Bawełniana Nić po dwóch świtach nieobecności i zaniknięcia pod ziemię rzeczywiście wróciła do świata żywych. Nie czuła się jeszcze jak kot na tyle panujący nad emocjami by był gotowy wyjść do ludzi, ale nie miała wyboru i to z przymusu pojawiła się mroźnego ranka w samym środku rzecznego obozu. Mogła być zła, mogła być niezadowolona i mieć pretensje do wszystkiego i wszystkich, ale miała obowiązki. I cokolwiek by się nie działo, nie mogła z nich zrezygnować. Dostała nowego terminatora, który był drogą do spełnienia jej ambicji - wyszkolenia dobrego, silnego wojowniczego pokolenia. Tylko tego chciała. Terminatorów, którzy zasługują na szlachetne miejsce w rzece. - Jaśminowa Łapo - miauknęła głośno, wchodząc do Zarośniętych Drzew. Było na tyle wcześnie, że nie wszyscy terminatorzy zbudzili się z swoich snów, ale Bawełna nie dbała o to, by przypadkiem ich nie obudzić. Żyli w dziczy, to niech wiedzą, że nie będą budzeni słodkim pomrukiem i jedzonkiem z dostawą pod nos. - Wstawaj, idziemy na twój pierwszy trening.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Wyczekiwał, grzecznie czekał dwa wschody słońca, aż jego mistrzyni zjawi się zgodnie z obietnicą i wyruszą na swój trening. Ogarnął sobie legowisko, poznał kilka mordek z legowiska... Jednak w środku kipiał z niecierpliwości, by pierwszy raz wyjść z obozu, obejrzeć nieznany mu świat. Nawet po cichu liczył, że jednak zmieni zdanie, że może wyciągnie go szybciej. Nic takiego jednak nie miało miejsca i noc przed rozpoczęciem treningu ledwo mógł usnąć z narastającej ekscytacji. Dokładnie tak samo było noc przed ceremonią.
...i został obudzony chyba w jeden z najgorszych możliwych sposób. Natychmiastowo się wyprostował, słysząc swoje imię, głośne, odbijające się wręcz od ścian legowiska. Poczuł na sobie wzrok kilku kotów, nieprzyjemnie ciężki wzrok. Posłał w ich stronę delikatny, przepraszający uśmiech. Trening... no jasne. Słysząc polecenie, jak najszybciej podreptał do kremowej kotki. Nie chciał w końcu, by się dwa razy powtarzała, budząc przy tym resztę śpiących kotów.
- Już, już. Od czego zaczniemy, Mistrzyni? - pozwolił sobie cicho zapytać, stając przy wojowniczce. Ohh jak on chciał jak najszybciej wyjść, ale tym razem nie ze względu na nieznane mu tereny, tylko czysty wstyd!
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Patrzyła jak jej nowy terminator budzi się gwałtownie, chwilowo nie ogarniając kim jest i co się wokół niego dzieje. Szybko jednak uruchomiły się jego najprostsze procesy myślowe, i już po chwili był zwarty i gotowy do treningu. Bawełna nie mogła ukryć faktu, że mile zaskoczyło ją nastawienie kocurka. Był uprzejmy, miły i pełen ambicji, a co najważniejsze, chęci do treningu. Czyli miał to, czego Kościstej i Trującej Łapie brakuje, przez co męczyła się z nimi na treningu zamiast sprawić, że wszystko przebiega gładko i sprawnie. - Od ciebie. Chodź - miauknęła, po czym odwróciła się i wyszła z Zarośniętych Drzew, przechodząc do Paprociowego Przejścia. Kiwnęła po drodze sztywno Brązowemu Pyskowi, po czym wyślizgnęła się przez wyjście. - Miałeś nauki, albo przed treningiem dowiedziałeś się czegoś, co może być przydatne?
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Posiadanie lekkiego snu miało jeden i tylko jeden plus, można było się bezproblemowo wybudzić w nagłych wypadkach. I proszę, kto by pomyślał, że nagły wypadek tak szybko nadejdzie! Pozwalając sobie zaczął dreptać u boku swojej mistrzyni, kierując się do wyjścia.
