Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Nie no, co ty mówisz, koty z zewnątrz dołączające do klanów to jest wymysł młodszych pokoleń. Kiedyś tego nie było, kiedyś to były czasy. – zbył od razu jej argument, z pozoru ignorując jej teatralne reakcje, gdzie w rzeczywistości doceniał, że zaistniały. Może wreszcie po tylu księżycach do szarej główki zaczęło coś docierać. A może po prostu, w drodze wyjątku, komfortowo się czuła z tą dyskusją, bo nie wmówiła sobie jeszcze, że był to atak na jej godność. – A to powiedzenie przecież jest praktycznie starsze niż sam kodeks, wtedy takich wymysłów nie było. – teraz to była jego kolej by pokręcić łbem z dezaprobatą dla tego braku znajomości historii.
– Jest taka możliwość. – westchnął cierpiętniczo, usłyszawszy jej ostrzeżenia. Całe życie z kotami niższych lotów sprawiało przecież, że czasami miło byłoby przyćmić rzeczywistość i zapomnieć chociaż na moment o przepaści dzielącej go od szarego motłochu. Biedna Cebula, chociaż ich przypadki były zupełnie inne, oczywiście poczuł nić sympatii do niej. Czy współczucia. No, jedno z tych ładnych słów, które średnio przekładało się na rzeczywistość, ale pasowało już do jego wizji tragicznej historii o kotach z różnych sfer, o różnych problemach i tym samym sposobie na poradzenie sobie z nimi. Potrzebny był jeszcze trzeci bohater, takie historie zawsze miały nieparzystą liczbę bohaterów, by uniknąć symetrii.
– Co ty, za bardzo mnie uwielbiają w tym Wichrze, więc jakby ktoś zwęszył, że w tajemniczych okolicznościach maczała pazury przywódczyni to by miała na swojej głowie krwawy bunt. – puścił jej oczko. Ale żartami w życiu nie zejdą z tego tematu. – Serio, wszystko jest pod kontrolą, to żadna lekkomyślna kradzież, którą przypłacę głową, a ty paroma wąsami za współudział. Nie starczy ci takie zapewnienie? Czy potrzebujesz całego przydługiego wyjaśnienia, jak to wszystko jest przemyślane? – w sumie w tym momencie nie był wielkim fanem tłumaczenia swojego geniuszu, bo myślami był już bardziej przy wypatrywaniu oznak uzależnienia u przywódczyni. Albo czymkolwiek innym znajdującym się w teraźniejszości. – Ale równie wiele nie zależy od niego, bo widać schemat, powtarzające się u większości reakcje, zachowania. Więc nie musisz znać Roziskrzonej Gwiazdy by nie odwracać kota ogonem i pomóc w śledztwie. Jak przez to przebrniemy i nie znajdziemy nic podejrzanego to zastanowimy się po co by miała je tylko przechowywać. – zadecydował za nich, nadając jakiś porządek tym rozważaniom. A jak Nurt się nie zgodzi to się ją wsadzi na drzewo za utrudnianie śledztwa, wiadomo.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– I ty na pewno wiesz o tym najlepiej, co? – prychnęła lekceważąco. – Zapomniałam, że żyjesz w Klanie dłużej ode mnie! ...A nie, chwila, wcale tak nie jest!!
Zmierzyła go wzrokiem nadającym się do określenia spojrzenia z góry, gdyby tylko Nurt mogła patrzeć z góry na kogokolwiek, kto nie był kociakiem. Nie łudziła się, że argument (ten ani dowolny inny!) do niego trafi; gdyby zeszli na odpowiedni temat, to powołałby się i na swoją przerastającą wszystkich medyków Czterech Klanów wiedzę odnośnie ziół i leczenia... A kto wie, czy nie kontakt z Gwiezdnymi również! Na takiego nie ma siły po prostu.
Chętnie za to pokiwała głową, zgadzając się z jego predyspozycją do popadnięcia w nałóg. Głównie dlatego, że u niej takowa nie występowała. Była ponad przyziemne pokusy, wiadomo, nie zapominając, że Orion miał do czynienia z odpowiedzialnym kotem na odpowiedzialnym stanowisku, podczas gdy on w najlepsze okradał Gwiazdę swojego Klanu!
– Nie wiedziałeś, że nikt nie lubi zadufanych w sobie kotów?? – burknęła ze zmarszczonym nosem. – Ale jak tam chcesz. Skoro jesteś taki pewny siebie, to proszę bardzo. Przepraszam, że nie życzę ci zniknięcia w niewyjaśnionych okolicznościach!!
