Logo Artemidy
Krzywe Drzewo
Oj, chyba nieco go zirytowała. Oczywiście, Kusa, jak to Kusa, nie mogła się tym nie przejmować. Nie mogła również zacząć sie wściekać, bo... Przecież to tylko i wyłącznie jej wina. Zamiast złości, czy chociażby obojętności, poczuła zawód oraz poczucie winy. Zmarszczyła brwi, przez dłuższy moment patrząc w ziemię, nie pod łapami kocura, a raczej gdzieś z boku, by nie widzieć go nawet kącikiem prawego oka. Zupełnie, jakby nad czymś się zastanawiała. Ale... Tak naprawdę jedynie analizowała sytuację i to, co powinna teraz zrobić. Przeprosić? Dalej milczeć? Może coś dodać, zacząć nowy temat albo odwołać się do jego słów na temat trujących roślin. No, nie wydawało jej się, że w okolicy jakieś rosną. Z resztą, nawet gdyby miała mu jakąś roślinę dać, to na pewno byłaby to zwykła trawa albo liść jakiegoś drzewa, który, miałaby pewność, że nie jest trujący. I nawet jeśli chciała mu o tym powiedzieć, powstrzymała się. Stwierdziła, że nie ma najmniejszego sensu, bo mogłaby rozpętać się dyskusja albo co gorsza, awantura, a to z kolei nie prowadziłoby do niczego dobrego.
- Gdy wrócisz do obozu, lepiej przejdź się do medyka - A więc końcem końców, powiedziała tylko to, jak gdyby nie było to czymś oczywistym. Ponownie przeniosła spojrzenie na bengala, tym razem jednak było ono poważniejsze. I to nie dlatego, że znowu nazwał ją kolorową. W końcu nie było w tym nic dziwnego. Nie znał przecież jej imienia, tak samo, jak ona nie znała jego. I mimo, że w ogóle jej to nie przeszkadzało, postanowiła się przedstawić.
- Wierzbowa Łapa - powiedziała cicho, licząc, że on również zdradzi swoje imię. Niby nie było jej ono potrzebne, ale... Warto je znać, może jednak kiedyś się przyda.
[Obrazek: TLfWWJR.png]
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Jak nie minie, to pójdę... Może mi powiedzieć, że jak już sobie znalazłem pajęczynę to mam się leczyć sam! Ale liczę na to, że będzie miał jakiś lepszy dzień, czy coś - prychnął, niby to z uśmiechem, niby nie. Do Fairego nic nie miał, Fairy miał dużo do bengala. I cóż, faktycznie - nagminne odwiedzanie go mogło się skończyć na kłótniach, jeśli nie na walce znowu. Spotykając się z jej spojrzeniem, cmoknął pod nosem, pokręcił oczami rzucił mocne "dobra". Jak obrażony dzieciak (jakim nadal w pewnym stopniu był), ale przynajmniej szylkretka mogła mieć pewność, że jej nie zignoruje i się zajmie tą sprawą. I w końcu, padły kolejne słowa z jej pyska. Imię, to wiedział. Znał już tyle "Łap", że wiedział z czym ma do czynienia. - Och, Terminatorka! W tym lesie jest chyba dosłownie jeden Wojownik. Wszyscy inni to włóczęgi, pieszczochy, albo Łapy, jak ty.
Prychnął cichym śmiechem. Potem odchrząknął, wracając do luźniejszego - bardziej neutralnego - wyrazu pyska, jaki towarzyszył mu niemal cały czas.
- Roche. Miło mi.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słowa kocura zaskoczyły Kusą i to... Bardzo. Sądziła, że medyk powinien pomagać, dbać o zdrowie klanowiczów i... Robić to chętnie, a nie jak gdyby go do tego zmuszano. No bo przecież medykiem zostaje się z pasji, a nie przymusu. Chyba...? Być może kiedyś był ktoś, kto medykiem został nie ze swojego wyboru, ale... Nawet jeśli to takie sytuacje nie zdarzają się zbyt często. Albo... Albo się po prostu o nich nie mówi. To nieco przerażające.
- Brzmi to, jakby wasz medyk wykonywał swoje obowiązki z przymusu - nie zawahała się skrytykować kota, który pełnił rangę medyka w Klanie Pożogi. Nie miała pojęcia kto to jest. Na treningu nie omawiała tego z Szyszkowym Ogonem i zapewne jeszcze przez jakiś czas nie będzie, bo zajmują się teraz walką i obroną, nie tylko teorią, a niestety również praktyką. Niby Kusa wiedziała, że jej to nie ominie i umiejętność walki jest potrzebna, ale... Niezbyt miała ochotę się bić. Pokojowe rozwiązania są zdecydowanie lepsze i powinno się do nich dążyć, zawsze. Takie miała zdanie.
- Naprawdę? Nie miałam okazji spotkać w lesie żadnego włóczęgi. Raz natrafiłam na pieszczocha, który w dodatku wygądał bardzo podobnie do mnie. Nazywał się Aleksander, może kiedyś się na niego natknąłeś? - spytała, trochę z nadzieją. Chętnie zobaczyłaby się z Aleksandrem jeszcze raz albo kilka. Polubiła go, mimo, że rozmawiali naprawdę krotko. Z resztą, kocur obiecał jej, że kiedyś zabierze go na osiedle i... Cóż, liczyła, że obietnicy dotrzyma. Na razie wszystko wskazuje na to, że nie.
-Roche? W Klanie Pożogi wszyscy mają takie... Nie klanowe imiona? - zapytała, widocznie zainteresowana. Sądziła, że bengal będzie... Jakąś Łapą, tak samo jak ona. Trochę zaskoczenie, ale z drugiej strony dobrze wiedzieć, że Klan Pożogi nie zgapił wszystkiego od reszty. Bo nawet jeśli Lawendowa Gwiazda była do tej grupy pozytywnie nastawiona, reszta mogła nie być taka przyjazna i zadowolona. Im mniej podobieństw, tym lepiej, przynajmniej w ocenie szylkretki.
[Obrazek: TLfWWJR.png]
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Wobec mnie jak najbardziej - prychnął pod nosem, pokręcił oczami i tylko cicho westchnął. Nie zależało mu na tym, żeby się z nim lubić. Ale tolerować by się mogli. Póki co miał wrażenie, że naprawdę Fairy po prostu go znosi i to jest wszystko. Bez większego powodu, bo od tych dobrych... 7 księżyców? Już nawet prawie w ogóle się nie widują. Roche zdążył przez ten czas dorosnąć!
Zaraz uniósł brew do góry. Dla niego cała Pożoga to byli włóczędzy. W końcu nikt tak właściwie w Klanie się nie urodził i... każdy kot był brudnej krwi. Ale dla niej to nie musiało to być mniej oczywiste. Ba, był pewien że ona generalnie mało o Pożodze wie. I dobrze! Przynajmniej nie narażają się Wichrowi na atak.
- Nigdy. Też był taki fajny, kolorowy? - dopytał z lekkim uśmiechem. Skoro miał być podobny... Na kolejne pytanie poczuł ulgę. Nie przekręcała mu imienia, nie robiła nic by tylko go jakoś ośmieszyć. Może to było łatwiejsze do wypowiedzenia niż Schlatt? - Nie sądzę. W sensie, dwuczłonowych nie ma. Bo po co?...
Uniósł brew do góry. Był tego akurat szczerze ciekaw, czemu mieliby mieć Klanowe imiona. Były jakieś lepsze czy coś?... Bo chyba raczej nie były. Imię jak imię, byleby nie hańbiło.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dziwna była ta cała sytuacja. Pożogowy medyk, jak wynikało z opisu Roche, miał jakiś problem do bengala. Jaki i dlaczego? Cóż, nie wiedziała. Założyła, że sam Roche również nie wie. Z tego powodu postanowiła go o to nie pytać. Posłała mu tylko spojrzenie pełne współczucia. Jak mogła mu jeszcze pomóc? Nie wiedziała. Nigdy nie była dobra w udzielaniu rad. Czemu? Być może dlatego, że nie jest zbyt pewna lub po prostu nie ma tego całego doświadczenia życiowego, które mają wszystkie starsze koty. Ale nic w tym dziwnego, skoro jest taka młoda.
- Nie, nie. Był cały biały, ale jego futro było takie... Kręcone, tak jak moje - odpowiedziała, zerkając na swoją łapę. Zdążyła przyzwyczaić się do faktu, że się wyróżnia, nie tylko swoimi loczkami, a również umaszczeniem. Nigdy nie widziała kota, który miałby... Dwie twarze? Czy można to tak określić? Sądziła, że tak. Kiedyś któryś z wojowników tak ją nazwał i... Czasami sobie to wspomina, gdy przygląda się sobie w kałuży. Niekiedy robi to naprawdę długo, zastanawiając się nad wieloma rzeczami, głównie nad tym, dlaczego to akurat jej musiała przydarzyć się ta... Inność. Ona wolałaby być zwykła, szara, taka jak każdy inny, leśny kot. A w ogóle to najlepiej byłoby, gdyby była rodowitym wichrzakiem, a nie znajdą, która urodziła się nie wiadomo gdzie.
- No bo... Jesteście klanem, a w klanie imiona są dwuczłonowe. Dlatego. - odpowiedziała, gdy chwilę zastanowiła się nad tym, co chce powiedzieć. Wiesz, nie chciała zabrzmieć na głupią, nic w tym dziwnego. Nie jest z tych, które krytykę innych puszczają z wiatrem. I ciężko było jej stwierdzić, czy jest to przekleństwem, czy raczej darem.
[Obrazek: TLfWWJR.png]
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- A... no, to też ma sens. Na pewno takiego nigdy nie widziałem - powiedział raz jeszcze, jakby dla upewnienia jej że nawet nie ma co liczyć na to że jednak spotkał kiedyś wspomnianego kocura. W życiu, ni razu nie widział kota o takim futrze jak ma osobniczka przed nim. Ale to chyba bez znaczenia było, co nie? Przynajmniej dla niego. Jak kiedyś tego loczkowanego spotka, napomknie mu o kolorowej Terminatorce.
- Mamy własne podejście do niektórych spraw najwidoczniej. W sensie, naprawdę. Nikt chyba nawet nie wspominał nigdy o tym, że imiona mogłyby być dwuczłonowe u nas. Przynajmniej wszyscy wyjątkowi jesteśmy - odparł spokojnie, wzruszając lekko ramionami. - Kolorowa, ja bym się zbierał zaraz. Muszę się doczołgać do obozu i... no, nie wiem jak mi pójdzie nawet z tym na łapach. Będziesz tu jeszcze czasem?
Uniósł brew do góry. No... jeśli by wyraziła chęć spotkania się, czemu by się faktycznie tutaj kiedyś jeszcze nie zobaczyć?
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Sekwoja nie zamierzała dłużej siedzieć na tyłku w Gniazdach Turzycy. Było tam zbyt nudno. Siostra, tak samo jak i mama były bezpieczne, więc bez większych zmartwień mogła się oddalić. Nikt jej też nie powiedział że nie może nigdzie iść, co było jednoznaczne ze zgodą. A nawet jeśli ktoś coś takiego powiedział, to liczyło się dla niej tylko zdanie Tundry i Pokrzywy, no i może trochę Tsunki i dziadka Dyni, ale żadne z nich nie powiedziało nie.
Przechadzała się pewnym krokiem, z wrogą miną wymalowaną na pyszczku i uszami wyczulonymi na każdy szmer. Nie bała się, bo czego by się miała bać. Może i nie była zbyt silna i z nikim jeszcze nigdy nie walczyła, ale miała wystarczająco ostre pazury i dużo sprytu by się wybronić w razie czego. Po prostu była ostrożna i tyle. Nikt jej nie zdoła zaatakować z zaskoczenia, a niech tylko spróbuje, a wydrapie mu oczy. Mamy na pewno byłby z niej dumne, że se poradziła z jakimś tam frajerem, co by ją zaatakował.
Don't care what you say
Don't care how you feel
Get out of my way
'Cause I got a heart of steel
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Koszatkowa Łapa natomiast... Zwyczajnie nie miała co robić. Dzisiejsze obowiązki - wykonane. Dzisiejszy Trening - Dzisiaj kolej przypadła na tego knypka, Dziką Łapę, więc de facto miała dzień wolny. Kiszenie się w Obozie - co to to nie. Łapy poprowadziły ją tu już wcześniej. Dużo wcześniej. Obserwowanie innych w Klanie już ją trochę znudziło. Poza tym... Jak dotąd i tak większość nie robiła nic wartego uwagi. Żyli swoim własnym życiem, w które Terminatorka nie zamierzała pod żadnym pozorem się wtryniać. Bo po co. Bo po co.
Ułożyła się już jakiś czas temu na najbardziej charakterystyczniejszym drzewie w tych okolicach. Dokładniej na jego wygiętej w górę części. Może nie miała stąd widoku na cały las, ale było wygodnie. I widziała wszystko z góry, jak być powinno. Nie obchodziło jej to, czy zobaczą ją jej pobratymcy. Co jej mogą zrobić? Nigdzie nie ma zakazu, aby Terminatorzy nie wychodzili poza Tereny swojego WŁASNEGO Klanu. Poza tym, możnaby powiedzieć, że od Granic dzieliła ją odległość może i zaledwie paru kroczków. No dobra, może to lekka przesada. Bliżej właściwie były Tereny Klanu Wichru, ale ich nie zamierzała przekraczać.
Kątem oka zauważyła, że ktoś się zbliża. Mała kotka. A może sprawniej by było ją nazwać od razu koteczką, bo nie wyglądała na większą niż przeciętny kociak gotowy na Terminatora. Mówiąc jeszcze o posturze - straszna chudzizna. Normalnie sama skóra i kości, mięśni brak. Ale za to jaka wroga minka na pyszczku, ojej, Gwiezdny Klanie, ale się boję. Doprawdy, malutka nieznajoma wyglądała przekomicznie. Dosłownie nieznajoma. Nie widziała jej nigdy, więc napewno nie była z Klanu Cienia. Z Klanu Wichru... Zapewne też nie była. Była malutka, zapewne byłaby jeszcze kociakiem. Nie wypuściliby ją z Obozu w takim stanie. O ile w ogóle by ją wypuścili. Z futerka też nie przezentowała się najlepiej. Miało co prawda ładny, kremowy kolorek, ale za to powykręcane było na wszystkie cztery strony lasu.
- Bu. - Miauknęła, nie ruszając się z miejsca w którym leżała, mając nadzieję, że uda jej się wystraszyć koteczkę. Wyglądała w tym momecnie, jakby nie byle kto mógłby jej naskoczyć. Chociaż byle kto mógłby ją przeskoczyć. - Te, uważaj se, szanowny, święty Klan Wichru ma Tereny zaraz obok, pewnie by nie chcieli, aby ktoś na nie przypadkowo wszedł. - Ostrzegła kociaka, cały czas skupiając swój wzrok na nim.
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szła nawet nie zauważając starszej kotki. Była zbyt wysoko i zbyt cicho, dla niskiej Sekwoi. Słysząc czyjś głos, WCALE, ale to WCALE, się nie przestraszyła. Przecież jest odważna i niczego się nie boi. Zamachała więc agresywnie łapą z wysuniętymi pazurami i syknęła na nieznajomą. Niestety nie podcięła nawet wąsa biało-czarnej chudej krowy. Ale niech przynajmniej wie że nie zawaha się użyć pazurów, a następnym razem straci wąsy albo i coś jeszcze. Niech se nie myśli że skoro jest mała to i niegroźna. Co to, to nie. Może nie wyglądała, ale była groźna, bardzo groźna i z chęcią sprawi że z tych jej nóg do nieba skapnie krew.
Przyglądała się swojej potencjalnej przeciwniczce, mierząc ją nieprzyjaznym wzrokiem. Była od niej większa, dużo większa, a do tego starsza i pewnie bardziej doświadczona. Mogłaby mieć problem z pokonaniem kogoś o jej gabarytach. Nie zamierzała się jednak hamować, ani z językiem ani z tym co będzie robić. Miała też biało-czarne futro niczym krowa, ale zaskakująco ładną buźkę i lśniące futerko. Oczy nieznajomej były jakieś dziwne, jedno niebieskie, a drugie brązowe. Pewnie było to coś co występowało tylko u kotów z Klanów, bo w Nowym Świcie nie było nikogo o takich oczach.
Słyszała o Klanie Wichru, podobno Klan Pożogi był z nimi w sojuszu, ale nie orientowała się zbytnio jak sytuacja wyglądała teraz gdy zostali Nowym Świtem. Nie znała żadnego kota z Klanu Wichru i nawet jeżeli dalej utrzymywali z nimi sojusz, to nie zamierzała nagle pałać do nich jakąś wielką sympatią i całować ich po łapach. Byli jej oni zupełnie obojętnie, dopóki nie wchodzili jej i jej rodzinie w drogę. Nie to co ten durny Klan Rzeki, który postawił sobie za cel uprzykrzenie im życia. Miała nadzieje że nieznajoma nie okaże się jednym z tych godnych pożałowania kotów, w przeciwnym wypadku była gotowa z miejsca ją rozszarpać.
- Ehe, a ty niby kim jesteś? Kotką z Klanu Rzeki? - warknęła niezbyt przyjaźnie, a ostatnie dwa słowa wręcz z siebie wypluła.
Don't care what you say
Don't care how you feel
Get out of my way
'Cause I got a heart of steel
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Prychnęła cichym ,,pff" pod nosem, widząc przecinające powietrze pazury, czy raczej powinno się powiedzieć pazurki koteczki, zapewne usilnie próbującej złapać choć jeden kosmyk sierści Koszatkowej Łapy i go wyrwać. Ale cóż, za niska była, mówi się trudno. A łaciata wcale nie zamierzała ruszać się z miejsca. Bo po co. Jeśli córeczka Tundro-Pokrzywy zechce ją zaatakować, niech sama ją sięgnie. Nie była już (Aż takim) kociakiem, aby sobie z tym nie poradzić, prawda? Poza tym, dwukolorowookiej było tu dobrze. Miała na wszystko widok z góry. Łącznie ze wściekłym pudelkiem.
- Już, już, spokojnie, bo Ci żyłka pęknie. - Mruknęła oschle i chłodnie, mrużąc oczy na ton rozczochranofutrej. Po chwili jednak z pełnym zlekceważeniem "przeciwniczki", zmieniła pozycję z leżącej na siedzącą, podnosząc jedną łapę do góry. - Błąd. - Miauknęła. - Zgaduj dalej. Masz jeszcze trzy opcje. A właściwie pięć. Ale skoro słyszałaś o Klanie Rzeki, to zapewne znasz też i inne Klany, a także, że jest coś poza nimi, czyż nie? - Dodała z samozadowoleniem, po czym jak gdyby nigdy nic - przejechała językiem po swojej łapie, a następnie nią zmierzwiła sobie pysk. Złotooka niech se pogłówkuje, a Koszatkowa Łapa w tym czasie się umyje.
- [b]Pamiętaj. Pięć opcji. Trzy Klany, oraz dwa pozostałe. Może i nawet trzy.
- Co prawda nie musiała jeszcze doliczać Samotników i Pieszczoszków w normalnych okolicznościach nie zniżyła by się do sugerowania, że pochodzi spoza Klanu, może i nawet z Nowego Świtu, ale tak było ciekawiej. Przynajmniej dziecinka miała trochę trudniej, nie? Oczywiście, że tak.
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na razie postanowiła nie atakować. Przynajmniej dopóki czarno-biała krówka nie powie o jedno słowo za dużo. Gdyby się postarała to by na pewno udało jej się wskoczyć na dziwne w ogóle nie podobne do innych drzewo. Ale na razie nie musiała skakać, mogła patrzeć groźnie na czarno-białą nawet z ziemi. Choć niesamowicie irytowało ją to że starsza patrzyła na nią z góry, jakby była od niej lepsza. Pewnie tak myślała idiotka jedna. Nikt, nie był od niej lepszy, co najwyżej większy.
Zaczęła czyścić futerko na swojej łapie, zupełnie ignorując uwagę o "żyłce". Nie musi się tak o nią martwić, bo to prędzej ona stamtąd zleci, jeżeli będzie się tak wiercić i sobie coś pęknie.
- Phi, to masz szczęście, nienawidzę tych rzecznych debili - miauknęła. Nie żeby miała szczególnie wielką ochotę na tą śmieszną zabawę w zgadywanie, ale nie miała nic lepszego do roboty. Wolała to niż siedzenie w Gniazdach, razem z tymi wypłoszami i siostrą, która była jedyną znośnym kotem w tym przygłupim towarzystwie. Niby była tam jeszcze Tundra, ale ona była zbyt zajęta obowiązkami.
Poza Klanem Rzeki i Wichru dwa pozostałe nie zapadły jej w pamięć. Może to przez to że nie chcieli być ani w sojuszu ani wywoływać wojny. Pierwszy zaczynał się na "C", a może "Ć" i miał nazwę która kojarzyła jej się z nocą. Chyba Klan Ćmy, tak to by jej się wydawało znajome. Drugi, to był ten Klan Gr... grom go tam wie. Może Klan Grzybów? Nie kojarzyło jej się to za bardzo z niczym, ale jakoś tak najbardziej jej pasowało do jednego z tych Klanów co uważa się za bardziej leśne. Trochę śmieszne te nazwy pozostałych dwóch Klanów, normalnie gorsze od Nowy Świt.
- Jesteś z Klanu Grzybów? - odpowiedziała, równie miłym tonem co ostatnio.
Don't care what you say
Don't care how you feel
Get out of my way
'Cause I got a heart of steel
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nienawidzę tych rzecznych debili. Koszatkowa Łapa wypuściła cicho powietrze nosem w praktycznie niesłyszalnym prychnięciu. Nie dogadywała się z tymi rzecznymi debilami, tak? W takim razie na pewno miała z niektórymi styczność. Pytanie tylko, co biedny Klan Rzeczki uczynił, że tycia, rozczochrana gniewuszka ich znienawidziła. Czyżby było też i w drugą stronę? W takim razie aż nie dziwiła im się, że Nowo-Świtaczka ich wkurzyła. Takie groźne i niewychowane to, że Gwiezdny Klan tylko ratuj, ciekawe, jak inni wytrzymywali z takim gówniakiem. Bo jakąś rodzinę musiała mieć. Była taka malutka, że aż nie możliwe, żeby nikt dla niej nie polował.
- Oho, a co Ci te rzeczne debile zrobiły, hm? - Spytała. Ona tam nie była po niczyjej stronie. Ani Sekwoi, ani Rzeczniaków. Chociaż szczerze, gdyby miała wybrać, to chyba by pomagała Rzeczniakom. Bo kremowa to nieznośna była. No ale raczej nie będzie musiała nic wybierać. Woli być po stronie własnego Klanu, nawet, jeśli ten nie ma nic do rzeczy w tej sprawie.
- Grzybów? - Powtórzyła, unosząc jedną brew i zaprzestając pielęgnacji mordki. Klan Grzybów. Czy Ona pomyliła Grom z Grzybami...? - Nie trafiłaś na żadną z siedmiu opcji. Nie istnieje coś takiego, jak Klan Grzybów. - Fuknęła udawanym rozbawieniem, przewracając oczyma. No nic, niech zgaduje dalej. - No ale masz wciąż te siedem opcji, byłaś blisko z początkiem tej nazwy do jednego Klanu.
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Co ci Rzeczni debile jej zrobili? Phi, niby czemu miała to mówić czarno-białej krówce, która nawet jej się nie przedstawiła. Nie będzie przecież paplać na lewo i prawo o tym co głupi Klan Rzeki sobie wymyślił. Wygadałaby też jak bardzo Nowy Świt jest TERAZ słaby i tchórzliwy, a tego nie zamierzała robić. Nigdy nie wiadomo kim mogła się okazać nieznajoma i do czego by wykorzystała te informacje. Przecież mogła być szpiegiem Klanu Rzeki. Mogła kłamać że nie ma z nimi nic wspólnego. Słaby byłby z niej szpieg gdyby od razu się przyznała.
- Nie twój interes - syknęła i machnęła ogonem z irytacji.
Jak to nie istnieje Klan Grzybów? To w takim razie jak się nazywał ten ostatni Klan? Klan Gruszek, albo Klan Grubasów. Nie to na pewno nie to, to było nawet bardziej lamerskie niż Klan Grzybów. Zamyśliła się na chwile, co zdarzało się u niej niezwykle rzadko. Nie żeby zawsze robiła to co pierwsze przyszło jej do głowy, choć często tak bywało, ale myślenie przebiegało w jej małym móżdżku niezwykle szybko.
- Klan Gromu! - powiedziała w końcu. Tak, to było to! Nie żadne Grzyby czy Gruszki, tylko Grom. To brzmiało zdecydowanie bardziej cool. - Jesteś z Klanu Gromu racja? - zapytała po chwili.
To musiało być to. czarno-biała krówka musiała być z Klanu Gromu. A jeżeli nie... jeżeli nie to może ona nie była z żadnego Klanu? Z tym wypielęgnowanym, jak szczur na otwarcie kanału, futrem przypominała jej koty z czasów gdy jeszcze mieszkała z tymi tymi obrzydliwymi dwunogami. Ale skąd by u licha widziała o istnieniu Klanów? Nie no to się kupy nie trzymało.
Don't care what you say
Don't care how you feel
Get out of my way
'Cause I got a heart of steel
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Machnęła lekko ogonem na słowa pudelka, przez co ten przeciął odrobinę powietrze obok tylnych łap kocicy, aby już po chwili wylądować z powrotem na gałęzi, przyciśnięty do tych przednich. Nie jej interes. No cóż, mimo wszystko trochę jej interes. W końcu słyszała, że ich Klan Cienia na moment zawarł sojusz z rybciami. Co prawda nie orientowała się, czy ten sojusz nadal trwał, ale nawet jeśli nie - ciekawiło ją to.
- Mimo wszystko żyjemy pod tymi samymi gwiazdami, co się dzieje w lesie raczej powinno mnie choć minimalnie interesować. Ale jeśli nie masz odwagi miauknąć parę słów, co rybeńki zrobiły, to nie. - Odparła, wzruszając na moment ramionami. Może tym zdaniem o odwadze uda jej się nakłonić włochatą księżniczkę do gadania. Jeśli nie... Trudno, najwyżej się nie dowie. Albo ewentualnie znajdzie później jakąś rybeńkę, która będzie bardziej chętna do rozmowy niż pudelek.
- Znowu błąd. - Miauknęła z lekkim entuzjazmem i samozadowoleniem, że udało jej się tą poprawką przekonać kremową do popełnienia kolejnego błędu. Tym razem przynajmniej nie pomyliła Gromu z Klanem Grobu czy innego Winogrona. - Nie śpiesz się, masz jeszcze sześć do wyboru. - Prychnęła z cichym śmiechem pod nosem. Tak, niech sobie jeszcze pomyśli chwilę. Nie zamierzała dawać jej żadnej podpowiedzi. No chyba, że ładnie poprosi, to przemyśli tą opcję.
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- He? Z borsukami też żyjesz pod tymi samymi gwiazdami a jakoś ich nie pytasz czy nie mają ochoty cię zjeść - warknęła i zamachała ogonem.
Że niby JEJ brakowało odwagi, JEJ? Biało-czarnej krówce coś pomieszało się w tej pustej główce. Sekwoja jej pomoże się od mieszać jeśli za chwile nie zacznie gadać z sensem. Niech jeszcze raz ta idiotka tak powie a straci zęby i może jeszcze ten puchaty ogonek. No dawał proszę bardzo. Ta twoja buźka nie będzie taka ładna jak z tobą skończę, więc lepiej nie zaczynaj ślicznotko. Jeszcze jedno słowo, a pożałujesz, tego co powiedziałaś. Jeszcze jedno.
- Może ty jesteś pieszczochem co? Nawet wyglądasz jak jeden z nich. - powiedziała złośliwie się przy tym uśmiechając. - Zgaduje że masz dużo czasu na te swoje futerko gdy dwunodzy podsuwają ci wszystko pod nos. -
Ha i co na to powiesz krówko? Nie zależnie czy nim była czy nie, mogła mieć pewność że poczuje się urażona. A jeżeli nie, to miała jeszcze trochę do powiedzenia o tych obrzydliwych dwunożnych i ich kocich zabawkach. Brzydzili ją obaj ludzie i ich koty, choć do tych drugich miała minimum współczucia, bo w końcu ich kochani właściciele w końcu się nimi znudzą. Wyrzucą, jak coś zepsutego. Najlepiej do rzeki, by od razu zabić, po co się cackać. W tym przypadku nie do końca im wyszło. Żyła i miała się dobrze.
Don't care what you say
Don't care how you feel
Get out of my way
'Cause I got a heart of steel
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości