Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Ha? A czemu chętnie posłuchasz? – pyta, sceptycznie mrużąc oczy, bo skupiona na treści odpowiedzi, przypadkiem ignoruje całą towarzyszącą jej otoczkę. Zamiast potraktować to jak wyzwanie, skupia się na dosłownie dwóch słowach. – Nie wiesz czym się zajmują rangi, że chcesz o tym słuchać?? – strzela, bo to pierwsza myśl w szarej głowie.
– Ale podczas snu to chyba tak trochę niewygodnie dla nich. Srebrna Skórka jest przecież bardzo daleko, co nie? Więc to dla nich taka całkiem spora wyprawa, gdy chcą z nami porozmawiać w śnie. A jakby do nich wyć to by się można porozumiewać na odległość, nie?? Fajna sprawa chyba. – jest zadowolona ze swojego pomysłu i myśli, że Gwiezdnym też się spodoba.
Kolejna informacja jest rozczarowująca. Dogłębnie rozczarowująca w sumie. Jak to nie będą się z nikim bić? To co oni będą tu niby trenować jak nie bicki?? Do sytuacji przedstawionej przez Korzenną Woń podchodzi poważnie, rzeczywiście ją rozważa jako potencjalnie realistyczną, aż wreszcie udaje jej się znaleźć kontrargument. – Od kiedy koty normalnie gadają na takie tematy? Nie mają nic ciekawszego do omawiania? Zresztą!! Ja to myślę, że nie powinniśmy się przejmować teraz opinią innych tylko tym co się stanie jak mnie zaatakuje taki borsuk na przykład. Borsuk to ma w nosie czym się zajmuje medyk.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Podejście uczennicy jednak nie wyszło, najwyraźniej nie poczuła chęci udowodnienia mu czegoś, a raczej nie „czegoś” tylko swojej wiedzy. Nie komentował tego, miał to puścić mimo uszu i po prostu spróbować inaczej, ale nagle został oskarżony o brak wiedzy na co po prostu westchnął.
– Znam rangi i wiem czym się zajmują. Ty też musisz wiedzieć, a nie wiem że wiesz jeśli mi ich ładnie nie przedstawisz. I każdy się tego uczy na Treningu, nie jesteś wyjątkiem – odpowiedział spokojnie i rozejrzał się po okolicy, bo jak ma pod opieką nierozważnego Terminatora to nawet lepiej mieć na uwadze, czy nic złego się nie dzieje dookoła. Kto wie co by wpadło kotce do głowy, gdyby zobaczyła drapieżnika.
– Czy ja wiem, czy niewygodnie. Zawsze możesz spytać Lśniącą Sadzawkę, ona miała wizje od Gwiezdnych na pewno... A wyć to sobie zedrzeć można gardło, poza tym nie wiem czy ktoś by się chciał do Ciebie dołączyć, a niestety wycie w środku nocy może być nieprzyjemne dla innych – rozbawiony ton opuścił Jego pyszczek, bowiem nie spodziewał się, że takie dziwne pomysły wpadłyby im do rozmowy na treningu, gdy mieli rozmawiać o rangach i hierarchii!
– Miało Cię to zachęcić dp powiedzenia mi co wiesz na temat rang i czy wiesz jaka hierarchia panuje w klanie. Borsuka może i obchodzić to nie będzie, ale Twój przyszły Terminator będzie potrzebował tej wiedzy tak samo jak Ty potrzebujesz jej teraz. – zakończył temat i powoli zaczął przystawać w miejscu. Mógł jej oficjalnie przedstawić – Wyjące Wzgórza jest to miejsce, w którym wszyscy Terminatorzy trenują, a pagórek na którym teraz stoimy jest właśnie nim. Następnym razem będziesz umiała sama odnaleźć drogę mam nadzieję. – wypowiedział z lekkim uśmiechem. – A teraz przedstaw mi rangi, oczywiście o ile je umiesz i będziemy mogli powyć do Srebrnej Skórki o ile będziesz chciała, bo niby nie pora, ale kto wie może odpowiedzą – wypowiedział uśmiechnięty. Miał nadzieję, że Brzózka nie wyśmieje Go za ten pomysł, chciał po prostu zrobić również coś co ją rozbawi i zapewni trochę rozrywki.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– To niemiłe, że mi nie wierzysz na słowo. Czemu bym miała kłamać, że znam?? – zauważa, zupełnie ignorując że to standardowa procedura, takie wypytywanie (nękanie!!) terminatorów o rangi.
– Jasne, bo ona jest taka chętna do rozmów!! Na pewno mi wszystko opowie. – stroszy sierść na wspomnienie Lśniącej Sadzawki, ale zaraz ta jej jedna szara komórka przeskakuje do kolejnej myśli, a futerko się wygładza. – Ej, a Krwawnikowy Liść też miał jakieś wizje?? – medyk, który ją wyleczył księżyce temu wydaje się dużo łatwiejszą ofiarą dla ciekawości Brzózki.
Wkrótce okazuje się, że dotarli na Wyjące Wzgórza. Nie że koteczka nie ufa Korzeniowi, ale i tak w pierwszej chwili wytęża słuch licząc na wyłapanie wilczego wycia i rozgląda się po okolicznych pagórkach licząc na to, że dostrzeże ich futerko. Bezskutecznie. Tylko wiatr robi to swoje łuułuuu. – Jasne, że trafię. – rzuca bez zastanowienia, nie przerywając sobie oględzin krajobrazu. Na pewno odnajdzie te górki następnym razem, przecież długo nie chodzili, więc co za problem??
Już marszczy brwi, gdy wojownik wraca do tematu rang, ale zaraz dociera do niej także propozycja. Czy to uczciwa wymiana? No nie jest przekonana, rang jest dużo i są nudne, ale z drugiej strony... wycie do księżyca zapowiada się fajnie. Wreszcie wpada na godne rozwiązanie.
– Hmmm, ale nie o wszystkich rangach, bo to za dużo. Możesz wybrać z yyy... cztery. A potem powyjemy. – zaczyna się targować, a jakże.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Miał ochotę wywrócić oczami, ale powstrzymał się przed tym i tylko cicho westchnął by potem spojrzeć prosto na kotkę podczas spowalniania kroku.
– Nieważne, czy wierzę Ci na słowo, czy nie. Moim obowiązkiem jest wiedzieć, że przerobiłaś rangi i hierarchie w klanie, byś potem nie uczyła innych bez wiedzy. Oczywiście mogę Ci to odpuścić i nigdy więcej nie wracać, ale wątpię, że Lawendowa Gwiazda byłaby z tego dumna. Szczególnie, że jesteś moim jednym z pierwszych Terminatorów i jesteś jej córką. – odpowiedział bez zająknięcia, a potem ruszył już żwawiej, by dotrzeć w wyznaczone miejsce. Nie wiedział, czy wyrzucone na ziemie kości właśnie dadzą jakąkolwiek pomoc w przekonaniu Brzózki do wybrania odpowiedniej opcji. Mogą się tak kłócić już do końca życia i nigdzie nie dojdą z tym.
– Zawsze możesz spróbować, aczkolwiek jesteś typem kota, którego raczej nie polubi – wypowiedział z lekkim śmiechem pod nosem. – A tego to musisz się sama dowiedzieć, nie rozmawiałem z nim i nie słyszałem niczego takiego
Wyczekał na potwierdzenie, że kotka tu dotrze bez problemu, czy temu wierzył to już inna sprawa. Najwyżej jak na następny trening będzie wychodzić to pójdzie za nią po cichu albo poprosi by ich zaprowadziła, bo... to była jednak Brzozowa Łapa.
– Przywódca, Wojownik, Matka, Starszyzna. Jakie są ich zadania? Co robią? Co musisz robić dla nich? I czy ktoś z nich ma specjalne traktowanie? – zadał pytania na wszelki wypadek, by nie dostać zbyt krótki informacji.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Skąd w ogóle pomysł, że Brzózka będzie chciała kogokolwiek uczyć? Jasne, walki bardzo chętnie, ale jednak skoro trzeba katować terminatorów (i siebie) rangami to ona podziękuje za takie atrakcje. I już chce zwrócić na to uwagę Korzenia, gdy dociera do niej dalsza część.
– Możesz odpuścić?? To odpuść, ja nic mamie nie powiem, ty nic nie powiesz, a jak się o niczym nie dowie to nie będzie jej bolało, nie? – Brzózka bardzo chętnie rzuca się na te kości, ale z pewnością nie w ten sposób jaki by sobie życzył Korzeń. Wybiera odpowiednia opcję, ale jej zdaniem odpowiednią. Ukrywanie prawdy przed mamą brzmi lepiej niż... w sumie tak to zostało ujęte, że szara nie załapała, że byłaby rozczarowaniem rodziny.
