Logo Artemidy
Wyprawa Truskawkowego Gąszczu i Nurtowej Łapy
#31
Nie wiedziała, jak wyobrażała sobie Szepczącą Sadzawkę. Jakoś na pewno, przecież niejednokrotnie błądziła ścieżkami wyobraźni w oczekiwaniu na dzień, w którym wreszcie ceremonia wśród przodków stanie się rzeczywistością. Teraz, gdy wreszcie ją zobaczyła, była lekko zaskoczona. Bo w gruncie rzeczy sadzawka nie wyróżniała się niczym, to nie tak, że widniał nad nią neonowy podpis "Miejsce Spotkania z Przodkami" albo coś w ten deseń. Może gdyby Truskawkowy Gąszcz nie zmieniła zachowania, nie przyspieszyła, do Nurtowej Łapy w ogóle nie dotarłoby, że no właśnie - dotarły.
Ale było pięknie. Z promieniami słońca opadającymi na taflę łagodniej, niż do niedawna opadały na ich futra. Ze spokojnie przelatującymi, fascynującymi owadami. Z zapachem, w odróżnieniu od wszystkiego, co otaczało je od opuszczenia terenów Gromu, kojarzącym się z domem, z lecznicą. Tak, to odpowiednie miejsce na ceremonię medyczną! Aż dałoby się zapomnieć, że prócz medyków przychodzili tu zastępcy gotowi odebrać zostać prawowitymi przywódcami.
Drgnęła, wyrwana z zamyślenia przez głos mistrzyni. Stanęła obok, przy samym brzegu i okrągłymi oczami, jak zaczarowana wpatrywała się w łagodną wodę. Najzwyczajniejszą w świecie wodę, a jednak... niezwykłą. O rany, to naprawdę już!!
- Nie, no co ty, chyba wybuchnę, jak będę musiała jeszcze czekać! - odparła z energicznym potrząśnięciem głową, aż jakiś pojedynczy włosek odczepił się od reszty i poleciał, poniesiony subtelnym prądem powietrza. - Już nawet nie czuję głodu!
Zmęczenie zresztą też wyparowało, co nie miało większego znaczenia, bo chyba miały spać, co nie??
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Wąsy medyczki poruszyły się z rozbawieniem, bo ta reakcja tak bardzo przypominała jej. Była wtedy o wiele bardziej opanowana, no i nie krzyczała przy Sadzawce, że już, że chce być mianowana, że to teraz, nie, ale podobnie jak jej podopieczna chciała to mieć jak najszybciej za sobą. Skinęła więc głową, po czym podeszła bliżej Sadzawki.
- W takim razie napij się - poleciła, a następnie odczekała, aż Nurtowa Łapa to zrobi i sama zanurzyła język w wodzie, by upić dwa łyki, a następnie ułożyć się w bezpiecznej odległości od tafli czekając, aż zmorzy ją sen. Swoją drogą, zastanawiała się któż może ich przywitać? Ognisty Żar, jako poprzednia medyczka? Gwieździsta Ścieżka? A może ktoś bliski Nurtowej Łapie? Może na przykład Cyprysowa Łuska? W końcu ją odwiedziła Zamarznięta Sadzawka, jej własna, rodzona matka, więc może Nurt też przywita ktoś bliski?
[Obrazek: dN23jMY.png]
LVL 4 155 / 300
MedLVL 8 337 / 1300
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Tak troszeczkę obawiała się braku zgody na pominięcie krótkiego przystanku i odpowiedzi, że no ona to jest głodna, sprzeciw niemile widziany. Ku nieskończonej uldze terminatorki nic podobnego nie miało miejsca. Uff! Po długich księżycach intensywnego treningu dodatkowe uderzenia serca oczekiwania nie powinny robić różnicy, ale robiły, bo właśnie dotarły pod sam nos Gwiezdnych, była o krok... ba, o łyk wody od spotkania z jednym z nich! Jak w takich warunkach wykazać się cierpliwością? Zadanie awykonalne.
Napiła się chętnie. Nie musiała się zmuszać, wręcz przeciwnie, długa droga w upał sprawiła, że gorsze od głodu i zmęczenia było pragnienie; zanurzenie języka w orzeźwiającej wodzie, a następnie zwilżenie pyska oraz gardła miało działanie wręcz balsamiczne. Nie byłaby sobą, gdyby przedtem porządnie tafli nie obwąchała, nie oszczędziła sobie też dokładnego wsmakowania się. Póki co niczego specjalnego nie doświadczyła. Oby nie okazało się, że Truskawkowy Gąszcz spotka się z Gwiezdnym Klanem, a ona zostanie na brzegu jak jakiś wyrzutek społeczeństwa! Tragiczniejszy mógł być tylko bezpośredni brak uznania z suchą informacją, dokąd powinna się udać - do legowiska wojowników, tam gdzie miejsce nie-medyków.
Idąc w ślad za mentorką, ułożyła się nieopodal Szepczącej Sadzawki. Łypnęła na ułożoną do snu medyczkę, odetchnęła głęboko, drżąco, i sama zwinęła się w ciasny kłębek. Podekscytowanie (z nutą popłochu) sięgało zenitu, lepiej niech ta woda ma jakieś działanie nasenne! Może powinna była zabrać ze sobą maku...?
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Truskawkowy Gąszcz dobrze przeczuwała — ktoś na nich czekał. Gdy tylko obie otworzyły oczy i znalazły się na polanie Gwiezdnego Klanu, przed ich pyskami zamigotało, a po niedługiej chwili z nieistniejącej tu gęstwiny, wysunęło się masywne cielsko. Szerokie barki, zbity kark i imponujące gabaryty umięśnionej sylwetki, pokrytej charakterystycznym srebrno-rudawym futrem, a wszystko to łączyło się w dawną zastępczynię i partnerkę Żubrzej Gwiazdy, a matkę przyszłej klanowej medyczki. Pysk kocicy był tak samo kwaśny i skrzywiony jak za życia. Mogłoby się zdawać, że szylkretka jest szczerze obrzydzona widokiem przybyłych, jednak spojrzenie... zdradzało, że pomimo niezachęcającej ekspresji, kocica była zadowolona. Spojrzenie miała nieco miększa niż Truskawka mogła zapamiętać (i się spodziewać!) podczas ich sennego spotkania. W końcu ich rozmowa do najlżejszych i przyjemniejszych nie należała; Cyprys... cóż, obserwowała poczynania kotki, chociaż nie ingerowała tak jak wtedy. Zresztą, jedynie na moment zawiesiła spojrzenie na Truskawce, przewiercając ją na wskroś — to nie dla niej tutaj przyszła.
— Nurtowa Łapo. — zwróciła się do córki tym samym szorstkim i lodowatym głosem co do każdego innego kota. Było jednak widać, że coś jest nie tak. Ogromna wojowniczka ustała przed niebieską kotką, przyglądając się jej z góry przez dłuższy moment, aż nastąpiło coś, czego raczej nikt się nie spodziewał. Cyprysowa Łuska, córka Kwaśnego Pyska i kot, który stronił od wszystkiego co miałkie i słabe, właśnie się uśmiechnął. Krzywo i koślawo, ale szczerze. Sztywno nachyliła się i dotknęła nosem czoła córki, której nie mogła wychować przez pojawienie się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie, a którą chciała wychować. Chciała być przy Żubr, mieć z nią kocięta i rozrywać gardło każdemu, kto śmiałby krzywo na nie spojrzeć, a tak? Zatrzymała się w miejscu i z gryzącą ją goryczą przyglądała się wszystkiemu z góry, demolując to co mogła na wiecznych równinach. Cóż, wiele księżyców upłynęło od jej śmierci — jakoś się z nią pogodziła, jednak... Gorycz pozostała. Odsunęła się, a jej powykrzywiane wąsiska zadrżały nieznacznie. — Jestem z ciebie dumna. — burknęła kwaśno. Chociaż jej głos i charakter nie pozwalał na nic głębszego jak — "przepraszam, że nie było mnie gdy najbardziej tego potrzebowałaś" czy "naprawdę cię kocham i chciałam być przy twoim dorastaniu", to na krótki moment z pyska wojowniczki zeszła ta wiecznie skrzywiona maska i Cyprys... naprawdę wyglądała na wzruszoną i dumną awansem swojego kocięcia. Nie trwało to jednak długo, gdyż szylkretka odchrząknęła, wyprostowała się, a jej pysk wrócił do normy.
— Ile można było na was czekać, zapchlone kłaki. — warknęła, trzepiąc ogonem. Ktoś mógłby to uznać za obelgę, bądź brak szacunku ze strony Gwiezdnej, ale na całe szczęście z Nurt była Truskawka, która powinna odczytać swoją mentorkę — kocica była wzruszona, ale nie potrafiła tego odpowiednio pokazać. Wyglądało tez na to, że miała jeszcze coś do powiedzenia, ale... Nie teraz. Nie przyszły tu na pogawędki, a na ceremonię.
[Obrazek: wmb89pr.png]

I'm not afraid of dying, dear
- ̗̀ run with the wolves, but disappear ̖́ -
Always around, until you appear
Guesses are tough, they fuck with that good life
LVL 6 120 / 500
MedLVL 0 15 / 100
20
Siła
S
12
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
Gdy tylko otworzyła oczy, a jej wzrok przyzwyczaił się do tego, co widzi, oprócz Szepczącej Sadzawki jeszcze chwilę temu, zauważyła Cyprysową Łuskę wyłaniającą się z gęstwiny. Na jej pysk na moment wyszedł uśmiech, gdy zobaczyła, że to akurat kocica przyszła ich powitać i będzie uczestniczyć w tej ceremonii w pierwszym rzędzie. Skinęła głową kotce, nieco cofając uszy widząc jej wzrok, ale również była świadoma, że nie przyszła tu dla niej, tylko dla swojej córki, która właśnie miała zostać medyczką. Oficjalną, wytrenowaną, z pełną wiedzą. Nieco się odsunęła, żeby kotki miały dla siebie nieco więcej przestrzeni, no i może żeby nie dawać Cyprys większych powodów, żeby na nią nakrzyczała, czy coś; pamiętała jak wyglądało ich ostatnie spotkanie, kiedy to Cyprys ją nawiedziła. A na pewno dotarło do niej, że jej relacja z Dymkiem nieco się rozwinęła.
Poruszyła wąsami, gdy Cyprys zadała pytanie, kręcąc głową. Tak, znała na tyle swoją mistrzynię, by wiedzieć, że to nie było złośliwe.
- Ważne jest, że przyszłyśmy, a nie kiedy - rzuciła do Gwiezdnej, lekko przekrzywiając głowę. Zastanawiała się, czy jeszcze chce im coś przekazać, w co wątpiła, czy już oficjalnie może zacząć.
[Obrazek: dN23jMY.png]
LVL 4 155 / 300
MedLVL 8 337 / 1300
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Od samego początku, od kiedy została terminatorką medyka... a nawet trochę przedtem, gdzieś w krótkim odcinku czasu, gdy oczekiwała swojej ceremonii, a świat postanowił przywalić jej w serce pierwszą i jak dotąd najdotkliwszą stratą, zadomowiła się w niej niesłabnąca przez kolejne księżyce pewność - przy Szepczącej Sadzawce ponownie zobaczy się z mamą. Po prostu nie mogło być inaczej.
Ale wschody słońca zmieniały się w szczytowania księżyca, wraz z mijanymi księżycami zmieniały się pory, aż przeminął cały ich obieg. Niezłamane przekonanie zaczynało kruszeć równolegle z blaknącymi wspomnieniami osoby, której tak desperacko starała się nie zapomnieć. I po prawdzie nie wiedziała już, czego się spodziewać. Niespostrzeżenie wdarła się wątpliwość, czy wizja uroczystego pojednania z matką w najważniejszy dzień życia to nie głupie mrzonki wieku kocięcego. Co jeżeli Cyprysowa Łuska wcale nie chciała się z nią widzieć?
Otworzyła oczy z niejakim przestrachem, że czekać na nią będzie ten sam widok Szepczącej Sadzawki. Mak nie był potrzebny - zastał ją obraz spokojnej, gwiezdnej polany. Przywodziła na myśl miejsce ze snu dzielonego z Jaszczurzą Łapą, poniekąd. W odróżnieniu od tamtej nocy, teraz Nurt nie czuła się jak na pustkowiu, gdzieś przy krańcu świata, jedyna ocalała z pogromu, a może przeciwnie, jego pierwsza ofiara wrzucona do czyśćca. Instynktowie odebrała obecność Truskawkowego Gąszczu i niemal równocześnie jej uwagę przechwyciło migotanie, po którym znikąd wyłoniła się barczysta sylwetka. Rozpoznała ją od razu.
Patrzyła na nią jak wół na malowane wrota, z pyszczkiem uchylonym w amalgamacie zachwytu i zdumienia - to, plus naturalnie szare futerko i mogła wziąć udział w przesłuchaniu do roli kamienia, z pewnością zmiotłaby konkurencję z łap. Drgnęła dopiero wówczas, gdy do kwaśnego wyrazu pyska Cyprysowej Łuski dołączył lodowaty ton układający zgłoski w brzmienie jej imienia. Gdyby koty oblewały się zimnym potem, to właśnie spotkałoby Nurt. Jasne, nasłuchała się w życiu o surowości swojej matki, zdołała ją nieco poznać przez opowieści, skoro nie było im dane spędzić więcej czasu razem, ale równie dobrze powodem mało przychylnej postawy mogło być coś innego od sposobu bycia. Nurtowa Łapa swoje za uszami miała, idealną terminatorką nigdy nie była, nie ma co ukrywać. Nie miała pojęcia, czy jej występki urosły do rangi świadectwa o byciu rozczarowaniem, nie wykluczała takiej możliwości.
Dopóki Cyprysowa Łuska się nie uśmiechnęła.
- Mamo! - Wyrwał się z niej okrzyk, nagły i urywany niczym niespodziewane kaszlnięcie. Nie planowała tego, w ogóle nie wiedziała, co powiedzieć, mimo że od tak dawna czekała na ten dzień. Mając dawną zastępczyni przed sobą, zapomniała języka w gębie. Wszelkie myśli wyparowały z głowy. Bo pewnie, z największą przyjemnością zaczęłaby nawijać o tym, jak bardzo tęskniła, jak nie mogła się doczekać, jak mocno się cieszyła, jak wiele rzeczy się zadziało, ale przecież zalewanie mamy potokiem słów nie było... w dobrym tonie. Nie teraz, tak tuż przed rozpoczęciem ceremonii, co nie...?
Poczuła na czole dotyk nosa Cyprysowej Łuski i coś w niej pękło. Nie wytrzymała. Nim ktokolwiek lub cokolwiek (z poczuciem wzniosłości chwili na czele) zdołałoby ją powstrzymać, przywarła pyskiem do puchatej kryzy, wiercąc w niej dziurę tak, jakby co najmniej chciała zapakować się mamie do futra, albo przynajmniej przesiąknąć jej zapachem, wraz z nim przenieść się na uderzenie serca z powrotem do kocięcych dni. Tak nielicznych dni, jakich zaznała z rodziną w komplecie. Coś tam jednak w móżdżku pracowało - może nie chciała po raz enty narobić mistrzyni wstydu, miała też świadomość, że okazja średnio współgrała z emocjonalnymi wybuchami - bo tak szybko, jak się przykleiła, tak zaraz znów stała w kulturalnej odległości, z włosem zmierzwionym na szarej głowie. Zachichotała cicho.
- Też się cieszę, że cię widzę! - miauknęła z humorem przejawiającym się lekką zaczepką, kiełki wyszczerzone jak u roześmianej karykatury lisa.
...po czym odchrząknęła i z wyraźnym trudem starała się zatuszować stale wypełzający, zdradziecki uśmiech. Pełna powaga, stuprocentowa gotowość, była przyszłą medyczką, nie jakimś nieokiełznanym kocięciem, wiadomo. Potrafiła się zachować!
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
Dała chwilę obu kotkom, by się ze sobą przywitać, powymieniać czułościami, ale podobnie jak Lśniąca Sadzawka kiedyś, ona też musiała kiedyś przerwać te czułości, więc po chwili obserwowania z lekkim uśmiechem byłej mistrzyni i jej córki, odchrząknęła, a gdy Nurtowa Łapa skierowała ku niej łeb, skinęła do niej, przywołując ją do siebie. Będą mieć dla siebie chwilę już po mianowaniu.
- Gotowa? - spytała, mrugnąwszy terminatorce okiem, a potem rozejrzała się po zebranych dookoła Gwiezdnych, nieco bardziej w cieniu, na uboczu, jednak gotowych obserwować, jak nowy kot wkracza w pełni na medyczną ścieżkę. - Ja, Truskawkowy Gąszcz, medyk klanu Gromu, wołam do przodków, żeby spojrzeli na tę terminatorkę. Ciężko trenowała, by zrozumieć wasze ścieżki i z waszą pomocą będzie mogła służyć swemu klanowi przez wiele księżyców. Nurtowa Łapo, czy obiecujesz postępować według Kodeksu Medyka, pozostawać z dala od rywalizacji między Klanami i chronić wszystkie koty nawet kosztem własnego życia? - zaczęła, słowami, którymi kiedyś jej ceremonię przeprowadzała Lśniąca Sadzawka.
[Obrazek: dN23jMY.png]
LVL 4 155 / 300
MedLVL 8 337 / 1300
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Jasne, że była gotowa! Chyba, bo od nadmiaru bodźców i energii Nurt czuła się tak, jakby miała wyjść z siebie i stanąć obok. A poniekąd coś podobnego właśnie przeżywała już teraz, gdy jej cielesna powłoka spała sobie snem sprawiedliwego u brzegu Szepczącej Sadzawki, a duch beztrosko rozkoszował się gwiezdną polaną. Więc gdyby miała wyjść z siebie jeszcze bardziej, to kto wie, co by z niej zostało!
Misja bycia totalnie poważną i poukładaną zakończyła się niepowodzeniem; nim skupiła całą uwagę na mistrzyni, raz jeszcze uśmiechnęła się do mamy. Naprawdę miała ją przed sobą...! Naprawdę właśnie dostawała swoje medyczne imię! Na oczach dwójki z najważniejszych kotów w jej życiu... Żałowała, że reszta rodziny i przyjaciele nie mogli być z nią tutaj w tej chwili, ale szczerze, niespecjalnie miała głowę do przejmowania się tym. Podekscytowanie wybijało się na pierwszy tor.
- Obiecuję! - miauknęła głośno i pewnie, bo przecież była pewna. Po księżycach spędzonych w lecznicy, po tych kilku, które minęły na Osiedlu, przekonała się o wielu rzeczach, dużo się nauczyła. Posmakowała, czym jest zarówno bycie członkiem klanu, przyszłym medykiem, jak i, w pewnym sensie, samotnikiem. I wiedziała, gdzie leżało jej serce. Nieco się denerwowała, nieco przytłaczający był ten poważny klimat ceremonii, przysięgania, przypieczętowywania swojego losu i całej reszty, ale... Ale mówiła bez zwątpienia.
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Nie spodziewała się innych słów po swojej terminatorce, aczkolwiek mimo wszystko, gdy usłyszała przysięgę, te krótkie "obiecuję", jej oczy rozjaśniły się nieco, a lico rozjaśnił szeroki, pełen dumy uśmiech, który skierowała również ku Cyprysowej Łusce, która na pewno była niesamowicie dumna z córki. Kto by nie był?
Po chwili jednak znów zwróciła spojrzenie ku Nurtowej Łapie, wpatrując się w nią chwilę, z dumą, z rozczuleniem, można powiedzieć, trochę to przeciągając. W końcu jednak otworzyła pysk, by dokończyć mianowanie.
- Więc z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję ci prawdziwe imię medyka. Nurtowa Łapo, od tej chwili będziesz znana jako Gwiezdny Nurt. Gwiezdny Klan uznaje twoją inteligencję, oraz wierność, a my witamy cię jego pełnoprawnego medyka klanu Gromu - zakończyła, pochylając się nad niebieską, by dotknąć nosem jej nosa, jak podczas witania się z nowym terminatorem, ale teraz na znak witania się z równą sobie.
Długo myślała nad imieniem dla Nurt, nie czuła żadnego, którego wymyśliła, aż nie wpadło jej ono do głowy podczas, wydawałoby się, zwyczajnej nocy. Kiedy to Nurt wpadła do niej do legowiska martwiąc się brakiem kontaktu z Gwiezdnymi. Potem, można powiedzieć, wszystko Truskawce zaczęło się ze sobą łączyć. Nurtowa Łapa była swoistym Gromowym kontaktem z Gwiezdnymi, ich łącznikiem. Poza tym... Przed Gwiezdnym Nurtem była wręcz gwiaździsta przyszłość, jako nowego medyka. Bo tak, choć Truskawka od początku zamierzała dać jej rangę pomocnika medyka, to odkryła, że zwyczajnie zaczyna nie wyrabiać sama, a szkoda by było od razu rzucać młodej kłody pod nogi i pożałować jej rangi z prawdziwego zdarzenia, na którą przecież się zgłosiła!
[Obrazek: dN23jMY.png]
LVL 4 155 / 300
MedLVL 8 337 / 1300
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Z dumnie wypiętą piersią i oczami odbijającymi gwiezdny pył, niemal bez tchu chłonęła wypowiadane przez Truskawkowy Gąszcz, tradycyjne słowa ceremonii - formą przypominające te kierowane do przyszłych wojowników, ale też... zupełnie inne, podsycone dodatkowo wyjątkową atmosferą Srebrnej Skórki. Poruszyła szarymi uszami, wibrysy wysunęły się ciekawie do przodu. Usłyszała swoje nowe imię - Gwiezdny Nurt. Brzmiało naprawdę dostojnie, wręcz jak dla kogoś nobliwego, mądrego, opanowanego!, czyli z całą pewnością nie dla niej. Ale było jej i właśnie oficjalnie została... medykiem. Nie pomocnikiem medyka, jak w zasadzie się spodziewała, zgodnie z tym, jaka była naturalna kolej rzeczy, tylko najprawdziwszym medykiem na równi ze swoją mistrzynią. Po zetknięciu się nosami (co za pokręcone deja vu!) spojrzała na nią promiennie, później takim samym spojrzeniem obdarzyła mamę, szukając aprobaty w zielonych oczach, tak podobnych do jej własnych, jednocześnie przytulnie znajomych i mroźnie obcych. Cyprysowa Łuska powiedziała już, że jest dumna i Nurt - Gwiezdny Nurt! - mogła przypuszczać, że i to była nadmierna wylewność ze strony mamy, ale chciała czerpać z tej chwili, ile się dało. Poczuć tę dumę całą sobą, nim przyjdzie im wrócić z powrotem na ziemię, w miejsce, gdzie były z mamą rozdzielone... I do świadomości, że pewnie się więcej nie zobaczą aż do śmierci popielatej. No a ona, jakby ktoś pytał, wcale nie życzyła sobie umierać młodo, ba, zamierzała żyć długie, długie księżyce!
- Dziękuję - miauknęła zwracając się do Truskawkowego Gąszczu. Nie wiedziała, co się mówi w takiej sytuacji, czy mówi się cokolwiek. Wojownicy raczej nie mówili nic, może ona też nie powinna? Ale chciała, wręcz czuła potrzebę podziękowania! Nie była dobra w słowach, dlatego ograniczyła się do tego jednego, chociaż gdyby tylko potrafiła wyartykułować swoje myśli lepiej, pewnie dalsza wypowiedź popłynęłyby w kierunku podziękowania za wzięcie jej pod swoje skrzydła, gdy była ledwo odrastającym od ziemi, roszczeniowym glutem; za nieskończoną cierpliwość, bo przecież Nurt nieźle dawała się we znaki, zaczynając od zbyt głośnych rozmów w lecznicy, poprzez wyciąganie pazurów na ceremonii, na ucieczce z klanu kończąc; za wiarę w nią i zaufanie jej na nowo, nawet po tym, jak zawiodła w przeokropny sposób i zostawiła medyczkę samą na całe cztery księżyce, bez piśnięcia słowem na temat swoich lekkomyślnych planów; za przekazaną wiedzę, która pozwoliła Nurtowej Łapie się rozwijać, pomagać innym, a dziś także przyjąć nowe, medyczne miano; za przyjaźń, wsparcie, rozmowy, jakich nie miała z własną matką. Za całą tę drogę, której w życiu nie przeszłaby w pojedynkę i, o Gwiezdni, nie chciałaby przejść bez niej!
I chyba dobrze, że powstrzymała się od dłuższej paplaniny, bo niewątpliwie zdradzieckie łezki zatańczyłyby w zielonych oczach. A tak to mogła mieć przynajmniej nadzieję, że spojrzeniem przekazała chociaż część swoich uczuć, nie robiąc przy tym wstydu żadnej z nich.
- Jeden momencik...? - Wzrok świeżo upieczonej medyczki przybrał błagalny wyraz, ogonem machnęła w stronę głównego świadka dzisiejszej ceremonii.
I zakładając, że Truskawkowy Gąszcz nie wyraziła stanowczego sprzeciwu, Gwiezdny Nurt sprężystym krokiem podeszła do matki, by, może nie w telegraficznym skrócie, bo do czegoś podobnego rozgadana mordka kotki nie była zdolna, ale tak oszczędnie w słowach, jak potrafiła, powiedzieć kilka rzeczy. Przede wszystkim wyrazić radość ze spotkania i zdradzić, że oczekiwała go praktycznie od momentu przyklepania praktyk w Wydrążonym Pniu, ponieważ nie dopuszczała do siebie myśli o byciu przywitaną przez losowego Gwiezdnego na swojej ceremonii medycznej. To musiała być mama, tylko ona; Cyprysowa Łuska nie odmówiłaby spotkania z własnym dzieckiem, nie ma opcji! Odrobinkę onieśmielona i speszona, z nieznacznie cofniętymi uszami, zarazem wesoło uśmiechnięta przyznała, że poczyniła pewne przygotowania i wypytała bliskich dawnej zastępczyni, czy chcieliby jej coś przekazać. I tak oto mogła teraz podziękować w imieniu Dymiącego Stawu za całą ciężką pracę wykonaną na rzecz klanu. Oznajmić to, z czego pewnie sama doskonale zdawała sobie sprawę - tęsknił za nią, nie on jeden zresztą. Pomimo upływającego czasu była w Gromie pamiętana i wspominana, rzecz jasna w superlatywach!
- Jeśli czegoś ci brakuje albo czasami jest ci źle, powinnaś zwrócić się do niego! - dodała z humorem, przypominając sobie, jak kocur pierwsze co, to wypalił, że spytałby szylkretkę o samopoczucie.
Potem przeszła do Kamienia (Teraz to Kamienne Serce, mamo!), który prosił o czuwanie nad nim. Od siebie dodała, niby konspiracyjnym szeptem, niby dla śmiechu, z naciskiem na niby, że to bardzo trafne życzenie i jeżeli Cyprysowa Łuska ma taką możliwość, to jak najbardziej powinna mu się przyglądać. Może nawet porozmawiać z nim w pysk w pysk, przydałaby mu się rozmowa od serca.
- Nic mu nie będzie, to chciał, żebym ci powiedziała. I ja chcę w to wierzyć, wiesz? Ale martwię się o niego. Boję się, że zrobi coś głupiego - wymruczała z cicha. Czy to dziwne, nie chcieć być podsłuchiwaną przez szereg gwiezdnych postaci? Może, jako gospodarze Srebrnej Skórki, doskonale słyszeli każde słowo i każda próba konspiracji była z góry skazana na niepowodzenie? - Myślisz że to protekcjonalne z mojej strony??? Bo to wcale nie tak! Tak sądzę... Kamień jest mądry, mądrzejszy ode mnie, ale czasem nie mam do niego siły!
Wspomniała, jak pewnego dnia gadała z Żubrzą Gwiazdą i może nie ma od niej konkretnej wiadomości, natomiast jest bardziej niż pewna, że mama nadal jest z nią myślami, nadal tęskni i w ogóle... początki po śmierci Cyprys nie były dla niej łatwe, cud jakiś, ze się nie wykończyła! Teraz miała się... dobrze? poprawnie?... lepiej.
Och, i rzecz jasna Żądło i Żwir przesyłały pozdrowienia!
- Iii, wiem, pewnie od co najmniej kilku uderzeń serca chcesz mi przerwać i odesłać do obozu! - zakończyła z lekkim chichotem. - Już nas tu nie ma, idziemy gdzie nasze miejsce! Ale... tego, nie miałabym nic przeciwko jakiejś wizycie...? Kiedyś? Tylko tym razem w drugą stronę, do tej Szepczącej Sadzawki to dłuuuga droga!
A klan potrzebuje medyków, dodała w myślach. To nie tak, że nie byłaby w stanie przejść tej drogi ponownie! Zaprzysięgła jednak być wsparciem dla klanu, i ta przysięga, jeśli nie własny rozum, miała trzymać ją na miejscu. Wyszczerzyła się radośnie, ze wszystkich sił starając się zamaskować niepewność. Bo nie wiedziała, jak zapatrywała się na takie odwiedziny Cyprysowa Łuska. Raczej niezbyt się do nich garnęła, skoro nie widziały się przez cały ten czas. W sumie, ona jak ona, była dzieciakiem, ale jeśli nic się nie zmieniło, to Żubrza Gwiazda również nie miała kontaktu ze swoją partnerką, to nieco zmienia postać rzeczy!
Rozluźniła spięte barki, majtnęła ogonem w powietrzu. Ostatni raz przyjrzała się maminej sylwetce, z przyjaznym grymasem spoglądnęła za nią, na towarzyszących im tej nocy Gwiezdnych, aż wreszcie odwróciła się do Truskawkowego Gąszczu.
Wracamy? pytał jej wzrok, zupełnie jakby to nie ona przedłużała ile wlezie.

z.t.
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
Truskawkowy Gąszcz również była dumna i wzruszona tą sytuacją. Traktowała Nurt trochę jak swoją własną córkę, której nigdy nie będzie mieć. Nigdy nie sądziła, że kiedykolwiek przywiąże się tak do terminatorki, ale ta już po pierwszej wizycie w Wydrążonym Pniu zaskarbiła sobie jej sympatię, nawet jeśli nie zaczęły kolorowo, bo Nurt weszła wtedy do lecznicy krzycząc. Ale potem wróciła, i jako niespełno 6 księżycowa kotka wyszła z pytaniem, odważnie zwracając się do medyczki z prośbą o przyjęcie do lecznicy. I, jasne, miały potem parę sytuacji, gdzie Truskawka miała chwilowe myśli, czy dobrze zrobiła, czy na pewno powinna dawać Nurtowej Łapie tyle szans, ale... tak, powinna. Kotka nadawała się do swojej przyszłej rangi, była sumienna, pracowita i widać było, że bardzo dobrze sobie radzi jako przyszła medyczka. A teraz? Teraz będzie sobie świetnie radzić jako pełnoprawna medyczka. Z krwi i kości. Naprawdę czuła dumę pewnie równie mocną, co Cyprysowa Łuska.
Dlatego, gdy Gwiezdny Nurt spytała o moment nieco zdziwiona skinęła głową. Właściwie, niewiele od nich zależało ile zostaną na Srebrnej Skórce, zapewne niedługo któryś Gwiezdny sprawi, że zwyczajnie się obudzą, ale nie zamierzała przerywać medyczce, jeśli ta potrzebowała jeszcze chwili z mamą. Zamiast tego zaczęła się rozglądać po zgromadzonych tu kotach, szukając wzrokiem swojej rodzicielki. Była na jej ceremonii, musiała się gdzieś czaić wśród pierwszych rzędów, na pewno nie ominęłaby ceremonii tym razem prowadzonej przez jej córkę.
I gdy tylko Gwiezdny Nurt skończyła, gdy tylko wróciła do białej, ta zamierzała już otworzyć pysk, gdy wszystko dookoła nich się rozmyło i obie otworzyły oczy już przy Szepczącej Sadzawce. To chyba znaczyło, że wracają.

[zt]
[Obrazek: dN23jMY.png]
LVL 4 155 / 300
MedLVL 8 337 / 1300
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42

ok to jako, że oficjalnie zakończona wyprawa to podsumowanie:

Truskawkowy Gąszcz:
+ 15 exp
choroba, której objawy to: ranki na opuszkach i ból łap

Nurtowa Łapa Gwiezdny Nurt:
+ 15 exp
choroba, której objawy to: ranki na opuszkach i ból łap
[Obrazek: E01yWJC.png]
LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości