Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Szary ogon stuknął o bażancie gniazdo, po oderwaniu się od ziemi zabierając ze sobą szczątkowe ilości ściółki na bardzo krótką podróż – te zaraz oderwały się i wróciły, skąd przyszły.
– E-e – wyraziła sprzeciw, tak dla domknięcia klamry.
Kolejne pytanie wzbudziło w niej ciekawość, którą starała się zachować dla siebie. Była kotem osiedlowym przez kilka ładnych księżyców, oczywiście że wiedziała rzeczy. Za wyjątkiem, gdy akurat nie wiedziała.
– Kwiaciarni? – powtórzyła tonem kogoś aktywnie przeszukującego szufladki pamięci. – Jak to wygląda? Widziałam różnorodność roślin, ale czy akurat w kwiaciarni??
Podejrzewała, że nie. I szkoda. Lubiła odkrywać, a to miejsce ponoć było bezpośrednio powiązane z jej zainteresowaniami! Swoją drogą nadal żałowała tego, w jakim stanie włóczyła się po Osiedlu. Gdyby lepiej się czuła, nazbierałaby kociego ziela, miodunki... Jeju, czy ona jeszcze kiedykolwiek wyjdzie daleko poza granice Klanu???
– A skąd będziesz wiedział, że były dochowane, hmmm? To musi być twój sekret, tylko wtedy zyskasz pewność!! – przekonywała. Jej zdaniem nie powinna musieć; nie miała przed oczami konkretnych przykładów na potwierdzenie tej tezy, niemniej założyłaby się, że co najmniej kilka informacji od Oriona nigdy nie ujrzało światła dziennego, a gdyby ujrzało, postawiłoby go to w nieciekawej sytuacji. Długo się znali, coś takiego musiało mieć miejsce!
Poprawiła się w siadzie. Wyłącznie ze względu na drętwiejące od bezruchu łapy.
– Że potrzebuje – mruknęła cicho, by zaraz dodać głośniej: – No ja myślę! A poza tym? Nikomu nic? Cicho-sza?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Wyobraź sobie takie legowisko dwunogów. Tylko po brzegi wypchane roślinkami wszelkiej maści. Nie przesuszonymi, a takimi całkiem świeżymi. Każda ze ścian obstawiona kwiatami tak szczelnie, że wydaje ci się, że znalazłaś się w grocie zbudowanej z kwiatów. – wyjaśnił... niekoniecznie najlepiej jak potrafił, ale tak akurat by uniknąć odpłynięcia w zachwyty nad opisywanym miejscem. Same rzeczowe informacje.
– Ale to jednak całkiem ryzykowne, dawać ci właściwy sekret i liczyć, że go nie wydasz. – nie był przekonany do tej opcji i nie próbował się z tym kryć. Wręcz przeciwnie, na pokaz kręcił łbem na boki by podkreślić swoje wątpliwości, przeciągał słowa i wszystkie te bajery.
– Jakby potrzebowała w celach medycznych to by przyszła po pełną kurację, nie po samo zioło. – stwierdził, bardziej z odruchu sprzeczania się niż faktycznego przywiązania do tematu. – A poza tym jeszcze nie wiem. To byśmy ustalili mając tę wiedzę w garści, nie?
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Wyobrażenie sobie wnętrza legowiska dwunożnych nastręczało pewnych trudności – Nurt coś niecoś podejrzała przez sztywne tafle, niekiedy na tyle nisko osadzone (i z siedziskiem obok gratis), że ich istnienie musiało być motywowane zaproszeniem do zaglądania, ale ani nie pamiętała z tego zbyt wiele, ani nie napatrzyła się przesadnie, nie chcąc ryzykować zetknięcia z mieszkańcem gniazda. Skupiła się zatem na widoku zewnątrz; było to o tyle proste, że zewnątrz zwykle znajdowało się dużo roślin. Choć chyba nie do końca to Orion miał na myśli.
– Ooo – miauknęła w stronę wytworu swojego umysłu, nieco mniej do rozmówcy. – I one tak rosną?? W legowisku??? Jak?!
Dlaczego nigdy nie natknęła się na taki twór?? Gdzie sprawiedliwość na świecie?
– Tyle jest właśnie warte to twoje gadanie o przyjaźni! – obruszyła się. – Wiesz, co jest fundamentem przyjaźni?? Zaufanie!!
Dalsze ustalanie z wiedzą w garści jej się podobało, musiała przyznać. Co prawda równie ciekawa była dalszych losów informacji – i chciała znać odpowiedź już teraz – jednak bycie włączoną w akcję bardziej do niej przemawiało. Mogła pogodzić się z oczekiwaniem.
– Dobra. To kiedy przeprowadzasz eksperyment?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Są trzymane w wodzie, czasem w ziemi. Dwunogi mają takie, hm, pojemniki specjalne do tego. W sensie do trzymania wody, albo ziemi. Więc trzymają w nich roślinki i te są zadowolone ewidentnie, skoro rosną. – nie miał stuprocentowej pewności by tak to właśnie działało, jakby nie patrzeć, wspomnienia Nurt związane z osiedlem były świeższe niż jego własne. Pamiętał przede wszystkim emocje jakie wzbudzała w nim kwiaciarnia, nie dokładne mechanizmy jej funkcjonowania.
– Hm. A czy ty mi ufasz? – odbił piłeczkę w stronę rozmówczyni, zupełnie ignorując zarzuty skierowane pod jego adresem. Cały czas omawiali jedynie jego wkład w tę przyjaźń, niesprawiedliwe.
– Jak wrócę? Wiesz, już jedno, znane źródło kocimiętki jest z głowy. Pozostaje jedynie powęszyć po obozie i okolicy za kolejnymi. – zaczął się głośno zastanawiać. Co alternatywnie pozostawało? Odnieść tęczowe zawiniątko i wrócić do tematu za księżyc?
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Zmarszczyła nasadę nosa, rozmyślając nad usłyszanymi słowami.
– Dziwne – skwitowała ostatecznie. Dwunożni mieli we władaniu rozmaite nietypowe przedmioty, przy których pojemnik na rośliny brzmiał wiarygodnie, ale jakieś ziarenko niepewności, czy Orion nie wszedł płynnie w przekonywanie jej, że Cztery Dęby są iluzją, rozsiadło się wygodnie z tyłu popielatej głowy. – I czemu im to służy?? Zioła się suszy!
W innym przypadku, o innym miejscu czy czasie, rozgadywanie się o zaufaniu mogłoby być co najmniej krępujące. W obecnym toku rozmowy brzmiało jak dalsza część przepychanki, dlatego Nurt ze zniecierpliwieniem strzepnęła uchem.
– No jasne – odparła z mocą, całkiem zadowolona na myśl o zbiciu go z pantałyku. Nie żeby temat zamachu na Zgromadzeniu nie zdążył wyblaknąć i stracić na znaczeniu, ale okazja na zapędzenie Oriona w kozi róg nie zdarzała się często!! – Ja bym ci powiedziała sekret. Gdybym jakiś miała! A ty masz i co?? I co???
Potem wydała z siebie przeciągłe hmm.
– To kiedy powiesz mi o wynikach?? Nie widujemy się zbyt często! – Zdecydowanie lepiej, że nie planował działać sam; wszystko by ją ominęło! I nadal mogło, jeśli Roziskrzona Gwiazda podejmie zdecydowane kroki po zorientowaniu się, ile zostało (czy raczej – nie zostało) z jej zapasów.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wzruszył barkami. Nie wnikał nigdy do czego służyło to ludziom, liczyło się przede wszystkim jakie on miał z tego korzyści. A korzyści były przede wszystkim wizualne. I zapachowe. I spełniały też wyższe funkcje, znaczy spełniały chęć przebywania w otoczeniu ładnego.
– Kto ich tam wie. Oni zresztą często mają rzeczy bo mogą, a nie by czemukolwiek służyły. – odparł, bo brzydko było poprzestawać na niedbałym geście.
I faktycznie, natychmiastowa odpowiedź Nurt była... wystarczająco niespodziewana by błękitne oczy zaokrągliły się w zdumieniu. Przez krótki moment może nawet w podziwie, gdy zapomniał pełnego kontekstu rozmowy. Takie rzeczy mówić bez zastanowienia? Może było w tym widmo nienazwanej emocji, bo – takie rzeczy o nim? Niesamowita sprawa, nie sądził, że dożyje takiej chwili.
Całokształt nie był jednak taki pełny kwiatków, tęczy i motylków.
– Aha, a czemu to nie masz sekretów?? Może dlatego że nie potrafisz ich dochować, hm? – już pomijając, że każdy miał sekrety mniejsze i większe. Wchodzenie jednak w filozoficzne tony wyjątkowo nie było mu na łapę.
– Ciężko powiedzieć. Wiesz, ogólnie to najszybciej jak się da, ale co to znaczy w praktyce? Ciężko chyba bym przyszedł na granicę, gdy tylko zbiorę dowody i powiedział patrolowi, że mają ciebie pilnie zawołać, bo mam informacje, jeszcze się sami zainteresują.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Z rezygnacją pokręciła głową. Dwunożni. Nie nadążysz za nimi!
– Nie wykręcaj mi tu teraz myszy ogonem! – skarciła go z nieudawaną frustracją, skierowaną bardziej do wewnątrz niż na zewnątrz. Dzięki niezliczonym rozmowom z Orionem nauczyła się okazjonalnie wyłapywać zastawiane przez niego pułapki, ale impuls ze strony podświadomości nie zawsze wystarczał, by pohamować niezależny ciąg myśli prowadzący ją prościutko w sidła, gdy jej pyszczek sam rwał się do wypowiedzenia ich na głos. – Nie o tym teraz rozmawiamy!! Ufasz mi czy nie??
Bo teraz, po pierwszej fali nadmiernej pewności, jednak zaczynał na nią opadać cień dyskomfortu. Istniały teraz jedynie dwa rozwiązania – docisnąć go albo zgrabnie wyciszyć temat.
– Nie miałabym nic przeciwko, chociaż raz nie musiałabym latać w te chaszcze! – miauknęła. Wywołanie na granicę w tajemniczych motywach, ku zaciekawionym spojrzeniom Klanowiczów, budziło dreszczyk emocji, zakładając, że akurat nie miała niczego na sumieniu (a jako medyczka i porządna Gromiaczka oczywiście nie miała!). Rozumiała z kolei, iż być może nie byłaby to najwygodniejsza opcja dla jej towarzysza, dlatego dodała wyrozumiale: – Ale fakt, to trochę zbyt ryzykowne dla sprawy.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Uniósłby łapy w obronnym geście, gdyby tylko trochę dłużej pomieszkał między dwunogami i włączył jeszcze więcej kreskówkowych reakcji w swój repertuar, bez poszanowania sla kociej anatomii. A tak to pozostawało mu jedynie drgnięcie uszu w tył – gest nijak niesatysfakcjonujący.
Prychnął by ukryć własny dyskomfort i poklepał ją łapą po popielatym czole.
– Jak najbardziej. Durna jesteś jeśli chociaż przez chwilę myślałaś inaczej. – stwierdził lekko, jakby wcale nie musieli dopiero co wyduszać z niego tej informacji.
Całe szczęście jakiś rozsądek tlił się w Nurtowej głowie, więc nie upierała się przy bieganiu na granice i oficjalnych spotkaniach (teraz, nagle, spróbowałaby tylko). I bardzo fajnie, wolał już obchodzić dookoła tereny Rzeki niż spotkać z pręguską przy Czterech Dębach. Sama ta idea brzmiała nienaturalnie.
– No to dogadane. Do następnego, tutaj. – zadecydował i nim Nurt zdążyła ku wypomnieć brak konkretnego terminu, zawinął się w drogę. Po paru krokach przypomniał sobie o niezbyt schowanej kocimiętce, ale zawracanie od razu odpadało. Zamierzał przejść się po okolicy i po zniknięciu gościa, zająć ukrywaniem zawiniątka.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
W reakcji na poklepanie po czole rozłożyła uszy na boki i odwróciła wzrok niczym naburmuszone kocię.
– Masz szczęście – burknęła. Spróbowałby powiedzieć coś innego!! Musiałaby albo go znokautować i zwiać z miejsca zdarzenia, albo rzucić szybką wymówką, by się stąd ulotnić, i potem unikać Oriona przez najbliższe księżyce. A to byłoby niefortunne, skoro ledwo co na coś się umawiali!
A tymczasem proszę, to on zebrał się do odejścia jako pierwszy. Podwójne zwycięstwo na jej koncie oraz nie musiała martwić się przyszłym spotkaniem. Chyba. Jeszcze nie była pewna, jak długo zażenowanie własną osobą będzie się jej trzymać.
– Aha, do następnego!! – rzuciła mu na pożegnanie.