Tematu medyków już nie komentuje, bo nie pojawiają się żadne nowe konkretne informacje.
– Strasznie dużo pytań zadajesz. – zauważa kwaśno. Nie ma szans, by pamiętała o tym wszystkim, gdy będzie mu udzielać odpowiedzi. – Przywódca przewodzi klanem, zwołuje ceremonie, mianuje koty, dba o wszystkich bez wyjątku i jest najważniejszym kotem w klanie. – to wszystko zna z własnych obserwacji mamy przy pracy. – No i ma jeszcze dar dziewięciu żyć od Gwiezdnego Klanu. I idzie po niego do Szepczącej Sadzawki. A matki to wiadomo, opiekują się kociakami. Na przykład Ciepła Mżawka zawsze pilnowała żebym czyściła futerko nim pójdę na ceremonie i opowiadała zabawne historie. I czasami mi przerywała zabawy jak się jej nie podobały, chociaż to akurat słabe. No a starszyzna to są takie stare koty. I oni to dopiero opowiadają zabawne historie. Ale głównie to narzekają, że ich boli i odpoczywają. I nic nie muszą robić, trochę jak kociaki, tylko takie siwe i pomarszczone. I stare. I niezbyt zabawowe. No a wojownik to wiadomo, walczy z drapieżnikami i samotnikami, broni granic, poluje i morduje. I ogólnie bardzo fajne życie ma, same spoko rzeczy robi.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Westchnął. Ponownie. Ciężki przypadek. Nie bardzo wiedział co mogłoby bardziej podziałać na tego kociaka, niż po prostu westchnięcie.
– To Cię miało raczej zachęcić do przyłożenia się do treningu, ja nie mam zamiaru Ci odpuszczać i nawet o tym nie myśl. Nie przepuszczę Cię na Ceremonię wiedząc, że wszystkiego nie przerobiliśmy. Chcę być dobrym Wojownikiem, Ty nie musisz chcieć, ale ja bym się z tym źle czuł. Nie po to dostałem szansę i trafiłem do klanu Wichru, by nie wypełniać swoich obowiązków. Nie wiem co by się musiało stać bym zaczął. – wypowiedział poważnie. Nie było to już zabawne. Próbował wszystkiego, by zrozumiała aluzję. Nie zrozumiała to też nie miał zamiaru dalej się bawić w dawanie wskazówek, nie chciała rozumieć. On nie będzie olewać obowiązków.
– Dokładnie tak i będzie ich więcej, Brzózko. – uśmiechnął się cwanie i puknął ją łapą w czoło. Dał jej swobody przez chwilę, bo myślał, że zadziała, ale bez przesady. Coś za coś będzie. Jednak przez całą sytuację nie dał jej nic zjeść i teraz było mu głupio. Pewnie powyją do Gwiezdnych i wrócą do obozu, bo co innego? Nie mógł zagłodzić Brzózki, no nie bardzo mu się to widziało, chociaż nie wyglądała na głodną to pewnie na pusty żołądek musiało być niefajnie.
Pierwsza rola była wypowiedziana dobrze, więc jak najbardziej mu pasowało, druga już tak mniej więcej, ale uznał to, w trzeciej przeszła nawet do kociaków, więc te rolę też uznał. Wojownik tak niezbyt zaś. – Zapomniałaś dodać, że Starszyzna, Matki i Kociaki jedzą pierwsze. Jako Wojownik karmisz najpierw słabszych, niezdolnych do zapolowania samemu albo po prostu koty, którymi musisz się opiekować. Jako Terminator zaś powinnaś wymieniać im mech kiedy poproszą lub ze zwykłej odpowiedzialności. Ciebie zasada jedzenia po wszystkich innych jeszcze nie dotyczy, bo jesteś uznawana za niezdolną do zapolowania samej i nieważne czy umiesz już czy nie, jak jesteś Terminatorem musisz najpierw nauczyć się tego pod okiem swojego Mistrza, a jestem nim ja. Więc na razie nie musisz jeść po wszystkich innych. – wytłumaczył resztę i uśmiechnął się tym razem szczerze, a nie cwanie i poklepał ją po główce. – To jak... wyjemy? – zadał pytanie i poczekał. W sumie sam był lekko podekscytowany, bo dawno się nie wygłupiał.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Krzywi się tylko na pierwsze słowa. No to mógł powiedzieć wprost, a nie dawać jej nadzieję na sympatyczne rozwiązania. Nie podobają jej się takie tańce i podchody.
Gdy szary wojownik uzupełnia jej wypowiedź ma ochotę wejść mu w słowo i jest o włos od realizacji tej myśli. Będąc bajkowym królikiem pewnie by tupała teraz tylną łapką zniecierpliwiona, ale jako kot jedynie podryguje końcówką biczowatego ogona. I jest gotowa mu nagadać, gdy tylko skończy mówić, ale ostatecznie serdeczny uśmiech mistrza nieco łagodzi zacięte rysy na mordce koteczki i zamiast atakować, jedynie burczy defensywnie. – Ja to wszystko przecież wiem. Ale mówiłam. Za dużo pytań na raz. Nie da się pamiętać by na wszystkie odpowiedzieć. – to nie do końca jest prawda. O tym, że za jakiś czas będzie obowiązywać ją zasada jedzenia po innych to pierwsze słyszy, ale to szczegóły. Istotne jest to, że rzeczywiście nie jest w stanie spamiętać tylu pytań na raz. Ani wątku rozmowy. Więc im dalej w jej wypowiedź, tym bardziej zapominała o czym takim w gruncie rzeczy miała opowiedzieć i kończyła pośpiesznie, coraz bardziej niechlujnie.
– Dobra!! Tutaj czy wejdziemy gdzieś wyżej?? – pyta podrywając się z ziemi. Temat rang chętnie zostawia już za sobą.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Miał ochotę wywrócić oczami, przerwać, że to nie za dużo, że powinna odpowiadać i wiedzieć, ale coś Go tknęło. Zamilkł na dłuższą chwilę, gdy zrozumiał swój błąd i zdziwienie musiało wskoczyć na Jego pysk, bardzo wyraźne i widoczne. Oddech mu spowolnił, gdy powoli proces myślowy zachodził i próbował się unormować, ale jedyne co to nadal tylko analizował całą sytuację. Brzózka nie była jak każdy inny kot... była Brzózką. Powinien jej wysłuchać i dowiedzieć się jak ona woli się uczyć, przecież będą mogli się tak kłócić w nieskończoność, a ona i tak nic nie zapamięta. Za bardzo chciał być idealnym Mistrzem, a za mało dobrym Mistrzem.
– Masz rację. – odpowiedział w końcu i spojrzał zmartwionym wzorkiem w ślepia swojej Terminatorki. – Przepraszam, następnym razem inaczej to rozwiążemy, dobrze? Za bardzo chciałem, by trening się udał i nie pomyślałem, że nie mogę wszystkich uczyć na szybko i na pewno każdego tak samo. Musisz mi wybaczyć, ale to wszystko przegadamy następnym razem, bo pewnie jesteś głodna, a musimy jeszcze zawyć – wypowiedział skrzywiony, bo już za samo to, że nie dał jej nic zjeść powinien dostać punkty minusowe. Nie tak się powinien zachowywać, ale miał nadzieję, że zostanie mu to wybaczone, bo mimo wszystko On też się dopiero uczył i próbował odnaleźć w tej roli, która przyszła do Niego niespodziewanie. Chciał bardzo, a jak przyszło co do czego to skończył marnie.
– W sumie chodźmy i wyżej, powinni nas lepiej usłyszeć – powiedział wesoło i ruszył w stronę największego pagórka, wiatr jakby wezbrał na sile dodając całemu zdarzeniu jakiejś legendarnej nutki. Przynajmniej On się tak czuł, chociaż po części miał nadzieję, że mu szaraczek nie zamarza przez to. – Ty zaczynasz, czy ja? – zapytał wesoło. – A potem chcesz się ścigać do obozu? – dodał.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Zadziera wyżej głowę, gdy Korzeń przyznaje jej rację i nieufnie mruży oczy. Wyczuwa podstęp, bo przecież od rana się tylko przepychają, to chyba niemożliwe by nagle przestał się upierać przy swoim, nie??
– Dobra! – zgadza się bez większego namysłu, bo co ma się nie zgadzać. Dopiero teraz zaczyna się zastanawiać nad tym, że faktycznie nie jadła śniadania. I faktycznie trochę jej burczy w brzuchu.
Ale to nie takie istotne jak wycie, więc ponownie spycha kwestię głodu na dalszy plan. W podskokach leci na wyższy pagórek i z trudem opiera się większym podmuchom wiatru (z pewnością chcą ją porwać, bo nie zjadła śniadania, tak twierdziłaby mama).
– Możemy ścigać!! – zgadza się pośpiesznie, bo fajny pomysł, ale teraz ma większe sprawy na głowie. – I możemy razem, nie?? Na trzy! Raz... dwa... trzy!! AUUUUUUU!!! – Brzózka w życiu wilka nie słyszała, ale wkłada w to wycie całe swoje serce.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Nie sądził, że tak bardzo będzie mógł zostać zaślepiony swoimi ambicjami, że nie zrozumie swojego błędu od razu! Na naukach jakoś potrafił sobie poradzić z sytuacją, a tutaj co? Wymagał aż za dużo, wymagał od kotki, która potrzebowała zachęty, a nie samych ograniczeń.
Widział tylko jak biegnie na pagórek, w podskokach praktycznie, ucieszona chyba nawet bardziej, niż by się mógł spodziewać. Sam widok sprawił, że i On czuł się już trochę lepiej z tym co się wydarzyło, ale nadal nie wybaczył sobie takiego zaniedbania. Musiał się postarać lepiej na następny raz.
Przytaknął ze śmiechem na jej roztrzepanie, a następnie mógł zaobserwować jak napina się cała, by po chwili na jednym wdechu zacząć odliczanie i... wycie.
– AUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU! – zawył razem z nią skoro już tak ładnie odliczała, ale musiał przyznać, że brzmiało to naprawdę źle. Krzyczała bardzo, ale On pewnie jej dorównywał tym, chociaż w Jego mniemaniu wyszło bardzo melodyjnie! Korzenna Woń najlepszy wilk w lesie. No i mała pomocnica Brzozowa Łapa. – To teraz co? Kto ostatni ten stary grzyb! – wypowiedział po czym popchnął szarą lekko z barka i ruszył pędem do obozu. Ha! Niech nie sądzi, że da jej przewagi! A już na pewno nie na początku... pewnie i tak da jej wygrać, bo zagrał nieczysto, ale kto by nie wykorzystał okazji do podroczenia się?
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
▲▲▲
Co Brzózka robi? Marnuje czas w obozie, bo ostatnio to jedno z jej głównych zajęć w ciągu dnia. Nie może nawet wyściubić nosa na tereny klanowe, więc nie pozostaje jej nic innego jak gniewna anihilacja skitranych zawczasu szyszek. Leży schowana w swojej kryjówce, wciśnięta między Skręcony Pień, a swój stos patyków i urywa kolejne drewniane łuski. Nie ma nawet ochoty zaczepiać innych kotów, chce się tylko zająć czymś bezmyślnym, by dzień jej szybciej zleciał.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Ciężki dzień się szykował, wiedział co Go mogło czekać i był przygotowany na sporo, ale nie dokładnie, a to sprawiało, że czuł wewnętrzny niepokój. Wiedział, że relacje z Brzózką ochłodziły się mu, ale nie potrafił tego zatrzymać, coś Go wewnętrznie blokowało przed spojrzeniem problemowi prosto w twarz, a potem skonfrontowanie go z Terminatorką.
Musiał jej szukać. Nawet sporo. Miał nawet lecieć do Lawendowej Gwiazdy, że może Jego uczennica gdzieś wyszła, a On nie ma pojęcia gdzie i cojeślisięcośstało. Szczęściem było jednak to, że przypomniało mu się jeden moment, jedno zaschłe wspomnienie, w którym widział jak dzieciak nosił ze sobą coraz to rusz nowsze patyczki. Spróbował, więc sprawdzić, czy Jego dedukcja miała jakieś miejsce w rzeczywistości i ruszył w stronę Skręconego Pnia gdzie najczęściej widział idącego szaraczka.
– Brzózko? – zapytał, czując jej zapach w tymże miejscu, ale był na tyle przesiąknięty, że nie wiedział, czy na pewno tam była, a nie zamierzał nieproszony włazić łapami dalej.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Wymemlana szyszka jest już prawie łysa, gdy do szarych uszu dociera znajomy głos. Niespodziewany, ale jednak terminatorka nie ma najmniejszego problemu z rozpoznaniem do kogo należy. Podrywa łeb w górę, ale to nie ułatwia dostrzeżenia szarego wojownika, więc moment później podnosi się do siadu.
– Taak? – pyta z równą dozą nieufności co ciekawości. To pierwsze wynika z faktu, że w ostatnich księżycach jej mistrz był lekko mówiąc.. nieuchwytny i nie mieli zbyt wielu okazji do rozmów. To drugie poniekąd też, ale w inny sposób. Bardziej optymistyczny. Bo czego takiego może od niej chcieć?? Może czegoś fajnego??
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Nie wiedział jak zacząć tę rozmowę, nie wiedział, czy w ogóle powinien coś mówić, czy nawet tutaj być. Wydawało się, że był w beznadziejnej sytuacji, ale czy umiał być dobrym Mistrzem? Chyba nie. Chyba się do tego nie nadawał. Przynajmniej umiał odnaleźć swoją podopieczną. Do tego się nadawał najwidoczniej.
– Czyli jesteś tutaj... – odchrząknął. Było ciężko, a on z dnia na dzień coraz mniej chciał coś mówić. W pewnym sensie już wydawało mu się, że lepiej byłoby się usunąć córce Lawendowej Gwiazdy z drogi. – Chciałbym porozmawiać o paru rzeczach, nie wiem czy masz coś przeciwko, ale musisz mi wybaczyć, nie będę słuchał sprzeciwów – stwierdził totalnie nie stanowczo i na pewno nie stwierdził, ale to już inna sprawa. – Chciałbym Cię przeprosić za zwiedzenie Cię i nieumiejętność w prowadzeniu Twojego treningu. Widzisz miałem swój powód, który był na tyle wielki dla mnie, że nie umiałem sobie poradzić. Moja siostra, jedyna rodzina, która przyszła ze mną tutaj spoza klanu zaginęła. Było mi z tym ciężko – zaczął dość łamliwie nie patrząc nawet w stronę kotki. Nie wiedział, czy ta zerka na niego, czy nie. Chyba gdzieś zgubił pomysł na tę rozmowę. – I przyszedł do Ciebie też dlatego, że Twoja siostra... też zaginęła, pewnie też Ci jest ciężko tak z dnia na dzień stracić kogoś tak ważnego... Wiem, że mi było, niestety. Załamałem się i zaniedbałem wszystko. Jak Ty się czujesz, Brzózko? – nadal nie zerknął na kotkę, nawet odrobinę. Przeszedł na razie do jednej rzeczy, a raczej dwóch, potem chciałby coś jeszcze poruszyć, ale to potem.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Szczerze mówiąc nie za bardzo rozumie obecną sytuację i jak wiele ma w niej do powiedzenia, bo sprzecznych sygnałów jest tyle, że głowa mała. Ale ostatecznie Korzeń głównie przechodzi do głównego tematu, nie zostawiając Brzózce zbyt wiele czasu do zastanawiania się czy ma możliwość uznać, że nie chce uczestniczyć w tej rozmowie, czy może jednak nie ma wyboru. Szary ogon podryguje nerwowo, gdy pierwsze co słyszy to przeprosiny, bo wcale nie chce tego słyszeć, nie oszukujmy się. Również dlatego, że podejrzewa więcej powodów niż zaginięcie Małej Łapy za przerwaniem treningów. Co prawda żadnych konkretnych nie ma na myśli, ale wie, że tam musi być coś jeszcze. To niemożliwe by chodziło tylko o to (nie żeby utrata rodziny była tylko czymś, ale intuicja mówi jej, że to nie wszystko po prostu!!). Zaraz temat schodzi na jej siostrę, a wymachy szarego ogona przybierają na sile. Brzózka zaciska mordkę w cienką kreskę, wcale nikogo nie straciła! Wrzos jest... znając trudne słowa szara powiedziałaby, że rezolutna. Jednak wie to co jest najważniejsze – jej siostra sobie poradzi i wkrótce wróci do klanu, poszła tylko na jakąś przygodę i niemiło nie zabrała nikogo ze sobą, a nie że się zgubiła! To nie Króliczek by trzeba było wysyłać ekipę ratunkową.
– W porządku. Wszystko gra. – zapewnia, zaciskając zęby. Czy wygląda jak kot, który się źle czuje?? No właśnie. Sierść sama jej się jeży na karku od tego monotonnego ruchu ogona i zaciskania szczęki, ale na szczęście w porę przyłapuje mięśnie na spinaniu się, więc je rozluźnia i wzrusza swobodnie barkami. – Wrzos wkrótce wróci, nikogo nie straciłam. Ona taka jest, wcale nie zaginęła, tylko zła jestem, bo pewnie ma jakieś super przygody i nawet mi nie zaproponowała, żebym z nią poszła.