Logo Artemidy
Trening Jaśminowej Łapy
#31
Patrzyła na niego, słuchając jego drżącego głosu. Skrzywiła się, widząc taką słabość. W kimś, kto miał być wojownikiem. Pokręciła głową, poruszając niespokojnie ogonem. - Spotkaniem wiewiórki i uciekającym wężem-jaszczurką nie nakarmisz klanu, Jaśminowa Łapo - westchnęła, choć jej głos nie był tak chłodny i twardy jak mógłby być w tym momencie. Czarno-biały miał sporo czasu na to, by spełnić zadanie, ale mniej szczęścia i umiejętności. Bawełniana Nić nie była potworem - wbrew pozorom - wiedziała, że pierwsze polowanie nie będzie wyglądać tak, jak wyszkolonego wojownika. Zielonooki musiał się jednak nauczyć, że w dziczy liczą się jego umiejętności, nie okoliczności. Głodnego kota nie będzie obchodziło to, że to było pierwsze polowanie, a to, że nie dostał kolacji.
- Nie rycz jak coś ci nie wyjdzie, tylko weź z tego lekcje. Teraz wiesz, że nie możesz dawać uciekać zwierzynie, a twoja praca musi być szybsza i wydajniejsza. Płaczem też nikogo nie nakarmisz - odparła, choć tu jej głos był twardszy i zdecydowanie poważniejszy. Nienawidziła słabości, bo jej mistrzynia była nią przepełniona. I teraz jest nikim. - Prowadź do tego ptaka, na dzisiaj wystarczy.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#32
Odwrócił wzrok na swoje łapki, nie wytrzymując presji patrzenia mistrzyni w oczy. Był gotowy na skarcenie, krzyki, czy cokolwiek, jednak… Dostał po prostu upomnienie. Nie było ono ciepłe i motywujące, jednak o dziwo nie najchłodniejsze, jakie mogło wyjść z pyska kremowej. Westchnął próbując opanować te piekielne łzy, ale chcąc nie chcąc dalej napływały do oczu. No i nareszcie, tama pękła wraz z napływem kolejnych słów kremowej. Mistrzyni miała racje, całkowitą racje, powinien się bardziej postarać. Płaczem przecież nic nie zdziała, więc czemu na gwiezdnych nie mógł się uspokoić. Kolejny głęboki wdech… Dalej nic. Nosz uspokój się już, nic wielkiego się nie stało. - D-dobrze, przepraszam - dodał pociągając nosem, a następnie żwawym krokiem podszedł do drzewa. Łapką ostrożnie odkurzył liście i na szczęście, była tam wrona. Terminator poczuł lekką ulgę, wytarł łapką łzy i wziął zwierzynę w pyszczek. Odwrócił się w stronę mistrzyni, jednak wciąż nie patrzył jej w oczy. Tym razem nie tylko przez presje, ale również przez lekki wstyd by pokazać swoje marne, załzawione oczka.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#33
Poczłapała za nim. I całe szczęście, wrona rzeczywiście tam była. Widząc jednak, jak ten ukrył swoją zwierzynę, chciało jej się śmiać. Tyle, że skąd miał to wiedzieć. To ona mu nie powiedziała. Nie mogła go za to skarcić, zwłaszcza, że młody już i tak był cały roztrzęsiony. - Dobrze. Ale wystarczy nieco bardziej inteligentny padlinożerca, a sprowadziłbyś jeszcze na nas jakieś niebezpieczeństwo, bo pod liśćmi czuć martwą zwierzynę. Następnym razem ją zakop w takim miejscu, byś go nie zapomniał - miauknęła jedynie i ogonem wskazała drogę do obozu. Wystarczy im na dzisiaj. Ona, bo nie chciała się jeszcze bardziej irytować, on, bo emocje zdecydowanie wzięły nad nim górę. A ona nie zamierzała z nim pracować, kiedy miał się zalewać łzami.
