Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Nie zachowywali się teraz szczególnie racjonalnie i oboje rano będą mocno skonfundowani, kiedy przypomną sobie, co wyprawiali poprzedniego dnia, ale kto by się tam przejmował? Polny nie wiedział, jak to jest być w związku, choć wielokrotnie przecież obserwował swoich rodziców i wiedział, jak okazywać drugiej, ważnej sobie osobie uczucia, ale wciąż nie czuł się z tym swojo. Musiał się przegiąć, tak, i przestać się przejmować tak bardzo. Czy żałował? Nie, zdecydowanie nie, znał Ostrą i nie miał czego tutaj żałować, miał jednak nadzieję, że szylkretka myśli podobnie, jak on i decyzja ta nie jest z jej strony aż taka pochopna. – Bardzo dobry – wymruczał z zadowoleniem, prostując się i lekko muskając swoim nosem jej policzek w geście podziękowania, jakby już zapomniał, że zrobił to wcześniej, nieważne. Kolejny skarb, a raczej ozdoba do jego legowiska, choć tym razem o wiele piękniejsza i bardziej wyjątkowa od innych, bez dwóch zdań, przy niej jakikolwiek listek czy kolorowe piórko nie miałyby szans. Dzisiejszy sen będzie bez wątpienia jednym z lepszych w jego życiu, oj tak, szkoda tylko, że nie będzie mu dane dzielić go razem z córką Krogulczej Gwiazdy. – Och, to cud, że udało ci się uratować chociaż to jedno piórko! – zawołał, wyraźnie przejęty jej opowieścią i przycisnął pióro łapą do ziemi za twardą, łysą końcówkę, jakby ktoś miał ją mu tu zaraz zabrać sprzed nosa. Gdyby przyniosła mu całego bażanta oczywiście mogliby go razem zjeść, ale cóż, nie będzie narzekał, szansa na wspólny posiłek na pewno natrafi się niejedna. Spojrzał na nią i na jej zachowanie, kiedy skierowała wzrok w kierunku obozu i lekko cofnął uszy. Musieli się już chyba zbierać, nie mogli tracić cennego czasu i obijać się. – Ach, trening… no tak – mruknął w końcu i machnął puchatym ogonem, stając obok Ostrej i lekko ocierając się swoim barkiem i jej. Rozumiał ją oczywiście, sam miał trening Szarej Łapy na głowie i musiał się do niego przygotować, poza tym czekały go jeszcze rozdzielenia patroli i polowanie, a to nie było nic i powinien był się dobrze wyspać, aby móc myśleć trzeźwo i racjonalnie. – No to… tak, dobranoc, jutro cię gdzieś złapie po tym treningu – mruknął i trącił ją leciutko łokciem w bok z uśmiechem wymalowanym na pysku i przejechał szorstkim, różowym ozorem po sierści między jej uszami w geście pożegnania. Odprowadził ją wzrokiem, a potem, cóż, wziął z bijącym szalenie sercem pióro delikatnie w zęby i udał się do swojego legowiska. Co za dzień.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Ostra ostatnio czuła się trochę zagubiona w tym wszystkim co ostatnio się wydarzyło. Śmierć matki, polny przywódcą a potem jej brat został mianowany na zastępce... A ostatnio to nie mogła znaleźć Kaliny. Zapodziała się gdzieś. Szukała jakiś śladów terminatorki ale gdy takowe znajdywała, doprowadzały ją donikąd. Dziś również poszła trochę poszukać śladów ale niestety ale skończyło się na tym, że wojowniczka po dłuższym czasie poszukiwań, skierowała swoje kroki ku Zarośniętego Brzegu. Miała stąd dobre wspomnienia i lubiła tu przychodzić żeby odsapnąć. Usiadła gdzieś na uboczu i przyglądała się temu miejscu. Od razu jej głowa zaczęła sobie przypominać jak w tym miejscu Ostra i Polny zostali partnerami. Teraz jak sobie przypomniała o tym to cicho się zaśmiała. Zachowywała się śmiesznie w tamtym momencie. W sumie to jak rozpłakany kociak. Pewnie musiała okropnie wyglądać a jednocześnie komicznie. Ale mimo wszystko dobrze wspomina tamten spacer. Została partnerką wspaniałego kocura. Nigdy jednak nie przypuszczała, że zobaczy tak szybko Polnego jako przywódce klanu Cienia. A dodatkowo nie myślała, że kocur tak szybko się pozbiera i zrobi się z niego taki faktyczny przywódca. Na jego pierwszej ceremonii zauważyła, jak potrafił ogarnąć towarzystwo. Był to niespotykany widok. Jakoś tak bury kocur spoważniał? Ostra zaczęła czuć od niego siłę i cieszyła się z tego ale jednocześnie nie mogła uwierzyć, że się tak zmienił. Cieszyła się z jego sukcesów jako przywódca ale trochę czuła się mniej potrzebna. Teraz miał zastępce, jego prawą łapę i nie musiała mu tak dużo pomagać jak kiedyś. - Mój partner dorasta co...-zaśmiała się do samej siebie.
Jak szybko może się wszystko zmienić... Niedawno jeszcze była młodą kotką a teraz? Już miała na karku 50 księżyców. Pewnie teraz Krogulec ze Srebrnej Skórki patrzy na Ostrą swoim surowym spojrzeniem bo nadal jej nie zrobiła wnuków. Eh ta Krogulec...
No ale czas leciał a Ostra była ciekawa tego czy Polny będzie chciał kiedykolwiek mieć z nią kocięta. Bo szczerze to ona nie za bardzo była chętna na matkowanie. Bała się być matką i nie czuła się dobrze myśląc o tym. Ale jeżeli jej partner będzie kiedyś je chciał to chyba będzie musiała przezwyciężyć strach i obawy.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Jeśli Ostra była w tym wszystkim pogubiona, to co miał powiedzieć Puchacz, który jednego dnia, co prawda, podobnie jak siostra, chowa matkę, a w drugim zostaje zastępcą? Kompletnie nie potrafił się w tym odnaleźć. Znaczy, jasne, zawsze chciał zostać zastępcą, ba, celował nawet w pozycję przywódcy swego czasu, aczkolwiek jakoś nadal nie mogło to do niego dotrzeć. Że mu się w końcu udało. Zawsze uważał, że ich matka dłużej posiedzi na stołku. Jasne, do najmłodszych nie należała, ale ze swoimi 9 życiami mogła nawet siedzieć tam jeszcze trochę. Podobnie było z Polnym - był młody, więc nie sądził, żeby ktokolwiek miał go zastąpić, a jeśli już, to zapewne za wiele, wiele księżyców, kiedy to Puchacz już będzie starym próchnem, który nie nadawałby się już na to stanowisko, a kto wie, może by go już zakopali w piachu - iście prawdopodobna wersja.
Nadal nie mógł się też przyzwyczaić do tego, że powinien ogarniać patrole, że, ha, powinien ogarniać koty, jakie mają w klanie, kto kogo trenuje, jak długo, coś tam, coś tam. On nie kojarzył do tej pory więcej niż połowy kotów, które mieszkały z nim w jednym obozie, a teraz musiał chociaż udawać, że wie, jak się każdy nazywa, czy jest wojownikiem czy wyrośniętym terminatorem, kogo będzie niedługo ceremonia, kto kończy treningi, kto z kim się dogaduje najlepiej, żeby się nie pozabijali na patrolu... A ić pan w ciul.
Jeszcze dodatkowo miał mniej czasu, teoretycznie, na spacery poza obozem, poza terenami cienia, bo powinien być na miejscu, w razie co, żeby rozdzielić patrole, czy coś.
Dlatego korzystał i chociaż spacerował po ich terenach, przy okazji polowania, czy coś, i akurat jak tak sobie pewnego dnia spacerował, ujrzał z daleka szylkretową siostrę, na której widok zastrzygł uszami, zastanawiając się niecałe uderzenie serca, nim nie podszedł do niej, radośnie się szczerząc.
- Witaj, wojowniczko klanu cienia - zażartował, poruszając wesoło wąsami. - Co tam u ciebie słychać po... ostatnich wydarzeniach? - dodał po chwili, już nieco poważniejszym tonem. W końcu, kto wie, może siostra nie czuje się za dobrze, a więc najpierw trzeba wybadać grunt - czy w ogóle ma humor do żartów, czy nie, a potem mogą porozmawiać.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
No Wirek to dopiero miał chaos w swojej głowie! Niedawno co chował swoją matkę i od razu po tym został zastępcą. Oczywiście byłby pewne zgrzyty podczas ceremonii przez Topnieja, który musiał pokazać swoje niezadowolenie. Na całe szczęście Polny szybko uspokoił zaistniała sytuacje a jej braciszek został pełnoprawnie zastępcą. Cieszyła się z tego, ze to on nim był. Znała brata i uważała, że będzie dobrym doradcą jej partnera. Ale czy Wirek już wiedział bądź się domyślał, że Polny był jej partnerem? W końcu nikomu tego nie mówiła otwarcie. Jednak nigdy się nie kryła ze swoimi czułymi gestami, które obdarowuję przywódcę klanu Cienia. Więc nie wiedziała czy jej jedyny brat o tym wiedział, że już nie była singielką. Trochę to śmieszne bo myślała, że zawsze ją zostanie.
No ale podsumowując, cieszyła się z takiego a nie innego obrotu spraw. Nie wyobrażała sobie kogoś innego do tej roli. Niby ona sama mogłaby takowym zastępcą zostać ale dobrze, że było tak a nie inaczej. Nie była rządna władzy.
Nagle z jej przemyśleń wyrwał ją właśnie bury wojownik. Uśmiechnęła się do niego delikatnie. Dobrze go było widzieć w takim dobrym stanie. Ogólnie dobrze go było widzieć. Ostatnio nie było okazji do dłuższej rozmowy przez to co się działo. – Hoho co tak oficjalnie braciszku? Mimo iż zostałeś zastępcą to i tak będziesz dla mnie bratem.-zaśmiała się a następnie chwile zamilkła słysząc pytanie. Spojrzała się na chwilę na staw by z powrotem znów wrócić wzrokiem do burego pyszczka jej brata. – Jest już… dobrze. Po podróży do Szepczącej Sadzawki czuję się lepiej z tym wszystkim.-odpowiedziała spokojnie. Nie było tak źle jak kiedyś. Teraz już się powoli uśmiechała i śmiała a to dobry znak, ze wracała do dawnej siebie. Od czasu do czasu zdarzało jej się za bardzo zagłębić w swoich myślach. Więc czasem miała lepszy bądź gorszy dzień. No ale raczej nikt nie byłby szczęśliwy po śmierci swojej rodzicielki. Na całe szczęście Ostra nie należała do kotów miękkich. Całe swoje życie starała się być twarda i zwłaszcza w takich sytuacjach. Nie było to łatwe ale nie chciała być problemem a jedynie podporą dla tych którzy tego potrzebowali. Chciała być potrzebna a nie kotem co potrzebuje pomocy. - Ale widzę, że nie tylko mi ta podróż pomogła. Polny jakoś tak też się pozbierał. Wręcz go prawie nie poznaję. -zaśmiała się cicho.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Czy się orientował, że siostra miała partnera, a tym szczęśliwcem był akurat przywódca tegoż klanu? Hahahaha. Dobre. Wirek raczej nie należał do mądrych osobników i co prawda, nie umknęło mu, że oboje są sobie bliscy, ale czy od razu pomyślał o partnerstwie? Niekoniecznie. Może i mógłby zacząć coś podejrzewać, ale nieszczególnie zwracał uwagę na takie rzeczy, bo i po co. Więc dopóki Ostra mu tego nie powie prosto w pysk, to pewnie będzie żył w błogiej nieświadomości, że szylkretka jest singielką, a puchaty kocur jest jedynie jej przyjacielem. Ot co. Albo że mają się ku sobie, ale nic z tego nie wynikło. Czy coś. No, ale żeby się domyślić - to nie u niego, on był wyjątkowo niedomyślnym typem.
- Oficjalnie? Ja dopiero mogę być oficjalny, chcesz się przekonać? - spytał, unosząc nieco łeb i wyginając kąciki pyska w chytrym uśmieszku. - Ostry Kwiecie, wyrażaj się, rozmawiasz z zastępcą - dodał, a jego wąsy drgnęły radośnie. - Do swojego przywódcy też tak się odzywasz? Tsk, brak szacunku u tych kotów, totalny, Wąż i Płomykówka za bardzo was rozpuścili i ciągnie się to za nami do dziś - dodał, kręcąc z politowaniem głową i cmokając parokrotnie z niezadowoleniem.
Przysiadł obok siostry, uważnie słuchając co tam u niej się dzieje, delikatnie kiwając głową. No, przynajmniej miała okazję trochę ochłonąć z tego co się działo, nie myśleć o tym wszystkim, podczas długiej podróży. No, on też co prawda nie próżnował, bo w tym samym czasie próbował wytropić borsuka, który zamordował im medyka, co oczywiście się nie udało, ale on jakoś szybciej sobie z tym poradził, a przynajmniej tak mu się wydawało. Szczególnie, że na pogrzebie sam nie wiedział jak powinien się z tym wszystkim czuć i, jasne, było mu smutno, bo w końcu grzebał matkę, ale z drugiej strony nigdy nie byli ze sobą specjalnie blisko, a z upływającym czasem wręcz się nieco od siebie oddalali, no i ostatnimi czasy miał do niej wiele żali.
- Wierzę, że będzie równie dobrym przywódcą co Krogulcza Gwiazda i nie sprowadzi nas znów na dno - przyznał, kiwając delikatnie głową. Polny wydawał się nieco miękki i ugodowy, ale Puchacz miał nadzieję nieco go wyprostować. Jeszcze miał na to czas.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
No niestety ale jej braciszek słabo się znał na tych sprawach i trochu był mało spostrzegawczy. No bo jacy przyjaciele miziali by się tak po pyskach? No na pewno nie w takich ilościach jak oni. Jakoś Ostra będąc przy Polnym nie mogła się powstrzymać. Czasem się jej wydawało, że robiła się strasznie miękka w obecności przywódcy i nie mogła na to nic nie poradzić. Miłość ją mocno porwała. Ale to tylko oznacza, ze każda potwora znajdzie swojego amatora. Kto wie… Może sam Wirek kiedyś znajdzie kogoś i ich motto z bycie singlem się ciut zmieni.
Na chytry uśmiech brata, odpowiedziała mu tym samym a potem się głośno zaśmiała. Brzmiał dosłownie jak jakiś staruch. Tylko by narzekał i wypominał to co się zdarzyło w przeszłości. –Oh wybacz per zastępco. Nie chciałam Cię w żadnym stopniu urazić. -aktorsko popatrzyła się na niego zaskoczona i ze skruchą.
Potem go delikatnie szturchnęła w bok gdy się do niej przysiadł. Co jak co ale ona nie musi używać takich grzeczności do przywódcy jak i zastępcy. Oboje byli dla niej bliscy i nie wyobrażała sobie nagle nazywać ich „zastępco” „przywódco”. Polny nadal był Polnym a Wirek nadal był Wirkiem. Nic się pod tym względem nie zmieniło. – Pilnuj mi go by niczego sobie nie dorobił. Bo wiesz teraz jak dostał te życia to mogą mu różne pomysły przyjść do głowy. Nie chce by pchał się w każde niebezpieczeństwo. -wzdychnęła ciężko. Polny bardzo lubił pomagać innym i pewnie jakby zobaczył kogoś kto potrzebuje pomocy to od razu by pognał bez wcześniejszego zastanowienia. Nie chciałaby go zobaczyć mocno rannego. Już za dużo widziała poszarpanych ciał swoich bliskich…
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
A to prawda akurat. Nie dość, że się na tym nie znał, bo nigdy nie miał większych kontaktów z kotkami, to jeszcze był mało spostrzegawczy. Na ceremoniach raczej nie rozglądał się dookoła, tylko skupiał na samym meritum ceremonii, a poza nimi rzadko bywał w obozie - teraz, kiedy został zastępcą, trochę rzadziej wychodził na całe dnie, a na pewno nie szlajał się bez celu po terenach niczyich, częściej wybywając standardowo na polowania i patrole, więc nieszczególnie rzuciły mu się w oczy czułe gesty Ostrej i Polnego. No cóż. Może czas najwyższy się trochę zainteresować ich relacją...? A może nie, nah.
- No ja mam nadzieję, wojowniczko, inaczej będę musiał wyciągnąć z tego konsekwencje, a tego nie chcemy oboje - odpowiedział poważnym tonem głosu, kiwając równocześnie nieco głową, ułaskawiająco. W końcu przynajmniej przeprosiła, powiedziała, że nie chciała go tak naprawdę urazić.
Drgnął delikatnie na jej dotyk, aczkolwiek nie zrobił z tym nic więcej. Jeśli chodziło o jego bycie niedotykalskim, to cóż, faktycznie miał awersję przed dotykiem, ale gdy chodziło o bliskie mu koty, to raczej mu nie przeszkadzał, ba, czasami sam go inicjował, tak po prostu, dlatego, gdy kocica go szturchnęła ten oddał jej strzałem z ogona.
- Lepiej on, niż ja, co nie? Ja oberwę raz i koniec, a on może tak z 8 razy - rzucił wesoło, wyszczerzając się standardowo. - A chyba nie chcemy, żeby taki cudowny, wspaniały wojownik tak po prostu poświęcił swe życie, co? - rzucił smutno, zerkając na Ostry Kwiat. A żeby spróbowała zaprzeczyć, pf!
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Ostrej to wcale nie przeszkadzało że mało kto interesował się jej związkiem z Polnym. W sumie to chyba i nawet lepiej. Nie potrzebowała gapiów. Tak to mogli razem spokojnie spędzać czas nie przejmując się spojrzeniami innych. A nawet jeżeli by się takie koty znalazły to Ostra by się nie przejmowała. No bo po co? Chyba zasługuje na partnera z wyższej półki?
Na słowa burka, wojowniczka prychnęła. Łaskawca. Wojowniczka tylko zażartowała a ten już posługuje się swoją rangą. Ah Polny nie wiedziałeś jakiego głupka dałeś na to stanowisko… Dobrze, że nie był przywódcą bo chyba klan by się zawalił. Tosz to przecież jeszcze kocię w za dużym futrze!
Słysząc kolejne pomruki, szylkretka na chwilę się zamyślała i nieco spochmurniała. – Mówisz…-niby mieli te życia. Nawet sporo można powiedzieć ale nawet to nie wystarczało. Ostatnio przecież jej matka umarła. Miała dużo żyć i co? Dzik ją pokonał. – Czasem się zastanawiam czy faktycznie mają te dodatkowe życia…-powiedziała do brata. – Może taki przecudowny to ty nie jesteś ale nie chciałabym Cię stracić. –zaśmiała się głupio.
