Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Horyzont zaczynał jaśnieć, smętną szarością zastępując granatowy mrok nocy. Kos obudziła się w swoim legowisku, w Jałowcowym Gąszczu i rozejrzała się po śpiących wojownikach. Ostatni taki poranek. Żal znów chciał ją ogarnąć, gdzieś z tyłu głowy wołała ją myśl o ponownym zwinięciu się w kłębek i wypłakaniu swojej duszy, ale machnęła tylko ogonem, odganiając te podszepty jak irytującą muchę. Żywi. To na nich musiała się skupić. I choć ta nigdy niezłożona obietnica pozwolenia martwym odejść i zaopiekowania się tymi, którzy są obok, nigdy się nie udała, bo zawsze coś komplikowało jej życie, tym razem czuła całą sobą, że będzie inaczej. Miała przecież cel i... musiała się skupić na Klanie Rzeki. Nie miała już komfortu uciekania w swoje myśli i żałości. Musiała jeszcze chwilę, na półmetku, być silna i być podporą. Pomyślała o zbliżającej się Porze Nagich Drzew i westchnęła ciężko, korzystając z samotności, gdy już wyślizgnęła się z legowisk wojowników.
A potem przysiadła gdzieś w centrum obozu, ciemny cień pozbawiony złowrogości, ułożyła trochę futro i czekała na parę młodych kotów, która miała jej towarzyszyć.
Noc przyniosła trochę ukojenia. Łabędź z początku myślał, że nie zdoła zmrużyć oka, lecz nie minęło wiele czasu, nim zwinięty w kłębek w Jałowcowym Gąszczu pogrążył się we śnie. We śnie, w którym troski schodziły na drugi, trzeci, może dziesiąty plan. Gdzie nie funkcjonowało myślenie o tym, co realne, co tu i teraz, co przyniesie przyszłość. Kocur polował jak gdyby nigdy nic, jego ciało otulały promienie słońca pory zielonych liści, nieopodal piętrzył się stosik dorodnych piszczek i nic nie zakłócało jego wewnętrznego spokoju.
A później się obudził. Przywitała go subtelna jasność dnia, chłód oraz fala wspomnień z dnia poprzedniego. Łabędzia Szyja ziewnął przeciągle i potrząsnął głową, jakby chciał powstrzymać tę falę przed zalewaniem mu głowy. Nieskutecznie. W rzeczywistości panowała pora opadających liści, ich przywódczyni nie żyła, a tego dnia miała wznieść się nowa. Kosowa Pieśń. Kotka szlachetna, oddana, opiekuńcza i czysto dobra. Przyjaciółka jego matki, ale bliska również jego duszy, mimo że porozmawiać od serca zdarzyło im się raz. Było w niej coś, czego nie wyczuwał od jej poprzedniczek. Coś, co nie wzbudzało suchego respektu i lekkiego dystansu, a zaufanie... jak do członka rodziny. Łabędź był zaszczycony mogąc brać udział w jej drodze na ceremonię, mogąc pełnić znaczącą rolę. To niestety nie uwalniało go od przytłaczającego uczucia niepokoju. Ani to, ani doświadczenie, które posiadł podczas wyprawy Ćmiej Gwiazdy. Teraz nie było z nimi Kornikowego Konara, naturalnego lidera i entuzjastycznego przewodnika. Pewnie na to zasługiwał; na spokój w obozie po utracie kolejnego członka rodziny. Niemniej, dawny uczeń kruczoczarnego wojownika wiedział, że Kornikowy Konar spisałby się na tej misji jak nikt inny.
Zauważywszy, że Kosowej Pieśni już nie ma wśród śpiących wojowników, Łabędź podniósł się szybko, otrzepał z przylegających do futra szczątków mchu, pospiesznie przylizał kilka niesfornych kłaczków i czym prędzej wyłonił się z Jałowcowego Gąszczu. Było wcześnie i większość kotów wciąż spała w legowiskach. Bez trudu wypatrzył siedzącą samotnie, ciemną sylwetkę. Skinął do niej głową, podchodząc do jej boku. Jedno ucho skierował do tyłu, spodziewając się kroków ukochanej. Czy spała dobrze? Co myślała, jak się czuła? Czy nosi w sobie odrobinkę lęku przed tym, co czekało przy Szepczącej Sadzawce? Nie mieli brać udziału w ceremonii, ale nadal zbliżali się do miejsca kontaktu z Gwiezdnym Klanem. Niezwykłego miejsca.
- Jestem - oznajmił cicho. Miał o wiele więcej na myśli, niż czyste stwierdzenie oczywistości. Nie powiedział nic więcej, spojrzał tylko miękko, z jakąś wewnętrzną determinacją w te zielone oczy.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Horyzont zaczynał jaśnieć, co prawda miał barwę siwego dymu, ale jednak. Ona dla kontrastu jaśniała jak pochodnia. Tak kiedyś określił ją w myślach zaspany Gęsiopióry, wychodzący świtem z Jałowcowego Gąszczu na ich wspólny trening.
Łabędź dobrze się spodziewał i nawet w dobrą stronę nadstawił ucha. Kroki Mętnej Łapy były dobrze słyszalne, tym bardziej, że w Obozie panowała absolutna cisza. Krępe łapy, które niosły włochate, płomienne ciało, aktualnie dodatkowo napuszone z powodu porannego przymrozku, przystanęły przy tych chłodnych, wojowniczych łapskach.
Przemarznięta, twarda ziemia zdawała się jej dziś jeszcze bardziej surowa. Jak zwykle nie śniła, towarzyszyła jej jedynie ciemna toń. Tylko przed zaśnięciem przed oczami majaczyły jej nierealne kształty. Do tego też była przyzwyczajona. Sfery snu nigdy nie myliła z realnością dnia, a dziś musi zachować wyjątkowo trzeźwy umysł. Nawet jak na nią. Żadnego dosłownego, ani niedosłownego, lepkiego, wciągającego błota.
Zielono-złote, skośne oczy dodatkowo mrużyła, ale był to wyraz determinacji i nastawienia na cel. Przed misją tego typu jeszcze nie stawała, a po drodze mogła spodziewać się wszystkiego. To ostatnia prosta przed otrzymaniem wojowniczego imienia, ale ten fakt nie był istotny. Musieli dzisiaj wspierać Kosową Pieśń, ale też zadbać o siebie, by nie narobić kłopotów. Łabędź znał drogę, ona wierzyła, że jest wystarczająco silna i może okazać się przydatna, po prostu. Od czasu ceremonii nie myślała o niejakich gwiezdnych. Zawsze wolała żywych.
Obrzuciła partnera zaciętym, zmobilizowanym spojrzeniem i kilka razy trzepnęła ogonem. Następnie przeniosła wymowny wzrok na czarną zastępczynię. Wiadomo. Była. Kosowa Pieśń była jednym z kotów, po którego stronie ruda terminatorka zawsze była gotowa stanąć.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Słaby uśmiech pojawił się na mordce córki Trawiastookiego, gdy Łabędź pojawił się obok.
— Jesteś — powtórzyła za nim, półświadomie — Jesteście — poprawiła się, gdy tylko Mętlik pojawiła się w zasięgu wzroku i słuchu. Przez dwa uderzania serca nic się nie działo, jakby świat na moment się zatrzymał.
Kos podniosła się, o wiele zgrabniej niż poprzedniego dnia. Czy dalej wyglądała na wrak? Raczej tak. Ale wrak, na który rozbitek wsiadłby bez wahania. Wrak, który jeszcze dało się naprawić. Wrak, który kierował się do bezpiecznego brzegu, po burzy. Wrak, który musiał im wystarczyć na jakiś czas. Popatrzyła jeszcze raz na Mętlik i Łabędzia. Syna przyjaciółki i... przybraną córkę? Na wojownika i terminatorkę. Na koty należące do jej rzecznej rodziny. Na jej dzisiejszych towarzyszy.
Ruszyła w stronę wyjścia z obozu.
— Gotowi czy nie... — mruknęła dość cicho, jakby do siebie — Chodźmy
Zamierzała jak najszybciej przejść przez ten najlepiej znany teren, jak najlepiej wykorzystać czas i dojść do granicy tak szybko jak się dało, bez wycieńczania nikogo. Wiedziała, że później ich tempo się zmniejszy, w obcym miejscu, możliwie niebezpiecznej drodze. Ba, samo przejście przez Grzmiącą Ścieżkę, uważność, ostrożność, na moment ich zatrzyma.
Chyba, że miało zatrzymać ich coś jeszcze w ich domu. Oczy i uszy szeroko otwarte. Kierunek granica.
Odwrócił łeb na dźwięk kroków i, zgodnie z oczekiwaniami, jego oczom ukazała się Mętlik. Pewna siebie, gotowa każdym z licznych włosków na jej ciele, z determinacją intensyfikującą zieleń ślepi. Właśnie taką spodziewał się ją zastać. Przywitał ją samym spojrzeniem, które mogło w tym momencie wyrazić więcej niż słowa. Chyba żadnych sensownych by z siebie nie wykrzesał. Cieszył się, że była tutaj z nimi. Cieszył się, że była.
Znów patrzył na Kosową Pieśń, czekając na znak do wymarszu. Nie widział przed sobą wraku; ani na skraju rozpadnięcia się, ani wracającego zwycięsko do brzegu. Nie widział popękanej burty, na której miał opierać się klan, dopóki nie dopłyną wspólnie do ziemi obiecanej.
Widział przyszłość Klanu Rzeki. Gwiazdę, która będzie jaśnieć nie mniej od swoich poprzedniczek.
Ruszyli żwawym tempem. Trochę zbyt żwawym jak na preferencje Łabędzia, który najchętniej wydłużyłby drogę z obozu do granicy i później przyspieszył na nieprzyjaznych ziemiach, co przecież, wiedział doskonale, nie było realne. Zresztą, nie mieli czasu na obijanie się. To nie beztroska wycieczka krajoznawcza. Oby tylko nic nie weszło im w paradę.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Póki Kosowa Pieśń jeszcze siedziała, Mętna Łapa mierzyła jej sylwetkę kątem oka. Starała się nie być nachalna, nie chciała by na jej pysku malował się zamiar ustalenia jakiejkolwiek diagnozy, nie chciała niczego rozpracowywać. Doszła jedynie do wniosku, że może coś faktycznie jest w koncepcji nowego świtu, wybudzania się z macek snu o poranku z umysłem potencjalnie przeczyszczonym z resztek poprzedniego dnia.
Bo kocica mniej przypominała poszarzałą wylinkę, a bardziej coś, co przed chwilą z niej wypełzło i to coś o całkiem pozytywnym nastawieniu. Niewiele to miało wspólnego z narodzinami – bo doświadczenie życiowe było akurat tym, czego zastępczyni na pewno nie brakowało – cały proces i już widoczna transformacja przypominały rudej kotce raczej... przebudzenie po dłuższej hibernacji.
Nie lękała się o przyszłość. Starała się nie żyć w ten sposób. Nie lubiła gdy nadmierne myślenie o podejmowanych działaniach wyprzedzało działania same w sobie. Podchodziła do sytuacji z otwartym umysłem i wyczulonym na bodźce ciałem. Ruszyła za mroźno-czarną dwójką, zrównując z nimi krok. Dała znak Łabędziowi, że będzie szła przy drugim boku Kosowej Pieśni.
Wyczuliła wszystkie zmysły na otaczający ich teren. Mieszkali blisko Grzmiącej Ścieżki. Gdy Gęsiopióry pokazał ją podopiecznej podczas treningu, kotka miała poczucie, że w jeden dzień nabyła mnóstwo doświadczenia. Ciekawe co przyjdzie jej udowadniać po drodze.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Trójka kotów wyruszyła z obozu gdy dopiero zaczynało świtać. Wokół nich wciąż panował mrok, tylko delikatnie rozrywany przez jasną łunę pojawiającą się nad horyzontem. Ale to dobrze. Im wcześniej wyruszą tym wcześniej będą na miejscu, a im wcześniej będą na miejscu tym wcześniej wrócą znowu do obozu a nad Klanem Rzeki zalśni nowa, jasna Gwiazda.
Na razie droga obyła się bez większych problemów. Spokojnie przemierzali łęgi obserwując jak świat dopiero budzi się do życia. Było zimno, nawet bardzo, a najbardziej odczuwała to sama Kosowa Pieśń, nie obdarowana przez los tak długim i gęstym futrem jak jej dwójka młodszych towarzyszy. Gdzieniegdzie słyszeli ciche odgłosy ptaków i szelest gałęzi, niemal już całkiem ogołoconych z suchych liści.
Dosyć szybko ich łapy stały się całkiem mokre, gdyż cała trawa i krzewy, przez które przechodzili, pokryte były grubą warstwą rosy i deszczówki, która musiała spaść w nocy. Cóż, takie uroki końca Pory Opadłych Liści. Pora Nagich Drzew zbliżała się nieubłaganie, była tuż za ogonem, strasząc swoim zimnem, śniegiem, chorobami i smutkiem, ale zwiastując też nadejście po niej kolejnej Pory Nowych Liści... tym razem należącej do Kosowej Gwiazdy. A przecież świt tej Ćmiej wydawał się być przed chwilą. Jak ten czas leci. Nieubłaganie, agresywnie, bezlitośnie, chwytając ich wszystkich za gardła, a mimo to Klan Rzeki wstał by wejść w kolejny dzień.
Minęli łęgi i weszli na Kretowisko. W zasadzie od Grzmiącej Ścieżki dzielił ich tylko pas drzew noszący nazwę Szarych Brzóz, oddzielający tereny Klanu Rzeki od miejsca po którym pędziły potwory.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Czuła się tak, jakby młodsze koty osłaniały ją od zimna i choć przez to znów wróciła do niej myśl o jej własnej żałości i słabości, to przede wszystkim była im wdzięczna.
Z nostalgią patrzyła na mijane miejsca. Na łęgach uczyła Śliwkę polować. W płytszym miejscu wciąż śledzącej ich Grzmiącej Rzeki zapoznawała Chaberkę z wodą. Na granicę prowadziła każdego swojego podopiecznego, pokazując twardą powierzchnię, przestrzegając przed potworami, opowiadając o dwunogach, o pieszczoszkach. Wtedy nie była pewna, kim są pozbawione sierści istoty. Teraz grzbiet jej zadrżał na wspomnienie bólu, związanego z długą blizną. Wzięła głębszy wdech, gdy mijali Szare Brzozy i zatrzymała się kilka kroków przed samą Grzmiącą Ścieżką, dając też znak swoim towarzyszom. Zaczęła się bacznie rozglądać, dokładnie patrząc i nasłuchując, zbierając informacje o ewentualnym niebezpieczeństwie.
— Czekajcie na mój znak — powiedziała jeszcze — a potem biegnijcie ile sił w łapach na drugą stronę.
Na razie jednak znaku nie było. Była pełna uwagi obserwacja.
Mijane lisie długości rzecznych terenów odwracały się plecami od Łabędzia. Dystansowały się od niego, emanując chłodem i nieprzystępnością. Ziemie kojarzące mu się z domowym ciepłem, tego dnia były dalekie od przygarniania go do siebie niczym kochająca matka swoje kocię. Późna pora opadających liści bezsprzecznie miała swój udział w tworzeniu atmosfery pełnej odgórnej dezaprobaty i cichej oceny, zupełnie jakby coś nieprzyjaznego bacznie ich obserwowało. Winę dzieliła wczesna pora - wokół nie kręciły się patrole, nie przechadzali się mistrzowie z pokrzykującymi entuzjastycznie terminatorami, a szelesty rozpoczynającej dzień zwierzyny były okazjonalne. Kocur znów poczuł nastrój ostatniej ceremonii i poczuł ciarki przechodzące mu po plecach. Może to dobrze, że był tutaj, a nie tam, w obozie, gdzie wkrótce mieli obudzić się rzeczniacy i w napięciu oczekiwać powrotu nowej Gwiazdy.
Zatrzymali się przy Grzmiącej Ścieżce i Łabędź poruszył nosem, gdy uderzyła w niego fala smrodu. Poruszył niespokojnie uszami, oczekując przerwania spokojnego poranka rykiem potworów. Przejście na drugą stronę obecnie wydawało mu się najgorszą częścią wyprawy. Pocieszał się jedynie myślą, że ostatnio było gorzej. Woda nie pozwalała na swobodne przemieszczanie się, spowalniała i przeszywała zimnem. Tym razem łapy mieli nieskrępowane.
Na polecenie Kosowej Pieśni skinął głową. Rozejrzał się wokół, by ostatecznie skupić spojrzenie na drugiej stronie. Uszy czujnie nasłuchiwały z obu stron, choć wojownik starał się ponad wszystko wyczekiwać sygnału, że mają ruszać. Proszę, uważajcie na siebie, pomyślał, jeśli nie swoimi oczami, to chociaż w wyobraźni widząc pyszczki towarzyszących mu kotek.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Mimo grubości futra dość dotkliwie odczuwała zimno, które zdawało się anektować ją całą, poczynając od, niestety, nieowłosionych od spodu, łap. Po prawej stronie towarzyszyła im Rzeka, a jej szum zawsze działał na zmysły Mętnej Łapy kojąco. Jednak Grzmiąca Ścieżka była jeszcze bliżej i też dawała o sobie znać: zapachami i dźwiękami, które dochodziły od strony linii, tworzonej przez Szare Brzozy.
Po chwili, gdy Kosowa Pieśń przeprowadziła grupę przez swoistą granicę z innym światem, nastał kompletny monopol nienaturalnego warkotu, cuchnącego smrodu. Rzeka była tak blisko, a tak daleko. Ruda nadstawiła uszu, które zaczęły wykręcać się na wszystkie strony, podobnie jak jej mordka. Chciała zorientować się w zastanej sytuacji. Opadła niżej na łapach, więc przypominała kota czającego się do skoku na plątającą się niedaleko zwierzynę. Tak naprawdę mieli przed sobą przeciwnika.
Czekała na sygnał, była czujna i starała się nie myśleć o tym, że jakiś potwór w każdej chwili może wyskoczyć zza rogu. Widziała je wcześniej, ale nigdy nie przekraczała Grzmiącej Ścieżki. Jej celem będzie bezpieczne dotarcie na drugą stronę. Na tym trzeba się zafiksować, a jednocześnie nie tracić kontaktu z rzeczywistością. Musi mieć świadomość, że nawet, a może właśnie przede wszystkim tak krótkowzroczne plany czasem trzeba elastycznie dostosowywać do sytuacji. Na bieżąco.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
//przepraszam że musieliście czekać >:( przez pracę uciekło mi poczucie czasu. będzie gniot ale kurde muszę iść spać.
Cała trójka dotarła do Grzmiącej Ścieżki. Wokół nich panowała błoga cisza, przerywana tylko cichym szelestem gałęzi drzew i pojedynczymi odgłosami ptaków. W takiej ciszy bez problemu usłyszeliby nadbiegającego potwora, nic takiego jednak nie miało miejsca. Powinni korzystać z wolnego przejścia po Grzmiącej Ścieżce dopóki ten stan rzeczy nie zaczął się zmieniać. Najprawdopodobniej jeśli tylko zrobi się trochę później i słońce wstanie wyżej znad horyzontu to owych potworów pojawi się trochę.
Zastępczyni i dwójka wojowników czuli na swoich futrach zimny powiew mroźnego powietrza, a w nosy uderzał im nieprzyjemny odór czarnej ścieżki przy której się znajdowali. Dobrze by było jak najszybciej się stąd oddalić.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Księżyce: 151 Mistrz: Czaple Skrzydło[*] Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce[*] Ojciec: Trawiastooki[*] Partner: ... Trwałe urazy: Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę.
Średniego wzrostu, czarnofutra kotka. Zadbana, pełna gracji. Ma piękne, okrągłe ślepia o szmaragdowej barwie. Na pyszczku i na szyi znajdują się pojedyncze białe włoski. Na grzbiecie nosa ma trzy cienkie blizny po pazurach, a na prawym boku, dużą, nieregularną szramę, pamiątkę po dwunogach.
Pełna ciepła i miłości i w końcu z ułożonymi rzeczami w głowie. Ma serce po dobrej stronie, jest lojalna, obowiązkowa. Łatwo stracić jej zaufanie, nie ma już w niej tak wiele naiwności jak kiedyś. [WIP]
Cisza była dobrym znakiem. Na wszelki wypadek wsłuchała się w nią jak najlepiej, po czym wzięła powolny wdech. Smród bijący od nienaturalnej nawierzchni wzbudził w niej mdlące odczucie pierwotnego strachu, ale postawiła łapę na asfalcie. Żadnych wibracji. Żadnego warkotu.
— Teraz. Do przodu, bez zatrzymania — oznajmiła pewnym tonem i zaczekała uderzenie serca, by upewnić się, że młodsi wojownicy ruszyli. Gdy tylko kątem oka zobaczyła poruszenie dwóch kocich sylwetek sama zerwała się do biegu. Pilnowała wzrokiem obecności Łabędzia i Mętlik, patrzyła też do zbliżającego się drugiego brzegu Grzmiącej Ścieżki, kolejnego punktu, chwili bezpieczeństwa, po chyba najgorszym momencie.
Skulił się, przyczajony nisko na czterech łapach z wybijającymi się ku górze łopatkami, tak jakby zasiadał czujnie w krzewach, obserwując potencjalną ofiarę. Albo jak podczas czujnego odpoczynku, w miejscu gdzie nie czuł się bezpiecznie, ale nie miał innego wyjścia. Alternatywnie - jak w imitacji sytuacji, w której zmaga się z fizycznym bólem. W tamtym momencie to była trochę mieszanina tych trzech scenariuszy, choć zarazem żaden z nich. W czekaniu na odpowiedni moment, by przejść przez Grzmiącą Ścieżkę, nie było nic naturalnego. Nic z tego, czego uczono na treningach, czego wymagało życie wojownika, co było znaną codziennością.
Ponadto, na rzecznych ziemiach nigdy tak nie cuchnęło.
Poczuł, jak sierść unosi mu się na grzbiecie, kiedy przez ciszę przedarło się naglące polecenie Kosowej Pieśni. Wbrew instynktom nakazującym mu opamiętanie się i nie rzucanie potworom na pożarcie, Łabędź wyskoczył na śmierdzącą, czarną drogę i gnał ile sił w łapach. Nie zamierzał zwolnić, dopóki nie znajdzie się po drugiej stronie. I choć nie zbaczał z wyznaczonego kursu, spojrzenie zjechało mu z bezpieczeństwa trawy naprzeciw; musiał upewnić się, że zarówno Mętlik, jak i Kosowa Pieśń nigdzie się nie zapodziały.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Było cicho. Wypuściła powietrze nosem. Zero drgań, chyba mogą swobodnie przebiegać. Kosowa Pieśń sprawdzała jeszcze powierzchnię i podjęła decyzję.
Słysząc komunikat, z kolei Mętna Łapa drgnęła, między innymi z powodu mroźnych podmuchów. Równocześnie była świadoma, że to prawdopodobnie najtrudniejszy moment podczas wyprawy.
Upewniając się, że inni robią to samo, wybiła się ze swojej przyczajonej pozycji i zaczęła pędzić, wzrok wlepiając w drugi brzeg. Miała poczucie, że biegnie tak szybo, że łapy ledwo zahaczają o czarny, chropowaty grunt tak dla niej nieznany i nienaturalny. Byle jak najszybciej dobić do brzegu.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Rzeczniacy wybrali dobrą porę na przeprawianie się przez Grzmiącą Ścieżkę, bowiem dwunodzy jeszcze nie zaczęli na dobre przemieszczać się swoimi potworami. Dzięki temu całej trójce udało się bezpiecznie przedostać na jej drugą stronę. Biegnąc po czarnej, ubitej ziemi czuli przejmujący chłód, wręcz lodowate zimno tnące im łapy, a w nozdrza uderzał nieprzyjemny, obezwładniający odór.
Po drugiej stronie trawa i ziemia również były przesiąknięte owym smrodem, ale przynajmniej koty były bezpieczne. Teraz zostało im już tylko przeprawić się przez rozpościerające się przed nimi Borsucze Pagórki. Nad ekspedycją niebo powoli szarzało, a, wcześniej niebieskie, zaczęły pokrywać blade chmury w nudnym, monotonnym kolorze. Powietrze robiło się coraz ostrzejsze, świadczące o nadejściu mrozu.