Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Udało mu się chwycić pelikana za nogę – fajnie, nic nadzwyczajnego.
Udało mu się nią szarpnąć na tyle, że olbrzymie ptaszysko straciło równowagę – tu już zaczynały się dziać rzeczy niespotykane.
Udało mu się nie zostać przygniecionym przy okazji – to już ewidentnie był cud nad Grzmiącą Rzeką.
Szafirek jednak nie miał teraz czasu na filozoficzną zadumę. Ani na orientowanie się w planach swojego towarzystwa. Wiedział natomiast, że przeciwnik leżał, co znaczyło, że jego głowa była w zasięgu łap bardziej niż wcześniej – gdy długa szyja wznosiła ją wysoko. Więc zamiast siedzieć blisko ptasiego brzucha, bury point ruszył w stronę dzioba, przeskakując czy wymijając przeszkody w postaci reszty ekipy, skrzydeł czy innych takich. Chciał strzelić pelikana pazurami po oku.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Zboże wręcz zachwiało się czując uderzenie w głowę i ten przejmujący ból i widząc gwiazdki przed oczami. Ale nie miało czasu się zastanawiać jak bardzo bolało, bo ptak wciąż nie był martwy i wciąż się rzucał i trzeba było coś z tym zrobić. Zboże ogarnęło się, chociaż trochę, chociaż na tyle by móc się ruszyć i nieco chwiejnie, wciąż z przymrużonymi oczami z bólu rzuciło się znowu na ptaka, znowu na jego szyję. Miało nadzieję, że skoro ptak leży, to teraz będzie łatwo się wgryźć w te szyję i narobić w niej sporych szkód.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Od dawna wiadomo było, że z Kruka nie będzie nikogo budzącego postrach czy szacunek samą aparycją.Wzrost co najwyżej przeciętny, łapy wciąż jakby lekko za długie w porównaniu z resztą ciała i tylko trochę grubsze od pierwszego lepszego patyka. Dodajmy do tego ogólnie szczupłą sylwetkę i oto jest przedstawiciel nowego pokolenia Wichrowców. Nabrał mięśni, ale są one prawie niezauważalne pod lekko odstającą, krótką białą sierścią. Dzięki ciągłym spacerom i patrolom krok ma o wiele bardziej pewny niż wcześniej, ale nigdy nie będzie poruszać się z gracją czy wdziękiem. Winowajca - skrócony ogon - magicznie nie odrósł, pozostał jedynie kikutem, nad którego nasadą widnieje brązowa plamka. Oczy, niezmiennie zielone, stały się lekko przygaszone, mało co potrafi przywołać dawne rozbawienie czy ciekawość. Trójkątny pyszczek zwieńczony różowym nosem stał się jakby bardziej poważny w wyrazie. Na karku ma bliznę po oderwaniu stosunkowo małego płata skóry przez lisa.
Zmienił się. Zamknął towarzyszący mu zawsze strach gdzieś w głębi umysłu. Wciąż się boi, owszem, lecz teraz skrywa to za maską determinacji. Na pozór nie wie już, czym są silniejsze emocje, a postronnym może czasem wydać się niewzruszony jak głaz, lecz to tylko sposób radzenia sobie Kruczego z otaczającym go, nieprzyjaznym światem. W rzeczywistości jest bardzo emocjonalny, wystarczy poznać go nieco bliżej, aby się o tym przekonać. Prawie wrodzona nieufność, pielęgnowana starannie przez księżyce, odbija się wyraźnie na jego relacjach z otoczeniem, co skutkuje bardzo wąskim gronem bliskich. Do tego jest uparty, chociaż on raczej użyłby sformułowania pokroju "stały w poglądach". Ma swoje własne zdanie, przekonania oraz wyobrażenia o idealnej dla wszystkich sytuacji i nie zmieni ich pierwsza lepsza sugestia nowego porządku. Może dziesiąta skłoni go do namysłu, jeśli zostanie odpowiednio przedstawiona. Znajomość sytuacji, w której się znajduje, także jest dla kocura bardzo ważna. Z tego powodu trzyma się swojskich terenów, nie opuszczając ziem Wichru. Stara się nie pakować w nierozsądne starcia, słowne czy fizyczne, choć bardziej skłania się ku tym pierwszym. Jest gotów poświęcić się dla klanu w każdy możliwy sposób, wciąż mając wrażenie, że jego dotychczasowe starania są niewystarczające. Chciałby sprawić, że obaj jego mistrzowie będą z niego dumni, nawet jeśli jeden z nich nie widzi, jak Kruczy dorasta do roli wojownika klanu Wichru.
Żołądź, Płotka, Padalec, Kawka (GK) | Jeleń (nkt)
Atak Kornika: słaby (50%) - 15HP Atak Szafirka: udany (100%) - 18HP Atak Zboża: krytyczny! (150%) - 14HP
- spadek HP pelikana do 1/4: rzut zachowanie przeciwnika - wypada 6 - ucieczka (ale to już nieistotne)
Długi dziób ponownie kłapnął, a błoniaste stopy próbowały zaprzeć się o ziemię, gdy zęby Kornikowego Konara jeszcze raz ugodziły w kark ptaka, odrobinę z boku rany, którą wojownik wyrwał chwilę temu. Znów krew na języku oraz uczucie rozrywania mięśni, kolejny cios bliżej śmierci ptaszyska, które teraz myślało właściwie już tylko o końcu. Krwawiło obficie, ból był nie do zniesienia, i już nie było dla niego nadziei.
Kolejny dźwięk wydobył się z pelikaniego gardła w proteście na ranę zadaną pazurami Szafirkowego Pyłku - tuż przy oku, więc czerwona jucha zakryła całe pole widzenia ptaka, pozostawiając mu tylko bezradne machanie sprawniejszym skrzydłem. Jeśli chciał nim trafić kogoś z osaczających go wojowników, to miał wyjątkowo marne na to szanse.
Atak Zbożowego Kłosa również się powiódł, mimo zawrotów głowy, które utrudniały celne jego wyprowadzenie. Zęby przecięły skórę, dobiły do mięśni, a pelikan zabulgotał, jakby chciał błagać o litość. Na próżno.
Pelikan zachrypiał słabo, nie mając już siły na kontrataki, ani nawet na ucieczkę, w którą chciał się rzucić. Ciężko było nawet stwierdzić, czy nieznaczny ruch, który wykonał, był próbą uwolnienia się od atakujących, czy może jednak przedśmiertnymi drgawkami - najważniejsze, że po nim już w ogóle się nie poruszył, a zaraz potem jego serce przestało bić.
Patrol zakończony pełnym powodzeniem.
+85EXP dla Kornika +90EXP dla Szafirka +75EXP dla Zboża
PELIKAN: S: 19 | Zr: 4 (14) | Sz: 3 (12) | Zm: 7 | HP 26-15-18-14-2-2-1-1-3-1=-31=ŚMIERĆ/140 | W: 52/60
rana 2. stopnia: głębokie ugryzienie na kości promieniowej, naderwane mięśnie - krwawi (-2HP co turę do końca walki)
rana 2. stopnia: wyrwany kawałek skóry w okolicy nadgarstka - krwawi (-2HP co turę do końca walki)
rana 0. stopnia: wyrwane kilka piór pokrywy drugiego rzędu
rana 1. stopnia: płytkie ugryzienie obok wyrwanego kawałka skóry w okolicy nadgarstka - krwawi (-1HP co turę do końca walki)
rana 1. stopnia: krótkie zadrapanie z całej łapy na boku szyi - krwawi (-1HP co turę do końca walki)
rana 2. stopnia: zerwany płat skóry z karku - krwawi (-3HP, od kolejnej tury -2HP co turę do końca walki)
rana 0. stopnia: powierzchowne ugryzienie na prawej nodze
rana 1. stopnia: długie zadrapanie na szyi - krwawi (od kolejnej tury -1HP co turę do końca walki)
rana 2. stopnia: ugryzienie w nasadę karku, uszkodzone mięśnie - krwawiłoby, gdyby mogło
rana 2. stopnia: gęste zadrapanie okolicy oka - też chciałoby krwawić
rana 2. stopnia: ugryzienie w szyję, uszkodzone mięśnie - bardzo chętnie by krwawiło
- spadek HP do 1/4 - spadek statystyk o połowę
- walka 1:3 - spadek Zr i Sz
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Kiedy Kornik poczuł, że ciało ptaka zaczyna opuszczać życie, zeskoczył z jego grzbietu i oblizał pysk z krwi. Walka zakończyła się szczęśliwie i zaskakująco szybko - wojownik był przygotowany na więcej problemów z przeciwnikiem, ale takie rozwiązanie zdecydowanie bardziej mu się podobało.
- Chyba zaciągniemy go obozu. - Bardziej stwierdził niż zapytał, chociaż nieznaczny pytajnik zabrzmiał w jego głosie. - Poradzimy sobie razem z Szafirkiem, jak ty się czujesz Zboże? Widziałem, że mocno cię dziobnął? - Skierował badawcze spojrzenie na rudego wojownika. Nie widać było krwi, ale uraz mógł przypominać uderzenie w głowę i powodować podobne konsekwencje. Niewykluczone, ze Zboże potrzebowało jakiegoś wsparcia.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Zboże stanęło na ziemi mocno rozstawiając łapy na boki, żeby się przypadkiem nie wywrócić. Wciąż kręciło jej się w głowie, a do tego sama głowa bolała i nie wiedziało co z tym zrobić. Całe szczęście ptak był martwy, co dotarło do niej z pewnym opóźnieniem, tak samo jak głos Kornikowego Konara, który brzmiał na zmartwionego.
- Ja... - zaczęło, trochę zbyt skołowane by zebrać odpowiednio myśli. - Ja dojdę jakoś do obozu. Do Barwnej Wody. Dam radę.
I chociaż wciąż bolało to Zboże po chwili odpoczynku czuło się na tyle pewnie by faktycznie udać się do obozu, zostawiając Kornikowi i Szafirkowi to trochę cięższe zadanie do wykonania.
//zt
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Od ostatniej ceremonii Skaliste Zbocze unikał kotów nieco bardziej niż zwykle. Może nie był to najgorszy okres w jego życiu pod tym względem, ale dało się zauważyć, że nie było też najlepiej. Trzeba się było zająć tym, co się tam wydarzyło, nie mógł z tym długo dłużej czekać, czas było się zająć całą tą sprawą, gdy jego emocje opadły chociaż trochę. Jednak póki nie przyszedł na to jeszcze odpowiedni moment, zajmował się głównie swoimi wojowniczymi obowiązkami, takimi jak polowanie.
Coś robić musiał, a polowanie było wręcz idealnym zajęcie, podczas którego musiał skupić się tylko na tym, gdzie był w tym momencie, nie zaprzątając sobie myśli wszystkim, o czym wolałby pewnie zapomnieć. Tym razem zaszedł aż w okolice Martwych Pni, gdzie zaczął się rozglądać uważnie za zwierzyną, która mogłaby zostać celem jego łowów.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Polowania były żmudne i niejednokrotnie zdarzało się tak, że należało się nieźle nachodzić, żeby w ogóle na coś trafić. Skaliste Zbocze miał jednak szczęście, albowiem niedługo po rozpoczęciu poszukiwań do jego uszu dotarł szelest traw. Kiedy tylko spojrzał w tamtą stronę, dostrzegł wijącego się zaskrońca. Nie był to tłusty zając, czy dorodny gołąb, ale było to zawsze coś.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Od zawsze wolał osobiście jeść ryby, przeszkadzały mu często pióra czy sierść innych zwierząt. Pod względem tekstury zaskroniec mógł więc być całkiem dobrą opcją. Przynajmniej dla niego samego, gdyby to dla siebie właśnie polował. W rzeczywistości jednak to, co złapie miało zostać przeznaczone dla innych kotów, chociaż może i wśród nich znajdzie się ktoś z podobnymi upodobaniami?
Nie czas było się jednak nad tym zastanawiać, bo jedyne co mogło to przynieść, to ucieczkę gada nim zdąży się do niego podkraść. Przyjął więc pozycję łowiecką, uginając łapy, a następnie układając grzbiet, głowę i ogon w jednej linii. Zaczął spokojnie podchodzić do swojego celu, poruszając się pod wiatr, z ciężarem ciała przeniesionym na tylne łapy i unikając wydawania jakichkolwiek dzięków, również powstających przez nadepnięcie na coś po łapami. Jeśli nic mu w tym nie przeszkodziło i zbliżył się do zaskrońca na odległość skoku, spróbował rzucić się na niego, by przytrzasnąć go łapami i wbić w niego swoje pazury.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Choć Skalista Zbocze zrobił wszystko jak należy, zaskroniec niestety go dostrzegł i zaczął uciekać ile sił... w ciele. Na szczęście wojownik zdążył się na tyle do niego zbliżyć że był w stanie spróbować go dogonić, jeśli tylko chciał.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Gonienie za czymś takim z jednej strony nie wydawało mu się być czymś, którym chciałby się zająć najbardziej. Za co w ogóle można było chwycić takiego odpełzującego węża, nie widać było na nim żadnych dobrych punktów zaczepienia.
Skoro jednak Gwiezdni zesłali mu akurat taką zwierzynę, tym bardziej głupio byłoby po prostu stać w miejscu i patrzeć, jak oddala się całkiem. Dlatego jego rzeczywistą decyzją było rzucenia się w pogoń za zaskrońcem, z nadzieją, że uda się ją zakończyć dość szybko. Dodatkowo, z preferowanym zakończeniem jej sukcesem, takim jak przygniecenie gada łapami, żeby już na pewno nie mógł się ruszyć w żadnym kierunku.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Teraz wystarczyło jedynie podziękować Gwiezdnemu Klanowi za zwierzynę, ukryć zaskrońca, by coś innego nie zdążyło go zabrać, nim nie postanowi go zanieść do Obozu i iść dalej. Żadnej z pierwszych wymienionych czynności nie poświęcił zbyt wiele czasu, skupiając się przede wszystkim na ostatniej.
Gdzieś wokół prawdopodobnie mogło chować się więcej zwierzyny, a Skaliste Zbocze nie zamierzał przeoczyć nic, co mogłoby mu dać informacje o miejscu ich pobytu. Polując, nie myślał właściwie o niczym, skupiając się jedynie na bodźcach, które docierały do niego z otoczenia i przemieszczaniu się spokojnym krokiem po dalszej części ich terenów.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
***
Mucha, odkąd została terminatorką, nie potrafiła usiedzieć w obozie. Pałętała się po terenach, granicach, w zasadzie gdzie tylko mogła. Nie miała jeszcze swoich ulubionych miejsc, ale to zdawało się być kwestią czasu. Dziś padło na martwe pnie, gdzie akurat dojrzała motylka i zaczęła za nim gonić. Wyglądała trochę jak kociak, który nielegalnie uciekł z obozu. Tak na szczęście nie było i nikt nie mógł się jej czepiać, ha!
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Strumyk lubił spacerować. Uwielbiał te momenty w ciągu dnia, kiedy mógł po prostu iść przed siebie, podziwiać przyrodę, zachwycać się coraz ładniejszą pogodą, no i po prostu... być sam. Kochał towarzystwo innych kotów, uwielbiał z nimi rozmawiać, poznawać nowe koty, spędzać czas z przyjaciółmi, ale chyba jak każdy, nawet największy ekstrawertyk, potrzebował czasami czasu sam dla siebie, a to były takie momenty, gdzie faktycznie mógł poprzebywać sam ze sobą i naturą.
Aczkolwiek może nie dzisiaj, bowiem podczas spaceru rzuciła mu się w oczy Bzycząca Łapa, którą poniekąd kojarzył, szczególnie stąd, że była siostrą Cyprys. Zdecydował się więc do niej podejść, bo co będzie tak sama sobie biegała, jak może przyda jej się kompan?
- Potrzebujesz może pomocy? Wygląda na to, że ten motyl niespecjalnie chce dać się złapać - zażartował, przystając niedaleko, by obserwować próby niebiesko-białej kotki.
Krótkowłosa, niebieski z bielą. Biel na pysku (od czoła przez całe policzki), całym brzuchu i łapach. Przednie - do łokci, tylne w całości. Za kociaka mała, drobna. W dorosłości przeciętnych rozmiarów, szczupła.
ADHD, wszędzie jej pełno, nie zamyka się ani na moment, wiecznie uśmiechnięta, w spektrum.
Nocny Szkwał [Krz]
Gdy Mucha była skupiona, co zdarzało się niezwykle rzadko, nie docierały do niej zewnętrzne bodźce. W pełni zatracała się w aktualnie wykonywanej czynności i w tym momencie była to zabawa z motylkiem. Nie zauważyła, kiedy Strumień do niej podszedł, ani nie wyłapała że do niej mówił. Dostrzegła go dopiero w momencie, w którym motylek jej uciekł. Gapiła się na niego przez kilka uderzeń serca, by następnie niemalże przeteleportować się do niego.
- Ja cię znam! Cyprys mi o tobie mówiła. Ten, Potokowa Łapa, tak? Mówiła o tobie same dobre rzeczy, jestem bardziej niż pewna, że jej się podobasz. Jesteś w jej typie, wiesz? Masz kogoś? Bo Cyprysia jest SUPER, lepszej nie znajdziesz, serio! - nie przywitała się, nie pokiwała głową. Po prostu przeszła do spraw biznesowych. Gadki-szmatki nie był dla niej. Konkretna dziewczyna.