Od... Niego. Początkowo zupełnie nie zrozumiał, o co może kremowej kotce chodzić, ale lampka nad jego głową dość szybko się zapaliła. Od niego! No tak! Tak... Właśnie... Tylko co ma powiedzieć. Nauk brak, nigdy nie dopytywał się nikogo o materiał z treningu. Wyśmienity start!
- E. Em... Nie miałem nauk, ale... o! Znam władzę w klanie. Przywódczynią jest Kosowa Gwiazda, zastępczynią Wydm...owa. Wydma - wymamrotał pod nosem końcówkę imienia zastępczyni, bo nie mógł sobie przypomnieć drugiego członu. Była mianowana niedawno, nie zdążył zapamiętać! No. - A Medykiem Barwna Woda, który ma dwóch uczniów, Cis i Rybołów. Spędziłem trochę czasu w królikarni, więc ich imiona akurat pamiętam - odpowiedział, spoglądając na mistrzynie. Więcej nie pamiętał, kojarzył zagadnienie władzy w klanie od taty, który to często opowiadał o starych dziejach i jak to władza klanowa się zmieniała. Mógłby być dumny, wydusił w końcu z siebie więcej, niż myślał że będzie w stanie, ale... Porównując to do kotów, które odbyły rzeczywiście nauki, było to mało. Bardzo mało. Niech tylko to wystarczy, by zadowolić kremową kotkę!
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Dreptała szybkim krokiem w stronę Kociego Grzbietu, nie zważając na to, że młodzik nie miał tak dobrej kondycji by biegać za jej wielkimi krokami. Idąc jednak mu na rękę i zwalniając, prędzej mu mięśnie w łapach zanikną niż rzeczywiście nabierze werwy by móc łazić tak szybko jak ona. Nie było taryfy ulgowej, albo się wpasowujesz w klimat albo wylatujesz. - Mało. Wydmowy Wiatr - poprawiła, a imię starej krowy ledwo przecisnęło się przez gardło kremowej wojowniczki. Pocieszać się mogła tym, że ta naprawdę zaraz trafi do piachu i koniec będzie tego upokorzenia, kiedy jej imię jest wyżej nad imieniem córki Słonego Wiatru. - Oprócz Rzeki w lesie istnieją jeszcze trzy inne klany. Jakie.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Uh oh, kocurek nie spodziewał się takiego tempa od razu po wyjściu z obozu. Jego w miarę krótkie łapki ledwo co nadążały za tymi masywnymi, puchatymi wojowniczki. W takim tempie nie było nawet mowy o oglądaniu krajobrazów! Jeszcze musiał myśleć nad odpowiedziami na pytania kotki, super. Później się napatrzy, teraz skupił się nad tym, co ma przed łapami, by przypadkiem się nie potknąć i wywalić.