Weszli razem do obozu, po wcześniejszej drodze przebytej w absolutnej ciszy. - Odłóż wronę na stos. I idź do starszyzny, upewnij się, że niczego im nie brakuje. Wrócę do ciebie za parę dni - miauknęła, co było równoznaczne z pożegnaniem. Strzepnęła ogonem i ruszyła w stronę legowiska wojowników.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#34
Drobne upomnienie wychodzące z pyszczka Bawełny w uszach Jaśmina brzmiało jak kolejne skarcenie. Nawet tego nie udało mu się zrobić dobrze, schować zwierzyny. Mógł się zorientować, że taki świeży i intensywny zapach na pewno by coś zwabił. Wystarczyło go zakopać, po prostu zakopać. Położył uszy i nieśmiało przytaknął na słowa mistrzyni, jak kociak po skarceniu przez mamę. Czuł się okropnie zmęczony i oh gwiezdni jak dobrze, że zaraz odpocznie sobie w ukochanym obozie.
Gdy wrócił do obozu zgodnie z poleceniem szybko popędził, by odłożyć zwierzynę na stos, a następnie udał się sprawdzić co u starszyzny. Kilkudniowa przerwa na pewno dobrze mu zrobi.

***

I nastała przerwa, ale o wiele dłuższa niż to łaciaty się spodziewał. Wiedział tylko tyle, że jego mistrzyni się źle czuła. Był ciekaw co jej dolegało, lub co się stało, ale bał się wtykać nosa nie w swoje sprawy. Tak więc po prostu czekał, z jednej strony chcąc bardzo kontynuować swój trening, a z drugiej... Ciesząc się każdym wschodem słońca wolności od mistrzyni. Z dnia na dzień przez głowę przechodziły mu coraz częściej myśli, że słowa Kostka i Tojad były prawdziwe, że Bawełna nie chciała go szkolić, bo był słaby. Jednak nim zdołał popaść w całkowitą panikę, mistrzyni nareszcie wyznaczyła kolejny dzień treningu, którego... Łaciaty szczerze się bał.
Zgodnie z jej poleceniem zjawił się na Kocim Grzbiecie, trochę wcześniej niż jego mistrzyni powiedziała, ale nie chciał ryzykować, nie mógł pozwolić Beżowej na niego czekać. Bo co jeżeli by się wkurzyła i jeszcze bardziej na nim zawiodła? Oj gwiezdni. Łaciaty usiadł na miejscu ich spotkań, owijając swój czarny ogon dookoła łap i zatapiając się rzece przeróżnych myśli.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#35
Bawełniana Nić pojawiła się idealnie w porę. I z pozytywnym zaskoczeniem odnotowała, że Jaśminowa Łapa był już na miejscu. Nie uśmiechnęła się jednak na tą wiadomość, w sumie, to nijak zareagowała. W jej oczach nie kotliły się żadne emocje prócz obojętności. - Cześć. Chodź, przejdziemy się dzisiaj - miauknęła krótko. Może i była winna małe wyjaśnienia swojemu terminatorowi, bo kazała czekać mu dość długo, jednak absolutnie nie zamierzała tego robić. Bawełna generalnie... ostatnio nie rozmawiała. Z nikim. Nie miała z kim, bo się odcięła, znowu, więc wszystkie emocje zaczęła dusić w sobie. I było to trudne, fakt, ale tak było po prostu... łatwiej. Gdyby ktoś przypadkowo chciał się spytać, czy wszystko w porządku. Choć nikt nigdy nie pytał.
- Jakie znasz rangi w klanie, Jaśminowa Łapo? - zapytała, skręcając ostro w prawo, kiedy tylko wyszli z obozu.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#36
Wzdrygnął się, gdy tylko usłyszał głos mistrzyni. Był tak zatopiony w myślach, że nawet nie zauważył momentu, w którym do niego podeszła. W odpowiedzi na przywitanie po prostu skinął głową, jednocześnie potwierdzając, że zanotował w głowie dzisiejszy plan. Następnie przez kilka krótkich uderzeń serca przyjrzał się jej mordce i… Zdecydowanie nie wyglądała na zadowoloną. Znaczy, nigdy nie wyglądała na zadowoloną, ale w porównaniu z treningiem sprzed przerwy było gorzej. Wrócił wzrokiem do swoich łap, podążając tuż za mistrzynią.
- Um… Terminator, Wojownik, Kociak… Zastępca, Przywódca… Terminator Medyka, Medyk… Starszyzna i… I to chyba wszystkie, jakie pamiętam… - wymienił, robiąc co chwila krótką przerwę, by się zastanowić. Nie skierował wzroku na beżową, po prostu rzucił go gdzieś na bok. Były to wszystkie rangi jakie znał, jednak kto wie, może było ich o wiele wiele więcej, a on wymienił tylko te najbardziej znane przez każdego…
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#37
Nie lubiła Jaśminowej Łapy. Nie, w sumie to nie, to nie było trafne określenie. Była wobec niego neutralna, bardziej... nie lubiła jego niektórych cech. Był zestresowany, niepewny tego, co w ogóle do niej mówił, jakby cały czas bał się od niej krzyku czy złości. A przecież nie o to tu chodziło. Przecież nie chciała na niego krzyczeć - dopóki nie da mu powodu - nie chciała. Była tutaj po to, żeby go wyszkolić, nie po to, żeby go stresować i straszyć. I nie wiedząc czemu, ale teraz się tym przejęła i chciała to wyjaśnić, więc zamierzała zrobić to od razu.
- Stój, Jaśminowa Łapo - miauknęła, zatrzymując się nagle i wbijając zielony wzrok w czarno-białego. Nie wiedziała czemu chciała usłyszeć wyjaśnienia. Chyba samotność naprawdę coś z nią zrobiła, bo wcześniej nie za bardzo interesowało ją to, co kto o niej myślał. W sumie, to dalej jej nie interesowało. Po prostu nie wiedziała skąd się wzięło w młodym terminatorze przeświadczenie, że trzeba się jej bać, skoro nic nigdy mu nie zrobiła. - Wszystko... e. W porządku? Boisz się mnie? - zapytała. I zdała sobie sprawę, że to pierwsze pytanie jeszcze nigdy nie wyszło z jej ust. Była bezpośrednia, fakt, ale chciała wiedzieć. Przecież widziała nieraz Jaśmina w obozie, nie był taki w stosunku do innych, jedynie do niej. A przecież nic złego nigdy mu nie zrobiła.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#38
Zesztywniał, gdy tylko usłyszał rozkaz od Bawełny. Odruchowo spojrzał jej w oczy i um… Chyba nie zgadł z tymi rangami. Było aż tak źle? Miał kilkanaście księżyców, powinien znać pewnie więcej! A-ale przecież nie słyszał w obozie o innych. Chyba, może miał z pamięcią coś nie tak? Nim jednak zdążył znaleźć kolejne powody, by się obwiniać, z ust beżowej wypadło… dość niespodziewane pytanie. Zamrugał dwa razy. Aż tak mocno to okazywał? Co miał teraz odpowiedzieć? Udać twardziela, wymyślić wymówkę, czy… Czy po prostu powiedzieć jak to jest… Trochę zestresowany, westchnął. No trudno, najwyżej będzie jego ostatni dzień jako terminator Bawełnianej Nici - T-tak? Nie? Nie wiem, trochę. Bo nie jestem idealnym terminatorem, często mi nic nie wychodzi a-a ty jesteś dość… wymagająca i surowa. Nie pamiętam też czy kiedykolwiek mnie pochwaliłaś, ciągle tylko masz wobec mnie oczekiwania, a ja cię tylko rozczarowuje. I-i do tego dochodzi jeszcze stres, b-bo jeśli dalej będę taką fajtłapą, to nie będziesz chciała mnie szkolić i zostanę na zawsze terminatorem. Nie mogę się przestać obwiniać i to mnie przerasta, a chce się pokazać od najlepszej strony, ale nie potrafię i… i… - nie wytrzymał, polały się łzy, a łaciaty padł na ziemię, zasłaniając swój pyszczek łapkami. Oddychał ciężko, ledwo łapiąc powietrze. Spanikował, oj mocno spanikował. Czy bał się Bawełny? Trochę, jednak bardziej bał się bardziej jej reakcji na swoją niewiedzę. W jego wieku niektórzy byli już wojownikami ze swoim terminatorem, a on… Leżał tutaj, przed swoją mistrzynią nie potrafiąc powstrzymać płaczu. Naprawdę żałosne.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#39
Zdecydowanie nie spodziewała się, że Jaśmin odpowie jej... tak. Jak już zaczął mówić, to miała wrażenie, że będzie mówić bez końca. Ale to chyba dobrze. Niech mówi. Ona i Płotka nigdy nie rozmawiały. Nigdy nie wyjaśniały czegoś, co było dla jednej problemem. W sumie, to Bawełna nigdy z nikim niczego nie wyjaśniała. Po prostu to ignorowała, albo dusiła w sobie, nie chciała konfrontacji. Bo nie lubiła rozmawiać. Dużo łatwiej było coś po prostu... omijać, zamiast wyjaśniać, i choć to nie było dobre podejście, to nie można było jej winić - tak została wychowana. Bo o ile jej mama często mówiła o emocjach, tak ojciec wcale, a po kłótni z rodzicielką absolutnie nie chciała być jak ona. I jakoś to wyszło.
- Gwiazdy, nie płacz. Nie o to mi chodziło. Nie chciałam, żebyś płakał - miauknęła, siląc się na odrobinę bardziej miękki głos niż zazwyczaj. Cholera, czemu on taki był. Taki... płaczliwy. Czemu zawsze płakał. Czemu był słaby. - Nigdy nie powiedziałam ci, że jesteś fajtłapą. I tak nie myślę. Jeśli przejmujesz się tamtym polowaniem, to przestań, przecież robiłeś to pierwszy raz. Nie jestem potworem, nie wymagałam, że będziesz robić to tak jak ja - myślała, że było to oczywiste. Oczywiście, że dużo wymagała od swoich terminatorów, ale przecież nigdy nie krzyczała, nie karciła, jeśli ktoś tych wymagań nie spełnił. Jasmin był młody, polował pierwszy raz. Nic dziwnego, że nie udało mu się spełnić prośby Bawełny. Ona nawet nie przypuszczała, że mu się uda. - Posłuchaj. Nie chcę, żebyś był idealnym terminatorem. Jeśli będziesz chciał chodzić na treningi, będziesz się starał, to wyszkolę cię do końca. To zależy tylko od ciebie, rozumiesz? Ja nie chcę ci robić problemów, tylko chcę wyszkolić cię na wojownika, nic więcej. I nie chcę, żebyś się mnie bał. I, na wszystkich gwiezdnych, nie płacz mi tutaj, bo ja nie wiem jak zareagować, a to też dla mnie niekomfortowe. Okej? - mówiła. I chyba pierwszy raz od bardzo długiego czasu mówiła o tym, jak się czuje. I nie wiedziała czy powinna, bo Jaśmin był tylko... Jaśminem, był jej terminatorem, nikim więcej, żeby miała się mu zwierzać. Żeby miała mu mówić o emocjach i odczuciach. Po prostu chciała dać mu do zrozumienia, że wcale nie wymagała od niego bycia idealnym. Mógł robić błędy, mógł się mylić i nie spełniać jej oczekiwań, póki się starał i Bawełna widziała, że miał chęci na ukończenie treningu, to zrobi wszystko, żeby ten trening ukończył.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#40
Leżał jako zapłakana kulka, jednak z każdym słowem mistrzyni czuł się trochę… Spokojniej. Nie nienawidziła go, ani też nie uważała go za porażkę. Jeszcze jej ton był taki… Przyjemniejszy niż zazwyczaj. Czy rzeczywiście tak myślała? Czy może wstrzymywała się z ochrzanem dla łaciatego? Nie ważne co było prawdą, najważniejsze, że na niego nie krzyczała, nie rzuciła groźbami, tylko… Wytłumaczyła. I to w dość delikatny sposób. Gdy tylko terminator poczuł, że jego oddech się wyrównał, wytarł łapkami oczy i wstał, prostując się. Pewnie wyglądał marnie, ale wciąż to lepsze niż żałosne leżenie na ziemi. - O-okej. Przepraszam, postaram się już nie płakać. - Wciął większy wdech i… Rzeczywiście, już do jego oczu nie płynęły łzy. - Czasem tak mam, po prostu to silniejsze ode mnie - dodał z lekkim uśmiechem, próbując się usprawiedliwić. Zazwyczaj udawało mu się powstrzymywać, ale nie w takich sytuacjach jak ta. - I dziękuję, że jeszcze chcesz mnie szkolić i że nie jestem według ciebie fajtłapą… I um… Mistrzyni, skoro nie rozmawiamy na razie o materiale, to… Jeśli mogę wiedzieć, coś się stało, że tak długo nie było treningów? - delikatnie zapytał, spoglądając w oczy wojowniczce. Skoro już się upokorzył, to mógł chociaż spróbować zapytać, czy coś się działo. Musiał wiedzieć, czy to rzeczywiście było coś poważnego, czy może wina jego niekompetencji… Nie chciał wchodzić w jej życie ze swoimi łapami, szczególnie jeśli beżowa sprawiała wrażenie kogoś, kto o takich rzeczach nie lubił otwarcie gadać, ale… nie szkodziło zapytać, prawda?
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#41
Pokiwała głową. Nie płakał, to najważniejsze. Naprawdę nie lubiła, gdy ktoś to przy niej robił. Absolutnie nigdy nie wiedziała co wtedy zrobić, co powiedzieć, więc nie mówiła nic, a to było jeszcze bardziej niekomfortowe. I naprawdę chciała, żeby Jaśmin przestał na każdym ich wyjściu zalewać się łzami, choć starała się zrozumieć, że nie robił tego specjalnie.
- Nie - odparła od razu, czując, jak coś ścisnęło ją w sercu. Nie mógł wiedzieć. Nikt nie mógł wiedzieć. Nie, że to była jakaś tajemnica, po prostu Bawełna nie byłaby w stanie o tym mówić. I w zasadzie nie wiedziała dlaczego. Węgorz ją ośmieszył. Splunął jej prosto w twarz, tak po prostu, jakby nic nie znaczyła. Jakby była śmieciem. Więc ona zrobiła to samo. Tylko czemu potem zniknął. Czemu nagle nie miała uciążliwej, czarnej zmory nad głową, czemu nagle nikogo obok niej nie było. Nie tęskniła za Węgorzem. Nienawidziła go. Tęskniła za towarzystwem. Kogokolwiek. Chciała mieć kogokolwiek. - Ale to nie była twoja wina, spoko. Sorki, że tak wyszło - rzuciła, wzruszając ramionami. Następnie ruszyła dalej, kierując się wciąż w tym samym kierunku.
- Co do rang - dobrze. Wiesz, jakie ma funkcje... którakolwiek z nich? - wróciła szybko do materiału, bo nie lubiła takich odskoczni od głównego tematu. Ale czasem trzeba było. Niestety.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#42
Nie… Jednak ta krótka odpowiedź nie usatysfakcjonowała Jaśmina. Czuł, że coś musiało się stać, jednak jego przeczucie równie dobrze mogło go mylić. A nawet jeśli miał racje, to nie było sensu drążyć tematu, skoro wojowniczka wyraźnie nie chciała o nim rozmawiać. Co ciekawsze, chwilę później z jej pyszczka wyszły… Przeprosiny? Nie jakieś poważne, czy brzmiąca jak prawdziwe, szczere przeprosiny, jednak wciąż usłyszeć zwykłe sorki od beżowej to chyba była rzadkość… - Oh, okej - dodał, a następnie popędził, by wyrównać kroku mistrzyni i ruszyć obok niej w dalszą drogę.
- E, em, wiem bardzo dobrze jakie obowiązki ma terminator. Słuchanie się starszych, polowanie, patrole, wymienianie mchu, sprawdzanie czy starszyzna i matki czegoś nie potrzebują, i przede wszystkim chodzenie na treningi - wymienił to z łatwością na jednym wdechu, w końcu robił to wszystko już kilka księżyców… - Wojownicy, Polują i patrolują… Medyk leczy… Przywódca mianuje koty, zwołuje ceremonie i ma te, dodatkowe życia. A starszyzna i kocięta chyba nic? Nie widziałem żeby starszyzna coś robiła, a jako kociak jedyne co musieliśmy z rodzeństwem, to słuchać się taty… - dodał, zgadując połowę rzeczy. Nie wymienił wszystkich funkcji, ominął kilka rang bo nie był co do nich pewien, jednak… Udało mu się wydusić kilka punktów, przy okazji nie obwiniając się za swoją nie wiedzę. Jednak nie był to jeszcze powód do triumfu, spojrzał w stronę beżowej, nieświadomie lekko opuszczając łepek. Czy to było wystarczająco?
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#43
- No - rzuciła, chcąc przeanalizować to, co mówił do niej Jaśminowa Łapa. Dobrze rozwinął kwestię obowiązków terminatora, ale jeśli zrobiłby to źle, to byłaby naprawdę bardzo zawiedziona. Cieszyła się, że przynajmniej znał swoje miejsce i wiedział co robić. To było najważniejsze. - Dobra, zwolnij. Wojownicy to największa grupa w klanie, która za zadanie ma patrolować granicę i tereny, polować, ale także bronić słabszych w chwili niebezpieczeństwa. Wojownik to ktoś odpowiedzialny, kto w pierwszym momencie ewentualnego kryzysu najpierw będzie myślał o innych, a potem o sobie. Oprócz tego trenuje terminatorów tak, by byli godni dołączenia do wojowników - wytłumaczyła, bo bycie wojownikiem to nie tylko 'polowanie i patrolowanie'. To oddanie się klanu. Lojalne. Bawełna zawsze była lojalna Rzece. Nie wyobrażała sobie uciec, nie wyobrażała sobie nagle nie być częścią swojego klanu. Choć ostatnio mocno zwątpiła w Rzeke, bo stała się słaba. Po rządach Czerwonej Gwiazdy stała się słaba. I z każdym dniem zielonooka miała problem, czy byłaby w stanie oddać życie za... to coś. Kiedyś - bez wahania. Teraz? Teraz nie. Teraz Rzeka była niczym. - Medyk to wsparcie nie tylko fizyczne, ale psychicznie. Jeśli źle się czujesz z swoimi myślami, masz jakiś problem taki... no wiesz, nie typu rana czy coś, to też możesz przyjść do lecznicy. Pogadać. Fizycznymi obrażeniami także się zajmują, więc jeśli masz jakąś ranę, albo... chorobę, wymiotujesz, boli cię tak naprawdę cokolwiek - idź do lecznicy. Dla własnego spokoju. Dodatkowo oni zajmują się zbieraniem ziół, są też wsparciem dla przywódcy, radą. I mają kontakt z Gwiezdnymi, odbierają od nich przepowiednie czy... czy coś tam. Medyk to główny zarządca w lecznicy, prócz tego jest także Pomocnik Medyka, kot, który ukończył szkolenie, dostaje imię, ale nie staje się pełnoprawnym medykiem, który ma najwięcej mocy sprawczej w Królikarni. I terminator medyka, który jest... terminatorem medyka. To chyba jasne - mówiła, mówiła. Treningi miały to do siebie, że musiała mu mówić wykuty materiał, teorię, którą musiał usłyszeć każdy. Jej prywatna opinia trochę się różniła. Nie lubiła absolutnie nikogo z medycznej zgrai. I kiedy miała problem i byłaby gotowa się do niego przyznać - co jeszcze nigdy się nie zdarzyło - ostatnim, gdzie by poszła, byłaby Królikarnia.
- Przywódca to najważniejszy kot w klanie. To on podejmuje ostateczne decyzje, jest sercem klanu. Zwołuje ceremonie, mianuje nowych terminatorów i wojowników. Także może dostać przepowiednie od gwiazd, jego słowo jest prawem. Ma dbać o dobrobyt i porządek w klanie. Może dlatego w rzece ostatnio jest, jak jest - charknęła ciszej ostatnie zdanie, wzruszając ramionami. Klan bez przywódcy nie istniał. Ostatnio rzeka nie istniała. - Po śmierci przywódcy na jego miejsce wkracza zastępca. Zastępca to jego prawa łapa. Nadzoruje działania klanu; patrole, polowania, zastępuje przywódcę w kryzysowych sytuacjach. Zastępcą staje się wojownik, który wyszkolił choć jednego terminatora i zostanie wybrany przez ówczesnego przywódcę.
Strzepnęła ogonem i poinformowała kocura, że po lewo mają Makową Polankę, nad którą jest Koci Grzbiet, który Jaśmin już znał, a teraz stali na Trawiastej Dolince. Szła jednak dalej, nie zatrzymywała się. - Ta, w sumie to kociaki nie robią nic. Do czasu ich treningu mają czas by się rozwijać, zapoznawać się i tak dalej. W sumie, to pasożytują. Starszyzna w sumie też, choć oni wcześniej wiele księżyców przysługiwali się klanowi, a czas na randze starszyźnie to ich... odpoczynek. Jest jeszcze jedna ranga, o której zapomniałeś. Matka. Wiesz, czym się zajmuje?
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#44
Wyprostował się, wysłuchując wytłumaczenia beżowej. Ktoś odpowiedzialny, broni słabszych… Brzmiało to majestatycznie i Jaśmin o dziwo był na drodze, by zdobyć tę rangę. Jednak czy uda mu się nabrać siły, by rzeczywiście godnie bronić słabszych, jak to mistrzyni wytłumaczyła? To się dopiero okaże, na razie będzie musiał dać z siebie sto procent! Następnie był medyk i… Oh. Wiedział o leczeniu ran i chorób, ale psychicznie? Barwna woda sprawiał wrażenie ogarniętego, tak samo, jak jego terminatorzy, więc pewnie kilka osób skorzystało z tej formy pomocy… Jednak jaśminek nie przepadał za mówieniem o swoich problemach z obcymi. Owszem, spędził trochę czasu w lecznicy jako kociak i poznał troszkę bliżej medyków, ale wciąż… Wolał się wyżalić tacie, z którym się lepiej znał. O Pomocniku medyka natomiast nigdy nie słyszał. Mieli takiego w klanie? Nie kojarzył, jednak wiadomość o jego istnieniu, jak i oczywistej randze terminatorze medyka przyjął ze skinięciem głową i krótkim mhm które wydobyło się z jego pyszczka.
I nastał przywódca, ranga, która wywoływała największy podziw u kocura. Nie doświadczył nigdy rządów Czerwonej Gwiazdy, jednak wciąż, sama wizja, że jeden kot ze swoim zastępcą rządzą klanem była niesamowita. Jeszcze dochodziły te, dodatkowe życia! Nie wiedział o co chodziło z tym charknięciem wojowniczki, więc po prostu zignorował je, skupiając się całkowicie na materiale. Zastępca też brzmiał na kogoś niesamowitego. Nigdy pewnie nie zdobędzie tej rangi, ale samo wyobrażenie, że nosi taką było ekscytujące, choć trochę przytłaczające. Z kociętami w sumie zgadł, mistrzyni tylko rozwinęła jego myśli, na co po prostu przytaknął i… Oj, kolejna ranga, o której zapomniał… - Matka? A nie chodzi o opiekuna…? Wiem, że opiekują się kociętami. Moja mama była nim przez chwile jak byłem jeszcze kociakiem i… W sumie tylko nas karmiła… - dodał, spoglądając gdzieś na bok. To nie było za fajne wspomnienie...
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#45
- A. No ta - miauknęła, bo chyba przy usuwaniu z pamięci postaci kogoś takiego jak Ćmi Zmierzch, usunęła także jej zarządzenia, które zwykle obeszły ją obok nosa, nie bardzo interesując się tym, że na matkę mówiło się teraz jakoś inaczej. Nigdy w życiu i tak nią nie zostanie, nie miała też styczności z kociarnią i generalnie, no, nie był to temat który ją jakoś bardzo obchodził. - Opiekun. Fakt, gdy kotka ma swój miot, odchodzi od obowiązków swojej ówczesnej rangi i spędza czas w kociarni, zajmując się swoimi kociętami. Jest jednak coś takiego, jak opiekun na pełen etat. Po treningu zamiast być wojownikiem, możesz prosić o mianowanie cię na opiekuna. Opiekun zajmuje się kociarnią, ogarnia i ją, i matki, które mają lub spodziewają się kociąt, no i oczywiście kociętami, bo wychowanie ich to jednak nie taka prosta sprawa. Nie wiem. Chyba, ale patrząc na zachowanie niektórych kociąt, to to musi być katorga - wzruszyła ramionami. Jej mama była Opiekunem. I kiedyś może jeszcze miała wgląd na to, jak wyglądała taka praca, ale nie rozmawiała z nią już masy księżycy, zapomniała o niej. Żołędziowa Cętka dla niej nie istniała. Słony Wiatr też. I całe rodzeństwo. Nie miała rodziny, nie uważała się za jej członka.
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości