Drobna, klasycznie prążkowana ruda koteczka z białymi znaczeniami od brzuszka aż po bródkę wraz ze skarpetkami. Futerko ma długie, miękknie i wiecznie potargane. Oczka zaś ndal mają swą koięcą barwę.
Mirabela jest cichą i spokojną kotką, z pozoru wręcz leniwą i bujającą w obłokach. Cała jej uwaga jednak skupia się na obserwacji i fascynacji pięknem świata wokół niej. Ma oko do detali i łatwo widzi rzeczy których inni nie dostrzegają. Dzięki temu jest również empatyczna i zawsze chętna do uszczęśliwiana innych, czasem nawet kosztem swojej własnej wygody i komfortu. Ma również skłonność do widzenia we wszytskim samych najlepszych cech przez co niestety jest w stanie ignorować niebezpieczeństwa i czerwone flagi.
Mirabelka wzięła głeboki wdeh gdy tylko siostra w końcu z niej zeszła. Nie narzekała jednak, czas spędzy z każdym z jej rodzeństwa był bezcenny i ruda kotka niezwykle go sobie ceniła. Uśmiechnęła się zatem promiennie do siostry i również ją polizała. Tak właśnie robiła mama oraz ich starsze rodzzeństwo aby okazać im czułość. Mała kotka lubiła ten gest niezmiernie. Uwielbiała czułość, troskę i życzliwość. Czuła się wtedy takie osobliwe ciepło, szczęście i bezpieczeńswo. Chciała żeby wszyscy wokół niej zawsze tak właśnie się czuli.
Na propozycję siostry przystałą bardzo chętnie.
- [b]Ja tesz jestem głodna - odparła, z uśmiechem który nigdy nie opuszczał jej pyszczka. W porónaniu do siostry była zmęczona i cieszyła się na możliwość odpoczynku. Marzyło o tym aby się najeść a potem uciąć sobie miłą drzemkę wkulona w ciepłe futerko mamy.
Toteż Mirabelka pognała niezdarnie za Oazą.
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Ich poprzedni sparing był udany. Omen powiedziałby, że nawet trochę zbyt udany. Czyżby mieli wyjątkowo szczęśliwy dzień, że większość ich ruchów była aż tak udana? Może następny sparing będzie trochę bardziej oddawał to, jakie faktycznie mają doświadczenie. Czyli no, praktycznie zerowe. Zobaczymy. A może jednak są urodzeni do walki? Byłoby śmiesznie. Zwłaszcza, że Omen, podobnie jak Aura, nie planował sobie przyszłości jako stróż.
Robiło się już całkiem ciemno, Omen opuścił swoją norę i ponownie czekał na Aurę, tym razem w Rumowisku. Nie będą jednak tutaj oczywiście walczyć. Nie. Nie chcieli się przecież nadziać na odłamy skalne. Przeniosą się trochę dalej. Ale Rumowisko chociaż nadawało się jako miejsce na czekanie, które ta czy siak nie powinno być długie.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Rumowisko było też bardzo łatwym w dostrzeżeniu z daleka punktem orientacyjnym. Tak więc było to idealne miejsce, aby czekać. I na Aurę nie trzeba było długo czekać, chociaż przyszli lekko spóźnieni. W końcu Szkolenie zajmowało trochę czasu, a też trochę przedłużył się spacer po granicach i dopiero przed chwilą powrócili do obozu. Szybko żegnając się z Artemem i Kos Aura popędziła do Rumowiska, gdzie czekał już Omen, w blasku nocnego nieba. Bitwa o zmroku była w sumie dość dobrym ćwiczeniem. Odbierało to możliwość oślepienia swojego wroga słońcem (tym bardziej wrażliwego na światło brata), ale za to dodawało trudności w widzeniu (ale nieznacznej, w końcu byli kotami) i w sumie... spędzanie czasu z bratem było wystarczającym wynagrodzeniem chwilą czasu, który przesuwał trochę ważną dla Aury rutynę. Tracił na śnie, bijąc się teraz z Omenem. Na szczęście jednak umówili się na sparing już parę dni temu, co dało Aurze czas na zebranie się na tę drobną edycję planu działania.
— Hej, Omen! — woła, podchodząc bliżej. Dzisiaj był dobry dzień, może też ich sparing będzie dobry. — To co, tym razem. Ja mam zacząć? — pyta, jako że ostatnim razem to białofutry kot rozpoczynał walkę treningową.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
No i faktycznie nie czekał bardzo długo. Na widok rudego kota wstał, podchodząc kawałek bliżej - Aura. Cześć - uśmiechnął się do starszego rodzeństwa. Miło było je widzieć.Te sparingi były dobrym powodem, by w ogóle się spotykać. Może nawet spróbuje wyciągnąć z rodzeństwa kogoś jeszcze na takie sparingi? Może pomogłoby to w zaciskaniu więzi? Bo jego relacje z resztą rodziny leżały i kwiczały. Kiedyś miał nawet dobrą relację z Dżumą, ale teraz... Gdzie w ogóle się ona podziała?
- Tak - tym razem zobaczymy jak Aura zacznie walkę. Wydawali się być trochę bardziej kreatywni jeśli chodzi o ruchy. Może podpatrzy któryś z ich ataków, jeżeli wyda się on Omenowi ciekawy, ale i zarazem bardzo sensowny. Przecież robili te sparingi, by spróbować się czegoś nauczyć na doświadczeniu. No i by spędzić do tego ze sobą trochę czasu, ale to to już szczegół. Omen obserwował uważnie Aurę i, jak sądził, gotowy zareagować na ich pierwszy ruch.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Rudy kot serio cieszył się, że z tych sparingów zrobili z Omenem już chyba... Tradycję. Starszy kot dzięki temu mógł przywiązać się do młodszego brata. Chciałby mieć dobre relacje z całym Nowym Świtem, tak więc cieszył się z dobrego początku w drodze do tego celu.
Słysząc potwierdzenie swojej małej teorii, Aura skinęli głową. Tak więc teraz tylko wymyśleć, jak w ogóle zacząć... Hm. W sumie... Co gdyby spróbować przewrócić Omena, ale nie tak jak zwykle, uderzając w bok, ale bardziej w łapy? Starszy kto jeszcze tak nie próbował, ale może się uda?
Rolling 1d10+2: 9 +2 = 11
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Omen chciał mieć bliższe relacje z rodziną. Zwłaszcza po tym, jak Dżuma zniknęła. Zastanawiało go, co się z nią stało. Chciał wiedzieć, czy chociaż wszystko jest z nią w porządku. Oprócz niej nie miał za bardzo bliskich relacji w rodzinie, nawet jeśli wszystkich i tak bardzo kochał. I tutaj przyszła nadzieja w formie spędzania czasu z Aurą. Powoli się zbliżali. Nawet jeśli większość czasu spędzali na sparingach. To wciąż jakaś forma spędzania wspólnie czasu.
Ledwo zdążyli się odsunąć od okruchów skalnych, a Aura już zaatakowali. Przewalili Omena, ale nie tak, jak Omen się mógł spodziewać - zamiast w bok, wycelowali w łapy. I zrobili to całkiem porządnie. Pewnie zostanie po tym siniak.
Przewalony, leżąc na ziemi zamachnął się łapą, próbując sypnąć ziemią w oczy Aury, z nadzieją, że w przeciwieństwie jak było poprzednio, tym razem trafi i oślepi na chwilę starsze rodzeństwo. Chciał kupić sobie w taki sposób trochę czasu, by mógł wstać i spróbować oddać mu w jakiś sposób.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Dżumy nie ma. Ambient nie ma. Alaska i Jenot są praktycznie niedostępni. Przynajmniej tyle, że był Omen. Nawet jeśli większość czasu treningowo się bili, to to było przynajmniej coś. I serio było miło. Spędzali wspólnie czas i to się liczyło.
Omen upadł, ale nie zajęło mu długo, aby wymyśleć jakiś kontratak. Na dodatek wyszło to białofutremu dziecku Tsunami dość dobrze! Aura, teraz oślepieni piaskiem, spróbowali... to wytrzymać. Spróbować walki bez wzroku. Jasne, piasek za chwilę wypadnie, ale dawało to wymówkę, aby nie patrzeć, a skupić się na innych zmysłach. Przecież Omen tak spędza większość dnia, kiedy musi wyjść z Ukrytej Pieczary — nic nie widząc.
Pomysł był taki, aby spróbować przygnieść Omena do ziemi. Aura próbował od tyłu złapać łapą jedną z łap brata, a potem zrobić to samo z drugą, aby przygwoździć młodszego kota do ziemi. A co dalej? Zobaczymy.
Rolling 1d10+2: 9 +2 = 11
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Od pogrzebu Tsunami Sekwoja skupiała się na pracy. Śmierć jej siostry skłoniła ją do głębszych przemyśleń. Musiała harować ciężej, by stać się silniejsza. Nie chciała nikogo stracić. Nigdy więcej. Nie mogła oczywiście powstrzymać wszystkiego. Złe rzeczy po prostu się dzieją. Powodują chaos. Prędzej czy później wszystko i tak się spieprzy, a spokój to tylko cisza przed burzą. Zawsze trzeba było być czujnym i przygotowanym na wszystko. Ona najwyraźniej nie była gotowa na wszystko. Nie była gotowa na to że straci najważniejszego kota w swoim życiu. Czuła jaką taką dziwną pustkę, ogromny smutek, to była żałoba, ale gorsza od wszystkich które przeżywała wcześniej. Nie miała jednak czasu na przeżywanie takich rzeczy. Nie była taka jak Raniuszek, nie rozbeczy się, jak jakiś dzieciak i nie tupanie nóżką. Była kotem czynu. Musiała trzymać się w kupię, jeżeli chciała się przydać swojej rodzinie.
Teraz jednak była pora coś zjeść. Właśnie wróciła z polowania, odłożyła jednego piszczka do spiżarki, a dwa pozostałe zgarnęła dla siebie. Dwie wychudłe myszy. Zdarzało jej się zapominać o jedzeniu. Miała za dużo na głowie, ciężko pamiętać o takich pierdołach. Po prostu jadła więcej za jednym zamachem. W końcu co za różnica, ważne żeby jeść, a nie ile, kiedy i gdzie.
//Artem
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Nie miał pojęcia jak podejść do Sekwoi tak żeby ta nie rozdrapała mu pyska. Nigdy nie miał pojęcia jak to robić, ale teraz to już w ogóle. Nie chciał dolewać oliwy do ognia kiedy kotka przeżywała żałobę. Widać to było po niej. Nawet jeśli z zewnątrz wyglądało to po prostu jak ciężka praca. Artem przeklinał samego siebie za to że zaproponował kotce pomoc w jakiejś próbie poradzenia sobie z tą całą sytuacją wtedy w czasie pogrzebu -oczywiście jeśli ta by tego chciała. Przecież on nie potrafił! Zwłaszcza kiedy kot któremu zaoferował próbę pomocy może rzucić mu się do gardła w każdej chwili. Na cokolwiek było czy nie było tam na górze! Jaki on był czasami tępy i za bardzo uczuciowy!
Musiał się chwilę zastanowić jak podejść do kocicy, żeby jej nie rozzłościć. To nie było zbyt proste zadanie, bo Sekwoja potrafiła być nieobliczalna, przynajmniej w jego towarzystwie. Kiedy zobaczył, że Radna zatrzymała się na chwilę żeby coś zjeść… postanowił, że los daje mu właśnie teraz okazję. “Teraz albo nigdy” mówi mu. Artem nie miał większego wyboru tylko skorzystać z sytuacji, więc podszedł powoli do jedzącej kocicy, siadając gdzieś obok, ale nie na tyle blisko żeby -nawet jeśli przypadkiem- przekraczać kółko jej personalnej granicy. Nie byli na tyle blisko żeby mógł to zrobić.
