- No... ale to twoja mama... - mruknął zaraz. Jasne, była okropna i nie szanowała kodeksu, nenene, nadal była jej najbliższą rodziną! Chociaż w sumie, sam zaraz złapał się na tym toku myślenia. Jeśliby miała ją ignorować czy być po prostu dla niej nie miła, czy co gorsza, agresywna wobec kotki, może to lepiej że jej nie było?... Nie wiedział jaka była mama Zgnilizny.
Uniósł uszy do góry, na wieść o Żbikoprędze. Przez moment zupełnie tak, jakby starał się domyślić o kim mówi, później godząc się z faktem że nie miał prawa nawet znać tej kotki. Jej chłód mu nie przeszkadzał. Wiatr po prostu blokował takie bodźce, nie dając im personalnie dojść do siebie. Nie umiał. Nie chciał. Nie potrzebował tego. - Nie nauczy się - rzucił, wzruszając do tego ramionami. - Bo nie żyje. Zresztą, moja mama nie musi być wcale najlepsza ze wszystkich. Po prostu mi mówił, że tak naprawdę to w ogóle nie chce mnie i mojego rodzeństwa, i dlatego ma taką rangę. Żeby mieć lepsze kociaki. Co jest po prostu niemiłe.
Na to się skrzywił delikatnie. Nie lubił się dzielić tą myślą, bo to zawsze jakoś nieprzyjemnie odbijało się w jego łbie przez parę chwil. Później i to odrzucał na bok. Nie widywał matki prawie w ogóle. Ostatnio rozmawiali moment i... znów zniknęła. Jak gdyby nigdy nic. Albo zachorowała, albo faktycznie ma po prostu dość swoich kociąt. - Aha! Znasz ją? - spytał podekscytowany. Może Truskawka miała jakieś znajomości w innych Klanach i była takim przekoksem, co każdy kot na całym świecie ją znał?! Nie było to coś, co interesowało Wiatr, nie potrzebował takiego rozpoznania, ale znać kogoś takiego było już całkiem fajnie. A później - skrzywił się. Czemu miałby nie być kotem? Aż spojrzał na swoje łapy, jakby miał sprawdzić czy faktycznie nie stał się dziś jakimś ptakiem czy innym zającem. - No... nikt mi nie mówił nigdy, że jestem psem. Niespecjalnie kiedykolwiek próbowałem kiedyś kogoś w ogóle ugryźć. Może powinienem...? Ale to niemiłe. Mój brat mi mówił, że nie powinienem innych krzywdzić w żaden sposób, no a gryzienie to krzywda. Nawet jakbym był psem, to chyba by nie wypadało. A to źle, że taki pysk mam?
Przekrzywił głowę na bok. Nie myślał nigdy o tym. Może jest jakiś... dziwny?
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Nie żyje. Yikes. Zgniła Łapa aż cofnęła się lekko do tyłu, niemal nie spadając ze swojego siedziska. Na całe szczęście wciąż pozostawała wbita w korę, więc jedynie pociągnęła się i pozwoliła by początkowy szok zmienił się w zakłopotanie, które usilnie próbowała skryć. No a kolejne słowa orientala wcale z tym nie pomogły, bo jak się okazało, nie dość, że jego wujek nie żył, to jeszcze jego matka... Um, no to teraz na serio jej było głupio za te jej wymysły. Trawiasta Polana była chyba najlepszą mamą, jaką mogła sobie wymarzyć, a ona zaczęła opowiadać takie głupoty.
-Oh, um... - wydukała, uciekając wzrokiem od kocura, wodząc nim pośpiesznie po okolicy. I co powinna odpowiedzieć na coś takiego? Szkoda, że na naukach czy treningu nie uczą jak radzić sobie w sytuacjach społecznych, zwłaszcza takich. -No faktycznie trochę niemiłe to. - burknęła i zmusiła się by jednak ponownie na niego zerknąć, unikając jednak kontaktu wzrokowego, jak to ona zresztą. -Mój ojciec też jest straszny buc i z żadnego ze swoich kociąt nie jest zadowolony, nic mu nie pasuje. - postanowiła podzielić się tym z Wietrzną Łapą, licząc, że może mu to jakoś pomoże? W sensie, że nie tylko na niego rodzic krzywo patrzy? Przynajmniej taki miała zamiar, a jak point to odbierze to już nie mogła zagwarantować. -Chyba niektórzy po prostu tacy są, wiesz? Denerwuje mnie to strasznie, ale zamierzam zostać najlepszym wojownikiem, to zobaczy wtedy, że był głupi. - ogłosiła z pewnością w głosie i zabujała mocniej ogonem na boki.
-Ty też zamierzasz być wojownikiem, prawda? - zapytała, chociaż pytanie to mogło wydawać się dość głupie. No ale skoro nie lubił gryźć? Zawsze mógł zostać "matką" jak jego rodzicielka. -No i ja nie wiem, czy to takie niemiłe? Gryzie się cały czas w sumie. Zwierzynę trzeba gryźć, przeciwników trzeba gryźć? Koty z klanu też można gryźć, tylko nie za mocno, żeby ci medyk nie urwał uszu za marnowanie leczo-ziółków. Nie wiem jak u was, ale u nas medyczka jest dość straszna... jakby się dowiedziała, to z uszami od razu by wyrwała i całą głowę pewnie. - wymiauczała, sama zaskoczona ilością słów jakie z niej uleciały. Zazwyczaj nie bywała zbyt rozgadana, ale Wietrzna Łapa wydawał się tego potrzebować, zwłaszcza jak mu właśnie wmówiła, że jest dziwakiem. -Jako kotopies pewnie dobrze by ci szło takie kąsanie.
- O-och, mój tata jest taki... neutralny. Spędza z nami czas i w sumie nigdy nie narzeka, ale... sam nie wiem. Nie lubię go jakoś super-mega-mocno. To jest, kocham go! Ale wiesz, on po prostu sobie jest i w sumie nic więcej - nie miał nic do Węża, nie mógł mieć. Wychowywał ich wszystkich i do tego zajmował się Klanem, i prowadził treningi. Nie mógł jednak powiedzieć, że bez ojca nie umiałby żyć, bo był mu szczerze obojętny. - Ja też chcę być najlepszy! W całym lesie. I będę, zobaczysz! Tylko póki co, trening mi trochę stoi. Ale to nic takiego, jestem pewien że niedługo ruszy znowu. Dymiący Staw ma czasem chyba trochę na głowie, bo czasem wydawał się być nieco... no... niechętny czemukolwiek i cichy jakiś taki.
Co mu nie przeszkadzało, każdy miewał jakieś problemy i w ogóle. Wiatr sam czasem był cichy i wycofany, nie mógł mieć do nikogo o coś takiego pretensji. Potem jego uwaga skupiała się na gryzącym temacie. W sumie, rację miała. Gryzło się ciągle. Ale Płomyk by chyba nie kłamał go, że coś jest niemiłe, kiedy byłoby to miłe?... - Czemu miałaby tak się zezłościć o coś takiego? Przecież... po to jest. Żeby leczyć innych i im pomagać, co nie? Ja bym się cieszył, że mogę wykonywać to, do czego się uczyłem. To jest, nie żeby cały czas ktoś był chory czy ranny, nie! Ale czasem, raz na kiedy? Zdarzają się przecież wypadki, nie powinna być na nikogo zła! - przy kolejnym, wzruszył ramionami. - Mógłbym... spróbować kogoś ugryźć. Tylko wpierw bym chyba musiał mieć na to zgodę, żeby czasem ktoś nie zaczął się wyrywać, bo wtedy delikatny chaps mógłby się zmienić w ranę że ho-ho...
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Ha, też chciał być najlepszym wojownikiem! Ale jemu nie wystarczało samo górowanie nad własnym klanem, co to to nie. On chciał być najlepszy w całym lesie! Słysząc to, Zgniła Łapa wykrzywiła mordkę w zadziornym uśmiechu i spróbowała trzepnąć ogonem, ten jednak, nie mogąc znaleźć nic na swojej drodze, jedynie świsnął bezgłośnie przez powietrze. Gdyby byli w jednym klanie, to by mogli sobie rywalizować, ale tak na odległość? Trochę trudniej. No ale pstrokata na pewno zapamięta sobie jego imię. Na wszelki wypadek.
-Oj coś wiem o takim zastoju. - westchnęła z wyraźną irytacją w głosie i oblizała nos, dając upust nagle buzującym nerwom. Wciąż ją niesamowicie gryzł fakt, że tak długo musieli czekać na zwykłe mianowanie! Całe jej rodzeństwo miało teraz takie zaległości, nie to co na przykład kocięta Lśniącej Sadzawki. Nie wiedziała ile prawdy było w określeniu Pająka tamtego wieczora, że już jest prawie-wojownikiem, ale była pewna, że daleko jej do niego. Może powinna spróbować się sprężać na treningu? Nie dopytywać się o wszystko i po prostu śmignąć z tym? -To jak on nie ma ochoty, to ukradnij komuś innemu mistrza. Na trochę. - powiedziała pół żartem, pół serio. No. Niech się zaczai za innym terminatorem i się wepchnie mu na trening, przynajmniej ciekawie by mieli!
Wypuściła powietrze przez nos z cichym świstem i ruszyła się w końcu, najpierw podnosząc się, a następnie zeskakując z tego korzenia, który zdążyła już ugrzać pod sobą.
-Jak chcesz to możesz mnie ugryźć. - ogłosiła nagle, przekręcając głowę w bok, by zerknąć na niego zadziornie z ukosa i wyszczerzyć się lekko. -Ale tylko w grzbiet. - dodała zaraz i wyprostowała się, poważniejąc. Aż tak mu nie ufała, żeby mu podstawiać łapę pod pysk! Nie zamierzała kuleć do obozu jakby te jego psie geny się nagle teraz miały obudzić. -A biłeś się kiedyś w ogóle? Bo możemy się potłuc trochę jak chcesz? Tak by zabawniej było. - zaproponowała za chwilę, a biała końcówka jej ogona zadrżała z ekscytacją. Nic tak nie uczy jak nieprzemyślana praktyka! No a jakby jednak nie chciał no to trudno, zawsze mogą poszukać jakiegoś liścia czy coś, by mógł sobie ukąsić.
- Tak wolno? - uniósł brew ku górze. Może... tata go poduczy? Albo... Hm... Babcia? Ktoś by się znalazł, na pewno. W Klanie było mnóstwo kotów, które mogłyby przyspieszyć proces trenowania, tego był pewien. Nie chciał w każdym razie zrobić jakoś na złość Dymowi, że się niecierpliwi... Ale z drugiej strony - nadgorliwość chyba nie była krzywdą. - O! No, jeśli chcesz, to mogę! - odpowiedział prędko, by później machnąć głową. - Aha, raz. I wygrałem! Chcesz też? Ale tutaj bez gryzienia i bez drapania, bo... bo tak wiesz, nie wypada, serio.
Bo miałby kłopoty. I on, i ona. Nie potrzebowali ich.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Uśmiechnęła się z zadowoleniem, że Wietrzna Łapa zdecydował się przyjąć jej propozycje. Być od niej sporo większy, więc będzie dobrym ćwiczeniem! Zwłaszcza, że dosłownie każdy jest od niej większy, więc no...
-Pewnie, pewnie. - potrząsnęła łbem. Oboje by mieli przerąbane jakby się polała krew, a absolutnie nikt tego nie chciał. -Dobra, przygotuj się! - oznajmiła i cofnęła się w tył, dając dla kocura moment, nie chcąc go zaskakiwać. Może i byłoby to dobre w prawdziwej walce, ale w takiej przepychance wydawało się nie w porządku. No i za chwilę ruszyła się w miejsca, dając susa w stronę orientala, a następie kolejnego, z przednimi łapami wyciągniętymi w przód, celując nimi w jego bark, licząc, że uderzenie zachwieje jego równowagę. Te jego długie łapy nie wyglądały na szczególnie stabilne.
Nie zdążył się przygotować, ale... to chyba nie szkodzi! Nie wiedział - zaraz się przekona. Kiedy tylko kotka na niego skoczyła, spróbował odskoczyć na bok. Jeśli się by mu udało, Zgnilizna skończyłaby na ziemi, jeśli nie... po prostu paskudnie mocno może oberwać. Ale o tym zaraz, wpierw musiał w ogóle spróbować jej uniknąć.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
A już myślała, że jej plan się powiedzie, a tu jednak jej przeciwnik zdążył uskoczyć przed jej ciosem. Jej łapy ledwie musnęły jego bark i zaraz upadły na ziemię, gdzie kotka pozwoliła powietrzu ulecieć z jej płuc przy uderzeniu, a następnie napełniła je ponownie i nie czekając dłużej, ponownie przystąpiła do ataku, zanim Wietrzna Łapa zdecyduje się uskoczyć dalej. Poderwała przednie łapy w górę, zaś tylnymi odbiła się od ziemi niczym zając, wyskakując w stronę pointa, tym razem nie zamierzając go odepchnąć, a złapać. Celowała łapami w jego szyję, którą chciała objąć w agresywnym uścisku, pilnując się, by przypadkiem mu się nie wbić w nią pazurami.
Jeśli Zgnilizna nigdy się nie biła - będzie w przyszłości miała do tego dryg. Wiatr, ledwo co jej uniknął, teraz musiał znów szybko myśleć co teraz. W teorii, mógł próbować uniknąć - w praktyce, stawił na atak. Podobnie jak ona, wyskoczył w jej stronę, z rozcapirzonymi palcami. Miał zamiar uderzyć ją w barki, ale jeśli się źle ułożą, trafi w jej pyszczek... o ile w ogóle ją trafi!
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
I łup, palnęły łapy Wiaterka w jej bark, nie tylko wytrącając ją z równowagi, bo długie były okropnie i przeszkodziły jej w dobrym przytuleniu go i jedynie mogła objąć te jego szczudła. Ale i z tych się za chwilę zasunęła, bo bez pazurów trudno było się utrzymać, zwłaszcza, że uderzenie w bark przekręciło ją lekko w bok i pozbawiło ją równowagi. Cofnęła więc swoje łapska i wyciągnęła je w stronę ziemi, pozwalając sobie bezpiecznie opaść, a następnie ugiąć je, przygotowując się do kolejnego, tym razem znacznie krótszego susa, wycelowanego w tylne łapy kocura, chcąc łupnąć w nie całym swoim cielskiem niczym kula w kręgle.
Wiatr nadal chciał atakować, tym razem - podobnie jak ona - skoczyć i trafić w jej pysk. Nie było to nie wiadomo jakim ruchem, ale jeśli się uda, uderzenie z wyskoku powinno być odczuwalne i ciągnące przez długość jej pyszczka. Trafić miał, wstępnie, w jej czoło, ale kto wie - może wyląduje na nosie?!
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Natomiast Zgniła Łapa, widząc szybko pędzącą w jej stronę łapę, postanowiła, że tym razem odpuści próbę kontrataku i zamiast tego spróbuje uniknąć ciosu, jaki zaraz miał wymierzyć jej Wietrzna Łapa prosto w jej nos. Spróbowała uskoczyć w bok i pomimo swojej poprzedniej niechęci, dać między nimi trochę dystansu.
I... nie trafił. On był już z lekka poobijany, ona ledwo co smyrnięta tu i tam. Niesprawiedliwe, ale nie mógł narzekać. Była mniejsza, więc i łatwiej było jej unikać wszystkiego, co dawał jej robić znacznie większy Wiatr. Teraz byli nieco dalej od siebie, a on... ugiął się na łapach, żeby zaraz znów na nią wyskoczyć. Zamiar miał ją pchnąć, wywrócić i górować, tak jak wcześniej zrobił to z Pająkiem. To była dobra taktyka.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
A sama Zgnilizna była takim obrotem spraw przyjemnie zaskoczona, bo szczerze mówiąc to się nie spodziewała, zwłaszcza po tym, jak przy ostatniej bitce dostała po dupie od Brzozowej Łapy. Sparing z Wiaterkiem na pewno pomógł jej odbudować stracone tamtego dnia ego. Złapała kilka szybkich oddechów i napięła mięśnie, gotując się na atak ze strony gromiaka, który już za chwilę dał susa w jej stronę. No jakieś te zalety ten jej mały rozmiar miał, bo gdy point miał wylądować, ona dała niewielki uskok w bok, starając się wskoczyć pod jego niego, a następnie wyprostować gwałtownie łapy i szyję, próbując uderzyć łbem w jego brzuch lub pierś.
Na co on chciał zareagować szybkim skuleniem się, unikiem. Nie wiedział, czy to cokolwiek da, patrząc na to jak... wspaniale mu dziś szło. Może Pająk po prostu był lepszy do bicia? Może Zgnilizny nie wolno było bić? Albo szczęście go opuściło. Nie ważne, liczył tylko na to, że tym razem chociaż nie dostanie w nic. Znowu.