Wiatr. Tak, no tak. Kocurek zanotował sobie to imię z tyłu głowy, ale to czy zapamięta, było inną kwestią. Dalej. Trzy inne klany. To... już chyba trochę lepiej kojarzył, oczywiście znów dzięki tatusiowi! - Wicher, Cień i G...rom - rzucił, zawieszając się w trakcie, ale ostatecznie powiedział. Ha! Główka pracuje.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Szła dalej, czujnie rozglądając się dookoła. Znała te tereny jak własną kieszeń i tak, jak przy mianowaniu na wojownika nie była pewna czy mogłaby oddać za nie życie, teraz zrobiłaby to bez wahania. Klan Rzeki był wszystkim co miała, po tym jak straciła swoją rodzinę, oddaliła się od przyjaciół i zupełnie się odizolowała. Właśnie dlatego tak bardzo chciała, by na jej czele stał ktoś kompetentny. Ktoś, kto się do tego nadaje. Ktoś, kto nie odbierze jej ostatniej rzeczy która jej pozostała. - Dobrze. W Gromie przywódczynią jest Żubrza Gwiazda, zastępcą Wężowy Błysk. Truskawkowy Gąszcz to medyk, a Powojnikowy Pęd i Nurtowa Łapa to jej terminatorki - powiedziała szybko, gdy w końcu zatrzymała się na Kocim Grzbiecie, o czym też poinformowała kocura. Wbiła w niego zielone ślepia i uznała, że mogą tu sobie chwilę pogadać, skoro i tak zajęli się gadaniem, nie robieniem. - W cieniu władze sprawuje Polna Gwiazda i Wirujące Pióro. Medyka... nie mają, za to dwie terminatorki - Bladą i Pochmurną Łapę. A w Wichrze kolejno; Lawendowa Gwiazda, Biały Puch, oraz dwóch medyków - Lśniąca Sadzawka i Krwawnikowy Liść, od których szkoli się Mała Łapa. Wszystko jasne? - miała nadzieję, bo kocur mógł być pewien że zostanie z tego przepytany. Nie zamierzała pluć tu śliną na darmo, bo gadanie jednak kosztowało i było najgorszym aspektem treningu. - Okej, teraz słuchaj. Podstawową wiedzą i tym, co masz sobie wyryć w głowie do końca swojego życia to twoje obowiązki. Wraz z mianowaniem skończyło się siedzenie i grzanie dupy w kociarni. Od teraz pracujesz na klan jak każdy inny. Po pierwsze, słuchasz się starszych, bo są od ciebie bardziej doświadczeni, wiedzą lepiej i nie masz prawa na ten temat dyskutować. Od kiedy nauczysz się polować, zaczniesz chodzić na polowania, a ja będę wiedzieć dokładnie o której, gdzie i z kim wychodzisz, żeby nie było. Wymieniasz mech w każdych legowiskach, czy u starszych, wojowników, u kociąt i matek, u medyka i u siebie rzecz jasna. Zaglądasz też do starych krów w Śpiącym Pniu i kontrolujesz czy żyją, czy niczego im nie potrzeba. I ciesz się, że Bukowa Kora w piachu siedzi, bo byś płakał za każdym razem z myślą o wizycie u starszych - prychnęła, przypominając sobie jak bardzo ignorowała swoje obowiązki dotyczące Buka, a Płotce wmawiała że oczywiście, była u niego. Nienawidziła tego zrzędliwego, niewdzięcznego kretyna, a dzień jego pogrzebu był dla niej niczym łaska i zbawienie zesłane przez Gwiezdnych. - Teraz możesz brać z stosu kiedykolwiek masz ochotę, ale gdy nauczysz się polować możesz zjeść cokolwiek po tym, jak sam od siebie coś przyniesiesz na stos. Twoim głównym i najważniejszym obowiązkiem jest chodzenie na treningi. Jak coś chcesz to przychodzisz w pierwszej kolejności do mnie, dopiero potem do innego wojownika. I nie przynieś mi wstydu, bo wszyscy wiedzą kogo jesteś terminatorem - odchrząknęła, kończąc swój długi, ale jakże potrzebny monolog. Zawsze na samym początku przedstawiała terminatorom ich prawa i obowiązki, by wiedzieli gdzie ich miejsce i żeby nie było potem, że przecież "on nie wiedział". Teraz już wiedział. - Pytania?
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Dobrze. Dobrze! Wymienił wszystkie trzy dobrze, punkt dla Jaśmina! Nie dostał pochwały, ale nawet potwierdzenie od kremowej kotki można było uznać za taką, prawda?
Świętowanie nie trwało długo, bo mistrzyni natychmiastowo zaczęła wymieniać jak z marszu imiona kotów, których młodzik ani trochę nie kojarzył. Wymieniała szybko, za szybko. Zapatrzył się na swoje łapy, próbując po każdym wymienionym imieniu chociaż raz je powtórzyć w głowie, jednak nawet na to czasu nie miał. W międzyczasie dotarli na koci grzbiet, co ledwo zarejestrował, po prostu się zatrzymał w tym samym momencie co mistrzyni. Kilka uderzeń serca więcej i potok słów Bawełny się zatrzymał na pytaniu w stronę ucznia. Uhh i co ma odpowiedzieć?
- Tak? Nie? Znaczy, nie zapamiętałem wszystkiego, nie ma mowy, żebym zapamiętał od razu, strasznie dużo tych imion... Ale postaram się zrobić to jak najszybciej! Możemy je później powtórzyć? - zapytał, skacząc podczas tej wypowiedzi z otoczenia, na mistrzynię, na swoje łapy i tak w kółko. Chętnie by przytaknął i po prostu ruszył dalej, ale co jak to był jedyny raz na całym treningu, gdzie omawiają rangi? Kocur nie miał odwagi, by poprosić jakiegoś wojownika o douczenie go, tylko po to, by na następny dzień odpowiadać przed mistrzynią.
I kolejna ściana informacji, tym razem były to obowiązki, które... nie brzmiały tak źle. Wszystko było lepsze niż leżenie i obijanie się w królikarni! Przytakiwał głową na każdy punkt, który był sto razy łatwiejszy do zapamiętania niż losowe, ledwo klejące się ze sobą imiona.
- Mogę wychodzić z obozu poza polowaniem? Co jak nie będzie cię w obozie, a będę chciał z kimś wyjść na polowanie? I kim był... Bukowa Kora. - Zarzucił falą pytań, bo chciał być wszystkiego pewien. Wymawiając imię ostatniego kocura, lekko się zgarbił, bo czuł, że mógł być to jakiś ważny kot z historii klanu, o którym nie miał zielonego pojęcia.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
- Tak, powtórzymy, a potem mi wszystkie wyrecytujesz. Musisz ich znać, wszystkich - odpowiedziała, przewracając oczami. Jeśli nie zajarzył, mógł się do tego nie przyznawać. I tak by to wyszło w praniu, ale przynajmniej nie kreował by się na kogoś... słabszego, bo nie potrafił zapamiętać paru prostych imion. Dzieciaki z tego pokolenia za nic w świecie sprytne nie były, ona na własnym treningu nawet, jeśli nic nie zrozumiała, wmawiała mistrzyni że owszem, wszystko umiała i miała spokój.
Ściana informacji najwyraźniej nie zraziła Jaśmina, co Bawełna odebrała jako spory plus. Dobrze, że nie bał się gadania, bo tego będzie akurat na ich treningu sporo, a jeśli nie zniechęcił się po jednej dłuższej gadce, to powinno przejść dość gładko. - Wychodzę z założenia, że nawet jakbym zabroniła ci wychodzenia, to prędzej i później i tak byś wyszedł. Więc tak, możesz, ale dopiero po tym, jak przerobimy walkę. Wcześniej jeśli zobaczę cię poza obozem to powyrywam ci te wąsiki, a ja akurat bardzo nie lubię żartować - to znaczy lubiła, ale w tym przypadku akurat mówiła całkowicie szczerze. Nie chciała, by jedyny znośny jej terminator zaraz padł na strzała od lisa, bo byłoby głupio przynosić go pod skałę. - To wtedy pytasz się innego wojownika, ale tylko jeśli mnie nie ma albo jestem bardzo zajęta. A zazwyczaj nie jestem. A Bukowa Kora był kretynem. Nie marnuj śliny na głupie pytania - odpowiedziała gładko, rozglądając się. Nie zwykła robić treningu z samego, nużącego gadania, bo to ani fajne, ani przyjemne, ani tym bardziej ciekawe. Zaczęła więc dreptać w stronę Makowej Polanki. - Co wiesz o polowaniu? - zapytała. Oczywiście, że postawiła pierwszego dnia na polowanie. Gdy ona była terminatorem, owlekała je jak tylko mogła, bo ta umiejętność oznaczała dodatkowe obowiązki. Swoim terminatorom jednak nie zamierzała iść na łapę, a dowalenie im jeszcze więcej roboty napawało ją satysfakcją.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
- Ile zajęło Mistrzyni zapamiętanie tych wszystkich imion? - zapytał dość odruchowo, chcąc sobie ustawić jakiś termin, bo nie ma mowy, że po drugim powtórzeniu będzie mógł je magicznie wyrecytować, tak jak zrobiła to kremowa kotka. Determinacje miał, potrzebował jedynie czasu, więcej niż pół dnia.
Oh? Czyli jednak będzie mógł sam wychodzić! Super! Na pyszczku kocurka pojawił się uśmiech promieniujący ekscytacją. Teraz tylko szybciutko nauczyć się walki i nieodkryte tereny będą jego!
- Dobrze - rzucił energicznie, wysłuchując reszty odpowiedzi jego mistrzyni. Dalej ciekawiła go kwestia Bukowej Kory, ale skoro kotka nie chciała o nim gadać, to nie zmuszał. Pewnie nie czuła się z tym komfortowo, a młodzik nie chciał wyciskać z niej informacji na siłę. Poza tym była silnym wojownikiem, wiedziała lepiej, co terminator musi wiedzieć a co nie.
I nastał pierwszy temat, o którym wiedział prawie że nic. Nie kojarzył, by coś słyszał o regułkach dotyczących tego zagadnienia, wydawało mu się, że wszystko przychodzi... odruchowo i trudno opisać to słowami. - Em... Wiem, że się zgina łapki, przez co jest się tak blisko ziemi, a poza tym... nic nie wiem - odpowiedział, mówiąc ostatnią część zdania coraz ciszej. Lekko się zgarbił, odwracając wzrok gdzieś na bok. Nie chciał patrzeć mistrzyni w oczy, bo czuł, że może być średnio zadowolona. Nie lubił przyznawać się do niewiedzy, ale co innego mógł zrobić...
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
- Szybko - odpowiedziała jedynie, bo sama nie wiedziała. Płotkowy Potok tego nie pilnowała. Może tak naprawdę nigdy ich wszystkich nie zapamiętała, tylko po prostu chłonęła zmiany z innych klanów i uczyła się na bieżąco, będąc już dawno po treningu. Nie wiedziała jednak jak to było i nie zamierzała sięgać pamięcią wstecz, bo to, co działo się kiedyś było zdecydowanie jej najgorszym okresem życia. I ostatnim czego chciała to tego, by w momencie gdy stanęła na nogi, znowu tam grzebać.
Skrzywiła się za to, kiedy usłyszała odpowiedź kocura. Nie wiedział. Właściwie, to nie wiedział nic. I niby spoko, bo na trening przychodziło się właśnie po to by czegoś się dowiedzieć, ale Jaśmin zawsze miał opcję popytania kogoś przed treningiem i o, już by czymś zalśnił na treningu! Bawełna lubiła ambitnych terminatorów, takich, którzy dają coś od siebie, a nie tylko oczekują że wszystko zostanie im podane na tacy. Czarno-biały kocurek to był ten sam przypadek co Szafirowy Pyłek. I o dziwo, ten drugi zdołał się... ogarnąć. Dzięki czemu jest wojownikiem. Nie tak idealnym jak kremowa by chciała, ale jest, udowodniła się że z niczego da się zrobić wojownika. Więc z Jaśminem zrobi to samo. - Poza łowiecka. Musisz wiedzieć jak podejść do zwierzyny żeby od razu nie zwiała. Ugięte łapy, brzuch nie dotykający ziemi, ogon, grzbiet i głowa na równym poziomie, patrzysz pod łapy i unikasz szeleszczących liści lub kruchych patyków - wytłumaczyła krótko, po czym przybrała pozę łowiecką, by ten mógł zobaczyć to w praktyce. - Teraz ty. Pokaż.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Odpowiedź kotki skomentował cichym, ale przeciągłym mhm. Szybko. Ani trochę to nie pomogło mu w ustaleniu terminu, czy zmotywowaniu. Dwa wschody słońca? Pół księżyca? Dwa księżyce? No trudno, postara się i zobaczy, w ile będzie mógł się tego naumieć.
Jak dobrze, że miał odwrócony wzrok, bo na widok skrzywionego pyszczka mistrzyni zdecydowanie by się jeszcze bardziej zniechęcił. Najchętniej sam by przyszedł z całym asortymentem wiedzy, by tylko kremowa go przepytała i na następny dzień odstawiła gotowego do mianowania, ale no już było za późno na douczanie. Mógł jedynie chłonąć wiedzę i się starać.
Wrócił do kotki wzrokiem, dopiero gdy zaczęła tłumaczyć dalszy materiał. Poza, no tak. Kiedy patrzył na inne koty, wydawało się to łatwiejsze, a teraz ilość rzeczy, na którą musiał uważać była no... duża. Przytaknął na polecenie kremowej i po kolei, przybierał pozę. Pierw zgiął łapy, ale nie na tyle, by szurać brzuchem, wyrównał ogon i głowę z linią grzbietu, a na sam koniec spojrzał pod łapki. Uważając na patyczki i liście, ostrożnie, powoli wykonał kilka kroków. Na początku niezbyt pewnie, wahając się, jednak po chwili złapał jakiś rytm - dobrze? - zapytał, stając w miejscu i spoglądając na kotkę.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Patrzyła uważnie na ruchy kocura. O dziwo, zajarzył wszystko od samego początku, co przyjęła z zadowoleniem. - Dobrze - miauknęła. Może zrobić to lekko koślawo, a ogon opadał mu jeszcze przy ruchu, ale ogólnie wcale nie było źle. Choćby Bawełna chciała, nie mogła karać że ktoś nie umiał zrobić czegoś od razu. - Oprócz tego, to jak polujesz zależy na co w ogóle polujesz. Jak na ptaki, to zatrzymuj się od czasu do czasu, chowaj za krzewami i drzewami, bo one mogą cię łatwo zobaczyć i uciec. I polecam łapać je za skrzydła, wtedy nie odlecą, bo... nie mają czym. Do królika spłycasz oddech i zachowujesz się cicho, bo cię usłyszą, a gryzonie jak myszy czy wiewiórki wyczuwają drganie ziemi, więc łaź z ciężarem ciała przeniesionym na tylne łapy. Jak ci żarcie ucieka sprzed nosa, to nieważne co się dzieje rzucasz się w pościg. Albo dogonisz, albo nie dogonisz, ale lepiej spróbować zamiast od razu się poddać. Czaisz?
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Dobrze. Reakcja wojowniczki nie brzmiała na pochwałę, ale kocur będzie musiał się chyba przyzwyczaić do takich reakcji, więc przyjmie to znów jako pochwałę, tak!
Wyprostował się i wysłuchał dalszej części teorii i uh... Ledwo co załapał pozę i ma do niej jeszcze wplątać te regułki? Tooo będzie trudne. Większość tych zasad można było się domyślić, wiedząc coś o tych zwierzętach, ale zastosowanie ich w prawdziwym polowaniu to zupełnie inna kwestia - tak, chyba tak - rzucił, nie do końca pewien. Zobaczy się, gdy przyjdzie czas do praktyki, która miał wrażenie, że nadejdzie za kilka uderzeń serca.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
- Świetnie - odpowiedziała, zadowolona że nie musi odpowiadać na więcej pytań. Pokazała łapą załamanie daleko przed nimi - widzisz tamto wzniesienie? To koniec Makowej Polanki na której się znajdujemy, tam jest Trawiasta Dolina. Będziesz polował tylko tu, gdzie jesteśmy teraz, nie możesz wyjść dalej. Przynieś mi ptaka i dwa inne, jakiekolwiek inne zwierzęta. Będę tutaj - powiedziała, po czym usiadła w miejscu tak jak stała, patrząc z wyczekiwaniem na kocura. No, idź, pochwal się swoimi predyspozycjami do robienia... czegokolwiek.