Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
I dobrze, że była ekstrawertyczna, jeśli nastawiała się na rozmowę. Bo Orzeł nie był. Mimo, że próbowałby nawiązać kontakt i porozmawiać, nie umiałby prowadzić byle rozmowy, szybko traciłby pomysły i wtedy zacząłby się stresować. Szczególnie tu, w miejscu które widział przelotem może raz w życiu.
Na pochwałę uśmiechnął się minimalnie szerzej. Aha! Pomalowało go tak, że każdy to chwalił. On samego siebie nie widział w żaden sposób specjalniej. Bury, w cętki, zielone oczyska - co w nim niezwykłego? Kot jak każdy inny. A mimo to, każdy kto widział go pierwszy raz uważał, że jest ładny. Miłe. - Ty również wyglądasz niczego sobie. Jeden z najładniejszych kotów, jakie widziałem w całym swoim życiu. Masz śliczne oczy, wtapiają się w twoją mordkę i wyglądają jakoby słońce na pomarańczowym niebie - mruknął, wzruszył barkami. Sierść, sierść miała nieco zbyt długą jak na jego. Nie mógł podziwiać każdej prążki, przecięcia łat, zatapiania się kolorów. Ale pomijając ten szczegół, była ładna. - Kim jesteś?
Nie byli na terenie Klanu. Nie musiał jej mówić, że nie wolno tu być czy inne bzdety. Mogli po prostu rozmawiać i cieszyć się swoim towarzystwem.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
* * *
XXXKilka godzin wcześniej przez okoliczne tereny przeszła jedna z niespodziewanych, letnich burz, która zniknęła równie szybko, co się pojawiła. Trawa wciąż ociekała wodą, a gdzieniegdzie były błotniste kałuże. Nie najlepsze warunki na... właściwie na cokolwiek. Pokrzywie jednak takie okoliczności nie przeszkadzały. Od dłuższego czasu żadnych wieści od ich sąsiadów zza drogi. Szylkretka była zwyczajnie ciekawa, czy coś się u nich ostatnimi czasy zmieniło. Może zmieniła się władza tu i tam? Może znów kogoś wygnali. Dobrze było być z takimi wieściami na bieżąco. XXXTo Klan Wichru był Pożodze najprzychylniejszy, więc to w pobliże ich terenów postanowiła się udać. Nie chciała się zbliżać na razie do granic i niepokoić patrolu. Być może trafi się jej jakaś zabłąkana owieczka. Złotooka przycupnęła w wilgotnej trawie pod krzywym drzewem i wpatrywała się w rozpościerające się przed nią wichrowe tereny.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Vernon był ostatnio... chodliwy. I to tak bardzo, bo ilekroć treningów nie miał, pozwalał sobie na wychodzenie nawet poza granice obozu. Bez większego powodu, było to po prostu ciekawe, zwłaszcza, że niemal w każdym wypadku spotykał kogoś obcego, kto raz był miłym towarzyszem rozmów, innym razem przyprawiał go o dreszcze. Tak czy inaczej, zawsze było to miłe, bo nie wiedział co może go spotkać.
Moment po burzy wyruszył. Nie był na tyle odważny, by chodzić podczas niej, w ten czas wolał kryć się gdzieś w rogu legowiska, ale kiedy się skończyła... czemu nie? Jego punktem podróży, w każdym razie, nie było byle miejsce jak zawsze, a tym razem udał się do Krzywego Drzewa. Wiedział jak daleko jest, wiedział jak najszybciej dobiec do obozu, gdyby rozpętał się kolejny deszcz. Była to najbezpieczniejsza z opcji.
Dotarcie tutaj nie było problemem. Chociaż mokra trawa go irytowała co nie miara, sprawnie się tu dostał i... po prostu zajął się sobą. Wpierw próbował polować, ale z marnym skutkiem, później obserwował ślimaki i dżdżownice, a następnie, po przejściu kolejnego kawałku terenu, zobaczył... kogoś. Jego poprzednia znajoma, poznana tutaj, to to raczej nie była. Uniósł uszy do góry, uśmiechnął się półpyskiem i, po swojemu, zaczął powoli, ostrożnie się zbliżać. Bez przesady. Nie potrzebował być zbyt blisko, bo to było po prostu straszne. I nieswoje. I niemiłe! Co jeśli ktoś sobie nie życzy, aby Orzeł był za blisko? - Dzień dobry! - krzyknął jeszcze, jakoby ta przypadkiem go nie zauważyła.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXŹrenice w miodowych ślepiach Pokrzywy zwęziły się drobne szparki, gdy nadciągając w jej stronę postać zaczynała nabierać kształtów. Buro-rude futro na grzbiecie mimowolnie się uniosło, a ona sama cofnęła się o krok, nie chcąc wierzyć własnym oczom. XXX - Ty. Nie możesz być nim... - wydusiła z siebie z wysiłkiem, spoglądając na kocura z mieszaniną wrogości i... strachu. Minęła chwila zanim zdrowy rozsądek doszedł do głosu. To nie mógł być on. Pachniał Wichrem i wyglądał na młodszego. Wiedziała to, a jednak wyobraźnia i podsuwała mu obraz kota, którego zabiła. Sierść opadła, ale Znachorka wciąż spoglądała na cętkowanego z nieufnością.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Czy ona się go... bała? Zwolnił mimowolnie, zatrzymując się może osiem kroków przed nią - dziewięć po jej wycofaniu. Sam nadstawił uszu, przysłuchując się temu, co zaczęła mówić. A po tym, dość niepewnie, wykrzywił mordkę w zdziwieniu. Co?... - Być kim? - rzucił po niej. Bliskim? Znajomym? Wrogiem? W całym lesie, z tego co wiedział do tej pory, był jedyny w swoim rodzaju. Korzeń sam o nim myślał jako o "wyjątkowym burasie", więc... nie rozumiał zamieszania. - Przepraszam, ale... chyba mnie z kimś pani pomyliła. Nazywam się Orla Łapa, Orzełek, Vernon.
Dorzucił z delikatnym uśmiechem, odsunął uszy do tyłu - tak, aby wiedziała na pewno z kim ma do czynienia. Kimkolwiek miałby nie być, nie był na pewno... jej znany. On nie znał jej. Ledwo jednego czy dwa koty znał spoza Wichru!
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXWzgardziła sama sobą. Kuliła się niczym przestraszony zając i przed czym? Przed echem przeszłości? Głupota. Mimo to nie potrafiła na razie zdobyć się na przybranie bardziej zrelaksowanej pozy. Czuła się, jakby na jej szyi ponownie zawisła dusząca obroża. XXX- On już jest nikim - odmruknęła krótko, spoglądając gdzieś w bok. Kusiło, by przyznać, że go zabiła. Ot ze zwykłej przekory, a może po to, aby młody kocur przestał dopytywać. Ważyła jednak słowa. Jedno głupie posunięcie mogło ich wszystkich pogrążyć. Z nią mogło się stać cokolwiek, ale nie wybaczyłaby sobie krzywdy sprowadzonej na własną rodzinę. Delikatnie zmrużyła oczy i badawczym spojrzeniem zrobiła pobieżne oględziny cętkowanego, gdy zdecydował się przedstawić. Dużo tych imion. W dodatku jedno niespecjalnie klanowe. Ta jedna informacja pozwoliła Pokrzywie nieco opanować narastający dotychczas niepokój. Krewny? To nie było niemożliwe, choć zbieg okoliczności był iście imponujący. XXX- Przygarnęli cię jako kocię? - zapytała, pozwalając futru na grzbiecie opaść. Wicher najwyraźniej był najmiększym ze wszystkich Czterech Klanów.
Bury, krótkowłosy, cętkowany bengal. Jego ślepia z wiekiem przybrały oliwkowo-zieloną barwę. Ogólnie, nie bardzo wyróżnia się od byle kota w swoim wieku. Choć nie można nazwać go najwyższym z kotów w lesie, jest wysoki jak na swój wiek.
Zirytowany kłak futra
Wężowy Błysk, Kamień, Wiaterek [KG]
Nikim? Uniósł brew do góry, będąc w coraz większym zamieszaniu, ale... faktycznie, nie dopytywał. Póki co nie. Jeśli tajemniczy kocur przewinie się chociaż raz jeszcze przez ich rozmowę, wówczas będzie mógł zagadać o niego i nie wyglądać jakby był zbyt ciekawski. Nawet jeśli faktycznie był, nie chciał być, no, niemiły. - Tak jakby! Miałem blisko sześciu księżyców, może siedmiu, kiedy ich znalazłem. Od razu mnie mianowali i... rozumiesz, stałem się częścią ich Klanu. Jestem im nadal za to wdzięczny, bez nich w życiu bym nie dorósł tego wieku - pokiwał głową na boki, uśmiechając się do samego siebie delikatnie. - A ty, z kim mam przyjemność? Jesteś Samotnikiem?
