Logo Artemidy
Stary Kasztan
Choroba. Niczego się bardziej wojownik nie wystrzegał niż choroby, no i może drapieżników na polowaniu. Jednak mnie dopadła choroba, okropna, bo siedziałem w obozie niezdolny do rozmowy i życia... oj za długo. Nie miałem chęci rozmawiać z innymi, jedynie leżałem w Ziołowym Wzgórzu raz co jakiś czas kiwając czy kręcąc łbem w odpowiedzi na pytania Lśniącej Sadzawki. Dziwiłem się, że biała kocica jeszcze nie podejrzewa mnie o jakieś... osobliwe rzeczy, patrząc na to ile razy lądowałem u niej w lecznicy.
Dzisiejszego poranka leżałem w swoim kącie na uboczu. Wiedziałem, zostało mi to przekazane, że trening Baraniej Łapy przejęła Roziskrzona Noc. I dobrze. Wierzyłem, że dobrze wytrenuje syna Ciepłej Mżawki, a ja... ah, nie miałem ochoty na rozmowę z rezolutnym kocurzyskiem. Czułem się jak starszy, który narzeka na hałasy i nieprzyjemny mech w legowisku. A może takim się stałem? Trudno określić.
Dlatego gdy podszedł do mnie Mysia Łapa drgnąłem delikatnie ogonem, początkowo podnosząc łeb i hardo się mrużąc. Ślepia nie przyzwyczaiły się do słońca, dopiero po dłuższym uderzeniu serca mogłem otworzyć oczy, aby ujrzeć pocieszny pysk kocura. Dalej mi krążyły po głowie słowa przyjaciela, to, że go zjadłem, że ten szaleniec, eh, Szkiełko tak mówił. Zamrugałem powoli kilka razy, czując również jak moje serce przyśpiesza z każdym możliwym momentem. Dalej czułem na policzku delikatne ugryzienie burego. Musiałem z nim porozmawiać. Na pogrzebie Pszenicznego Grzbietu mimo wszystko powiedział coś, co... zapadło w pamięć. Zapewne nie tylko mi. Dlatego gdy tylko kocur zaproponował spacer skinąłem szybko głową, od siebie proponując cel naszego spotkania: Stary Kasztan.

Szliśmy powoli przed siebie. Niespecjalnie przejmowałem się obowiązkami w Klanie, które na wskutek długiej choroby mnie ominęły. Gdy zauważyłem na horyzoncie drzewo do którego się kierowaliśmy spogladnąłem na Myszkę. Przełknąłem ciężką ślinę, zaraz uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Czułem jak moje łapy stają się ciężkie, a pod futrem zbiera się gromada mrówek. W końcu musiałem zacząć ten temat, ale może... jeszcze nie teraz? Na tym spotkaniu, tak, sprawa tych dwóch, no trzech, magicznych słów, które wypadły z pyszczka Myszy mnie nurtowały od dawna, ale...
Chyba się bałem.

