Wielki jeden z największych kocurów w Klanie Cienia. Jego futro jest długie, czarne srebrne i na dodatek klasycznie pręgowane. Patrzy na świat żółtymi ślepiami. //KP.
Arogancki i impetycki z ostrym jęzorem. //KP
Voodoo [S], Dzik [KC]
- Nie do końca.
Zgodził się z siostrą, czyżby planowała coś szczególnego? Jeśli tak, to oczywiście bardzo chętnie zobaczyłby kilka kotów na dnie.
- Miałem tę nieprzyjemność, to widząc z całkiem bliska.
Słysząc, co siostra zrobiła Polnemu, srebrzysty kocur tylko krzywo błysnął kłami, sam wyobrażając sobie coś dużo zabawniejszego.
- Właśnie zdałem sobie sprawę, że ci cali gwiezdni, muszą być bardzo litościwi.
Westchnął, by kontynuować.
- Skoro jeszcze nic nie zjadło tego lisiego bobka, to coś tam musi raczej go pilnować.
Srebrzysty nie bał się siostry, zresztą czemu miałby? Dlatego też tylko krzywo się uśmiechnął, kiedy Sowia Łapa rzuciła propozycją zmierzenia się ze sobą.
Wyszedł z wody, stając obok siostry.
- Cóż kreciku, nie mam nic przeciwko zmierzeniu się z tobą.
Niestety, jednak zanim którekolwiek zdążyło powiedzieć coś więcej, zjawiła się sama nadopiekuńcza Jaskółczy Głos we własnej osobie i wybitnie przeszkodziła swoim dzieciom w ich planach, zabierając przemokniętych ich do obozu, pod groźbą samodzielnego wysuszenia ich, co było nieco straszliwą wizją. Jednak Błyskawica obiecał siostrze, że się zmierzą i żadne nie ustaliło, kiedy to ma być.
//zt. Stara czaso. :3
»Dearrabbit, myl e g saregettingweakchasingyou« Thesnowfieldswouldn'ts e e msobigifyouknew Thatt h i sbloodonmyteeth, itisfarbeyonddry AndI'vecapturedyouonce, butIwasn'tq u i t eright SoI'mtellingyout h a tyou'llbesafewithme
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Znowu się uśmiechnęła na słowa brata. To nie był miły uśmiech. Typowy dla pogróżek. Zaśmiała się chłodno na potwierdzenie Błyskawicy, dotyczące chodu Kamienia. - Za dużo kotów to już spotkało. - rzuciła jedynie. Na wzmiankę o gwiezdnych czujnie nadstawiła uszy. Nie wiedziała czy brat wierzy w gwiezdnych czy nie, ale sformułowanie "ci cali gwiezdni" nakierowało ją na pewne domysły, że srebrny nie traktuje gwiezdnych poważnie. Celowo uniknęła odpowiedzi, żeby nie rozmawiać o poglądach na sprawy tego typu. Stojąc na ziemi, gotowa do walki, naprawdę na coś liczyła. Błyskawica nie był jednym z tych słabiaków i oferm pokroju Topielca, którzy odmawiali walki. Nie, on był inny. Dostarczał jej tyle rozrywki, że i była zadowolona i miała ochotę na więcej. Nie nudziło się jej to. - Więc czekam... - mruknęła gardłowo. Gdyby nie tylko... Jaskółka. Sowa mimowolnie skrzywiła się na jej widok. A nadopiekuńcze słowa z tą troskliwością i pretekstami do zaciągnięcia ich znowu pod jaskółcze skrzydła sprawiły, że wywróciła oczami. Matka była coraz bardziej denerwująca. I jak jej się oberwało za stan jej futra! Za to, że cała była przemoczona. Dokładnie tak, innym razem, bracie.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
***
Sowiooka zawsze myślała, że bycie wojownikiem wiąże się z nie wiadomo jaką odpowiedzialnością i czuwanie bardzo ją zmieni. Tak, że poczuje się zupełnie innym kotem. Ale nie licząc nowych obowiązków, w tym treningu Dzięciolej Łapy i nowego legowiska, życie wojownika nie różniło się niczym od życia terminatora. Czuwanie minęło jej szybko, bez zbędnego wysiłku. Nie miała problemu z siedzeniem w miejscu i patrzeniem się w przestrzeń nie usypiając. Miały miejsce wtedy jakieś przemyślenia? Nie, nie bardzo. Nie można powiedzieć, że konkretna sprawa jej się przypomniała. Pamiętała o niej przez cały czas. Tylko po prostu nie znalazła wcześniej wolnej chwili, żeby to zrobić. Minęło kilkanaście wschodów od ceremonii. Weszła swobodnym krokiem do legowiska terminatorów i spostrzegła futro kota, którego szukała. - Dzień dobry, Lodowa Łapo. Chodź. - przywitała się grzecznie, lekko skłaniając głowę. Nie zamierzała mu przypominać o co chodzi. Jeżeli ma dobrą pamięć to na pewno pamięta. No chyba, że mu nie zależy. Ale to raczej mało prawdopodobne, bo przecież łowienie ryb nie było byle czym. A wojowniczka dawno tego nie robiła, ostatnio tylko polowała. No ale jeszcze zobaczymy jak jej pójdzie.