Ryby świeżo wyciągnięte z wody były... dużo bardziej śliskie, niż jej się wydawało. Nie jadła jak dotąd zbyt wiele ryb ze stosu, ale te, które jadła, nie ślizgały jej się tak w łapach. Karp prawie uciekł, na szczęście go przytrzymała. To, że skończyła cała mokra, cóż, zdarza się!
- Ha- rany, Zmierzch byłaby dumna - westchnęła sama do siebie, otrzepując się z zimnej wody. I Zmierzch, i Pęd, i Raniuszek, i Tundra... wszyscy byliby z niej dumni. Prawda? Cieszyło ją to, że Nocny Szkwał na pewno był z niej dumny. Chwyciła karpia w zęby i kiwnęła głową; i ruszyła za swoim mistrzem, gotowa słuchając tego, co miał jej do powiedzenia.
Księżyce: 100
Mistrz: Łabędzia Gwiazda
Płeć: Kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Partner: Przepiórcza Pieśń
Życia: 9
Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100
Mistrz: Łabędzia Gwiazda
Płeć: Kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Partner: Przepiórcza Pieśń
Życia: 9
Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
- Dobra, to zacznijmy od tego, że drapieżnicy dzielą się na takich, którzy się na ciebie rzucą gdy tylko cię zobaczą i na takich, którzy nie zaatakują cię pierwsi. W związku z tym, czasem będziesz mieć szansę przeanalizować czy dasz sobie radę sama z danym zwierzęciem, czy po prostu przekażesz mnie bądź Łabędziej Gwieździe że taki intruz się pojawił. Czasem niestety zostaniesz zaatakowana znienacka, jeśli w porę nie zareagujesz. - zacząłem, dopiero na końcu orientując się, że mogłem kotkę trochę nastraszyć. Nie taki był mój cel, były to suche fakty, a to że rzeczywistość wyglądała tak, a nie inaczej to... cóż.
- Zaczniemy od tych, które rzucą się na ciebie przy najbliższej okazji. Borsuk, szczury, lis, jastrząb, puchacz. Zależy jak trafisz, ale niektóre psy lub samotnicy. Nie bój się unikać walki jeśli wiesz, że nie dasz rady jej wygrać. Lepiej jest uciec i poinformować kogoś o zagrożeniu niż udać się na misję samobójczą. To, że bez problemu dam sobie radę z lisem, czy psem nie zmienia faktu, że bałbym się w pojedynkę zaatakować borsuka. - proste. Wszyscy byli zdecydowanie bardziej przydatni dla klanu gdy byli żywi, więc dopóki ktoś już nie został zaatakowany, należy unikać zbędnych, niebezpiecznych walk i zostawić to komuś innemu. - Natomiast bóbr, jenot, tchórz, wydra, gawrony, gronostaje, większość pieszczochów, kruki, łasice i kuny spojrzą ci głęboko w oczy i nawet przez myśl im nie przyjdzie żeby cię zaatakować. Kradną nam zwierzynę, więc należy się ich pozbywać, ale tak długo jak nie czujesz się na siłach, po prostu ich zignoruj, bo nikomu nie zrobią krzywdy. - dokończyłem, w międzyczasie jeszcze opisując terminatorce dokładnie wygląd każdego ze wspomnianych drapieżników.
I tak minęła nam droga powrotna do do obozu, gdzie podziękowałem jej za dzisiejszy dzień i pożegnaliśmy się. Była zdolna, nie można było jej tego odebrać.
zt<3
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Słuchała. Słuchała uważnie tego, co Nocny Szkwał miał jej do powiedzenia, zapatrzona w swojego mentora jak w obrazek. Życie Klanowe było dla niej już czymś normalnym, rutyną, częścią jej życia, ale nie przyzwyczaiłaby się do tego wszystkiego tak szybko, jak jej się to udało, gdyby nie Nocny Szkwał. Był kotem inteligentnym i kompetentnym, dobrym wojownikiem i zastępcą i cieszyła się, że akurat on był jej mentorem. Uśmiechała się całą drogę.
Słuchała, ale tylko jednym uchem. Myślała o tym, jak bardzo jest mu wdzięczna, za pomoc... ze wszystkim. Z odkryciem samej siebie, z nauką, z zaaklimatyzowaniem się w Klanie. Gdy byli już blisko obozu, Krokusowa Łapa oparła się bokiem o bok kocura, przytulając go tak przez chwilę, bez słowa.
- Dziękuję, Nocny Szkwale - dziękowała mu za wszystko.