[Myszor]
≡ podobno w Rzymie napadało gradu aż po kolana ≡
w Japonii wiśnie zakwitły o dwie pory roku wcześniej
a ja tęsknię a ja tęsknię a ja ciągle tęsknię
LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Za to Mysia Łapa zajmował się głównie rodzeństwem, matką i kończeniem treningu. Nie zmieniało to jednak tego, że Ryś był dla niego ważny. Biało-bury nie chciał się zarazić i przeszkadzać w leczeniu sympatii jednak zerkał praktycznie codziennie do lecznicy by sprawdzić czy kocur tam jest. Gdy dowiedział się, że Rysi Pomruk był już zdrowy od razu postanowił wyciągnąć go na spacer. Nie miał jednak takich obaw jak point. Nie pamiętał praktycznie nic z dnia w którym odszedł jego ojca. Tym bardziej co mówił do przyjaciela. Był więc zupełnie beztroski i... zamierzał przekazać mu dobre wieści z których Ryś na pewno będzie zadowolony! No Mysz przynajmniej był.
Pokierował ich w stronę kasztana, pod którym spotkali się razem daaawno temu. Bowiem dalej nie weszli na niego! Trzeba to nadrobić!
- Rrrysiu! - powiedział z entuzjazmem gdy już byli na miejscu - masz siłę, żeby wejść na górę?
Oczywiście nie wiedział czy kocur już był na tyle zdrowy by móc się wspinać. Także trzeba to najpierw sprawdzić.
• • •xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
i'm a dumb teen boy
i eat sticks and rocks and mud
i don't care about the government
AND I REALLY NEED A HUG
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ ≡ ≡
LVL 3 45 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nagle jednak moją uwagę przykuły słowa Myszy, wyraźnie podekscytowanego. Spojrzałem w jego stronę z ciepłem w oczach, a na zadane pytanie potrzebowałem momentu, aby się namyślić. Po chwili skinąłem delikatnie łbem.
- Tak. Tak, wydaje mi się, że dam radę. Mówiłem, że jak wtedy nie wejdziemy, to zrobimy to prędzej czy później, prawda? - odparłem pytaniem retorycznym, po czym wbiłem pazury w korę kasztanu. Będzie o wiele łatwiej się na nie wspinać niż na ten dziwny pal gadożerów.
Dlatego też wbiłem pazurzyska w korę starego drzewa, aby zaraz zacząć się powoli podciągać w górę. Podskakiwałem tylnymi skokami, czując, jak zmęczenie wygrywa. Jednak już byłem dość wysoko, a przynajmniej tak mnie się wydawało. Raz omsknęła mi się noga, przez co oderwałem mały kawałek kory, a ten poleciał hen daleko. Na szczęście chyba nie uderzył w Myszę.
W końcu podciągnąłem się na gałąź i wygodnie usiadłem. Spoglądałem w stronę burego, aby w razie wypadku kocura podciągnąć za wolną skórę na karku czy jakkolwiek pomóc z wejściem.
≡ podobno w Rzymie napadało gradu aż po kolana ≡
w Japonii wiśnie zakwitły o dwie pory roku wcześniej
a ja tęsknię a ja tęsknię a ja ciągle tęsknię
LVL 4 35 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
kontynuacja tej sesji

Konwalia bez żadnych przeszkód podążała za Chaotycznym Lotem, kiedy ta wyszła z obozu. Następnie nieco przyśpieszyła, aby móc się z nią zrównać i iść łapa w łapę z szylkretką. Szła dosyć blisko młodszej wojowniczki, jednak jednocześnie starała się nie naruszać jej przestrzeni osobistej. Ostra uważała Chaos za dosyć dobrą przyjaciółkę, więc chciała również, aby czuła się komfortowo w jej towarzystwie. Podczas ostatniej ceremonii miała wrażenie, że coś wisiało w powietrzu - i nie była to tylko dosyć kontrowersyjna decyzja Lśniącej Sadzawki, ale również coś dziwnego między nimi. Nie wiedziała, jak powinna to opisać. Dlatego również cieszyła się, że dzisiaj taka atmosfera nie panowała i jedynie zimny wiatr pozwalał jej odczuć chłód.
- Dawno nie spędzałyśmy czasu razem. Miła odmiana. - miauknęła, uśmiechając się delikatnie w stronę kocicy. - No i mam nadzieję, że będziemy razem wychodzić nieco częściej. - dodała dosyć szybko, aczkolwiek spokojnie. Jej ogon zakołysał się na boki, a pojedyncze włoski zahaczyły o biczowaty, cienki ogon kocicy.
- To co, polowanie czy... może wolisz po prostu spacer i rozmowę?
x
x

[Obrazek: d7yqvjz-1e5a466c-8d17-4c31-88b5-2f7854d8...dRa2m1y17w] <span class="jesion2">All my life I’ve been so lonely</span> [Obrazek: d7yqvvu-3e4664bf-4003-4acc-ab87-3482186d...oILEXLwsr4]
All in the name of being holy
Still, you’d like to think you know me
<span class="jesion2">> You keep buyin’ stars <</span>
And you could buy up all of the stars,
But it wouldn’t change who you are
You’re still living life in the dark
<span class="jesion2">It’s just who you are</span>

...............................................

<link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&display=swap" rel="stylesheet"><style>.jesion2 {font-family: 'Cinzel'; font-size:14; line-height:13px}</style>
LVL 4 55 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
15
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chaotyczny Lot szła miarowym tempem. Odległość może z pół lisiego ogona, która dzieliła ją od towarzyszki, była w sam raz taka, aby czuła przy swoim boku ciepło, promieniujące z szarego ciała... a może to bylko jej wyobraźnia? Kątem oka przez cały czas obserwowała koleżankę. Jej uprzejmy small talk zachęcił Chaos by przyjrzała się jej uważniej.

Zaskakujące, jak łagodny i miękki był jej uśmiech. Tworzył wyraźny kontrast z całą resztą jej aparycji. Była silną, muskularną kocicą, noszącą na sobie ślady po wielu poważnych walkach. Jej motoryka zdradzała pewność siebie, jej ton głosu - opanowanie, a dobór słów - pewien takt, a jednocześnie swobodę. Była samoświadomą, dojrzałą kocicą. Doskonałą kandydatką na przykład na Zastępczynię.

- Też się cieszę - odpowiedziała, a jej mordkę również przyozdabiał sympatyczny uśmiech - I na to liczę...

Ciekawe, o czym Ostry Kolec myślała, wychodząc z Chaos z Obozu, skoro sama tuż za jego progiem zasugerowała, by wspólny czas zagospodarować inaczej niż polowaniem?

- Przejdźmy się w takim razie, może na powrocie się rozejrzymy za jakmiś piszczkami - zgodziła się - Dużo się dzieje ostatnio, co? Co sądzisz o tej całej akcji z Lśniącą Sadzawką? - zagadała na początek niezbyt osobistym, a dość ważnym tematem - Szczerze mówiąc, myślę, że Medyk mógłby sobie założyć rodzinę, ale w takim razie, przynajmniej jako kocica, na te kilka księżyców powinna przejść w rangę Matki i faktycznie się nimi zajmować. Próbując być naraz jednym i drugim, będzie niczym - oceniła bez wahania - Więc takie opcje tylko wtedy, jak Klan może sobie poradzić z drugim, w pełni wyszkolonym Medykiem... No i tutaj mamy Krwawnikowego Liścia, wszystko gra. Gorzej z samą Lśniącą Sadzawką. Szanuję ją najbardziej ze wszystkich kotów w tym Klanie. Jest niezrównana w tym, co robi. Ale na matkę się nie nadaje... Nie w tym wieku, nie z tym ego, nie w taki sposób. Niech sobie toczy swoją krucjatę o zakładanie rodziny dla kolejnych pokoleń Medyków, ale sama powinna odpuścć. Jeśli naprawdę zrobi sobie kocięta, które w dodatku będą dorastać bez ojca... Gwiezdny Klanie, współczuję im. Będą miały beznadziejne kocięctwo - pokręciła ze zrezygnowaniem głową.

Niestety, wiedziała, że wszelkie próby odwodzenia starej kocicy od tego poronionego pomysłu spełzną na niczym. Jedyne, co mogła tym osiągnąć, to zaszkodzić ich "sojuszowi". Musiała więc zostawić ją w spokoju, a swoimi przemyśleniami, które trudno jej było już dusić w sobie, podzielić się z kimś innym. Jedyna nadzieja w tym, że żaden Samotnik nie będzie na tyle szalony, żeby zdecydować się na zbliżenie z tą rozsiewającą aurę grozy kocicą.

