Księżyce: 82 Mistrz: Brak Płeć: kocur Matka: Daisy Ojciec: ?
Znacząco różni się od typowego leśnego kota. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest jego umaszczenie - żółtawo-brązowe futro pokrywają ciemnobrązowe, niemal czarne, marmurkowe pręgi (niesymetryczne po obu stronach), a od policzków do brzucha ciągnie się biały pasek futra, jedynie tuż pod szyją przecinany przez dwie bardzo charakterystyczne, stykające się pręgi. Ważną do wspomnienia rzeczą jest również przejaśnienie na czubku nosa zwężające się ku górze. W zależności od oświetlenia kolor jego oczu waha się pomiędzy żółtym, zielonym a niebieskim, chociaż raczej z przewagą zielonego. Na jego szyi niemal zawsze zobaczyć można drogą, czerwoną obrożę z niewielkim dzwonkiem. Dzwonek jest dość irytującym atrybutem, jednak kot nauczył się już poruszać tak, by robić jak najmniej hałasu. No i zdarzają się okazje, że Właściciele jednak mu ją zdejmują, ale to raczej rzadkość.
Kocur lubujący się w czarnym humorze i pogaduszkami z bezdomnymi kotami. Jest nieco poważniejszy niż jego brat, ale za to wredniejszy. Zdarza się mu więc rzucać kąśliwe uwagi wobec kotów, które uważa za zbyt głupie by mogły je zrozumieć. Lubi swoje życie pieszczoszka i nie kłopocze się kwestiami takimi jak honor - jego życie jest dla niego najważniejsze i zrobi wszystko co możliwe, by je chronić. Zaraz po życiu własnym w jego hierarchii wartości stoją życia osób dla niego ważnych - Piktograma i ich właścicieli. Niżej stoją inne koty domowe, a pod nimi na równi znajduje się cała reszta świata.
...- Dobrze wiedzieć - miałem ochotę na nią warknąć, ale próbowałem się powstrzymać, żeby wiecie, nie dostać w pysk, z czego wyszło jakieś pokraczne miauknięcie. - Zapamiętam - dodałem już normalniejszym głosem, w sumie nie wiem po co. Może chciałem podkreślić, że zrozumiałem i nie mam z tym absolutnie żadnego problemu. Bo nie miałem! Dzikusy mogą się rozmnażać z kim chcą, bo i tak wszyscy mają to samo i żadnej różnicy im to nie zrobi. W przypływie odwagi przeniosłem wzrok z powrotem na kocicę. Niezbyt imponujący pokaz siły. Może wtedy wydawało mi się, że to coś zmieni. A może faktycznie zmieniło, przynajmniej w moim samopoczuciu. Okazało się, że nie był to jednak dobry pomysł, gdyż Czosnek kontynuowała molestowanie mnie i chyba próbowała wyglądać atrakcyjnie. Nie zadziałało, ale w moim mózgu coś jakby przeskoczyło. ...Czemu w ogóle wciąż tu jestem? ...- Nie - rzuciłem szybko, po czym wstałem i wyskoczyłem z paśnika. Odwróciłem się, żeby upewnić się czy moja nowa koleżanka nie postanowiła za mną podążyć. Następnie szybkim krokiem spróbowałem oddalić się w kierunku mojego domu. Później się umyję. Może nawet wskoczę do wanny kiedy jeden z gospodarzy będzie się mył.
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Kocica strzepnęła uchem, gdy kocur odpowiedział na jej słowa. Nie było takiej potrzeby, ale najwyraźniej nie chciał milczeć. Albo był zbyt zestresowany i już sam nie wiedział co robić. Przyzwyczaiła się do tego, że koty się jej obawiały, w końcu była pokaźnej aparycji i miała mięśnie, które były całkiem widoczne nawet pod długim futrem. To jej w pełni odpowiadało, bo nie była kotem, który chętnie zawierał jakieś głębokie przyjaźnie. Nie potrzebowała tego.
Najwyraźniej to był kres wytrzymałości pieszczoszka. Czosnek nie próbowała się przed nim prezentować atrakcyjniej, zwyczajnie sobie z nim pogrywała, bo jego zachowanie poprawiło jej humor dostatecznie, by zacząć sobie w jakimś stopniu żartować. Najwyraźniej faktycznie mieli zupełnie inne poczucie humoru. Kocica roześmiała się, gdy kocur w mig wyskoczył z paśnika i zaczął się oddalać szybkim krokiem. Przeturlała się na drugi bok i na brzuch, by znaleźć się na suchszej części siania całkowicie. Teraz było nudniej, ale nie miała najmniejszego zamiaru latać za swoim nowym, nieco dziwnym znajomym i ponownie zmoczyć futro, gdy to jeszcze nawet dobrze nie wyschło. Po pewnym czasie, gdy wreszcie była zadowolona z efektu, zeskoczyła na ziemię i oddaliła się w swoim kierunku, z nieco lepszym humorem, kosztem zdrowia psychicznego Hieroglifa.
zt.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Mogę w końcu widzieć cokolwiek i nie muszę błądzić w kompletnych ciemnościach
Muszę wreszcie zrobić pożytek z tych ślicznych oczek no i łapke. Jedbak one są dość słabe... w końcu się nauczę ich używać.
Przeszedłem niezły kawałek drogi, oczywiście co czwarty krok się wywracałem, ale nic to. Grunt aby iść do przodu.
Moje oczka widzą... O jakąś dużą rzecz. Ma otwór, jest ona dość jaskrawego koloru. Muszę się zapytać mamy o te wszystkie kolory.
Są też tam jakieś stwory. Idą do tej dziwnej dziury.
/ Mech
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
A za kocieciem pierwszym, niczym cień, szło kocię drugie. I byłem to ja. Postanowiłem pooglądać co tam jedyny brat znajdował. W końcu jako jedna jednostka są dość mali i trudno by było przeczekać cały teren w pojedynkę. Dlatego więc zaraz za Modrzewiem, prawdopodobnie nieświadomy faktu, iż jest śledzony szedł Meszek, ciekawy odkrycia brata.
Gdy Modrzew był już blisko jakieś... Rzeczy, postanowiłem się ujawnić, piskliwym miauknięciem. Niestety moja odwaga przegrała i dałem radę tylko pisnąć. Nie powiedziałem takiego słowa, takiego jakie byłoby potrzebne w tej "rozmowie".
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Jak on to zrobił?! Kompletnie go nie zauważyłem!
Czas spróbować swoich sił w rozmowach. Bogatce nieźle idzie to nie może być aż tak trudne. Prawda?
-Mie-jch!- to słowo na pewno nie przypomina imiebia mojego braciszka. Bardzo daleko zszedł jak na siebie bez mamusi. Może coś mu jest? Źle się czuje? Mam nadzieję, że nie.
Popatrzę mu się głęboko w oczy i spróbuje mu przekazać trochę informacji wzrokiem. Może tak się uda? -Mie-jch. Colos siii-e dieje?- lepiej niż za pierwszym razem. Troszkę. Może on wie gdzie jest mama? Chodź już daleko zszedł. Może będzie lepiej, jak mu o niej nie przypomnę? Będzie się przecież bardziej bał i stresował.
Dziwny kolorowy obiekt był nadsl daleko, wolę się upewnić, może przecież nam coś zrobić. Lepiej mimo wszytko mieć go na oku.
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Chociaż byłem dość jasny, moja wielkość dawała przewagę. Byłem zwykle niewidoczny, jeśli tylko tak chciałem. Dreptanie na Modrzewiem udało mi się dość dobrze, bo mnie nie zauważył. Dopiero, gdy się ujawniłem, odwrócił się do mnie.
- Odfef! - odpowiedziałem ciszej niż brat, ale na tyle, by mnie usłyszał. Nie byłem jakoś bardzo rozgadany i nie potrzebowałem tego jak tlenu, by rozmawiać. I nie, chyba nic mi nie było. To był tylko spacerek. Chciałem zobaczyć, co brat tam widział i co oglądał, oraz gdzie tam szedł.
- Nić... ciaem szobacić dze idzesz! - mruknąłem trochę głośniej, patrząc na bengalskiego brata. Czemu myślał, że coś się stało? Przecież ja, Meszek, zachowywałem się dość normalnie. Normalnie jak na siebie, a mnie brat Modrzew powinien znać! Podszedłem jeszcze bliżej brata i klepnąłem na ziemi, machając lekko ogonkiem na boki.
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Jak ja lubię, jak ktoś się mnie o coś pyta. Mam przez to możliwość poćwiczenia swoich wypowiedzi. Słyszałem, jak Mama rozmawia z innymi kotami. Jej to bardzo dobrze wychodzi. -J-ja chiajlem zjobacic to cjejwone cos. Nje wjem co to j-jes, ajle s-sie djowiem, bo chcje byjc majdj i wjediec gzje co jes- jestem taki dumny z siebie. Tak długiego zdania nigdy nie powiedziałem w całym mion krótkim życiu. Jestem Ciekaw, jak na to mój brat zareaguje. Czy może będzie zaskoczony tym? A może też spróbuje coś więcej powiedzieć?
Przytuliłem się do jego boku:
-Zjobac pzed siebie. Wijdziszs to cjewone coś? Tam wlaśnie idiemy!-powiedziałem to pewnie zbyt głośno, ale nie moge się doczekać naszej pierwszej wspólnej podróży. Mama kiedyś tez podobno podróżowała. Nie wiem, tylko gdzie, a szkoda. Z chęcią posłuchałbym jej historii. Teraz musimy się skupić na naszej misji.
-Tjo bedzie njasa podjóż na cjejwone niezjane- oświadczyłem oficjalnie. Ciekawe co o tym wszystkim sądzi Mech. Czy też jest taki pod ekscytowany, jak ja?
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Skoro tylko chce mój brat poćwiczyć... to niech to zrobi, z pewnością kiedyś mu się uda! Ja jakoś strasznie się do tego nie fatygowałem, umiem się porozumieć z rodzeństwem bez słów, po co więc one?
- O-oo hoć! A bęe za obom! - powiedziałem, patrząc pierwsze na czerwoną rzecz w oddali, potem na brata, uśmiechając się lekko pod nosem. Już zauważyłem, gdzie jest ta rzecz, więc nie odpowiedziałem na kolejną wypowiedź brata, jedynie kiwnąłem głową.
- Bobze! A-ae yyy płować... - poprosiłem, patrząc na Modrzewia. Mój brat był napewno dzielniejszy niż ja i zgodzi się na taki układ. Ja zaś będę zabezpieczać tyły, jakby jakiś cień miałby się do grupy badawczej synów Jaskółki się zbliżyć.
Przekręciłem jeszcze tylko główkę, zastanawiając się, czemu brat stoi. Boi się czegoś? A może się nie zgodzi na to, by to on prowadził i rozkaże mnie iść pierwszemu?
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
W sumie, nigdy się nie zastanawiałem nad prowadzeniem kogokolwiek, ale jak mój brat chce żebym prowadził to nie mam problemu.
Ogony do góry i idziemy! -Oczjiwiscie zje popjowadze jeslij chcjesz- moje oczka pewnie iskrzą całe z ekscytacji. Nie mogę się doczekać, aż dojdziemy do tej dziwnej rzeczy. Nie ma co zwlekać. Idziemy! -Zjatem ogjony do gójy i idzijemy!- wydałem swój pierwszy rozkaz, przejechałem delikatnie po boku mojego brata ogonem, aby go zachęcić do naszej WSPANIAŁEJ podróży.
Przez pierwsze 35 małych kroków nic nie powiedziałem, ale w końcu nie wytrzymałem no i zacząłem nawijać:
-Pamjętasze te dwa duzje kocjury, któje odwiedzjają Mamę? Sją bardzjo silne...Chibja...no na pewnjo ten Lwiej, ale tjego djugiego wraz z Bogjatką łatwjo powalijśmy. Widzjałeś, jak sije do niego podkjadłem? Niedjugo bede od nijego o wieje sijnieszy. Nijkt nije bedzie naszjej rodzijnie gjoził. Wystajczy zje pokazje swoje zjemby i zjobie RAR!- rar zrobiłem bardzo groźnie i głośno, żeby Mech mógł lepiej to sobie z wizualizować, jaki będę straszny w przyszłości. Tak długo gadałem, że prawie już doszliśmy do naszego celu.
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Kiwnąłem główką potwierdzając, że tak, chcę aby Modrzew poprowadził. Sam wolałem... osłaniać tyły. Na polecenie brata, podniosłem minimalnie do góry ogon tak, aby nie szurał po ziemi. Jakoś nie widziałem dobrze tego, by ogon był maksymalnie podniesiony, bo bylibyśmy strasznie widoczni, a lepiej nie sprowadzać na siebie uwagi. Przez jakiś czas podążaliśmy w ciszy, fakt ten wykorzystałem, aby trochę się porozglądać.
- Taak... Nie wi-widzaem... seplasam... Tykoo ne ystlasz mnie tes...! - krzyknąłem, chociaż nie. Powiedziałem, ale trochę głośniej niż zwykle, bo serio prawie się przestraszyłem ryku Modrzewia. Na pewno będzie silny i straszny, byłem tego pewien. A ja chyba dość... na odwrót.
- Pawe eśmy - rzuciłem po chwili. Chciałem trochę przerwać ciszę, bo nic ciekawego co mógłbym pooglądać wokół nie było. Cóż, w takim razie rozmowa.
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Uwielbiam tak podróżować! Mógłbym robić to w nieskończoność. Mam jeszcze koło siebie wspaniałego brata, czyli czego chcieć więcej?
Moje łapki dopiero się zaczęły wyrabiać w tym całym bieganiu, hasaniu i ogólnie byciu wszędzie i nigdzie na raz. Przez co dawały już siwe znaki, jednak pochwała ze strony barata na temat ryku od razu przywróciła mi siły: -Pomyśl sobie teraz, zje w przyjśłoścji będę jiesce srjaszniejszy! Njikt nije powije nam, zje nije mozjemy gdzjes być. Wsjscy będą chcjeli mijec nasją rodzjinę, jako pzjaciół. A w pzjszyłości w ogóje będzje fajnie. Chodzj w sjumie teraz też jest fjajnie, jednak mozje być lepijej. Co nie?- czasami, jak rozmawiam z Mchem czuję się, jakbym prowadził monolog, albo za dużo mówił bo on jest taki cichy, ale też jest zarazem bardzo dobrym słuchaczem.
Dalej sobie razem dreptaliśmy, aż w końcu zauważyliśmy swój cel.
-Fjaktycjnie!-pisnąłem z radości.-Chjodź sjybko!-krzyknąłem i od razu podbiegłem do dużej czerwonej rzeczy. Miała bardzo dziwny zapach. Połączenie siana i może...jakiegoś zwierzęcia?
-Dzijwne...-bardziej mówię chyba to do siebie, niż do ślicznego brata.
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Po kończeniu treningu Kuny miałem tyle wolnego czasu, że aż nie byłem pewien, co z nim zrobić. Nie tylko zwolniły mi się dni, które normalnie spędzałbym na włóczeniu się z nim po terenach, ale też te, które spędziłbym na zastanawianiu się, czy zrobić mu dzisiaj trening, narzekaniu na to jak mi się nie chce i na to, jak bardzo Kuna mnie denerwuje. I niby coś mu tam powiedziałem o tym, że będziemy robić powtórki, jak mi się zechce, no ale kogo ja próbuję oszukiwać, oczywiście, że mi się nie chce. Nie po to robiłem, co mogłem, żeby mieć Kunę z głowy tak szybko, jak tylko mogłem, żeby teraz znowu sobie nim głowę zawracać. Postanowiłem więc, że wykorzystam jeden z tych wolnych dni na spacer po ziemiach niczyich, bo czemu nie? Nie chodziłem tam zbyt często, właściwie, to ostatni raz, kiedy zapuściłem się gdzieś dalej w tereny pozaklanowe, był wtedy, kiedy ponownie spotkałem Pluskający Potok, więc uznałem, że w sumie mogłem to zmienić. Jak mówiłem, i tak nie miałem nic lepszego do roboty. Może przy okazji coś upoluję, tak, żeby Cyprysowa Łuska się nie czepiała. Meh.
Nie szukałem niczego konkretnego, ot, błąkałem się po terenach poza granicami, nie licząc nawet jakoś bardzo na to, że na kogoś natrafię. Mimo wszystko spotkanie kogoś na granicach było łatwiejsze, ale nigdy nic nie wiadomo.
Mistrz: Rozerwane Ucho/Łani Krok Płeć: Kocur Matka: Nakrapiany Liść [NPC] Ojciec: Ukruszony Kieł [NPC] Partner: Nie jest pewien kto i jak!
Rude, klasycznie pręgowane futro kocura jest bardziej zadbane niż kiedykolwiek. Kąpiele i opieka ludzi sprawiła, że wygląd Motyla bardzo mocno się zmienił. Nie jest już wychudzony i wymizerniały. Nabrał ciała i wygląda teraz jak prawdziwy kocur, a nie szkielet. Choć nadal nie jest umięśniony to wygląda zdecydowanie bardziej "zdrowo". Gdyby spojrzeć na kocura z tyłu, nie przypominałby już on dawnego drobnego Motylka. Tylko i wyłącznie pysk dawał jasno do zrozumienia kim jest. Oczy nadal pięknie zielone nie utraciły swojego wewnętrznego blasku. Paź Królowej dorósł i zmężniał.
Zmiany w życiu rudzielca nadchodzą z taką prędkością jak mysz uciekająca przed kotem. Jeszcze niedawno członek klanu Gromu. Dziś, samotnik z wyboru. Po ucieczce z domu wiedział, że już nigdy tam nie będzie mógł powrócić. Ale nie czuł się tam dobrze. Potrzebował zmian.
I zmiany nadeszły. Życie przez kilka księżyców w domu dwunogów, pokazało mu inną perspektywę. Dzięki temu, że znalazł tam spokój i ciszę, mógł wreszcie przestać się bać. Potrzebował tego. Teraz już odnalazł swój sens życia, i niczego więcej nie szuka. Wie czego potrzebuje. Choć spędził większość czasu w wygodach "pieszczocha&", nie zatracił chęci polowań i wychodzenia na dłuższe wyprawy. Czym więc jest dla niego strach, który gnębił go przez większość życia? To jego siła. Jest zdecydowanie bardziej pewny siebie. Zdecydowanie odważniejszy. Choć zapewne gdzieś tam w głębi nadal skrywa "strachy" przeszłości, to dziś o nich zapomniał. Pragnie normalnego życia, gdzie demony przeszłości są daleko za nim.
Cichy Wiatr [*]
W tych okolicach kręcił się również dawny członek klanu Gromu... Niedoszła Barwna Łapa. Chciał coś upolować. Wiele rzeczy przychodziło mu z trudem. W głowie miał mętlik. Nie potrafił się skupić nad najprostszymi czynnościami. Choć z jednej strony nie zależało mu na powrocie do "domu" to jednak w głębi czuł smutek i pustkę. Nieprzeniknioną pustkę. Wędrował więc bez celu z jednego miejsca na drugie. Jednakże zawsze kręcił się całkiem niedaleko Gromowych terenów. Nie potrafił całkowicie odejść.
W okolicach Siedliska Koni, Motyl natrafił na znajomy zapach... Gdzieś tu kręcił się ktoś z jego klanu.
Kocur zbliżał się powoli. Z daleka dojrzał bardzo charakterystycznego kocura, którego ciężko było pomylić z kimkolwiek innym. Króliczy Sus. Motyl zbliżył się, jednakże zachował bardzo bezpieczną odległość. Bał się, że może nie być przyjaźnie odebrany. Nie wiedział jaką opinię o nim miał członek klanu. Może jak tylko go zobaczy to się na niego rzuci, żeby go przepędzić. - Cześć - mruknął niepewnie i usiadł na trawie - Proszę... Tylko nie bij. I tak nie mam gdzie się podziać... - zaczął spokojnie. Nie wiedział w sumie czemu to powiedział. Może dlatego, że został uznany za zdrajcę...?
Odwaganiepolega =naNIEodczuwaniustrachu,ale= N Aumiejętnościdziałania_M_I_M_O_niego.
Wyglądało na to, że jednak na kogoś natrafiłem. Odruchowo spiąłem się, widząc majaczącą na horyzoncie sylwetkę — mimo wszystko moja ciągotka do długich spacerów i chęć zawarcia ciekawych znajomości poza Klanem Gromu nie odebrały i zdrowego rozsądku. Wciąż byłem dobrze świadom tego, że nie każdy kot, jakiego spotkam, będzie miły, przyjazny i chętny do wymieniania się ploteczkami. Zaraz jednak nieco się rozluźniłem, zauważając, że kocur podchodzi do mnie, jakbym był faktycznym królikiem i miał mu zaraz uciec. Kiedy już zbliżył się do mnie, obrzuciłem go spojrzeniem. Rudy. Eh. Znaczy, to nie tak, że wybieram sobie kompanów do rozmowy tylko i wyłącznie na podstawie tego, jak bardzo są atrakcyjni, no ale jednak w trakcie rozmowy lubię patrzeć na drugiego kota, a zdecydowanie przyjemniej patrzy mi się na kogoś, kto nie jest rudy. A tak poza kolorem sierści, to zauważyłem jeszcze, że kocur nie pachniał żadnym Klanem oraz nie wyglądał na króla pewności siebie. Było w nim jednak coś znajomego, chociaż ciężko było mi określić co. Mimo wszystko, w lesie było dużo rudych kotów.
— A czemu miałbym cię bić? — zapytałem, szczerze zdziwiony. — Jakby, mam lepsze rzeczy do roboty, niż atakowanie losowych kotów i to jeszcze takich, które znajdują się poza granicami Klanu Gromu — dodałem, wzruszając lekko barkami. Wygląda na to, że kocur miał jakieś złe doświadczenia z klanowymi kotami, skoro już na dzień dobry prosi o łaskę. Ma jednak szczęście, bo tym razem trafił na kogoś, kto nie interesuje się zbytnio używaniem przemocy fizycznej.
Mistrz: Rozerwane Ucho/Łani Krok Płeć: Kocur Matka: Nakrapiany Liść [NPC] Ojciec: Ukruszony Kieł [NPC] Partner: Nie jest pewien kto i jak!
Rude, klasycznie pręgowane futro kocura jest bardziej zadbane niż kiedykolwiek. Kąpiele i opieka ludzi sprawiła, że wygląd Motyla bardzo mocno się zmienił. Nie jest już wychudzony i wymizerniały. Nabrał ciała i wygląda teraz jak prawdziwy kocur, a nie szkielet. Choć nadal nie jest umięśniony to wygląda zdecydowanie bardziej "zdrowo". Gdyby spojrzeć na kocura z tyłu, nie przypominałby już on dawnego drobnego Motylka. Tylko i wyłącznie pysk dawał jasno do zrozumienia kim jest. Oczy nadal pięknie zielone nie utraciły swojego wewnętrznego blasku. Paź Królowej dorósł i zmężniał.
Zmiany w życiu rudzielca nadchodzą z taką prędkością jak mysz uciekająca przed kotem. Jeszcze niedawno członek klanu Gromu. Dziś, samotnik z wyboru. Po ucieczce z domu wiedział, że już nigdy tam nie będzie mógł powrócić. Ale nie czuł się tam dobrze. Potrzebował zmian.
I zmiany nadeszły. Życie przez kilka księżyców w domu dwunogów, pokazało mu inną perspektywę. Dzięki temu, że znalazł tam spokój i ciszę, mógł wreszcie przestać się bać. Potrzebował tego. Teraz już odnalazł swój sens życia, i niczego więcej nie szuka. Wie czego potrzebuje. Choć spędził większość czasu w wygodach "pieszczocha&", nie zatracił chęci polowań i wychodzenia na dłuższe wyprawy. Czym więc jest dla niego strach, który gnębił go przez większość życia? To jego siła. Jest zdecydowanie bardziej pewny siebie. Zdecydowanie odważniejszy. Choć zapewne gdzieś tam w głębi nadal skrywa "strachy" przeszłości, to dziś o nich zapomniał. Pragnie normalnego życia, gdzie demony przeszłości są daleko za nim.
Cichy Wiatr [*]
Kocur uśmiechnął się. Czyli jednak nie pamiętał go. To była dobra wiadomość dla rudzielca. Zapach Gromu już kilka księżyców temu wywietrzał z jego futra. A więc w tym momencie tylko Motyl był świadom, że byli kiedyś członkiem tego samego klanu. Postanowił więc utrzymać to w tajemnicy. Przynajmniej na tę chwilę. Chciał się dowiedzieć co się dzieje w jego dawnym "domu". - Nie wiem... Może dlatego, że jestem samotnikiem. A kodeks nakazuje przepędzać takich jak my... - odparł, nieświadomie zdradzając znajomość kodeksu wojownika. Wszystko teraz zależało od Króliczego Susu, czy zwróci uwagę na taki "niewielki" detal. - Czyli jesteś z klanu Gromu, prawda? - zadał dość oczywiste pytanie. Chciał się czegoś dowiedzieć więcej, jednakże pytanie wprost o wydarzenia, które miały tam miejsce mogły wzbudzić zbyt duże podejrzenia. - Jak Cię zwą? - zapytał. Swoje imię chwilowo pominął. Bał się, że mógł być po nim rozpoznany. Że Trzmiela Gwiazda rozkazał go przeganiać, lub gorzej zabić.
Odwaganiepolega =naNIEodczuwaniustrachu,ale= N Aumiejętnościdziałania_M_I_M_O_niego.