Udawane żachnięcie się okazało się nie najlepszą reakcją z możliwych. Mogła właśnie dociekać dalej, może gdzieś w rozwijaniu zawiłości planowania zwędzenia i bezkarnego przetrzymywania kociego ziela zagubiłby się wątek domniemanego problemu Roziskrzonej Gwiazdy. W przeciwieństwie do Oriona, nie przemyślała tego.
– Ja nic nie odwracam, mówię jak jest! – Nabrała powietrza do polików. Powoli wypuszczając je z powrotem na wolność, zyskała chwilę na zastanowienie. I spuszczenie pary defensywnego ognia. – Hmm... Kocimiętka pomaga się rozluźnić. Uspokaja, poprawia nastrój, te sprawy. Więc... Roziskrzona Gwiazda musiałaby być mniej obecna? Otumaniona, mniej kontaktowa. Albo właśnie mocno kontaktowa, bo świat nagle stałby się piękniejszy niż na co dzień! W skrajnym przypadku pewnie doszłoby do tego, że zaniedbywałaby obowiązki. No wiesz, spóźniała się na patrole, omijała jakieś niepokojące sygnały albo podejmowała dziwne, lekkomyślne decyzje! Raaczej miałaby zbyt dobry humor na spięcia, ale z drugiej strony gdyby ją ciągnęło do ziela, a musiałaby zająć się innymi sprawami, mogłaby chodzić poirytowana... Cokolwiek pasuje??
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Rozmowa ze starszyzną, kojarzysz taki koncept? – zapytał, przechylając lekko łeb. Czuł, że wiele już tym ryzykował, jeśli tolerancja popielatej pręguski nie wzmocniła się w ostatnim czasie, ale jakkolwiek znał opinie rozsądku na temat przepychanek z Nurt, tak nie mógł przecież ich w stu procentach odpuszczać! Jeszcze by sobie pomyślała, że go zagięła!!
– Przekażę mojej rzeszy fanów, że twoim zdaniem powinni sobie darować. Myślę, że to ich przekona. – zaoferował uprzejmie. Dla własnego komfortu nie poświęcając większej uwagi potwierdzeniu wystąpienia troski względem jego dobrostanu. Nie gdy miał opcję skupić się na innych zagadnieniach.
Zastanowił się uczciwie nad przytoczonymi przez Gwiezdny Nurt objawami.
– No zbyt obecna to ona nie jest, trzeba przyznać. Za wiele kontaktów z nią nie mam, alee... aaaleee gdy ją tak poobserwować to sprawia wrażenie kota, który znajduje się w tym miejscu, ale myślami jest parę susów w bok i usilnie stara się ukryć ten dystans. – wyjaśnił obrazowo. – Z patroli jej nie rozliczam, ale o ceremoniach zdarza jej się zapominać. Nie jakoś bardzo, ale widziałem już parę razy jak na nią patrzą matki, gdy mija kolejny dzień bez zwołania klanu i zabrania z ich barków przerośniętych kociąt.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Rozmowa ze starszyzną... – Przewróciła oczami. – No błagam! Wiedziałeś, że kiedyś, wcale nie tak dawno, nie było bulgotki? Terminatorzy chodzili jak wędrujące słońce, bez żadnych uchybień, tacy sumienni! A Klany to zupełnie inne były, nie to co dzisiaj. Ja im doświadczenia życiowego nie odmawiam, ale wiesz, na ich mądrości warto czasem – chwyciła pazurami nieco suchej trawy składającej się na legowisko (niegdyś) bażanta, uniosła łapę i z wolna przepuściła źdźbła przez palce – spojrzeć przez ziarna piasku!
Inna rzecz, że im coraz bliżej było do starszyzny, a ona jakoś nie czuła się gotowa pouczać młodzież na temat dawnych dni. Zwłaszcza tak dawnych! Ale to chyba dobrze. Z jednej strony działało na korzyść argumentu, a z drugiej odciągało dziwną myśl o zębie czasu, który coraz głębiej zatapiał się w jej skórze.
– Ta rzesza fanów to kocięta?? – spytała z uprzejmym zainteresowaniem. – Raczej nie liczyłabym, że ktokolwiek będzie liczyć się z ich zdaniem!
Może nie powinna, skoro obecność kociego ziela w legowisku Gwiazdy była potwierdzona, ale lekko zdziwiła się na wieść o pasujących elementach.
– A jaka była wcześniej?? Od zawsze tak ma? – odruchowo kontynuowała drążenie tematu, nim naszło ją zwątpienie, czy Orion będzie w stanie wiele powiedzieć. Ile on już siedział w tym Wichrze? Długo, niedługo? Trzymanie pieczy nad chronologią w głowie coraz trudniej jej przychodziło, bo wydawało jej się, że księżyc przestał powoli sunąć po nieboskłonie – on biegł.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Gwiezdny Nurcie! – obruszył się. – Tak właśnie szanujesz dawnych wojowników swojego klanu? Koty które przynosiły ci świeże piszczki, gdy ty potrafiłaś co najwyżej upolować gluta z własnego nosa? Koty, które dbały by żadna łasica nie pomyliła ciebie z drobną myszką? Nie spodziewałem się tego po tobie. – cmoknął rozczarowany. I zanim zdążyła mu zarzucić unikanie głównej myśli, dodał jeszcze. – Tylko w twoim świecie rozmowa jest równoznaczna z łykaniem każdego słowa jak pelikan włóczących się samotnie terminatorów. Nauka polega na spoglądaniu w przeszłość i analizowaniu znalezionych w niej informacji, nie dowiesz się jak było kiedyś nie wyglądając poza czubek swojego nosa. Dzieciak jesteś, ledwo odrośnięty od ziemi, na dodatek.
W jego oczach przynajmniej nie urosła ani o włos od pierwszego spotkania, więc to stwierdzenie było jak najbardziej prawdziwe. O wydorośleniu nawet szkoda gadać.
– Między innymi. – zgodził się kulturalnie. – Spora ich część zdążyła jednak już dorosnąć do rang wojowników, więc podejrzewam, że ich zdanie jednak się liczy.
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów, gdy odbiły się w jego głowie, pożałował ich. Chryste panie, jeśli zachwycone nim kocięta zdążyły pokończyć treningi, ile czasu minęło w jego życiu?
– Jaka była parę obiegów pór temu to ci nie powiem akurat, ale... – mógł poszczycić się jedynie rozległą wiedzą na temat brata przywódczyni. Nie żeby im to miało pomóc w obecnych rozważaniach. Ale mógł. – Jako zastępca też taka była. Zawsze ostatnia na ceremoniach, patrole rozdzielała w biegu, umykało jej wiele, chociaż nie zawsze. Ale kocie ziele nie pojawiło się wczoraj w jej kryjówce.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Usłyszenie swojego pełnego imienia z pyska nikogo innego jak Oriona – pardon, Azaliowej Łapy! – było tak niespodziewane i jednocześnie przypominające rozmowy z Truskawkowym Gąszczem, która zwracała się nim do niej najczęściej, że Nurt nie dała rady utrzymać kamiennego wyrazu pyska i parsknęła krótkim śmiechem, dopiero po którym szybciutko zebrała się do kupy, gotowa z pełnym zaangażowaniem i należytą powagą walczyć o swoją rację.
– Ależ Azaliowa Łapo, chybaśmy się nie zrozumieli!! Mówię jedynie o zachowaniu krytycznego myślenia w obliczu spotkania z nostalgią tworzącą mgiełkę na oczach! Uważam, że to coś, co jesteśmy winni naszym drogim starszym; trochę wyrozumiałości! – Ale żeby nie było, że reszta argumentu do niej nie dotarła, z powątpiewaniem pokręciła łebkiem. – Co poniektórzy lubią przyjmować te argumenty, które akurat pasują im do narracji. To o nich martwię się najbardziej! – to mówiąc, zerknęła na niego z przerysowaną troską.
Wyrośnięte kocięta były trudne do przyjęcia, ale dla własnego spokoju wolała nie podejmować się walki z matematyką. Ani ich otwarcie nie kwestionować, jak już o spokoju mowa.
– Czyli przyznajesz się do manipulacji najmłodszymi członkami Klanu – miauknęła w zastanowieniu. – Odważnie! I co, planujesz z nimi zamach na stanowisko Roziskrzonej Gwiazdy, czy jak??
A wracając do rozważań na temat tejże, popielata zaczęła zauważać, że prawdopodobnie zbliżali się do ślepego zaułka. No bo jak mieli ocenić zmianę w zachowaniu przywódczyni, jeżeli jej przygody z kocimiętką potencjalnie zaczęły się wcześniej, niż sięgały ich szczątkowe informacje??
– No... to pewności nie mamy – zauważyła ostrożnie, stając w obronie obgadywanej Wichrzaczki. – Są tropy, ale nie dowody! Może zwyczajnie jest roztrzepana??
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Śmiech był dobry z reguły. Dosłownie jak w interakcjach z kociakami, był wiarygodnym wyznacznikiem, że nie nadepnął im jeszcze na odcisk i że rozumiały ton rozmowy. Gdy Orion zaakceptował, że przy interakcjach z Nurt trzeba brać te same poprawki co przy interakcjach z kociakami, życie stało się dużo prostsze. Ale długo się przed tym wzbraniał, starając się dopisać popielatej cechy, których nie posiadała.
– Och, faktycznie, w takim wypadku, Gwiezdny Nurcie, nie pozostaje mi nic innego jak przyznać rację, że jest to kwestia, którą należy wziąć pod uwagę. Sama musisz jednak przyznać, że użyte przez ciebie pierwotnie słowa mogły wywołać niepokój i nie mogłem pozostać bierny w obliczu przedrzeźniania słów kotów, którym należy się nasz pełny szacunek. – pokiwał z powagą łbem, skoro wchodzili w obszar wyszukanego słownictwa i nienagannych manier. Nie dotyczyło to już uwagi odnośnie wybierania danych do narracji. – Po prostu zazdrościsz, że umiem zmieniać rzeczywistość z pomocą samych słów.
A wiadomo, że rzeczywistość była względna i mogła być taka jak zapragnął. Nic go nie ograniczało.
– Tak, w wielkim zaufaniu, przez wzgląd na naszą przyjaźń. Mam nadzieję, że nie zdradzisz tego dalej. – potwierdził, bo jak powiedziało się A to należało lecieć z resztą alfabetu, a nie się wycofywać i zapierać, że zamierzało się liczyć teraz do tysiąca. – Szczegółów naszych planów zdradzić ci nie mogę, ale za to mogę powiedzieć, że gdyby Wicher w najbliższym czasie zwołał Zgromadzenie, polecam ci go nie ominąć. Będzie... interesująco.
Będzie wykład o magii przyjaźni prowadzony przez Świt. Ale ta informacja odbierała klimat zamachu stanu i ujmowała Orionowi w roli czarnego charakteru, na którą przecież nie narzekał w tym scenariuszu.
– Może być, ale trochę podejrzane, że po prostu taka jest, gdzie dziwnym trafem zbiega się to ze skutkami kociego ziela. – zauważył, chociaż nie był przekonany do żadnej z tych opcji. I w ostatecznym rozrachunku niewielka różnica czy Roziskrzona Gwiazda faktycznie korzystała ze skitranych ziółek, czy nie. Liczyła się możliwość rozważenia tej teorii. – A gdyby tak zdobyć niezbite dowody?
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
No i kto miał rację?? W takim rozwoju zdarzeń Nurt gotowa była zignorować całą otoczkę ich konwersacji, która mogła postawić to przyznanie pod znakiem zapytania. Bez znaczenia, niezależnie od formy, najważniejsza pozostawała przecież treść!
– Być może odrobinę, Azaliowa Łapo – zgodziła się dobrodusznie, w akcie łaski za ten brak bezzasadnego sprzeczania się, jakie miał w zwyczaju uskuteczniać. To znaczy, ostatnio jakby mniej. Może, wbrew jej sceptycyzmowi, służyło mu życie w Klanie?? Nawet takim Klanie jak Wicher? – I jest to wielce chwalebne, że bez cienia zawahania stanąłeś w obronie honoru naszych szanownych starszych. Jednak chyba nie sądziłeś naprawdę, tak z łapą na sercu, że wypowiadałabym się o zasłużonych kotach w pozbawiony wdzięczności sposób?? Znamy się już trochę!
Kolejnych słów nie mogła potraktować z równą rozwagą.
– Ha? Jakie zmieniać?? Ty żyjesz we własnej rzeczywistości! W takiej... łupince! Jak owoc kasztanowca! Serio nie wiem, po co brałeś tę kocimiętkę, ty jej skutki odczuwasz na co dzień. Bez wąchania!! – rzuciła oskarżycielsko. Czy on aby nie przypisywał sobie zbyt wiele??
Prychnęła. Nawet nie próbował się bronić, szczyt bezczelności.
– No nie wiem, komu powinnam być lojalna. Tobie, czy może Trójkom Klanowym?? Kotom, które, jak ja!, dbają o poprawne funkcjonowanie Klanów? No jak ja mam zatrzymać taką informację dla siebie?? Jeszcze niedawno ostrzegano nas przed bezgwiezdnymi, a tu proszę, całkiem żywy kot o lisim sercu stąpa codziennie między niczego nieświadomymi Wichrzakami, jak gdyby nigdy nic! – Dla podkreślenia zgrozy sytuacji, Nurt rozwarła szeroko oczy i położyła po sobie uszy. – Może bym się zastanowiła, gdybyś zdradził mi co nieco tego planu. Tak to... moje łapy są splątane, przykro mi. Co ja mogę??
W namyśle pokręciła nosem, chyba jeszcze mniej przekonana od Oriona.
– Czy ja wiem... – Znała roztrzepane koty i mogła poświadczyć, że z tym wesołym ziółkiem nie miały nic wspólnego! Ale... – Niby jak zdobyć dowody??
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Z trudem przyszło mi dopuszczenie takiej ewentualności do siebie, Gwiezdny Nurcie. Wydawała się szalenie nieprawdopodobna, gdyż nie miałem okazji poznać ciebie od tej strony nigdy. Jednak sprawy tak delikatne jak ta wymagają pewnej dozy ostrożności, odrobiny nieufności. Mniejszym złem zdawało się być nadszarpnięcie naszej relacji, niż zaryzykowanie, że umyślne umniejszanie starszym jednostkom przejdzie bez adekwatnej reakcji. Wierzyłem, że ewentualnie nieporozumienie nie ma szans trwale wpłynąć na naszą znajomość. – śmieszki śmieszkami, ale w samej końcówce przyczaiła się ta odrobina szczerości.
– Pomyśl więc jakie problemy nękające ten świat będę w stanie rozwiązać z pomocą kocimiętki! – zachwycił się, na krótki moment zapominając o naczelnym celu rozmowy. – Poza tym wypraszam sobie, w łupince to żyją koty twardo stąpające po ziemi, kurczliwie trzymające się gruntu. Nad moją głową znajduje się jedynie bezkres gwiazd.
Może faktycznie kocimiętka nie była mu potrzebna, musiał to przyznać. Ale Nurt z pewnością by nie zaszkodziła.
– Och, nie wiem czy najlepsze rozwiązanie. Dla ciebie, znaczy się. Widzisz, dopóki wiesz tyle co nic, nikt ciebie o współudział w zamachu oskarżyć nie może. A jak dowiesz się więcej? Nie chciałbym przecież by później krążyły plotki, że przyłożyłaś swoją łapę do tej sytuacji. – przejęcie w jego głosie było całkowicie autentyczne. Zero ściemy.
Niestety z ich dwójki to Orionowi musiała przypaść rola kota namawiającego do poddania próbie ich teorii. Byle nie odpuszczać zupełnie tematu.
– Widzisz, wydaje mi się, że jeśli całe jej zachowanie jest spowodowane przez parę ziółek to najprościej zdobyć dowody poprzez odseparowanie ich od tych ziółek. Jeśli jest jaka jest przez kocimiętkę, gdy zabierze się jej do niej dostęp, jej zachowanie ulegnie zmianie. Czyż nie powinno tak być?
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Cóż, głównie ze względu na priorytetowość w dbaniu o należyte wypowiadanie się o zasłużonej księżycami ciężkiej pracy starszyźnie oraz twoją niezachwianą wiarę w mój rozsądek... i trwałość naszej przyjaźni, Azaliowa Łapo, chętnie zakopię i zapomnę o tej kości chwilowej niezgody. – Kurtuazyjnie pochyliła głowę. Czy w idealnym świecie mniej więcej tak kończyłyby się ich poważniejsze konflikty?? No, minus fikuśne układanie wypowiedzi, do zrobienia z tego normy potrzeba byłoby sporej dozy samozaparcia; chyba nawet idealny świat nie mógł być na tyle idealny, żeby w emocjach utrzymywać tę powagę! W obu przypadkach trudno będzie przekonać się o tym w rzeczywistości, która odbiegała od nieskazitelnej.
Spojrzała na niego z politowaniem.
– Aha, na pewno! Koniecznie chcę przy tym być – zadeklarowała. A potem dotarła do niej pełnia jego wypowiedzi. – W łupince koty twardo stąpające po ziemi?? Skąd wziąłeś taką absurdalną myśl??? – spytała autentycznie zdziwiona.
Bo może nie do końca poczuwała się do grupy przyziemniaków – zdarzało jej się podskakiwać, zamiast stąpać – ale nie pojmowała tej logiki!!
– Jeśli nie dowiedzą się ode mnie, że wiem, a mimo to się dowiedzą, to tylko od ciebie! – Dramatycznie wskazała go łapą. – Tak chcesz odwdzięczać się za utrzymanie tajemnicy??
Pokręciła głową. Nieładnie, nieładnie.
W sprawie Roziskrzonej Gwiazdy za to musiała przyznać mu rację. Fakt, odstawienie roślinek powinno zmienić jej zachowanie...
– Chyba, że zdobędzie sobie nowe. Jest przywódcą, to nie powinien być dla niej żaden problem! – podzieliła się potencjalną przeszkodą na drodze do spełnienia ich planu. – Dużo ona tego w ogóle ma? Nie zabrałeś wszystkiego, nie?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Och, jakież to szlachetne z twojej strony, Gwiezdny Nurcie. Wiedz, że niezwykle cenię sobie twoją szczodrą łaskawość. – pochylił głowę w ślad za nią. A mogłaby tak na co dzień traktować ich jakże poważne konflikty! Potrafiła przecież, gdy widziała, że to jedynie dla żartów, prawda? Więc czy wszystkie inne rozmowy faktycznie urastały w jej głowie do aż tak poważnych by uciekać z tupnięciem łapką?
– Załatwione, zarezerwuję ci miejsce w pierwszym rzędzie. – zapewnił chętnie. Ale widząc jak zielone oczy zaokrąglają się w zdziwieniu, podjął próbę faktycznego wytłumaczenia swojego stanowiska. – Nic nie jest bardziej ograniczające niż trzymanie się tego co znane. Poszukajmy przykładu bliżej ciebie. Nie zastanawiasz się czasem nad tym czy znasz już wszystkie lecznicze właściwości ziół? Nie brałaś nigdy pod uwagę, że może liście obojętnie mijanego przez ciebie kwiatka, radziłyby sobie z przypadłościami, na które nie ma teraz rady? Albo stanowiłyby powszechną alternatywę dla ciężkiej do zdobycia roślinki? Oczywiście nie namawiam do tworzenia własnej rzeczywistości w tym przypadku i przypisywania nieznanym roślinom właściwości, których nie posiadają, bo narażanie życia nieświadomych kotów jest raczej słabe. Ale. Pomyśl. Tak teoretycznie. Jeśli nie znasz wszystkich ziół to czy nie miło byłoby je odkryć zamiast trzymać się tego co znasz? Jeśli uparcie trzymasz się gruntu, nie rozważysz możliwości nawet, że istnieje coś wykraczającego poza twoją obecną wiedzę, to czy nie jesteś kotem w łupinie? Koty twardo stąpające po ziemi nie dokonują odkryć, zbywają wszystkie a co jeśli i same się ograniczają. Do swojej łupiny.
Proszę bardzo, to miało perfekcyjny sens.
– To wcale nie takie proste. Czasami plotki biorą się z powietrza. Albo z faktu, że ktoś mógł wiedzieć jak się spotykamy. Jak ktoś ciebie przyciśnie to będziesz w stanie skłamać z przekonaniem, że o niczym nie wiesz? – uniósł pytająco brew. Sztuk jeden. Bo do tego etapu było fajnie.
A potem robiło się mniej fajnie. Starczyło jedno pytanie by zorientował się, że być może nie wziął wszystkiego pod uwagę ze swoją zuchwałą kradzieżą. Znaczy pożyczeniem.
Milczał moment.
– Tylko z tej jednej kryjówki. – odparł z ociąganiem, nie chcąc przyznawać się wprost, że zobaczył zawiniątko to zabrał i tyle. Pozostawało przekierowanie uwagi. – Więc pewnie trzeba by się rozejrzeć jak z innymi. Zakraść do jej legowiska, bo pewnie tam awaryjnie trzyma parę listków, to by miało sens.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Sama prosiła się o tłumaczenia, ale nie sądziła, że Orion weźmie sobie jej pytanie aż tak do serca! W połowie wyjaśnień uwaga przeszła jej na bliski temat roślinek służących im w lecznicy za medykamenty, ale dała radę wrócić na właściwe tory przed ostatnimi słowami opuszczającymi rudawą mordkę. I chyba coś nie do końca jej tu pasowało, jednak by uchwycić sedno, potrzebowała momentu na namysł, w trakcie której w skupieniu marszczyła czoło.
– Nie no, zastanawiałam się nie raz – wymruczała, bo część myśli miała wyklarowaną, druga część jeszcze pracowała w tle. – Bo w końcu ktoś kiedyś musiał to testować! Jałowiec na biały kaszel, miętę na ból brzucha... A na Osiedlu widziałam tyle różnych kwiatów, jakich tutaj wcale nie ma! Czy ktokolwiek je sprawdzał pod kątem medycznym?? Bo ja wątpię! – Zielone oczka błyszczały podekscytowaniem... i zgasły. Potrzasnęła głową. – Ale co mi tutaj z odkrywaniem świata wyskakujesz, to się nijak nie łączy!! – ...Nie łączyło, nie? – Z tym, no. Z wybieraniem sobie tego, w co chce się wierzyć. Z kształtowaniem swojej rzeczywistości!!
Naprawdę się starała pamiętać, od czego wychodzili. I naprawdę było to ciężkim orzechem do zgryzienia, gdy obecna konwersacja brała się z głupich przepychanek o starszyźnie... Albo czegoś, co było przed nimi.
– A co, masz wątpliwości?? Umiem dochować sekretu – żachnęła się. Nie zamierzała naciskać, jaki znakomity z niej kłamca, w końcu nie budowała swojego życia na fałszu, jak niektórzy!! Ale daleko jej do kociątka, któremu wystarczy podetknąć kolorowe piórko i proszę, wszystkie informacje twoje. Ot, co.
Strzepnęła uszkiem, jakby nagła cisza wpadła do niego w stylu natrętnej muchy. Choć nie trwała długo, w zetknięciu z trwającą od dłuższego czasu paplaniną wydawała się znacząca.
– Zabierzesz i co?? – docisnęła. – Będziesz za nią łaził, byle nie zdobyła więcej? Powiesz Krwawnikowemu Liściowi, żeby jej nie częstował?? Nie będziesz miał dużo czasu na obserwację, raczej! Co jeśli się zorientuje, że za nią łazisz?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wspaniale. Starczyła w sumie tylko ta pierwsza zgoda, że rozważała takie rzeczy by oriental mógł dopiąć do końca temat. Ale z pewnością jej ożywienie było w cenie i chętnie by pociągnął z nią dalej ten temat, o medycynie wiedząc jedynie tyle co mu Artem kiedyś wspomniał, ale iskierka ekscytacji zgasła równie prędko co się pojawiła.
– Ale za to łączy się z tym, że koty uparcie trzymające ziemi żyją w łupinach. O co oskarżałaś koty gotowe wyjść poza to co znane i powszechnie przyjęte. – tak w dużym skrócie można streścić zawiłe powiązania między poruszanymi dziś zagadnieniami. – Ale o jakiś konkretnych kwiatach z osiedla teraz myślisz, czy tak ogólnie o wszystkich? Któreś zwróciły twoją uwagę jakoś szczególnie? – tu już dopytał ze szczerym zainteresowaniem, nie jedynie z chęci zmiany tematu, jak to często mu się zdarzało w konwersacjach z popielatą.
– No dobra, udowodnij. – rzucił wyzwanie Nurcikowi. Bardzo niekonkretne, ale istniał ten najmniejszy cień szansy na ten śmieszny scenariusz, w którym koteczka się wygada z czegoś. Szansa jeden na milion, ale tylko głupi nie spróbowałby jej chwycić, gdy nie miał nic do stracenia.
No i bo żadnego sekretu z jego strony tu nie było przecież. Mógł coś wymyślić, jak zawsze, ale... ta opcja też była zabawna.
– Och, wyobrażasz sobie odkrycie, że Krwawnikowy Liść jest zamieszany w nałóg Roziskrzonej Gwiazdy? To dopiero byłoby ciekawe. Ale jasne, mogę za nią łazić. Chociaż to chyba niepotrzebne? Jeśli zlikwidować wszystkie jej kryjówki to pozostaje tylko lecznica, którą będę mieć na uwadze, oraz zebranie świeżych liści. A kocimiętka nie rośnie na każdej Wichrowej łące, z tego co się orientuję to nie uświadczy się jej na żadnej. Ani w bliższej okolicy. Zresztą. Ile czasu musiałaby być bez ziół by dało się zaobserwować zmiany w zachowaniu? Czy niepokój, gdy odkryje że jej skrytka jest pusta nie będzie też znaczącą poszlaką?
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Zmrużyła oczy w nieufności. Czy aby na pewno się łączyło, jak zapewniał??
– Wcale nie – burknęła bardziej dla zasady niż w wyniku przemyślanego stanowiska. Bo czuła, że ktoś tutaj porządnie kręcił, kwestią czasu pozostawało dostrzeżenie i wytknięcie, w którym miejscu. Dłuższego czasu, prawdopodobnie, ponieważ pytanie Oriona obecnie na dobre pochłonęło jej myśli. – Różne! Na przykład takie duuże krzewy z ogromnymi kwiatami! No, kwiaty były małe tak ogólnie, coś jak miodunka może?? Albo większe... W każdym razie rosły w potężnych baldachach! W rozmiarze wiewiórki, gdyby wiewiórki były grube. I żółtawo-zielone... Liście też duuuże, niewiele mniejsze od baldachów! Gdyby tym dało się leczyć, wystarczyłoby dopaść jeden krzew i narobić zapasów na cały obieg pór!! A przynajmniej pół obiegu.
W pakiecie do przywoływania wspomnień z Osiedla, przywędrował do niej obraz ogników w zamknięciu, ale one bez dwóch zdań roślinami nie były, więc darowała sobie napomykanie o intrygującym znalezisku.
– Co? – miauknęła, skonsternowana. Udowodnij. Koniec. Kropka. Jakby prosił ją o zjedzenie kwiatka dekorującego legowisko. Albo... Wykazanie się w dekorowaniu właśnie. Wyzwanie, do którego mogła się podnieść, tu i teraz, i pokazać, na co ją stać. – No do tego najpierw potrzeba sekretu, nie?? Powietrza dochowywać nie będę!! To co z tymi planami?
Na wzmiankę o spiskowaniu dwójki z (umownej) Trójki Klanowej, od niechcenia wzruszyła barkami.
– Niekoniecznie umyślnie zamieszany! Ale raczej ufa swojemu przywódcy, nie? – Nie porzucała swojego zdania zbyt łatwo, mimo że im dłużej się zastanawiała, tym mniej coś takiego brzmiało realnie. Była medykiem, wiedziała, jak jest. – Niech będzie, że no, będzie. Pewnie prędzej niż później, zakładając, że używa jej codziennie... Wtedy to i wschód słońca mógłby wystarczyć! I co wtedy?? Co zrobisz z tą wiedzą?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Wcale tak. – Orion lubił uważać siebie za jedynego dorosłego w tym towarzystwie, ale niektóre odruchy były silniejsze od niego.
A czy z przytoczonego opisu potrafił bez trudu przywołać w pamięci konkretny gatunek kwiatów? Średnio, słowa były zbyt chaotyczne by zarysował mu się klarowny obraz w głowie. Czy miodunka była wyznacznikiem wielkości kwiatów? Czy kształtu przybranego przez ich płatki? Czy to było w ogóle ważne w tym momencie?
– Jak o zapasach to dotarłaś może do kwiaciarni? Tam dopiero mają zbiory zawsze. Wiesz, może nie nałapiesz jednego rodzaju ziółek by mieć spokój na pełen obieg pór, ale ich różnorodność jest zachwycająca. To równie dobre. – od mnogości barw, od intensywności zapachów potrafiło się tam zakręcić w głowie. Chociaż może ścięte rośliny nie były aż tak cenną zdobyczą, gdy często rozchodziło się o ich korzenie. – A te twoje krzewy, gdzie na nie trafiłaś?
Przewrócił ostentacyjnie oczami, gdy stwierdziła, że powietrza dochowywać nie będzie. A mogłaby!! Mogłaby idealnie wpaść w pułapkę wyraźnie oznaczoną jako pułapka.
– Nie masz żadnych przedawnionych sekretów na koncie, które udało ci się dochować? Z naciskiem na przedawnione, takie które tajemnicą już nie są, żebyś mi tu zaraz nie powiedziała, że namawiam do ich zdradzania. – mimo że pierwotnie dokładnie to robił.
Ale to nieistotne.
– W czym ufa? Że chce te ziółka tylko do ozdobienia legowiska czy że nie da się z nimi złapać? – przechylił lekko łeb. Ostatnie z pytań było banalnie proste, więc jedynie wzruszył barkami. – Podzielę się nią z tobą, nie?