23.01.2022 16:54
Nie przegapiła zaskoczonego spojrzenia kocura, gdy zdradziła mu swoje imię, które z resztą powtórzył, więc jego zdziwienie musiało być duże. Dlaczego? Ah! Szybko zorientowała się, że ich pierwsze spotkanie odbyło się, gdy była jeszcze terminatorką Klanu Wichru. A klanowe imiona, jak wiadomo, brzmią nieco inaczej. Jej obecne wskazuje raczej na to, że jest samotniczką, aniżeli wichrzakiem. W sumie nie powiedziała mu jeszcze, że nie należy już do klanu, a sam nie był w stanie się zorientować.
- Tak. Jestem teraz samotniczką. - Wyjaśniła więc teraz, gdy jej się przedstawił. Orion. Szybko domyśliła się, że imię to musiało być nadane przez dwunożnego albo bardzo pomysłową matkę. Tak właściwie point nigdy nie mówił jej o swoim pochodzeniu. Może urodził się na osiedlu, u dwunożnych? Może nie zawsze mieszkał w lesie? Mogłaby zapytać o genezę i znaczenie tego imienia, ale... Może zrobi to później.
- Cóż... Nie mam pojęcia dlaczego starali się ukryć moje zaginięcie, nie będę ich tłumaczyć. - Powiedziała jedynie, zastanawiając się z kim miał okazję rozmawiać Orion i dlaczego te koty nie chciały nic zdradzić. Może powinny? W końcu samotnicy nierzadko wiedzą więcej o lesie albo o osiedlu i ich wiedza mogłaby być przydatna w poszukiwaniach. Chociaż... Nie chciała od razu zakładać, że klan jakkolwiek próbował jej szukać. Równie dobrze Lawendowa Gwiazda mogła nie robić nic w kierunku odnalezienia swojej wojowniczki. Tamtego dnia, gdy oznajmiła przywódczyni, że wyrusza na poszukiwania i wróci zapewne za kilka wschodów słońca, nie wróciła, mimo, że bardzo chciała. Przeliczyła siebie i swoje możliwości. Wyruszenie na osiedle będąc kotem, które totalnie go nie zna było skrajnie nieodpowiedzialne. Ale na dłuższą metę chyba wyszło jej to na dobre. Dużo się nauczyła i... Nie jest już taką miękką bułą.
- Dziękuję, ale obecnie chyba starczy mi przygód. - Odparła, dodając do tego lekki, łagodny uśmiech. Propozycja Oriona była miła i... Być może nawet kiedyś z niej skorzysta, jeśli przyjdzie jej ochota na jakieś ekscytujące wyprawy. Pytanie tylko, czy wtedy kocur wciąż... Będzie. Po prostu będzie. W końcu nie jest pierwszym, który proponuje jej towarzystwo w razie dłuższej wycieczki. Przed nim był ktoś taki jak Aleksander. Mimo upływu czasu szylkretka wciąż gdzieś z tyłu głowy miała podobnego do niej kocura. Był pieszczochem i nosił miękki, czerwony sweterek. Obiecał jej, że kiedyś wybiorą się na osiedle, ale później ślad po nim zaginął. Być może jego człowiek zamknął go w swoim domu już na zawsze. Szkoda, bo fajny się wydawał.
- Tak... I szczerze mówiąc, gdyby nie wymagała tego sytuacja, nie wybrałabym się tam. - Odparła zdecydowanym głosem. Misja na osiedlu była spowodowana przez Traszkę oraz Owieczkę, a nie zwykłe zachcianki szylkretki. Gdyby jej ukochane koty wciąż były w klanie, zapewne byłaby teraz obok nich, razem z Szyszką. Właśnie, Szyszka. Wyprawa poszukiwawcza sprawiła, że kocica została bez żadnej rodziny obok. Izabela zostawiła swoją przyszywaną matkę samą, starą i coraz słabszą. Teraz nawet nie ma pewności, czy ona żyje. Świetnie. Dlaczego pomyślała o tym akurat teraz, a nie wcześniej, gdy prędkim, nerwowym krokiem podążała za śladami Traszki i Ropuchy wprost do bram osiedla? - To, co zrobiłam, wcale nie było przemyślane. Kierowałam się... Chyba emocjami i sercem? Wiesz, jeśli kogoś bardzo kochasz, nie myślisz racjonalnie. - Wyjaśniła po chwili. Gdyby sobie tak wszystko podsumowała, doszłaby do wniosku, że więcej straciła, aniżeli zyskała. Ale to mogłaby analizować godzinami, a teraz nie ma na to czasu! Mogłaby się mocno przy tym zamyślić i Orion zostałby... W sumie sam, bo mimo, że ciałem byłaby tu, na ziemi, to głową błądziłaby gdzieś w krainie własnych myśli. - Ale już mniejsza z tym. Nie będę płakać nad rozlanym mlekiem i... Co się stało to się nie odstanie, co nie? Opowiadaj lepiej co u ciebie. Wciąż wiedziesz życie samotnika? - Zapytała nieco bardziej pogodnie. To gniazdo zapewne należy do kocura, a nie do bażanta, jak początkowo zakładała. Jeśli rzeczywiście tak jest, to musi mu przyznać, że świetne miejsce sobie wybrał! Blisko klanów co prawda, ale... Może to nieprzypadkowe?
- Tak. Jestem teraz samotniczką. - Wyjaśniła więc teraz, gdy jej się przedstawił. Orion. Szybko domyśliła się, że imię to musiało być nadane przez dwunożnego albo bardzo pomysłową matkę. Tak właściwie point nigdy nie mówił jej o swoim pochodzeniu. Może urodził się na osiedlu, u dwunożnych? Może nie zawsze mieszkał w lesie? Mogłaby zapytać o genezę i znaczenie tego imienia, ale... Może zrobi to później.
- Cóż... Nie mam pojęcia dlaczego starali się ukryć moje zaginięcie, nie będę ich tłumaczyć. - Powiedziała jedynie, zastanawiając się z kim miał okazję rozmawiać Orion i dlaczego te koty nie chciały nic zdradzić. Może powinny? W końcu samotnicy nierzadko wiedzą więcej o lesie albo o osiedlu i ich wiedza mogłaby być przydatna w poszukiwaniach. Chociaż... Nie chciała od razu zakładać, że klan jakkolwiek próbował jej szukać. Równie dobrze Lawendowa Gwiazda mogła nie robić nic w kierunku odnalezienia swojej wojowniczki. Tamtego dnia, gdy oznajmiła przywódczyni, że wyrusza na poszukiwania i wróci zapewne za kilka wschodów słońca, nie wróciła, mimo, że bardzo chciała. Przeliczyła siebie i swoje możliwości. Wyruszenie na osiedle będąc kotem, które totalnie go nie zna było skrajnie nieodpowiedzialne. Ale na dłuższą metę chyba wyszło jej to na dobre. Dużo się nauczyła i... Nie jest już taką miękką bułą.
- Dziękuję, ale obecnie chyba starczy mi przygód. - Odparła, dodając do tego lekki, łagodny uśmiech. Propozycja Oriona była miła i... Być może nawet kiedyś z niej skorzysta, jeśli przyjdzie jej ochota na jakieś ekscytujące wyprawy. Pytanie tylko, czy wtedy kocur wciąż... Będzie. Po prostu będzie. W końcu nie jest pierwszym, który proponuje jej towarzystwo w razie dłuższej wycieczki. Przed nim był ktoś taki jak Aleksander. Mimo upływu czasu szylkretka wciąż gdzieś z tyłu głowy miała podobnego do niej kocura. Był pieszczochem i nosił miękki, czerwony sweterek. Obiecał jej, że kiedyś wybiorą się na osiedle, ale później ślad po nim zaginął. Być może jego człowiek zamknął go w swoim domu już na zawsze. Szkoda, bo fajny się wydawał.
- Tak... I szczerze mówiąc, gdyby nie wymagała tego sytuacja, nie wybrałabym się tam. - Odparła zdecydowanym głosem. Misja na osiedlu była spowodowana przez Traszkę oraz Owieczkę, a nie zwykłe zachcianki szylkretki. Gdyby jej ukochane koty wciąż były w klanie, zapewne byłaby teraz obok nich, razem z Szyszką. Właśnie, Szyszka. Wyprawa poszukiwawcza sprawiła, że kocica została bez żadnej rodziny obok. Izabela zostawiła swoją przyszywaną matkę samą, starą i coraz słabszą. Teraz nawet nie ma pewności, czy ona żyje. Świetnie. Dlaczego pomyślała o tym akurat teraz, a nie wcześniej, gdy prędkim, nerwowym krokiem podążała za śladami Traszki i Ropuchy wprost do bram osiedla? - To, co zrobiłam, wcale nie było przemyślane. Kierowałam się... Chyba emocjami i sercem? Wiesz, jeśli kogoś bardzo kochasz, nie myślisz racjonalnie. - Wyjaśniła po chwili. Gdyby sobie tak wszystko podsumowała, doszłaby do wniosku, że więcej straciła, aniżeli zyskała. Ale to mogłaby analizować godzinami, a teraz nie ma na to czasu! Mogłaby się mocno przy tym zamyślić i Orion zostałby... W sumie sam, bo mimo, że ciałem byłaby tu, na ziemi, to głową błądziłaby gdzieś w krainie własnych myśli. - Ale już mniejsza z tym. Nie będę płakać nad rozlanym mlekiem i... Co się stało to się nie odstanie, co nie? Opowiadaj lepiej co u ciebie. Wciąż wiedziesz życie samotnika? - Zapytała nieco bardziej pogodnie. To gniazdo zapewne należy do kocura, a nie do bażanta, jak początkowo zakładała. Jeśli rzeczywiście tak jest, to musi mu przyznać, że świetne miejsce sobie wybrał! Blisko klanów co prawda, ale... Może to nieprzypadkowe?
![[Obrazek: TLfWWJR.png]](https://i.imgur.com/TLfWWJR.png)
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W