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Lód pamiętał doskonale o obietnicy, jaką złożyła mu Sowa. Czy może raczej — o propozycji. Nie zakładał jednak, że kocica wywiąże się z niej stosunkowo szybko, bo mimo wszystko były to dla niego swoiste opowiastki i przechwałki, byłby jednak ostatnim kotem do tego, by odwrócić się do niej plecami i pokazać, jak głęboko gdzieś ma jej zachęty. Ależ nie, ciekaw był, jak łowi się ryby, mógłby wtedy pochwalić się nową umiejętnością przed mistrzynią, którą dopiero co otrzymał. W końcu, także, wyróżniałby się czymś na tle swojego rodzeństwa, za którym znajdował się tak bardzo w tyle, że aż wstyd było o tym mówić. Tak czy inaczej, wstał bez zbędnego szemrania, tym bardziej że wołała go wojowniczka. Musiał pokazać się z dobrej strony i co za tym idzie, utrzymać opinię lepszą od tej, jaką posiadała o jego imienniku.
- Dzień dobry, Sowiooka - przywitał się z nią, jak zawsze mówiąc powoli, by jego słowa brzmiały wyraźnie i nie tak sepleniąc, jak dawniej. Przeciągnął się prędko, przesunął językiem po piersi i już ruszył za dawną terminatorką swego ojca, by przekonać się, dokąd dokładnie chciała go zabrać, ale wolał nie zadawać zbędnych pytań. Nie teraz, nie w tym momencie i nie tej kocicy.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowa wcale się nie zmieniła. Może nabycie blizn na szyi bardziej oswoiło ją z bólem. Na pewno nie sprawiło, że zaczęła się go bać. Lód bez zbędnych pytań, wyszedł za nią z obozu. I w sumie dobrze. Nie czuła się na siłach, żeby tłumaczyć jakieś bzdury, czemu to nie przyszła wcześniej. Nie przyszła i tyle. Niech się cieszy, że w ogóle tu była. Być może powinna zacząć rozmowę? Zapytać jak tam trening czy coś, kiedy szli przez las. Denerwowało ją, że czuła się w pewien sposób zobowiązana do rozpoczęcia konwersacji. A nie ma. Nie miała po co pytać go o trening jeżeli w sumie wcale jej to nie obchodziło. A czemu chcieć dowiedzieć się czegoś co jest jej obojętne? No właśnie. Dlatego milczała, koncentrując się bardziej na tym, żeby szybko zaprowadzić ich nad Księżycowe Jezioro. Na miejscu było dosyć gęsto od trzcin, ale to nic. Nie przeszkadzało jej to. - Księżycowe Jezioro. Pewnie tu już byłeś. Łowienie ryb jest łatwe, tylko wymaga cierpliwości. Połóż się nad brzegiem tak, żeby nie rzucać cienia na wodę, a później włóż do niej łapę i czekaj. Kiedy poczujesz, że podpłynęła ryba, złap ją pazurami za łuski i wyrzuć na brzeg. - poinstruowała go, po czym sama zrobiła to o czym mówiła. Ułożyła się nad brzegiem, uważała na cień i ostrożnie, powoli włożyła przednią łapę do wody. Teraz tylko czekać. Nie poruszała ogonem, cały czas wpatrywała się w taflę wody i uważała, żeby łapa jej nie drgnęła. Jedzenie się nie rusza. Liczyła, że Lodowa Łapa w pewnej odległości od niej zrobi to samo.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Ależ nikt nie wymagał od niej, by podejmowała się jakiejkolwiek konwersacji. Trzeba jednak przyznać, że Lód obserwował ją z przyjemnością, zastanawiając się jednocześnie, co dokładnie kryje się w jej głowie i jak to wygląda, czy się denerwuje, czy jest może zadowolona, czy jednak zabiera go ze sobą jedynie dlatego, że nie chce wyjść na kota niesłownego, czy coś podobnego. Ciekaw był, ależ bardzo, co dokładnie kryło się w jej umyśle, aczkolwiek nie mógł tego tak po prostu odkryć, gdyż nie był w stanie otworzyć jej czaszki i zatrzeć do środka, by sprawdzić, jakie dokładnie myśli tam galopowały. A może, co było równie prawdopodobne, jej głowę wypełniała jedynie pustka.
Młody rozglądał się uważnie, kiedy tutaj szli, mijając zapewne po drodze Łabędzie Gniazdo, przypatrywał się roślinności i starał się zapamiętać dokładnie drogę, jaką pokonywali, by umieć trafić tutaj samemu. Wiedział, że na razie nie wolno opuszczać mu obozu bez kogoś, kto nie umie walczyć, ale liczył na to, że Płomykówka dość prędko pokaże mu, na czym ta sztuka polegała. Liczył na to, że mistrzyni będzie dla niego o wiele lepsza, niż Plusk, o którym mógł powiedzieć co najwyżej, że istniał, a i to nie miało racji bytu. Zerknął przelotnie na Sowę, gdy wymieniła nazwę miejsca, do którego trafili i odnotował ją uważnie w pamięci.
Instrukcja była prosta. Szybka i prosta, nic więcej. Zatem Sowa nie miała ochoty rozmawiać. Ciekaw był, czy wiązało się to również z tym, że tak naprawdę nie imała ochoty z nim przebywać. To była fascynująca kwestia, którą na pewno poruszy, na razie jednak skupiał się na tym, by nauczyć się łowić ryby. Chciał się tym pochwalić przed mistrzynią i wpisać w swoje osiągnięcia coś więcej niż wiedzę teoretyczną. Odszedł zatem nieco od Sowy, wybierając miejsce w miarę bezpieczne jego zdaniem. Przez moment wąchał wodę, jakby mogła mu coś powiedzieć, a później usiadł faktycznie tak, by jego cień nie padał na ciecz. Złapał głębszy oddech i wsunął łapę do wody, która okazała się chłodna i nieprzyjemna, ale kim by był, gdyby poddał się w tej chwili. Teraz pozostawało jedno — czekać, aż ryba podpłynie do niego na tyle blisko, by spróbować ją chwycić. Dziwne. Takie trwanie w oczekiwaniu na nie wiadomo co właściwie.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Kotka średniej wielkości o dużych, migdałowatych ślepiach o jasnozłotej barwie. Nie ma za bardzo mięśni, jest za to stosunkowo gruba, co jednak przykrywa jej długie, puszyste futro. Na prawej stronie jej głowy przeważa czerń, podczas gdy na lewej: rudy. Przez jej szyję i grzbiet ciągną się nieregularne czarne i rude plamy; na rudym widać grube, klasyczne pręgi. Białe zaś są całe jej łapy, brzuch, klatka piersiowa, szyja, pysk (gdzie biel sięga strzałką aż ponad oczy), częściowo policzki i boki, oraz, rzecz bardzo szczególna: pędzel i zewnętrzna krawędź jej lewego ucha.
Urocze, głupiutkie stworzenie, któremu uśmiech prawie nie schodzi z pyszczka. Ruchliwa, ciekawska, towarzyska, wesoła, pomocna; naiwna, beztroska. Zachwyca się najprostszymi rzeczami, lubi jeść.
Choć dzień był chłodny, to na szczęście Pora Nagich Drzew zbliżała się dość powoli i wciąż możliwe było łowienie ryb w Księżycowym Jeziorze. Potencjalnie taki stan rzeczy mógł się utrzymywać jeszcze z dwa, trzy księżyce, ale, wracając do teraźniejszości… Sowiooka miała obecnie więcej szczęścia. Nie minęło dużo czasu, jak koty usiadły nad brzegiem i w milczeniu czekały, aż coś do nich podpłynie, aż bura wojowniczka poczuła na swoim palcu lekkie podszczypywanie, świadczące o tym, że coś podpłynęło. Podobny zaszczyt nie spotkał, niestety, terminatora.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowiooka mimo wszystko lekko się uśmiechnęła, widząc jak Lód wkładał łapę do wody i odważnie wytrzymał. - Nieprzyjemne, co? - szepnęła w jego stronę, bez tej całej powagi czy czegoś. Leżała przez chwilę w ciszy z łapą w wodzie, czekając aż coś podpłynie. Najwyraźniej jakaś ryba uznała jej palce za bardzo interesujące, bo już po chwili poczuła bardzo dziwne uczucie, do którego przywykła. Powstrzymała się przed jakimkolwiek ruchem, dopóki nie poczuła pod palcami wyraźnie łusek. Złapała rybę od spodu, za łuski, przy okazji próbując nabić rybę na pazury, które wysunęła. Potem jednym, szybkim ruchem spróbowała wyrzucić stworzenie z wody, jak najdalej na brzeg, żeby nie zdołało z powrotem wślizgnąć się do jeziora. Chciała wszystko zrobić płynnie i możliwie jak najprędzej, aby ryba nie miała nawet szansy zorientować się co się dzieje. Tak będzie dla nich obu najlepiej. Szybka śmierć dla ryby i oślizgła, ale za to porządna zdobycz dla Sowy. Wojowniczka nie miała czasu zauważyć, że Lód niczego na razie nie zwabił. No cóż, miejmy nadzieję, że wkrótce to też się zmieni. Nie zamierzała się teraz koncentrować na niebieskim kocurze, bo miała przed sobą szansę na fajną zwierzynę i to na niej wypadało się skupić.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Niezbyt, ale to fascynujące - stwierdził równie cicho, dostosowując się do niej, chociaż nie do końca wiedział, po co właściwie to jest potrzebne. Później zaś skupił się już na tym wszystkim, o czym opowiadała mu Sowa, ale nie czuł niczego szczególnego, nie dostrzegł również żadnego ruchu, który miałby wskazywać na obecność ryby w jego pobliżu, co było w pewnym sensie frustrujące. Wiedział jednak, że manna nie spada z nieba, choćby inni zarzekali się, że było inaczej i musiał być po prostu cierpliwy. Niemniej, jednak kiedy Sowa zaczęła się poruszać, a nawet może nieco wcześniej, Lód skoncentrował się na niej i cofnął nieznacznie łapę z wody, po prostu pozwalając sobie na to, by patrzeć, co robi starsza kocica. Ostatecznie ona przecież wiedziała, jak się łowi ryby, prawda? Ponieważ zaś syn Olchy uwielbiał gromadzić wiedzę, nim ostatecznie do czegoś przystąpi, przypatrywał się temu, co miało miejsce. Złapie? Nie złapie? Nic sobie nie robił z tego, że było mu zimno w łapę, a już na pewno z tego, że żadna ryba się nim nie zainteresowało, bo istniała szansa, że i tak się czegoś dowie.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Sowiooka ekspercko wręcz złapała rybę i z rozmachem wyrzuciła ją zaskakująco daleko od brzegu, gdzie ta zaczęła rozpaczliwie się szarpać, próbując wrócić do wody, i łapać oddechy – wiadomym jednak było, że jej żywot nie potrwa długo. Był to spory leszcz, o charakterystycznym, wysuniętym ryjku.
W tym samym czasie Lodowa Łapa poczuł, jak coś podskubuje jego bujnie owłosione palce.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Przypatrywał się Sowie, chcąc zobaczyć, jak dokładnie to wygląda. I pewnie byłby świadkiem jej zwycięstwa, pewnie patrzyłby dalej na rybę, która szybuje w powietrzu, gdyby nie to, że poczuł dotyk na własnej łapie. Nie do końca przyjemne ukłucie, jakby coś niewielkiego próbowała go szarpać za długą sierść. Zmrużył oczy przypominając sobie dokładnie to, co ledwie chwilę temu powiedziała towarzysząca mu wojowniczka, a następnie postarał się wykonać to, o czym rozmawiali. Prędko wysunąć pazury, starając się wbić je pod łuski ryby, by mocnym szarpnięciem łapy wybić ją w stronę brzegu. By nie mogła już pływać, by nie mogła mu uciec. Oczywiście, nie do końca wiedział, jak się ma za to zabrać, ale domyślał się, że kluczem do zwycięstwa może być tutaj zaskoczenie, musiał działać zatem naprawdę prędko i nie obijać się dalej. Skupił również spojrzenie na tafli wody, by widzieć dobrze, jeśli uda mu się wydobyć tę rybę z wody, by przypadkiem nie pozwolić jej na to, by tam ponownie wpadła.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowiooka nie miała pojęcia jak zimna, nieprzyjemna woda miałaby być intrugująca dla kogokolwiek. Ale może dla terminatora, który po raz pierwszy miał do czynienia z łowieniem ryb było to intrugujące. W każdym razie Sowa nie zamierzała się zagłębiać w ten temat, tym bardziej, że miała teraz co innego na głowie. Na przykład leszcza, którego właśnie wyrzuciła na brzeg. Podeszła do niego, obwąchała i upewniła się, że nie wróci do wody. Po czym po prostu go zabiła. Wróciła do Lodowej Łapy z uśmiechem satysfakcji i położyła się na brzegu, w taki sposób, żeby jej cień nie ukazywał się na tafli wody. Powoli wsunęła łapę do wody, przygotowując się na chwilę czekania. I przeniosła wzrok na Lodową Łapę. Wydało jej się, że niebieski kocur coś widzi. Że nagle zaczyna intensywniej wpatrywać się w powierzchnię Księżycowego Jeziora. Zmrużyła oczy, nie obracając głowy i nie poruszając ogonem. Liczyła, że jeżeli Lodowi nie podwinie się łapa, to bez problemu złapie rybę, trzymając się jej instrukcji. Wojowniczka postanowiła jednak bardziej skoncentrować się na poduszeczkach swojej łapy, usiłując wyczuć podszczypywanie. Kątem oka zerkała co jakiś czas na poczynania jej towarzysza, bo zawsze ciekawie jest obejrzeć jak ktoś inny łapie rybę.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Sowiookiej dobicie leszcza nie sprawiło żadnych problemów, nawet jeśli ten rozpaczliwie się rzucał na obcym gruncie, próbując powrócić do wody. Niestety, gdy powróciła nad wodę, to najwyraźniej musiała się wykazać chwilą cierpliwości, bo nic nie podpłynęło do jej łapy.
Co zaś do Loda… cóż. Praktyka czyni mistrza, prawda? Ryba umknęła przed jego pazurami, ale, co ciekawe, nie odpłynęła…
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Wiercenie się ryby nie robiło na młodej wojowniczce żadnego wrażenia. Leszcz mógłby przemówić i błagać ją o litość, ale nawet wtedy jego los nie uległby najmniejszej zmianie, a łapa z pazurami nie wisiałaby nad nim ani uderzenie serca dłużej. Zbliżała się pora nagich drzew i klan potrzebował pożywienia, inaczej wszyscy pomrą z głodu, a Sowa nienawidziła widoku zwłok. To było chyba jedyne czego się obawiała w życiu. Śmierci. Nie popełniała żadnych błędów. Jej cień ani na chwilę nie znalazł się na powierzchni jeziora, łapa trwała w wodzie nieruchomo. Najwyraźniej musiała wykazać się cierpliwością i zwyczajnie poczekać troszkę dłużej, w końcu bywało i tak. Jej towarzysz - niebieski syn Olchowego Szeptu miał o wiele ciekawszą sytuację. Kotka żałowała, że nie może z góry oglądać poczynań Lodowej Łapy i przyglądać się z zainteresowaniem każdemu jego ruchowi, ale rozumiała na czym polega sztuka łowienia ryb. Trwała więc nieruchomo nad brzegiem jeziora, dbając o to by łapa nadal była w wodzie, a jej oczy zwracały uwagę wyłącznie na taflę wody. Woda wcale nie była ciepła i przyjemna, więc córka Iglastego Grzbietu miała nadzieję, że wkrótce jakaś ryba skusi się na jej łapę, żeby mogła ją chociaż na chwilę wyjąć z jeziora.
Jeśli jego rodzice liczyli na to, że urodzą się im same piękne dzieci, to mocno się pomylili. Od chwili, gdy przyszedł na świat, nie był nazbyt urodziwy, za to masywny i dość kanciasty, w pewien sposób toporny. Od samego zatem początku można było zakładać, że nie będzie grzeszył urodą, a jego ciężkie łapy będą potrzebne do czegoś innego niż głaskania po łebkach. Futro pokrywające jego ciało było jednorodnie niebieskie, bez żadnych plam i przebarwień, wtedy jeszcze miękkie, dość długie. Uszy miał niewielkie, śmiesznie nie pasujące do jego mordki. Spokojnie można było nazwać go najbrzydszym kocięciem z całego miotu. Nie wyróżniał się właściwie niczym, ani śmiesznymi wąsami, ani kolorowymi poduszeczkami łap, ani jakąkolwiek łatką ponad nosem, który był dość ciemny. Z urodzenia był zatem nijaki, cały niebieski, ciemny i nie rzucający się w oczy.
Siódmy syn siódmego syna – czy to jakaś przepowiednia? Urodził się w jakimś wyższym celu? Biorąc pod uwagę chęci jego ojca, trudno byłoby spodziewać się po nim czegokolwiek innego, niż przekonania o własnej wartości. Do tego nie trzeba mieć nazbyt urodziwego pyska, wystarczy jedynie świadomość, że jest się kimś z tytułu samego urodzenia, jakby to nakładało ci koronę na skronie. Pysk miał krzywy, tak samo zapewne jak myśli, jakie stopniowo powstawały w jego głowie karmionej niewątpliwie podszeptami ze strony rodziców, których wiernie we wszystkim wysłuchiwał. Matka i ojciec stanowili bowiem dla niego wzory niemożliwe do zastąpienia przez cokolwiek innego. O tak. Szanował ich. Szanował swe rodzeństwo, niezależnie od tego, czy ci mieli jakieś uwagi dotyczące jego urody. Był jednak niczym jakaś bestia z bajek, bo nie wahał się trzasnąć kogoś w pysk za docinki, jakie słyszał. Tym razem spokojnie można było powiedzieć, że wygląd szedł w parze z nie nazbyt pięknym charakterem. Choć, czy nie były to jedynie wyobrażenia?
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Sokoli Cień, Koziczy Skok, Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Gdyby nie to, że obecnie Lód w pełni poświęcał się temu, co działo się pod wodą, że w pełni skupia się na rybie, która miał złapać, pewnie syknąłby wściekłe i odszedł gdzieś na bok, by ochłonąć. Z drugiej strony — to byłoby z jego strony dziecinne, a nie chciał się tak wystawiać przed Sową, nie chciał, żeby miała go za jakiegoś mięczaka, czy coś podobnego, ale musiał przyznać, że dość nieoczekiwanie zirytował się tym niepowodzeniem. Z polowaniem było zatem o wiele trudniej, niż z jakąś rozmową, gdzie to on miał przewagę, a nie ktoś inny. Jak widać, w łowieniu ryb inteligencja nie bardzo się tak naprawdę liczyła i trzeba było podchodzić do tematu w zupełnie inny sposób, którego on jeszcze nie znał. To była jednak ważna lekcja i Lód przełknął dumę, zaciskając z całych sił szczęki, po czym ponownie wsunął łapę do wody, powoli, nieco na prawo od miejsca, gdzie wcześniej próbował. Nie wiedział, czy to nie spłoszy przypadkiem ryby, ta jednak na razie wykazywał się na tyle dużą ciekawością, że kocur miał nadzieję, iż spróbuje podpłynąć do niego jeszcze raz.
OHJUSTYOUWATCH - ̗̀ I'msteppin'intofate ̖́- there isnotimetowaste I've got thatlightnin'inside me this ishowlegendsaremade