Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— Podpowiedź miała być mała, czy nie takie były wymagania? — droczyła się, nie zamierzając dać tak łatwo kolejnej podpowiedzi. Jeśli Wilczy Ślad chciał, musiał o nią ładnie poprosić! Sam sobie postawił poprzeczkę tak wysoko, więc nie ma co się dziwić, że Różana Łapa nie chciała tak łatwo ustąpić. A co, nie ma takiego zmieniania zdania!
— Tych, które mnie nie interesują — odparła. Bo po co jej znać władze w innym klanie? Po co jej w ogóle taka informacja, uratuje jej to kiedyś życie? Chyba wystarczyło jej samo to, że wiedziała o istnieniu innych klanów i wiedziała, gdzie są jej granice, prawda? A tak, to jej głowa musiała być zaśmiecana takimi pierdółkami, przez które traciło się w niej miejsce na jakieś konkretne i ważne informacje.
Ponadprzeciętnie duży, masywny kocur o długim czarno srebrnym futrze z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami. Białe znaczenia okalają jego pyszczek i ciągną się przez pierś po brzuch, tworząc także krótkie skarpetki na wszystkich łapach. Ma jasnoróżowy nos oraz duże, spiczaste uszy, zaś jego oczy są lekko skośne w kolorze zielono miętowym.
Spokojny; nieufny; paranoik; duża samoocena; realista; inteligentny; z dysocjacyjnym zaburzeniem osobowości; obserwator; poważny
- To w moich oczach również jest mała podpowiedź - odpowiedziałem pewnie. O tym, że sporo wojowników o długim futrze w Klanie Gromu jest wysoka, Różana Łapa nie może wiedzieć. Znaczy, może, ale jeśli nie wie, to i tak nie ma to w tym momencie większego znaczenia. Jeśli terminatorka nie będzie chciała odpowiedzieć, no to trudno, bywa. Na pewno nie zamierzałem przekonywać jej jakoś długo, by udzieliła mi więcej informacji.
- Jak więc uznajesz, które imiona są interresujące, a którre nie? - zapytałem znowu. Poniekąd rozumiałem, co terminatorka z Klanu Wichru ma na myśli, choć i tak wydawłąo mi się to być... Bezsensowne. Być może nawet głupie. Są przecież imiona, które trzeba znać, nieważne czy kogoś to interesuje, czy nie - tak jak imiona władzy z innych klanów. Tak po prostu wypada i należy się dostosować. Co do innych kotów - również wypada zapamiętać dane imię.
.................................♣ ............................................ Lights areflashing, colors are blurring ..............................................There are patterns in my mind ................................................Things are hidden to the world around me ..................♣BUT STILL THEY SAY I'M BLIND
................................................They wrap me up in a web of lies ◊ ................................................Meet the man who's locked inside .....................................................I'm too many people in too many places ..........................................................I've...a...split...personality .................................._______________________
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— A uśmiechniesz się? — kontynuowała droczenie się. Kocur cały czas był taki... poważny, aż nie mogła go sobie wyobrazić z uśmiechem. Skorzystała więc z okazji. Z przyjemnością sprzeda mu kolejną, jakże drobną podpowiedź, ale będzie go to kosztowało mały uśmieszek. W gruncie rzeczy, była to dość mała cena. Można by rzec, że podpowiedź mógł zdobyć właściwie za darmo.
— Interesujące są te, które chcę poznać. Nie te, które są mi narzucane — odpowiedziała bez problemu, przeczesując zmierzwione na piersi futro. Gdy coś jej rozkazywano, gdy coś jej narzucano, nakazywano, od razu stawało się to... mniej interesujące, nie mówiąc że wcale. Może gdyby nie fakt, że MUSIAŁA posiąść pewne umiejętności TERAZ, prawdopodobnie po czasie przekonałaby się do, na przykład polowania, ale cóż. Życie w klanie nie było usłane różami.
Ponadprzeciętnie duży, masywny kocur o długim czarno srebrnym futrze z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami. Białe znaczenia okalają jego pyszczek i ciągną się przez pierś po brzuch, tworząc także krótkie skarpetki na wszystkich łapach. Ma jasnoróżowy nos oraz duże, spiczaste uszy, zaś jego oczy są lekko skośne w kolorze zielono miętowym.
Spokojny; nieufny; paranoik; duża samoocena; realista; inteligentny; z dysocjacyjnym zaburzeniem osobowości; obserwator; poważny
Zamrugałem parę razy. Co. Mam się niby uśmiechnąć? Za taką informację, która da mi prawie nic? Oj nie, nie ma pod tym względem tak łatwo, definitywnie.
- Na to jest za mała stawka. Mój uśmiech jest warrt nieco więcej - odpowiedziałem, przymykając oczy. Skoro już mamy rozmawiać w ten sposób, bo terminatorka musiałaby jednak podać coś więcej czy zwyczajnie bardziej się postarać, aby zobaczyć nasz uśmiech. Co swoją drogą brzmi naprawdę dziwnie, bo to nie było tak, że zawsze mieliśmy jeden i ten sam niezmienny wyraz pyska. Zdarzało również nam się uśmiechnąć, aczkolwiek raczej nigdy nie był to jakiś szeroki, radosny wyraz. Co gorsza, zdarzało mi się uśmiechnąć w sposób prześmiewczy. Chociaż czy to jest takie złe... To już do dowolnej interpretacji.
- Kto wie, może nawet koty na stanowiskach mogą okazać się interresujące. Szczerze mówiąc, nie barrdzo miałem okazję sprrawdzić - Trzmiela Gwiazda choćby nie wydawał się być kimś ciekawym. Już bardziej Truskawkowy Gąszcz i Żubrze Gardło, zaś jeśli chodzi o władzę z innych klanów - nie udało mi się jeszcze kogoś takiego spotkać. Jeszcze mam na to czas.
.................................♣ ............................................ Lights areflashing, colors are blurring ..............................................There are patterns in my mind ................................................Things are hidden to the world around me ..................♣BUT STILL THEY SAY I'M BLIND
................................................They wrap me up in a web of lies ◊ ................................................Meet the man who's locked inside .....................................................I'm too many people in too many places ..........................................................I've...a...split...personality .................................._______________________
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— Oh, Wilczku. Wyciągam do ciebie łapę, chcę ci pomóc, a ty jeszcze wybrzydzasz? — mruknęła, z zadziornym uśmiechem na pyszczku, kiwając przy tym głową. — W takim razie, obawiam się, że nie mogę ci zaoferować żadnej podpowiedzi. Chyba że jesteś w stanie zaoferować mi coś innego — dodała, zostawiając gromiakowi furtkę. Mógł się targować o kolejną podpowiedź, skoro tak wysoko sobie cenił swój uśmiech, ale będzie musiał się nieźle postarać, by Różana Łapa ustąpiła. Była dość uparta, a ponadto, chciała zobaczyć jak ponurak się uśmiecha. Nawet na chwilę.
— Może, ale nigdy żadnego nie spotkałam i nie jestem w stanie ocenić tego, czy są kotami jakkolwiek dla interesującymi i czy ich imiona są godne zapamiętania. Wiesz, samo zasiadanie na wysokim stanowisku to troszkę za mało, żeby sobie na to zasłużyć — odpowiedziała. Może koty na wysokich stanowiskach były interesujące, nikt temu nie zaprzeczy, akurat Różana Łapa wolała się przekonywać o takich rzeczach na własnej skórze, a nie słuchać tego od innych. W opowieściach wszyscy wypadają lepiej.
Ponadprzeciętnie duży, masywny kocur o długim czarno srebrnym futrze z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami. Białe znaczenia okalają jego pyszczek i ciągną się przez pierś po brzuch, tworząc także krótkie skarpetki na wszystkich łapach. Ma jasnoróżowy nos oraz duże, spiczaste uszy, zaś jego oczy są lekko skośne w kolorze zielono miętowym.
Spokojny; nieufny; paranoik; duża samoocena; realista; inteligentny; z dysocjacyjnym zaburzeniem osobowości; obserwator; poważny
– Jak widzisz – odparłem lekko rozbawiony, choć celowo się nie uśmiechałem. Skoro coś takiego jak uśmiech zostało czymś, za co mogę otrzymać potrzebne informacje - nie zmarnuję tego tak łatwo. W zasadzie cały ten koncept naprawdę mnie bawi. Skoro jednak mamy się w ten sposób wymienić... Ja również nie zamierzałem odpuścić tak szybko. Zawsze jest to jakieś zajęcie, nawet jeśli tak niepozornie głupie i dziwne.
– Co więc powiesz na odrrobinę rrrozszerzoną podpowiedź w zamian za uśmiech? – zapytałem w końcu, zastanawiając się także co terminatorka zrozumie jako "odrobinę rozszerzoną odpowiedź". W zasadzie nie oczekiwaliśmy niczego konkretnego, bo zdobycie tego typu informacji to nie jest coś tak ważnego. Nic się przecież nie stanie, jak nie dowiem się więcej, niczego też na tym nie stracę. To taka ciekawostka, ot.
– Nie mogę zaprzeczyć. Nie wszystkie koty zostają zapamiętane na dłużej, nawet jeśli pełniły jakieś funkcje – odpowiedziałem, poruszając lekko uchem. Można zostać zapamiętanym za dobre sprawowanie lub złe, jak to było w Klanie Gromu. Mianowicie, mowa oczywiście o Błyskającej Gwieździe, o którym nadal czasem się mówi, a przecież nie był dobrym przywódcą.
.................................♣ ............................................ Lights areflashing, colors are blurring ..............................................There are patterns in my mind ................................................Things are hidden to the world around me ..................♣BUT STILL THEY SAY I'M BLIND
................................................They wrap me up in a web of lies ◊ ................................................Meet the man who's locked inside .....................................................I'm too many people in too many places ..........................................................I've...a...split...personality .................................._______________________
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— Taki układ mi się podoba — mruknęła, uśmiechając się zadziornie. — Jego futro było długie, w kolorze piasku — rzuciła. Piasek mógł być żółty, ale mógł być też brązowawy, w zależności od tego czy był czysty, czy nie, więc nie podała mu rozwiązania na tacy. Mogło to oznaczać, że mówiła o kocurze burym, a mogła też mówić o kocurze rudym, czy kremowym, interpretacja była w pełni dowolna. Była to jednak pewna podpowiedź, która może naprowadzić gromowego wojownika na prawidłową odpowiedź. W zależności od tego, ile kocurów pasujących do tego opisu w istocie w klanie gromu się znajdowało.
— Otóż to — mruknęła, ciesząc się, że kocur przyznał jej rację. W przypadku Różanej Łapy właściwie żadne imię nie zostaje zapamiętane na dłużej, ale to inna sprawa.
Ponadprzeciętnie duży, masywny kocur o długim czarno srebrnym futrze z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami. Białe znaczenia okalają jego pyszczek i ciągną się przez pierś po brzuch, tworząc także krótkie skarpetki na wszystkich łapach. Ma jasnoróżowy nos oraz duże, spiczaste uszy, zaś jego oczy są lekko skośne w kolorze zielono miętowym.
Spokojny; nieufny; paranoik; duża samoocena; realista; inteligentny; z dysocjacyjnym zaburzeniem osobowości; obserwator; poważny
- Wspaniale - odpowiedziałem i wysłuchałem odpowiedzi wojowniczki. Długie, w kolorze piasku. Dawało to sporą wskazówkę - na pewno mogłem odrzucić futro czarne, białe czy szare. Za to jako kolor piasku mogłem uznać rudą sierść, złotą, kremową czy nawet burą, w takim odcieniu, jaki jest u Lekkiego Kroku. Coraz bardziej myślałem w tym kontekście o Dębowym Pniu, którego kolorowe, złociste futro faktycznie mogłoby przypominać piasek.
Umów oczywiście dotrzymywałem, nawet jeśli tak durnych i wręcz śmiesznych. Nie czekając dłużej, zwyczajnie podniosłem kąciki wyżej do góry, uśmiechając się przez chwilę. Na sam koniec nawet wyszczerzyliśmy lekko ząbki. Musiało to wyglądać albo niezwykle durnie, albo wspaniale. Jak odbierze ten uśmiech terminatorka było dla mnie oczywiste - jako coś wspaniałego. Znałem swoją wartość, nie tylko intelektualną. Zdawałem sobie również sprawę z posiadania długiego i wyjątkowego, srebrzystego futra i wyniosłej postawy. Coś takiego robi wrażenie.
Po tym spojrzałem na terminatorkę pytająco.
.................................♣ ............................................ Lights areflashing, colors are blurring ..............................................There are patterns in my mind ................................................Things are hidden to the world around me ..................♣BUT STILL THEY SAY I'M BLIND
................................................They wrap me up in a web of lies ◊ ................................................Meet the man who's locked inside .....................................................I'm too many people in too many places ..........................................................I've...a...split...personality .................................._______________________
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Wpatrywała się prosto w pysk Wilczego Śladu, oczekując na nim obiecanego uśmiechu i, cóż, doczekała się. Sama zareagowała na to swoim przeuroczym, rozkosznym wręcz uśmieszkiem, także szczerząc delikatnie ząbki do srebrzystego wojownika.
— I co, bolało? — zapytała zadziornie, klepiąc delikatnie wojownika w bark łapką. Nie wiedziała nawet, czy ta podpowiedź jakkolwiek mu pomogła, ale liczyło się dla niej tylko to, że zobaczyła jego uśmiech, który, swoją drogą, był niczego sobie. Tak jak cały wojownik, w sumie. — Powinieneś się częściej uśmiechać. Od razu lepiej wyglądasz, wiesz?
Ponadprzeciętnie duży, masywny kocur o długim czarno srebrnym futrze z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami. Białe znaczenia okalają jego pyszczek i ciągną się przez pierś po brzuch, tworząc także krótkie skarpetki na wszystkich łapach. Ma jasnoróżowy nos oraz duże, spiczaste uszy, zaś jego oczy są lekko skośne w kolorze zielono miętowym.
Spokojny; nieufny; paranoik; duża samoocena; realista; inteligentny; z dysocjacyjnym zaburzeniem osobowości; obserwator; poważny
- Nie - odpowiedziałem, wzruszając barkami. Kiedy zaś terminatorka mnie dotknęła, nie zanegowałem w żaden sposób, chyba że mamy liczyć spięcie się. Zupełnie, jakby ktoś nas dotknął kijem. Nie byłem przyzwyczajony do tego typu rzeczy, a ostatnia, z którą miałem bliższy kontakt, to była Lamparcia Cętka. O niej zaś już zdążyłem zapomnieć - zniknęła i już nigdy nie wróciła, ot, przeszłość. Poniekąd cieszyłem się, że tak łatwo to poszło i byłem w stanie nadal racjonalnie myśleć.
Teraz zaś rozmawiając z Różaną Łapą, czułem się w pewien sposób... Zażenowany. Jakby zaczęło do mnie jeszcze bardziej docierać, co się w ogóle dzieje. Uśmiech za jakieś informacje, które i tak nie są aż tak konkretne, jak mogłyby być... Zabawna sprawa.
- Wiem. Jak to mówią, dobra mina... - odpowiedziałem, podnosząc pyszczek nieco wyżej do góry. Terminatorka miała zupełną rację, ale czy zdawała sobie sprawę, jak głębsze ma to znaczenie? Wystarczy przecież lekki uśmiech, nieco głupkowata postawa i już wygląda się jak inny kot.
.................................♣ ............................................ Lights areflashing, colors are blurring ..............................................There are patterns in my mind ................................................Things are hidden to the world around me ..................♣BUT STILL THEY SAY I'M BLIND
................................................They wrap me up in a web of lies ◊ ................................................Meet the man who's locked inside .....................................................I'm too many people in too many places ..........................................................I've...a...split...personality .................................._______________________
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— No widzisz! — odpowiedziała, nie zwracając uwagi na to, że wojownik spiął mięśnie po jej klepnięciu. Nie zamierzała go atakować, ba! Okazałaby się głupsza niż jest w rzeczywistości, gdyby spróbowała czegoś takiego. Gołym okiem było widać, że Wilczy Ślad jest silny i pewnie powaliłby ją jednym ciosem. W przeciwieństwie do, ekhem, Topniejącego Lodu, który zdawał się obok wojownika nawet nie stać.
— Do złej gry, hm? Ale ta gra chyba nie była aż tak zła, co? — zachichotała. W sumie to nie do końca rozumiała sens tego przysłowia, ale je znała, więc chciała się pokazać od dobrej strony. Zakładając, że w ogóle taką miała, a Wilczemu Śladowi raczej ciężko było zaimponować. Zwłaszcza, będąc taką głupiutką, beztroską, Różaną Łapą.
Ponadprzeciętnie duży, masywny kocur o długim czarno srebrnym futrze z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami. Białe znaczenia okalają jego pyszczek i ciągną się przez pierś po brzuch, tworząc także krótkie skarpetki na wszystkich łapach. Ma jasnoróżowy nos oraz duże, spiczaste uszy, zaś jego oczy są lekko skośne w kolorze zielono miętowym.
Spokojny; nieufny; paranoik; duża samoocena; realista; inteligentny; z dysocjacyjnym zaburzeniem osobowości; obserwator; poważny
- Może nie była. Trrrochę rrrozrrywki nie zaszkodzi - odpowiedziałem, wzruszając ramionami. Mimo tego poniekąd byłem zadowolony z faktu, że terminatorka dokończyła nasze słowa i wiedziała, o co chodzi. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się nawet tego. Tak czy siak, było to zdecydowanie na plus.
Zerknąłem na bok, przez chwilę mając wrażenie, że wśród drzew przemknął jakiś cień. Przymrużyłem oczy, próbując przypatrzeć się temu czemuś jeszcze bardziej, ale niczego tam nie było. Zupełnie niczego. Może to po prostu wiatr ruszył jakimś liściem czy inną rośliną? Przywidziało mi się.
Robiło się już coraz później i chwilę czasu spędziliśmy na rozmowie z Różaną Łapą. Wypadałoby już wracać, w związku z czym podniosłem głowę do góry i podszedłem nieco bliżej niej.
- Muszę już się zbierrać. Może spotkamy się jeszcze kiedyś, Rrrróżana Łapo - odpowiedziałem i przejechałem ogonem po jej łapie. Następnie po prostu odwróciliśmy się i ruszyliśmy w stronę ziem Klanu Gromu. Uśmiechnąłem się pod nosem rozbawiony swoim postępowaniem, tak różnym od postępowania Wilka.
[zt]
.................................♣ ............................................ Lights areflashing, colors are blurring ..............................................There are patterns in my mind ................................................Things are hidden to the world around me ..................♣BUT STILL THEY SAY I'M BLIND
................................................They wrap me up in a web of lies ◊ ................................................Meet the man who's locked inside .....................................................I'm too many people in too many places ..........................................................I've...a...split...personality .................................._______________________
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
— No raczej, że nie zaszkodzi! Wydajesz się nie mieć za dużo... doświadczenia w robieniu zabawnych rzeczy, co? — podłapała, delikatnie sugerując, że kocur było trochę za bardzo sztywny. A szkoda, bo z wyglądu był niczego sobie. Nie wydawał się być jednak na tyle drętwy, by się przy nim nudzić, tak jak miało to miejsce w przypadku Rokitnikowego Ciernia, więc Płatek z przyjemnością spędzi w towarzystwie wojownika jeszcze kilka chwil. Może on nauczy się czegoś od niej, a ona od niego?
— Oj, mam taką nadzieję — wymruczała, czując dziwny dreszcz ekscytacji, gdy kocur przejechał swoim ogonem po jej łapach. Nie odezwała się jednak, jedynie uśmiechnęła pod nosem i odprowadziła wojownika wzrokiem, by następnie samej wrócić do obozu. To była ciekawa rozmowa, zdecydowanie.
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Przyszła tutaj przed Zgromadzeniem, aby zobaczyć to miejsce puste. Miała też nadzieję, że może kogoś zobaczy, z kimś porozmawia. Zbliżał się zachód słońca, a mimo tego ona się szlajała po terenach. Zawitała tutaj dość szybko, szybciej niż się spodziewała. Czy biegła przez las, aby się tu dostać? Nie, raczej nie, ale może truchtała, a ona tego nie zauważyła. Strzepnęła radośnie uchem i spojrzała się na Cztery Dęby. Jedno wielkie drzewo, z korzeniami podzielone na cztery. Majestatyczne, piękne.
Widziała płaską skałkę, kompletnie niepodobna do tych w obozie Klanie Gromu. Uśmiechnęła się szerzej do siebie. Podeszła do owego miejsca i przyjrzała się bliżej. Widziała roślinki, które w przyszłości będą się przebijały i lśniły na owej skale.
Żałowała, że tu wcześniej nie przyszła. Może by kogoś ciekawego spotkała? Zajęła się tak pracą, że znała tylko przyjaciół z Klanu, a przecież można kogoś poznać poza Klanem, prawda? Prawda.
[Komar XDD]
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
Komar wyszedł... Na spacer. Właściwie to przez ostatnie dni często na nie chodził. Czuł się... Dziwnie. Pusto. Nie przeszło mu, dlatego wychodził z obozu by zająć czymś myśli i by cokolwiek zrobić. Jeden z takich spacerów przypadł na porę wieczorną, gdy słońce było bliskie zachodowi. Zamyślił się, może nawet za bardzo, bo dotarł... Gdzieś. Dalej niż zawsze. Na dodatek widział... Kogoś. Nie znał zapachów innych klanów ani granic, ale nos mu podpowiadał, że właśnie prawdopodobnie doszedł do granicy terenów, a kotka była z najprawdopodobniej innego klanu. Nie znał nikogo poza Wichrem. Prawdopodobnie normalnie by się bał, bo nie miał doświadczenia w walce, ale teraz... Nie. Może nawet lepiej by było gdyby nieznajoma go zabiła. Stał tak przez chwilę, obserwując kotkę pustym wzrokiem, aż w końcu uznał, że chyba pora się odezwać, by dać jakiś... Znak życia.
-dzień dobry? - przywitał się. W sumie nie był pewien co powiedzieć i jak kotka zareaguje, bo pierwszy raz spotkał kogoś z innego klanu i czuł się z tym faktem... Dziwnie. Może gdyby Migoczące Światło zabierał go na częstsze treningi to coś by mu o tym powiedział. -jestem... Komarza Łapa.