Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Zebrania w Nowym Świcie nie miały miejsce zbyt często, co sprawiało, że Tundra często zapominała, jak powinny wyglądać. Ostatecznie uznała, że jej dokładny przebieg i wypowiadane przez nią słowa nie są szczególnie istotne, na pewno nie bardziej od samego rezulatu tegoż zebrania. Miot Raniuszka i Pędu miał tego dnia wybierać swoje ścieżki. Kierując swoje kroki w stronę Słonecznej Półki zastanawiała się, ile z nich zjawi się na jej zawołanie i czy tego wieczoru będzie miała nowego ucznia. Nie miałaby nic przeciwko, przyznała przed sobą. Szkolenia Raniuszka nie skończyła, nie ze swojej winy, była teraz gotowa zacząć kolejne szkolenie.
Zgrabnie wskoczyła na skałę i zajęła na niej wygodną pozycję. Zanim się odezwała, odchrząknęła.
- Nowy Świcie, zbierz się na zebranie. - zawołała, wystarczająco głośno by koty przebywające w obozie i w jego sąsiedztwie mogły ja usłyszeć.
Siedziała, odpowiadała na powitania wszystkich tych, którzy zechcieli się z nią przywitać. Czekała, licząc że zobaczy Pokrzywę.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Zmierzch niechętnie by to przyznała, ale całkowicie możliwe, że ostatnio coś często w obozie siedziała, by mieć pewność, że nie ominie jej to zebranie. Młodszy miot Raniuszka przed chwilą się urodził, a tu proszę, już zaraz mieli być mianowani. A Zmierzch nie mogła tego przegapić.
No i proszę, leżąc na swojej gałęzi dostrzegła Tundrę, wyraźnie kierującą się na słoneczką półkę. Czekoladowa nie zdążyła nawet otworzyć pyszczka, a księżna już znalazła się na placu zebrań. A gdy w obozie rozległo się wołanie, ta zajęła miejsce w centrum placu. Owinęła ogon dookoła łap, wyprostowała się, a wzrokiem przeczesywała teren w wyczekiwaniu na małą zgraję. To ich dzień, nie powinni się spóźnić.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Nigdy nie był na zebraniu, bo jak dotąd był za mały aby samodzielnie wyjść z Ukrytej Pieczary - ale teraz nie był już wcale taki mały, niedługo miał zostać prawowitym członkiem Nowego Świtu, ze wszystkimi prawami i przywilejami które posiadali uczniowie. I będzie mógł w końcu wyjść z bezpiecznego obozu, szukać Raniuszka.
Wyjrzawszy z legowiska, Pozytywka początkowo zmrużył oczy gdy dotarło do nich światło słoneczne; zrobił kilka kroków do przodu, spojrzał w ziemię i mrugnął kilka razy, chcąc szybko odzyskać wizję. Rozejrzał się. Dostrzegł prababcię Tundrę i... och, Zmierzch. Biała mordka kocięcia natychmiast się rozpromieniła, gdy ten żwawym krokiem podszedł do starszej siostry.
Nie odezwał się, jedynie usiadł obok niej i delikatnie przytulił do jej boku swoim własnym bokiem.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Pierwsze Zebranie w Nowym Świcie od jakiegoś czasu. Lub lepiej powiedzieć: pierwsze zebranie, którego nie prowadzi Kos. Było to nad wyraz dziwne uczucie. Wciąż czuła, jakby to na jej barkach spoczywała cała odpowiedzialność i musiała naprawdę się powstrzymywać, żeby nie skoczyć na skałę i nie zacząć prowadzić wszystkiego od początku.
Wiedziała, że jej czas już minął. W takim wieku byłaby naprawdę sędziwym członkiem starszyzny i gdyby chciała, nie musiałaby się martwić nawet wymianą mchu czy pójściem nad wodę, żeby się napić. Tutaj wciąż harowała jak młody wojownik. I jeszcze wychowywała dziecko.
Nie narzekała. Przynajmniej nikt na łożu śmierci nie zarzuci, że nie zrobiła nic. Gdyby nie ona, Nowy Świt pewnie by się rozpadł. Jakkolwiek egoistycznie by to nie brzmiało, tak to wyglądało.
Ale dobrze, odłóżmy to na bok. Czas zobaczyć, jak Rada radzi sobie bez niej. I to, na dodatek, w składzie pomniejszonym. Alaska zniknął. Artem zniknął. Raniuszek zniknął... Działo się zdecydowanie za dużo jak na te czasy.
Przysiadła z boku: to nie jej czas na lśnienie. Witała się z każdym, kto się przywitał z nią, ale rozglądała się tylko za swoim synem.
Nie trzeba było ukrywać rosnącej radości młodego kociątka Raniuszka i Pęda, by wiedzieć, że lada dzień już starszy Poeta przejdzie swoje mianowanie razem z rodzeństwem. Młody, choć zawsze tryskający energią, zdawał się dzisiaj mieć jej aż nadto i to w znaczeniu dosłownym. Odkąd wiedział, że ten dzień nastąpi lada moment, skakał pod sufit kociarni i wspinał się, jakby chciał udowodnić swoją gotowość.
Ostatnimi dniami naprawdę dbał o wygląd, mył się codziennie, pielęgnował, żeby dobrze wyglądać i prezentować się przed swoimi przyszłymi nauczycielami. W końcu na takich Zebraniach pojawiają się wszystkie dorosłe koty! Muszą o nim dobrze pomyśleć. I nie chciał też sprawić zawodu swojemu tacie. Chciał, by tata Pęd był z niego naprawdę dumny.
Gdy usłyszał głos ważnej kocicy, nazywanej przez dorosły Tundrą, dosłownie wystrzelił z Ukrytej Pieczary i odwrócił się tylko na moment, by zawołać do Pozytywka: - Chodź już, chodź! To właśnie nasz dzień! Chodź już, chodź! Nie bądź jak leń!
Po czym pognał do centrum obozu. Wyhamował dopiero przed zebranym kotami i odrobinę spoważniał. Nie chciał wyjść przecież na małego, niewychowanego kociaka. Był dorosły! Żaden kot na pewno nie zechce go uczyć, jeśli będzie się zachowywał jak kocię.
Wyprostował się i najspokojniej jak umiał, podszedł do Pozytywka i obcej kotki. Skłonił uprzejmie łepek i pewnie zapytał: - Czy dosiąść się mogę? Nie chcę się narzucać, zrozumiem odmowę.
Chciał wejść w świat dorosłych, ale nie wiedział, czy jeszcze może. Pozytywka chyba się z nią przyjaźnił, więc może jakoś pomoże Poecie?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja była wściekła, ale nie w ten normalny sposób. Nie był to jej typ gniewu. Taki, który dawał jej siłe. Nie. Czuła się zmęczona po prostu zmęczona. Normalnie jakby ktoś wepchnął jej łeb pod zimną wodę i próbował utopić. Zawsze potrafiła walczyć z tą siłą, która spychała ją na dno, a teraz? Była żałosna, słaba. Nie potrafiła walczyć dalej. Za dużo straciła, jej własny mózg powtarzał jej by się poddać. Nie walczyć dalej. To durne. Chciała by była z nimi Tsunami. Miałaby w tedy cel. Gdzie ona i reszta jej rodzina, na której jej tak bardzo zależało? Nie żyła albo zniknęła i nigdy nie wróci. Nowy Świt też miał się cholernie źle. Nie była aż tak żałośnie skupiona na własnej beznadziei. Widziała to. Brakowało im kotów i trzeba było coś z tym zrobić, ale czy to oznaczało że powinni przyjmować byle kogo? Miała wątpliwości, a od myślenia o tym łeb jej się gotował. A jednak chciała walczyć dalej. Musiała wziąć się w garść, ale nie potrafiła. Nie bez Tsunami, Alaski, Rosomak, nawet cholera Artem by się przydał.
Nie zamierzała jednak pokazywać jaka mierna się stała. Zachowywała pozory. Dołączyła do reszty stada, chociaż nie było ich wiele. Głowa wysoko, spojrzenie ostre i pretensjonalne. Grymas na pyszczku, ogon bijący z irytacją. Wszystko było na swoim miejscu. Usiadła gdzieś z boku, nie spojrzała nawet na Tundrę. Ostatnio gdy się widziały, ta była na nią zła z jakiegoś powodu. Miejmy to już za sobą.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
O mało by się nie spóźnił na tak ważne wydarzenie jego synów! Wszedłszy do obozu, Pęd skinął głową Kos i Tundrze, skoczył do lecznicy, by rzucić w losowe miejsce niesione w pysku zioła i natychmiast wrócić. Od razu skierował swoje pospieszne kroki w stronę synów. Gdzie byli Gryzipiórek i Nutka? Rozejrzał się, zmartwiony, licząc naiwnie że jednak uda mu się ich dostrzec. Usiadł bezpośrednio za synami, wyobrażając sobie, że będzie górował nad nimi, będzie mógł wspierać ich fizycznie ale i dobrze obserwować całe zgromadzenie. Okazało się to jednak niemożliwe, z bardzo prostego powodu. Był na to za niski.
- Przepraszam za spóźnienie, moi wspaniali synowie. - szepnął do obu uszu. - Cokolwiek wybierzecie, jestem z was dumny. I będę was wspierał. - dodał jeszcze, czując jak duma z potomków rzeczywiście go rozpiera. Zamilkł prędko, widząc że Tundra zbiera się do rozpoczęcia właściwej części zebrania.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Nie dało się ukryć, że był to jeden z najgorszych etapów dla Nowego Świtu. Odzwierciedlała to choćby liczba kotów, które odpowiedziały na wezwanie. Trudniejszym stało się choćby utrzymanie taki wielkich terenów, które przejął na własność Nowy Świt, zasiedlając tę okolicę.
Nieistotne. Miała te koty, które miała, zamierzała zapewnić im wszystko, czego potrzebują. Odchrząknęła, by zwrócić na siebie uwagę, wcale nie musiała robić tego głośno.
- Poeto, Pozytywko - przemówiła mocnym, twardym głosem. Spojrzała z pewnej wysokości na dwa kocurki, do których dopiero przed chwilą dołączył jeden z ojców. - Stoicie dziś przed wyborem ścieżki. Czekają na Was ścieżka Trzmielojada, na której nauczycie się bronić terenów i sprowadzać nowych członków, ścieżka Salamandry, gdzie poznacie techniki używania medykamentów do leczenia kotów, i ścieżka Wilka, gdzie nauczycie się opieki nad najmłodszymi i nowicjuszami, a także utrzymania dobrego nastroju. Czekamy na Waszą decyzję. - przemówiła czekoladowa, decydując się w wielkim skrócie przedstawić kocurkom, na czym polegają poszczególne ścieżki, na wypadek gdyby ta informacja nie była jeszcze jasno wyklarowana w ich młodych umysłach.
Czekała, ciekawa czy tego dnia będzie bogatsza o nowego ucznia.
Z ogromną ulgą zauważył przybywającego tatę. Już zaczynał się martwić, że go nie będzie.
- Tato, dzisiaj mój dzień wielki! Jak to dobrze, że nie ma nawet deszczu kropelki! Tak się ekscytuję, że ja sam tego nawet nie pojmuję! - pochwalił się i radośnie zamachał ogonem. Zaraz sobie przypomniał, że powinien być przecież poważny. Uspokoił się, przyjął kamienny wyraz pyszczka, przytulił po raz ostatni ojca i śmiało wystąpił na zawołanie radnej Tundry.
Skinął uprzejmie łebkiem w kierunku Opoki i zaczął myśleć.
Jaką rolę chciałby objąć? Młody Poeta miał z tym poważny dylemat.
Rozmawiał już na ten temat z tatą, jednak wciąż nic mu to nie powiedziało. Rozejrzał się po kotach, których nie było zbyt dużo. Poeta, zamiast myśleć o sobie, rozejrzał się po tych kotach i spytał sam siebie: Kogo mogą potrzebować najbardziej? Na razie nie mieli kociąt, o nie, Poeta i Pozytywek byli najmłodszymi członkami stada, więc ścieżka Wilka póki co nie miała sensu. A tych leczących, w sensie, Salamandr, chyba też trochę mieli...? Poeta przekrzywił łepek. Czy tata potrzebował jego pomocy przy leczeniu, skoro sam na pewno wszystko świetnie umiał? No i ostatnia, ścieżka Trzmielojada. Pewnie musiałby dużo walczyć... Młody Poeta nie przepada za walką. Hm. Wybór był naprawdę ciężki.
- Opoko Tundro, czy mogę zadać pytanie? Skoro, na moje rozumowanie, najlepiej jest dla stada, gdy każdy jak umie, tak pomaga? Ja chciałbym pomagać jak najlepiej się da, więc jaka może być ścieżka ma? Gdzie brakuje nam kotów? Gdzie sprawię najmniej kłopotów? Nie mam żadnych preferencji, wybiorę tą, którą trzeba, niezależnie od konsekwencji - zarzekł się. Miał gdzieś, na jakiej ścieżce byłby teraz najbardziej przydatny: chciał po prostu się przydać.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
- Każda ścieżka potrzebuje teraz kotów - przemówiła do Poety, nie czując szczególnego zaskoczenia związanego z jego słowami. Raniuszek urodził, a Pęd wychował kilka mądrych kotów, a ta postawa była jej szczególnie na rękę. Dokładnie wiedziała, co zamierza zrobić. - Jeżeli zechcesz, wyszkolę Cię na tak przydatnego kota, jak tylko zdołam, Poeto. Nauczę cię walczyć i polować, znajdę też kota, który nauczy cię leczenia. Później wybierzesz, w czym czujesz się najlepiej. - powiedziała do niego, czując że jeżeli Nowy Świt ma przetrwać, będą musieli przynajmniej na jakiś czas porzucić wszystkie ścieżki i skupić się na przetrwaniu.
Rozpad Nowego Świtu dla młodego Poety wydawał się być... Abstrakcją. I to taką wyjątkowo, wyjątkowo szaloną. Pokręconą jak korzenie drzewa. Nowy Świt był w życiu Poety od zawsze i nie ma co się dziwić, że jego zaniknięcie nie było realne dla tak małego łepka. Bo co by się stało, gdyby nie było Nowego Świtu? Gdzie by poszła rodzina Poety, skoro to jest ich jedyny dom? Czy wszyscy poszliby tam, gdzie zniknął tata Raniuszek?
- Dokładnie tak, wyrażam zgodę! Chętnie pomogę w tym, w czym mogę! - zagwarantował się. Nie przeszkadzało mu być kotem bez ścieżki, skoro sam nie umiał wybrać jednej. I nawet jeśli zdecydowanie bardziej wolał, żeby uczył go tata Pęd rozumiał, że taka decyzja chyba musi być najlepsza. Schylił uprzejmie łepek i wycofał się o krok do tyłu, chcąc dać możliwość wykazania się jedynemu rodzeństwu. Ciekawe, co stało się z Gryzpiórkiem i Kołysanką. Czy oni też poszli szukać taty Raniuszka?
//zt
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Postawa Poety była słuszna. Należało poruszać się do przodu, szczególnie w obliczu rosnących potrzeb stada i malejącej liczby kotów zdolnych je realizować. Wobec odpowiedzi kocurka, Tundra podeszła do niego i na krótko objęła jego grzbiet swoim ogonem.
- Spotkaj się ze mną przy wyjściu z obozu jutro o świcie, pójdziesz ze mną na poranny patrol. - jeden z zwykle trzech, które wykonywała samotnie w ostatnim czasie. Była już w słusznym wieku i wkrótce trudno będzie jej kontynuować swoje obowiązki. Potrzebowała następcy.
- Pozytywko? - zwróciła się do drugiego syna Pędu i Raniuszka, zastanawiając się, czy kocur podejmie podobną decyzję, co jego brat.
To nie tak, że Pozytywka bał się kotów w Nowym Świcie. To nie tak, że w ogóle bał się kotów, jednak ilość zebranych w tamtej chwili była dla niego czymś zupełnie nowym. Wielokrotnie widział jak koty krzątają się niczym mrówki po obozowisku, nie wadziły mu tłumy, zamieszanie - ale tamtego dnia miał być w centrum uwagi i wszystkie koty zebrane były skupione właśnie... na nim. I to było dziwne, odrobinę niekomfortowe, bycie w centrum uwagi.
Och, jak bardzo chciałby, aby Raniuszek teraz tu z nim był. Czy byłby dumny, wspierał go niezależnie od wyboru ścieżki życiowej? I gdzie był Pęd? Nie zapomniał o dniu mianowania swoich dzieci, prawda?
Pozytywka tak się zamyślił, że nie zorientował się kiedy przysiadł się do niego Poeta i po chwili również Pęd, dopóki ich nie usłyszał i nie poczuł ich obecności obok. Zaraz odwrócił pysk w kierunku brata, potem ojca, błękitnymi ślepiami wpatrzony w obojgu jak w obrazek. Uśmiechnął się do Pędu; to była jedyna odpowiedź na jego słowa. Niema wdzięczność i podziękowanie za wsparcie, którym ojciec go podarował.
Z drżeniem łap, przyciśnięty bokiem do Poety wystąpił do przodu gdy tylko Opoka wydawała ten rozkaz - na jasne lico Pozytywki wpłynął wyraz powagi, a przynajmniej tak myślał sam Pozytywka, bowiem w rzeczywistości dalej wyglądał jak zdenerwowana młoda sarna pozostawiona w zaroślach przez matkę. Myślał. Myślał od ostatnich księżyców, nie znaczyło to jednak, że był gotów podjąć tą decyzję. Pozwolił zatem Poecie się wysłowić, zanim sam werbalnie ogłosił wybór swojej ścieżki.
Z uśmiechem słuchał wypowiedzi brata, a w jego umyśle pojawiła się myśl. Myśl, idea, którą zasiała rozmowa Poety z Tundrą. Z nową pewnością siebie Pozytywka uniósł głowę aby nawiązać kontakt wzrokowy z babką.
- Opoko, prosiłbym o podjęcie treningu w formacie takim samym, jak mój brat. Prosiłbym o szkolenie w każdej dziedzinie, zanim jednoznacznie podejmę decyzję i wybiorę ścieżkę, którą będę się kierować - oświadczył głośno, tylko odrobinę jeżąc sierść na karku z nerwów.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Płaska głowa powoli zwróciła się w stronę drugiego z braci obecnych na zebraniu. Nic na pysku Opoki się nie zmieniło, żaden mięsień nie zmienił napięcia, jednak we wnętrzu czekoladowego posągu zabłysło zadowolenie. Obaj mieli zacząć wkrótce szkolenie, a to oznaczało, że za parę księżyców będzie miała kilka łap więcej do pomocy, a Nowy Świt stopniowo będzie rósł w siłę. Przyjęła formalną odpowiedź prawnuka z obojętnością, co nie oznacza, że nie zwróciła na nią uwagi. Obaj, razem z Poetą, prezentowali dużo potencjału. Na ten moment oba kocurki sprawiały wrażenie poukładanych, kulturalnych kotów, po prostu dwóch dobrze wychowanych kotów. A to sprawiało, że również i ona, ich nauczyciel, będzie miała pole do popisu.
Kocica podeszła teraz do drugiego z kocurów.
- Ciebie również wyszkolę, Pozytywko. - z tymi słowami jego grzbiet również objęła na moment cienkim, czekoladowym ogonem. Dotyk był jedynie muśnięciem, gest opieki był jednak czytelny. - Z tobą szkolenie rozpocznę od razu. - zapowiedziała. Spojrzała po zebranych kotach, nie mogła nie zauważyć, jak mała garstka ich się tu znajdowała. Pozwoliła sobie na krótkie westchnienie i jeszcze raz wskoczyła na podwyższenie, by być lepiej słyszaną.
- Choroba Nutki trwa nadal, zebranie uważam za zakończone. - zabrzmiały na koniec te słowa, a kędzierzawa wróciła do swojego ucznia, by zabrać go na wieczorny patrol.
- Jadłeś? - zapytała młodzika. Nie odchodziła jeszcze z miejsca zebrania, dając innym członkom możliwość zabrania głosu, co nigdy nie było dla nikogo w Nowym Świcie zabronione.