Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Kocica przystanęła, żeby ocenić odległość, a potem ruszyła w stronę sunącego między trawami padalca. Sęk w tym, że najwyraźniej zapomniała o jednym ważnym punkcie, a mianowicie o wietrze. Gadzina wysunęła z pyska rozdwojony język akurat gdy wiatr zawiał w jego stronę, niosąc ze sobą zapach Bezsennej, i już wiedziała, że trzeba się stąd zbierać, póki jej życie miłe. Beznoga jaszczurka zaczęła pośpiesznie sunąć w przeciwną stronę, chcąc uciec od kocicy. Cienista miała jeszcze szansę ją dogonić, ale musiała się pośpieszyć.
Mistrz: i Małgorzata Płeć: kotka Matka: Piorunopręga Ojciec: Wężowooki
W Bezsennej Nocy jest coś takiego, co sprawia, że wydaje się mało powiązana ze światem rzeczywistym. Jej ruch jest delikatny, zwiewny i eteryczny - kocica zdaje się pływać po świecie, jakby nie dotykała w ogóle jego powłoki. Jej ruchy są niezwykle płynne i pozbawione siły czy mocy. Porusza się też niezwykle cicho, jakby z konieczności, by niepotrzebny dźwięk nie drażnił jej własnych zmysłów i nie budził ich do działania. Jej futro jest srebrzyste - prawdę powiedziawszy, to skóra zdjęta z jej matki, Piorunopręgiej i jedynie masa mięśniowa sprawa, że ci co znali Zazdrość mogli odróżnić jej córkę od niej samej jedynie na nią patrząc. Sen jednak powoli dogania matkę - rośnie w siłę, a jej ciało powoli staje się coraz bardziej umięśnione, pozostawiając nieco szybkość czy zręczność za sobą. Podobnie też jak w przypadku matki, młodsza Zazdrość patrzy na świat oczami jasnymi, błękitnymi, tymi samymi, które posiadał Arktyczna Gwiazda.
Noc to czas, kiedy Sen funkcjonuje - wojowniczka ukochała sobie tę właśnie część doby, wtedy też wypuszczając się na polowania i patrole, czasem też treningi. Sen, przy całej ostrości umysłu, który wrzyna się wręcz boleśnie w rzeczywistość, wyzbywa się wszelkich ambicji charakteryzujących ojca. Odznacza się dużą obojętnością i niezależnością, informacje przyjmując jakby mimowolnie, jednak bez przeprowadzania natychmiastowych analiz. Pamięć ma jednak bardzo dobrą i kiedy trzeba, jest w stanie wszystko co istotne wydobyć z niej i poddać rozważaniom. Takie jednak zachowania zdają się u niej sporadyczne, gdyż kotka sprawia wrażenie na ogół sennej, tkwiącej w marazmie, głuchej na problemy otaczającego ją świata. Kiedy jest zmuszona poruszać za dnia, staje się zirytowana i niezadowolona - skora do ostrego tonu czy nawet czynów. Nie poczuwa się zbytnio do obowiązków wojownika, jednak wykonuje go przez wzgląd na wymagania lub po prostu - kiedy inni patrzą. Jest w stanie odpuścić samotnikom naruszającym tereny, jednak wtedy, kiedy takie sytuacje dzieją się w nocy. Kiedy uzna coś za słuszne - trzyma się tego, nawet jeśli inni uważają inaczej i próbują ją od tego odwieźć, nawet poprzez użycie siły fizycznej.
Kotka nawet nie syknęła z rozczarowaniem - to nie należało do jej repertuaru. Ciało po prostu zareagowało samo, każąc jej rzucić się do pościgu za zwierzyną, która najwyraźniej bezbłędnie ją wyczuła. Mówiło się po prostu trudno i nie było co tego rozwlekać, tym bardziej że jaszczurka wciąż była w jej zasięgu, a to znaczyło, że instynkt brał górę. Kiedy widziała wijące się przed nią beznożne ciało - podążała za nim z całą szybkością, jaką matka natura i Piorunopręga jej dały. Nie miała zamiaru dać uciec czemuś, co już dawno powinno leżeć pod jej pazurami. Starała się dosięgnąć padalca łapami, żeby zaczepić o jego łuskowe ciało pazurami i przyszpilić do ziemi, a potem zakończyć jego żywot.
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Sen machinalnie zerwała się do pogoni za padalcem, ale nie wyglądało na to, aby miała dogonić uciekiniera. Beznoga jaszczurka sunęła tak szybko po ziemi, że w końcu zostawiła wojowniczkę daleko w tyle, a potem skryła się przed jej wzrokiem w gęstym buszu, zostawiając córkę Piorunopręgiej samą ze sobą. Cóż, może tym razem jej nie wyszło, ale nikt nie powiedział, że będzie tak cały czas. Dopiero rozpoczęła polowanie. Księżyc przyjemnie oświetlał okolicę szarym blaskiem, a jej srebrzysta sierść sprawiała, że całkiem dobrze kamuflowała się w tym krajobrazie.
Mistrz: i Małgorzata Płeć: kotka Matka: Piorunopręga Ojciec: Wężowooki
W Bezsennej Nocy jest coś takiego, co sprawia, że wydaje się mało powiązana ze światem rzeczywistym. Jej ruch jest delikatny, zwiewny i eteryczny - kocica zdaje się pływać po świecie, jakby nie dotykała w ogóle jego powłoki. Jej ruchy są niezwykle płynne i pozbawione siły czy mocy. Porusza się też niezwykle cicho, jakby z konieczności, by niepotrzebny dźwięk nie drażnił jej własnych zmysłów i nie budził ich do działania. Jej futro jest srebrzyste - prawdę powiedziawszy, to skóra zdjęta z jej matki, Piorunopręgiej i jedynie masa mięśniowa sprawa, że ci co znali Zazdrość mogli odróżnić jej córkę od niej samej jedynie na nią patrząc. Sen jednak powoli dogania matkę - rośnie w siłę, a jej ciało powoli staje się coraz bardziej umięśnione, pozostawiając nieco szybkość czy zręczność za sobą. Podobnie też jak w przypadku matki, młodsza Zazdrość patrzy na świat oczami jasnymi, błękitnymi, tymi samymi, które posiadał Arktyczna Gwiazda.
Noc to czas, kiedy Sen funkcjonuje - wojowniczka ukochała sobie tę właśnie część doby, wtedy też wypuszczając się na polowania i patrole, czasem też treningi. Sen, przy całej ostrości umysłu, który wrzyna się wręcz boleśnie w rzeczywistość, wyzbywa się wszelkich ambicji charakteryzujących ojca. Odznacza się dużą obojętnością i niezależnością, informacje przyjmując jakby mimowolnie, jednak bez przeprowadzania natychmiastowych analiz. Pamięć ma jednak bardzo dobrą i kiedy trzeba, jest w stanie wszystko co istotne wydobyć z niej i poddać rozważaniom. Takie jednak zachowania zdają się u niej sporadyczne, gdyż kotka sprawia wrażenie na ogół sennej, tkwiącej w marazmie, głuchej na problemy otaczającego ją świata. Kiedy jest zmuszona poruszać za dnia, staje się zirytowana i niezadowolona - skora do ostrego tonu czy nawet czynów. Nie poczuwa się zbytnio do obowiązków wojownika, jednak wykonuje go przez wzgląd na wymagania lub po prostu - kiedy inni patrzą. Jest w stanie odpuścić samotnikom naruszającym tereny, jednak wtedy, kiedy takie sytuacje dzieją się w nocy. Kiedy uzna coś za słuszne - trzyma się tego, nawet jeśli inni uważają inaczej i próbują ją od tego odwieźć, nawet poprzez użycie siły fizycznej.
Bezsenna Noc na moment zastygła, a potem powoli odwróciła się i ruszyła w dalszą podróż. Skierowała się pod wiatr, zmysłami delikatnie zagłębiając się w otaczający ją świat i badając go, by w każdej chwili móc zareagować na coś, co przyniesie ze sobą noc. Szła na ugiętych łapach, ostrożnie, pilnując zarówno swojej sylwetki jak i oddechu, który wyrównała i uspokoiła.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Cienista wojowniczka wróciła do polowania, co nie powinno nikogo dziwić, skoro jeszcze niczego nie złapała. Księżyc przyjemnie oświetlał okolice, a granatowa w tym świetle trawa uginała się miękko i bezszelestnie pod łapami kocicy przemierzającej Szumiący Las z wiatrem wiejącym jej przyjemnie w pysk. W pewnym momencie usłyszała szelest liści przy pobliskim krzewie. Zapach, który dotarł do jej nosa nie przywodził na myśl ani żadnej zwierzyny, ani tym bardziej drapieżnika. Na razie nie widziała stworzenia, które napotkała, ale... być może to jedynie kwestia czasu. Dźwięk doszedł do niej z prawej strony, mniej więcej z okolicy pomiędzy krzewem a drzewem dwie lisie długości od niego.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Mistrz: i Małgorzata Płeć: kotka Matka: Piorunopręga Ojciec: Wężowooki
W Bezsennej Nocy jest coś takiego, co sprawia, że wydaje się mało powiązana ze światem rzeczywistym. Jej ruch jest delikatny, zwiewny i eteryczny - kocica zdaje się pływać po świecie, jakby nie dotykała w ogóle jego powłoki. Jej ruchy są niezwykle płynne i pozbawione siły czy mocy. Porusza się też niezwykle cicho, jakby z konieczności, by niepotrzebny dźwięk nie drażnił jej własnych zmysłów i nie budził ich do działania. Jej futro jest srebrzyste - prawdę powiedziawszy, to skóra zdjęta z jej matki, Piorunopręgiej i jedynie masa mięśniowa sprawa, że ci co znali Zazdrość mogli odróżnić jej córkę od niej samej jedynie na nią patrząc. Sen jednak powoli dogania matkę - rośnie w siłę, a jej ciało powoli staje się coraz bardziej umięśnione, pozostawiając nieco szybkość czy zręczność za sobą. Podobnie też jak w przypadku matki, młodsza Zazdrość patrzy na świat oczami jasnymi, błękitnymi, tymi samymi, które posiadał Arktyczna Gwiazda.
Noc to czas, kiedy Sen funkcjonuje - wojowniczka ukochała sobie tę właśnie część doby, wtedy też wypuszczając się na polowania i patrole, czasem też treningi. Sen, przy całej ostrości umysłu, który wrzyna się wręcz boleśnie w rzeczywistość, wyzbywa się wszelkich ambicji charakteryzujących ojca. Odznacza się dużą obojętnością i niezależnością, informacje przyjmując jakby mimowolnie, jednak bez przeprowadzania natychmiastowych analiz. Pamięć ma jednak bardzo dobrą i kiedy trzeba, jest w stanie wszystko co istotne wydobyć z niej i poddać rozważaniom. Takie jednak zachowania zdają się u niej sporadyczne, gdyż kotka sprawia wrażenie na ogół sennej, tkwiącej w marazmie, głuchej na problemy otaczającego ją świata. Kiedy jest zmuszona poruszać za dnia, staje się zirytowana i niezadowolona - skora do ostrego tonu czy nawet czynów. Nie poczuwa się zbytnio do obowiązków wojownika, jednak wykonuje go przez wzgląd na wymagania lub po prostu - kiedy inni patrzą. Jest w stanie odpuścić samotnikom naruszającym tereny, jednak wtedy, kiedy takie sytuacje dzieją się w nocy. Kiedy uzna coś za słuszne - trzyma się tego, nawet jeśli inni uważają inaczej i próbują ją od tego odwieźć, nawet poprzez użycie siły fizycznej.
Kotka zastygła w bezruchu, otwierając szerzej oczy. Umysł przeskoczył w nieco inny tryb, wywołany faktem, że to co dotarło do jej nosa nie było jej czymś znanym. Czym mogło być to coś, co niósł ze sobą wiatr? Na pewno nie był to też zapach dwunoga, bo kotka wiedziała jak pachną, nie mówiąc o tym, że raczej próżno było ich szukać w lesie. Odwróciła się w stronę z której doszedł dźwięk, pilnując cały czas by znajdować się pod wiatr, tak by to coś jej nie wyczuło. Powoli, na ugiętych łapach ruszyła przed siebie, wyrównując oddech i pilnując tego, co miała pod łapami, by przypadkiem o nic nie zawadzić. Zachowywała ostrożność - była gotowa w każdej chwili zatrzymać się, jeśli to coś wylazłoby na widok, albo wymagałaby tego sytuacja.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
W istocie na pewno nie był to dwunóg. Nocą w lesie ich populacja spadła do zera, może pomijając jakieś drobne wyjątki. Bezsenna Noc ruszyła ostrożnie w kierunku, z którego dobiegł szelest liści i lekkie drżenie ziemi, które mogła wyczuć poduszkami łap. W pewnym momencie dobrnęła do krzewu, a zza jego gałęzi zobaczyła długie, pokryte cienką szczeciną nogi, które ciągnęły się i ciągnęły, nie ukazując jej tułowia stworzenia, na które się natknęła, ponieważ skryło się ono za liśćmi oraz gałęziami rośliny. Słyszała chrzęst uginającej się pod ciężarem długonogiej istoty trawy.
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Mistrz: i Małgorzata Płeć: kotka Matka: Piorunopręga Ojciec: Wężowooki
W Bezsennej Nocy jest coś takiego, co sprawia, że wydaje się mało powiązana ze światem rzeczywistym. Jej ruch jest delikatny, zwiewny i eteryczny - kocica zdaje się pływać po świecie, jakby nie dotykała w ogóle jego powłoki. Jej ruchy są niezwykle płynne i pozbawione siły czy mocy. Porusza się też niezwykle cicho, jakby z konieczności, by niepotrzebny dźwięk nie drażnił jej własnych zmysłów i nie budził ich do działania. Jej futro jest srebrzyste - prawdę powiedziawszy, to skóra zdjęta z jej matki, Piorunopręgiej i jedynie masa mięśniowa sprawa, że ci co znali Zazdrość mogli odróżnić jej córkę od niej samej jedynie na nią patrząc. Sen jednak powoli dogania matkę - rośnie w siłę, a jej ciało powoli staje się coraz bardziej umięśnione, pozostawiając nieco szybkość czy zręczność za sobą. Podobnie też jak w przypadku matki, młodsza Zazdrość patrzy na świat oczami jasnymi, błękitnymi, tymi samymi, które posiadał Arktyczna Gwiazda.
Noc to czas, kiedy Sen funkcjonuje - wojowniczka ukochała sobie tę właśnie część doby, wtedy też wypuszczając się na polowania i patrole, czasem też treningi. Sen, przy całej ostrości umysłu, który wrzyna się wręcz boleśnie w rzeczywistość, wyzbywa się wszelkich ambicji charakteryzujących ojca. Odznacza się dużą obojętnością i niezależnością, informacje przyjmując jakby mimowolnie, jednak bez przeprowadzania natychmiastowych analiz. Pamięć ma jednak bardzo dobrą i kiedy trzeba, jest w stanie wszystko co istotne wydobyć z niej i poddać rozważaniom. Takie jednak zachowania zdają się u niej sporadyczne, gdyż kotka sprawia wrażenie na ogół sennej, tkwiącej w marazmie, głuchej na problemy otaczającego ją świata. Kiedy jest zmuszona poruszać za dnia, staje się zirytowana i niezadowolona - skora do ostrego tonu czy nawet czynów. Nie poczuwa się zbytnio do obowiązków wojownika, jednak wykonuje go przez wzgląd na wymagania lub po prostu - kiedy inni patrzą. Jest w stanie odpuścić samotnikom naruszającym tereny, jednak wtedy, kiedy takie sytuacje dzieją się w nocy. Kiedy uzna coś za słuszne - trzyma się tego, nawet jeśli inni uważają inaczej i próbują ją od tego odwieźć, nawet poprzez użycie siły fizycznej.
Żyrafa. To na pewno była żyrafa.
Bezsenna Noc nastroszyła się cała - sarna? Ale zapach, czy wygląd sarny na pewno też by kojarzyła - w końcu w lesie było ich pełno. Całe stada, jakby nie patrzeć. A może koń? Ten taki długogrzywy, kręcący się najczęściej przy siedliskach dwunogów...? Ale co w takim razie robiłby w lesie? Kotka czuła, jak wypełnia ją konsternacja. Im bardziej nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na pytanie czym było to stworzenie, tym bardziej się niepokoiła. W końcu swoje zwiedziła i zobaczyła, przez co mogła pochwalić się dość dużą wiedzą, nawet jeśli je umysł przez większość czasu pozostawał senny.
Krowa? To też był absurd.
Kotka postanowiła przemieścić się teraz w bok. Nie miała bowiem zamiaru pakować się wprost pod nogi zwierzęcia, które gdyby je spłoszyć, z łatwością stratowałoby ją i przetrąciło kręgosłup. Wojowniczka więc zaczęła je okrążać, chcąc znaleźć takie miejsce, żeby móc przyjrzeć się mu w całości. Nie przejmowała się już zbytnio podkradaniem, bo zwierzę było o wiele za duże by stanowić ofiarę, nie mówiąc o tym, że ona sama była dla niego zerowym zagrożeniem. Wciąż jednak była ostrożna - nie chciała niepotrzebnie spłoszyć zwierzęcia niepotrzebnym ruchem, więc uważała na to co ma pod łapami i wyrównała oddech. W razie też, gdyby istotna jednak się spłoszyła, kotka spróbowałaby umknąć na najbliższe drzewo, albo chociażby odskoczyć. Bo w sumie to lubiła swój poziom sprawności fizycznej i głupio byłoby go zatracić.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Przykro stwierdzić, ale jednak nie była to żyrafa, ani sarna, ponieważ tę drugą Bezsenna Noc zapewne bez problemu by rozpoznała. Nie był ich aż tak niewiele, żeby nie kojarzyć tego zapachu. Można powiedzieć, że trafiła na coś pomiędzy żyrafą a sarną! I nie, nie był to koń. Inaczej prawdopodobnie w okolicy byłyby również dwunogi, które srebrzysta kocica na pewno by wyczuła. Konie w końcu nie wałęsały się samotnie po lesie w środku nocy bez wyraźnej przyczyny. Na dodatek Szumiący Las obrastał obszar nieco oddalony od siedliska koni.
Przybranie ostrożnej pozy i okrążenie zwierzęcia było mądrym posunięciem, ponieważ, oprócz uniknięcia bezpośredniego starcia, usunęła sobie również irytujący, przysłaniający rzeczywistość krzew z pola widzenia. No, przynajmniej nie zajmował jej jego większości. W każdym razie po zmianie pozycji oczom srebrzystej wojowniczki ukazało się stworzenie o mocnych nogach, dobrze zbudowanym, masywnym tułowiu i... rozłożystym porożu przywodzącym na myśl ludzkie łopaty. Toż to łoś! Te zwierzęta były dość rzadkie, dlatego być może kocica nie skojarzyła zapachu. Byk skubał sobie trochę liści przez jakiś czas, a potem ruszył w kierunku Grzmiącej Rzeki. Możliwe, że miał ochotę na kąpiel. W każdym razie zostawił Bezsenną Noc samą sobie.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Mistrz: i Małgorzata Płeć: kotka Matka: Piorunopręga Ojciec: Wężowooki
W Bezsennej Nocy jest coś takiego, co sprawia, że wydaje się mało powiązana ze światem rzeczywistym. Jej ruch jest delikatny, zwiewny i eteryczny - kocica zdaje się pływać po świecie, jakby nie dotykała w ogóle jego powłoki. Jej ruchy są niezwykle płynne i pozbawione siły czy mocy. Porusza się też niezwykle cicho, jakby z konieczności, by niepotrzebny dźwięk nie drażnił jej własnych zmysłów i nie budził ich do działania. Jej futro jest srebrzyste - prawdę powiedziawszy, to skóra zdjęta z jej matki, Piorunopręgiej i jedynie masa mięśniowa sprawa, że ci co znali Zazdrość mogli odróżnić jej córkę od niej samej jedynie na nią patrząc. Sen jednak powoli dogania matkę - rośnie w siłę, a jej ciało powoli staje się coraz bardziej umięśnione, pozostawiając nieco szybkość czy zręczność za sobą. Podobnie też jak w przypadku matki, młodsza Zazdrość patrzy na świat oczami jasnymi, błękitnymi, tymi samymi, które posiadał Arktyczna Gwiazda.
Noc to czas, kiedy Sen funkcjonuje - wojowniczka ukochała sobie tę właśnie część doby, wtedy też wypuszczając się na polowania i patrole, czasem też treningi. Sen, przy całej ostrości umysłu, który wrzyna się wręcz boleśnie w rzeczywistość, wyzbywa się wszelkich ambicji charakteryzujących ojca. Odznacza się dużą obojętnością i niezależnością, informacje przyjmując jakby mimowolnie, jednak bez przeprowadzania natychmiastowych analiz. Pamięć ma jednak bardzo dobrą i kiedy trzeba, jest w stanie wszystko co istotne wydobyć z niej i poddać rozważaniom. Takie jednak zachowania zdają się u niej sporadyczne, gdyż kotka sprawia wrażenie na ogół sennej, tkwiącej w marazmie, głuchej na problemy otaczającego ją świata. Kiedy jest zmuszona poruszać za dnia, staje się zirytowana i niezadowolona - skora do ostrego tonu czy nawet czynów. Nie poczuwa się zbytnio do obowiązków wojownika, jednak wykonuje go przez wzgląd na wymagania lub po prostu - kiedy inni patrzą. Jest w stanie odpuścić samotnikom naruszającym tereny, jednak wtedy, kiedy takie sytuacje dzieją się w nocy. Kiedy uzna coś za słuszne - trzyma się tego, nawet jeśli inni uważają inaczej i próbują ją od tego odwieźć, nawet poprzez użycie siły fizycznej.
Sen stała i patrzyła, pełna konsternacji i zniesmaczenia. Łoś. W sumie łoś jak łoś, szkoda tylko, że wcześniej nie skojarzyła zapachu i czaiła się jak głupia. No ale cóż, wyszło jak wyszło, nikt nie widział, a zwierzę też zaraz ruszyło w swoją drogę. Kotka nie miała też nic więcej do roboty, więc tylko wzruszyła ramionami i ruszyła w kierunku obozu Klanu Cienia, stwierdzając, że w sumie na dzisiaj ma już dość wrażeń i... czegokolwiek. Koniec psot.
Modliszkę można by opisać bardzo krótko: po prostu ładna. Ale dla wszystkich tych, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej, jest ona zgrabną, choć nie maleńką i nie wychudzoną kotką, plasującą się gdzieś w okolicach średniego wzrostu. Porusza się wdzięcznym krokiem, z lekko uniesionym kolorowym ogonem i zawsze szeroko otwartymi zielonymi ślepiami. Jej krótkie futro jest kolorystycznie idealną mieszanką tego rodziców. Brzuch, przednie łapy i część mordki pokrywa śnieżna biel, resztę ciała natomiast czarne i rude łaty, w tym po jednej na każde oko: ruda na prawym i czarna na lewym. Jedna niesforna plamka usadowiła się również zaraz przy jej różowym nosku.
Kotka, przez swoją chorobę nigdy nie miała szansy wyzbyć się swojej dziecięcej nieśmiałości i niepewności co do otaczającego ją świata. Wszystko co nieznane budzi w niej mniejszą lub większą dozę nieufności, lub nawet strachu który jednak powoli stara się przełamywać. Wyjątkiem jest otaczająca ją natura, której z pewnością jest największą fascynatką w klanie. Potrafi godzinami przyglądać się kroplom deszczu, robakom między źdźbłami trawy, czy też ptaszkom w gnieździe, na które wszak powinna polowa. Potrafi nawet w trakcie spotkania z innym kotem odpłynąć do swojego własnego świadka przemyśleń i fantazji. To może w jakiś sposób pozwala jej wynagrodzić brak możliwości konwersacji z innymi kotami, gdyż Modliszka w skutek traumy stała się niemową.
Mrówcza Łapa [KG], Żaba [KW]
Obawa przed oddaleniem się od bezpiecznego Obozu przemijała w Modliszce z kolejnymi wschodami słońca, za każdym razem przegrywając nierówną walkę z zaciekawieniem otaczającego ją świata. Początkowe, krótkie wędrówki wokół Zapadliska zmieniały się w coraz dalsze wyprawy wgłąb lasu, który zdawał się przyjmować ją z otwartymi ramionami, pozwalając spokojnie marzyć i snuć kolejne przepełnione fantazją opowieści. Tego dnia, stąpając nowo obraną ścieżką pomiędzy drzewami postanowiła zamknąć ślepia, wyobrażając sobie, że niczym drzewo zapuszcza korzenie w miękkim mchu, że jej futro zmienia się w cieniutkie gałęzie. Czuła się jakby próbowała całkiem nowej potrawy, a z każdą trafiającą do ust łyżką smakowała kolejne z utajonych przed innymi nut smakowych. Świerza trawa, igliwie drzew, woń dojrzewających poziomek i nadgryzionych przez ślimaki letnich odmian grzybów. Niesiona z lekkimi powiewami wiatru wprost do nosa wilgoć, zapach przesuszonych słońcem liści i... uchyliła powieki patrząc wprost na pień starej sosny, po której spływała złota ciecz, kusząca w promieniach słońca oczy szylkretki. Modliszka nie zastanawiała się długo. Ruszyła w stronę drzewa i wysunęła język, chcąc spróbować smaku lepkiej żywicy.
Nie zapowiada się, żeby Żuczek miał urosnąć już więcej i prawdopodobnie osiągnął już swoje finalne rozmiary. Koniec końców syn Żmijowego Ogona okazał się wyrosnąć na całkiem przystojnego kocura, choć przyznać trzeba, że jego rozmiary zbyt imponujące nie są. Nie jest on bowiem zbyt wysoki i zaliczyć go można co najwyżej do kotów średnich, sprawia jednak znacznie lepsze wrażenie dzięki swojemu długiemu, lśniącemu futerku o jasnej, srebrzystej barwie, które pokryte jest czarnymi, klasycznymi pręgami, a na pyszczku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu zakryte jest przez biel. Całości dopełnia para dużych, okrągłych oczu w szaro-zielonej barwie, pudrowy nosek i długie wąsy, chylące się ku ziemi.
Modliszkowa Łapa szła więc odkrywać świat. A to bardzo dobrze, bo tereny, na których osiedliły się cztery klany, były według Żuczka naprawdę ciekawe do odkrywania. No i dobrze, że szylkretka się ośmieliła mimo niedawnej choroby i w ogóle! Prawdę powiedziawszy, kiedy Żuczy Grzbiet był jeszcze terminatorem, trochę się bał wychodzić z obozu tak zupełnie sam, nawet jeśli był bardzo ciekawy świata i w ogóle wszystkiego. A to wszystko przez te głupie drapieżniki, uhh. Nieważne; w każdym razie teraz już nie miał oporów. Co nie zmieniało faktu, że syn Motylego Lotu bardzo się jednak martwił o swoją rodzinę - szczególnie właśnie o Modliszkę, bo chociaż w nią wierzył, to przecież dopiero co niedawno była chora i w ogóle. Kiedy więc raz zobaczył, jak wychodziła zupełnie sama z obozu, wpadł na taki pomysł, żeby trochę ją, hmmm, pośledzić, żeby się upewnić, że będzie bezpieczna, a potem mógł się jej pokazać i z nią porozmawiać, tak! I co z tego, że Modliszka nie mówiła. On mógł gadać za nich oboje! Skradał się w pewnej odległości za nią, w dodatku starając się uważać, żeby wiatr nie zdradził jego zapachu, aż doszli do Szumiącego Lasu. Żuczek został oczywiście trochę w tyle, bo szedł wolniej, żeby nie wydawać za bardzo dźwięków. Trochę tak, jakby podkradał się do zwierzyny. W końcu jednak ją dogonił, gdy podeszła do jednego z drzew i przy nim stanęła. Uśmiechnął się i chciał już do niej zagadać, ale trochę się bał, że ją wystraszy. Myślał o kilku opcjach, ale stwierdził, że najlepiej byłoby chyba po prostu się odezwać. Wtedy pozna jego głos i nie będzie się przynajmniej martwiła, że to jakiś drapieżnik.
— Modliszka! — zawołał, przystając sobie kilka lisich długości za nią. Był ciekaw, jak zareaguje.
no law topardon myc r i m e,no clemencyfor thise v i lof mine thingsdon’t lookbetter today,the maskI wear iscrumbling away lapsing ind e p r a vi t y,I didn’t seewhat washappening to me
the guilt,it’s hereto stay,sogrey... ◈MANIPULATINGAWAY◈
Modliszkę można by opisać bardzo krótko: po prostu ładna. Ale dla wszystkich tych, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej, jest ona zgrabną, choć nie maleńką i nie wychudzoną kotką, plasującą się gdzieś w okolicach średniego wzrostu. Porusza się wdzięcznym krokiem, z lekko uniesionym kolorowym ogonem i zawsze szeroko otwartymi zielonymi ślepiami. Jej krótkie futro jest kolorystycznie idealną mieszanką tego rodziców. Brzuch, przednie łapy i część mordki pokrywa śnieżna biel, resztę ciała natomiast czarne i rude łaty, w tym po jednej na każde oko: ruda na prawym i czarna na lewym. Jedna niesforna plamka usadowiła się również zaraz przy jej różowym nosku.
Kotka, przez swoją chorobę nigdy nie miała szansy wyzbyć się swojej dziecięcej nieśmiałości i niepewności co do otaczającego ją świata. Wszystko co nieznane budzi w niej mniejszą lub większą dozę nieufności, lub nawet strachu który jednak powoli stara się przełamywać. Wyjątkiem jest otaczająca ją natura, której z pewnością jest największą fascynatką w klanie. Potrafi godzinami przyglądać się kroplom deszczu, robakom między źdźbłami trawy, czy też ptaszkom w gnieździe, na które wszak powinna polowa. Potrafi nawet w trakcie spotkania z innym kotem odpłynąć do swojego własnego świadka przemyśleń i fantazji. To może w jakiś sposób pozwala jej wynagrodzić brak możliwości konwersacji z innymi kotami, gdyż Modliszka w skutek traumy stała się niemową.
Mrówcza Łapa [KG], Żaba [KW]
Obawy, które wstrzymywały Żuczka przed wychodzeniem poza teren Obozu były również obawami Modliszki, przegrywały one jednak z ciekawością jaką żywiła to nieznanego jej świata. Dla innych klanowiczów życie w lesie stało się już zapewne rutyną, ale Terminatorka Olchowego Szeptu jeszcze nie poczuła jej gorzkiego smaku. Dla niej wszystko było wciąż świeże, nowe, czekające na odkrycie i poznanie z każdej możliwej strony, z każdej możliwej perspektywy. Nawet teraz, z powodu niewinnej złotej kropelki, jej wszystkie zmysły oszalały. Pachniała i wyglądała tak pięknie, jakby była jakimś skrywanym leśnym skarbem. W ułamku uderzenia serca już wiedziała, że to musiały być łzy wypływające prosto z serca drzewa, ale nie te smutku, wręcz przeciwnie. Las był szczęśliwy, zadowolony z zachowanej w nim równowagi, z słońca, deszczu, wiatru, z chłodnych nocy i gorących, wilgotnych dni, z nowego życia, które ciągle się w nim pojawiało...
Słyszą swoje imię podskoczyła przestraszona, kuląc się nieco z wciąż wystającym językiem, który oblepiała teraz żywica. Nie była słodka, tak jak się spodziewała, smakowała jak igliwie, cierpko, a do tego nie dało się jej przełknąć. W swoich naiwnych próbach usunięcia drzewnej łzy z języka podniosła nieśmiało seledynowe ślepia na kota, który wykrzyczał jej imię, a rozpoznając go, mimowolny uśmiech wypełzł na jej pyszczek. ....Żuczek! Braciszku, tak się wystraszyła, że nie poznałam twojego głosu! A przecież ty brzmisz tak miło, nikt nie mówi tak jak ty!
Podbiegła do brata z radością widoczną w każdym kroku, a następnie polizała jego policzek, niechcący oblepiając i jego futro mazią, która pokrywała jej język. ....Oj! Tak mi przykro!
Speszyła się chowając głowę między łopatki i gdyby mogła, zapewne zarumieniłaby się aż po czubek ogona. Zaczęła nieudolnie próbować zetrzeć z brata żywice swoją własną łapą, w nadziei, że ten nie obrazi się do końca życia.
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106 Mistrz: XDD Płeć: kotka Partner: twoja stara Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Bobrzyca dołała rozeznać się po Cienistych Terenach na tyle dobrze, aby starać się unikać patroli, jakichkolwiek drapieżników i generalnie się nie zgubić. Unikała kotów ogólnie. Klan Cienia ją irytował. Banda mysich móżdżków i hipokrytów. I z każdym dniem zastanawiała się - czy jest sens tu siedzieć? Pies gdzieś tam jest. Ale tu zostało większość rodzeństwa, jak Pustułka, Wydra...nie wiedziała, co powinna robić. Myślała nad tym. Za granicami Cienia był wielki świat, mnóstwo nowych odkryć jeszcze jej nieznanych. I to ją kusiło. Bardzo.
Ziewnęła nonszalancko, rozłożona na jednej z niższych gałęzi jednego z drzew, blisko gałęzi, obserwując znajdujący się na horyzoncie płot, siedlisko koni, dwunogów którzy się tam znajdowali. Trzepnęła ogonem i zeskoczyła po chwili z powrotem na ziemię, robiąc kilka kroków do przodu i po prostu przekroczyła granicę, w kierunku Ziem Niczyich, rozglądając się i trzepiąc uszami na prawo i lewo.
Hejho BEBEBEBE Owieczka
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Owca ma zawsze dość apatyczny i chłodny wyraz pyska, a jej beznamiętne spojrzenie nie zdradza żadnych emocji, chyba że sztuczne. Wygląda niezwykle młodo - aparycja dziwnie nie pasuje do przeżytych księżyców - ale w tym tkwi jej urok. Ciało ma drobne, przeciętnej wielkości, a ruchy niezwykle ostrożne i zgrabne zarazem. Już na pierwszy rzut oka widać, że to kotka. Szczupłą sylwetkę pokrywa kremowobiałe futro średniej długości - nie jest ono ani klasycznie krótkie, ani też przesadnie długie i splątane. Jej pyszczek, uszy, łapki i ogon są zabarwione na rudo, zaś na grzbiecie z pewnością uwydatni się podobny, może nieco bledszy odcień. Ślepia Owczej są ciemnoniebieskie - niezmiennie od momentu narodzin.
Jest chodzącą, egoistyczną obojętnością. Na koty z reguły łypie neutralnym okiem, być może nieco podejrzliwym, aczkolwiek pod chłodną maską czystej surowości skrywa wiele procesów myślowych, planów i podstępów, które mogą jej utorować drogę do przyjemnego życia. Niezbyt martwi się tym, że kogoś boli, że ktoś nie umie, że płacze, że jojczy, że smęci - cały świat może mieć źle, dopóki ona będzie miała dobrze. Nie pokaże tego jednakże na zewnątrz. Będzie udawała zatroskaną, być może przejętą, a monotonny, melodyjny głos wypluje rady, które być może jeszcze bardziej dokopią leżącego. Lubisz to, co słyszysz? Świetnie. O to właśnie chodziło. Owca jest bowiem istnym wilkiem w owczej skórze, który bardzo lubi słuchać i pochłaniać informacje.
Czereśniowa Łapa, Echo [RZ], Słowicza Łapa [G]
Tymczasem leśna Owca błądziła wzdłuż płotu Siedliska Koni. Lubiła to miejsce. Duże, roślinożerne stworzenia były naprawdę piękne i kiedy po raz pierwszy raz je zobaczyła poczuła, że dobrze postąpiła, opuszczając swój dotychczasowy dom. Od tamtej pory poszerzyła swoją wiedzę i świecie i kotach, nawet jeśli za ogonem wciąż czaiło się niebezpieczeństwo, choć... nie oszukujmy się, przepełniony wilczurami Klan Cienia nie był dobrym miejscem dla takiego Jagnięcia, jak ona.
Westchnęła ponuro na tę myśl i w tym samym momencie poczuła dobrze sobie znany, ciężki zapach. Wdrapała się na płot i usiadła na jego szczycie, znacząco odcinając się jasną sylwetką na zielonobrązowym tle. Niebieskie ślepia przymrużyły się podejrzliwie, a puchaty ogon nerwowo poruszał na boki, kiedy wyraźnie dostrzegła przekraczającą granicę kupkę futra. Hmm. Czyżby właśnie wywołała wilka z lasu za sprawą swoich przemyśleń?
Drgnęła w miejscu, mając ochotę zerwać się w nagłym impulsie i uciec w siną dal, prosto przez siedlisko koni, lecz coś sprawiło, że przycupnęła i... postanowiła zaczekać. Marnowanie energii nie było wskazane, być może cienisty kot przejdzie sobie slalomem między drzewami i zniknie na zawsze, natomiast jeśli tego nie zrobi... wtedy zacznie się zastanawiać, co dalej.
Somewhere deep in the dark
A howling beast hears ustalk I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise