widywać go za każdym razem, kiedy pojawia się w pobliżu! Przecież tu nawet nie mowa o klanowych granicach, a on był teraz z Wichru!
No to się zdziwiła. Był u siebie i Nurt, zdruzgotana tym odkryciem, po prostu zaczęła przechodzić obok, ignorując obecność znajomego futerka.