Nie oglądała się za siebie, tylko zajęczymi susami przemknęła przez krzewy i pobiegła w stronę Gromu.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Terminu żadnego nie mieli, więc czy oriental faktycznie spodziewał się, że spotka dzisiaj Nurt na miejscu? Niekoniecznie. Ale to nic nie szkodzi, bo w swoim niesamowicie zabieganym, zajętym i pełnym istotniejszych spraw życiu, zapominał o tym by uważnie przyglądać się zachowaniu Jaśniejącego z przeceny. Znaczy jasne, dalej miał nowe dowody w sprawie, ale bez żadnych, zbijających z łap rewelacji, które wymagały by popielata pręguska usłyszała o nich już wczoraj.
Nastawiał się więc głównie na porządki w zasuszonych kwiatach, sprawdzenie czy nikt tęczowego zawiniątka nie zwinął i może, przy odrobinie szczęścia, na spotkanie Nurt. Ostatnio się nie udało, dzisiaj by się już mogła zjawić, bo zaraz Orion będzie musiał zacząć jeszcze podejrzewać, że jej łapy urwało i stąd ograniczona liczba wycieczek.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nurt była nie mniej zalatana. I nawet było w tym stwierdzeniu coś więcej od pustego puszenia się ważnego kota na ważnym stanowisku, choć wyjątkowo wolałaby, żeby było inaczej. Wcale nie podobało jej się praktycznie dowodzenie lecznicą i obserwowanie, jak Truskawkowy Gąszcz, zgodnie z zapowiedzią nie decydująca się na emeryturę, staje się mniej aktywna (to nigdy dobry znak u starzejących się kotów, nie?). Nie lubiła tego mętliku w głowie spowodowanego wyborami, których na wielu płaszczyznach nie chciała dokonywać, i ciężaru myśli o czekającej na odpowiedź Gałązce. Mimo że wszystko było dobrze, czuła się jak w stadium poprzedzającym rozwinięcie się choroby. Dzisiaj to tylko nieokreślone dziwne uczucie w ciele, a jutro rano obudzi się ze spowodowanymi gorączką zawrotami głowy.
Potrzebowała ochłonąć i na chwilę wyrwać się z terenów Gromu (czy niedługo już nie będzie mogła sobie pozwolić nawet na to??). Widok rudawego futerka zaszytego w krzaczorach sprawił, że odetchnęła i przyspieszyła kroku.
– To na pewno nie ściema z tym Klanem Wichru?? Częściej widuję cię tutaj niż na granicach! – I na pewno brak bliskiego sąsiedztwa nie miał z tym faktem nic wspólnego. – Co tam? Masz informacje w wiesz której sprawie?
Przysiadła się do niego, niemal wchodząc mu w futro.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Może tu w grę wchodziła jakaś telepatia, że nieumówione spotkania tak często wychodziły.
– A jak często chodzisz na Wichrowe granice, hm? Na ten mały skrawek przy Czterech Dębach, to jest. – przechylił lekko łeb wraz z pytaniem. Czasem przecież i jemu wolno było odwoływać się do oczywistości. Nie każdy argument musiał być wyciągany z gwiazd. Szturchnął ją lekko barkiem na powitanie, gdy się przykleiła. – Żadnych zaskakujących nowych dowodów. Znaczy pobiliśmy rekord spóźnionej ceremonii, dwa księżyce poślizgu, cud że te kocięta się jeszcze mieściły w kociarni, ale poza tym nic bardziej zwracającego uwagę niż dotychczasowe akcje.
Niestety chęć postępów w ich niewinnym śledztwie nie szła w parze z chęcią spędzania czasu na obserwowaniu bardziej potarganego bliźniaka.
– A co u ciebie? – odbił pytanie w jej stronę, zupełnym przypadkiem ignorując, że sam nie odpowiedział na nie. Dla lepszych wyników dodał jeszcze. – I co tam u Askeladda?
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Wystarczająco – odparła równie wyniośle co niesprecyzowanie. Bo w końcu nie faktyczne niewidywanie go na granicach było sednem, a spotykanie daleko od Wichru! A skoro jej udawało się na niego trafiać z małym marginesem błędu, to jak to świadczyło o częstotliwości wypraw orientala na Łan Rzepaku?? No właśnie. Można zacząć kwestionować pewne rzeczy!
Wyprostowała się, kiedy usłyszała rzuconą w absurdalnej obojętności nowinę.
– ILE?! – rzuciła niedowierzająco. – Żartujesz chyba?? Kociaki wyszłyby z siebie, gdyby musiały tyle czekać!
