Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Dobrze wiesz, o co mi chodzi!! – obruszyła się, bo przecież faktyczne istnienie czy nieistnienie Gwiezdnych nie miało w tym sporze żadnego znaczenia, a on musiał zdawać sobie z tego sprawę! I właśnie, już spychał ją w stronę jakichś sporów, podczas gdy czekała ich dużo ważniejsza kwestia, z której Nurt wyjątkowo nie chciała zboczyć bez domknięcia (to jest, upewnienia się, że uszko nie zostanie jej wciśnięte nie wiadomo jak i kiedy, i może przestać o nim myśleć). – Wiara w Gwiezdnych to zupełnie co innego od wiary w... w... liście spadające z drzewa! Albo urwane ucho! Nie dla mnie, ja wiem, że oni istnieją, ale dla innych kotów – dodała, szybciutko wyłapawszy okazję na podkreślenie swojej wyższości. Nie myślała w kategorii siebie, a przeciętnego kota, dla którego rozmowy o "duchach" sprowadzały się do kwestii wiary. Mało kto otrzymywał w życiu dowód!
Zmarszczyła nasadę nosa, białe wąsiki drgnęły nerwowo. Masakra, to ona tu zdobywa się na wyżyny przyjacielskości, otwarcie mu dziękuje, i co?? I zero docenienia, konsekwentnie robi problemy.
– A ja jestem pewna, że coś wymyślisz! – odparła z mocą. – I pożegnać się będziesz mógł jak należy, uważam że jako jego zdobywca jesteś mu to winny!!
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– O, cóż za zgrabne wybrnięcie. – pochwalił szarą pręguskę, chociaż wąsy mu zadrżały w lekkim rozbawieniu. I doprawdy, same gwiazdy mu świadkiem w tym momencie, że udało mu się nie ulec pokusie dalszego denerwowania mikroba, że ograniczył się do jednego komentarza, gdy korciło by ciągnąć temat dalej skoro sama się podłożyła. Ale oczywiście, że nikt nie docenia tego poświęcenia.
– Myślę, że to uszko by się ze mną zgodziło, że dostało już wystarczająco wiele uwagi ode mnie bym mu nie był nic więcej winny. – mruknął przechylając łeb. Ale no dobra, Nurt tak reagowała, że gdyby rzucić w nią teraz tym uchem niespodziewanie to pewnie by wyskoczyła z własnego futra. Raczej nie było co liczyć na to, że je weźmie ze sobą. – Ale niech ci będzie, poproszę wrony o pomoc, chociaż taka ciężka pora dla nich teraz, że nie jestem pewny czy mu znajdą godne miejsce na pochówek, czy po prostu zjedzą, gdy tylko się odwrócę.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Gdyby była gołębiem, napuszyłaby się dumnie, bo czy Orion wypowiadał się z ironią, czy nie, faktem było, że odpuścił sobie rzucanie kontrargumentami i przyznał jej rację, a to niecodzienne zjawisko! Z ptakami niewiele miała wspólnego, pokaźnej kryzy też trudno się u niej dopatrzeć, więc wypchnięcie piersi do przodu połączone z zadowolonym uniesieniem ogona musiało wystarczyć. Dobry dzień, pomijając te wszystkie niesprzyjające okoliczności, które stanowiły fundamenty dzisiejszego spotkania. Czyli całkiem sporą część całości, kiedy się nad tym zastanowić.
– Ja w nie wierzę, podejmą słuszną decyzję – gorliwie podzieliła się swoją szczyptą optymizmu, w żadnym razie nie napędzaną wyłącznie chęcią odgrodzenia się od ucha Bezimiennego. Wrony dobre ptaki, jedne ze szlachetniejszych i bardziej honorowych w lesie, nie od dziś wiadomo. Pogrzebowi mistrzowie ceremonii, celebrowali życie i jego następstwo z należytym szacunkiem, to wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie podczas nauk kocięcych.
Z subtelnie przechyloną głową, Nurt wlepiła w niego wyczekujące spojrzenie. Nagliło: "To co, idziesz już?". Od początku obawiała się niezręczności tego spotkania, a rzeczywistość, o zgrozo, okazała się gorsza od wytworów wyobraźni. Uchu prawdopodobnie nigdzie się nie spieszyło, ale jej męki dało się ukrócić.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
W pewien sposób ciekawa sprawa, że poczucie obowiązku godnego pochówku ulotniło się z Nurt, gdy to na jej barkach miało spocząć zaopiekowanie się uszkiem zębatego typa. Znaczy nie no, spoko, na jej miejscu też by się wykręcał, czego świadkami zresztą moment temu byli, ale spodziewał się po niej czegoś innego. Chociażby większego udawania, że taki skrawek kota jest równie istotny co reszta zwłok, którym przecież obowiązkowo pogrzeby odprawiano i w ogóle. A tutaj? Jak się śpieszyła do twierdzenia, że durne ptaszyska wykażą się inteligencją, moralnością i wszystkim co jeszcze było potrzebne by nie uznać tego strzępka za pożywną przekąskę.
Ale niech jej będzie, nie chciał powtórki z grzybowych kręgów.
– Wyganiany z własnego legowiska. – westchnął ciężko, na wypadek gdyby Nurt nie zauważyła, że technicznie to ona powinna pożegnać się pierwsza. A on mógłby wtedy łapą przerzucić ucho parę krzaków dalej, zamiast je wynosić gdzieś dalej. Nie zamierzał rezygnować z tej możliwości, dlatego też zamiast chwycić w zęby wątpliwe trofeum i ruszyć na faktyczne poszukiwania wron, zajął się pozbywaniem tych brzydszych, przesuszonych kwiatów spomiędzy gałęzi. – Nie musisz mnie pilnować, zajmę się tą sprawą w drodze powrotnej. Póki co jednak czekają mnie porządki, więc jeśli nie masz nic lepszego do roboty to się na coś przydaj i z nimi pomóż. Jednak jeśli cię czas goni to miłego. – nikt o zdrowych zmysłach by nie został na sprzątanie, więc miał nadzieję, że zaraz będzie mieć Nurt z głowy.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
I za dobrze szło jednak. Choć w sumie znała gorsze rozwiązania niż pozostawienie go sam na sam ze szczątkiem Bezimiennego, tak też ona chętnie oślepnie na temat i sobie pójdzie, skoro niczego od niej nie chciał... To znaczy prawie niczego.
– Ja nikogo nie wyganiam – zauważyła. Nawet słowem nie pisnęła! – Chciałam cię troszeczkę odprowadzić i tyle, nie to nie. Lepiej dla mnie, bo tylko na chwilkę wyszłam, nie spodziewałam się, że cię spotkam!! Więc tego, w porządkach będziesz musiał poradzić sobie sam. Nie wiem po co ci to, przecież już tu nie mieszkasz!
Ale dzięki jego dziwnemu przywiązaniu do gniazda wiedziała, gdzie go szukać, a to plus. Czego nie zamierzała przyznawać na głos.
Pożegnała się i bezzwłocznie, żwawym krokiem zawróciła z powrotem na tereny Gromu. Wolała nie rozwlekać tego rozstania, jeszcze przyszłoby mu do głowy ją zatrzymać.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion był prawdziwym mistrzem w swoim fachu, jeśli chodziło o ignorowanie problemów ciążącym zwykłym kotom. Przeciekający przez palce czas średnio go ruszał, gdy sam był w ciągłym ruchu. Teraz jednak wszystko stało w miejscu, pobyt w Wichrze już dawno przedłużył się ponad granice krótkich wakacji, a nie niósł ze sobą żadnego postępu. Oriental zaczynał czuć się jak w klatce pozbawionej jakichkolwiek urozmaiceń. Nie należał jednak nigdy do kotów, które poddawały się przytłaczającym nastrojom, więc próbował spojrzeć na swoje więzienie z nowej perspektywy, znaleźć tunel ukryty za plakatem i te sprawy.
Tunelu nie było, za to ukryty pod głazem składzik przywódczyni jak najbardziej. Z braku lepszych zajęć, Orion przejrzał jej niezbyt imponujący dobytek i już miał uznać ten czas za stracony, gdy dokopał się do kolorowej szmatki i skitranych w niej ziół o zachęcającym zapachu. Bez większego zastanowienia zgarnął zawiniątko, niedbale chowając resztę rzeczy pod głaz, a następnie ruszył do wyjścia z obozu.
Od kiedy Nurt odkryła istnienie gniazda niedaleko Rzecznych terenów, okazało się, że łatwiej dorwać ją tam niż odwiedzając bezpośrednio Gromowe granice. I jemu to było na łapę, akurat na brak szczęścia nigdy w życiu nie narzekał, więc nie spodziewał się, żeby były wysokie szanse na rozmijanie w nieskończoność. By nie czekać bezczynnie, zajął się wyrzucaniem najbardziej przesuszonych i tracących barwę roślin. Kolorowe zawiniątko leżało obok.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nie potrafiła wyjaśnić, co takiego pchało ją w stronę (nie)porzuconego gniazda w chaszczach. Czasami chyba zbyt pełna głowa... A czasem brak bodźców, który by ją zapełnił. Dzisiaj raczej bliżej jej było tego pierwszego, choć nie powiedziałaby, że coś się stało. Ogólnie zagadka, jakiej nie rozgrzebywała zbyt mocno, gdy opuszczała tereny Gromu i długimi susami podążała doskonale znaną ścieżką na Łan Rzepaku. Coraz cieplejsza pogoda sprzyjała wycieczkom i pobudzała do wzmożonej aktywności, jeśli już potrzebowała powodów!
Nie zobaczyła Oriona od razu, ale relatywnie szybko, bo nowe listki nie zdążyły jeszcze rozwinąć pełni potencjału, ujawniając rzucające się w oczy, białe futerko. Nurt uniosła wyżej ogon i, zmrużona, przedarła się przez krzak stanowiący wejście do miejscówki orientala.
– A ty znowu tutaj! – miauknęła ni to z zabarwieniem oburzenia, ni to zadziwienia. – Tęskno ci za życiem samotnika, co?? O! A to co takiego? – spytała, łapą wskazując na kolorowe zawiniątko, które, naturalnie, prędko przykuło jej uwagę.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Może powinien spróbować swojego szczęścia w loteriach, patrząc na to, że znowu udało mu się trafić. Znaczy – najpierw musiałby chyba przedstawić leśnym kotkom koncept gier hazardowych, a dopiero potem brać w nich udział, ale! Fakty były takie, że nie zdążył nawet porządnie ogarnąć całego gniazda, gdy usłyszał za plecami znajomy głos.
– Nawet nie wiesz jak bardzo. – westchnął dramatycznie, z typową dla siebie przesadą. I tylko gwiazdy mu świadkiem, że było w tym ziarno prawdy. Takie zmutowane, całkiem spore, jak gdyby porównać kurze i strusie jajo koło siebie. Takie to właśnie ziarenko to było. Zaraz jednak wyprostował się i podsunął w stronę popielatej zawiniątko, lekko je uchylając materiał. – Proszę bardzo, specjalisto od ziółek, sama możesz zidentyfikować co to takiego.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Poruszyła wąsikami, z jednej strony zaintrygowana, że Orion nie próbował... no, żadnych intryg właśnie! Tylko dał jej się przekonać co do zawartości zawiniątka. A z drugiej strony zwyczajnie ciekawa, bo kiedy lekko odsłonił zawartość, do jej nozdrzy dotarła dobrze znana woń.
– Kocie ziele! – miauknęła odkrywczo, patrząc to na zasuszone roślinki, to znów na niego. Wiele emocji w niej buzowało, od zdumienia, w końcu od kiedy niby był posiadaczem ziół (widziała przecież, że nie jest to świeży zbiór!), przez spowodowane skrzywieniem zawodowym zaaferowanie (kocimiętka jest nie lada gratką, na terenach Klanów nie rośnie!!), przez lekkie tchnienie zgrozy, bo nie-medyczne koty nie miały innego interesu w trzymaniu jej, niż pragnienie popadnięcia w uzależnienie. No... W sporym uproszczeniu może, ale sedno właśnie do tego się sprowadzało! – Iii po co tak tutaj z nim siedzisz??
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Mm, brawo, dokładnie, gratulacje. – potwierdził z krótkim uśmiechem, chociaż no raczej nie powinna oczekiwać od niego aprobaty w tym zakresie akurat? Znaczy, nie zdziwiłby gdyby wręcz przeciwnie, spodziewała się teraz oklasków, to by było bardzo w jej stylu przecież. W takim wypadku, niestety, zamiast użyć łap do bicia braw, używał ich do dalszego wyciągania co brzydszych chwaścików. Miał nadzieję, że kwiaty prędko zaczną kwitnąć znowu i ze uda się to miejsce doprowadzić do względnego stopnia reprezentatywności. Jak co sezon. Już Syzyf się musiał lepiej bawić ze swoim kamieniem.
– A widzisz, to bardzo dobre pytanie, ale coś podejrzewam, że i na nie znasz odpowiedź. Tak jak bez trudu zidentyfikowałaś cóż to za tajemnicze listki. – stwierdził, odrywając się na moment od porządków, by usiąść naprzeciw medyczki, z tęczową chustą między nimi.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Odchyliła nieco głowę, zamrugała w ramach powolnego procesowania informacji. Z początku nie myślała sobie zbyt wiele, ale ich obecne ułożenie nadawało konspiracyjnej aury, którą tylko nasycała kameralność gniazda w krzakach, a tę już ciężko było ignorować! Automatycznie posadziła tyłek na ziemi.
– No weeź, nie bądź taki tajemniczy! – zachęciła, trącając go łapą w łopatkę. – Siedzisz z kocim zielem. Sam. W ukryciu! Trochę dziwne, nie powiesz, że nie? Chociaż... Cebulę wygnali za kocie ziele w Obozie. Ale notorycznie była z nim widywana, może częściej niż ze swoimi kociętami, ii czaiła się na zapasy w składziku, to co innego! – Gwałtownie nabrała powietrza do płuc i teraz, dla odmiany, przechyliła się do przodu. – Ej, ukradłeś je Krwawnikowemu Liściowi???
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
A akurat Orion uwielbiał być taki tajemniczy! Jedna z tych drobnych radości w życiu, niewinny sposób na irytowanie rozmówcy swoim brakiem współpracy przy jednoczesnym nadawaniu wyraźniejszych rysów swojej postaci. Co prawda cała sylwetka była zacieniona, ale hej, właśnie taką miał wizję artystyczną!
– Może odrobinę. – przyznał szarej rację, tylko po to by uderzenie serca później dodać. – Ale tylko dopóki nie weźmiesz pod uwagę, że w obozie jest wieczny szum, za którym wciąż nie przepadam. Więc nawet powygrzewać w słońcu wolałbym gdzieś, gdzie nie ma ciągle przynajmniej pięciu innych kotów w zasięgu oczu i uszu. – może nie istniało tam wieczne ryzyko bycia podeptanym, cynamonowa kita ani razu nie uświadczyła na sobie nieostrożnych łapek, ale wciąż, całkowicie szczerze, często wolał znaleźć się z dala od tego zgiełku. Poruszenie było fajne, gdy dotyczyło dram, gdy wynikało z codzienności zwyczajnie męczyło.
– Aż tak dawały jej w kość te kocięta, że bez ziółek nie dawała z nimi rady? – pociągnął dalej, bo hej, nie kojarzył wcześniej postaci Cebuli, a już po tych paru informacjach przedstawiała się w jego głowie całkiem zabawnie. – Oczywiście, że nie ukradłem ich Krwawnikowemu Liściowi. Nie potrzebuję w życiu oskarżeń o okradanie składzika. – zaprzeczył żywo, a zaraz potem skopiował ruch Nurt i również nachylił się w przód. – Pożyczyłem je od Roziskrzonej Gwiazdy. Niekoniecznie za jej zgodą.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Haa? Przecież obozowy szum jest najlepszy! – zadeklarowała ogniście, drocząc się odrobinę. Mówcie sobie, co chcecie, obrońcy prywatności – niekończące się szmery i ryzyko nadepniętej łapy (w najlepszym wypadku) to spora część uroku życia w Klanie. Bez tego nic nie byłoby takie samo! Ale może jej łatwo mówić, posiadaczce przywileju posiadania cichego zakątka, w którym mogła skryć się przed urokiem życia w Klanie. – Może gdybyś więcej siedział tam, a mniej tu, już byś się do tego przekonał. Kto wie?
Pozornie pytanie z tezą, w rzeczywistości Nurt wyjątkowo nie spieszyła się z wyciąganiem wniosków. Akurat Klan Wichru nie zajmował wygrywającej pozycji (ani nie plasował się w top trzy) w rankingu Klanów najbardziej przekonujących do ichniego stylu bycia. Niby zasady wszędzie takie same, a z jakiegoś powodu niektórzy woleli Grom od swojej rodzimej grupy. I oni chcieli zatrzymać przy sobie urodzonego samotnika? Litości!
– E, nie, jej chyba życie dawało w kość. Od zawsze była... inna – mruknęła niechętnie. Nie znała początków przygody kocicy z kocimiętką, ta próbowała swoich sił w kradzieży zanim Nurt myślała o karierze medycznej. Albo zanim się urodziła, teraz brakowało jej przekonania co do umiejscowienia w czasie wszystkich zdarzeń.
Wyjątkowo nie przeszkadzało jej krążenie wokół tematu i zahaczanie o wątki poboczne. Jakoś... ciekawość mogła poczekać niezaspokojona, kiedy głównym bohaterem dnia była leżąca przed nimi kocimiętka, a popielata czuła na sobie łaskoczący dotyk przepowiedni obcowania z rośliną kojarzącą się z historiami upadku kocich istnień, przekroczeniem granicy moralności, czymś niemal stojącym na równi ze złamaniem Kodeksu.
Kocie ziele leczyło, jasne. Naprawiało to, co zniszczone, i znano je z rujnowania całego. Jak jakiś durny symbol równowagi pomiędzy przeciwstawnymi siłami. A tak się składało, że żadne z nich nie chorowało na kolorowy kaszel.
– Coo? Żartujesz chyba! – miauknęła niedowierzająco, gdy po zapewnieniu, że składzik Wichru nie ucierpiał, Orion w płynnym następstwie przyznał się do okradzenia samej Gwiazdy. Blefował, nie? Ten zwrot akcji miał ją zbić z pantałyku. Zbił, punkt dla niego. – Wasza przywódczyni korzysta z kociego ziela? Przecież się zorientuje, że jej czegoś brakuje! Takich oskarżeń to potrzebujesz??
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Najlepszy do wyhodowania pszczół w głowie. – uzupełnił, bo ewidentnie Nurt urwała swoją deklarację w połowie. – Nie słyszałaś nigdy, że to stąd wzięło się to powiedzenie? Od kotów, które spędzały za dużo czasu w obozie, więc ten szum im zostawał w głowie, nawet gdy znajdowali się sami. I im dalej w las tym bardziej wariowali od tego ciągłego hałasu w głowie, mówili innym o tym nieustającym szumie, brzęczeniu jak pszczół, więc ktoś szybko wysnuł teorię, że po prostu pszczoły im się zalęgły w mózgu, bo gdzie obozowy hałas mógłby przyczynić się do czegokolwiek złego. Dawne czasy, ale stąd to się wzięło. Nie z powietrza. – pokiwał łbem z powagą. Zawsze była dobra pora na wciskanie takiego kitu. – Więc nie, dzięki. Wolę się nie przekonywać do czegoś, co ma historię niszczenia kocich umysłów.
Inna sprawa miała się z kocimiętką, rzecz jasna. Ona przynajmniej jakoś wynagradzała ewentualne konsekwencje.
– Mmm, życie czy życie w klanie? Może próbowała kocim zielem uciszyć te pszczoły panoszące się jej po głowie. – zamyślił się karykaturalnie, bo Cebula wydawała się idealną ofiarą do podkreślenia, że jego teoria miała ręce i nogi. Znaczy nie teoria, zasłyszana historia, od duchów starszyzny wciąż obecnych w chropowatej korze jego prywatnej willi. Nie, wróć. Skręcony Pień nie był nawiedzony. Bo żarty żartami, ale na koniec dnia Orion zamierzał wrócić do legowiska starszyzny i się tam wyspać, a nie budzić na każdy świst wiatru. Odpadało też zapraszanie towarzystwa do siebie, bo nie upadł tak nisko by prosić kogokolwiek ze znajomych o wprowadzenie do niego. A jedyne akceptowalne towarzystwo nie chciało z nim spędzać czasu nawet za dnia.
Zresztą to by nie rozwiązywało problemu budzenia się na najmniejszy szmer, bo mimo wszystkich deklaracji i zapewnień orientala odnośnie swoich uczuć względem rdzawego, wciąż spodziewał się obudzić z pazurami na gardle. Czyli słabe warunki do spokojnie przespanej nocy.
– Nie tym razem. – zapewnił, kręcąc przecząco łbem. Chociaż na język cisnęło się a w życiu, lepiej sprawdzić mogło się szczere stwierdzenie. Czasami żartował, ale nie w tej sytuacji. – Wolałbym obejść się bez żadnych oskarżeń, dziękuję. Ale zastanów się. Szanse, że zrobi z tego aferę na cały klan są nikłe, bo raczej nie jest to powszechna wiedza, że posiada takie ziółka. Nie może więc wszcząć wielkiego śledztwa, bo więcej na tym straci niż zyska. – spojrzał uważnie na Nurt. Rozumiała co miał do przekazania czy będzie musiał jej przedstawić pełne kulisy tego rozumowania? – Zresztą nie wiem czy używa, czy tylko posiada. Nie wydaje mi się bym widział u niej podejrzane już na pierwszy rzut oka zachowania, ale... jakich zachowań należałoby się u niej dopatrywać twoim zdaniem? Biorąc poprawkę na to, że to przywódczyni i pewnie stara się zachować większą dyskrecję.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Szara mordka przybrała wyraz nieufnej niepewności. Historia powiedzonka była całkiem składna, przez co zyskiwała na wiarygodności (tym bardziej, że nigdy wcześniej nikt nie zaoferował jej alternatywy), ale przecież nie miała żadnego przełożenia na rzeczywistość!
– Aha, a może wzięło się od kotów niepochodzących z Klanu, które dołączyły w późniejszym czasie i nigdy nie przestawiły się na nowy tryb życia? – skontrowała i pokazała Orionowi język. – Ciekawe tylko, na ile ze względu na słaby charakter, a na ile z braku chęci??
Teatralnie uniosła wzrok ku górze, przechylając lekko łeb do boku, niby wypatrując odpowiedzi wśród niewidocznych o tej porze dnia gwiazd. No niestety, Przodkowie milczeli w dezaprobacie co do nastawienia niektórych osobników, zmuszając Nurt do poddania się i obniżenia wzroku.
Ze zmrużonymi oczami wlepiła spojrzenie w długi pyszczek.
– Lepiej uważaj na siebie, bo zaraz ty też będziesz potrzebować kociego ziela do normalnego funkcjonowania! – przestrzegła go z udawaną powagą, aczkolwiek gdyby pomyśleć nad tym dłużej, to nie byle kąśliwa uwaga, a najprawdziwsze ostrzeżenie! Pszczoły w mózgu miał? Cały rój! Kocimiętkę pod łapą? A jakże. Od uzależnienia dzieliło go kilka nierozważnych decyzji!
Słuchając jego wyjaśnień odnośnie sposobu pozyskania zioła, z potępieniem kręciła głową. Trójki Klanowe powinny trzymać się razem, oczywiście nie wypadało jej popierać kradzieży w biały dzień! Ani ciemną noc. Nawet jeśli nie popierała też stosowania kociego ziela przez przywódcę, ze wszystkich kotów! Dramat... taki na miarę Klanu Wichru. Akurat u nich niewiele potrafiło ją zszokować.
– Śledztwa z podniesieniem na łapy całego Klanu to raczej nie, ale jeśli się dowie, że to ty zwinąłeś jej roślinki, zleci komuś wyprowadzenie cię poza Obóz, a później znikniesz w niewyjaśnionych okolicznościach – miauknęła złowróżbnie. Potem zluzowała napięte mięśnie pyska i zastanowiła się chwilę. Brakowało jej doświadczenia z regularnymi użytkownikami kocimiętki, o nietypowym działaniu zielska wiedziała jako-tako. Umiarkowanie. – Bo ja wiem... Nie znam Roziskrzonej Gwiazdy, a to wiele zależy od kota!! – zauważyła tonem eksperta. – Na pewno dałoby się wyłapać zmianę w zachowaniu, więc może serio tylko je u siebie przechowuje... Ale po co??