Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
Jeśli ktoś chciałby opisać Lwa prostymi przymiotnikami to byłyby to - honorowy, odważny, twardy i surowy. Jednak gdyby to rozwinąć każdy od razu zauważyłby w Lwie przede wszystkim jego brak uśmiechu. Bowiem uśmiecha się bardzo rzadko o ile w ogóle. Ponadto jest wytrwały i twardy. Nie można jednak określił jak zachowałby się w krytycznych chwilach takich jak śmierć bliskiego, bo takowej sytuacji nie było. Mimo to, że darzy rodzinę szczerym uczuciem i lojalnym to swą miłość okazuje w dziwny sposób - surowością i ochroną. Jednak Lew wykazuje się ogromną dozą sprawiedliwości - nie szanuje kota naginającego ją choćby był rodziną czy przyjacielem. Wytrwałość i wytrzymałość to jego kolejne ważne atuty, ale należy też wspomnieć o jego inteligencji, bo od najmłodszych lat potrafił wypowiadać się w sposób wykraczający poza jakiekolwiek ramy bycia ledwo co narodzonym kotem. Natomiast co można o nim złego powiedzieć to surowość przez którą jego stosunki z bliskimi mogą nie być tak zażyłe, a także podążanie do celu nawet po trupach oczywiście pod warunkiem gdy trup jest martwy przez swą głupotę i brak lojalności. Ogólnie rzecz biorąc - Lew to dobry kot, ale gdyby został przywódcą i musiałby skazać na śmierć czy wygnać z klanu brata (ponieważ na to zasłużył) zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
Lew kolejnego dnia zjawił się w miejscu gdzie kocięta winny być wraz z Jaskółką. I były. Przyniósł ze sobą dwie dorodne ryby i mysz. Położył obok Lamparcicy spoglądając na nią ciekawsko. - Witaj. Jak się czujesz? - Zapytał siadając. Kocięta bawiły się w najlepsze. Uśmiechnął się lekko. - Cześć. - Przywitał się z młodymi po czym owinął łapy swym puchowym ogonem. Przekrzywił lekko pysk zastanawiając się kiedy będą chciały spróbować normalnego jedzenia. Ryby pachniały świetnie i jeszcze ociekały wodą niemniej chyba mysz byłaby dla nich bezpieczniejsza jako pierwszy posiłek. Czy to już? Mówić zaczynają to i chyba już jakieś kły im rosną?
Spojrzał badawczo i pytająco na Jaskółkę choć wątpił aby ta zrozumiała o co mu chodzi. Niemniej cieszył się, że są zdrowe. I miał nadzieję, że Trzmiel jednak znajdzie miejsce dla nich w klanie.
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/smweOEF.png">
<div class="centered">Brothers everywhere Raiseyourhands into theair We'rewarriors Warriors ofthe world Likethunderfrom thesky Swornto fight and die We'rewarriors Warriorsof the world </div>
</div>
*** KOMPLETNIE NIE WIEM JAKA TO JEST CZASOPRZESTRZEŃ I CZYJ POST JEST W KTÓREJ I CO SIĘ DZIEJE, ALE ZAKŁADAM ŻE NAJŚWIEŻSZA LMAO ***
Jaskółka zajęta była pielęgnowaniem futerka, kiedy zjawił się Lwi Zew. Tak jak to miał w zwyczaju, przyniósł coś do jedzenia, aby młoda matka mogła się pożywić. Kocięta od jakiegoś czasu również zaczęły przyjmować pokarm stały, a przynajmniej zaczynały. Dalej zdarzało się, że domagały się mleka, ale nie krzywiły się na widok mięsa. Zawsze coś.
- H-hej. J-jest w p-porządku - mruknęła. Następnie wzięła mysz i położyła przy maluchach, a sama zaczęła dobierać się do ryby. Próbowała ją oskubać tak, by jakoś pozbyć się ości i pozwolić kociętom spróbować czegoś innego, bez zagrożenia życia. Ostatnie czego chciała, to patrzeć jak jedno z jej dzieci dławi się rybą. - Sz-szybko r-rosną. M-mają już p-prawie dwa m-mie-miesiące. Znaczy, k-księżyce - dodała po chwili, zerkając na swoje szkraby. Ten czas tak szybko leciał...
