Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- Ah, to był taki super hiper atak żeby cię zaskoczyć - uśmiechnęła się, a następnie pisnęła, czując jak ta łapie ją za ogon. Zabrała go momentalnie, wyrywając go łapką z czarnych szczęk. - Hej, tak nie wolno - oburzyła się z lekka. - Wyderka mówiła, że za ogon można łapać w prawdziwych walkach. A to nie była prawdziwa walka! Zresztą to miał być piękny taniec! - dodała z przykrością. Średnio jej się to podobało. Sparing był fajny przez chwilę, ale potem coraz mniej jej się podobał. - I chyba nic to nie dało. Następnym razem musimy zatańczyć! Albo... - rozejrzała się po niebie z każdej strony, znajdując jeden drobny prześwit. - Ja wiem! Poszukam słońca!! Przyprowadzę ci je!!
/zt
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxSuper hiper atak, no musiała przyznać, że na pewno był ciekawy, super prawdopodobnie też, chociaż uznałaby to raczej za ekscytujące patrząc na to, że nie została tak nigdy zaatakowana. W końcu coś nowego. xxxx– Udało Ci się w takim razie – odpowiedziała po chwili, ale samego oburzenia nie rozumiała. – Kto…? – zapytała, ale nie dostała odpowiedzi, ani jakoś szczególnie nie starała się jej uzyskać. Trochę też nie rozumiała zasady nie łapania ogona poza prawdziwymi walkami, bo był to raczej drobny żart, niżeli chęć odgryzienia ogona, ale cóż. Może wichrowe koty miały jakieś dziwne zasady, których nie zamierzała rozumieć, ani szczegółowo poznawać? Była taka możliwość. – Mm, powodzenia – wyrzuciła z siebie z lekkim westchnieniem i wstała z ziemi, nie czekając na kotkę, ani nie bardzo chcąc by ta dzisiaj do niej wracała. Musiała iść swoją codzienną rutynę załatwić, a do tego trzeba było się napić wody. Mhm.
zt
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxWyszła ze swojej nory na spacer, bo ładna pogoda to i można się przejść, prawda? Inna sprawa, że nie miała w sumie żadnego konkretnego planu na te przechadzkę toteż najpierw ruszyła w stronę Szuwaru Turzycy, by może pomoczyć łapy nad wodą albo przejść się za ulicę i wylegiwać w słońcu na plaży. Brzmiało jak dobre życie i dbanie o siebie oraz zdrowie, także idealnie. Aktualnie jednak musiała wyjść z Leśnych Ostępów także ruszyła przed siebie lekkim krokiem z lśniącą i czystą sierścią. Miły śpiew ptaszków i powiew wiatru, przyjemnie.
Minóg
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
xxxxChodziła w ponurym humorze, ba, nawet bardzo. Psinka Tęczynka zniknęła? Tak się wydawało. Chyba. Nie wiedziała. Tylko nie rozumiała jakim sposobem. Jej najlepsza przyjaciółka nie wychodziła sama tak często, chyba… a w szczególności nie tak daleko, więc to chyba znaczyło, że się zgubiła gdzieś na terenach, prawda? Zaraz się ją znajdzie! Cień na pewno jej nie zjadł, nie podchodziłaby do Cienia… a może Kryształ powinna się obawiać? Nie wiedziała. Myśli jej szalały, źle się czuła, a ostatnio częściej łapy ją bóle głowy przez to zamartwianie. Nie widziała Tęczy już przynajmniej dwa wschody słońca, nie wiedziała czy coś jej się stało… nic jej się nie stało, prawda?
xxxxCzas jednak płynął, minęły cztery wschody słońca od ostatniego pojawienia się Tęczynki w obozie. Kryształ się już nie łudziła, że znajdzie ją w legowisku terminatorów, chociaż zaglądała bezwiednie kątem oka. Pytała Kozią Płetwę, ale też nie… też jej nie widziała. Śledź również milczał, a z bratem Psinka nie miała chyba większego kontaktu, więc nawet nie sądziła, że miała po co go pytać i tak był zajęty Jaskierek… Kryształ nadal nie rozumiała czemu ta się z nim spiknęła, ale nie jej sprawa! xxxxWyszedł tego dnia z myślą, że znajdzie Tęczę… może powinien zrobić tak wcześniej? Ale zawsze była opcja, że ślady jeszcze nie zniknęły, tak? Może ktoś ją widział? Zagryzł delikatnie policzek i westchnął mijając Dziki Sad, skręcając bardziej w stronę wschodniej części granic gdzie przemknął po jakichś skałkach na drugą stronę. Od kiedy rozmawiał z Balladyną to nie zapuszczał się poza granice Wichru, ale dzisiaj miał bardzo ważny powód! Bardzo! Znalezienie Psinki było najważniejsze… Tylko nie wiedział jak daleko musiał iść by ją znaleźć, dlatego kiedy znalazł się gdzieś w środku lasu to trochę zaczął wątpić, że zrobił to co powinien. Czy znajdzie tu kogokolwiek???
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Ruletka dużo pewniej by się czuła na poszukiwaniach prawdziwej, pierzastej sikorki niż siostry Gajusa Bonusa o nieporównywalnie lepszym imieniu od brata, ale niestety biały kocur nie był zainteresowany poszerzaniem swojej wiedzy ornitologicznej, a znalezieniem rodziny, która gdzieś mu zniknęła z oczu. Niestety, córka Oriona, w pewnym sensie mogła przybić sobie łapę z Gajusem – nie widziała sporadycznej matki już długi czas. Z tą drobną różnicą, że mogła się przecież tego spodziewać, od pierwszych spotkań zapowiadał, że jest zaledwie przelotną postacią w pierwszych rozdziałach ich życia – znaczy Ruletki i Feniksa – więc jego zniknięcie nie jest kwestią czy, a kiedy. Gdy szylkretowa pointka pytała w takich chwilach kiedy w takim razie zamierza ruszyć dalej, uśmiechał się krzywo, wzruszał niedbale barkami i mówił, że gdy gwiazdy ułożą się odpowiednio.
Odpowiedniego układu gwiazd również nigdy nie chciał wyjaśnić.
Nie szukała więc matki, uznawszy, że nie spojrzała na nocne niebo akurat tego wieczoru i ominęła ten niesamowity układ gwiazd. Trochę szkoda. Lubiła wiedzieć. Chętnie by się przekonała czy chodziło o rzeczywiste zjawisko czy jedynie była w ten sposób zbywana. Obie opcje były równie prawdopodobne, niestety.
Ale migracja Sikorki nie zależała od gwiazd i według Gajusa Bonusa kręciła się w tej okolicy. Tylko że, jak na tak drobnego ptaszka przystało, była zupełnie nieuchwytna.
Ale nie oszukujmy się, że Ruletkę zaprowadziła dobroć serca prosto w Leśne Ostępy. Jasne, nie życzyła źle żadnej rodzince, jednak większym motywatorem była dla niej myśl o przysłudze jaką potencjalnie wisiałby jej obeznany z ziołami kocur. I to właśnie snucie marzeń o porządnym treningu medycznym prowadziło ją między kolejnymi drzewami, kawałek po kawałku odrywając jej uwagę od poszukiwania jakichkolwiek śladów bytności Sikorki. Na szczęście, zanim całkowicie odcięła się również od otoczenia, zauważyła przed sobą białą sylwetkę, jakże podobną do jej własnej. Drobna żaróweczka zapaliła się między cynamonowymi uszami i Ruletka przegoniła wszystkie dotychczasowe myśli na rzecz wyróżniającej się postaci.
— Hej!! Sikorka, to ty?? — zawołała do orientala przed sobą, w długich krokach próbując zmniejszyć dzielącą ich odległość. Chociaż jej entuzjazm nie świecił już tak mocno jak w uderzenie serca po zobaczeniu białego futerka. Pojawiło się zwątpienie. Czy te kłaczki nie powinny być kręcone? Te się zdawały całkiem proste. Nie mogła sobie też za nic przypomnieć czy pyszczek powinien przypominać ten jej, czy jednak był na wzór większości kotów. Ale nawet jeśli nie wszystkie wizualne detale zapadły jej w pamięci, imienia była pewna. A ile białych Sikorek mogło być w jednym lesie, nie? Szczególnie spokrewnionych z Gajusem Bonusem.
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
Głos. Głos kota. Zniekształcony i z daleka, ale chociaż był! Pytała i znalazła! Może nie Psinkę Tęczynkę, ale chociaż kogoś kogo mogłaby zapytać czy widział ową Psinkę Tęczynkę. Nie mogła jednak zignorować faktu, że kot przed nią coś do niej krzyknął i tak jak nie wyglądał jak zagrożenie kiedy zaczął się zbliżać to bezwiednie cofnęła się dwa kroki w tył. Nie wiedziała co powiedział… może szarżował na nią? Kły jednak nie błysnęły, a łapy zostały na ziemi, nie poczuła nagle rozcinanej skóry – to chyba już nie zaatakuje?
Patrzył się tylko na wielkie uszyska, fioletowe (albo prawie fioletowe) oczy, dziwnie ładne futerko (takie egzotyczne te rude) i mordkę podobną do tej jego, uśmiechnął się delikatnie, może nieśmiale. Chyba Balladyna pozostawiła w nim tę nutkę niepewności, a fakt, że nadal nie wiedział co było do niego krzyczane…? Uch, jakoś nie umiał normalnie się zachować, potrzebował chwili na dostosowanie się do sytuacji. Psinka biegała mu po głowie i obawiał się, że tracił czas stojąc w miejscu.
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Udało jej się zwrócić uwagę nieznajomej, ale przedłużająca się cisza sugerowała, że na samej uwadze się skończyło. Najwyraźniej, pochłonięta swoim dotychczasowym zajęciem, nie usłyszała pytania Ruletki. Pieszczoszka była przyzwyczajona, że coś takiego zdarzało się zwykle jej, ewentualnie Feniksowi trzeba było czasem powtarzać pytania, jeśli akurat chwilowo skupiał się na czymś innym. Ale pozostałe koty? One zwykle bez trudu wszystko wyłapywały za pierwszym razem – co było równie niesamowite, co frustrujące. W pewien sposób było kolejnym małym przypomnieniem o odmienności Ruletki, tej nieplanowanej, tej wrodzonej, z którą nie wiedziałaby jak sobie poradzić, nawet gdyby chciała. Teraz już nie chciała – chyba – jej priorytety odrobinę się zmieniły, a wraz z nimi sposób na osiągnięcie celu. W życiu by się nie spodziewała, że interakcja, w której druga strona usłyszy bez zrozumienia da jej tyle radości. I to nie takiej złośliwej!! Nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie. Prędzej poczucie wspólnoty, chociaż było ono zbyt dużym słowem, by rzucać z powodu tak drobnej rzeczy.
Poczuła to ziarenko sympatii. A gdy jasne wargi wygięły się w drobnym uśmiechu – kolejne. Ośmielona podeszła do nieznajomej (kiedy w ogóle się zatrzymała??) i stanęła niecałe dwa susy przed nią. To chyba była ta kulturalna odległość.
— Hej, pytałam czy masz może na imię Sikorka? Chyba pasujesz do opisu, a brat ciebie – jej – szuka — wyjaśniła jeszcze raz, tym razem nieco obszerniej skoro była tuż obok i nie musiała krzyczeć. W trakcie mówienia, przechyliła głowę w bok i zaczęła uważne oględziny drugiej kotki ze swojego miejsca. Od białych paluszków po długie uszy. Jasne, wciąż czekała na faktyczną odpowiedź, nie chciała wyprzedzać faktów, ale nie potrafiła sobie odmówić próby zgadnięcia. Skoro miała teraz szansę chłonąć wszystkie szczegóły – no, prawie wszystkie, technicznie nie powinna krążyć dookoła niej, pomyślała, jednocześnie robiąc pierwszy krok w bok. Bo nie zamierzała grać w jakieś psychologiczne gierki, a jedynie chciała zobaczyć potencjalną Sikorkę w całości, więc nie powinno to być nic niewłaściwego. Wychyliła się zaledwie kilka kroków i zaraz cofnęła do poprzedniej pozycji.
Futro było największym problemem. Gajus Bonus mówił o kręconym, a tymczasem kłaczki nieznajomej nie zawijały się nawet jak u Oriona, gdy w powietrzu wisiało za dużo wilgoci. Te popielate kropeczki też... raczej nie były odpryskami błota, choćby dlatego że cała reszta szaty była porządnie ułożona, a dookoła nich nie było żadnych kałuż (ani dalej, chyba że mieszkała na bagnach!!). Jeśli Ruletka miałaby zgadywać, to nieznajoma nie pozwoliłaby brudowi zostać na łapach przez wiele dni. Ale też... Gajus mógł pominąć taki szczegół, mógł uznać za nieistotny, a nie punkt charakterystyczny. Ale co do sierści raczej by się nie pomylił?? I oczy... chyba mówił o oczach? Nie o ich kształcie (a szkoda, szylkretowa pointka była nim zachwycona), a o kolorze. I chyba nie był to niebieski.
Dałaby sobie łapę odgryźć, że to nie była Sikorka. Ale w przeciwieństwie do nie-Sikorki, nie miała cennego czasu do stracenia. Był jedynie zwykły czas do spożytkowania.
Wysoka, żylasta i chuda; futro długie (najbardziej na ogonie, szyi i policzkach), białe z przebłyskami niebieskiego na brzuchu i łapach; sierść zawsze czysta i ułożona; pyszczek długi, ozdobiony w różowy nos i białe wibrysy, niebieskie oczy (podłużne i ostre).
Zaradna; samodzielna; pogodna; zdyscyplinowana (na tyle ile kociak może); łagodna, ale potrafiąca się obronić; dumna, jednak wyrozumiała, czasami zbyt.
Postawa nieznajomej lekko uspokoiła zszargane nerwy Kryształka, chociaż nadal nie był całkowicie przekonany do tego jak całe spotkanie się zaraz potoczy. Były jednak co do tego plusy! Przede wszystkim fakt, że znalazł kogoś kto może widział lub słyszał o Psince Tęczynce! Czekał jednak z bijącym sercem na rozwinięcie się sytuacji, a podejście bliżej swojej osoby potraktował dość poważnie i nerwowość na pewno była widoczna w oczach jak i na samym pyszczu. Jasne, cały czas się uśmiechał, ale… była ta niepewność w tym wszystkim. Wolał być przygotowany na ewentualności, przecież nie po to nauczył się walki!
Słowa wydobyły się tym razem z mordki orientalki trochę klarowniej, właściwie to ułożyły się w jakieś słowa, chociaż mówiła dość cicho i szybko. Chwilę musiał postać i przeanalizować wszystko – początek zdania był przyjazny i kulturalny, tak? potem następne coś o bracie i szuka… (s)Sikorka na pewno było wspomniana! Ale tak ogólnie chyba odrobinę zatraciła się pomiędzy myślami o własnym bezpieczeństwie, khhh…
— Musisz wybaczyć — powiedziała głośno, nie zmieniając tonu. — Chyba ponownie nie zrozumiałam… W sensie jaki brat? Sikorka? Taki ptak? Możesz trochę głośniej? — zapytała i delikatnie się skrzywiła przez to, że musiała o to prosić… Od jakiegoś czasu szło jej tak dobrze! A teraz jedno wyjście poza tereny i nagle nie potrafiła się skupić? Poczuła rozdrażnienie. Nie lubiła swojego niedosłuchu. Nie lubiła nie wiedzieć. NIe lubiła musieć się przypominać i prosić koty, by myślały o niej!
Rozstawiła łapy odrobinę szerzej – na wszelki wypadek – i zaczęła dopatrywać się drżenia ziemi, może jednak nie były tu same? To ją lekko przerażało i tak jak Balladyna była w sumie fajna, tak odczuwała większą niepewność kiedy chodziło o kontakty z kotami na terenach Niczyich. Szylkretowa mordka pointki sprawiała jednak wrażenie, że nie powinna się jej obawiać i naprawdę nie chciała! Wydawała się w jej wieku! Może zostaną przy- dobrymi znajomymi!