-Um… hej… jak się czujesz? -zaczął. Nie chciał pytać “czy wszystko dobrze?”, bo widać że nie było dobrze. Nie chciał pytać “jak się masz?”, bo nie było to najlepiej sformułowane pytanie. Nie chciał pytać “jak sobie radzisz?”, bo widać było jak sobie radzi… zapracowując się. Przepracowując się nawet. Pytanie “jak się czujesz?” wydawało mu się najlepszą opcją na zaczęcie rozmowy. Nie sugerowało, że wszystko może być już w porządku, zwłaszcza po tak krótkim czasie, nie brzmiało jakoś specjalnie głupio i dawało możliwość wygadania się w jakiś sposób o tym co się tam w sercu i umyśle teraz dzieje.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Nie planowała żadnej gadki szmatki podczas jedzenia. Nawet gdyby na pewno wybrałaby Artema. Nie żeby już zapomniała, o jego słowach podczas pogrzebu Tsunami. To było całkiem, ten, no, brakło jej słowa. Nikt spoza jej najbliższych jej nie współczuł. Litość skończyła się w momencie w którym dorosła. Nie potrzebowała jej. Nie rozumiała też czemu tak zrobił. Może chciał zdobyć jej zaufania, a potem wykorzystać albo po prostu był miły. W każdym razie skoro już tu jest to ciężko go zignorować.
- Huh? A jak myślisz? - odpowiedziała chłodno i bez emocji. Westchneła. - Ale skoro pytasz. Bywało lepiej. Straciłam najważniejszą osobę w moim życiu, ale po prostu potrzebuje czasu. Jakoś sobie poradzę. Zawsze tak jest. Fajnie że pytasz - odpowiedziała. Słowo, dziękuję nie przeszłoby jej przez gardło. Tsunami była jedną która była z nią od początku. Ostatnim co łączyło ją z dawnym życiem. Nie potrafiła przestać o niej myśleć. Wiedziała że Tsunami któregoś dnia umrze. Jednak chciała umrzeć pierwsza, bo nie musieć żyć bez niej. Los jednak zadecodywało inaczej, a Raniuszek zepsuł jej ostatnią szansę by się porzegnać. Nienawidziła go za to.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Oczywiście, że nie mogło się odbyć bez krytycznej odpowiedzi Sekwoi. Inaczej Sekwoja nie byłaby Sekwoją. W sumie to Artem sam by się wtedy zdziwił, ale teraz kiedy usłyszał pierwszą część wypowiedzi Radnej to musiał się powstrzymać, żeby nie westchnąć ze zrezygnowaniem. On po prostu wypełniał swoją obietnicę, bo jak już ją złożył to nie zamierzał jej złamać. On nie był takim kotem, który wypluwa nic nie znaczące słowa z pyska. Plus, żyli razem w jednym stadzie, wychowywali razem Pęda... miłoby było zakopać topór wojenny chociaż częściowo.
Ciemnobrązowy point musiał zastanowić się chwilę jak odpowiedzieć na kolejne słowa. Nie spodziewał się jakichkolwiek podziękowań ze strony kremowej kocicy, ale jej ostatnie słowa dla niego były właśnie tym. Po prostu było to "dziękuję" wypowiedziane trochę inaczej. Tak bardziej... sekwojowo.
-Powiedz mi... czy mógłbym ci jakoś pomóc? -zapytał ostrożnie- Wiem, że każdy przeżywa żałobę na swój sposób, zwłaszcza taką, więc nie chciałbym ci tego utrudniać czy cię denerwować kiedy już jest ci ciężko -Artem starał się jak najostrożniej dobierać swoje słowa, bo w każdej chwili ta bardziej przyjazna atmosfera mogła runąć i zamienić się w pył- jednak jeśli mógłbym w jakikolwiek sposób ci pomóc, jakkolwiek... możesz mi powiedzieć. Zrobię co w mojej mocy -w duchu zaczął się modlić, żeby jego słowa nie zostały przyjęte z wrogością. Jaki on był beznadziejny w tych sprawach.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Od czasów, gdy ostatnio był widziany w tych okolicach, zdążył wyrosnąć na całkiem sporego kocura. Nie należy może do tych największych w lesie, ale znajduje się nieco powyżej przeciętnego wzrostu, a wygląd jego (w rzeczywistości dość szczupłej sylwetki) powiększa długie, grube futro pokrywające go w całości. Na większości powierzchni pozostaje ono jednolicie czarne, jedynie w niektórych miejscach ozdobione białymi znaczeniami – pierwsza taka plamka pojawia się pod nosem, skąd przechodzi na brodę, a następnie rozprzestrzenia się na szyję, pierś i brzuch, do którego połowy sięga. Również na każdej z jego stóp można znaleźć podobne łaty, gdzie tworzą krótkie skarpetki, poza tym śnieżnobiałe są także wąsy kocura. Ostatnim z wyróżniających się kolorystycznie elementów Nemo są jego oczy – o żółtej, jakby miodowej barwie.
] Na pierwszy plan charakteru Nemo wysuwa się nie on sam, a wszystko, w co wierzy, zasady i tradycje, które zostały mu przekazane przez jego opiekuna i które teraz sam chciałby rozprzestrzenić wśród innych kotów. Stara się to jednak robić zawsze w sposób spokojny i uprzejmy, jest przecież dobrze wychowanym młodzieńcem, podchodzącym przyjaźnie do każdego napotkanego osobnika. Zdecydowanie unika przy tym agresji i walk, zresztą również większość pozostałych zajęć wymagających fizycznego męczenia się nie należy do jego ulubionych. Woli za to spędzać czas na spokojnych rozmowach i odpoczynku. Oraz rozmyślaniu o wszystkich swoich marzeniach, o tym, by zdołać wszystkim przekazać swoją wiarę, by odnaleźć swoją dawną rodzinę i koty, z którymi będzie w stanie stworzyć nową. Spędzenie dużej części w jednym, dość odciętym od świata miejscu zaowocowała również jego dość niewielką wiedzą na temat wszystkiego, co dzieje się poza jego dotychczasową społecznością, a przez to i pewną naiwnością – a może po prostu wrodzoną wiarą również w to, że wszystkie koty są jednak dobre z natury.
XXXXTrzymając w pyszczku swoją ulubioną kuleczkę z mchu, przysiadł na jednym z odłamków skalnych, chcąc dać odpocząć łapom po wyczerpującej wędrówce, jakiej celem była eksploracja obozu Nowego Świtu. Pojawiało się tam coraz więcej zieleni, która stawała się bardziej soczysta i wyrazista, a nie mdła i szarawa, jak jeszcze niedawno była. Jednocześnie zaczynał zauważać, że z ziemi wyrastają kwiaty, przeróżne, o wielu barwach, kształtach i wielkościach, co było dla niego zupełną nowością. Położył się na płaskim głaziku, miętoląc w łapach mech, wbijając w niego swoje drobne białe kiełki.
Mała, krótkowłosa niebieska colourpointka o zezowatych, bladoniebieskich oczach.
Wycofana, zdeterminowana, wrażliwa i głupiutka, ale za to dziwna, energiczna gaduła.
Oh boy. Trupki i NKT | Czterolistna Koniczyna
Robiło się coraz cieplej, więc korzystając z tego, zaraz po zakończeniu lekcji taty Kołysanka od razu rzuciła się na sam środek obozu. W końcu mogła się pobawić poza tą nudną Kociarnią! Przycupnęła sobie na miękkiej trawie, rozglądając się dookoła za jakimś ochotnikiem do zabawy. Samemu się bawić jest nudno! A z rodzeństwem bawiła się już setki razy. Chciałaby się pobawić z kimś nowym! Może jakimś uczniem? Albo kimś na wyższym stanowisku? Zaczęła ugniatać łapkami trawę, obrzucając cały obóz swoimi zezowatymi ślepkami. Aha! Znalazł się ktoś. Kołysanka od razu zaczęła tuptać w stronę płaskiego głaziku, na którym siedziała jej nowa ofiara. Od razu rzuciła się do przodu, padając w stylu bagietki zaraz przed głazem, Gryzipiórkiem i jego kulką mchu.
- Czeeeeść - Miauknęła, spoglądając na nowego kolegę radośnie. Chociaż fakt, że oba oczka były skierowane delikatnie w przeciwne strony mógł trochę mylić, to jedna źrenica wpatrywała się uważnie w rozmówcę, a druga uciekała lekko w bok. - Czemu jesz mech?