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
Jeśli ktoś chciałby opisać Lwa prostymi przymiotnikami to byłyby to - honorowy, odważny, twardy i surowy. Jednak gdyby to rozwinąć każdy od razu zauważyłby w Lwie przede wszystkim jego brak uśmiechu. Bowiem uśmiecha się bardzo rzadko o ile w ogóle. Ponadto jest wytrwały i twardy. Nie można jednak określił jak zachowałby się w krytycznych chwilach takich jak śmierć bliskiego, bo takowej sytuacji nie było. Mimo to, że darzy rodzinę szczerym uczuciem i lojalnym to swą miłość okazuje w dziwny sposób - surowością i ochroną. Jednak Lew wykazuje się ogromną dozą sprawiedliwości - nie szanuje kota naginającego ją choćby był rodziną czy przyjacielem. Wytrwałość i wytrzymałość to jego kolejne ważne atuty, ale należy też wspomnieć o jego inteligencji, bo od najmłodszych lat potrafił wypowiadać się w sposób wykraczający poza jakiekolwiek ramy bycia ledwo co narodzonym kotem. Natomiast co można o nim złego powiedzieć to surowość przez którą jego stosunki z bliskimi mogą nie być tak zażyłe, a także podążanie do celu nawet po trupach oczywiście pod warunkiem gdy trup jest martwy przez swą głupotę i brak lojalności. Ogólnie rzecz biorąc - Lew to dobry kot, ale gdyby został przywódcą i musiałby skazać na śmierć czy wygnać z klanu brata (ponieważ na to zasłużył) zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
Skinął łbem spoglądając na młode takim wzrokiem jakby mówił, że cieszy się iż nic im nie jest. Finalnie o to od samego początku chodziło - nie tylko o Jaskółkę, ale w głównej mierze o młode. Lew poczuł powinność pomocy wobec całej tej bandy. Wobec Jaskółki z niezbyt ciekawą przeszłością i wobec młodych, które dopiero zaczynają żyć i dobrze by było, aby miały gdzie. Następnie przerzucił wzrok na kotkę. - Myślałaś już kiedy chcesz rozmawiać z Trzmielą Gwiazdą? - Zapytał. Czuł, że ten wschód słońca nadchodzi, ale to od kotki zależało finalnie kiedy to będzie. Do granic klanu nie było daleko, a poza tym Trzmiel pewnie wolałby przyjść tu niż znów wpuszczać kotkę na tereny.
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/smweOEF.png">
<div class="centered">Brothers everywhere Raiseyourhands into theair We'rewarriors Warriors ofthe world Likethunderfrom thesky Swornto fight and die We'rewarriors Warriorsof the world </div>
</div>
Jaskółka także cieszyła się, że młode są zdrowe i zdrowo rosną oraz się rozwijają. Dodatkowo są bardzo grzeczne i kiedy wychodzi na polowania, nie ruszają się z miejsca, skryte w ich legowisku, tak jak je o to prosi. Nie mogła sobie wymarzyć cudowniejszych kociąt. Mimo to, bała się o ich bezpieczeństwo, bała się, że kiedy zjawi się jakieś niebezpieczeństwo, nie będzie w stanie ich obronić i wszystkim stanie się krzywda. Nie wybaczyłaby sobie tego.
-Już nie-niedługo - wydukała, siląc się na uśmiech w stronę kocura. Powoli zapamiętywała wszystkie rzeczy, które przerabiali na spotkaniach i czuła, że już niebawem będzie na siłach, by móc porozmawiać z przywódcą. Tylko co wtedy z kociętami? Pójdą z nią? Czy Lew przy niej będzie? Jak to będzie w ogóle wyglądać? W jej głowie roiło się od pytań, jednak była zbyt nieśmiała i wystraszona, by je zadać. Mimo wszystko nie czuła się swobodnie w towarzystwie kocurów, nieważne jak dobrze by ich nie znała. Miała uraz.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
Jeśli ktoś chciałby opisać Lwa prostymi przymiotnikami to byłyby to - honorowy, odważny, twardy i surowy. Jednak gdyby to rozwinąć każdy od razu zauważyłby w Lwie przede wszystkim jego brak uśmiechu. Bowiem uśmiecha się bardzo rzadko o ile w ogóle. Ponadto jest wytrwały i twardy. Nie można jednak określił jak zachowałby się w krytycznych chwilach takich jak śmierć bliskiego, bo takowej sytuacji nie było. Mimo to, że darzy rodzinę szczerym uczuciem i lojalnym to swą miłość okazuje w dziwny sposób - surowością i ochroną. Jednak Lew wykazuje się ogromną dozą sprawiedliwości - nie szanuje kota naginającego ją choćby był rodziną czy przyjacielem. Wytrwałość i wytrzymałość to jego kolejne ważne atuty, ale należy też wspomnieć o jego inteligencji, bo od najmłodszych lat potrafił wypowiadać się w sposób wykraczający poza jakiekolwiek ramy bycia ledwo co narodzonym kotem. Natomiast co można o nim złego powiedzieć to surowość przez którą jego stosunki z bliskimi mogą nie być tak zażyłe, a także podążanie do celu nawet po trupach oczywiście pod warunkiem gdy trup jest martwy przez swą głupotę i brak lojalności. Ogólnie rzecz biorąc - Lew to dobry kot, ale gdyby został przywódcą i musiałby skazać na śmierć czy wygnać z klanu brata (ponieważ na to zasłużył) zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
Lew spoglądał na Jaskółkę i nie trudno było wykryć jej zdenerwowanie. Czuł je odkąd pierwszy raz ją zobaczył i miał nadzieję, że w końcu stanie się pewna siebie. - Rozumiem. Niedługo pójdę do Trzmielej Gwiazdy dopytać się o dogodne warunki spotkania. Potem Ci je przekażę. - Odparł spoglądając martwo w punkt na horyzoncie choć jego wzrok nie zdradzał niczego. Faktycznie stan rzeczy miał się inaczej - zamartwianie. Zastanawiał się bowiem czy Trzmiel ją przyjmie. A jeśli nie - nadal będzie czuł powinność aby ją strzec. I kociąt. - Powiem w ten sposób. Jeśli nie znajdziesz miejsca u nas - w Gromie, są też inne miejsca gdzie. Są inne trzy klany. Nie wiem jak w nich sprawy się mają, bo o tym się nie rozmawia, ale jeśli naprawdę chcesz znaleźć dom do swych kociąt i siebie to jeśli nie u nas to zawsze możesz spróbować gdzie indziej. Bo jak wiesz nie obiecuję, że nasz przywódca was przyjmie, ale wiem, że inne klany mogłyby być bardziej przychylne. Z Cieniem bywa różnie, ale Wicher i Rzeka.. - Zaczął rozglądając się na boki. Westchnął bezgłośnie. - W każdym razie nie ma się co martwić. Nawet jeśli nasz przywódca was nie przyjmie to będę Ci pomagać. Tego mi nie mogą zabronić. - Odparł stanowczo patrząc w oczy Jaskółki. Sam nie wiedział czemu to wszystko robi i dlaczego to dla niego takie ważne. Cel w życiu? Miał w końcu jakiś punkt zaczepienia, o który warto byłoby walczyć. O który warto się starać. Wziął na swe barki tę oto kotkę wraz z kociętami i nie ma zamiaru odpuścić. Nawet gdyby pomoc wyglądała tak, że podrzucałby im jedzenie, a w nocy nie spał zbyt długo czuwając nad bezpieczeństwem młodych. Nie można powiedzieć, że czuje się jak ojciec, ale mocno przywiązany do zasad kodeksu wyraźnie odczuwał powinność pomocy. I nie dlatego, że musiał tylko dlatego, że chciał.
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/smweOEF.png">
<div class="centered">Brothers everywhere Raiseyourhands into theair We'rewarriors Warriors ofthe world Likethunderfrom thesky Swornto fight and die We'rewarriors Warriorsof the world </div>
</div>
Pokiwała głową, chcąc jakoś powiedzieć przez to "dziękuję". Czasem, nawet pomimo szczerych chęci, Jaskółka po prostu nie potrafiła się przemóc i wydusić z siebie ani słowa. Miała nadzieję, że kocur zrozumie co chciała przekazać i nie uzna jej "odpowiedzi" za jakąś niemiłą, bo nie to miała na myśli. Momentami miała takie chwile, w których słowa grzęzły jej w gardle i nie chciały przejść. Nie wiedziała, czy ma tak w rozmowie z każdym, czy tylko z kocurami, ale najprawdopodobniej było to spowodowane traumą. Miała napady paniki i jeden miał miejsce właśnie teraz. Starała się jednak uspokoić, by nie zbłaźnić się ani przy Lwie, ani tym bardziej przy swoich maluchach, jednak gdy buro-biały przypomniał jej o tym, że nie ma gwarancji na to, że zostanie przyjęta, do błękitnych oczu napłynęły łzy, których kocica w żaden sposób nie była w stanie powstrzymać. Często nie spała w nocy, zadręczając się myślami: "co będzie jeśli nas nie przyjmą?". Czy Amor ich w końcu znajdzie i spróbuje jakoś skrzywdzić, czy może na ich trop natrafi jakiś inny drapieżnik i zmiecie ich z powierzchni ziemi jednym machnięciem łapy? Wizja dołączenia do innego klanu była dla Jaskółki niemożliwa do spełnienia. Jeśli Trzmiela Gwiazda, który spróbował dać jej szansę, poznał ją, gdy była w ciąży, nie da jej szansy, to dlaczego jakiś inny, zupełnie obcy dla niej kot miałby wyciągnąć do niej łapę? Nie ma co się martwić.
Łatwo tak mówić. Młoda matka na te słowa jedynie pociągnęła nosem, starając się zrobić to jak najciszej, by nie zwrócić specjalnie uwagi na to, co właśnie się z nią działo. Najchętniej by stąd odeszła, żeby się gdzieś wypłakać, ale nie mogła. Musiała więc zostać i wymyślić jakąś wymówkę, dlaczego płacze, o ile kocur w ogóle to zauważy i zapyta.
Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
Jeśli ktoś chciałby opisać Lwa prostymi przymiotnikami to byłyby to - honorowy, odważny, twardy i surowy. Jednak gdyby to rozwinąć każdy od razu zauważyłby w Lwie przede wszystkim jego brak uśmiechu. Bowiem uśmiecha się bardzo rzadko o ile w ogóle. Ponadto jest wytrwały i twardy. Nie można jednak określił jak zachowałby się w krytycznych chwilach takich jak śmierć bliskiego, bo takowej sytuacji nie było. Mimo to, że darzy rodzinę szczerym uczuciem i lojalnym to swą miłość okazuje w dziwny sposób - surowością i ochroną. Jednak Lew wykazuje się ogromną dozą sprawiedliwości - nie szanuje kota naginającego ją choćby był rodziną czy przyjacielem. Wytrwałość i wytrzymałość to jego kolejne ważne atuty, ale należy też wspomnieć o jego inteligencji, bo od najmłodszych lat potrafił wypowiadać się w sposób wykraczający poza jakiekolwiek ramy bycia ledwo co narodzonym kotem. Natomiast co można o nim złego powiedzieć to surowość przez którą jego stosunki z bliskimi mogą nie być tak zażyłe, a także podążanie do celu nawet po trupach oczywiście pod warunkiem gdy trup jest martwy przez swą głupotę i brak lojalności. Ogólnie rzecz biorąc - Lew to dobry kot, ale gdyby został przywódcą i musiałby skazać na śmierć czy wygnać z klanu brata (ponieważ na to zasłużył) zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
I zauważył. Ale nie musiał pytań, bo znał prawdopodobną odpowiedź. Nie chciał zadręczać kotki, chciał usilnie jej dać jakieś bezpieczeństwo i maluchom co wcale mu się nie udawało. Który już raz przegrywał w życiu? - Nie załamuj się i nie płacz. - Rzekł cicho lecz stanowczo. Mimo jego hardego tonu w głosie czuć było jakąś ostoję. Coś co niemal mogło dawać wiarę. - Staram Ci się dać dom więc nawet jeśli nie pójdzie wszystko po naszej myśli to nie mam zamiaru Cię zostawiać na pastwę losu. Wierz mi. - Dodał łagodnie zastanawiając się co zrobi gdy faktycznie nie dojdzie do zamierzonego celu. Pójdzie pytać koty z innego klanu o możliwość przyjęcia Jaskółki. Tak, to będzie dobre rozwiązanie. I uważał, że nie takie złe. W przeciwieństwie do samotniczego życia dla Jaskółki lepsze byłoby nawet życie w Cieniu. - Potrzebujesz trochę samotności? Czy mam tu być z Tobą? - Zapytał jeszcze łagodniej nie do końca wiedząc do ma robić. Nie chciał jej tu zostawiać ale nie chciał być również dla niej udręką. Była dla niego jak młodsza siostra, o którą trzeba dbać.
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/smweOEF.png">
<div class="centered">Brothers everywhere Raiseyourhands into theair We'rewarriors Warriors ofthe world Likethunderfrom thesky Swornto fight and die We'rewarriors Warriorsof the world </div>
</div>
- Wie-wiem - szepnęła, pociągając nosem, nie chcąc obudzić śpiących maluchów. Nie chciała, żeby widziały, słyszały jak płacze, żeby widziały, jaką ich matka jest porażką i jak słaba jest. Jaskółka starała się przy swoich kociakach być najlepszą wersją siebie - dzielna, nieustraszona, najwspanialsza mama jaką mogły sobie wyobrazić. Nie chciała, żeby kociaki poznały ją z tej żałosnej strony, tej słabej, niepewnej, pełnej kompleksów i obaw. Spojrzała więc na nie kątem oka i odetchnęła z ulgą, widząc że nie zapowiada się na to, by którekolwiek z nich miało w najbliższym czasie wstać.
- J-jak wo-wolisz - odparła, odwracając wzrok. Wcześniej, gdy kotka miała napady paniki, zanim została sama, miała przy sobie Amora, który czule ją przytulał i mówił że będzie dobrze. Brakowało jej tego. Brakowało jej bliskości, do której była tak przyzwyczajona, a na którą nie potrafiła sobie w tym momencie pozwolić przez strach i lęk. Bała się powtórki. Bała się, że znowu zostanie wykorzystana, zmanipulowana. I z jednej strony chciała być teraz sama, ale z drugiej... niekoniecznie. Pozostawiła więc tę decyzję Lwu i niezależnie od tego co zrobi, będzie jej to odpowiadało.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Przyszła tutaj, bo i dlaczego nie? To miejsce było tak samo odległe od bycia jej domem, jak każde inne. Czy w ogóle miała na świecie jakiś dom? Osiedle, Ziemie Niczyje, las? Nie. Chociaż to tutaj się urodziła i spędziła pierwsze księżyce życia, to nadal leśne ostępy były dla niej niewiele więcej, niż po prostu drzewami, wśród których gdzieś tam mieszkały dzikie koty. To prawda, Klan Cienia - a co za tym idzie, jej rodzina - również znajdował się w głębi puszczy i Pomurnik nadal zamierzała kiedyś dotrzeć na granicę... ale trudno powiedzieć, żeby umierała z tęsknoty za Cienistymi. Dała radę przetrwać ostatnie księżyce na własną łapę i żaden kot z ojczystego Klanu nie był jej potrzebny - dlatego też nie spieszyła się z eskapadą na granicę z Cieniem. Przeżyła cały ten czas, przeżyje i to. Nie wspominając już o tym, że pobolewająca przy dużym wysiłku tylna łapa wcale nie ułatwiała jej dłuższych wycieczek.
Wspięła się na jedną z bali, gdzie ułożyła się na tyle wygodnie, na ile to było możliwe przy jej wzroście. Przymknęła oczy; mogło się zdawać, że drzemie, jednak jej wzrok czujnie śledził wszystko, co działo się w okolicy.
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Wyrósł na naprawdę przystojnego kocura. Znaczy, sam za takiego się uważa. Zapowiadał się na kota wielkiego i masywnego, a tymczasem wystrzelił jedynie w górę, a nie wszerz. Jest naprawdę wysoki (zapewne przez nienaturalnie długie łapy), ale przy tym niezwykle szczupły, do tego stopnia, że gdyby przyszła jakaś większa wichura, mogłaby go porwać! Ma wielkie, trójkątne uszy oraz garbaty nos i długi, ogon, który można by porównać do bicza. Jego futro jest krótkie i szorstkie, ale warto wspomnieć, że zawsze czyste i ułożone, bo stara się o nie dbać. Kolor jego szaty to w głównej mierze biel. W niektórych miejscach występują czarne plamy, najwięcej na grzbiecie. Kolejne z nich znajdują się na tylnych łapach oraz na lewej przedniej, wszystkie z nich omijają stopy. Czerń również pokrywa cały ogon oraz uszy, lekko nachodzi na oczy. Nie można zapomnieć o mniejszych plamkach w okolicach pyska i nosa, który jest właśnie czarno-różowy. I o dziwo to nie jego orientalna budowa oraz łaciate umaszczenie przyciągają najwięcej uwagi, a oczy lub tak właściwie jedno, prawe. Jest duże i jasnozielone. A co z tym drugim? Nie ma go. Zostało zastąpione przez szklaną kulę, ot, nauczka za głupotę.
Złośliwy, narcystyczny, aczkolwiek ambitny kocur z lekko zawyżonym ego
/więcej w kp, charakter mi się tu nie mieści
Daleko go wywiało.
Dzisiejszego dnia chyba naprawdę nie miał roboty, skoro postanowił przyjść aż na Siedlisko Koni. Było wczesne południe, wokoło w cholerę śniegu, no zimno, cóż by więcej dodać? W ostatnich dniach strasznie był tym zirytowany. Nie wiedział jak mógłby się ogrzać, nie wiedział jak wykręcić się od obowiązków, by móc przeleżeć cały dzień w legowisku. Tak się nie da. Klan się sam nie wyżywi, granice same nie oznaczą. No trudno. Jeszcze chwila, a śnieg stopnieje i zrobi się cieplej. Na to przynajmniej liczył.
Stwierdził, że spacer mógłby go trochę rozgrzać. Pewnie dlatego zjawił się właśnie tutaj. Przechadzał się wzdłuż pastwiska, wypatrując tych całych "koni", o których kilka razy zdarzyło mu się słyszeć. Był ciekawy jak wyglądają, czy naprawdę są takie wielkie jak opisując ich inni. Rzecz w tym, że żadnego konia w okolicy nie widział, a był pewny, że jest w dobrym miejscu. Co to za oszustwo. Czyżby był taki straszny, że wszystkie zwierzęta się przed nim pochowały? Z pewnością. Jedyne stworzenie jakie dostrzegł, to kot. Smoliście czarny, leżący na kupie siana, czy... Czegoś. Od razu założył, że owy kot jest mieszkańcem tego miejsca. Zbliżył się, bowiem w jego głowie zrodziło się pytanie.
- Gdzie są konie. - Odparł, bez żadnego przywitania, ani uśmiechu. Spojrzał na nieznajomą uważnie, nie najmilszym wzrokiem. Samotnik, ble.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Konie? A po co temu przypadkowemu kocurowi, który dopiero co się tutaj pojawił, były konie? Tych bydlaków nie dało się w żaden sposób wykorzystać. Ani tego zjeść, ani się z tym skomunikować... Jeżeli już, to można było zaliczyć jednorazowy lot na samą Srebrną Skórkę od ich kopnięcia w jakiś newralgiczny punkt ciała. Na przykład głowę, która najwyraźniej u pewnych jednostek była pozbawiona zawartości.
Przyglądała się Karaczanowi bez ruchu, przerzucając w głowie wszystkie możliwe opcje odpowiedzi, poczynając od "tak się zwracasz do damy?" a na udawaniu głuchoniemej kończąc, co w sumie zajęło nieco mniej, niż kilka uderzeń serca. Ha, gdzie ta odznaka mistrzyni ciętej riposty?
- Najbliższy stoi za Tobą - wychrypiała. Ten głos.. Pomurnik nie miała nawet dwudziestu księżyców na karku, a jednak ten był już starczy i zmęczony.
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Wyrósł na naprawdę przystojnego kocura. Znaczy, sam za takiego się uważa. Zapowiadał się na kota wielkiego i masywnego, a tymczasem wystrzelił jedynie w górę, a nie wszerz. Jest naprawdę wysoki (zapewne przez nienaturalnie długie łapy), ale przy tym niezwykle szczupły, do tego stopnia, że gdyby przyszła jakaś większa wichura, mogłaby go porwać! Ma wielkie, trójkątne uszy oraz garbaty nos i długi, ogon, który można by porównać do bicza. Jego futro jest krótkie i szorstkie, ale warto wspomnieć, że zawsze czyste i ułożone, bo stara się o nie dbać. Kolor jego szaty to w głównej mierze biel. W niektórych miejscach występują czarne plamy, najwięcej na grzbiecie. Kolejne z nich znajdują się na tylnych łapach oraz na lewej przedniej, wszystkie z nich omijają stopy. Czerń również pokrywa cały ogon oraz uszy, lekko nachodzi na oczy. Nie można zapomnieć o mniejszych plamkach w okolicach pyska i nosa, który jest właśnie czarno-różowy. I o dziwo to nie jego orientalna budowa oraz łaciate umaszczenie przyciągają najwięcej uwagi, a oczy lub tak właściwie jedno, prawe. Jest duże i jasnozielone. A co z tym drugim? Nie ma go. Zostało zastąpione przez szklaną kulę, ot, nauczka za głupotę.
Złośliwy, narcystyczny, aczkolwiek ambitny kocur z lekko zawyżonym ego
/więcej w kp, charakter mi się tu nie mieści
Po co mu były konie. Dobre pytanie. Na miejscu Pomurnik też by je zadał. Chociaż... Nie, nie zadałby. I głównie dlatego, że takie coś nie obchodziłoby go. Nie warto wciskać nos w nie swoje sprawy, nieprawdaż? Szkoda, że tak często zdarza mu się to robić. Idealnym przykładem tutaj może być związek Cierpkiej Jagody i Żurawinowego Nosa. To w zupełności go nie dotyczy, a mimo to, wydaje się tym być bardzo przejęty. Zdecydowanie nie powinien. Nikt jeszcze nie zdołał go do tego przekonać. No trudno. Sam w końcu ogarnie, że nie ma się czym przejmować. Z resztą, mniejsza z tym. Natychmiast przestał o tym myśleć, gdy w końcu doczekał się odpowiedzi od czarnej samotniczki. No, w końcu. Ile można czekać?
- Czy wyglądam jakbym żarrtował? - zapytał, jednak wcale nie oczekiwał odpowiedzi. Sam jej udzielił, niemalże od razu. - Pytam poważnie. Jeżeli nie masz zamiarrru udzielić mi odpowiedzi, to mi powiedz. Nie mam zamiarrru marrnować czasu na pogawędki - Mruknął, podnosząc brwi do góry. Bardzo zabawne, ale chyba zapomniał się zaśmiać. Nic w tym dziwnego. Słowa Pomurnik z niewiadomego powodu uznał za... Pasywno-agresywne, złe, niemiłe i nie wiadomo co jeszcze. Czy kocica naprawdę miała złe zamiary?
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Oj tam zaraz złe zamiary. Raczej instynktowna reakcja na absurdalne pytanie w rodzaju "gdzie są konie" padające z pyska przypadkowego kota intensywnie pachnącego Klanem Gromu. Aż się rozpromieniła, gdy dostrzegła, że poziom wzburzenia Karaczana wzrósł co najmniej trochę - no proszę, jej cynizm się opłacił!
- Owszem, wyglądasz. Przychodzisz tutaj, zupełnie przypadkowo i zapewne po raz pierwszy, patrząc po tym, że zachowujesz się tak, a nie inaczej, a twoimi pierwszymi słowami jest pytanie o to, gdzie są konie - odrzekła z zabójczą uprzejmością. Ogon zaszurał o balę słomy, niczym wąż prześlizgujący się wzdłuż traw, gdy kocica poprawiła się w swojej pozycji. Nieznajomy był oryginalnej budowy. Szczupły, łaciaty, wysoki, możliwe, że byliby porównywalnego wzrostu i budowy, gdyby stanęli obok siebie. - Widzisz-li ten budynek? O, tam. Dwunożni trzymają tam konie, kiedy na nich nie jeżdżą.
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Księżyce: 46 Mistrz: Żurawinowy Nos [*] Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Partner: na pewno będzie kotką Trwałe urazy: -1 do zmysłów za brak lewego oka
Wyrósł na naprawdę przystojnego kocura. Znaczy, sam za takiego się uważa. Zapowiadał się na kota wielkiego i masywnego, a tymczasem wystrzelił jedynie w górę, a nie wszerz. Jest naprawdę wysoki (zapewne przez nienaturalnie długie łapy), ale przy tym niezwykle szczupły, do tego stopnia, że gdyby przyszła jakaś większa wichura, mogłaby go porwać! Ma wielkie, trójkątne uszy oraz garbaty nos i długi, ogon, który można by porównać do bicza. Jego futro jest krótkie i szorstkie, ale warto wspomnieć, że zawsze czyste i ułożone, bo stara się o nie dbać. Kolor jego szaty to w głównej mierze biel. W niektórych miejscach występują czarne plamy, najwięcej na grzbiecie. Kolejne z nich znajdują się na tylnych łapach oraz na lewej przedniej, wszystkie z nich omijają stopy. Czerń również pokrywa cały ogon oraz uszy, lekko nachodzi na oczy. Nie można zapomnieć o mniejszych plamkach w okolicach pyska i nosa, który jest właśnie czarno-różowy. I o dziwo to nie jego orientalna budowa oraz łaciate umaszczenie przyciągają najwięcej uwagi, a oczy lub tak właściwie jedno, prawe. Jest duże i jasnozielone. A co z tym drugim? Nie ma go. Zostało zastąpione przez szklaną kulę, ot, nauczka za głupotę.
Złośliwy, narcystyczny, aczkolwiek ambitny kocur z lekko zawyżonym ego
/więcej w kp, charakter mi się tu nie mieści
A co w tym dziwnego? Nie rozumiał. Przyszedł tu, tak po prostu, po to by zobaczyć konie. Nie miał zamiaru rozmawiać z żadnymi ciapatymi pieszczochami brudnej krwi. Wyszło tak, że ostatecznie musi. No kurde, on to ma szczęście. Gdyby mógł zapewne zdecydowałby się na głośne, głębokie i zmęczone westchnięcie. Zrezygnował z tego. Nieznajoma mogłaby to różnie zinterpretować, a on nie chciał, by myślała sobie na jego temat różne, dziwne rzeczy. Tak więc zamiast wspomnianego wyżej westchnięcia po prostu zmarszczył brwi.
- Pytam wprrrost, bo nie mam zamiarrru z tobą rrrozmawiać. - Wyjaśnił sucho, cofając uszy do tyłu. No, dopiero co przyszedł, a już się denerwuje. Mógł zostać w obozie, siedzieć na dupie, a wtedy jego nastrój na pewno byłby sto razy lepszy niż teraz. No, ale już trudno. Przeszedł taki szmat drogi, więc nie może tego zmarnować i po prostu zawrócić. Słysząc odpowiedź samotniczki lewy kącik jego ust nieco się uniósł. Tak, tak, dobrze. Posłuszna samica, takie są najlepsze. - Czy są w śrrrodku dwunożni? Nie chce być złapany. - Żaden leśny kot na jego miejscu by tego nie chciał. To okropieństwo. Zamknęli by go w swoim obozie i karmili małymi, śmierdzącymi bobkami. Już prędzej wolałby umrzeć z głodu, niż to jeść.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Posłuszna samica, jak myślał Karaczan, wysunęła wąski język i zaczęła drobiazgowo czyścić swoje długie łapy o stwardniałych od długich wędrówek poduszkach. Brakowało jej ruchom uroczej gracji, jaką miewają niekiedy małe i drobne kocice; nie były też ciężkie, niezgrabne i brutalne, jak to bywa u zaprawionych w boju kotów-czołgów. Raczej można było porównać je do jakiś nienaturalnych, dziwnych konwulsji długonogiego pająka; Pomurnik w pewnym momencie, miast unosić łapy do pyska, oparła kończynę mocno o belę i pochylając łeb niemal do podłoża, oczyszczała ją kolejnymi liźnięciami z brudnego śniegu. Dziwaczny widok.
- Co za przypadek! - zareagowała na suche warknięcie Karaczana, na chwilę odrywając się od toalety. Ona też nie zamierzała wdawać się w jakieś specjalnie długie pogawędki z nieuprzejmym wojownikiem Klanu Gromu, aczkolwiek skoro już tu sterczał i zadawał głupie pytania, to głupio byłoby przegapić okazję do sypnięcia mu kilku złośliwości w pysk. - Raczej tak. Nawet, kiedy ich nie ujeżdżają, to zawsze ktoś jest przy nich, żeby się nimi zajmować - parę razy udało się jej wślizgnąć do środka stajni i naoglądać się tyle dziwnym praktyk Dwunożnych, których ni w ząb nie umiała pojąć (a nie uważała się za w ciemię bitą), że wystarczy jej na długie księżyce.