Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
Choroba. Niczego się bardziej wojownik nie wystrzegał niż choroby, no i może drapieżników na polowaniu. Jednak mnie dopadła choroba, okropna, bo siedziałem w obozie niezdolny do rozmowy i życia... oj za długo. Nie miałem chęci rozmawiać z innymi, jedynie leżałem w Ziołowym Wzgórzu raz co jakiś czas kiwając czy kręcąc łbem w odpowiedzi na pytania Lśniącej Sadzawki. Dziwiłem się, że biała kocica jeszcze nie podejrzewa mnie o jakieś... osobliwe rzeczy, patrząc na to ile razy lądowałem u niej w lecznicy.
Dzisiejszego poranka leżałem w swoim kącie na uboczu. Wiedziałem, zostało mi to przekazane, że trening Baraniej Łapy przejęła Roziskrzona Noc. I dobrze. Wierzyłem, że dobrze wytrenuje syna Ciepłej Mżawki, a ja... ah, nie miałem ochoty na rozmowę z rezolutnym kocurzyskiem. Czułem się jak starszy, który narzeka na hałasy i nieprzyjemny mech w legowisku. A może takim się stałem? Trudno określić.
Dlatego gdy podszedł do mnie Mysia Łapa drgnąłem delikatnie ogonem, początkowo podnosząc łeb i hardo się mrużąc. Ślepia nie przyzwyczaiły się do słońca, dopiero po dłuższym uderzeniu serca mogłem otworzyć oczy, aby ujrzeć pocieszny pysk kocura. Dalej mi krążyły po głowie słowa przyjaciela, to, że go zjadłem, że ten szaleniec, eh, Szkiełko tak mówił. Zamrugałem powoli kilka razy, czując również jak moje serce przyśpiesza z każdym możliwym momentem. Dalej czułem na policzku delikatne ugryzienie burego. Musiałem z nim porozmawiać. Na pogrzebie Pszenicznego Grzbietu mimo wszystko powiedział coś, co... zapadło w pamięć. Zapewne nie tylko mi. Dlatego gdy tylko kocur zaproponował spacer skinąłem szybko głową, od siebie proponując cel naszego spotkania: Stary Kasztan.
Szliśmy powoli przed siebie. Niespecjalnie przejmowałem się obowiązkami w Klanie, które na wskutek długiej choroby mnie ominęły. Gdy zauważyłem na horyzoncie drzewo do którego się kierowaliśmy spogladnąłem na Myszkę. Przełknąłem ciężką ślinę, zaraz uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Czułem jak moje łapy stają się ciężkie, a pod futrem zbiera się gromada mrówek. W końcu musiałem zacząć ten temat, ale może... jeszcze nie teraz? Na tym spotkaniu, tak, sprawa tych dwóch, no trzech, magicznych słów, które wypadły z pyszczka Myszy mnie nurtowały od dawna, ale...
Chyba się bałem.
Mysia Łapa nie wygląda może i tak majestatycznie jak za kociaka. Nadal ma długie łapy i dosyć ładne kształty, ale nie jest zbyt chudy. Nie przywykł do ruchu co oczywiście owocuje jako iż jeść je. Na jego nogach zamiast ślicznych mięśni widnieje tłuszcz. Na jego całym ciele on widnieje. Nie utył jakoś bardzo, ale trochę mu brakuje do idealnego Wichrzaka. Jego futro jest śnieżno białe gdzie nie gdzie urozmaicone burymi łatami. Głównie są one na pysku, tyłku i niemalże całym ogonie. Utrzymuje się na dosyć drobnych łapach z różowymi poduszkami. Pod względem wzrostu góruje wśród kotów, bo jest bardzo wysoki. Jego pysk nadal jest gładki i lekko długi, ale na policzkach jest okrągły. Na jego brodzie zbiera się też po woli tłuszczyk, który w przyszłości zmieni się w podbródek, jeśli Mysia Łapa nie zacznie się ruszać. Jego oczy mają dwa kolory - prawe niebieskie, a lewe zielone. Na jego karku można nadal ujrzeć dwie blizny po ataku kruka.
Trochę taki dziwny ten Myszka. Taki cichy, dziwno wręcz milczący. Tak mało mówi, że czasem wręcz wychodzi na dziwaka. Nie potrafi wyczuć granicy. Ogląda, przygląda się, obserwuje. W jego towarzystwie można poczuć się łatwo niezręcznie. Kiedy tak się na ciebie gapi, ale zero odzewu. Czasem bywa, że się nawet uśmiechnie i zaśmieje, a ty nie wiesz o co chodzi. Ma jednak uczucia i to dosyć delikatne. Łatwo doprowadzić go do płaczu, rozweselić, zokochać w sobie. Generalnie lubi towarzystwo i jest milutki jak już się odezwie. Ani by mu do głowy przyszło sprawić komuś przykrość lub go obrazić. W swoich ruchach jest powolny i delikatny, nie lubi biegać. Nie lubił też zawsze uczestniczyć w zabawach w walkę. Po prostu nie rozumie czemu miałby kogoś bić. Woli na przykład przyglądać się kwiatom lub robaków. Tak na prawdę to jest bardzo leniwy i do niczego mu się nie śpieszy. Nawet do zostania terminatorem.
Za to Mysia Łapa zajmował się głównie rodzeństwem, matką i kończeniem treningu. Nie zmieniało to jednak tego, że Ryś był dla niego ważny. Biało-bury nie chciał się zarazić i przeszkadzać w leczeniu sympatii jednak zerkał praktycznie codziennie do lecznicy by sprawdzić czy kocur tam jest. Gdy dowiedział się, że Rysi Pomruk był już zdrowy od razu postanowił wyciągnąć go na spacer. Nie miał jednak takich obaw jak point. Nie pamiętał praktycznie nic z dnia w którym odszedł jego ojca. Tym bardziej co mówił do przyjaciela. Był więc zupełnie beztroski i... zamierzał przekazać mu dobre wieści z których Ryś na pewno będzie zadowolony! No Mysz przynajmniej był.
Pokierował ich w stronę kasztana, pod którym spotkali się razem daaawno temu. Bowiem dalej nie weszli na niego! Trzeba to nadrobić! - Rrrysiu! - powiedział z entuzjazmem gdy już byli na miejscu - masz siłę, żeby wejść na górę?
Oczywiście nie wiedział czy kocur już był na tyle zdrowy by móc się wspinać. Także trzeba to najpierw sprawdzić.
• • •xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx i'm a dumb teen boy ieatsticksandrocksandmud i don't care about the government ANDIREALLYNEEDAHUG xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ ≡ ≡
Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
Nagle jednak moją uwagę przykuły słowa Myszy, wyraźnie podekscytowanego. Spojrzałem w jego stronę z ciepłem w oczach, a na zadane pytanie potrzebowałem momentu, aby się namyślić. Po chwili skinąłem delikatnie łbem.
- Tak. Tak, wydaje mi się, że dam radę. Mówiłem, że jak wtedy nie wejdziemy, to zrobimy to prędzej czy później, prawda? - odparłem pytaniem retorycznym, po czym wbiłem pazury w korę kasztanu. Będzie o wiele łatwiej się na nie wspinać niż na ten dziwny pal gadożerów.
Dlatego też wbiłem pazurzyska w korę starego drzewa, aby zaraz zacząć się powoli podciągać w górę. Podskakiwałem tylnymi skokami, czując, jak zmęczenie wygrywa. Jednak już byłem dość wysoko, a przynajmniej tak mnie się wydawało. Raz omsknęła mi się noga, przez co oderwałem mały kawałek kory, a ten poleciał hen daleko. Na szczęście chyba nie uderzył w Myszę.
W końcu podciągnąłem się na gałąź i wygodnie usiadłem. Spoglądałem w stronę burego, aby w razie wypadku kocura podciągnąć za wolną skórę na karku czy jakkolwiek pomóc z wejściem.
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Konwalia bez żadnych przeszkód podążała za Chaotycznym Lotem, kiedy ta wyszła z obozu. Następnie nieco przyśpieszyła, aby móc się z nią zrównać i iść łapa w łapę z szylkretką. Szła dosyć blisko młodszej wojowniczki, jednak jednocześnie starała się nie naruszać jej przestrzeni osobistej. Ostra uważała Chaos za dosyć dobrą przyjaciółkę, więc chciała również, aby czuła się komfortowo w jej towarzystwie. Podczas ostatniej ceremonii miała wrażenie, że coś wisiało w powietrzu - i nie była to tylko dosyć kontrowersyjna decyzja Lśniącej Sadzawki, ale również coś dziwnego między nimi. Nie wiedziała, jak powinna to opisać. Dlatego również cieszyła się, że dzisiaj taka atmosfera nie panowała i jedynie zimny wiatr pozwalał jej odczuć chłód.
- Dawno nie spędzałyśmy czasu razem. Miła odmiana. - miauknęła, uśmiechając się delikatnie w stronę kocicy. - No i mam nadzieję, że będziemy razem wychodzić nieco częściej. - dodała dosyć szybko, aczkolwiek spokojnie. Jej ogon zakołysał się na boki, a pojedyncze włoski zahaczyły o biczowaty, cienki ogon kocicy.
- To co, polowanie czy... może wolisz po prostu spacer i rozmowę?
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Chaotyczny Lot szła miarowym tempem. Odległość może z pół lisiego ogona, która dzieliła ją od towarzyszki, była w sam raz taka, aby czuła przy swoim boku ciepło, promieniujące z szarego ciała... a może to bylko jej wyobraźnia? Kątem oka przez cały czas obserwowała koleżankę. Jej uprzejmy small talk zachęcił Chaos by przyjrzała się jej uważniej.
Zaskakujące, jak łagodny i miękki był jej uśmiech. Tworzył wyraźny kontrast z całą resztą jej aparycji. Była silną, muskularną kocicą, noszącą na sobie ślady po wielu poważnych walkach. Jej motoryka zdradzała pewność siebie, jej ton głosu - opanowanie, a dobór słów - pewien takt, a jednocześnie swobodę. Była samoświadomą, dojrzałą kocicą. Doskonałą kandydatką na przykład na Zastępczynię.
- Też się cieszę - odpowiedziała, a jej mordkę również przyozdabiał sympatyczny uśmiech - I na to liczę...
Ciekawe, o czym Ostry Kolec myślała, wychodząc z Chaos z Obozu, skoro sama tuż za jego progiem zasugerowała, by wspólny czas zagospodarować inaczej niż polowaniem?
- Przejdźmy się w takim razie, może na powrocie się rozejrzymy za jakmiś piszczkami - zgodziła się - Dużo się dzieje ostatnio, co? Co sądzisz o tej całej akcji z Lśniącą Sadzawką? - zagadała na początek niezbyt osobistym, a dość ważnym tematem - Szczerze mówiąc, myślę, że Medyk mógłby sobie założyć rodzinę, ale w takim razie, przynajmniej jako kocica, na te kilka księżyców powinna przejść w rangę Matki i faktycznie się nimi zajmować. Próbując być naraz jednym i drugim, będzie niczym - oceniła bez wahania - Więc takie opcje tylko wtedy, jak Klan może sobie poradzić z drugim, w pełni wyszkolonym Medykiem... No i tutaj mamy Krwawnikowego Liścia, wszystko gra. Gorzej z samą Lśniącą Sadzawką. Szanuję ją najbardziej ze wszystkich kotów w tym Klanie. Jest niezrównana w tym, co robi. Ale na matkę się nie nadaje... Nie w tym wieku, nie z tym ego, nie w taki sposób. Niech sobie toczy swoją krucjatę o zakładanie rodziny dla kolejnych pokoleń Medyków, ale sama powinna odpuścć. Jeśli naprawdę zrobi sobie kocięta, które w dodatku będą dorastać bez ojca... Gwiezdny Klanie, współczuję im. Będą miały beznadziejne kocięctwo - pokręciła ze zrezygnowaniem głową.
Niestety, wiedziała, że wszelkie próby odwodzenia starej kocicy od tego poronionego pomysłu spełzną na niczym. Jedyne, co mogła tym osiągnąć, to zaszkodzić ich "sojuszowi". Musiała więc zostawić ją w spokoju, a swoimi przemyśleniami, które trudno jej było już dusić w sobie, podzielić się z kimś innym. Jedyna nadzieja w tym, że żaden Samotnik nie będzie na tyle szalony, żeby zdecydować się na zbliżenie z tą rozsiewającą aurę grozy kocicą.
Gdy poczuła ledwo wyczuwalne muśnięcie na ogonie, w pierwszej chwili miała wrażenie, że tylko jej się wydawało. Poruszyła nim tak, aby sięgnął w sam raz odrobinkę, o mysi kroczek bliżej, aby następnym razem faktycznie spotkał się z Konwaliowym. Niespodziewanie - CYT! przeskoczył między nimi impuls elektryczny. Chaos miała wrażenie, że nie tylko go poczuła, ale też usłyszała. Jej oczy otworzyły się szerzej, wargi same rozciągnęły, pokazując zębaty uśmiech, a kłująca sierść na łopatkach nieco uniosła się z ekscytacji i z tą zaskoczoną-rozbawioną miną zwróciła mordkę do Ostrego Kolca, jakby bezgłóśnie pytając "czułaś?!".
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Niebieska wojowniczka nastawiła uszy na sztorc, kiedy do doleciał do niej temat, jaki chciała poruszyć szylkretka. Z uwagą wysłuchała tego, co Chaotyczny Lot miała do powiedzenia na ten temat... i trudno było się z nią nie zgodzić. Podczas ceremonii ona sama zdecydowała się nie odzywać na ten temat, gdyż za dużo kotów wywołało burzę na ten temat. Nie było sensu dyskutować, gdy druga strona tego nie chciała. Lśniąca Sadzawka w końcu sama powiedziała, że jej decyzja nie podlegała dyskusji. Właściwie to nie podobało jej się takie podejście jednak... dodawało to czegoś takiego, przywódczego. Czegoś, co jej się w pewnym sensie podobało w sposobie bycia medyczki. Nie odzywała się również ze względu na Krwawnika. Nie znała jego opinii na ten temat i wolała z nim o tym raczej porozmawiać sam na sam.
- Właściwie to podzielam twoje zdanie. - miauknęła po chwili ciszy - Medyk może zrezygnować z rangi, kiedy wytrenuje swojego następcę. Równie dobrze mógłby więc mieć kocięta, gdy dokona tego samego. Może trochę problematyczne, ale bezpieczne dla klanu. W końcu gdyby coś się podczas tego porodu stało, to moglibyśmy zostać bez kota, który jest w stanie leczyć. Poza tym matki potem są przez jakiś czas słabe, potrzebują odpoczynku. Nie mówiąc również o kociętach, o których wspomniałaś. Żaden kot nie będzie w stanie się rozdwoić. - mruknęła, mrużąc delikatnie oczy. - Kocięta potrzebują uwagi. Ja jej nie dostawałam od Zaśnieżonej Ścieżki, która opiekowała się jednocześnie chyba jedenaściorgiem kociąt i podejrzewam, że takie kocięta również mogłyby mieć z nią problem, nawet mimo starań takiego kota. - powiedziała, pozwalając sobie na krzywy uśmiech. Zaśnieżona Ścieżka nie była najlepszą matką i przyjęła za dużo kociąt na swoje barki, a potem nie potrafiła się z tego wywiązać. Podobnie mogło być z medykiem bez następcy i na tym układzie albo cierpiałyby kocięta albo pacjenci. - Aby z tego wszystkiego z myszy nie zrobił się ogromny borsuk. - dodała tylko po chwili, wzdychając ciężko.
Impuls elektryczny między ich ogonami, był dla niej zupełnie niespodziewany. Podobnie jak nieco cichy, ale nawet słyszalny dźwięk tej reakcji. Z tego powodu niemalże podskoczyła, kierując zaskoczone, zielone ślepia najpierw na ich kity, a następnie na samą Chaos. Widząc jej zębaty, właściwie to również uroczy uśmiech, sama pozwoliła sobie podnieść kąciki swojej mordki. Na nieme pytanie pokiwała jedynie głową twierdząco, po czym zaśmiała się cicho, nie odrywając spojrzenia od szylkretowej wojowniczki.
- Może to jakieś przyciąganie między nami? W końcu wielkie umysły przyciągają inne, wielkie umysły. - zachichotała, szturchając kotkę w bark bliższą łapą.
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Jak można się było spodziewać, Ostry Kolec zgadzała się z Chaos. Kocica od czasu do czasu kiwała głową, potwierdzając jej argumenty. Na wzmiankę o Zaśnieżonej Ścieżce posłała jej nawet krzepiące spojrzenie.
- Szkoda tylko, że Lśniąca Sadzawka... uznaje się za nieomylną. Przekonywanie jej, że popełnia błąd, sprawi tylko, że zaprze się jeszcze bardziej - podsumowała całe te rozważania - Można mieć tylko nadzieję, że nie trafi na kocura, który się nią zainteresuje. Choć z drugiej strony, chyba kocury nie przegapią żadnej okazji, żeby...
Pokręciła głową.
Iskrzące spotkanie ich ogonów wydarzyło się w sam raz w odpowiedniej chwili, aby przerwać ten mało nastrojowy temat. Spojrzenie Ostrego Kolca, równie zaskoczone i rozbawione co jej własne, tylko dodatkowo zwiększyło jej ekscytację. Zielone oczy w popielatych oprawkach wyglądały naprawdę obłędnie. Zaś jej słowa... O, Gwiezdny Klanie! "Ona ze mną flirtuje", zdumiała się w myślach Chaos. "Nawet bardziej niż ja z nią!". Czyżby te wszystkie czułostki z Nietoperzym Niebem były tylko taką zabawą, ot, dla zabicia czasu? Czy zdawała sobie sprawę, że z tą nudną miernotą nie ma szans na tyle ciekawych przeżyć, co z nią, wiecznie zagadkową, ekscytującą, pewną siebie, najbardziej obiecującą kocicą w Klanie Wichru - i wyczytawszy jej intencje z drobnych gestów zamierzała sięgnąć po to, czym szylkretka ją kusiła?
Wybornie.
Co prawda Chaotyczny Lot powątpiewała w to, jakoby umysł jej koleżanki był porównywalny z jej własnym, ale nie zamierzała teraz wyprowadzać jej z błędu. Zamruczała kokieteryjnie i odwzajemniła szturchnięcie, uderzając barkiem o puszyste ramię Wojowniczki.
- Pewnie masz rację - stwierdziła, a w jej głosie pobrzmiały zaczepne, figlarne kur... chochliki - Ah, ten wielki umysł, jak przyciąga, nie mogę się oprzeć! - dodała dramatycznie, po czym raz jeszcze zderzyła się z kocicą. Tym razem nie odbiła się od niej, a przylgnęła do niej całym bokiem. Gdy poczuła ciepło jej ciała wzdłuż całego swojego szczupłego korpusu, serce natychmiast zabiło jej szybciej. Choć starała się nie tego nie pokazywać, była teraz naprawdę podekscytowana.
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Księżyce: 102 Mistrz: Ślimacza Ścieżka | Lawendowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zaśnieżona Ścieżka (Lśniąca Sadzawka) Ojciec: Skorpion Partner: Nietoperz? Może Chaos? Trwałe urazy: blizna na prawym policzku - trzy dosyć spore szramy po borsuczych pazurach; blizna na prawym barku - długie ślady po borsuczych pazurach, brak futra w tym miejscu; blizna na prawym boku szyi - ukryta pod futrem
Kocica o dobrze zbudowanych mięśniach, niebieskim futrze
i zielonych oczach
Nie daje sobie wejść na głowę. Podczas księżyców życia na ulicy nauczyła się radzić sobie jeszcze lepiej sama, niż wcześniej. W końcu żyła w zwartej, zorganizowanej kociej grupie, więc nauczenie się życia na własną łapę było czymś trudniejszym.
U wojowniczki nadal pozostała ta kocięca potrzeba rywalizacji. Nie zawsze zdrowej, ale ważne, że jakiejkolwiek. Ponadto nadal trzyma się swoich ambicji i stara się dążyć do ich spełnienia. Nie po trupach, ale ciężką pracą, którą wkłada we wszystko, co jest dla niej istotne.
Czasami dalej wdaje się w niepotrzebne dyskusje - niestety Ostra ma to do siebie, że czasem szybciej powie, niż pomyśli. Wywołuje to niekiedy nie małe kłopoty, z którymi musi się uporać. Gdy jednak konflikty nabiera na sile, nie waha się użyć siły.
Nie lubi większych zobowiązań - udowodniła to podczas rozmowy z Nietoperzym Niebem, gdzie, mimo, iż obie wyznały sobie swoje uczucia, to niebieska zdecydowała się na nie wchodzenie w stały związek. Nie zauważała również tego, iż kotka cierpi przez jej zachowanie. Po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie przy niej a nie koniecznie ona przy nim.
Czy Konwalia zdawała sobie sprawę z tego, że Chaos odbierała jej zaczepki jako flirt? Niezbyt. Sama Ostra traktowała to jako zwykłe, przyjacielskie przekomarzanie się. Uważała szylkretkę za naprawdę atrakcyjną kotkę, jednak ona miała Nietoperz. Chyba. Ich kontakt niestety nieco się popsuł i ciężko jej było określić uczucia do swojej byłej terminatorki. Nie wiedziała, czy mogłaby teraz powiedzieć, że na pewno ją kochała - chociaż naprawdę bardzo chciała. Dalej coś do niej czuła, ale nie była pewna, czy to było to samo co wcześniej. Nie zamierzała się również na tym teraz zastanawiać.
Zaśmiała się, kiedy szylkretowa kotka przyległa do niej, posuwając ją nieco w bok. Mimo to Ostra również pozwoliła sobie na to, aby nieco oprzeć ciężar swojego ciała na boku wojowniczki. Niebieska zachichotała cicho, po czym przyległa polikiem do polika krótkowłosej.
- Oh no i co teraz, jak się od siebie odkleimy? Chyba będziemy musiały przywyknąć do życia tak blisko siebie. - mruknęła zadowolona, nie tracąc dobrego humoru. I szczerze - nie chciała go stracić. Z Chaos w pewnych momentach potrafiła się odmóżdżyć, a właśnie tego chyba potrzebował. Chciała spędzić z nią czas nie rozmawiając o tych wszystkich klanowych problemach, a po prostu z nią pobyć.
x
x <span class="jesion2">All mylifeI’vebeensolonely</span> Allinthenameofbeingholy Still,you’dliketothinkyouknowme
<span class="jesion2">> Youkeepbuyin’stars <</span> Andyoucouldbuyupallofthestars, Butitwouldn’tchangewhoyouare You’restilllivinglifeinthedark
<span class="jesion2">It’sjustwhoyouare</span> ...............................................
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Im starszy Borsuk się stawał tym jak widać było z nim gorzej. Dymny kocurek również i tym razem nie zrobił sobie niczego z zakazów dawanych przez dorosłe koty i bury jaką dostał od rodziców. Pierwsze co zrobił jak tylko wyczaił okazję to umówił się z Pajęczyną na sekretne wyjście z obozu… no, jego sekretne, bo Pajęczyna to już chyba całkowicie legitnie wychodzi skoro jest terminatorem. No cóż, Borsuk lubił adrenalinkę i ryzyko, więc jakoś mu bycie jeszcze kociakiem nie za bardzo w planach przeszkadzało.
-Teraz idziemy dalej -zakomunikował swojemu białemu koledze, idąc w stronę jakiegoś dużego samotnego drzewa na horyzoncie- i nikt nas tym razem nie zatrzyma, co? -powiedział zaczepnie, starając się zagaić rozmowę z kolegą.
//Pajęcza Łapa
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Takie nielegalne wyciąganie kumpla z obozu było jak najbardziej w stylu Pajęczej Łapy, każdy kto go znał o tym wiedział. Kocurek nie mógł się doczekać tego wyjścia od momentu, w którym wraz z Borsukiem się na to umówili. Chciał spędzać z nim tak fajnie czas, nieważne że dymny był wciąż kociakiem - kiedy to ich niby powstrzymało? Byli dojrzali i doskonale sobie radzili. Teraz nawet bardziej niż kiedyś, jako że biały książę był już blisko końca swojego treningu z Przepiórczymi Śpiewem. Był już prawie wojownikiem, mógł robić co chciał! I był przekonany, że mistrzyni nie miałaby mu tego za złe. W końcu jedyne co go powstrzymywało przed rządzeniem tym Klanem to jakieś głupie zasady. Każdy wie, że poradziłby sobie lepiej niż taka Lawendowa Gwiazda!
Gdy wędrowali przez trawy, duży, biały kocur uśmiechał się pod nosem i zerkał na swojego towarzysza złowieszczo. Nie wiedział jeszcze, co konkretnie będą razem robić, ale w towarzystwie przyjaciela mógł liczyć na samą dobrą rozrywkę!
- No co ty. - wyszczerzył kiełki do Borsuka, trącając go końcówką ogona w bark. - Nikt nie będzie miał do nas pretensji. Jesteś prawie terminatorem, a ja prawie wojownikiem. Chciałbym zobaczyć, jak próbują nas złapać za skórę na karku i zaciągnąć do obozu. - zaśmiał się kpiąco, przypominając sobie jak skończyło się ich ostatnie takie wyjście na terytorium Wichru. Tym razem będzie inaczej, bo tak się składało, że nie byli bezbronnymi kociętami, ha!
- Ciekawi mnie kogo dostaniesz na mistrza, wiesz? Może mnie? - chyba zażartował, jednak ciężko było wywnioskować z jego lekkiego uśmiechu. Może po prostu Pajęczynka miał dobry humor? Kto wie. Uznał to za dosyć zabawną myśl. To nie byłby pierwszy raz, kiedy nauczyłby czegoś swojego kolegę.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Teoretycznie Borsuk to powinien mieć już swoją ceremonię i nie wiedział czemu Lawendowa Gwiazda jeszcze jej nie zwołała. Więc tym bardziej nie przejmował się zakazami jakie mu stawiano. Przecież już jest w wieku terminatorskim to co to ma być? On nie jest tchórzem, żeby tak sobie siedzieć grzecznie na tyłku w obozie zamiast świetnie się bawić poza nim. No i jeszcze miał do towarzystwa najlepszego kolegę, który wiedział co to dobra zabawa. Jak można nie skorzystać?
-Teraz to bym się tak łatwo nie dał -Borsuk prychnął, przypominając sobie ich ostatnią wycieczkę- wtedy byłem za mały, żeby klepać się z dwiema na raz. Nawet jeśli jedna była chodzącym szkieletem.
-Nie wiem czy Lawendowa Gwiazda byłaby na tyle odważna, żeby nas dać razem, wiesz jaka ona jest -dymny wywrócił oczami na samą myśl o przywódczyni- No i pewnie Wietrzny Dzień by się zbuntował znając jego kij w tyłku -i wtedy do jego główki wpadł pomysl, który w umyśle dymnego był wręcz genialny- ale Wietrzny Dzień teraz nie widzi, może byś mógł poćwiczyć swoje mentorskie umiejętności i nauczyć mnie polować, co? Tym razem może wrócimy ze zdobyczami do obozu zamiast z siniakami? -powiedział pół żartem, pół serio. Tak szczerze to tak trochę Pajęczynę podpuszczał, żeby ten go darmowo czegoś nauczył, żeby Borsuk jak najszybciej mógł przejść ten trening tak jak on. Pytanie było czy kolega zechce się wiedzą podzielić. Dymny miał nadzieję, że tak.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
No właśnie! To wszystko miało taki właśnie logiczny sens. Borsuk był już w wieku terminatorskim i powinien był mieć swoją ceremonię - to wina tylko i wyłącznie Lawendowej Gwiazdy, że jest leniwa i nie zależy jej na przyszłych wojownikach tak jak powinno. Jak on będzie rządził Wichrem, wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej!
- Teraz nieważne kto by nas znalazł, prędzej wróciłby do obozu poobijany niż nas stąd wziął siłą. - stwierdził ten prosty fakt Pajęcza Łapa, przyspieszając nieco kroku. Ciekawiło go to ogromne drzewo. Może nawet mogliby się na nie wspiąć?
Prychnął z irytacją na samo wspomnienie o ojcu swojego kumpla, także o swojej niby-przywódczyni. Niby, bo nie powinna się w ogóle nazywać Gwiazdą. To była obraza dla całego ich Klanu. No ale nieważne, fakt był taki że to nie wykluczone, iż po prostu baliby się tak wybuchowego połączenia jakim była ich dwójka. W końcu wiadomym było, że zostaną najsilniejszymi kocurami w całym Wichrze!
- Wiesz co? To nie brzmi wcale tak źle. Każdy z nas się czegoś nowego nauczy… ale nie spodziewaj się, że będę ci cokolwiek ułatwiał. - mruknął, unosząc brwi i spoglądając na dymnego kota. A potem, nie czekając na niego więcej, rzucił się biegiem przez trawska w kierunku tego drzewa.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
-A żebyś wiedział, nikt nam nie podskoczy -Borsuk zaśmiał się na samą myśl o tym jaki wpiernicz zaliczyłby ten kto próbowałby ich wytargać za uszy do obozu. Zwłaszcza jego szkieletowata siostra, którą i tak pewnie zdmuchnął by pierwszy silniejszy wiatr.
Borsuk uśmiechnął się pod nosem kiedy Pajęcza Łapa prychnął. Miło było słyszeć, że ktoś popiera poglądy dymnego kocurka na temat Wietrznego Dnia, bo wyglądało na to że całe jego rodzeństwo chce mu się jakoś przypodobać i nie potrafi się mu w żaden sposób sprzeciwić. Mięczaki.
-Zawiódłbym się gdybyś próbował -odparł, przyjmując wyzwanie białego kocura. Tak to on mógł żyć, serio.
Dymny chwilę zawahał się, ale po kilku uderzeniach serca ruszył za swoim kolegą przez trawska w stronę drzewa. Borsuk był co prawda wolniejszy od Pajęczej Łapy, ale nie odstawał od niego nie wiadomo jak. Przynajmniej będzie widział co jego kolega zrobi i nie zostanie zaskoczony nagłym skrętem czy czymś podobnym. Dymny był ciekawy co jego kumpel sobie zaplanował skoro zgodził się na jego propozycję.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
I oboje się ze sobą zgadzali! Jak miło, naprawdę! Pajęczyna coraz bardziej zaczął doceniać to, że ma kumpla z którym tak dobrze się dogaduje. W końcu większość kotów w Klanie jest tak nudna, to dobrze że chociaż oni na siebie trafili! Na jego słowa zareagował uśmieszkiem, pełnym zadowolenia i dumy. Bo kocurek wiedział, że nic im nie zagraża i mogą tu robić to, na co tylko mają ochotę!
- No, to mi się podoba. - pochwalił go w żartach, a potem faktycznie zbliżył się do wielkiego drzewa i rozejrzał naokoło. Mieli tutaj bardzo dużo przestrzeni, wielu wiele możliwości… to dobre miejsce na naukę polowania.
Pajęcza Łapa zwrócił się po chwili do swojego dymnego kolegi, cały czas uśmiechając się i wyraźnie układając sobie jakiś plan w białym łebku.
- Dobra, zacznijmy od podstaw. To jest pozycja łowiecka. - powiedział jak prawdziwy mistrz, prezentując odpowiednie ułożenie ciała. - Musisz mieć zgięte łapy, brzuch przy ziemi, ale tak żeby ci nie szurał, a ogon na równo z głową i tak dalej i tak dalej. - wytłumaczył niezwykle dokładnie, jakby faktycznie uczył swojego podopiecznego. Bo starał się, bo mu przecież zależało!
A potem znów stanął prosto i obszedł Borsuka dookoła, przyglądając mu się uważnie.
- Teraz twoja kolej. - oświadczył.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Borsuk do miejsca ćwiczeń dotarł trochę po Pajęczej Łapie. No, ale to nie tak, że biały kolega musiał jakoś specjalnie długo na niego czekać, bez przesady. Po prostu dotarł troszeczkę później i tyle. Po tym jak dymny zatrzymał się obok syna medyczki to zaczął oglądać uważnie co ten mu pokazuje. W końcu to nie były jakieś denne zasady, które w życiu mu się nie przydadzą, polowanie to kiedyś będzie jego codzienność, nie?
Potem nadeszła jego kolej i Borsuk musiał przyznać, że trochę się podekscytował. W końcu nauczy się czegoś pożytecznego tak jak to było z klepańskiem. Jednak najwięcej to on się chyba uczył właśnie z kumplem Pajęczyną niż z kimkolwiek innym. Zabawnie i jednocześnie fajnie, da się? Da się.
-O tak? -zapytał po tym jak ugiął chwiejnie łapy, przybliżył brzuch do ziemi jak najbardziej potrafił i zrównał głowę, grzbiet i ogon w jedną linię tak jak to pokazał drugi kocurek.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa