Trzcinka dorasta w sposób konsekwentny - jak był drobny i szczupły, taki pozostał. Na jego jasnokremowym futerku wyraźniej odmalowały się prążki, a sam włos nabrał jedwabistej faktury. Urocze oblicze wyostrzyło się, nabrało pewnej szlachentości, składa obietnicę, że w przyszłości będzie z niego przystojny kocur. Oczy, nabrawszy bladobłękitnej barwy i przenikliwego wyrazu, przywodzą na myśl okruszki lodu.
W miarę upływu księżyców między Trzcinką a jego rówieśnikami zaczęły być widoczne... różnice. Co innego go interesuje, co innego motywuje. Niewiele zniechęca, gdy na coś się uprze. Jest z całą pewnością bardzo bystry, charyzmatyczny i wygadany. Ma w sobie pewien ujmujący czar, wynikający nie tylko z urody, ale też ze zdecydowanego, śmiałego sposobu bycia. Jest w nim też jednak coś niepokojacego. Czy ta pewność siebie to nie egotyzm? Czy odwaga to nie okrucieństwo? Czy... nie zacznie sprawiać problemów?