Logo Artemidy
Porzucone Gniazdo w Chaszczach
– O widzisz, nie byłaby taka głupia. Więc moja teoria jest jedynym logicznym wytłumaczeniem – podsumował. Jak dla niego sprawa zamknięta. Chociaż jeszcze ostatnia drobna kwestia. – Nie próbowała mi nawet wyrwać jednego kłaczka, bo to rozsądna owca była. Wiedziała, że prawdziwa sztuka należy do podziwiania, nie dotykania. A już na pewno nie do zabierania kawałeczka ze sobą. A ja po prostu skorzystałem z okazji.
Czy można było się łudzić, że to był typowy moment, w którym zaczynały się przepychanki? Chyba jedynie przy nieskończonym optymizmie, który pozwalał przymknąć oko na to, że oriental nie dorzucał nic nowego do dyskusji. Na to jak niedbały był, gdy zabierał głos – o ile sam sposób wypowiedzi nie odstawał, użyte słowa również nie powinny wzbudzać podejrzeń, ale sam przekaz? Sama treść?
Wątpliwe by nawet zsumowane zasoby optymizmu uczestników rozmowy tutaj starczyły.
– Jak to gdzie? Zawsze w tym samym miejscu, tu gdzie teraz – odparł lekko, z czymś co można było uznać za zalążek śmiechu, chociaż tuż pod skórą, tuż poza zasięgiem wzroku, oriental powoli kruszał i osypywał się. Co za słodkie, niespodziewane przypomnienie, że Nurt chciała żeby był pod łapą, ale nie korzystała, gdy spełniał to życzenie. Zależało jej na możliwości, nic ponad. Gdyby został na miejscu księżyce temu, też by nie przyszła do niego z rzeczywistym problemem – mógł się o to założyć. Przyjemnie by było uniknąć obecnego stanu między nimi, oczywiście, ale nie takim kosztem. – Hmm, z lebiodką by się coś znalazło, nawet i suszoną, ale... to raczej z kategorii tych rytuałów miłosnych – dodał jeszcze, darując sobie rozwijanie, bo spodziewał się reakcji od obojętnej do obrzydzonego skrzywienia. Może jaskółcze ziele byłoby w stanie bardziej zainteresować, jednak wspominanie o rytuałach pomagających przejrzeć na oczy wydawało się takie... nie na miejscu. I ten jeden raz zamierzał wziąć pod uwagę co wypadało.
– Och, bardzo subtelna. Nie wnikałem nigdy w szczegóły działania maści, ale skoro można używać suszonych liści to musi być odrobinę inny. W maseczkach jest istotny zmielony liść, oczywiście, ale im więcej wilgoci w tej papce zachowasz, tym lepiej. Bowiem maseczki nakładasz aby poczekać aż zaschną całkowicie na tobie. Aż będą się kruszyć i odpadać, wtedy się ich pozbywasz z sierści. Można wmieszać do nich odrobinę gliny jeśli znajdzie się taką szarawą. Porównaj sobie to teraz z maścią – polecił na zakończenie. Sama pewnie lepiej orientowała się w niuansach maści niż on. Ile razy mu się ta wiedza przydała? Niewystarczająco wiele by instruował medyczkę.
Warto podkreślić, że tylko jeden raz wziął pod uwagę co wypadało. Bo nawet na chwilę nie zastanowił się przed poproszeniem o to by Nurt go zabiła. Równowaga w przyrodzie – Nurt zatrzymała się przed odpowiedzią. Nagła otwartość wybiła ją z rytmu, a ukłucie satysfakcji samotnika zostało prędko przyćmione przez bliżej niekreśloną skruchę. Mimo wszystko, wolałby złapać popielatą by nie wywróciła się w tym tańcu, niż przyczyniać się do jej spotkania z podłogą.
Ale przecież oczekiwała szczerości, prawda?
– Och, Wicher czy nie, nie ma to znaczenia w moim przypadku. To, co jest łańcuchem, pod inną nazwą równie by ciążyło – westchnął dramatycznie. Ta część nie wymagała zastanowienia z jego strony. Zaś nad drugą stroną wypowiedzi, czymś co można by zinterpretować jako zaproszenie, nie pozwolił sobie się zastanawiać. A przynajmniej starał się nie pochylać nad tą myślą. Efekty były dalekie od zadowalających. – Żaden z przywódców by mi nie odmówił, o przyzwolenie Zmierzchającej Gwiazdy bym się nie obawiał. Raczej... hm, wolałbym się nie narażać tobie swoją obecnością – wyjaśnił, zajmując się gałązkami przed sobą, chociaż wzrok mu uciekał na popielatą. Potrzebował zobaczyć jej reakcję, przeanalizować, wyciągnąć wnioski. Potrzebował solidnych faktów, bo dzisiaj wszystko się mieszało. Błędne założenia z przeszłości, Brzozowa Kładka, myślenie życzeniowe, sentyment.
– Martwi i bezużyteczni. Och, nie da się z tym nie zgodzić, ale to aż prosi się o zapytanie – skąd tak niska opinia na temat Gwiezdnych, Gwiezdny Nurcie? – przechylił lekko łeb. Na jego bingo również nie było tej rozmowy, ale z nieco innej przyczyny. Otóż nie interesowały go gry z domu spokojnej starości. Za to krytyka, której się chwycił? Jak najbardziej.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Tylko jeśli logika i podziurawiony przez ślimaki liść nie różnią się od siebie tak bardzo – zgodziła się grzecznie. – Dobrze, że mieliśmy inne rzeczy do roboty, bo gdybyśmy zatrzymali się w miejscu na dłużej, mogłaby zechcieć skosztować tej twojej sztuki. A nie wiem, czy miałbyś wtedy o niej równie dobre zdanie.
Zacisnęła zęby, potraktowawszy kolejną odpowiedź Oriona jak subtelny atak; tak subtelny, że nie potrafiłaby tego wytłumaczyć, ale nie umniejszało to jej pewności w ocenie tego, że nim był. Jak gdyby oriental powziął sobie dzisiaj za cel sabotować każdą próbę wyciągnięcia do niego łapy. Tytanicznym wysiłkiem było z dwóch możliwości – wybuchnięcia albo rozpłakania się – nie wybrać żadnej. Bez sensu, bo skoro nie zależało jemu, dlaczego u niej miałoby być inaczej? Nadal, po tym wszystkim?
– Mhm, i już widzę, jak podzieliłbyś się wtedy swoimi tajemnicami! – wysiliła się, by jej słowa zabrzmiały na luźną zaczepkę, a nie oskarżenie. Na oskarżenia pokusiła się wcześniej, i jak na tym wyszła? On wcale nie chciał dźwigać ciężaru jej uczuć, zwłaszcza jeśli były plonem zasiewu z jego własnych łap. Nie zdziwiłaby się, jeśliby okazało się, że karał ją za zarzucenie go swoim cierpieniem, gdy jej zapchlonym obowiązkiem było przyjęcie go z powrotem z otwartymi ramionami. Szkoda, że jakoś nigdy wcześniej nie składał zażaleń, pielęgnując w niej głupie poczucie, że akceptował ją taką, jaka była. Skończyła się zabawa, kiedy jej złość przestała być śmiesznym wymachiwaniem łap w niebo, co? Przestało być fajnie w momencie wyjścia na jaw, że śmiała postawić go wyżej niż byle kolegę z widzenia, wobec którego nie ma się żadnych oczekiwań. Nie potrzebuje jej, skoro nie potrafi strzepać jego zachowania jak piasku z futra i ze wzruszeniem barków ruszyć dalej. Bo on by potrafił. – Hmm... Mogłabym zaoferować je pacjentom, zawsze coś. Tylko nie jestem pewna, czy to etyczne. Wiesz, wszystko zależy od działania rytuału. Z takimi rzeczami trzeba odpowiedzialnie.
W połowie słuchania wyjaśnień w temacie maść vs maseczka naszedł ją kolejny mały kryzys. Drobne załamanie spowodowane świadomością, jak dużo inaczej mogłoby wyglądać to spotkanie, a zamiast tego zachowywali się, jakby nie było pilniejszego tematu w świecie niż rytuały. Ten powrót do przeszłości zaczynał wychodzić jej bokiem; to, co chwilę temu było przyjemnym wspomnieniem, teraz gniło na oczach Nurtu. A ona mimo to godziła się grzebać w tym łapą.
– W maści wilgoć nie jest najistotniejsza. Reszta w sumie całkiem się zgadza. Dużo czekania, aż porządnie się wchłonie i zacznie robić swoje, potem można się tego pozbyć – podsumowała oczywistość, zacząwszy trącać rosnące naprzeciw, Gwiezdnym ducha winne ździebełko trawy. – Ale mokra paćka? Glina?? Jesteś pewny, że to przeżyjesz?
Wicher czy Grom, bez różnicy. Jedno i to samo. Jasne. Nie spodziewała się przecież niczego innego, racja?? Logicznie patrząc, niby jaką różnicę między tymi dwoma Klanami mogłyby dostrzec te lodowe oczy? Nie było żadnej.
– Aha, łańcuch, brzmi znajomo – mruknęła, powstrzymując westchnienie; nie dramatyczne jak u niektórych, raczej znużone. Chwilę później szare uszko drgnęło niepewnie, a wzrok kotki powędrował na skraj pola widzenia, gdzie Orion gmerał przy gałązkach. Żadna błyskotliwa odpowiedź nie przyszła jej do głowy; nic, co pozwoliłoby rozmowie gładko popłynąć dalej, zgrabnie wymijając wciąż wyrastające z ziemi górki. – Narażać?
Jedno, krótkie słowo, po wypowiedzeniu którego znów poczuła się odsłonięta, dlatego czym prędzej wróciła do zabawy trawką. Ona wolała nie widzieć jego reakcji.
Wiedziałbyś, gdybyś tu był, chciała powtórzyć po Nurcie z przeszłości, kiedy padło pytanie o jej opinię o Gwiezdnym Klanie. Pożałowała, że powiedziała za dużo i w ogóle wdepnęła w ten temat. Bez tego nie uświadomiłaby sobie boleśnie, że wcale nie chciała z nim o tym rozmawiać. Już nie.
Sama kopała pod sobą dołki, a później robiło jej się smutno. Super.
– Na dobrą wypadałoby sobie zapracować, nie?? – miauknęła dyplomatycznie.
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Nie mógłbym jej winić, z pewnością trudno jest się oprzeć temu dziełu – zbył temat ze wzruszeniem barkami. Po co Nurt go drążyła skoro tak nie w smak były jej te ich rozmowy? Mimo wszystko, nie była już małym kocięciem, musiała widzieć, że jej oczekiwania wykluczały się z powrotem do przeszłości.
– Wszystko zależy od tego jak byś podeszła do tematu – odparł zgodnie z prawdą. Jasne, teraz dużo łatwiej było dzielić się z Nurt informacjami o rytuałach. Nie stanowiły dla niego już żadnej wartości i skutecznie wypełniały ciszę w rozmowie. Równie dobrze mogli rozmawiać o pogodzie czy czymś równie porywającym, ale tu chociaż można było udawać, że ta kwestia interesowała obie strony. – Nie, raczej manipulowanie uczuciami innego kota jest dalekie od etycznego. Znaczy się, przepraszam, lekkie naprowadzanie ich na właściwe tory. Delikatne popchnięcie ich w odpowiednim kierunku. I tak dalej. Ale w gruncie rzeczy, najogólniej, rytuał służy temu by zainteresować sobą konkretnego kota. Nie można go wykonać w czymś imieniu, więc tym bardziej nie wiem czy byłoby to etyczne. Powiesz jednemu pacjentowi, on powie swojemu bratu i pójdzie lawinowo.
Takie rozmowy nigdy nie stanowiły dla niego problemu, mógł nawet uczestniczyć w nich zaledwie jedną łapą i wciąż odpowiadać składnymi zdaniami. Dzisiaj każdy przedłużający się temat męczył. Skinął głową na podsumowanie różnic między maścią, a maseczką.
– Oczywiście – prychnął krótko nosem. Nie było w tym oburzenia, jedynie pewność co do swojego nastawienia. Uzasadniona, zresztą. – Dla lśniącej sierści niejedną paćkę z gliną zniosłem. Cierpienie dla wznioślejszego celu i tak dalej, prędzej martwiłbym się o ciebie, czy wysiedzisz w miejscu aż do wyschnięcia – odbił wątpliwości w stronę popielatej. Chociaż czy faktycznie mógł jej zarzucić, że będzie się wiercić? Od kiedy przyszła, z grubsza siedziała nieruchomo w jednym miejscu. Może z obecną, grubą warstwą dyskomfortu bez trudu poradziłaby sobie z tym zadaniem. Brzmiało prawdopodobnie.
– Brzmi? – pociągnął za słowo, licząc (łudząc się) że wysypią się za nim kolejne. Nie przypominał sobie by z nią rozmawiał o łańcuchu, z pewnością nie na tyle często by mogła być już zmęczona jego podejściem. Ale może nawet dwukrotne wspomnienie było przesadą z perspektywy Gromiaczki. Gromiaczki, która nie dała mu konkretów poza wylewającym się dyskomfortem. – Mhm – potwierdził krótko, na moment odklejając się od gałązek i pozwalając sobie na przesadną gestykulację, która z pewnością nie miała odwrócić uwagi od czegoś. – Wiesz, jakbym dołączył to chcąc nie chcąc, widywałabyś mnie czasem w obozie. Pewnie częściej niż sobie życzysz, więc nie oszukujmy się, z pewnością lepiej śpisz mając pełną kontrolę nad tym czy danego dnia się spotkamy. – Znów zajął łapy gałązkami, a ogon położył płasko na ziemi. Czy wyraził się wystarczająco klarownie, czy zostawił Nurt przestrzeń na własną interpretację? Odetchnął niemal niezauważalnie i dodał bezbarwnie. – Po prostu. Nie chcesz mnie w Gromie. Więc nie oferuj dołączenia, jeśli potem ma ciebie krzywdzić moja obecność. Poradzę sobie sam.
Nie musiała się poświęcać, nie musiała być męczennikiem, bo tak byłoby uprzejmiej czy cokolwiek. W takim układzie obie strony jedynie traciły, więc... po co? Nawet na otwartej przestrzeni ich spotkanie było dalekie od idealnego, w zamkniętej przestrzeni obozu zaraz postronne koty udusiłyby się od dyskomfortu, który tutaj wiatr rozwiewał na cały Kłujący Gąszcz.
Ta, iskierka normalności już zgasła. Zawiesił na moment spojrzenie na Nurt, czekając na ewentualne rozwinięcie wymijającej odpowiedzi. Ale jeśli się nie doczekał, nie pozwolił ciszy zagościć na zbyt długo.
– Niektórzy tak powiedzą – zgodził się neutralnie i spojrzał w stronę przyniesionej gwiazdnicy. – Mogę czy masz dla niej jednak inne plany?
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ta odpowiedź wybiła ją z rytmu. Dużo bardziej w stylu Oriona byłoby zabranie ich na przechadzkę meandrami filozofii i etyki, po zawiłościach, od których dostałaby mętliku. Chyba w dniu, w którym wszystko stało na głowie, nagły skręt w kolejną obcą ścieżkę nie powinien zaskoczyć, a mimo to udało mu się wytrącić ją z tej namiastki równowagi, jaką udało im się tutaj stworzyć.
– I tragedia gotowa – przyznała mrukliwie, jak za strzepnięciem ucha wyzbyta sił i chęci, by pielęgnować tę wydmuszkę udającą normalną rozmowę. Załapała przekaz, koniec pajacowania. Szkoda, że kładła w nim resztki nadziei, że jakoś to będzie.
Podobnie widziała już nadchodzący koniec kolejnego tematu; może nie najbardziej angażującego pod słońcem, ale przynajmniej relatywnie... bezpiecznego.
– Masz wątpliwości?? Rozmawiasz z prawdziwym weteranem wszelkich zabiegów. To, że ten nie jest medyczny, niczego nie zmienia. – Czuła, jakby nie tyle odgrywała rolę, co beznamiętnie odczytywała gotowy scenariusz. Mało wiarygodne wykonanie, jak to nierzadko bywa w przypadku kogoś, kto stracił serce do swojego zadania.
W milczeniu wzruszyła barkami.
– Klany są nie dla ciebie, nie? Z Wichrem miałeś ważny powód – uzupełniła tonem faktu; tonem kota, który nie miał w omawianym temacie większych odczuć i akceptował realny stan rzeczy. Czy obeszłoby go choć odrobinę, gdyby dowiedział się, że jego słowa ją zabolały? Tylko właściwie co w nich złego, skoro wyrażały prawdę? Nie mogła mieć pretensji, że przebywanie z nią w jednym Obozie byłoby dla niego ciężarem. Nie jego wina. I nawet lepiej, że nie udawał. Przynajmniej nie dało się zarzucić mu fałszu.
Wolała nie patrzeć, jednak żywa gestykulacja na powrót pochwyciła jej spojrzenie – dosyć ukradkowe, lecz obecne, gdy role się odwróciły i to Orion przeszedł do rozwijania swojej myśli.
Zielone oczy rozwierały się powoli, a im większe się stawały, tym mocniej zmniejszała się ostrość ich spojrzenia, niknąc za warstewką wilgoci. Zamrugała szybko, odtąd śledząc wzrokiem, dla zróżnicowania doświadczeń, puchate obłoki sunące po niebie. Odchrząknęła, nim się odezwała.
– Byłoby miło, gdybyś był. Chętnie podzielę się kontrolą nad tym, kiedy się widzimy. Niesprawiedliwie, żebym tylko ja miała decydować. Może czasem ciekawisz się, co u mnie, i co?? Zamiast sterczeć na granicy, mógłbyś po prostu zrobić kilka kroków do lecznicy. – Może i brzmiało jak żart, ale nie do końca nim było. A sądząc po ponurym tonie, w jakim wybrzmiało – nie było nim wcale. Przyjrzyjmy się obecnej sytuacji: Orionowi daleko mu było do ucieszonego, że do niego przyszła. Nawet jeśli nie powiedział tego otwarcie, nie musiał. Gdyby dzielili ze sobą Obóz, nie byłaby zmuszona mu się narzucać. Nie wchodziłaby mu nieproszona do legowiska. A jej... może wystarczyłaby jego obecność gdzieś tam. Blisko i daleko jednocześnie. Bo pewnie na tym by się to skończyło. I tak lepiej niż teraz, kiedy był po prostu daleko. – Nie oferowałabym, gdyby było inaczej.
Tym razem do rozbudowania odpowiedzi nie doszło. Gwiazdy jej świadkiem, nie chciała pozwolić kolejnemu tematowi umrzeć, zbliżając ich do nieuchronnego momentu ciszy absolutnej, ale też... nie potrafiła utrzymać go przy życiu. Nie w sposób, od którego nie zrobiłoby jej się gorzej.
– Proszę bardzo. Jest dla ciebie – przypomniała. To jedno się nie zmieniło.
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och, jakże by było prościej, gdyby Orion miał określoną strategię i widział sens w trzymaniu się jej. Gdyby na krok w przód nie przypadały dwa kroki w tył. Gdyby po kolejnym kroku w przód nie przychodziła pora na piruet, krok w dowolną stronę i niespodziewaną zmianę taktu. Nigdy nie miał problemu ze złapaniem rytmu. A dzisiaj nie miał pojęcia co następnie zagrają w fosie orkiestrowej; nie widział dyrygenta, może po prostu go tu nie było.
Mógł co najwyżej skupić się na Nurt – a ta była równie zmotywowana do przedstawienia co kartonowe drzewo. Sam nie był na siłach by pociągnąć całe wydarzenie na własnych barkach. Czy nie rozsądniej byłoby dać sygnał do opuszczenia kurtyny?
– Cóż, nie nazwałbym tego wątpliwościami. Jedynie podejrzewam, że nawet weteran musi wierzyć w zabieg. Nie w to czy działa, a że jest istotny. Więc pozostaje się jedynie przekonać, prawda? – Ta nowo nabyta alergia na podejmowanie decyzji była męcząca. Szczególnie, że nie czuł by popielata doceniała stawiane przed nią możliwości wyboru. I jak się nad tym zastanowić, nie dziwiło go to aż tak – kilka, kilkanaście, księżyców temu miałby teorię, że nie doceniała, bo odbierała to jako bierność, obojętność. Ale dzisiaj nie mógł zakładać, że zna ją wystarczająco by czytać między wierszami. Powinien poczekać aż Nurt coś powie wprost.
Chyba.
Czuł się jakby najprostsze rozwiązanie problemu zdawało się być na wyciągnięcie łapy, choć w rzeczywistości odgradzała je szklana ściana. Trudno jedynie określić, które z nich tam ją postawiło.
– Wtedy to był raczej istotny kaprys – przyznał z lekkim ociąganiem. Zawieszony między drobnym sprostowaniem, a niemieszaniem jeszcze bardziej. Mimo że zdążył już podjąć decyzję. – Spodziewałem raczej, że po kilku księżycach uznam było miło, ale dosyć tej zabawy i znajdę się znów po właściwej stronie granic. To by było bardziej w moim stylu, nieprawdaż? – W którym momencie kaprys zmienił się w powód? W którym momencie oriental rzeczywiście zaczął wierzyć, że te wszystkie niedogodności i kłucie w klatce piersiowej były tego warte? Czy kiedykolwiek w to wierzył? Czy po prostu zostawał, mimo świadomości, że każdego dnia więcej tracił niż zyskiwał? Czy chociaż jeden kot, mając wszystkie fakty, byłby w stanie go zrozumieć? Tak faktycznie zrozumieć? Chyba jedynie Trufla.
Może dlatego żadnymi z tych rozważań nie podzielił się teraz z Nurt. Może jedyne co by z tego wyciągnęła to wpływ tej decyzji na nią. I nie miałby jej tego za złe, rozumiał przecież swoją rolę. Ale nie był też w nastroju na obrywanie zgniłymi pomidorami. A i tak już to ryzykował, nazywając dołączenie do klanu po imieniu – kaprysem.
Zastrzygł uszami na pierwsze słowa po krótkiej ciszy. I jeśli były motywowane jedynie grzecznością – za późno. Nadzieja była jak najbardziej zajadły chwast, który potrzebował tyle co pies napłakał do wypuszczenia korzeni i cudu do skutecznego usunięcia. Obrzydliwe jak niewiele starczyło by zagrozić starannie pielęgnowanemu przekonaniu o swojej faktycznej roli. Cztery okruchy i trzy łzy, które nawet nie dosięgnęły gleby? Trzy niepewne łzy – może były jedynie myśleniem życzeniowym orientala, a lśniące zielone oczy po prostu, zupełnym zbiegiem okoliczności, zobaczyły coś niesamowitego na niebie.
Może gwiazdy uprzejmie odwrócą wzrok, gdy ich dziecko będzie z wdzięcznością łapać w połowie obgryzioną kość.
– Chyba już się przyzwyczaiłem do tej niesprawiedliwości, wiesz? Jakby nie było, tak to działało od początku – zauważył z widmem wątłego uśmiechu. – Dawało się to jakoś obejść, udawanie ciężko rannego i te sprawy. Kilka razy rozważałem wejście na tereny i znalezienie obozu, ale na szczęście tak drastyczne kroki nie były potrzebne. Prawie. – Była różnica między tym, że jakoś ułożyło się bez włamania się do Gromu, a tym że nie było takiej potrzeby. Ale mniejsza z tym, na potrzeby tej rozmowy mógł założyć, że na jedno wychodziło. Przechodząc do kolejnej kwestii, wziął na siebie zadbanie o weselszy ton. Jeśli faktycznie byłoby miło i żadna ze stron nie miała pazurów przystawionych do gardła, powinni przecież i dla postronnych słuchaczy brzmieć jakby tego chcieli, prawda? – Ale skoro nie oferowałabyś, gdyby nie byłoby miło to może jest coś do rozważenia, hm? Pół życia na łańcuchu, więc powinienem być w stanie się przyzwyczaić. Dla ciebie. Poza tym jesteś na tyle wysoko postawiona, że załatwiłabyś mi dłuższy kawałek, co? Taki wystarczająco długi żeby nikt się nie burzył, że potrzebuję pooddychać powietrzem spoza klanem? Powinno być bez zastrzeżeń wtedy. Wilk syty i owca cała, coś w ten deseń. Czy jest jakaś przeszkoda, którą pominąłem? – zastanowił się na głos, chociaż przede wszystkim szukał potwierdzenia, że faktycznie dalej było to w porządku. Że nawet jeśli nie wróci dzisiaj z Nurt do Gromowego obozu, to przynajmniej samo rozważanie detali dla takiego scenariusza nie będzie powodować u niej widocznych obrażeń psychicznych.
Gwiazdnica jednak wciąż była prezentem, nie zakładnikiem. A jednak, gdy oriental po nią podszedł, czuł się jakby druga opcja była bliższa prawdzie. Rzucił krótkimi podziękowaniami, gdy ją przejmował i wrócił na swoje poprzednie miejsce, by w uporządkowane gałązki powpychać teraz drobne, białe kwiatki.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Właśnie. Przekonasz się – rzuciła odrobinę hardziej, niezupełnie bez przyczyny. Może tak tylko sobie gadali, żeby czymś wypełnić niezręczną przestrzeń między nimi, ale jeśli istniała możliwość, że ta głupia gadka zapewni im kolejne spotkanie w przyszłości, niechby na rytuał poprawienia kondycji futra... Nurt nie zamierzała rezygnować z niej lekko. Jej godność mogła się z tym nie zgadzać, jednak nie miała tu wiele do powiedzenia; było w popielatej coś z desperata, który nie potrafił pogodzić się z napływającymi sygnałami, że nie było tu czego ratować, a rozejście się raz na dobre być może oszczędziłoby im tylko dalszej przykrości.
Zmarszczyła nasadę nosa, słysząc korektę ze strony Oriona. Kaprys – niech będzie, skoro trzymało się go zamiłowanie do szczególików. Ale na lakonicznym sprostowaniu się nie skończyło i gromiaczka zaraz nadstawiła uszu.
– Byłoby – przyznała szczerze. – Na początku to w ogóle nie wierzyłam, że ty tak na serio. Kiedy kaprys wymknął się spod kontroli, co?? – zaryzykowała pytanie. Dosyć ogólne, pozwalające bez trudu odpowiedzieć na nie wymijająco i zarazem udawać precyzję. Nawet nie będzie się czepiała. Przywykła, że dostęp do jego wnętrza miała powierzchowny, a umówmy się, dzisiaj nastrój nadawał się do wielu rzeczy, przy czym żadną z nich nie było otwieranie się.
Nie zdziwiło jej, gdy powiedział, że w zasadzie przywykł do ich rzadkich spotkań, do których dochodziło najczęściej wtedy, kiedy udało jej się złapać go w gnieździe. Wbrew obecnie panującej narracji, mógł przecież do woli manipulować swoją dostępnością; nie miała w zwyczaju nachodzić go na granicach Klanu Wichru, wychodząc z założenia, że tylko niepotrzebnie zrobiłaby mu koło pióra. Wątpiła, by narzekał na taki stan rzeczy.
Ale mimo, że pierwsze kilka słów kocura zasiało drobną goryczkę na jej języku, zaraz przekonała się, że chyba nie taki był ich cel.
Równie prędko, co ukradkowo przetarła łapą oczy, i podczas gdy on mówił dalej, nieznacznie zmieniła pozycję, siadając bardziej na wprost niego.
– Jeśli przez jakoś chcesz powiedzieć przyprawiając mnie o zawał to rzeczywiście, dawało się obejść!! – miauknęła z udawanym wzburzeniem, po czym przybrała zamyślony wyraz pyska. – Nooo, myślę że dałoby się załatwić. Tobie też należy się coś od życia, nie? Obie strony powinny być zadowolone. Może nawet znalazłby się dla ciebie kąt w lecznicy? Żebyś nie musiał uciekać od klanowego ścisku. I na zapachy chyba nie miałbyś co narzekać. Jesteś przyzwyczajony – zauważyła, gdy zabierał jej spod łap gwiazdnicę. – Tak to raczej nie widzę przeszkód? Wytrzymałeś w Wichrze, chrzest bojowy masz za sobą.
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie chciał dzielić się tymi rozważaniami z Nurt sam z siebie, nie chciał także, gdy został bezpośrednio spytany. Jej pytanie zostawiało niewiele przestrzeni na prześlizgnięcie się obok tak by się nie sparzyć. Szczególnie jeśli nie chciał by odniosła wrażenie, że ją zbywał.
– Nie ma na to prostej odpowiedzi – przyznał na wstępie. W ruchu kościstych barków był cień rezygnacji. – Ten kaprys, skubany, udawał taki grzeczny, ułożony, zupełnie pod kontrolą. Ale starczyło, że odwróciłem się na moment i ot, rewolucja, a luźne pożegnanie i odejście w dowolnej chwili przestało być opcją – przedstawił obrazowy zarys na wstępie. – Nie mam pojęcia kiedy i jak się wymknął. Pewnego dnia pojawiła się świadomość, taka z poślizgiem, że och, to jednak jest poważniejsze. Hm, wiesz, wyobraź sobie, że wchodzisz do jeziora, którego głębokość się zwiększa bardzo powoli. Idziesz przed siebie i wydaje ci się, że jesteś blisko brzegu, bo woda nie sięga ci nawet do brzucha, ale gdy się odwrócisz to okazuje się, że jesteś już kilka solidnych lisich długości od lądu. Nie było czegoś takiego, że robisz dwa kroki i jesteś po szyję w wodzie. Rozumiesz? Nie potrafię określić kiedy się aż tak oddaliłem od brzegu i jak do tego doszło – zakończył, zerkając kontrolnie na popielatą. Czy to ją w jakikolwiek sposób satysfakcjonowało, czy czuła się spławiona?
Pozwolił sobie odetchnąć z rozbawieniem, gdy wspomniała o zawale. Uwolnił barki od części ciężaru, ppd którym pękały.
– Mówisz, że nie jestem warty malutkiego zawału? – odbił z lustrzanym oburzeniem i łapą przyłożoną do serca. Poniekąd odruch bezwarunkowy, księżyce podobnych rozmów, coś co przychodziło naturalnie. Dzisiaj było w tym także ryzyko, bo każde zwątpienie mogło go przebić jak strzała. Cóż. To dobrze, że lubił balansować na granicy śmierci, czyż nie? – Uwierz mi, zapachy nie są żadnym problemem. Przynajmniej faktycznie, całkiem szczerze, można je nazywać zapachami. A nie jedynie z uprzejmości. Chociaż co do chrztu bojowego w Wichrze to hmm... wiesz, że nigdy nie spałem ani u terminatorów, ani wojowników? – zaoferował skrawek swojej historii w zamian za zaproszenie do lecznicy, nie tylko do klanu.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie poczuła się spławiona. Po prawdzie nie spodziewała się usłyszeć niczego więcej ponad zaoferowany jej wstęp, więc kiedy Orion rozwinął odpowiedź, to już wywarło na niej wrażenie. Wrażenie w pierwszej chwili przyprawiające o szybsze bicie serca, bo co zrobiłaby, gdyby nagle zaczął odpowiadać rzeczowo i bez owijania w mech? Jasne, zaspokoiłaby ciekawość, ale nie na tym jej zależało, a to nie był on. Z ulgą odnotowała, że słońce nie zaczęło nagle biec w przeciwnym kierunku; porządek świata, choć nieco zachwiany, jeszcze nie oddał się w pełni chaosowi.
– Całe szczęście, że nie utonąłeś – podsunęła niepewnie, próbując dostosować się do zaoferowanego porównania. – Były chociaż jakieś kamienie w tej wodzie?? Na których dałoby się przysiąść i odpocząć, kiedy zabolą plecy? Chyba trochę niewygodnie tak ciągle stać.
Ona takowym kamieniem definitywnie nie była. Świt prawdopodobnie też nie, Orion raczej nie pozwoliłby jej zaopiekować się nim. Ale co ona tak naprawdę wiedziała o jego relacjach? Szczególnie po tym, jak zmył się z powierzchni świata? Może pławił się w tym swoim jeziorze w najlepsze, nie potrzebując niczego innego, dopóki nie wyschło, a potem... No właśnie, tu pojawiała się ta najbardziej zagadkowa kwestia. Co było potem?
Zmrużyła oczy, a moment później westchnęła teatralnie, imitując matkę mającą do czynienia z psotliwym kocięciem, które właśnie usiłuje przekonać ją do nowego genialnego pomysłu.
– Jesteś, ale na pewno nie życzysz sobie u mnie takich przykrych dolegliwości! – wyjaśniła uprzejmie. – Nie?? To gdzie spałeś, przecież chyba nie tu! Zabrałeś legowisko Roziskrzonej Gwieździe?
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Posłał jej drobny uśmiech w niemej zachęcie. Pokonała pierwszy krok przez metaforę, więc drugi powinien przyjść jej łatwiej. Chociaż uniósł w zdziwieniu brew na przyniesione przez popielatą kamienie, niepewny ich przeznaczenia w tym jeziorze. A może wiedział co miały symbolizować, jedynie odmawiał zastanowienia się nad tym czy mógł się o kogoś oprzeć. Czy potrzebował.
– Stać niewygodnie, to prawda. Ale iść? W ciągłym ruchu plecy czy łapy nie doskwierają aż tak. Czasem zatrzymasz się, bo niedaleko pluśnie wyjątkowo ciekawa rybka, albo wyląduje ci na ogonie intensywnie niebieska ważka. Ale to wszystko ciekawość, nie konieczność odpoczynku – odpowiedział, delikatnie zawijając ogon. – To trwało księżycami, ale zdawało się być kilkoma uderzeniami serca, trudno uświadomić sobie zmęczenie w takiej sytuacji – przypomniał delikatnie jedno z założeń ich metafory. Nie był kotem skazanym na wieczny marsz za linię oddalającego się horyzontu, by przysiadanie na kamieniach było uzasadnione.
Powstrzymał oddech ulgi wzbierający się w odpowiedzi na "zmęczoną" reakcję Nurt. Uniósł ogon jak wiewiórka i strzepnął zamaszyście końcówką, by odwrócić uwagę od niemalże świstu, z którym wypuścił powietrze z płuc.
– Och, oczywiście, że wolałbym uniknąć u ciebie takich dolegliwości. Ale przyciśnięty sytuacją... – nie dokończył zdania, uznając to za dobry moment na zawieszenie dalszej dyskusji. Ganianie własnych ogonów było zabawne, jednak nie byli jeszcze tutaj. – Nie no, co ty, nie mógłbym zabrać legowiska przywódcy, bo biedny Korzeń nie miałby gdzie spać, nie zrobiłbym mu tego – zacmokał, kręcąc głową. – Spałem w obozie. W dowolnym miejscu, które akurat sprawiało miłe wrażenie. Gałąź, z której Iskra zwoływał ceremonie była nad wyraz wygodna, a nie sprawiała takiego wrażenia. Ale wracając. Spałem to tu, to tam, aż przyszła Pora Nagich Drzew i żartobliwe sugestie Ciepłej Mżawki zmieniły się w naleganie żebym nie wymyślał, tylko zamieszkał z nią w Skręconym Pniu, jest tu wystarczająco dużo miejsca, bo Wicher ma alergię na przechodzenie do starszyzny. Po jej śmierci zostałem tam, jako jedyny mieszkaniec legowiska i faktycznie nie żartowała z tą alergią. Minął grubo ponad obieg pór zanim Nietoperzowa się wprowadziła? Och, strasznie trudna z niej była współlokatorka. Ale akurat, zanim ona przeprowadziła się na Srebrną Skórkę, ja odszedłem w stronę zachodzącego słońca. Więc mam nadzieję, że nie tęskniła za bardzo, tylko wreszcie faktycznie wypoczęła.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jedna z jej hipotez się potwierdziła i Nurt znów poczuła ukłucie przykrości, że nie została dopuszczona do tego jeziora. Nie mogła go zobaczyć ani nawet posłuchać na bieżąco o tych pluskających rybach i ważkach. Dowiadywała się o nim dopiero, gdy stało się wspomnieniem, i to raczej takim z rodzaju strzeżonych niczym skarb, którym nie dzieli się przecież z byle kim. Nadal szczerze obchodziło ją, co było dalej, czy brak kamieni finalnie nie odbił się Orionowi czkawką, ale to chyba też nie była jej sprawa. Na pewno nie była.
– Brzmi miło – skomentowała więc. – Nawet jeśli wiązało się z zasiedzeniem w Klanie, to chyba warto? No i racja, w Gromie nie ma co oczekiwać takich doświadczeń. U nas to wiesz. Suche piaski. Prędzej Rzeka, ale to nadal nie to.
Czy to był temat pozwalający na odrobinę żartu w dobrych intencjach? Miała nadzieję, że tak. Skoro nie wypadało zapuszczać się zbyt głęboko, nie zostawiało jej to ze zbyt wieloma opcjami.
Lekko przechyliła łeb w bok, słysząc o Korzeniu w legowisku przywódcy, a zdumienie jedynie urosło, kiedy oriental przyznał się do spania u starszyzny. Nie do pomyślenia w jej własnym Klanie; jasne, za dzieciaka wraz z rodzeństwem okupowała Jaskinię Żubrzej Gwiazdy, ale przecież po ceremonii wszyscy grzecznie wynieśli się do swoich miejsc! Pamiętała to wyraźnie, jako że rozłąka nie przyszła jej lekko.
– Chyba tylko ty mógłbyś wpaść na taki pomysł. No dobra, zaakceptować taki pomysł – stwierdziła, kręcąc głową na boki. Wątły uśmiech na mordce niweczył wszelkie pozory zniesmaczenia. – Ten to zawsze się ustawi! A co było z Nietoperzową? Zbolałe stawy i wiecznie nieidealne legowisko, czy nie podobało jej się dzielenie przestrzeni ze współlokatorem?
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z jednej strony doceniał możliwość poruszania się między metaforami w trakcie tej rozmowy, z drugiej jednak nie potrafił wyzbyć się wrażenia, że się rozmijali w jakiś sposób. Może to za sprawą żartu, który z pozoru pasował do tematu, ale po bardziej wnikliwych oględzinach okazywał się odstawać od reszty rozmowy. Może to dysonans między dialogiem, a popielatą postacią naprzeciwko. Jasne, mógł się mylić co do niej w sprawach bezpośrednio związanych z nim, jednak jakie były szanse, że i w tym zakresie był daleki od od prawdy?
Skrzywił się lekko.
– Wiesz, zaczynam podejrzewać, że mamy różne definicje miłego – zasugerował z wargami wygiętymi w rozbawieniu. Odrobinę wymuszonym, ale to nic. – Albo łatwo zapomnieć, że te wszystkie błyszczące łuski i kolorowe skrzydełka jedynie odwracały uwagę od tego jak bardzo oddalałem się od brzegu. A wiesz, mimo wszystko nie jestem największym fanem wody. – Powinien się zamknąć. Żadne z tych słów nie powinno paść, dla obu stron zapewne byłoby dużo bardziej komfortowe, gdyby pokiwał głową i zapewnił jak to wszystko było warte towarzyszących ograniczeń. Jakby skupił się na podsuniętym żarcie, chociaż na to akurat mogło jeszcze nie być za późno. – Więc wiesz, może te wasze suche piaski nie byłyby gorszym doświadczeniem. Szczególnie jeśli macie jakąś tajną metodę na pozbywanie się ziarenek z sierści.
Dlaczego każdy krok w przód kosztował dwa kroki w tył?
Uniósł dumnie głowę, jakby właśnie usłyszał słowa podziwu dla swojej zmyślności. Chociaż efekt byłby lepszy, gdyby zniesmaczenie stabilniej utrzymywało się na szarej mordce. Byłoby bezpieczniej.
– Och, druga opcja, zdecydowanie. Ale możliwe, że by zdzierżyła współlokatora, który nie byłby mną. Nigdy nie rozmawialiśmy, ale widziałem jak na mnie patrzyła od pogrzebu swojej matki. Trawiastej Polany. Nie Ciepłej Mżawki, dla ścisłości. Więc miała ze mną jakiś problem, ale nigdy nie zdecydowała się powiedzieć jaki konkretnie. W Skręconym Pniu przede wszystkim miała problem z tym, że zasady i tradycja. Ale nie zdecydowała się iść na skargę do Roziskrzonej Gwiazdy, więc później problemem był wystrój wnętrza, zbyt kolorowy jak dla niej. Za mało mówiący jesteśmy dzikimi kotami w lesie, życie jest trudne, a natura bezlitosna. Chociaż, szczerze mówiąc, nie rozumiem po co jej przypomnienie o tym nawet we własnym legowisku – zakończył opowieść niemal równocześnie z wplataniem ostatniej gwiazdnicy.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I kolejny ślepy strzał. Ilekroć wydawało jej się, że odnajdowała drogę wśród labiryntu korytarzy, okazywało się, że guzik rozumiała, nic nie ułatwiała ani nie zbliżała się do żadnego milszego miejsca. Tak jakby została skazana na zapętlenie w dyskomforcie, przykrości i dezorientacji. Czy to dlatego, że od ostatniej rozmowy stracili wspólny język? I nie potrafili już porozumiewać się ze sobą inaczej, niż jak kot z psem?
Nurt była zmęczona, ale nadal nie w pełni wyssana z motywacji. Zajrzy w kolejne wnęki, poszuka jeszcze trochę.
– Daleko od brzegu, za to nadal bezpiecznie? – Ostrożne stwierdzenie zakończone znakiem zapytania. – Bez gwałtownych spadków i dzikich fal. Z miłymi widokami i w ogóle. A nigdy nie sprawiałeś wrażenia kota, który miałby coś przeciwko zanurzeniu się w nieznane wody tylko dlatego, że było nieplanowane! To co? Nadal uważasz, że chodzi o definicję? To nie jest miłe?
Czego tutaj nie widziała? Starała się mieć uszy szeroko otwarte, wzrok wyostrzony, a wszelką emocjonalną ocenę chwilowo odstawić na bok i podejść do tematu z otwartym umysłem. I dla niej obraz był klarownie czysty. Była nawet gotowa cieszyć się tym domniemanym szczęściem kocura, jeśli nie ze względu na siebie, to przynajmniej ze względu na Oriona; trochę z opóźnieniem, ale przecież tylko dlatego, że wcześniej nie wiedziała, że było czym. A jednak nieokreślone coś miało burzyć tę idyllę. Coś, co bruździło już samą przeprawę przez jezioro, a nie ją wieńczyło. Co takiego? Nie rozumiała.
– Jeśli będziesz chciał się przekonać, to wiesz – podsunęła jeszcze. – Tylko niektóre ziarenka nie dadzą się łatwo pozbyć. Tak już mają. Lojalnie uprzedzam. Straszne uparciuchy.
Pokręciła głową z niedowierzaniem.
– Takie uprzedzenia? Wobec ciebie?? Bezdusznie – westchnęła. – Powinnam spytać o pogrzeb Trawiastej Polany??
Co mógł nawywijać, co spowodowałoby utrzymującą się do końca życia niechęć w starszej kotce? Spodziewała się samych absurdalnych możliwości.
– Mhm, znam ten typ – dodała, gdy naszkicował szerszy obraz Nietoperzowej. Zgrabnie wpisywał się w jeden z kilku stereotypów Klasycznego Starszego. – Pewnie, wbrew pozorom, przyjemnie było jej mieć na co narzekać i komu narzekać, ale ty? Jak to zniosłeś???
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ach, chyba udało mu się namierzyć punkt, w którym ich drogi myślowe przestawały biec równolegle do siebie. I przez krótki moment walczył z chęcią kapitulacji – to niczego już nie zmieniało, a Nurt tak uparcie brnęła w milszą rzeczywistość, że kim on był by jej tego odmawiać? Ostatnio chciała znać prawdę, ale z takim zapałem walczyła o swoją narrację, że może jednak Orion powinien zaufać intuicji? Kto niby korzystał na brnięciu w grząski grunt?
– To co opisujesz rzeczywiście jest miłe, a mnie nieznane wody nie zrażały – zgodził się, chociaż Nurt mogła już się spodziewać co zaraz nadejdzie. Ale. – Tylko widzisz. To nie jest jedna z tych historii. Mogłem być po szyję w jeziorze, ale nigdy się w nim całkowicie nie zanurzyłem. Widziałem świat przy dnie, ale nie byłem jego częścią, wciąż należałem do widoków na powietrzu. – Metafora zaczęła go uwierać od kiedy zmieniła swój cel. Utożsamianie Jaśniejącego Płomienia z wodą było tak nieintuicyjne, tak sprzeczne z instynktem, że najchętniej by wbił pazury w ziemię i zaparł w miejscu. Ale starał się, naprawdę się starał, tego nie robić.
Chociaż znał swoje limity i rozpoznawał ich kształt na horyzoncie.
– Eh... – Machnął niedbale ogonem. – Dopóki to nie cała piaskownica to dam radę. Z pojedynczymi uparciuchami przeżyję, mam z takimi doświadczenie – zapewnił. Chociaż tolerancję dla prawdziwego brudu wciąż miał niską i jedno z upartych ziarenek wykąpał w Czarnym Ogonie przy pierwszej okazji.
– Co nie? Też tak myślę, a jednak tyle kotów je ma. Zupełnie niezrozumiałe – również westchnął. – Hm, jeśli chcesz to możesz spytać. Ale nic wielkiego się w tej historii nie kryje. Zakładam, że po prostu mieliśmy inne priorytety, dla niej ważniejsza była bezwzględna cisza by okazać szacunek zmarłym, dla mnie by ten kociak, który wpadł mi na łapy, nie skończył z traumą po pierwszym spotkaniu ze śmiercią. Ale nie zdecydowała się nigdy o tym powiedzieć, więc możliwe, że problem leżał w czymś jeszcze innym, jeszcze drobniejszym – wyjaśnił ze wzruszeniem barkami.
Ale właśnie ze względu na tę teorię, nie podzielał zdania Nurt co do cichego zadowolenia, że było komu narzekać. Jego zdaniem Nietoperz wolałaby już rozmawiać z kamieniami, patrząc na to jak często odzywała się w jego towarzystwie.
– Och, bez najmniejszego problemu – przyznał z zadowoleniem. – Narzekania całego stada nietoperzy to za mało by zakłócić mój dzień, a co dopiero jednej Nietoperz.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jak dotąd nie uważała się za głupią czy niebędącą w stanie poruszać się po metaforach – może pora zrewidować tę opinię. Chociaż nie czuła już, jakby nie pojmowała niczego, źródło problemu zdawało się przemieszczać. Bo nawet jeśli wydawało jej się, że zaczynała rozumieć, do czego Orion zmierzał, to nie potrafiła znaleźć odpowiedzi, która między nimi nie wypadłaby dziwnie. Może od początku się myliła, a to on miał rację, chroniąc przed nią swoją prywatność. Może nie umieli rozmawiać poważniej. A może to tylko ona nie umiała.
Przez kilka uderzeń serca siedziała w milczeniu.
– W Gromie mógłbyś osuszyć się po tym siedzeniu w wodzie. Chociaż tyle – wróciła w okolice, od jakich zaczęli tę słowną przechadzkę. – Zastanów się.
Oczywiście nie potrafiła powstrzymać się przed domykającym temat komentarzem, który natychmiast przyprawił ją o ciarki żenady. Sprawiał, że brzmiała na desperatkę niepotrafiącą ocenić, kiedy sympatyczne namawianie zamienia się w nacisk. A przecież nawet nie chciała widzieć go w Klanie za wszelką cenę. Gdzieś w serduszku tliła się nadzieja, że on sam będzie tego chciał. Nic więcej.
Kocię wpadające pod łapy podczas pogrzebu to niemalże element obowiązkowy takich zebrań, ale całą sytuację – głównie przez konsekwencje – chyba nadal dało się zaliczyć do kategorii absurdalnych.
– Udało się chociaż?? Z tym kociakiem? Czy poświęcenie poszło na marne? – podpytała, uznawszy za lepsze uczepienie się jakiegokolwiek tematu, niż pozwolenie ciszy na głośne zasugerowanie jej, że nic tu po niej, i tak już niegrzecznie się zasiedziała.
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chciał zakończenia tematu, więc kapitulacja Nurt powinna go ucieszyć. I o ile życie byłoby prostsze, gdyby rzeczywiście to tak działało! Jasne, ulga przeważała – na szczęście z Orionem nie było jeszcze tak źle by teraz jego życzenie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni – jednak nie dało się zaprzeczyć obecności rozczarowania.
I to jeszcze rozczarowania, że miał rację, ze wszystkich rzeczy.
– Jasne. To tylko pamiętaj by szepnąć Zmierzch dobre słówko na mój temat. Starczy jedno, chyba że nie będziesz potrafiła się zdecydować które – odbił bez zastanowienia, na które był taki nacisk. Jednak o ile nie musiał pochylać się nad propozycją dołączenia, tak sam fakt, że Nurt zdawało się na tym zależeć, prosił się o głębsze rozważenie. Stał w sprzeczności z nowo budowanym obrazem popielatej, ale co dziwniejsze – nie pasował również do tego towarzyszącego mu od obiegów. Oriental był prawie pewny, że nie raz taki scenariusz przewinął się w ich rozmowach jak zapowiedź horroru.
Obecne życie Padliny również pasowało do historii oglądanych by wywołać gęsią skórkę. Jak to dobrze, że omawiali teraz jej kocięce czasy.
– Jak najbardziej, kocięta nie bez powodu mnie uwielbiają, obyło się bez koszmarów dla małej Sarny. – Za to życie nie oszczędziło ich tej dużej, co? – Zdecydowała nawet, że chce zostać do końca pogrzebu i zobaczyć jak całość przebiega. A kilka księżyców później, gdy już była terminatorką, dopadła mnie na terenach, prosząc żebym nauczył ją walczyć. Miała trening ze swoją matką i zależało jej na tym by jej zaimponować już przy pierwszym spotkaniu z tematem. Więc z całym szacunkiem do Nietoperzego Nieba, ale kociak bez traumy i przekonany, że może do mnie przyjść ze swoją sprawą, jest jednak sporo więcej warty od jej akceptacji. Chyba że jesteś innego zdania? – Dawno się już nie sprzeczali, więc od biedy i taki temat mógłby się nadać.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości