Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Za to jak można opisać Rabarbara? Dokładnie tak jak się widzi - wesołego truchtającego, skocznie i z werwą po cienkiej warstwie białego puchu, wypatrując chętnie jakiejś duszy do towarzystwa.
Nie mógł ukryć, że w Obozie prawie każdy miał coś do roboty (oprócz niego, oczywiście!) przez co nikt nie mógł znaleźć czasu dla tego tornada towarzyskiego. On zaś miał trochę czasu - mistrzyni nie miała dzisiaj czasu na trening, dlatego postanowił sam pospacerować po granicach, i, cóż, kto wie, może spotkać kogoś interesującego?
Gdy zobaczył w oddali czarną kotkę, zdawało mu się, jakby widział Pajęczą Łapę. Na pewno jednak nie zgadzał mu się szczegół w postaci braku obroży, dlatego gwałtownie nabrał powietrza i wesoło potruchtał w stronę kotki, która jeszcze nie była mu znana.
Uważając, by nie przekroczyć granicy, stanął nieopodal niej i zakrzyknął wesoło: - Cześć! Jestem Rabarbarowa Łapa! A Ty kim jesteś? - nie zawahał się również by posłać swój szeroki i szczery uśmiech, zachęcając do nawiązania konwersacji.
Mistrz: Słonecznikowa Pestka Płeć: Kotka Matka: Lniane Fute'ko Ojciec: Zółtooki Partner: Trzeba by pomyśleć
Smukła, wysoka o czarnej, krótkiej sierści. Ma oliwkowe oczy.
Zmieniła się, nie łatwo rzec czy na dobre, czy na złe.spontaniczność całkiem z niej uszła, improwizuje tylko gdy jest do tego zmuszona. Większość czasu poświęca na obserwacje kotów, wychwytywanie ich zalet, słabych stron, kompleksów, czy też wstydliwych zdarzeń, ze świadomością że może kiedyś się jej przydadzą. Jest niepokojąco? To dopiero początek. Jedyna osoba która budzi w niej cokolwiek, nie szczęście, nie smutek- to brat, Czermień. Tylko przy nim ma w sobie jakiś płomyczek, promień, iskrę. Jej największą zaletą jest uroda- oraz to że jest inteligentna na tyle by umieć czerpać z niej zyski.
Modliszka spokojnie kontynuowała swoją przechadzkę, przynajmniej dopóki nie została wezwana przez ryżego kocura, który śmierdział rzeką na kilometr. Niemal od razu do niego podeszła, odwzajemniając łagodny wyszczerz- z jej strony niestety nie szczery.
Gdy usłyszała imię terminatora miała wrażenie że zemdleje. On był jakimś osobistym zamachem na jej postać.
-Oh, cześć. Jestem La`wia Łapa, a twoje imię wp`ost mnie atakuje!- zaśmiała się, puszczając oczko rudasowi. Po tych kilku zdaniach powinien się domyślić w czym rzecz.
-Nap`awdę miło mi cię poznać `aba`ba`owa Łapo.- parsknęła rozbawiona siadając na przeciwko kocura. Wyglądał on na typowego wesołka, kogoś o nieskończonej energii i niezmordowanym entuzjaźmie. Do takich najłatwiej było dotrzeć udając podobnych do nich. To zazwyczaj wzbudzało uczucie braterstwa i zrozumienia. Te cechy były ważne w pozytywnej relacji. Delikatnie uśmiechnęła się do kocura, poruszając wąsami.
-Jesteś na pat`olu, czy to `aczej luźna przechadzka?- spytała, jednym z najbardziej oczywistych sposobów na rozpoczęcie rozmowy. W każdym razie na pewno lepiej zacząć tak, niż nawijać o tym jak okropna jest pogoda. Czarna przejechała bladym językiem po jednej ze swoich przednich łap, dokładnie udoskonalając swój obraz. Wizerunek jest ważny, w końcu nie rzadko podlega krytyce i opinii publicznej.
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rabarbar widział w swoim życiu mnóstwo uśmiechów: pełen radości i zachwytu uśmiech Wieczora, zawadiacki uśmieszek Sztorma, zakłopotany, lecz szczery uśmiech Przepiórki... i mnóstwo innych wymuszonych uśmiechów, starające się w przepraszający sposób "odgonić" Rabarbara i jego potok bezsensownych słów. Czy Rabarbar potrafił odróżnić szczery uśmiech od sztucznego? Cóż, ja tego nie wiem. Za to na pewno wiem, że Rabarbar również usiadł naprzeciwko nowej towarzyszki, a jego ciepły i niezmącony uśmiech nie schodził z jego pyszczka.
Na słowa czarnej kocicy wybuchł śmiechem. - Oooch, naprawdę! - powiedział, wycierając łezkę końcówką ogona, słysząc po raz kolejny, jak przekręcane jest jego imię - Sprawiłaś, że znowu poczułem się jak na mojej Ceremonii, chyba połowa Rzeki ma problem z wymową więc wierz mi, nie tylko ciebie atakuję swoim powykręcanym imieniem! - powiedział wesoło, patrząc na terminatorkę roziskrzonymi oczami. - Wybrałem się na mały spacer, chciałem jeszcze pozwiedzać okolice i być może nawet coś upolować, gdyby coś się nawinęło! - powiedział z energią, patrząc prosto w oliwkowe oczy - A ty? Obowiązki czy raczej odpoczynek? - odwzajemnił grzecznie pytanie.
Obserwował, jak dokładnie czyści łapę. Patrząc na nią nie mógł odnieść wrażenia, jakby był w towarzystwie Pajęczej Łapy - tak, owszem, istniały między tymi dwiema duże różnice, nie tylko w wyglądzie ale na pewno też w zachowaniu, jednak Rabarbar wyciągał średnią z każdego kota, nie zwracając uwagi na szczegóły. Pamiętał tylko złoty kolor oczu Przepióreczki.
Za to Rabarbar tylko strzygnął uchem, nie czując potrzeby dodatkowej higieny - na naukach Wieczora kociak poznęcał się już trochę nad jego futrem, więc nie miał wątpliwości, że zostało dokładnie wyczyszczone. - Masz bardzo ładne futerko! Nie dziwi mnie to, że tak o nie dbasz! - powiedział prostolinijnie, wesoło majdając ogonem po białym puchu,
Mistrz: Słonecznikowa Pestka Płeć: Kotka Matka: Lniane Fute'ko Ojciec: Zółtooki Partner: Trzeba by pomyśleć
Smukła, wysoka o czarnej, krótkiej sierści. Ma oliwkowe oczy.
Zmieniła się, nie łatwo rzec czy na dobre, czy na złe.spontaniczność całkiem z niej uszła, improwizuje tylko gdy jest do tego zmuszona. Większość czasu poświęca na obserwacje kotów, wychwytywanie ich zalet, słabych stron, kompleksów, czy też wstydliwych zdarzeń, ze świadomością że może kiedyś się jej przydadzą. Jest niepokojąco? To dopiero początek. Jedyna osoba która budzi w niej cokolwiek, nie szczęście, nie smutek- to brat, Czermień. Tylko przy nim ma w sobie jakiś płomyczek, promień, iskrę. Jej największą zaletą jest uroda- oraz to że jest inteligentna na tyle by umieć czerpać z niej zyski.
Czy Larwa widziała w swoim życiu wiele uśmiechów? Można by o tym dyskutować, jednak zapewne trochę się ich zebrało. Robaczyna pamiętała dumny uśmiech jej matki, rozweselony wyszczerz Żbik, nieśmiały uśmiech jej Czermienia... w każdym razie dużo o tym mysłała, by idealnie dostosować wyczekiwaną reakcję do kota. Nie trudziła się nigdy rozmyśleniami typu: Co ja bym zrobiła? Bo zwyczajnie nigdy by się nie zdecydowała. Wszystko było jej totalnie obojętne, poza oczywiście udoskanalaniem własnego umysłu i pozycji w klanie.
Tyle jej wystarczało.
Rabarbar był wesołym kotem- ona także musi się na to przestawić, by jak najlepiej się dostosować.
Gdy kocur się zaśmiał ona zrobiła to samo- śmiech wspólny podobno był lepszy, i wzmacniał więź. O ile takowa istnieje.
-Weeeź, t`acę przez ciebie poczucie własnej o`yginalności- zaśmiała się, teatralnie gestykulując łapami. Talent aktorski? Możliwe.
Z naturalnością spoglądała w ślepia rudego kocura, raz na jakiś czas rozglądając się na około.
-`aczej odpoczynek, ewentualnie pościg za królikami, o ile jakiś się znajdzie!- zachichotała wesoło, uśmiechając się nieco szerzej. Najlepsza ścigaczka, na pewno.
Znając Larwę nie specjalnie zainteresowałaby się poznaniem kogoś podobnego do siebie- oczywiście z grzeczności by nie odmówiła, ot, dla dobrej opinii. Opinii która zadecyduje o jej przyszłości.
Na niespodziewany komplement ze strony rzeczniaka córka Len lekko dygnęła. Na jej pysk wpłynął lekki wyszczerz.
-Schlebiasz mi- rzuciła zawadiacko, puszczając kocurowi oczko. Nigdy nie wiedziała jak odpowiadać na komplementy- cóż, komóś takiemu zapewne trudno wymyślić zwyczajne ''dziękuje''
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Zamrugał dwa razy, widząc, jak kotka wymachuje łapami. Cóż, nie brakowało jej energii! - O tak? I kto zwykle wygrywa, ty czy królik? - zachichotał - Ja muszę jeszcze poćwiczyć polowanie, ale wiadomo, nie można wszystkiego umieć od razu! Jak tylko będę w tym biegły, będę mógł sam polować, i, ugh! nie będę musiał pytać o zgodę na zabranie coś ze Stosu. Nie chce mi się cały czas jęczeć o to. Właściwie, dobrze by było nauczyć się polowania jako pierwsze! - powiedział, teraz żałując, że nie zaproponował tego swojej Mistrzyni.
Uśmiechnął się tyko na mrugnięcie Larwiej Łapy, po czym powiedział prostolinijnie: - E tam, od razu schlebiasz. Mówię co myślę. Oczywiście, nie zawsze się to opłaca, bo nie raz dostałem ochrzan, no ale! Przykro mi bardzo, i tak będę ględzić to, co myślę! - paplał, wzruszając ramionami. - Szkoda że dawno nie było organizowane żadne Zgromadzenie. Chętnie bym poznał innych kotów z innych Klanów! Chociaż, znając życie, nawet jakby się odbyło, Czerwona Gwiazda by mnie nie zabrała! - zaśmiał się, wiedząc w głębi duszy, że jest to smutna prawda.
Mistrz: Słonecznikowa Pestka Płeć: Kotka Matka: Lniane Fute'ko Ojciec: Zółtooki Partner: Trzeba by pomyśleć
Smukła, wysoka o czarnej, krótkiej sierści. Ma oliwkowe oczy.
Zmieniła się, nie łatwo rzec czy na dobre, czy na złe.spontaniczność całkiem z niej uszła, improwizuje tylko gdy jest do tego zmuszona. Większość czasu poświęca na obserwacje kotów, wychwytywanie ich zalet, słabych stron, kompleksów, czy też wstydliwych zdarzeń, ze świadomością że może kiedyś się jej przydadzą. Jest niepokojąco? To dopiero początek. Jedyna osoba która budzi w niej cokolwiek, nie szczęście, nie smutek- to brat, Czermień. Tylko przy nim ma w sobie jakiś płomyczek, promień, iskrę. Jej największą zaletą jest uroda- oraz to że jest inteligentna na tyle by umieć czerpać z niej zyski.
Czy Robaczej damie nie brakowało e? Bardzo możliwe, chociaż i tak jej większość zużywała na ćwiczenie talentu aktorskiego- ot, by być wystarczająco wiarygodną. Ryży terminator zdawał jej się m kogoś nad wyraz uprzejmego i radosnego. Cóż, coraz rzadziej spotykane. Koty gdy była kociakiem zdawały jej się zupełnie inne. Bardziej beztroskie, mniej ograniczone. Łatwiejsze w obejściu.
No może poza jej Czermieniem. On zawsze był niepewny. Można by powiedzieć że nieco niezdecydowany. Brakowało mu pewności siebie i hartu ducha, który pozwolił by mu utrzymać zdrowie psychiczne.
Szkoda że nie zdążył się za wiele nauczyć.
Teraz był martwy, porwany, lub co gorsza- samodzielnie uciekł. Jeśli ostatnie okazało by się prawdą, a jej brat wrócił by ze skruchą i podkulonym ogonem, Modliszka zadbałaby o to, by ostatnim co zobaczył była jej twarz- pełna fałszywej miłości i nieprawdziwej nienawiści.
Wróć.
-Oczywiście że ja! Nawet nie mów że mógłbyś pomyśleć inaczej!- zaśmiała się, uśmiechając się serdecznie do rudego znajomego. Miał on oczy wpadający w oliwkowy odcień (który swoją drogą nawet przypominał jej- z tego co widziała w kałuży)
Gdy ten wspomniał o tym iż zawsze będzie wypowiadać swoje myśli zaśmiała się lekko- chociaż w duchu w pewien sposób poczuła że śmiech ją rozrywa. Osoby które za dużo merdają językiem prędzej czy później padną martwe.
-W takim razie.. bardzo mi miło że tak uważasz! W sensie wiesz, rzadko kiedy ktoś mi mówi że ładnie wyglądam. W wichrze jest nazbyt dużo czarnych kotów.- miauknęła z delikatną nutą nostalgii. Gdy pomarańczowawy kocur rozpoczął temat zgromadzenia, ta od razu pokiwała łbem. To była ta jedna z niewielu sytuacji w których była szczera. Głupotą w tych czasach był brak zgromadzeń. Tyle się działo- gwałty, nawiedzenia.. nie powinno się milczeć, jeśli chodzi o te tematy.
Tym bardziej że wiele osób oczekuje następnych informacji.
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rabarbar odwzajemnił miły uśmiech i zarechotał. - Ja tam nie wiem, nie widziałem cię w akcji! Nie no, żartuję, na pewno świetnie ci idzie! - udobruchał towarzyszkę - Mam nadzieję, że będziesz miała dzisiaj szczęście i upolujesz na prawdę konkretną zwierzynkę na stos! - zaśmiał się wesoło.
Mimo iż rozmowa wydawała mu się miła i wesoła, Rabarbar czuł dziwny dyskomfort. Być może dlatego, że różniły ich Klany, lub też przez to, że to nie była Przep-- - Ojej, naprawdę? Czyżby połowa klanu była rodziną i wszyscy mieli ten sam kolor sierści? - zaśmiał się delikatnie. Rzeka coś wie o zbyt dużych rodzinach. - U nas nie jest to popularne, dlatego możesz słyszeć ten komplement ode mnie za każdym razem, gdy się spotkamy. Ciężko mi nawet określić, jakie kolory futer u nas dominują... - zamyślił się. - No nic, wszystkim z Rzeki też się nie przyjrzałem. Może przy następnym spotkaniu ci odpowiem! Będę lecieć, bo mi mistrzyni będzie suszyć łebek za te spacery. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy! - zawołał wesoło i zaczął odchodzić, lecz jeszcze odwrócił się i pomachał Larwie na pożegnanie.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Przekładała treningi gdy tylko mogła, mówiąc, że nie czuje się na siłach, że przeprasza, ale nie ma ochoty i pójdzie do Lśniącej Sadzawki, bo chyba coś ją zbiera, co oczywiście nigdy nie miało miejsca i Różana Łapa kończyła na spacerach. Miała wrażenie, że z widzenia zna w klanie Wichru każdego kota, choć nikt zdawał się nie znać jej i zdecydowała, że spróbuje poszukać znajomych poza klanem. Co prawda nawet nie próbowała znaleźć kogoś w swoim, ale... siedzenie w obozie było jej na ten moment nie na łapę, a spacerki stały się jej ulubionym zajęciem. Toteż udała się w okolice granicy klanu Rzeki gdzie w pewnym momencie usiadła i przeczesała dokładnie swoje futerko. Musi jakoś wyglądać, gdy, być można, spotka miłość swojego życia, prawda? Inna sprawa, że związki ją nie interesowały. Była zbyt młoda by o tym myśleć. Ale zadurzyć się jak nastolatka mogła. Co zresztą już jej się zdarzyło, ale szybko została sprowadzona na ziemię. Okazało się że wygląd nie zawsze idzie w parze z charakterem i Topniejący Lód był tego idealnym przykładem. Ale cokolwiek ją to nauczyło? Oh, wątpliwe.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Nie powinien wychodzić z obozu, a już na pewno nie tak daleko. Miał jednak dość bezczynności; jedyne na czym mógł się skupiać, to czasami powracający ból oraz własne kalectwo. Sztormowy Pazur dosyć wysiedział się w królikarni w młodości, poza tym jego rana goiła się dobrze, jego życiu nic już nie zagrażało. Wyszedł zatem na spacer. Z początku chciał pochodzić wokół błyszczących głazów i nie oddalać, lecz łapy zaprowadziły go znacznie dalej. Zawsze mógł w końcu uciec, nie? Tym razem jeśli wyskoczy na niego jakiś lis ucieknie, nie będzie walczył, żeby nie skończyło się to źle. Biegać potrafił, chodzić też, co najwyżej trochę się potykał i przeszkadzały mu rzeczy po ślepej stronie pyska. Minie trochę czasu nim przyzwyczai się do ostrożności i ich omijania.
Wszędzie wokół widział oznaki wiosny. Zieleń wypierała bure szarości, światło słońca przeganiało ponurości zimy, dnie też trwały coraz dłużej. Złoty kocur nie zwracał na to większej uwagi; skupiał się na tym, żeby nie uderzyć w żadne drzewo i żeby zacząć poruszać się z dawną zręcznością i pewnością. Doprowadziło go to do granicy z klanem wichru, gdzie jego jedyne oko wyłowiło kocią sylwetkę: była to biała koteczka z rudymi i czarnymi przebłyskami na sierści. Sztormowy Pazur nigdy jeszcze nie rozmawiał z tym klanem, trzymał się tylko gromu igrając z losem.
- Cze - miauknął, przystając na granicy. Górował nad nią wzrostem, co nie było żadnym zaskoczeniem. - Czekasz na kogoś? - zagadnął. Rzadko ktoś przychodził na granicę w innym celu niż obsikaniu wyznaczonych punktów.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Została pochłonięta pielęgnacją futerka do tego stopnia, że zauważyła rzecznego kocura dopiero wtedy, gdy ten się przywitał, na co zareagowała powolnym podniesieniem wzroku i powrotu do eleganckiego, dostojnego siadu.
— Dzień dobry — przywitała się, kiwając głową z szacunkiem. Chciała próbować nowych taktyk, nowych sposób na przypodobanie się obcym kotom. Nadal się tego uczyła i nie była w stanie dobrać... odpowiedniego sposobu do kota, ale pracowała nad tym. Żeby opanować to do perfekcji, musiała ćwiczyć, prawda?
Zmierzyła wzrokiem intensywnie pomarańczowego kocura, który zdaje się nie miał oka, co dawało mu +1000 punktów do atrakcyjności w oczach młodej, kochliwej Różanej Łapy.
— W sumie to nie. Chciałam po prostu uciec z obozu. Od tego... wszystkiego — mruknęła, smętnym tonem. W sumie, to nie skłamała, choć zabrzmiała o wiele smutniej, niż była w rzeczywistości.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
- A czym jest to wszystko? - spytał ponownie pakując pysk w nie swoje sprawy. Skoro jednak koteczka dała mu punkt zaczepienia szkoda nie skorzystać. - Albo czekaj, nie mów. Sam zgadnę. Kłopoty na treningu? - pierwsza propozycja. Wichrowa pannica wyglądała na młodą, wątpliwe żeby była wojowniczką. Sztormowy Pazur był wyjątkiem; jako jeden z nielicznych został mianowany bardzo wcześnie. Mało kogo spotykał ten zaszczyt.
- Straciłaś kogoś z rodziny? - kolejny strzał. Jeśli jednak spotkał się z zaprzeczeniem Sztormowy Pazur zgadywał dalej. Do trzech razy sztuka! - Pokłóciłaś się z partnerem? - w jego jedynym ocalałym oku pojawił się psotny błysk. Zadawanie kłopotliwych i krępujących pytań było dokładnie w jego stylu. Utrata żadnej z części ciała tego nie zmieni, chyba że kruki wydziobalyby mu język.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Już otwierała pyszczek, by rzucić tragicznie: "Życie", jednak Sztormowy Pazur ją wyprzedził i sam zaproponował, że zgadnie. Niestety, pierwszy strzał był najbardziej nietrafionym, jak tylko się dało. Z treningiem Płatek nie miała najmniejszych problemów - otrzymała wyrozumiałą mistrzynię, która nie naciskała na nią i rozumiała, że jej uczennica nie ma zapału do nauki, więc było w porządku. Pokiwała przecząco głową.
Drugi strzał był zdecydowanie bliższy prawdy, bo chodziło o rodzinę, w rzeczy samej, ale bynajmniej problemem nie była czyjaś strata. W końcu matki tak naprawdę nigdy nie miała, nie odczuła jej istnienia w żaden sposób, przynajmniej ten pozytywny. Ponownie zaprzeczyła.
Trzeci strzał natomiast sprawił, że wibrysy terminatorki zadrżały z rozbawienia, a na jej pyszczku pojawił się delikatny uśmiech.
— Partnerem? Oh, chciałabym. Niestety, w klanie nikt mnie nie docenia — rzuciła. Inna sprawa, że ona sama nie do końca wiedziała, czy chciałaby się w związek wpakować. Podobało jej się flirtowanie, nawet jeśli robiła to baaardzo nieudolnie, a gdyby była czyjąś partnerką, byłoby to raczej nie na miejscu. Tutaj jednak rodzi się pytanie: czy powstrzymałoby ją to? Raczej nie, przynajmniej do czasu, aż Różana Łapa sama by się nie zakochała, a biorąc pod uwagę jej impulsywną osobowość i fakt, że dość szybko zmienia obiekty zainteresowań... cóż, zakochiwać mogłaby się dość często, jak na nastolatkę przystało.
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Nie trafił. Nic nie szkodzi, mogli się tak bawić dalej, choć wichrowa kotka poruszyła temat, który go tknął.
- Ha! Co ty wiesz o niedocenianiu? - parsknął z nietypową dla niego gorzką nutą. - Jako terminator biłem się z gromową wariatką, która wtargnęła na terytorium mego klanu. Jeśli myślisz, że ktoś mnie pochwalił to jesteś w wyjątkowo grubym błędzie. Co najwyżej rodzina ze mnie kpiła, bo dałem się trafić - rodzina to jest Biała. Rodziców nie liczył, oni zawsze klepali go po główce. A Rudy to Rudy, tu nie ma o czym mówić, bo brat cierpiał na swoje urojenia i stronił od rodzeństwa. - Niedawno moją siostrę prawie zadziobało wielkie ptaszysko. To chyba był orzeł - w tymże miejscu publika może ryknąć śmiechem. Sztormowy Pazur ani myślał się przyznać, że to był kruk, bo to faktycznie wstyd. - Uratowałem ją, odciągnąłem uwagę drapieżcy, ale zapłaciłem za to utratą oka. I wiesz co? Nikt mi nie podziękował, wszyscy mnie mają za frajera i tylko mi współczują - sam Sztormowy Pazur nie zdawał sobie nawet do końca sprawy z tego, iż go to boli. Że drażnią go pełne litości i współczucia spojrzenia rodziców i kotów, które pytały go jak ciężko mu się musi teraz żyć z jednym okiem. Nawet nie wiedziały jak ciężko przez takie durne pytania i ciągłe zwracanie uwagi na ranę.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— Wiesz... nie o takie docenianie mi chodziło — zachichotała, a jej wibrysy zadrżały w rozbawieniu. Nie załapała, że to nie miał być taki żarcik i faktycznie jakkolwiek to Sztormowego Pazura bolało. Dopiero dalsze słowa kocura ją przekonały do tego, iż mówi on całkowicie poważnie i... w jakiś sposób dotknęła ją jego historia.
Prawdopodobnie miałaby gdzieś przeżycia jakiegoś tam przystojniaka z granicy, ale w tym momencie naprawdę mu współczuła. Potrafiła się w pewien sposób z nim utożsamić, nawet jeśli ich sytuacje były skrajnie różne. Kiedy wyrzygała matce to, o czym bało się powiedzieć całe rodzeństwo została przez nich uciszana i potraktowana jak małe kocię. Stanęli przeciwko niej, zbratali się z ich największym wrogiem. Trawa, Korzeń i Magnolia. Cała trójka stanęła przeciwko niej. Żadne nie stanęło po jej stronie. Tak samo nikt nie pochwalił rzecznego wojownika za to, że przegnoił intruza, a jeszcze obśmiali go za to, że oberwał. Żenada.
— Ja ci mogę pogratulować, jeśli to coś zmieni. Taki brat to skarb. Moi pewnie by patrzeli jak lis mnie zjada i obstawiali zakłady ile mu to zajmie — mruknęła, wyjątkowo spokojnie jak na siebie, uśmiechając się do kocura. Chciałaby, żeby jej rodzina taka była. Żeby byli gotowi pójść za nią w ogień, narazić się dla niej, a nie... uspokajać ją, kiedy mówi tylko i wyłącznie prawdę, której oni tak bardzo się bali. Nikt jej nie rozumiał, może poza Miodek. — Poza tym... lepiej ci bez oka. Wyglądasz, wiesz, mężniej — i przy okazji o wiele atrakcyjniej, ale w tym wypadku Płatek wyjątkowo nie patrzyła na kocura jak na potencjalne "zajęcie na chwilkę", tak jak na Topniejący Lód na przykład. — No i wow, walczyłeś z orłem! Musisz być naprawdę odważny!
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
- A więc znów nie zgadłem - rzekł z udawanym smutkiem. Wyszło na to, że zrozumiał wichrową kocicę tak jak chciał. Tak w ogóle to zauważył, że wcią nie poznał jej imienia, ale w sumie mu to nie przeszkadzało. Sztormowy Pazur rzadko pierwszy pytał o miano, a jeszcze rzadziej przedstawiał się jako pierwszy.
- No to jesteś pierwsza. Ale dzięki, zapamiętam! I uch, serio? To nie bardzo udani ci twoi bracia, muszę brutalnie przyznać. Ale spoko, może role się odwrócą i to ty będziesz jeszcze jadła myszkę na ich pogrzebie - Sztormowy Pazur nie miał żadnych zahamowań dotyczących języka. Kwiatowa Przełęcz poniosła całkowitą i absolutną porazkę w kwestii jego dobrych manier oraz wychowania.
- Skąd wiesz, że lepiej? Nie wiesz jak wyglądałem z parą oczu - rzucił zaczepnie, lecz na jej komplement wypiął dumnie pierś. Pochlebstwa, co? W to mu graj. - No pewnie. Niczego się nie boję! Pierwszego dnia treningu chciałem pogonić potwory z grzmiącej ścieżki, ale Czerwona Gwiazda mi nie pozwoliła - podkoloryzował swoje pierwsze chwile treningu pod publikę. Pytanie tylko z jakim skutkiem.