Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Nie spotkała niczego, oprócz młodego, małego ptaka, którego szczęśliwie udało się jej złapać. Dalsza część polowania nie poszła tak dobrze. Nie spotkała niczego, a jej zmęczenie nie pozwalało iść dalej. Odszukała kolegę, po czym wyjaśniła mu wszystko. A następnie się pożegnała z Tygrysem, po czym odeszła z sikorką w pysku. Położyła się wygodnie w norze i zaczęła zjadać zwierzątko. Była głodna. I zmęczona. Gdy zjadła ostatni kęs, ułożyła się na mchowym legowisku i padła. Trochę musi się przespać.
//zt cnie
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Pogoda może nie była najpiękniejsza i nie sprawiała, że chciało się gdzieś daleko chodzić, ale Toni w ogóle nie przeszkadzała. Był najedzony – niedawno spożył całkiem sporą rybę, którą wyłowił z prawdziwą przyjemnością – futro miał względnie czyste, a jego myśli nie zaprzątały żadne nieprzyjemne sprawy. Zastanawiał się nawet, kiedy mógłby ponownie przeprawić się za Grzmiącą Ścieżkę, by znowu porozmawiać z Lawendą – chyba dał jej dostatecznie wiele czasu na to, by zajęła się tylko i wyłącznie sprawami Klanu? Wędrował przy granicy, pozdrawiał ją i zachowywał się przyjaźnie, ale od czasu ich spotkania pod Krzywym Drzewem nie narzucał się jej ponownie wiedząc, że jako wojowniczka, a przede wszystkimi mistrzyni, ma sporo obowiązków do wypełnienia. Doszedł jednak do wniosku, że za jakiś czas, za parę wschodów słońca, może jej złożyć jakąś kolejną propozycję, zawsze mogli wybrać się wspólnie do Siedlisk Koni, by popatrzeć na te majestatyczne stworzenia, bo właściwie dlaczego nie?
Tak czy inaczej Toń zdawał się teraz nieco bujać w obłokach, był spokojny, odprężony i leżał po prostu pośród traw odpoczywając po trudach tego dnia. Jego życie było niesamowicie proste, wbrew temu, co zawsze podejrzewał, okolica nie roiła się od zazdrosnych samotników, nie toczył tutaj walk, a nawet zdołał dojść do jako takiego porozumienia z Krzywuchą, co sprawiało mu swoisty rodzaj przyjemności. Ziewnął znużony i ułożył łeb na przednich łapach pozostając wciąż czujnym, ale jednak zachowywał się tak, jakby chwilowo nic mu nie groziło. Czasem dolatywał go jakiś ptasi trel, czasem cykanie owadów, co wprawiało go w jeszcze bardziej błogi stan.
//Chmurka
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Chmurka zachowywała się zupełnie inaczej. Zdyszana, rozczochrana i, przede wszystkim, rozszalała, jakimś cudem nie została potrącona na Grzmiącej Ścieżce gdy przechodziła przez nią, krzycząc i nie rozglądając się wokół siebie. Nie, nie, musiała biec, musiała uciekać, uciekać przed cieniami, potworami, szybko, czym szybciej, najszybciej, najszybciej jak mogła, tak, tak, tak, tak, prędko, tak, musiała, musiała biec. - Cienie! Cienie! Cienie! Cienie! - zaczęła krzyczeć, biegnąc w kierunku wody. Tak, tak, woda, woda, pod wodą się schowa, pod wodą ucieknie, tak, szybko ucieknie, ucieknie od cieni, pod wodą mogła się schować, tak, pod wodą cieni nie ma, nie, nie, a ona musiała od nich uciec, tak, uciec od cieni, które ją goniły, tak, goniły, we dwójkę, tak, a wcześniej inne, tak, inne ciebie, inne ciebie zabiły jej synów, tak, kochanych, najlepszych, najukochańszych synów, musiała się schować, tak, schować, tak, schować...
Nagle opadła do wody, kładąc się w niej tak, że tylko jej głowa wystawała ponad powierzchnię. - Cienie! Cienie! Cienie! Cienie! - wrzasnęła ponownie w kierunku ...
Buk????
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń odpoczywał, nigdzie mu się nie spieszyło i miał nadzieję, że tak właśnie już pozostanie, nie bardzo miał siły na cokolwiek innego, ale widać Gwiezdny Klan miał co do niego zupełnie inne plany. Najpierw doleciały do niej jej okrzyki, później woń, którą znał, ale w pierwszym szoku chyba nie umiał wszystkiego dobrze skojarzyć, a później nagle pojawiła się również ona i padła do wody, choć zupełnie nie wiedział dlaczego to robi. Czyżby chciała się ochłodzić i w ten sposób odpocząć? Tego nie potwierdzały jednak na pewno jej dzikie wrzaski, które wciąż niosły się po okolicy, a on czuł, jak sierść jeży mu się od tego na karku. Była aż tak szalona? Czy naprawdę powinien był ją wtedy ratować? Czy to miało sens, czy może jednak mylił się w swym osądzie i lepiej by było, gdyby pozwolił jej po prostu godnie odejść? Tego nie był pewien, nie mógł tego wiedzieć i trudno było mu wydać osąd, ale gdy tak ta nią patrzył, był coraz pewniejszy tego, że jego dobroć okazała się przekleństwem.
- Tu ich nie ma - powiedział zatem spokojnie, wiedząc już, że nic jej nie przetłumaczy. Był jednak dość mocno zdziwiony faktem, że kocica wciąż jeszcze żyła. Jak sobie radziła? Skąd brała jedzenie? Nie miał pojęcia, ale patrząc na nią czuł mimo wszystko wyrzuty sumienia, bo to jego chęć stawiania jej na łapy doprowadziła ją ostatecznie do miejsca, w którym właśnie się znajdowała, a to chyba wcale nie było najlepsze.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Buk, tak, Buk, to był Buk! Synek, jej kochany synek! Żył, chociaż umarł! Gwiezdni jej sprzyjali, tak, sprzyjali, zesłali jej syna, żeby pokazać, że miała rację, że jej cel ma sens! Wiedziała! Wiedziała, że to prawda, tak, wiedziała, że Cienie to Potwory, Potwory, które musiała przepędzić, które musiała przegnać! Wiedziała, że miała rację, tak, Gwiezdni jej to pokazywali, wysłali jej syna, wysłali jej znak! Miała rację! Cienie to potwory, tak, trzeba je było przegnać! Przegnać!!! Zabić, zniszczyć, przepędzić, żeby spłynęło na nich światło, tak, jasne, jasne światło, żeby przestali mordować!! - Buk! Buk! Synku! Synku, uciekaj! UCIEKAJ! - wrzasnęła ponownie w kierunku kocura, z przerażeniem oglądając się za siebie. - UCIEKAJ! Cienie! Cienie! Przyjdą tutaj! Cienie przyjdą, tak, PRZYJDĄ tańczyć Buku, na cudzych kościach! - krzyknęła, wbijając rozszalałe spojrzenie w sylwetkę kocura. - Zabiją cię! Znowu! Znowu cię zabiją! Uciekaj! - potwory, potwory, potwory, potwory! Musiał, tak, musiał się wydostać! Ożył, był żywy, nie mogła, nie mogła im pozwolić, żeby zabili go znowu, nie, nie, jej synowie byli najlepsi, cudowni tak, byli najlepsi, Buk żył, chociaż umarł, tak, więc będą go chcieli zabić znowu, wiedziała to, wiedziała, WIEDZIAŁA.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Szaleństwo, jakie ją trawiło, było wręcz niesamowite. Kocur zastanawiał się, czy istniało cokolwiek, co mógłby jej podać i w przypływie jakiegoś szaleństwa pomyślał o soku wydzielanym przez mak, dzięki któremu sam zdawał się być ospały i niesamowicie wręcz spokojny. Czy jednak mógł zrobić coś podobnego, a przede wszystkim, czy to podziałałoby na kocicę? Nie miał pewności, ale ostatecznie postanowił, że nie porzuci tak do końca tej myśli, bo kto wie, być może na coś może się jeszcze zdać. Na razie zaś musiał spróbować uspokoić tę biedną wariatkę, która nie miała chyba nawet pojęcia, gdzie się znajduje, a już na pewno nie wiedziała zupełnie, kim on jest. Brała go zdaje się za jednego ze swoich synów, którzy ponoć zostali zabici przez Klan Cienia, w co Toń do tej pory nie był w stanie uwierzyć i chyba nie chciał tego zrobić.
- Spokojnie, nie przejdą przez Grzmiącą Ścieżkę, to zbyt niebezpieczne dla członków jakiegokolwiek Klanu. Potwory na pewno dałyby się im we znaki - powiedział łagodnie, starając się wybrać w miarę sensowne argumenty, ale domyślał się, że do Chmurki nic właściwie nie dotrze. Albo ponownie od niego ucieknie, albo tym razem postanowi zostać gdzieś blisko, żeby mu towarzyszyć. Nie wiedział z jakiego względu nagle zaczęła dostrzegać w nim syna, ale wolał z tym nie dyskutować, bo nie wiedział, jaki obłęd wywołałby tym razem.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
- Przeżyliby, tak, przeżyliby i przeszli, tak, zrobiliby to, tak, zrobili, zrobiliby to, żeby cię znowu zabić, tak, tak, jak to zrobili wcześniej, tak, teraz jesteś większy, większy i silniejszy, ale nie uciekniesz, nie, nie uciekniesz przed cienistymi wiewiórkami, tak, nie uciekniesz, to potwory, mordercy, potwory i mordercy, tak, cieniste drzewo, cieniste drzewo będzie pewnie z nimi, znowu będzie z nimi i będzie szeptać, szeptać kłamstwa i cię zabiją, tak, znowu cię zabiją! - wykrzyknęła, robiąc kilka kroków do przodu. Chciała go przytulić, tak, przytulić swojego synka, swojego kochanego, cudownego synka. Był najlepszy, był najcudowniejszy i był JEJ, jej własny, tak cudowny, że żył, chociaż go zabili, tak, przyszedł sobie do niej, tak, przyszedł, przyszedł jako znak od Gwiezdnych. Pokazywali jej, tak, pokazywali jej, że ma rację, ma rację i musi dalej, tak, musi dalej walczyć, musi dalej walczyć ze wszystkim tym, co się działo, tak, musi walczyć, musi walczyć dalej i WYGRAĆ, tak, przepędzić cienie, pokazać im, jak powinno to wszystko wyglądać, pokazać im, pokazać im prawdę, tak, a Gwiezdni ją wesprą, tak, pomogą jej, pomogą jej, a wtedy wygra, wygra z nimi wszystkimi, tak, dlatego, dlatego, po to właśnie zesłali jej syna, jej ukochanego, cudownego syna.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń doskonale wiedział, że kocica jest szalona, ale mimo wszystko miał wrażenie, że rozmowa z nią jest dla niego niesamowicie męcząca. Niewiele mógł dla niej zrobić, wiedział, że ta albo będzie wiecznie uciekała, albo zacznie za chwilę krzyczeć i znowu opowiadać kolejne, zdecydowanie nieprawdopodobne rzeczy, z którymi żadne z nich sobie nie poradzi. Poruszył lekko nosem i spojrzał w stronę Samotnej Wierzby, zastanawiając się równocześnie, czy może powinien spróbować zabrać ją do Krzywuchy, czy może jednak nie było to wskazane. Nie wiedział, jak stara medyczna zareagowałaby na osobę Chmurki, a jednocześnie, niestety co za tym idzie, jak później by go traktowała. I chociaż brzmiało to samolubnie, musiał pilnować bardzo mocno tego, jak Krzywucha się na niego zapatrywała. Jeśli chciał, by dalej go leczyła, potrzebował niewątpliwie chociaż cienia jej aprobaty, nie mówiąc już w ogóle o tym, że od dłuższego czasu starał się znaleźć do niej drogę, by dowiedzieć się czegoś więcej o medykamentach. Ostatecznie bowiem nie było szans na to, by kocica żyła wiecznie i musiał liczyć się z tym, że pewnego dnia Krzywucha po prostu odejdzie, daleko, tam gdzie jej nie sięgnie, a ona w zamian za rybę już go nie wyleczy.
- Nie, nie mają po co tutaj przychodzić i nie wiedzą nawet, że się tutaj znajdujesz. Nie musisz się obawiać, że będą czegoś od ciebie chcieli. Czy masz tutaj jakieś własne legowisko? - odparł całkiem spokojnie, bo nie chciał się z nią kłócić, aczkolwiek odnosił wrażenie, że do tego i tak prędzej czy później dojdzie. Dostrzegł jej ruch, ale nie uciekał jej, by przypadkiem nie sprowokować jej do jakiś większych szaleństw. Nie chciał z nią na pewno walczyć, a ściganie jen do jeziora też chyba nie było najlepszym rozwiązaniem, toteż pozostał po prostu na miejscu obserwując ją czujnie, by móc w razie problemów z miejsca zareagować i zrobić coś, co pozwoliłoby im przeżyć i ruszyć we własne strony. Jakaś jego część czuła niewątpliwie żal i współczucie dla kocicy.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Zamilkła, słuchając kocura, tak, kocura, jej pięknego, cudownego syna, tak, Dębusia, nie, nie, nie Dębusia, nie, DĘBA, jej potężnego Dęba, tak, dała mu silne imię, jemu, jemu i Bukowi, od początku nazywała ich tak, jakby byli silni, tak, bo byli silni, byli, a byliby silniejsi, o wiele silniejsi, jeśli by żyli, ale nie, umarli, umarli, musieli ich zabić, tak, musieli ich zabić i nie żyli, nie żyli oboje, ani Dąb, ani Buk, tak, tak, Owca, kochana Owieczka wszystko jej powiedziała, a jej kuzynka, tak, jej kuzynka na pewno by jej nie okłamała, nie, była zbyt kochana, żeby to zrobić, niewinna, młodziutka, kochana Owieczka, która uciekła z klanu, tak, uciekła, bo nie mogła, nie mogła, tak, nie mogła patrzeć, jak w jej klanie łamie się kodeks, biedny kodeks, zabijając niewinne, całkowicie niewinne i bezbronne, bezbronne kocięta.
Nie poruszała się, nie, nie, w ogóle, bo zaczął jej zadawać pytania. Pytania, tak, trudne pytania, ona nie chciała takich pytań, nie, mógł je wykorzystać, wykorzystać przeciwko niej, tak, donieść na nią Cieniom, tak, żeby ją złapały, złapały i zabiły, tak samo, jak jej kochanych, kochanych, malusieńkich synków, tak... Nie, nie! Przecież to był Dąb, jej ukochany syn, Gwiezdni wysłali go, tak, wysłali, żeby pokazać, że ma rację, tak, umarł, ale żył, był znakiem, znakiem!!!
Zapadła cisza, tak, cisza, absolutna cisza, bo się nie odzywała, nie, nie, nie odzywała się, w ogóle.
Cisza.
Cisza.
Cisza. - NIE!!! - wydarła się w kierunku tamtego, tak, w kierunku wypytywacza, bo on już... on już nie był jej synem! Nie, nie, w ogóle nie wyglądał jak Dąb, nie, Dąb był piękny, na pewno miał wyrosnąć na pięknego, tak, pięknego kocura, a ten tu w ogóle nie wyglądał jak Lampart, nie, nie, nie wyglądał, nie, nie był piękny, nie, nie wyglądał, nie wyglądał, nie... NIE WYGLĄDAŁ!!!!!! Zaczęla poruszać ogonem, tak, szybko, szybciej, coraz szybciej, szurając nim po ziemi, tak, szur, szur, szur, głos rozchodził się po okolicy, tak, a ona milczała, nie ruszała się, nie, nie, tylko ogon, tylko ogon się jej poruszał.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Wciąż łudził się, że być może dojdzie z kocicą do jakiegoś porozumienia. Nie chciał jej straszyć, nie chciał również traktować jej jak kogoś, kto nie ma pojęcia, co dzieje się dookoła niego. Starał się mówić do niej racjonalnie, używać jakiś prostych słów i logicznych przekazów, ale jak widać - to nie działało. Chmurka z jakiegoś powodu, którego zupełnie nie znał, żyła we własnym świecie, a jego działania za każdym razem prowadziły jedynie do coraz większej tragedii i agresji, nad którą z całą pewnością nie był w stanie zapanować. Wierzył uparcie, że przemawiając do niej łagodnie i sensownie, będzie w końcu w stanie jakoś do niej trafić, ale jak widać - mylił się całkowicie. Odetchnął głęboko, kiedy kocica zamarła, a potem stulił gwałtownie uszy, gdy powietrze przeciął jej wściekły wrzask. Był niemalże pewien, że okoliczne ptactwo poderwie się zaraz do lotu, tak głośne i przerażające było to, co z siebie wydała, choć przecież nie powiedziała więcej niż jedno słowo.
- Spokojnie, nie chcę się tam dostać i nie chcę cię skrzywdzić. Chciałem się tylko upewnić, że masz bezpieczne schronienie na noc - powiedział prosto, nadal łagodnie, aczkolwiek nie wiedział zupełnie, czego powinien się po niej spodziewać. Wyglądała zupełnie tak, jakby chciała go zaatakować, starał się więc w ogóle nie poruszać, by przypadkiem jej do czegoś nie sprowokować. Ostatecznie nie chciał z nią walczyć, a na pewno nie chciał jej skrzywdzić. Nie po to starał się ją ratować, gdy znalazł ją pewnego dnia na granicy Klanu Cienia, by teraz padła pod jego łapami. Chyba że miał to być mało śmieszny chichot losu, w co jednak zdawał się nie wierzyć.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Teraz była samotnikiem i miała dla siebie całe Tereny Niczyje.
Żaden chrypnący głos nie wwiercał się w jej sen, wzywając pod Mroźną Skałę. Żadna ruda kocica nie wyznaczała jej kolejnych patroli. Żaden oddech przesiąknięty rybnym smrodem nie przyprawiał jej o mdłości. Żaden punkt kodeksu nie krępował jej łap.
Jaskółczy Śpiew była po raz pierwszy w życiu całkowicie wolna i czuła się z tym świetnie.
Miała tylko jedno do zrobienia: spotkać Pustułkę. Spotkać Pustułkę i zabrać ją ze sobą na Osiedle. Miała już swój kąt, w którym z powodzeniem zmieściłaby się nie tylko ona, ale i kilka innych kotów - a gdyby wliczyć w to okoliczny ogród, Klan Rzeki mógłby założyć swobodnie weń swój obóz.
To nie oznaczało jednak, że często bywała w domku na drzewie. Jak dotąd temperatury były znośne, a ona potrzebowała jedzenia - głównie więc - poza faktem, że urządziła tam swoje legowisko - magazynowała weń upolowane lub ukradzione zdobycze. Jak się okazało, na Osiedlu pożywienie można było zdobyć w inny sposób, niż w lesie - ci głupi Dwunożni nie mieli chyba mózgów, wyrzucając mnóstwo rzeczy zdatnych jeszcze do jedzenia! Polowała w dalszym ciągu, acz robiła to nieco rzadziej, niż kiedyś - wystarczyło wiedzieć, gdzie szukać, by zdobyć pożywienie o dziwnym, egzotycznym smaku i nawet nie wpakować się pod pazury innych wygłodniałych samotników.
Teraz akurat szła, trzymając w zębach upolowaną mysz i podwędzone ze śmietnika Dwunożnych apetyczne skrzydełko kurczaka. Właściwie była już głodna, a znalezisko pachniało tak cudownie, że zdecydowała się tu klapnąć i zabrać za jedzenie. Nadal dziwiły ją te niezwykłe smaki pożywienia Dwunożnych, tak inne od tych leśnych. Tfu.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Miał dość. Miał dość i to porządnie, dlatego też postanowił się oddalić od klanowego życia. Na dobre parę dni.
Po ferelnej ceremonii na której to Płomykówkowa Gwiazda wybrała sobie zastępcę, którym był Topniejący Lód, bury kocur musiał ochłonąć. Dlatego też niezwłocznie po usłyszeniu komu to też przypada to zaszczytne miano, wyparował z obozu. I nie wrócił do teraz, a minęło już parę dni. Nie wiedział o tym, że nowa przywódczyni jednak zmieniła zdanie i uhonorowała rangą zastępcy jego matkę. Nie wiedział, bo nie było go w obozie.
Szwendał się to tu, to tam, nie raz i nie dwa zapuszczając się dość blisko granic innych klanów, jak Wicher, czy Rzeka, sprawdzając czy nie natrafi na jakiegoś agresywnego, puszczającego pianę z pyska kota, który widząc go z daleka uzna, że jest samotnikiem i trzeba go przegonić, zaszantażować pazurami, albo co lepsze, bo po co się ograniczać, od razu rzucić się na niego z zamiarem uśmiercenia na miejscu. Huh, nie żeby nie popierał takiego zachowania wobec panoszących się przy granicy samotników, czy coś.
Przetransportował się właśnie przez Grzmiącą Ścieżkę, nie mogąc się nadziwić temu, ile potworów naraz może nią przebiegać, gdy poczuł smakowity zapach. Jakieś martwe zwierzątko... Jakiś kot... I nieznany mu do końca zapach, jednak taki, który potrafił sklasyfikować pod mięso. Zastrzygł z zaciekawieniem uszami, po czym zaczął węszyć udając się za zapachem. Ciekawił się bowiem cóż to za zapach.
Już z daleka dostrzegł rzekę, oraz leżącą niedaleko kocicę, która widocznie się czymś zajadała. Zaczaił się więc w pobliżu, tak by nie doleciał do niej jego zapach i obserwował. Widział, że ma tam koło siebie martwą mysz i... Coś, co wyglądało jak kawałek jakiegoś ptaka? Huh, musiała sporo czasu przesiedzieć żeby powyskubywać te pióra. Albowiem było one idealnie od nich wolne. Rozejrzał się uważnie, choć nadal większość swojej uwagi przelewał w stronę kotki. Usiadł sobie wygodnie w krzakach i obserwował. Tak po prostu. Chciał sprawdzić, czy jest stąd, w sensie, czy jest samotnikiem, czy może podniesie się zaraz i ruszy w stronę terenów klanowych. Kto wie, może to Rzeczniaczka, albo kotka z Wichru? Stąd było najbliżej do tych właśnie klanów...
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Jeżeli Wirujące Pióro chciał pozostać niezauważonym, wybrał dobrą drogę - była Rzeczniaczka bowiem nie tylko go nie zauważyła, ale i nawet nie pomyślała, że ktoś może ją obserwować. Zajadała się więc w dalszym ciągu, powoli smakując na języku każdy kęs kurczaka. Jak Dwunożni mogą być tak tępi, że wyrzucają na śmietnik bez żalu? Aż nie do wiary!
Skończyła skrzydełko, oblizała wargi i podniosła się z ziemi. Sięgnęła po swoją mysz i ruszyła przed siebie. Godzina była jeszcze młoda, toteż jeszcze nie było po co wracać do domu. Do domu. Nadal nie mogła przywyknąć do myśli, że miast zasypiać na trawiastej ziemi, leży na wyheblowanych deskach. Że cały dzień może bezkarnie się włóczyć. Że nie musi słuchać żadnej przywódczyni i troszczyć się o jakikolwiek kamuflaż. Cudowne uczucie.
Z takimi mniej więcej myślami ruszyła przed siebie - to jest dokładnie w kierunku krzaków, w których siedział sobie w najlepsze Wirujące Pióro zastanawiający się nad zjedzonym przez nią przed chwilą posiłkiem. Jeżeli liczył na to, że bura da mu gryza, to cóż... lekko się spóźnił.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Wirujące Pióro nie był głupi - nie znał kotki, nie wiedział, jakie ma zamiary, więc nie podchodził bliżej. Co prawda, intrygowało go ów skrzydło kurczaka, aczkolwiek nie zamierzał podchodzić bliżej. Jeszcze by się okazało, że to faktycznie jakaś samotniczka, która jest dość agresywnie nastawiona do nieznajomych i co? Nie to, żeby był jakimś tchórzem. Wierzył w siebie, i w to, że poradziłby sobie z każdym samotnikiem. Ale nie był specjalnie głupi, żeby się tak każdemu pchać zaraz pod łapy. Dlatego póki co obserwował. Siedział bez ruchu w ów krzakach i patrzył, jak bura kończy posiłek.
Właściwie, miał ochotę wyjść, podejść do niej i zapytać co to właściwie było i jak nauczyła się tak dokładnej techniki obskubywania ptaków, ale ta właśnie wstała. Tak po prostu, wzięła mysz i ruszyła w jego kierunku. Nie wyglądała co prawda na taką, która wiedziała o jego obecności, albowiem zachowywała się stosunkowo zbyt spokojnie. Nie patrzyła też konkretnie na niego, po prostu zmierzała w jego stronę.
Chciał się wycofać, tak, żeby go ominęła, nie zwróciwszy na siebie żadnej uwagi, a dopiero potem, jakby już sobie koło niego przeszła, to by ją zaczepił, żeby nie wyszedł na jakiegoś dziwnego, który siedzi w krzakach i obserwuje nieznane sobie koty, ale gdy próbował się nieco wycofać i bardziej skulić... To nieświadomie nadepnął na zupełnie suchutkiego liścia, który wydał z siebie głośny trzask. Wojownik przeklnął bezgłośnie. Jeśli wcześniej nie wiedziała o jego obecności, to najpewniej w tej chwili już tak. Rozejrzał się szybko, ale najbliższe, równie wielkie krzaki, do których mógłby się zakraść znajdowały się dość daleko i nawet ślepy kot zauważyłby jak się tam przekrada. Więc zwyczajnie wyszedł z krzaków, otrzepał się z liści i udawał, że mruczy do siebie coś o nieudanym polowaniu, by po chwili odwrócić łeb w stronę kotki i udawać zaskoczonego, jakby pierwszy raz ją zobaczył.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Trzask suchego liścia pod łapami Wirującego dotarł do Jaskółczego Śpiewu, która natychmiast uniosła uszy i czujnie skierowała pysk w stronę, z której dobiegł odgłos. Nie musiała długo czekać, już po chwili bowiem z zarośli wynurzył się nieznajomy kocur. Bijąca odeń woń pozostała po długiej wędrówce niemal przytłumiła klanowy zapach, nadal jednak był on możliwy do wyłapania - Cień. Kiedyś bura kocica żywiła szczególną antypatię do tego klanu (jak zresztą do innych, w szczególności własnego), teraz jednak już z żadnym nie była związana. Kodeks stracił swą moc, nie chronił jej już przed niczym i nikim. Lepiej było być ostrożnym.
- O - rzekła, trzymając w zębach piszczkę. Odłożyła ją zgrabnym ruchem na ziemię i zmarszczyła czoło. - To chyba jeszcze nie tereny Klanów, no nie? - zapytała. Była pewna, że odpowiedź na to pytanie jest przecząca, ale - jeżeli ów kot miał być jakimś chorym fanatykiem - najmądrzejszym wyjściem, na jakie wpadła, było udawanie niedoinformowanej samotniczki bez korzeni Klanowych.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«