Gdy poczuła ledwo wyczuwalne muśnięcie na ogonie, w pierwszej chwili miała wrażenie, że tylko jej się wydawało. Poruszyła nim tak, aby sięgnął w sam raz odrobinkę, o mysi kroczek bliżej, aby następnym razem faktycznie spotkał się z Konwaliowym. Niespodziewanie - CYT! przeskoczył między nimi impuls elektryczny. Chaos miała wrażenie, że nie tylko go poczuła, ale też usłyszała. Jej oczy otworzyły się szerzej, wargi same rozciągnęły, pokazując zębaty uśmiech, a kłująca sierść na łopatkach nieco uniosła się z ekscytacji i z tą zaskoczoną-rozbawioną miną zwróciła mordkę do Ostrego Kolca, jakby bezgłóśnie pytając "czułaś?!".
[Obrazek: Fwy5trd.png]
LVL 4 150 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niebieska wojowniczka nastawiła uszy na sztorc, kiedy do doleciał do niej temat, jaki chciała poruszyć szylkretka. Z uwagą wysłuchała tego, co Chaotyczny Lot miała do powiedzenia na ten temat... i trudno było się z nią nie zgodzić. Podczas ceremonii ona sama zdecydowała się nie odzywać na ten temat, gdyż za dużo kotów wywołało burzę na ten temat. Nie było sensu dyskutować, gdy druga strona tego nie chciała. Lśniąca Sadzawka w końcu sama powiedziała, że jej decyzja nie podlegała dyskusji. Właściwie to nie podobało jej się takie podejście jednak... dodawało to czegoś takiego, przywódczego. Czegoś, co jej się w pewnym sensie podobało w sposobie bycia medyczki. Nie odzywała się również ze względu na Krwawnika. Nie znała jego opinii na ten temat i wolała z nim o tym raczej porozmawiać sam na sam.
- Właściwie to podzielam twoje zdanie. - miauknęła po chwili ciszy - Medyk może zrezygnować z rangi, kiedy wytrenuje swojego następcę. Równie dobrze mógłby więc mieć kocięta, gdy dokona tego samego. Może trochę problematyczne, ale bezpieczne dla klanu. W końcu gdyby coś się podczas tego porodu stało, to moglibyśmy zostać bez kota, który jest w stanie leczyć. Poza tym matki potem są przez jakiś czas słabe, potrzebują odpoczynku. Nie mówiąc również o kociętach, o których wspomniałaś. Żaden kot nie będzie w stanie się rozdwoić. - mruknęła, mrużąc delikatnie oczy. - Kocięta potrzebują uwagi. Ja jej nie dostawałam od Zaśnieżonej Ścieżki, która opiekowała się jednocześnie chyba jedenaściorgiem kociąt i podejrzewam, że takie kocięta również mogłyby mieć z nią problem, nawet mimo starań takiego kota. - powiedziała, pozwalając sobie na krzywy uśmiech. Zaśnieżona Ścieżka nie była najlepszą matką i przyjęła za dużo kociąt na swoje barki, a potem nie potrafiła się z tego wywiązać. Podobnie mogło być z medykiem bez następcy i na tym układzie albo cierpiałyby kocięta albo pacjenci. - Aby z tego wszystkiego z myszy nie zrobił się ogromny borsuk. - dodała tylko po chwili, wzdychając ciężko.
Impuls elektryczny między ich ogonami, był dla niej zupełnie niespodziewany. Podobnie jak nieco cichy, ale nawet słyszalny dźwięk tej reakcji. Z tego powodu niemalże podskoczyła, kierując zaskoczone, zielone ślepia najpierw na ich kity, a następnie na samą Chaos. Widząc jej zębaty, właściwie to również uroczy uśmiech, sama pozwoliła sobie podnieść kąciki swojej mordki. Na nieme pytanie pokiwała jedynie głową twierdząco, po czym zaśmiała się cicho, nie odrywając spojrzenia od szylkretowej wojowniczki.
- Może to jakieś przyciąganie między nami? W końcu wielkie umysły przyciągają inne, wielkie umysły. - zachichotała, szturchając kotkę w bark bliższą łapą.
x
x

[Obrazek: d7yqvjz-1e5a466c-8d17-4c31-88b5-2f7854d8...dRa2m1y17w] <span class="jesion2">All my life I’ve been so lonely</span> [Obrazek: d7yqvvu-3e4664bf-4003-4acc-ab87-3482186d...oILEXLwsr4]
All in the name of being holy
Still, you’d like to think you know me
<span class="jesion2">> You keep buyin’ stars <</span>
And you could buy up all of the stars,
But it wouldn’t change who you are
You’re still living life in the dark
<span class="jesion2">It’s just who you are</span>

...............................................

<link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&display=swap" rel="stylesheet"><style>.jesion2 {font-family: 'Cinzel'; font-size:14; line-height:13px}</style>
LVL 4 55 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
15
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jak można się było spodziewać, Ostry Kolec zgadzała się z Chaos. Kocica od czasu do czasu kiwała głową, potwierdzając jej argumenty. Na wzmiankę o Zaśnieżonej Ścieżce posłała jej nawet krzepiące spojrzenie.

- Szkoda tylko, że Lśniąca Sadzawka... uznaje się za nieomylną. Przekonywanie jej, że popełnia błąd, sprawi tylko, że zaprze się jeszcze bardziej - podsumowała całe te rozważania - Można mieć tylko nadzieję, że nie trafi na kocura, który się nią zainteresuje. Choć z drugiej strony, chyba kocury nie przegapią żadnej okazji, żeby...

Pokręciła głową.

Iskrzące spotkanie ich ogonów wydarzyło się w sam raz w odpowiedniej chwili, aby przerwać ten mało nastrojowy temat. Spojrzenie Ostrego Kolca, równie zaskoczone i rozbawione co jej własne, tylko dodatkowo zwiększyło jej ekscytację. Zielone oczy w popielatych oprawkach wyglądały naprawdę obłędnie. Zaś jej słowa... O, Gwiezdny Klanie! "Ona ze mną flirtuje", zdumiała się w myślach Chaos. "Nawet bardziej niż ja z nią!". Czyżby te wszystkie czułostki z Nietoperzym Niebem były tylko taką zabawą, ot, dla zabicia czasu? Czy zdawała sobie sprawę, że z tą nudną miernotą nie ma szans na tyle ciekawych przeżyć, co z nią, wiecznie zagadkową, ekscytującą, pewną siebie, najbardziej obiecującą kocicą w Klanie Wichru - i wyczytawszy jej intencje z drobnych gestów zamierzała sięgnąć po to, czym szylkretka ją kusiła?

Wybornie.

Co prawda Chaotyczny Lot powątpiewała w to, jakoby umysł jej koleżanki był porównywalny z jej własnym, ale nie zamierzała teraz wyprowadzać jej z błędu. Zamruczała kokieteryjnie i odwzajemniła szturchnięcie, uderzając barkiem o puszyste ramię Wojowniczki.

- Pewnie masz rację - stwierdziła, a w jej głosie pobrzmiały zaczepne, figlarne kur... chochliki - Ah, ten wielki umysł, jak przyciąga, nie mogę się oprzeć! - dodała dramatycznie, po czym raz jeszcze zderzyła się z kocicą. Tym razem nie odbiła się od niej, a przylgnęła do niej całym bokiem. Gdy poczuła ciepło jej ciała wzdłuż całego swojego szczupłego korpusu, serce natychmiast zabiło jej szybciej. Choć starała się nie tego nie pokazywać, była teraz naprawdę podekscytowana.
[Obrazek: Fwy5trd.png]
LVL 4 150 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy Konwalia zdawała sobie sprawę z tego, że Chaos odbierała jej zaczepki jako flirt? Niezbyt. Sama Ostra traktowała to jako zwykłe, przyjacielskie przekomarzanie się. Uważała szylkretkę za naprawdę atrakcyjną kotkę, jednak ona miała Nietoperz. Chyba. Ich kontakt niestety nieco się popsuł i ciężko jej było określić uczucia do swojej byłej terminatorki. Nie wiedziała, czy mogłaby teraz powiedzieć, że na pewno ją kochała - chociaż naprawdę bardzo chciała. Dalej coś do niej czuła, ale nie była pewna, czy to było to samo co wcześniej. Nie zamierzała się również na tym teraz zastanawiać.
Zaśmiała się, kiedy szylkretowa kotka przyległa do niej, posuwając ją nieco w bok. Mimo to Ostra również pozwoliła sobie na to, aby nieco oprzeć ciężar swojego ciała na boku wojowniczki. Niebieska zachichotała cicho, po czym przyległa polikiem do polika krótkowłosej.
- Oh no i co teraz, jak się od siebie odkleimy? Chyba będziemy musiały przywyknąć do życia tak blisko siebie. - mruknęła zadowolona, nie tracąc dobrego humoru. I szczerze - nie chciała go stracić. Z Chaos w pewnych momentach potrafiła się odmóżdżyć, a właśnie tego chyba potrzebował. Chciała spędzić z nią czas nie rozmawiając o tych wszystkich klanowych problemach, a po prostu z nią pobyć.
x
x

[Obrazek: d7yqvjz-1e5a466c-8d17-4c31-88b5-2f7854d8...dRa2m1y17w] <span class="jesion2">All my life I’ve been so lonely</span> [Obrazek: d7yqvvu-3e4664bf-4003-4acc-ab87-3482186d...oILEXLwsr4]
All in the name of being holy
Still, you’d like to think you know me
<span class="jesion2">> You keep buyin’ stars <</span>
And you could buy up all of the stars,
But it wouldn’t change who you are
You’re still living life in the dark
<span class="jesion2">It’s just who you are</span>

...............................................

<link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&display=swap" rel="stylesheet"><style>.jesion2 {font-family: 'Cinzel'; font-size:14; line-height:13px}</style>
LVL 4 55 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
15
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Im starszy Borsuk się stawał tym jak widać było z nim gorzej. Dymny kocurek również i tym razem nie zrobił sobie niczego z zakazów dawanych przez dorosłe koty i bury jaką dostał od rodziców. Pierwsze co zrobił jak tylko wyczaił okazję to umówił się z Pajęczyną na sekretne wyjście z obozu… no, jego sekretne, bo Pajęczyna to już chyba całkowicie legitnie wychodzi skoro jest terminatorem. No cóż, Borsuk lubił adrenalinkę i ryzyko, więc jakoś mu bycie jeszcze kociakiem nie za bardzo w planach przeszkadzało.
-Teraz idziemy dalej -zakomunikował swojemu białemu koledze, idąc w stronę jakiegoś dużego samotnego drzewa na horyzoncie- i nikt nas tym razem nie zatrzyma, co? -powiedział zaczepnie, starając się zagaić rozmowę z kolegą.

//Pajęcza Łapa
a nas wiedzie trójka demonów
co n a m i się karmią:

na przedzie xxx,,pycha xx,,podąża z tańczącą latarnią
chciwość wczepiła się w siodło i grzebie po sakwach
broi pod zbroją xxxx lubieżnośćxxxx pokusa niełatwa
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Takie nielegalne wyciąganie kumpla z obozu było jak najbardziej w stylu Pajęczej Łapy, każdy kto go znał o tym wiedział. Kocurek nie mógł się doczekać tego wyjścia od momentu, w którym wraz z Borsukiem się na to umówili. Chciał spędzać z nim tak fajnie czas, nieważne że dymny był wciąż kociakiem - kiedy to ich niby powstrzymało? Byli dojrzali i doskonale sobie radzili. Teraz nawet bardziej niż kiedyś, jako że biały książę był już blisko końca swojego treningu z Przepiórczymi Śpiewem. Był już prawie wojownikiem, mógł robić co chciał! I był przekonany, że mistrzyni nie miałaby mu tego za złe. W końcu jedyne co go powstrzymywało przed rządzeniem tym Klanem to jakieś głupie zasady. Każdy wie, że poradziłby sobie lepiej niż taka Lawendowa Gwiazda!
Gdy wędrowali przez trawy, duży, biały kocur uśmiechał się pod nosem i zerkał na swojego towarzysza złowieszczo. Nie wiedział jeszcze, co konkretnie będą razem robić, ale w towarzystwie przyjaciela mógł liczyć na samą dobrą rozrywkę!
- No co ty. - wyszczerzył kiełki do Borsuka, trącając go końcówką ogona w bark. - Nikt nie będzie miał do nas pretensji. Jesteś prawie terminatorem, a ja prawie wojownikiem. Chciałbym zobaczyć, jak próbują nas złapać za skórę na karku i zaciągnąć do obozu. - zaśmiał się kpiąco, przypominając sobie jak skończyło się ich ostatnie takie wyjście na terytorium Wichru. Tym razem będzie inaczej, bo tak się składało, że nie byli bezbronnymi kociętami, ha!
- Ciekawi mnie kogo dostaniesz na mistrza, wiesz? Może mnie? - chyba zażartował, jednak ciężko było wywnioskować z jego lekkiego uśmiechu. Może po prostu Pajęczynka miał dobry humor? Kto wie. Uznał to za dosyć zabawną myśl. To nie byłby pierwszy raz, kiedy nauczyłby czegoś swojego kolegę.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Teoretycznie Borsuk to powinien mieć już swoją ceremonię i nie wiedział czemu Lawendowa Gwiazda jeszcze jej nie zwołała. Więc tym bardziej nie przejmował się zakazami jakie mu stawiano. Przecież już jest w wieku terminatorskim to co to ma być? On nie jest tchórzem, żeby tak sobie siedzieć grzecznie na tyłku w obozie zamiast świetnie się bawić poza nim. No i jeszcze miał do towarzystwa najlepszego kolegę, który wiedział co to dobra zabawa. Jak można nie skorzystać?
-Teraz to bym się tak łatwo nie dał -Borsuk prychnął, przypominając sobie ich ostatnią wycieczkę- wtedy byłem za mały, żeby klepać się z dwiema na raz. Nawet jeśli jedna była chodzącym szkieletem.
-Nie wiem czy Lawendowa Gwiazda byłaby na tyle odważna, żeby nas dać razem, wiesz jaka ona jest -dymny wywrócił oczami na samą myśl o przywódczyni- No i pewnie Wietrzny Dzień by się zbuntował znając jego kij w tyłku -i wtedy do jego główki wpadł pomysl, który w umyśle dymnego był wręcz genialny- ale Wietrzny Dzień teraz nie widzi, może byś mógł poćwiczyć swoje mentorskie umiejętności i nauczyć mnie polować, co? Tym razem może wrócimy ze zdobyczami do obozu zamiast z siniakami? -powiedział pół żartem, pół serio. Tak szczerze to tak trochę Pajęczynę podpuszczał, żeby ten go darmowo czegoś nauczył, żeby Borsuk jak najszybciej mógł przejść ten trening tak jak on. Pytanie było czy kolega zechce się wiedzą podzielić. Dymny miał nadzieję, że tak.
a nas wiedzie trójka demonów
co n a m i się karmią:

na przedzie xxx,,pycha xx,,podąża z tańczącą latarnią
chciwość wczepiła się w siodło i grzebie po sakwach
broi pod zbroją xxxx lubieżnośćxxxx pokusa niełatwa
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No właśnie! To wszystko miało taki właśnie logiczny sens. Borsuk był już w wieku terminatorskim i powinien był mieć swoją ceremonię - to wina tylko i wyłącznie Lawendowej Gwiazdy, że jest leniwa i nie zależy jej na przyszłych wojownikach tak jak powinno. Jak on będzie rządził Wichrem, wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej!
- Teraz nieważne kto by nas znalazł, prędzej wróciłby do obozu poobijany niż nas stąd wziął siłą. - stwierdził ten prosty fakt Pajęcza Łapa, przyspieszając nieco kroku. Ciekawiło go to ogromne drzewo. Może nawet mogliby się na nie wspiąć?
Prychnął z irytacją na samo wspomnienie o ojcu swojego kumpla, także o swojej niby-przywódczyni. Niby, bo nie powinna się w ogóle nazywać Gwiazdą. To była obraza dla całego ich Klanu. No ale nieważne, fakt był taki że to nie wykluczone, iż po prostu baliby się tak wybuchowego połączenia jakim była ich dwójka. W końcu wiadomym było, że zostaną najsilniejszymi kocurami w całym Wichrze!
- Wiesz co? To nie brzmi wcale tak źle. Każdy z nas się czegoś nowego nauczy… ale nie spodziewaj się, że będę ci cokolwiek ułatwiał. - mruknął, unosząc brwi i spoglądając na dymnego kota. A potem, nie czekając na niego więcej, rzucił się biegiem przez trawska w kierunku tego drzewa.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
-A żebyś wiedział, nikt nam nie podskoczy -Borsuk zaśmiał się na samą myśl o tym jaki wpiernicz zaliczyłby ten kto próbowałby ich wytargać za uszy do obozu. Zwłaszcza jego szkieletowata siostra, którą i tak pewnie zdmuchnął by pierwszy silniejszy wiatr.
Borsuk uśmiechnął się pod nosem kiedy Pajęcza Łapa prychnął. Miło było słyszeć, że ktoś popiera poglądy dymnego kocurka na temat Wietrznego Dnia, bo wyglądało na to że całe jego rodzeństwo chce mu się jakoś przypodobać i nie potrafi się mu w żaden sposób sprzeciwić. Mięczaki.
-Zawiódłbym się gdybyś próbował -odparł, przyjmując wyzwanie białego kocura. Tak to on mógł żyć, serio.
Dymny chwilę zawahał się, ale po kilku uderzeniach serca ruszył za swoim kolegą przez trawska w stronę drzewa. Borsuk był co prawda wolniejszy od Pajęczej Łapy, ale nie odstawał od niego nie wiadomo jak. Przynajmniej będzie widział co jego kolega zrobi i nie zostanie zaskoczony nagłym skrętem czy czymś podobnym. Dymny był ciekawy co jego kumpel sobie zaplanował skoro zgodził się na jego propozycję.
a nas wiedzie trójka demonów
co n a m i się karmią:

na przedzie xxx,,pycha xx,,podąża z tańczącą latarnią
chciwość wczepiła się w siodło i grzebie po sakwach
broi pod zbroją xxxx lubieżnośćxxxx pokusa niełatwa
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I oboje się ze sobą zgadzali! Jak miło, naprawdę! Pajęczyna coraz bardziej zaczął doceniać to, że ma kumpla z którym tak dobrze się dogaduje. W końcu większość kotów w Klanie jest tak nudna, to dobrze że chociaż oni na siebie trafili! Na jego słowa zareagował uśmieszkiem, pełnym zadowolenia i dumy. Bo kocurek wiedział, że nic im nie zagraża i mogą tu robić to, na co tylko mają ochotę!
- No, to mi się podoba. - pochwalił go w żartach, a potem faktycznie zbliżył się do wielkiego drzewa i rozejrzał naokoło. Mieli tutaj bardzo dużo przestrzeni, wielu wiele możliwości… to dobre miejsce na naukę polowania.
Pajęcza Łapa zwrócił się po chwili do swojego dymnego kolegi, cały czas uśmiechając się i wyraźnie układając sobie jakiś plan w białym łebku.
- Dobra, zacznijmy od podstaw. To jest pozycja łowiecka. - powiedział jak prawdziwy mistrz, prezentując odpowiednie ułożenie ciała. - Musisz mieć zgięte łapy, brzuch przy ziemi, ale tak żeby ci nie szurał, a ogon na równo z głową i tak dalej i tak dalej. - wytłumaczył niezwykle dokładnie, jakby faktycznie uczył swojego podopiecznego. Bo starał się, bo mu przecież zależało!
A potem znów stanął prosto i obszedł Borsuka dookoła, przyglądając mu się uważnie.
- Teraz twoja kolej. - oświadczył.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Borsuk do miejsca ćwiczeń dotarł trochę po Pajęczej Łapie. No, ale to nie tak, że biały kolega musiał jakoś specjalnie długo na niego czekać, bez przesady. Po prostu dotarł troszeczkę później i tyle. Po tym jak dymny zatrzymał się obok syna medyczki to zaczął oglądać uważnie co ten mu pokazuje. W końcu to nie były jakieś denne zasady, które w życiu mu się nie przydadzą, polowanie to kiedyś będzie jego codzienność, nie?
Potem nadeszła jego kolej i Borsuk musiał przyznać, że trochę się podekscytował. W końcu nauczy się czegoś pożytecznego tak jak to było z klepańskiem. Jednak najwięcej to on się chyba uczył właśnie z kumplem Pajęczyną niż z kimkolwiek innym. Zabawnie i jednocześnie fajnie, da się? Da się.
-O tak? -zapytał po tym jak ugiął chwiejnie łapy, przybliżył brzuch do ziemi jak najbardziej potrafił i zrównał głowę, grzbiet i ogon w jedną linię tak jak to pokazał drugi kocurek.
a nas wiedzie trójka demonów
co n a m i się karmią:

na przedzie xxx,,pycha xx,,podąża z tańczącą latarnią
chciwość wczepiła się w siodło i grzebie po sakwach
broi pod zbroją xxxx lubieżnośćxxxx pokusa niełatwa
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości