Tym razem Pokrzywa natknęła się na okrągłe nic. Przemierzała las, ale żadna z mijanych roślin nie przyciągała uwagi ładnymi listkami czy kolorowymi kwiatami.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXNie spodziewała się, że na każdym kroku trafi na kwiat czy krzew, który przyciągnie jej uwagę zapachem lub wyglądem. To byłoby nazbyt optymistyczne założenie, a Pokrzywa do optymistów zdecydowanie nie należała. Parła dalej przed siebie, slalomem pomiędzy drzewami, bez pośpiechy, przecież to nie wyścigi. Gdyby tylko znała więcej medykamentów, zapewne rozglądałaby się za czymś konkretnym, jednak teraz musiała zdać się na ślepy los.
Ślepy los nie był na tyle uprzejmy by postawić jakiś znany medykament na drodze zielarki. Albo chociaż roślinkę, która sprawiałaby wrażenie (chociażby mylne) takiej medycznej. Chociaż w pewnym momencie marszu szylkretka mogła zauważyć, że coś coraz więcej pszczółek zaczyna mijać, aż przy jednym z rozłożystych dębów bzyczenie przybrało znacząco na sile. Mnoga obecność żółto-czarnych owadów jasno wskazywała na obecność ula. Jakkolwiek nie było go stąd widać, tak z pewnością skrywał się w koronie drzewa.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXUl nie wzbudził zainteresowania kocicy. Zwłaszcza, że znajdował się wysoko na drzewie. Miód znała, prawda, ale jego zastosowanie? Niekoniecznie. Nie chcąc ryzykować użądleń, na które tez nie wiedziała jak zaradzić, ominęła drzewo na którym zalęgł się rój pszczół i odeszła dalej, dalej rozglądając się i węsząc za czymś, co mogłaby zanieść do składziku.
Węsząc za medykamentami, szylkretka mogła wyczuć znajomy zapach, ale niestety należący do myszy, nie ziół. Gryzoń kręcił się koło wystających korzeni pobliskiego drzewa, rozkopywał nieco glebę swoimi małymi łapkami i zaraz przenosił się ze swoimi wykopaliskami o parę mysich kroków dalej. Mimo że ruchliwy to był wystarczająco skupiony na swoich poszukiwaniach by opłacało się rozważać polowanie na niego.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXPokrzywa doszła do wniosku, że dość się dzisiaj napolowała. Odnosiła niejasne wrażenie, że do tej pory zdobyła więcej pożywienia, niż ziół... No, nie do końca tak sobie wyobrażała poszukiwania medykamentów. Dlatego tym razem odpuściła. Jeszcze nieświadoma tego, że właśnie ta mysz mogłaby jej pomóc z dręczącym ją od pewnego czasu problemem. Kocica pokręciła się jeszcze po okolicy i wróciła do obozu ze zdobyczami.
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Po Lesie Stu Ćwierków Wieszczek spodziewał się... cóż, stu ćwierków co najmniej, a dokładniej tyluż właścicieli dzióbków zdolnych do wydawania tego dźwięku. Niestety, kocurek naliczył ich mniej niż miał pazurków u przednich łap, co było trochę rozczarowujące. Czyżby przyszedł niewłaściwą porą? A może ten zagajnik nie podobał się skrzydlatym, kiedy wszystkie liście opadły i tylko na niektórych drzewach pozostały igiełki? Ściółkę pokrywał gęsty dywan z suchych liści, a każdemu kroku Wieszczka towarzyszył głośny szelest, a momentami łapki zapadały mu się niemal do łokci. Znacznie opóźniało to jego spacer, ale młodzikowi nigdzie się nie spieszyło - co kilka lisich długości przystawał, przymykał oczy i miał nadzieję, że wtedy uszy mu wypełni świergot ptaków - w końcu.
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Chłód nie opuszczał terenów Nowego Świtu. Nie można się było się jednak przed nim ukrywać w nieskończoność, szczególnie że obóz stawał się zbyt zatęchły. Z tą myślą znalazł się właśnie w Lesie Stu Ćwierków, który podobno swoją nazwę zawdzięczał śpiewającym ptakom. Podobno, było tu słowem kluczowym. Miał widocznie tego samego pecha co Wieszczek, gdyż i on nie miał tego przywileju spotkać ani jednego uzdolnionego wokalnie ptaka. Zamiast tego jednak namierzył mniej upierzonego kolegę. Kolegę o dużych uszach i ślicznym długim futerku. Podbiegł do brata, żeby stanąć wprost przed nim. - Mało satysfakcjonujące, prawda? -Zagadnął z dziwnie nie pasującym do kontekstu wypowiedzi uśmiechem na pyszczku. Nagle spotkanie w środku pozbawionego liści lasu. Jakże magicznie.
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Otworzył ślepia, kiedy zamiast śpiewu ptaków do jego uszu dobiegł znajomy głos i trafił wzrokiem wprost na swojego brata.
- Światek. - Przywitał się miękko, również odpowiadając uśmiechem, który odrobinę upiększył jego zwykle poważny pyszczek. - Mówisz o braku ptaków? - Upewnił się, że rozczarowanie Obieżyświata dotyczyło tego samego. - Chyba została z nich sama nazwa. - Westchnął, jednocześnie przywracając na mordkę neutralny wyraz. W jego wypadku wyglądało to prawie jak permanentne skrzywienie. Rozejrzał się wkoło, jakby oczekiwał, że coś się zmieniło, jednak w lesie wciąż byli tylko oni i żadnego świergotu. - Chciałby zobaczyć jak chmara ptaków obsiada tutejsze drzewa... tak, żeby z daleka wyglądały jak okryte liśćmi i dopiero gdyby podeszło się bliżej dało się dostrzec, że to kolorowe pióra... Jak myślisz, jak wiele barw mogą mieć ptaki? - Rozmarzył się. Nie miał pojęcia, czy Obieżyświat nadąża za jego tokiem myślenia, kiedy wyobraźnia Wieszczka brała górę nad rozumem była niepowstrzymana.
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
- Dokładnie o tym. -Zapewnił brata, po czym rozejrzał się, jakby w poszukiwaniu pierzastych przyjaciół. Było dokładnie tak jak się spodziewał, nie dostrzegł niczego co miałoby na sobie chociażby najmniejsza ilość pierza. Aż żałował, że nie poświęcił tej chwili na przyjrzenie się bratu, gdyż na jego pyszczek powrócił zwykły Wieszczkowy wyraz. Ładnie mu było w uśmiechu, nawet tym malutkim.- Może nie lubią zimna i znalazły jakieś inne miejsce, żeby się przed nim schronić. Albo nie lubią, gdy drzewa tracą liście i nie mają, gdzie się schronić. -Rzucił spojrzenie na najbliższe drzewo, na którym ledwie ostało się jeszcze kilka listków. Mogli teraz podziwiać cienkie gałązki, które tworzyły korony drzew. Jego uwagę odwrócił Wieszczek, który podjął się zdecydowanie intrygującego tematu. Wizja wielu ptaków posiadających jedno drzewo, które po wzbiciu się w przestworza zostawiły po sobie niezliczoną ilość wielobarwnych piór. Może wyobraził to sobie nieco inaczej niż brat, ale nie odbiegł marzeniami zbyt daleko. - Zdecydowanie wiele, tak dużo, że nie da się odpowiedzieć wprost na to pytanie. Widziałem kiedyś piórko błękitne niczym czyste niebo. -Spojrzał w tym momencie wprost na wspomniane niebo, i jakby za odjęciem magicznej różdżki marzenia się rozwiały.- Odpowiadają ci wrony? Może uda nam się zobaczyć chociaż przelatujące stado, skoro nie będzie nam dane spotkać kolorowych śpiewaków. -Nie przeszkadzało mu czarne upierzenie wspomnianych ptaków, obserwując je z dołu uważał, że były na swój sposób dostojne. Podejrzewał jednak, że dla Wieszczka mogło by to być coś mniej ciekawego niż wielobarwne ptactwo.
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Coraz częściej myślał o tym, że wiosna powinna już przyjść. W czasie zimy o zioła było wyjątkowo trudno, dlatego Pęd mimo bycia świeżo upieczonym ojcem, zdecydował się wybrać na poszukiwanie medykamentów, by w razie choroby (w tym jego własnych kociąt!) nie zabrakło żadnego niezbędnego zioła ani innego medykamentu.
Skierował swoje kroki do lasu, o którym wiedział, że nosił nazwę “Stu Ćwierków” i liczył na znalezienie czegoś, co nada się do użytku.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Powód wizyty w Lesie Stu Ćwierków był godny pochwały. Świeżo upieczony ojciec zechciał pozbierać ziółka, na wypadek gdyby jego dzieci zachorowały. Jakież to wielkoduszne! Niestety, los zadecydował, że to nie na lekarstwa się natknie, a na czarnego, długowłosego kocura z białymi plamkami na pysku i grzbiecie. Jedne były mniejsze, drugie większe. Szwędał się bez większego celu, prawdopodobnie znudzony siedzeniem w domu, bo z szyi zwisała mu błękitna obróżka. Widać było, że był młody.
Michael Jackson
S: 7 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 35 | W: 45
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Nie tego oczekiwał, a już zdecydowanie nie na to miał ochotę. Zastrzygł uszami i szybkim kłusem pokonał odległość, dzielącą go od pieszczoszka. Nie skradał się, nie ukrywał swoich kroków, chciał wręcz by młodzik wiedział, że ten się zbliża. Pieszczochy bywały strachliwe, a on nie chciał przyprawić czarnego kocura o zawał serca.
- Spacer tak daleko od domu? - zagadnął piękny młodzieniec swobodnie, zachowując nonszalancką postawę. Przyjrzał się kocurowi jeszcze raz i dopiero teraz zauważył jasne plamy na jego ciemnym pysku. Był to w istocie ciekawy widok, więc Pęd uśmiechnął się. - Masz wyjątkowe futro - dodał, jeszcze raz lustrując go od stóp do głów. Nie wiedział jeszcze, co zrobi z nieznajomym, wiele zależało do jego reakcji. Niezależnie od niej jednak, przyszły medyk zamierzał znaleźć w tym spotkaniu odrobinę zabawy. Na ten moment nie sądził, by miało zakończyć się walką, to było ostatnie, czego próbowałby w stosunku do niewinnego pieszczoszka.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Michael Jackson spacerował sobie jakby nigdy, nie zdając sobie w ogóle sprawy z tego, że nie jest sam, gdy Pęd zdecydował się do niego podejść i zagadać. Początkowo młodzieniec był w takim szoku, że nie wiedział co powiedzieć i widać było stres na jego pysku, ale gdy zrozumiał, że nieznajomy nie chce zrobić mu krzywdy, uspokoił się nieco.
- Aaaa, wiesz co, nudno mi tak w domu samemu. Ludzi nie ma, towarzystwa też nie. To sobie spaceruję. I dzięki. Kiedyś było całe czarne, wiesz? Z czasem zaczęło mi się wybielać. - odpowiedział, w gruncie rzeczy ciesząc się, że w końcu ma do kogo pysk otworzyć. W domu był jedynym kotem, nieczęsto miał okazję gdzieś wychodzić, więc... no, cieszył się, że w końcu nadarzyła się okazja.
Michael Jackson
S: 7 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 35 | W: 45
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
W ostatnim czasie młody kocur poznawał coraz więcej kotów, u których wygląd futra zmieniał się wraz z upływem czasu. Sam z resztą był przykładem kogoś takiego - kiedyś ciemniejsze, rude plamy na jego kremowym futrze były dużo bardziej widoczne, niż miało to miejsce w chwili obecnej. Przestał więc wątpić, że jest to możliwe. Jednak przypadek pieszczocha, którego spotkał, był zupełnie inny, on zyskał białe plamy z wiekiem. Ładny był to kot. Pęd zastrzygł uszami, a w jego oczach pojawił się błysk.
- Niezwykle. Swoją drogą, jestem Pęd. Z kim mam przyjemność? - poznanie imienia obcego było podstawą w nawiązywaniu znajomości.
- Często się nudzisz? Mieszkając z ludźmi? - zapytał podstępnie Pęd, przechylając lekko piękną głowę na bok.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.