Logo Artemidy
wyprawa barwnej wody, cisowej łapy i rybołowiej łapy
#16
Oczywiście, że będzie dobrze. Nie było najmniejszego powodu, żeby było inaczej.
Trójka zebranych poczuła, jak ich powieki w naprawdę szybkim tempie stały się okropnie ciężkie. Na szczęście to uczucie nie trwało zbyt długo, bo chwilę później zapadli w spokojny, głęboki sen, z którego jak za pstryknięciem palcami następnie się wybudzili. Powoli otworzyli oczy czując jakby piasek pod powiekami. To była... to JEST dobra drzemka. Pora dnia była całkowicie różna od tego, co chwilę temu pożegnali przed ułożeniem się przy Sadzawce - nocne niebo całe zasiane było gwiazdami migotającymi to mniej, to bardziej.
Przedstawicieli Medycznej części Klanu Rzeki przywitało spojrzenie dwukolorowych ślepi, w których tańczyły małe, zadziorne iskierki. Biały, niezwykle wysoki i raczej wychudzony kocur siedział na płaskiej skale położonej na środku jeziorka. Wokół tegoż Kryształowego Oka rozsiane były mniejsze i większe Skałki, które prowadziły wodę w dół, małym wodospadzikiem zasłaniającym wejście do miejsca określanego przed wieloma księżycami Źródlaną Grotą. Wybudzone ze snu koty zaś, leżały przy tej części skałek, z której dało się dostać na środek wody, w miejsce gdzie siedział Mroźny Nos.
- Witajcie. - dźwięczny głos rozniósł się po Dawnym Obozie Klanu Rzeki. - Jestem Mroźny Nos, jeden z poprzednich Medyków Klanu Rzeki. - mówiąc to, skinął im głową. Biały ogon omiótł szczupłe łapy syna Porywistego Nurtu, rozchlapując przy okazji trochę wody i zwracając uwagę na trzy niewielkie kępki lawendy ułożone tuż obok Medyka. Czyżby podarki dla strudzonych wędrowców? Kto wie.
- Cieszę się, że dotarliście bez większych problemów. Czekaliśmy na was... - i powiedziawszy to, wykonał pyskiem ruch, jakby chciał zachęcić swoich gości do uważnego rozejrzenia się - ...i mamy nadzieję, że czujecie się gotowi. - gdy Mroźny Nos zakończył swoją wypowiedź, wokół Kryształowego Oka i pod Wilgotną Skałą zaczęły gromadzić się koty. Było ich dużo, a pomiędzy wyglądem oraz wiekiem zebranych była naprawdę ogromna różnorodność. To wszystko byli oni, Gwiezdni, którzy pożegnali się ze swoim życiem tam na dole już jakiś czas temu. A teraz czekali. Czekali, aż kolejne pokolenie otrzyma swoje zasłużone, nowe imiona.
Mroźny Nos uśmiechnął się ciepło. Zaczynajmy.

//Mapa obozu~
LVL 5 0 / 400
MedLVL 6 0 / 900
9
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
15
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Wybudził się nagle, czując jak pieką go ślepia, słysząc szum wody.

Barwna Woda odetchnął głęboko, rześkim, świeżym powietrzem Srebrnej Skórki, otworzył oczy i na chwilę zbyt długo zagapił się w ślepia Mroźnego Nosa. Rozejrzał się, nie analizował jednak otoczenia a szukał, na próżno, Księżycowego Pyłu. Na razie jej nie było. Czy w ogóle przyjdzie? Od tak dawna nic od niej nie słyszał. Potem zaczął rozglądać się aby rozpoznać otoczenie. Nie wiedział wiele o jakimkolwiek poprzednim obozie Klanu Rzeki, nie miał jak rozpoznać tego miejsca... ale było tu pięknie.

Wstał. Spojrzał na Rybołów i Cisa obok siebie, potem zerknął ku Mroźnemu Nosowi; i przełknął ślinę, jakby zdenerwowany, robiąc kilka kroków do przodu, wchodząc na początku na płyciznę Kryształowego Oka. Potem, stopniowo, podchodził coraz bliżej, aby znaleźć się przy białym medyku, razem ze swoimi terminatorami. Skinął mu głową i westchnął głęboko po raz kolejny, ale nie odezwał się.