Był jej dużym, głupiutkim, rozczochranym braciszkiem. Mimo iż czasem naprawdę zachowywał się jak debil to go kochała i nie chciała by i on odszedł. Potrzebowała go. Był jej rodziną, jedyną. Nie chce żadnego innego zastępca. Potrzebowała swojej prawdziwej rodziny i nikt nie zapełni w pełni tej pustki. Kiedyś jej rodzina była przepełniona kotami a teraz? Miała tylko Wirka.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
To prawda. Nie był najinteligentniejszym wyborem na przywódcę. W sensie, dosłownie, bo inteligencja umierała, jak tylko się do niego zbliżyła. Nawet nie w przenośni. Bo, nie oszukujmy się, był po prostu głupi. Znaczy, nie to, że był całkowicie głupi i, no, ani w jednym procencie inteligentny, ale tak, można było założyć, że był bardziej głupi i inteligentny, bo do jego głowy wpadało milion głupich pomysłów na sekundę i bardzo rzadko można było go zobaczyć prawdziwie poważnego, bo zazwyczaj tę powagę udawał. Choć, nie można było powiedzieć, by gdy było coś ważnego do dogadania z przywódcą, to ten robił sobie jaja. O dziwo.
Lekko zastrzygł uszami, gdy Ostra nieco spochmurniała, bo zrozumiał, że chyba piła do tego, że ich matka tak o, mimo tych wszystkich żyć, już dawno była na Srebrnej Skórce i w sumie absolutnie jej one nie pomogły, bo pomimo tego, że dzika zabiła, to sama przyświęciła swoje życie. Uderzył ją delikatnie barkiem w bark, na pocieszenie.
- Cóż, tylko Gwiezdni wiedzą, czy to tylko bajeczka dla innych, czy czysta prawda - odparł. - Nigdy nie mieliśmy okazji tego sprawdzić, może czas? Dla, wiesz, pewności? - zażartował, poruszając wąsami. Czy on właśnie proponował morderstwo na Gwieździe? A możliwe, możliwe. Zaś na kolejne jej słowa wyszczerzył się głupkowato. - O, a więc jednak, przyznajesz się, że mnie kochasz? Urooooczooooo - wyrzucił z siebie, wysuwając żartobliwie język w stronę siostry. Aw.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Ostra miała małą nadzieje, że Wirek nie będzie musiał być kiedyś przywódcą. Chyba klan Cienia by się zapadł pod ziemie czy coś. Pewne było jedno. Nie nadawał się kompletnie. No chyba, że jakimś cudem Gwiezdni dadzą mu dużo inteligencji. Bardzo dużo. Albo ktoś sprawi, że będzie mądrzejszy? Kto tam wie. Na razie dobrze, ze jako zastępca jakoś se radzi.
Czując kolejne szturchniecie, Ostra uśmiechnęła się delikatnie do brata. Tia… Nie ma co się użalać nad tym.
Po chwili jej radosny humor wrócił gdyż Wirek powiedział bardzo interesującą rzecz. –Hohoho… Nowy zastępca wygłasza chęci zamordowania przywódcy klanu Cienia? I do tego namawia swoją współklanowiczkę? Chyba będę musiała to zgłosić.-zaśmiała się. – Jeszcze Ci mało władzy hmm?-uniosła zawadiacko brwi. – W każdej chwili to może się zmienić głupku.-ponownie go szturchnęła. Czasem po prostu brakowało słów na tego gamonia.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Oj tak, dla cienia zdecydowanie lepiej i bezpieczniej by było, żeby Puchacz nigdy nie zasiadł na Trzaskającej Gałęzi, jako Gwiazda, przewodząc klanem. Nie byłoby wcale tak wesoło, jak by się pewnie co niektórym wydawało. Wirek raczej nie był najpoważniejszym kotem i... zapewne wiele kotów wylądowałoby z jakimiś idiotycznymi imionami, bo Puchacz uznałby, że będzie śmiesznie - nie licząc się z tym, że taki, choćby Trzmieli Tyłek nie miałby za ciekawego życia.
- Tylko raz! - odmiauknął wesoło, co brzmiało dość absurdalnie zapewne. - Raz się nie liczy jako morderstwo, skoro taki kot zaraz wróci do życia. Teoretycznie - dorzucił, wyszczerzając się szeroko. No co, jeśli się, teoretycznie, nie zamorduje takiego kota "do końca", to nie można powiedzieć o tym, żeby popełnić morderstwo. Prawda? Prawda. Chyba. Jakoś tak by było. Czy coś.
- Noooo wieeeesz? - miauknął smutno, lekko zniżając łeb i robiąc zbolałą minę zranionego do granic możliwości kota. Następnie dotknął czołem barku siostry. - Teraz musisz mi posłużyć za coś, w co można się wypłakać, bo niebywale mnie zraniłaś - rzucił, ukrywając w kolorowym futrze szeroki uśmiech.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Przyszli terminatorzy nie mieliby za kolorowo gdyby Wirek rządził to fakt. Ale pewnie gdyby faktycznie rządził to raczej długo by tak nie wydziwiał z imionami. Bo prędzej czy później by ktoś mu przygadał a może nawet doszłoby do buntu? Kto wie. Więc jako przywódca musiałby mniej się wygłupiać by nie stracić szacunku i rangi. Mogłoby się tak zdarzyć. Ale póki co trzeba się cieszyć, że tak nie jest. - Morderstwo to morderstwo. Poza tym jak Ci się to spodoba i się zapomnisz? Jeszcze wszystkie życia mu wykorzystasz i zanim się obejrzysz to zamiast żywego Polnego będzie zimny trup. - z takiego karygodnego czynu się nie wymiga. Nie ważne jakie argumenty poda Ostrej pod nos. Trzeba chyba zgłosić władzy, że jego prawa łapa ma ochotę go sprać na kwaśne jabłko. - Ojoj jakiś ty biedny. -przewróciła zabawnie oczami a następnie zaczęła głaskać łapą, brata po głowie. - Naszemu małemu Wirkowi zrobiło się smutno. Ojojoj. - powiedziała głosem poruszonej matki. - Oj nie płacz kochanie. Ciiii. -ponownie pogłaskała a pod koniec parskła, dusząc w środku śmiech.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Lekko napuszył futro na kryzie, gdy kotka wytknęła mu, że morderstwo to morderstwo, a następnie zmarszczył nieco grzbiet nosa. No dobra, teoretycznie tak, ale w praktyce... też tak. Poruszył delikatnie ogonem, jego końcówką uderzając o ziemię parokrotnie, w zastanowieniu jak tu wyjść z tego tematu z godnością.
- No dobra - rzucił powoli, przejeżdżając językiem po podniebieniu, zastanawiając się, co w sumie chciał powiedzieć i jak ubrać to w słowa, żeby wyszło na jego. - Ale, jeśli to z tymi życiami, to nie jest prawda, to przynajmniej udowodnimy, że to nieprawda, co nie? Że to tylko pic na wodę, nie? Że ktoś sobie to kiedyś wymyślił i wszyscy uznali, że tak było, podczas gdy tak naprawdę tak nie jest i Gwiazda umiera sobie radośnie tylko raz, a nie dziewięć razy. A jak umrze raz, i faktycznie potem wstanie to... nie będzie to teoretycznie morderstwo, bo przecież żyje. Ja nie wiem, Ostra, jakim cudem nie widzisz w tym logiki, bo ja widzę wyjątkowo wyraźnie, lepiej, niż swoje odbicie w księżycowym jeziorze! - wytknął siostrze, zadzierając nieco brodę do góry. To było logiczne! Albo nie, ale pomińmy to milczeniem.
- Booo mnieee krzyyywdzisz! - wymamrotał w jej futro, udając, że szlocha. Sam powstrzymywał śmiech tylko siłą woli, ba, nawet trochę drżał, ze śmiechu właśnie, aczkolwiek udawał, że wstrząsa nim szloch. O.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Widząc jak jej braciszek mocno główkuje chcąc jakoś wybrnąć w tej sytuacji, uśmiechała się głupio w jego stronę. Czekała jaką jeszcze głupotę palnie jej starszy brat. Po chwili zabrał głos i tak jak przypuszczała nic nie miało w tym żadnego sensu. Po prostu powiedział prawdę oczywistą. Albo umrze albo nie umrze. – Mam rozumieć, ze chcesz się pobawić w badacza i oszczędzić innym przywódcą zbędnej nadziei hmmm?-uśmiechnęła się do niego, rzucając sensowniejsze słowa niż te które przed chwilą rzucił na stół. Ehh jej braciszek nie potrafił znaleźć argumentów do obronienia samego siebie. –Tak czy siak pozbawisz życia i jako zastępca potem będziesz miał bardzo złe zdanie w naszym klanie. Możliwe, że cię wygonią lub skażą na śmierć! –przysunęła swoją łapę do swojego pyska aktorsko. – Będziesz bohaterem, który zginie wczesną śmiercią bo jego klan go zabije. Jakież to szlachetne. – zaśmiała się. – Nie widzę tu zysku ale rób jak uważasz. Ja chętnie sobie popatrzę jak twoje uznanie legnie w gruzach. –uśmiechnęła się diabelsko. Jak dobrze, że to były tylko żarty. – Od kiedy ty taki delikatny!-zarzuciła mu i już nie mogła dalej i wybuchła śmiechem. – Dobra braciszku musze Ci przyznać jedno, że potrafisz grać i rozśmieszyć kogoś do łez.-otarła swoje oczy łapą a następnie uśmiechnęła się do niego szczerze i miło. – Zmywajmy się stąd bo jeszcze per przywódca się obrazi, że nas nie ma tak długo.-mruknęła do brata. Szturchnęła go łapa by się ruszył i spokojnie skierowała swoje kroki do obozu.
/z.t bo stare czaso ale było super :3
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Zamlaskał językiem po podniebieniu z niezadowoleniem. Jego plan był przecież tak iście idealny, tak sumiennie przemyślany, a Ostra raczyła mu jeszcze wytknąć, że wcale tak nie jest i jego plan jest do bani. Yy, nie jest? Po prostu, pf, jego siostra nie doceniała jego pomysłów i nie widziała w tym sensu, ale sens, jak najbardziej, był. Po prostu musiała szerzej otworzyć oczy, ale jak widać - nie szło jej to wybitnie.
- Noo, ale nie widzisz w tym tego, co ja widzę. Udowodnienie. Mogą mnie nawet za to utopić, ale co będzie wiadomo, że przywódca nie ma faktycznie 9 żyć, to będzie wiadomo, co nie? - rzucił, upierawszy się na swoim i manifestując swoje niezadowolenie młodszą siostrą poprzez parokrotne uderzenie puchatym ogonem o ziemię. - No i hej, przy okazji pozbawię klan Cienia problemu - dodał, puszczając jej oczko. Oczywiście, mówił o sobie, nie o aktualnym przywódcy, aczkolwiek nie było to tak oczywiste. Miał jednak nadzieję, że wojowniczka zrozumie i nie poleci zaraz do Polnego z informacją, że Puchacz chce go zabić, bo byłoby trochę... nieciekawie. Trzeba przyznać.
- Od zawsze! - wypomnął kotce, pokazując jej język, delikatnie rozbawiony tym, że sama parsknęła głośnym śmiechem. I bardzo dobrze, śmiech to zdrowie, a on był najlepszym powodem do śmiechu, o. Żył, żeby rozbawiać innych, albo rzucać żartami, które nikogo, oprócz niego, nie śmieszą; ale to znaczyło po prostu, że koty, do których je kieruje, nie znają się na żartach.
- I co nam zrobi, zabije nas? - zażartował, szczerząc się głupkowato, jak zawsze, aczkolwiek ruszyła za siostrą w stronę obozu, nie przerywając swojego wywodu na temat możliwego zabójstwa przywódcy.