Inna sprawa, jeśli Klan był przyzwyczajony do bycia wystawianym na test cierpliwości, no ale bez przesady! O ile przywódczyni nie leżała jak rozgnieciona żaba w lecznicy, raczej trudno byłoby usprawiedliwić zwłokę. Orion musiał zatajać przed nią jakieś fakty; może kociaki były tylko dwa i należały do wyjątkowo buntowniczych, więc odsiadywały karę??
Już otwierała pyszczek, by z niezadowoleniem wytknąć mu niepełną odpowiedź, jednak wtedy dotarło do niej pytanie o brata. W skonsternowaniu zmarszczyła czoło.
– Czemu u Askeladda? – miauknęła z zawahaniem. – Przecież nie ma go w okolicy od księżyców.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Lekko prychnął w rozbawieniu wywołanym jej odpowiedzią. I w podzięce za ten mały promyczek radości, odpuścił jej dalsze drążenie tematu. Może jeśli nagrodzi się takie reakcje kilka razy, Nurt zacznie podświadomie częściej do takich dążyć. To było warte wypróbowania.
– Cóż, najwyraźniej Wichrowe kocięta wiedzą, że cierpliwość jest jedną z cnót. – stwierdził z należytą powagą, nim błękitne oczy błysnęły w ożywieniu. – Albo, po prostu, kocięta Zajęczego wiedzą, że lepiej nie wychodzić z siebie, jeśli chcą uniknąć kazania od ojca.
Wbijanie szpileczek buremu orientalowi to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek.
Chociaż, trzeba było to przyznać, reakcja popielatej była dla Oriona równym zaskoczeniem co jego pytanie dla niej. Przechylił lekko głowę, kierując uszy do przodu, jak zaciekawiony pies. Nie odpowiedział od razu, dokonując szybkich kalkulacji czy winien był milczenie Askeladdowi, który najwyraźniej zrezygnował z odwiedzenia rodziny, czy jednak prawdę Nurt. Chociaż obliczenia te niewiele miały wspólności z lojalnością względem rudego, raczej skupiały się na tym czy to wiedza, czy niewiedza byłaby błogosławieństwem dla pręguski.
Cóż, teraz już jej podejrzliwość wezbrała i tak.
– W tym konkretnym miejscu nocował parę dni całkiem niedawno. Spodziewałbym się, że kolejnym etapem będą odwiedziny w Gromie, a przynajmniej na jego granicach.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Uśmiechnęła się kącikiem pyska, kiedy po lekkim prychnięciu nie pojawiła się żadna kontra.
A potem w rozbawieniu poruszyła wibrysami, aczkolwiek zaokrąglone oczka Nurtu zdradzały, że zdziwienie bynajmniej nie poszło precz... a może wręcz pogłębiało się z kolejnymi wypowiedzianymi przez Oriona słowami.
– Raaany. A myślałam, że Wichrzacy to miękkie kłaczki. Bez urazy. – Wystawiła koniuszek języka. Ta opinia nie spodobałaby się takiej jednej, z którą miała kiedyś sparing, ani pewnie patrolowi, który z ogromną powagą i ograniczonymi zasobami życzliwości odprowadzał Gromową Ekipę Sadzawkową na granicę z Ziemiami Niczyimi, ale po tym, czego nasłuchała się o tym Klanie, sterroryzowane kocięta brzmiały jak żart!
Za to nic żartobliwego – ani tym bardziej zabawnego – nie było w reakcji na pytanie o Askeladda... tuż po jego pytaniu o Askeladda... i kotka odkleiła się od jasnego futra i ciut zgarbiła, owijając łapy ogonem. Coś tu śmierdziało, a kilka uderzeń serca później wiedziała już co.
Jej brat był w okolicy. Był tutaj, u jakiegoś obcego typa, i przez myśl mu nie przeszło, że warto dać znak życia rodzonej siostrze. Tej samej, której obiecał odwiedziny! Tej, z którą miał utrzymywać kontakt!!! Z którą był na Osiedlu, dzielił sekret, i która robiła mu opatrunki, kiedy popękały mu łapy, oraz podawała zioła, gdy źle się czuł.
Ścisnęło ją w żołądku. Starała się nie pokazywać po sobie, jak dotknięta się poczuła, ale wyraz mordki miała co najmniej niewyraźny.
– Co to znaczy niedawno? – docisnęła. Kilka wschodów słońca to jeszcze nic wielkiego. Askeladd mógł zboczyć z trasy, mieć coś ważnego do załatwienia... Może zastanawiał się, jak uniknąć patrolów, a jakoś zwabić ją na granicę. To było możliwe, nie?