Nie odezwał się, zamiast tego zawiesił spojrzenie błękitnych ślepi na swoich uczniach i milczał.

- Jestem z was dumny - wydusił z siebie, nie będąc w stanie powstrzymać łamania się głosu, nie będąc w stanie powstrzymać łez które cisnęły mu się w ślepia. Chciał, ale już nie potrafił, nie teraz. Musiał im to wszystko powiedzieć, to, co chciał powiedzieć im od księżyców ale nie potrafił, ale czuł, że musi, teraz, przed przodkami. Jakby miał się wyspowiadać ze swoich grzechów, błędów, zrzucić z siebie ten ciężar i może wynagrodzić te wszystkie błędy Rybołów i Cisowi.

- Jestem z was tak szalenie dumny. Wiem, że jesteście na to gotowi. Wiem, że macie świadomość tego, jak ogromną odpowiedzialnością w rzeczywistości jest tytuł medyka, i przepraszam. Przepraszam, że nie byłem w stanie przygotować was do tego lepiej. Przepraszam, że niektórych spraw z wami nie omówiłem, przepraszam, że mogliście czuć się zagubieni, źli, smutni, samotni, w jakimkolwiek momencie. Przepraszam, że pochłonięty własnym smutkiem i żałobą nie potrafiłem być dla was lepszym mistrzem. Ale wiem, że jesteście gotowi. Jesteście wspaniali, wiem, że gdy dołączę do przodków na Srebrnej Skórce, pozostawię Klan Rzeki w dobrych łapach. Jestem dumny, że jesteście moimi terminatorami - miauknął Barwinek, niemal na jednym oddechu; nie brzmiał doniośle. Brzmiał niemal jak ojciec mówiący do swoich dzieci. I wymusił uśmiech, wpatrzony w swoich uczniów, za chwilę kolejnych medyków Klanu Rzeki.

Odchrząknął, chwilę uspokajając oddech, powstrzymując już kolejny strumień łez.

Byli gotowi.

- Ja, Barwna Woda, medyk Klanu Rzeki, wołam do Przodków, by spojrzeli na tych Terminatorów. Ciężko trenowali, by zrozumieć wasze ścieżki i z waszą pomocą będą mogli służyć swemu Klanowi przez wiele księżyców. Rybołowia Łapo, Cisowa Łapo, czy obiecujecie postępować według Kodeksu Medyka, pozostawać z dala od rywalizacji między Klanami i chronić wszystkie koty nawet kosztem własnego życia?
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Po króciutkiej chwili otworzyła oczy, a przed nią ukazało się miejsce, którego nie znała, ale które... było dziwnie znajome. Rozejrzała się uważnie, chłonąc to miejsce, i gdzieś, w głębi serca, miała wrażenie, że było jej domem, lub częścią jej domu. Następnie dostrzegła białego, długołapego kota o przyjemnym zapachu. Jego ślepia miały dwa różne kolory, tak jak w jej przypadku, ale jej jedno było zielone a kocura brązowe. Na jego słowa zadreptała w miejscu z ekscytacji.
- Mroźny Nos! - szepnęła do Cisa, delikatnie dotykając barkiem barku kuzyna. Nie wierzyła, że przyszedł do nich legendarny medyk Klanu Rzeki o którym tyle słyszała od rodziny! Był bratem Czerwonej Gwiazdy, jej babci, i zmarł młodo podczas śpiączki. Rybołów sądziła, że przyjdzie do nich Księżycowy Pył, mistrzyni Barwinka, którą bardzo chciała poznać, ale być może na to będzie jeszcze okazja. Teraz cieszyła się spotkaniem z członkiem swojej rodziny.
Nie miała jednak zbyt wiele czasu na analizowanie, bo Barwna Woda zaczął swoją przemowę. Wbiła w niego wzrok.
- Och, Barwna Wodo! - powiedziała ciepło, po czym przylgnęła czołem do jego policzka, wtulając się na moment w jego długie futro - Nigdy nie mogłam marzyć o lepszym mistrzu. Jesteś dla naszej dwójki jak kolejny rodzic i oboje kochamy cię jak członka rodziny, w końcu nim jesteś. Nie musisz niczego żałować, bo my też powinniśmy cię wspierać, gdy byłeś smutny i rozżalony. Myślę, że wszyscy jesteśmy kwita. - powiedziała do niego. Nigdy w życiu nie byłaby w stanie mieć mu czegokolwiek za złe. Była, gdzie była, tylko dzięki niemu. Zrobiła kilka kroków do tyłu.
- Obiecuję.

Zaproszę dzień i noc, zaproszę cztery wiatry
Dla wszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszy ton
Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną
ściany grą <

[Obrazek: k6mLdCx.png]
[ Bo taki będzie mój >> DOM << ]

LVL 3 65 / 200
MedLVL 6 553 / 900
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
Wybudził go ciepły ból w sercu, który promieniował do momentu, aż nie otworzył oczu. Dziwne było to uczucie, bo czuł, jak ktoś rozlewał na jego serce ciepłą ciecz, to było to uczucie, które odczuwało się w momencie, gdy było komuś miło, przyjemnie, gdy czuł się bezpiecznie i dobrze. Jednocześnie było połączone z kłuciem w sercu, choć nie miał pojęcia skąd się wzięło. Może był to niepokój, a raczej jego resztki, bo choć przed zaśnięciem zaczął martwić się wręcz do panicznego poziomu, tak po przebudzeniu w nieznanomym miejscu... to poczucie najzwyczajniej w świecie zniknęło. Poczuł się niesamowicie spokojnie, poczuł się tak, jakby wszystkie troski i problemy ich świata najzwyczajniej w świecie wyparowały. I choć nie znał genezy początkowego kłucia jego serca, tak dobrze wiedział skąd wzięło się znajome ciepło – miejsce, w którym się pojawili było... och. Znajome, choć nigdy go nie widział. Było miejscem, które miał wrażenie, że zna na wylot, że zna każdy zakamarek, że tu były jego korzenie, jego rodzina, to tu było źródło krwi płynącej w jego żyłach. Nie wiedział gdzie był. Niemniej miał wrażenie, że był w domu, był idealnym miejscu o idealnym czasie.
Spojrzał z ekscytacją na nieco przychudego kocura, gdy kuzynka uświadomiła mu, kogo widział przed sobą. Był pewien, że nigdy nie będzie mu dane zobaczyć na własne oczy kogoś, o kim w dzieciństwie słyszał najwięcej historii i legend. Jego oczy świeciły szczerym zachwytem, kiedy to wpatrywał się w Mroźny Nos. Posłał mu też szeroki uśmiech, aż nie usłyszał, że najwyraźniej Barwna Woda się do niego zwraca. Do nich.
Jego uszy nieco opadły z rozczulenia, może nieco z żalu, że jego mistrz w ogóle sądził, że musiał go za coś przepraszać. Zdusił gdzieś chęć dopuszczenia łez do swoich oczu, wiedząc, że to on i Rybołów mieli być teraz silni. - Gdyby nie ty, nigdy nie wiedziałbym, że jestem w stanie dojść do tego momentu. Nigdy bym nie pomyślał, że tyle osiągnę, że będę kimś tak ważnym. Uwierrrzyłeś we mnie jako pierrrrwszy, nim w ogóle ja to zrrrobiłem, nawet moja mama nie wierrzyła we mnie tak bardzo, jak ty prrrzez cały ten czas. Jesteś z Rrybolów najważniejszym kotem w moim życiu, gdyby nie ty, ja... ja... Jestem ci tak wdzięczny. Za tak wiele. Za twoją cierrrrpliwość do mnie i za to, że nie wyrrrzuciłeś mnie z lecznicy gdy po raz setny zakłócałem spokój - mówił ciepło, przy tym zdaniu patrząc z ukosa na Mroźny Nos, któremu powiedział szeptem "już tego nie robię!", tak, by ten nie miał wątpliwości. - Kocham cię, Barrwniku, z całego serca. Nie prrrrzeprraszaj nas. Nigdy nie pomyślałem, że spotkam kogoś tak cudownego jak ty, i... i... DOBRRZE KONIEC JUŻ, JUŻ, JUŻ ZA DUŻO - wybuchł na koniec, mówiąc nieco głośniej i posyłając mu radosny uśmiech. Nie chciał teraz się wzruszać, a robił wszystko, by to właśnie zrobić. Nie był przyzwyczajony do wygłaszania czegoś takiego, generalnie Cisowa Łapa rzadko kiedy był tak poważny, ewidetnie wykorzystał limit na kolejne czterdzieści księżycy. Stanął żwawo obok kuzynki, po czym posyłając jej pewne, dumne spojrzenie, a potem powiedział: - Obiecuję.
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Poczuł jak słowa Rybołów i Cisa ściskają mu serce. Jednocześnie wciąż czuł wstyd, żal, bo czuł, że nie zrobił dla nich wystarczająco wiele, a jednocześnie był tak niesamowicie szczęśliwy i wdzięczny, że miał takich terminatorów. Barwinek pociągnął nosem i westchnął, drżąco; uśmiech mu się poszerzył. Nie był w stanie już nic powiedzieć, był zbyt wzruszony tym momentem, zbyt zaślepiony emocjami, dumą, żalem, szczęściem, wszystkim na raz. Czuł, że eksploduje.

Ale nie mógł. Musiał stać prosto, mówić donośnie, godnie się prezentować na tej ceremonii. To był najważniejszy jak dotąd dzień w życiu jego uczniów i nie mógł się rozmazać do reszty, chociaż, prawdę mówiąc, właśnie tego Barwinek chciał. Chciał ich przytulić i płakać i dziękować, że tak mu ufają, że mają do niego tyle sympatii, że traktują go niemal jak ojca. On praktycznie traktował ich, jak swoje dzieci.

- A zatem na mocy nadanej mi przez Gwiezdny Klan, - zaczął głośno, gładko, chociaż głos mu się złamał w połowie. - nadaję wam wasze imiona. Rybołowia Łapo, od dnia dzisiejszego będziesz Rybołowim Lotem, Cisowa Łapa - Cisową Gałązką. Przodkowie uznają wsze oddanie, hart ducha, zaangażowanie, wiedzę i inteligencję. Witam was jako prawdziwych, pełnoprawnych Medyków Klanu Rzeki.

Podszedł bliżej, dotykając mokrym nosem czoła zarówno Rybołów, jak i Cisa.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Gdy Barwna Woda podszedł bliżej i skinął głową, mógł poczuć delikatny, ale jednocześnie bardzo ciepły dotyk. Dawny Medyk Klanu Rzeki bowiem trącił go swoim różowym nosem w bark, jak gdyby chciał dodać żyjącemu kocurowi otuchy.
Uśmiechnął się też ciepło w kierunku Rybołowiej i Cisowej Łapy - zrobiło mu się naprawdę miło, że jego obecność spotkała się z tak entuzjastyczną reakcją. Kolorowooki nie spodziewał się, że jego krótka kariera Medyczna tak szybko i gwałtownie się zakończy, dlatego za każdym razem był w lekkim szoku i zdumieniu, że historie i wzmianki o nim pozostają w Klanie Rzeki nadal żywe. Schlebiało mu to, ale było też takie... domowe. Rodzinne.
Z uwagą wysłuchał słów Barwinka, mimo że nie były one kierowane bezpośrednio do uszu Mroza. Z równie dużym skupieniem obserwował reakcję Terminatorów na słowa ich Mistrza. Cieszyło go, że mieli tak bliską relację. Że potrafili sobie mówić i okazywać tak ważne emocje, ale jednocześnie nie byli w tym zadufani i potrafili się poddać jakimś refleksjom.
Wyszczerzył białe kły, gdy Cis i Rybołów złożyli swoją przysięgę, a gdy tylko Barwna Woda wypowiedział ich nowe imiona, głośne skandowanie rozległo się w całym Dawnym Obozie Klanu Rzeki. Skandowały wszystkie zebrane koty - i ci więksi, i ci mniejsi. I ci młodsi, i ci starsi.
Rybołowi Lot!
Cisowa Gałązka!

Gwar głosów dudnił w uszach zebranych ogromnym echem. Klan potrzebował Medyków, więc dzisiejsza Ceremonia była spotkaniem ważnym i wyjątkowym. Radosnym.
Okrzyki z czasem zaczęły się uspokajać, ustępując miejsca cichnącemu gwarowi rozmów. Część Gwiezdnych wróciła do swoich poprzednich sprawunków, część z nich jeszcze przez chwilę przyglądała się wydarzeniom na Wilgotnej Skale.
- Gratulacje, Rybołowi Locie, Cisowa Gałązko. - biały kocur podniósł się powoli na cztery łapy, ukazując swój realny wzrost. Tak jak większość potomków Łabędziej Pieśni i Porywistego Nurtu, Mroźny Nos należał do tych wyższych przedstawicieli Klanu Rzeki. - Jak niektórzy dobrze wiedzą - tu posłał bardzo delikatny uśmiech w stronę Barwnej Wody - podczas spotkań z żywymi zwykłem przynosić ze sobą symboliczne podarki, zatem przyjmijcie na pamiątkę naszego dzisiejszego spotkania po kępce kwiatów lawendy. To po mojej babce, Lawendowym Nosie, otrzymałem swoje medyczne imię. Bądźcie dla siebie wzajemnie takim wsparciem, jakim ona była dla mnie. - miauknął i schylił się, rozdzielając od siebie rośliny. Przesunął po łodyżce w kierunku każdego z trójki Medyków.
- Znajdujemy się teraz w Dawnym Obozie Klanu Rzeki. Rozejrzyjcie się, jeśli chcecie, ale podejrzewam też, że trochę goni was czas. - ogniki w kolorowych oczach zalśniły lekko - Poza tym gdybym był na waszym miejscu, na pewno chciałbym jak najszybciej wrócić do Klanu żeby pochwalić się swoim nowym imieniem! - na te słowa zaśmiał się i skinął zebranym głową.

//Jeśli chcecie to w swoich postach możecie się już wybudzić, Mróz was tam nie będzie przetrzymywał dłużej niż to konieczne. c:
LVL 5 0 / 400
MedLVL 6 0 / 900
9
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
15
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Spieszyło mu się, ale jednocześnie czuł się wśród przodków tak... na miejscu. Tak dobrze, tak bezpiecznie i nie chciał opuszczać dawnego obozu Klanu Rzeki zbyt szybko. Nie był tu jednak sam, byli tu jego uczniowie i powinni, wszyscy, jak najprędzej wrócić do obozu. Gwiazdnica pozostała, mimo wszystko, sama, a nie miała takiej wiedzy medycznej jak ich trójka. A gdyby coś się stało?

Nie, nie, nie mógł teraz myśleć o tym, że jego córce w obozie mogło się coś złego przytrafić. To był szczęśliwy dzień. Przed Rybołów i Cisem otwierał się nowy rozdział w ich życiu, a on nie potrafił już wyrazić ani słowami, ani nawet pojąć myślami dumy która go rozpierała.

Pamiętał, jak Księżycowy Pył mianowała go medykiem. Nie zapomnij dbać o siebie, powiedziała. Teraz, gdy wyszkolił swoich następców czuł, że mógł zacząć dbać o siebie.

- Dziękujemy, Mroźny Nosie. Masz rację, powinniśmy wracać jak najprędzej. Jeszcze wszyscy w obozie muszą pogratulować Cisowi i Rybołów nowych imion - rzucił rozbawionym, gładkim głosem Barwinek, przysiadając w Kryształowym Oku; i zerknął na swoich uczniów, jakby czegoś wyczekiwał. - Wracajmy.

Po tym zamknął oczy, pozwalając sennej wizji Srebrnej Skórki się rozpłynąć. Gdy znowu otworzył oczy po chwili, widział Szepczącą Sadzawkę i mgłę która ją otaczała. Wrócił na ziemię. Czekał, aż jego terminatorzy również się obudzą i wtedy ruszył z nimi z powrotem do domu.

Wreszcie mógł odpocząć.

zt chyba <3
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
W głowie brzęczały mu tylko cztery słowa: Cisowa, Gałązka, Rybołowi, Lot. Wszyscy krzyczeli, wszyscy skandowali. Wszyscy uważali, że byli tego warci. Że są na właściwym miejscu, wszyscy byli z nich dumni. Dostali aprobatę od strony gwiazd. To go tylko jeszcze bardziej uświadomiło, że był na dobrym miejscu. Nie pomylił się. Był medykiem nie dlatego, że był to przypadek. Był tam, gdzie miał być, urodził się po to by stać właśnie w tym miejscu. I był z tego piekielnie dumny. Z siebie, z kuzynki, jednocześnie najlepszej przyjaciółki, z Barwinka. Z drugiego taty, z opiekuna, z rodzica. Tak bardzo ich kochał, kochał ich obojga. Najbardziej na świecie.
Wstał, kiedy dostał propozycję rozejrzenia się po obozie. Wiedział, że im się śpieszyło, wiedział bardzo dobrze. Mimo wszystko nie miał pewności, czy kiedykolwiek jeszcze będzie w tym miejscu. Nie miał pojęcia, przynajmniej nie przed śmiercią, nie zamierzał więc zmarnować takiej okazji. Przeskoczył przez kamienie jednym susem, by włożyć nos do Korzennej Kory. Nie miał pojęcia co tu było tu wcześniej, niemniej był ciekawy jak wyglądało to w środku. Gdy wyszedł, zetknął też z bliska na wodospad, dopiero wtedy wracając do zgromadzonych. - Dziękuję, Mrrrrrroźny Nosie. Nigdy cię nie zapomnę - uśmiechnął się szeroko, rozglądając się po wszystkich dookoła i im również posyłając wdzięczne spojrzenie. Gdy usłyszał słowo mistrza, przymknął oczy i otworzył je dopiero w momencie, gdy pojawił się przy księżycowej sadzawce.

Był medykiem. Był kimś ważnym. Coś osiągnął.

Jesteś ze mnie dumna, Zachodzące Światło?

zt
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Rybołowi Lot. Uniosła na moment głowę, spoglądając w niebo, jakby miała tam dostrzec lecącego rybołowa. Podobało jej się. W słowie lot było coś, co niosło ze sobą wolność, ale i ambicję. A Cisowa Gałązka... było bardzo delikatne. Wcześniej chyba trudno by jej było wyobrazić sobie kuzyna z tak miękkim imieniem. Odetchnęła głęboko, słysząc skandowanie zebranych wokół nich kotów. Dopiero teraz miała zacząć się prawdziwa praca i odpowiedzialność. Teraz, gdy zostali wreszcie pełnoprawnymi medykami, a nie tylko uczniami albo pomocnikami. Teraz musieli stać na równi z Barwną Wodą i nie mogli go zawieść.
- Dziękuję, Mroźny Nosie - skinęła głową byłemu medykowi Klanu Rzeki. - Proszę, obserwuj nas ze Srebrnej Skórki - pożegnała go, i, tak jak Cis, rozejrzała się jeszcze szybko po obozie. Zatem to tam urodziła sie babcia Czerwona Gwiazda. Tam się wychowała. W głębi serca poczuła dziwną tensknotę za tym miejscem, nawet, jeśli widziała je teraz po raz pierwszy w życiu.
A potem się zbudziła, razem z podarowaną jej przez Mroźnego Nosa lawendą.

//zt

Zaproszę dzień i noc, zaproszę cztery wiatry
Dla wszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszy ton
Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną
ściany grą <

[Obrazek: k6mLdCx.png]
[ Bo taki będzie mój >> DOM << ]

LVL 3 65 / 200
MedLVL 6 553 / 900
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Zasnęli jako medyk i dwójka terminatorów, a obudzili się w nowym świecie, gdzie wszyscy troje byli medykami Klanu Rzeki. Pomimo mgły świat zdawał się być jaśniejszy, piękniejszy, pełen możliwości. Powrót do klanu nie zajął im długo, przekroczenie Grzmiącej Ścieżki było śmiesznie proste przy pustej drodze. Cała wyprawa zajęła im mniej niż dzień, dając im czas by po powrocie wieczorem, obwieścić całemu klanowi ich nowe imiona.

BARWINEK: S: 7 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 21 | HP: 80 | W: 60

RKA: S: 6 | Zr: 7 | Sz: 7 | Zm: 10 | HP: 65 | W: 45

CIS: S: 5 | Zr: 6 | Sz: 4 | Zm: 7 | HP: 60 | W: 40

+10 exp dla Cisa
+10 exp dla Rki
+10 exp dla Barwinka

Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym
I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być
Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę
I gdy będziesz jak skała zawsze zmieniać się w wodę


LVL 2 135 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości