Księżyce: 84
Mistrz: Skaliste Zbocze
Płeć: Kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Wysoki, czarny srebrny pręgowany tygrysio, długowłosy. Żółte oczy
Księżyce, które musiał spędzić w lecznicy mocno na niego wpłynęły. Nie uważa tego za "nic wielkiego", jest to dla niego jak kompleks, który mocno mu przeszkadza. Jednak dzięki jego ambicji, którą wykazuje od samego początku, postanowił obrócić tą słabość w zaletę i zamiast rozpaczać, jest podwójnie zmotywowany by udowodnić ile naprawdę jest warty. Nie zachowuje się jakby miał się za lepszego od innych, jednak samo zasugerowanie, że może być gorszy, jest dla niego jak nadepnięcie na odcisk i nie zamierza prowokować losu by ktokolwiek mógł tak o nim pomyśleć. W relacjach z innymi jest ekstrawertykiem. Lubi rozmawiać i poznawać nowych znajomych, jednak zna granice i potrafi uciszyć się w odpowiednim momencie czy też nie poruszać niewygodnych tematów. Dużo obserwuje otoczenie, nie tylko po to by zaspokoić ciekawość o świecie, ale też móc uczyć się na błędach nie tylko swoich, ale też i kotów dookoła niego. Rodziców uważa za wzór godny i warty naśladowania, zależy mu by byli oni z niego dumni.
Potwierdzenie swoich przypuszczeń przyjął bez żadnego komentarza, akcentując je jedynie lekkim kiwnięciem głowy. Reakcja Buka na dalsze słowa Skalnego Zbocza pozostała zresztą powtórzona. Dostał odpowiedzi, których oczekiwał i to mu całkowicie wystarczyło. Wiedział zresztą, że kiedyś będzie musiał nadejść moment gdy zobaczy ceremonię wyboru zastępcy na własne oczy i domyślał się, że niezależnie od tego kiedy się ona odbędzie, wszystko powinno przebiegać tak jak należy, skoro tak najczęściej było. A on wcale nie potrzebował do życia żadnych dramatów. Było mu dobrze gdy wszystko szło swoim spokojnym rytmem.
Tak jak Skała się spodziewał, poruszenie tematu zgromadzeń rzeczywiście sprawiło, że w głowie terminatora pojawiło się kilka pytań. Zmarszczył lekko nos i w pierwszej chwili nie odpowiedział, bo starał się sformułować jedno konkretne pytanie, zamiast zasypywać starszego brata kilkoma.
-mógłbyś mi opowiedzieć coś więcej o zgromadzeniach? - zapytał w końcu. W sumie to nie wiedział jak obszerna będzie wiedza Skały na wspomniany temat, ale miał nadzieję, że dowie się czegokolwiek więcej bez zadawania wielu pytań.
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Nie, właściwie to nie mógł. Jego cała wiedza o Zgromadzeniach pochodziła również jedynie z opowieści innych kotów i to w większości niezbyt szczegółowych. Ale mógł przynajmniej przekazać tę podstawową wiedzę, którą jednak posiadał. - Ostatnie Zgromadzenie odbyło się mniej więcej wtedy, kiedy się urodziłem, więc nie miałem okazji w żadnym osobiście brać udziału. Miejsce na nie to Cztery Dęby, rosnące na pagórku pomiędzy terenami wszystkich klanów, na pewno pokażę ci je któregoś dnia. Każdy z przywódców, idąc tam, zabiera ze sobą swojego zastępcę, medyka i kilka innych, wybranych kotów. Sam jego przebieg polega w większości na omawianiu spraw, z powodu których postanowili się tam spotkać. – Chyba tyle. Szczerze nic, w czym chciałoby mu się szczególnie mocno uczestniczyć, Rzeczne ceremonie same w sobie zapewniały wystarczająco wiele emocji. Zrobienie czegoś takiego, tylko cztery razy większego, brzmiało jak prawdziwy koszmar.
Skoro to było omówione, mogli wrócić do kolejnych reguł Kodeksu. Już coraz mniej ich zostało, jeszcze chwila i być może uda się skończyć całość. - Następne dwie zasady to: Granice muszą być sprawdzane i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wkroczył na terytorium twojego Klanu. Żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego Klanu.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be