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Noc była zimna i nastał po niej równie zimny poranek. W bladym słońcu lśniły się kałuże pozostałe po nocnej ulewie.
Nikt nie zwrócił uwagi na to, jak Pomurnik, kulejąc, wychodziła z obozu. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że zaraz po przekroczeniu jego granic puściła się takim pędem, jak to było tylko możliwe z tą jej nieszczęsną łapą. Nikt nie widział, co niosła w pysku, jakie skarby pieczołowicie zawinięte w warstwę liści. W jej rzadkim futrze szumiał chłodny wiatr. Zatrzymała się dopiero tutaj, gdy zabrakło jej tchu.
— No już, już, malutkie — zwróciła się do głosów popiskujących jej w głowie — zaraz wszyscy wraz pójdziemy do kółeczka i dopiero będzie hejże-ho! Takiego jeszcze nie widziałyście w życiu, pasożyty obmierzłe.
Rozwinęła zawiniątko, z którym tu przyszła. Nasiona maku posypały się na ziemię, dokładnie siedem, a wśród nich wytoczyła się spomiędzy liści jedna majestatyczna cisowa jagoda. Liście rzuciła w bok i to nasionka pierwsze zebrała, do każdego podchodziła i każde zlizała uroczyście z brudnej ziemi, a potem wzięła do pyska w całości trującą jagodę i rozgryzła ją spróchniałymi zębami. Słodkawy sok rozbryzgał się jej po języku i podniebieniu.
— No i cóż powiecie. Jestem jak mój biedny ojciec i moja biedna matka zarazem — jej przenikliwy głos wiatr niósł pod korony drzew — truję i jestem otruta. To nazywa się: świadomość. A nieświadomość to to, że oni w Klanie nie wiedzą, że zabrałam cis i mak. Mak i cis. Cisimak. Makicis, makicis, makicis. Patrzę w świat makicisa. Rozglądam się oczyma makicisa. Makicisa nie brak. O tak, obydwa. I żadnego nie pominęłam. Na pusty żołądek. Wiem o tym, moje małe koszmarki.
Gdy mówiła, wyciągnęła się na ziemi i czekała, co dalej. Miała wrażenie, że brzęczy w niej rój pszczół. Niosła w sobie śmierć, jak bombę, i kiedy jakiś drapieżnik ją znajdzie, może jeszcze żywą, i ją zje, to też umrze, zatruje się, i będzie leżał tak obok jej niedojedzonego ciała. I w Klanie nie dowiedzą się do końca, co się stało, jak znajdą leżące pokotem zwłoki. Może, jak jej drapieżnik odgryzie łeb, albo jak minie dużo czasu i zdąży z niej zostać tylko szkielet, to nawet jej nie poznają, i będą się cieszyli, że zaginęła, i martwili, że kiedyś wróci. Ale też wywinęła im wszystkim figla.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Pochmurna Łapa biegła z zawiniątkiem w pysku, aż w końcu zdyszana zatrzymała się, aby przeprowadzić, jak za chwilę się okaże, ostatnią konwersację z postaciami w jej umyśle, przynajmniej ostatnią w tych warunkach. W warunkach życia, gdy oddychała i świat oglądała przez parę zielonych oczu. Pomurnik na razie żyła. Co będzie, po tym jak weźmie ostatni dech, gdy uleci z jej ciała całe życie, czy nadal będą podążać za jej martwym umysłem jej malutkie, jej koszmarki? To ciężki temat, to ciężkie pytanie i niemożliwa do powiedzenia w pełni szczerze i pewnie odpowiedź. Terminatorka dowie się, gdy to się stanie. Gdy dopełni się to, co czeka każdego. A dla niej ten czas już nadchodził, już był blisko, z każdym połykanym ziarnem maku jej głowa wisiała coraz to niżej, ciało powoli padało ku ziemi. Ziarna maku usypiały — ale w takiej ilości zabijały.
Jakimś sposobem udało jej się trafić językiem w spoczywającą na trawie przykrytej lekkim szronem cisową jagodę. Pierwsze efekty zaczęły działać. Pochmurna Łapa czuła bardziej zmęczona niż kiedykolwiek wcześniej, w końcu zmęczenie ją dopadło w swe sidła. Ospała, powoli zaczęła przymykać oczy, a jej wizja zaczęła się rozmazywać. Nie minęła chwila, a za sprawą pojedynczej jagody, jej wizja zaczęła dodatkowo kręcić fikołki, podobnie jak jej żołądek i całe ciało, jej świat wirował w barwach wczesnego wschodu słońca. Ciemne granaty i jasne róże otaczały ją w całości, jak gdyby chciały ją połknąć. Może to właśnie chciały. Może po to tu przyszły. Śledziły ją, chciały ją pożreć, wchłonąć i zostawić za sobą jedynie pożółkłe kości.
Trwało to godziny... a może tylko sekundy. Trudno było jej to określić. Powoli obraz wokół zaczął się ściemniać, jak gdyby to był zachód, a nie wschód słońca. W końcu wszystko było w jednym, pojedynczym kolorze. Czerń spowiła całą Pochmurną Łapę, nawet gdyby coś świeciło ponad nią, ona już tego nie dostrzegała, mając zamknięte na amen zaropiałe oczy. Zresztą, Pomurnik nigdy nie wierzyła w gwiazdy nad jej głową, dlaczego by więc miały po nią przyjść? Czy wisiały nad nią teraz pojedyncze światełka? Prawdopodobnie nie. Prawdopodobnie jedyne co na nią czekało, to nieskończona ciemność. Czy na świecie istniał kiedykolwiek jakiś inny kolor niż czerń? Prawdopodobnie nie.
Pochmurna Łapa wyparowała z obozu. To było dziwne, że nikt nie widział gdy opuszczała obóz, bowiem z pierwszymi, chłodnymi promieniami dnia koty Klanu Cienia zorientowały się, że ich najstarszej terminatorki medyka nie ma w obozie. Nie ma na terenach Klanu Cienia. Nie ma jej nigdzie. Nie wróciła po następnym wschodzie słońca, ani też następnym. Nie powróciła, a jedyne, co po niej pozostało, to nieznacznie chudszy składzik z medykamentami i bardzo słaby zapach, który z każdą chwilą się ulatniał, a w końcu nawet po nim nic nie pozostało.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Jakiś czas temu Szyszkowa Łapa umówił się z Niedźwiedzią Łapą na szukanie Ostrego Kwiatu, jednakże od kilku wschodów słońca czekoladowy kotek nie mógł znaleźć rudasa. Z tego względu zaczął samemu szukać po terenach klanowych. Niestety nic to nie dało, więc postanowił wyjść poza granicę, tak jak pierwotnie planowali. Nie chciał jednak iść sam, nie było to bezpieczne, a nawet dwóch terminatorów to zawsze lepiej niż jeden. Akurat jedynym bliskim kotem, który miał czas, była Wiśnia. Biorąc pod uwagę dziwactwa siostry, nie stanowiła ona najlepszego towarzystwa do takiej wyprawy, ale nie było już innej opcji. Dodatkowo Szyszka nie zdradził prawdziwego celu ich wyjścia, mówiąc tylko, że idą na wycieczkę pozwiedzać. Obiecał Niedźwiedziowi, że szukanie Ostrego Kwiatu to będzie ich tajemnica i mimo wszystko nie chciał jej złamać. W ten oto sposób Szyszkowa Łapa wraz z Wiśniową Łapą znaleźli się wspólnie niedaleko Krzywego Drzewa. Czekoladowy terminator szedł zachowując ostrożność i jednocześnie co chwilę obwąchując powietrze czy niektóre elementy otoczenia.
Nagle jego uwagę przykuł niezbyt przyjemny choć lekko słodkawo-mdły zapach. Czyżby padlina? Może jakiś lis czy inny drapieżnik padł przez chorobę lub od ran. Szybkimi krokami byli coraz bliżej Pory Nagich Drzew, robiło się chłodniej, zwierzyna była chudsza i w mniejszych ilościach, roślin też brakowało. Chore lub ranne samotne zwierzę mogłoby sobie nie poradzić. Jednakże Szyszka postanowił sprawdzić ten trop. Tym samotnym zwierzęciem równie dobrze mogła być Ostry Kwiat ranna w jakiejś walce z lisem czy innym niebezpiecznym drapieżcą. A wiedza o śmierci mogłaby pozwolić rodzinie kocicy na ruszenie dalej, zamiast ciągłego życia w niepewności, zmartwieniu i wyniszczającej nadziei. Ku zdziwieniu młodego terminatora to nie szylkretka okazała źródłem nieprzyjemnego zapachu, a kompletnie inny kot o czarnym futrze. Szyszkowa Łapa nie do końca był pewien kim, jest martwy kot. Jego futro nie było już w najlepszym stanie i jedynie niska temperatura sprawiała, że jeszcze robactwo go nie zjadło. Dziecko Agrestowego Krzewu przysiadło w pewnej odległości i zaczęło się zastanawiać, czy z ich klanu w ostatnich księżycach zniknął jakiś czarny kot. Nie był pewien, ale do głowy przyszło mu jedno imię. -Ej Wiśka! Myślisz, że to może być Pochmurna Łapa?- Agrestowy Krzew mówiła mu, że zaginęła jedna terminatorka medyka i podejrzewano porwanie przez Dwunogów. Te chodzące na dwóch nogach bestie niestety nierzadko przechodziły przez kocie tereny i czasem porywały kogoś. Zdarzało się, że te koty potem uciekały z niewoli i odnajdywały drogę do domu, ale niestety nie wszystkie. Może Pochmurną Łapę porwano, a potem zamordowano?
Kotka ma szaroniebieskie niewybarwione oczy i długie, białe, wywinięte wąsiska. Z zaokrąglonych, trójkątnych uszu wystają kępki sierści. Sylwetka krępa, masywna, lecz objętości niemal dwukrotnie dodaje puchate, pstrokate futro. Czekoladowa szylkretka. Rude plamy na pysku, plecach, udach, podudziu, barku, zadzie i ogonie znaczone są grubymi, klasycznymi pręgami. Biel u tricolorki pokrywa przednie łapy, szyję, klatkę piersiową i podbrzusze, po obu stronach rozchodząc się na nieregularne kształty. Posiada białe skarpetki na tylnych łapach oraz białą kryzę dookoła łba. Często widziana z kolorowymi kwiatami wplecionymi za uszy.
księżniczka | dramaturg | marzyciel | naiwna | ciekawa
Świerszcz [NŚ; nieaktywny]
O stanie Niedźwiedziej Łapy, chociażby cały klan o tym huczał, Wiśniowa Łapa po prostu nie wiedziała. Tak samo jak nie zastanawiała się nad intencjami Szyszki, kiedy została wyciągnięta przez nią na "wycieczkę". Każda jednak wyprawa w nieznane cieszyła ją, jakby wybierała się co najmniej na księżyc. Wszystkie bowiem pojedynczo wiązały się z czymś niepowtarzalnym.
Kiedy znaleźli się niedaleko Krzywego Drzewa, nagle, bam!, wiśniowy nos natrafił na przeszkodę w postaci siostrzanego zadka. I już miała ją karcić, ocierając obolałą część ciała, że jest nieostrożna.
— Szyszka, ostrzegaj chociaż, że... — fuknęła i nagle przerwała — huh?
Przekręciła łeb, wychylając się w przód, zdając sobie sprawę, że szylkretka wcale, a wcale nie zwracała na nią uwagi. Była zajęta czymś innym...czymś...Zdecydowanie dziwniejszym.
— Co to? — pisnęła podekscytowana.
I wtedy to poczuła. Mdły zapach. Słodki. Łapki Wiśni mimowolnie zaczęły podążać na przód, niebezpiecznie blisko obiektu, który wywoływał zmysłowe sensacje. Jęzor i nozdrza natarczywie łapały powietrze, wypełniając całe płuca. To było coś, czego nigdy nie czuła. A może? Było inne. Ekscytujące. Im bliżej się znajdowała, tym bardziej odwracało jej uwagę. Oczy Wiśni wtem wypełniły się mroczkami, a cały świat stał się rozmazany. Kotka wygięła kręgosłup i zwymiotowała cały wcześniejszy obiad. Smród się rozprzestrzeniał, sprawiał, że atmosfera była gęsta i ciężka, jednak zimne powietrze zdawało się jakoś go niwelować.
Uniosła wzrok, patrząc na chude ciało, pożerając je wzrokiem. Ujrzała kocie oczy, ciemne niczym otchłań, jak bezgwiezdna noc. Puste ślepia gapiły się w przestrzań, a pozostawione bez tchu cielsko wyglądało jakby porzucone na pastwę losu i skóra...skóra, spod której było widać kości, z futrem, w którym powoli zaczynały gnieździć się niewielkie robaczki. Nie było rozerwane przez zwierzęta. Chyba nie było?
Wiśnia odskoczyła na wpół przerażona i zaskoczona, ciężko dysząc, wyginając pysk w niemym krzyku. Wyciągnęła niepewnie łapę, ciągnąć trupa za różowy język. Kotka wyglądała, jakby spała, ale była nieżywa. Martwa, lecz jej śmiertelne ciało było piękne niczym arcydzieło. Takie piękne, że aż wezbrała w niej myśl, aby ten ostatni raz przyozdobić je kwiatami i pocałować w odmrożony policzek. Tylko nie miała kwiatów. Kwiatów, jak ze snów.
— Co cię zniszczyło, skarbie? — wyszeptała w końcu, przyjeżdżając opuszkiem łapy po kocim gardle. — Czy teraz jesteś szczęśliwa? Twoi bliscy muszą być smutni. Masz bliskich, prawda? Nie martw się, teraz masz nas.
— Czy widziałaś kiedyś martwego kota, Szyszka? Czemu inni się ich boją? Czemu nie patrzą w ich stronę, dlaczego zawsze są smutni? — Zapytała. — Co z nią zrobimy? Zakopiemy? Ja bym zamroziła w lodzie, ale mogło by się roztopić latem...
— Będą myśleli, że ją zabiliśmy, jeśli kogoś zawołamy, wiem to. Nie możemy nikogo zawołać, będzie im...źle.
Powiedziała to, a jej głos brzmiał nieco beznamiętnie, na wpół przytomnie. Nie odrywała wzroku od leżącej kotki, układając zmierzwione futro na jej policzku.
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Szyszkę zamurowało na widok zachowania siostry. Jej słowa były szokujące, a pytania niezrozumiałe. Jak to dlaczego? -Dlaczego są smutni? A czy ty nie byłabyś smutna, gdybyś nigdy więcej nie mogła porozmawiać i spędzić czasu z bliskim ci kotem? Gdybyś wiedziała, że nigdy więcej nie usłyszysz jego śmiechu, nie spojrzysz mu w oczy, nie poczujesz zapachu jego futra, bo zaraz zniknie zakopany w ziemi. A boją się, bo to mogłoby przydarzyć się im... nam. Wyobrażamy sobie, że tym leżącym kotem moglibyśmy być my i boimy się, że już nigdy nie mielibyśmy szansy korzystać z życia, robić rzeczy, które lubimy, spędzić czasu z tymi, których kochamy.- Odpowiedział szczerze, choć wątpił, że siostra to zrozumie. Była dziwna, odklejona od tego świata i najwyraźniej fascynowała ją śmierć. Może była z nią blisko... Słowa o morderstwie znowu zabrzmiały, jakby nie wyszły od Wiśni, a od innej istoty. Szyszkowa Łapa miał wrażenie, jakby ktoś przejął ciało szylkretki i przemówił. Może faktycznie Wiśnia miała kontakt z duchami i przodkami. Może właśnie Pochmurna Łapa poprzez Wiśnię przekazała wiadomość. Ale dlaczego ktoś miałby pomyśleć, że to oni zabili terminatorkę medyka? To nie miało sensu dla Szyszki. -Nie pleć bzdur. Musimy poinformować wojowników i przynieść jej ciało do obozu, by wyprawić pogrzeb. To pozwoli jej duchowi spokojnie dołączyć do Gwiezdnego Klanu.- Powiedział drżącym głosem. Bał się, ale próbował nad tym panować i być stanowczy. Nie zabili jej. Przecież widać, że nie żyje od kilku dni... prawda? Nie mieli nawet powodu, by ją zabić, ledwo ją znali. Nikt ich przecież nie oskarży bez powodu... prawda? Gwiezdny Klanie dopomóż! Jęknął w duchu.
Kotka ma szaroniebieskie niewybarwione oczy i długie, białe, wywinięte wąsiska. Z zaokrąglonych, trójkątnych uszu wystają kępki sierści. Sylwetka krępa, masywna, lecz objętości niemal dwukrotnie dodaje puchate, pstrokate futro. Czekoladowa szylkretka. Rude plamy na pysku, plecach, udach, podudziu, barku, zadzie i ogonie znaczone są grubymi, klasycznymi pręgami. Biel u tricolorki pokrywa przednie łapy, szyję, klatkę piersiową i podbrzusze, po obu stronach rozchodząc się na nieregularne kształty. Posiada białe skarpetki na tylnych łapach oraz białą kryzę dookoła łba. Często widziana z kolorowymi kwiatami wplecionymi za uszy.
księżniczka | dramaturg | marzyciel | naiwna | ciekawa
Świerszcz [NŚ; nieaktywny]
Obserwowała dalej Pochmurną Łapę, nim głos Szyszki wyrwał ją z zamyślenia. Skierowała na nią swoje spojrzenie pustych oczu, które chwilę potem wypełniła pełnym przejęcia wzrokiem, unosząc do góry kocie brwi. A kiedy rodzeństwo ucichło, w przestrzeni zapanował jej śmiech. Twoje spojrzenie... jest nadzwyczajne, nawet nie widzisz, jakie oczy robisz..., pomyślała.
— A wtedy każdy będzie płakał, płakał, tworząc dolinę z wydrążonych łez, której strumień wypełni żar z rozżalonych kocich serc... — westchnęła. — Czym są Gwiazdni w obliczu śmierci, Szyszko, a czym jest śmierć w obliczu powieści... Widzisz, życie to opowieść Szyszko, czym bym była, gdybym zignorowała to, co pragnie mi przekazać... Dlatego celebruję każdą chwilę, one są cenne, każda z nich jest zupełnie nową historią... To, o czym mówisz, nigdy tego nie doświadczyłam, ale mówisz o tym tak żywo, że będę wyczekiwać z utęsknieniem momentu, w którym będę mogła tego doświadczyć!
Wiśnia oblizala pysk, by chwilę potem wyciągnąć język. Odwróciła się, muskając kawałek futra martwej kotki, chcąc w ten sposób okazać jej szacunek. Skręciła się z obrzydzenia, czując na języku gorzki posmak, lecz sam fakt tego, co właśnie zrobiła był dla niej czymś nowym i ekscytującym.
— Nie patrz w górę, gwiazdy wcale nie rozświetlą drogi. Każda noc jest równie ciemna — wyszeptała i spowrotem zwróciła się do siostry — chodź, zanieśmy ją do obozu.
Z tymi słowami wstała, delikatnie obejmując ciało kotki, nie mogąc oderwać od niej wzroku, nie pojmując jaka delikatna była, wyglądając, jakby spała. Z wyczekiwaniem przeniosła wzrok na Szyszkę, aby siostra pomogła jej nieść ciało.
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Szyszkowa Łapa kompletnie nie rozumiał słów siostry. Radość z życia to jedno, ale żeby stanowiła powód do nieprzejmowania się cudzą śmiercią? Ktoś tu umarł w samotności i nie wiadomo jakich męczarniach, a Wiśnia sobie wokół skacze, śpiewa i wychwala piękno martwego ciała. Czyste szaleństwo.
Czekoladowy terminator jedynie westchnął zrezygnowany i podszedł do Pochmurnej Łapy. -Tak, chodźmy.- Powiedział, a następnie złapał zębami tak, aby móc nieść jak najdłużej bez uszkodzenia kotki. Chociaż była już martwa, to nie chciał jej w żaden sposób skrzywdzić, jakby się bał, że ona zaraz otworzy oczy i krzyknie z bólu.
Niestety niesienie dorosłego kota nie było tak łatwe jak kociaka, nawet gdy szli we dwójkę. Pewnie zajmie nam to cały dzień... Ale ona musi wrócić do Klanu... do domu. Pomyślał, zbierając w sobie całą swoją zawziętość. I tak oto ruszyli do obozu.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Borsucza Mordka ostatnio zaczął coraz częściej wychodzić poza tereny Klanu Wichru. Wręcz od jakiegoś czasu starał się trzymać na nich jak najmniej, a o obozie to już nie było nawet tak naprawdę co wspominać. Prawie w ogóle nie był w nim widziany, tylko tam w jakiś wyjątkowych przypadkach albo jak ktoś złapał go kiedy ten jadł czy wychodził akurat -albo wchodził na noc. Tak samo było teraz z tym polowaniem. Postanowił sobie samotnie wyjść i trochę zapolować poza wichrowymi terenami, a że to śmieszne krzywe drzewo przykuło jego uwagę to okolice jego właśnie wybrał na łażenie i rozglądanie się za potencjalną zwierzyną.
//MG
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa