Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Być może Zboże postąpiłoby inaczej, gdyby sobie przypomniało emocje, jakie wiązały się z pierwszymi kociętami, ich narodzinami i wszystkim wokół. Ale w tej chwili, łapiąc te kilka dobrych chwil słonecznego dnia, jedyne o czym myślało, to by przedłużyć i pogłębić swoją przyjemność, zatopić się w długim futerku pięknej kocicy i właściwie to nie myśleć wcale o świecie.
[...]
Po fakcie zeszło z Czereśniowej Gałązki i z pewnym zdziwieniem zaczęło kontemplować fakt, że obecnie było mistrzem swojej nie-partnerki, a przed chwilą zaliczyło swoją byłą mistrzynię. Miało szczerą nadzieje, że to nie jest początek jakiegoś dziwnego wzoru. Zamiast jednak pokazywać po sobie co myśli ułożyło się koło kocicy i zaczęło czyścić jej futerko, mrucząc przy tym.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Rozluźniła się całkowicie, pozwalając by Zboże przejęło kontrolę nad sytuacją a wszystkie myśli wyparowały z jej głowy. Nad zastanawianie się nad tym czy to, co robią ma sens czy nad tym, jak rzeczywiście Czereśnia poradzi sobie w roli matki jeszcze przyjdzie czas. Dobrze było chociaż raz cieszyć się ciepłym dniem, czyimś towarzystwem i nie zamartwiać czymkolwiek innym.
[...]
Westchnęła z wyraźną satysfakcją. Zmrużyła oczy, pozwalając by Zboże czyściło jej futro, samej muskając rudy bok Zboża swoim puchatym ogonem. Minęła chwila nim mgiełka zadowolenia wywietrzała z mózgu Czereśni na tyle, by pozwolić jej na trzeźwe myślenie. Zastygła w bezruchu.
— A co z Trującą Łapą? — zapytała nagle, być może całkowicie rujnując moment. — Nie będzie zła? — To, z całą pewnością, było pytanie które powinna zadać przed tym wszystkim.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
No i nie dało się nacieszyć chwilą za długo bo rzecz jasna ktoś musiał zadać durne pytanie.
Zboże miało całe życie doświadczenia w powstrzymywaniu swoich instynktów, więc tym razem nawet nie drgnęło by zdradzić że coś poczuło. Dalej spokojnie czyściło jej futro, mrucząc odrobinę. Odczekało moment po jej pytaniu, jakby się zupełnie nie przejęło po czym w końcu na nią popatrzyło.
- Dlaczego miałaby być zła? - spytało z nutą śmiechu w głosie. - Przecież nie jesteśmy parą. - I na te słowa poczuło ukłucie serca. Głupiego serca, które coś chciało, a które zdawało się rozrywać w każdym kierunku jednocześnie. A mimo to patrzyło na Czereśniową Gałązkę z pewnym rozbawieniem, udając zupełny brak zrozumienia.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko leżała zanurzona w Pieszczastej Mieliźnie, wpatrując się w kamyczki i ziarenka piasku. Pomarańczowe ślepia wpatrywały się jedynie w jeden punkt. Ciężko było jej pozostać w bezruchu... kiedyś. Teraz dosyć często się zawieszała, tak jak w tym momencie. Delikatnie zamachała ogonem, wprawiając wodę w chwilowy ruch.
Sama nie wiedziała, o czym właściwie w tym momencie myślała. Ciężko jej było pozbierać myśli po kolejnej śmierci, jaka trafiła się w jej rodzinie. Najpierw Kwiatek, potem tata no a teraz jeszcze matka... Czy rozpaczała? Oczywiście. Bolało nadal tak samo mocno, pogodzenie się z tym nadal szło źle... Ale chyba nieco lepiej, niż wcześniej.
Skoro miała pewność, że Kwiatek mógł do niej schodzić w snach, to rodzice pewnie również mogli to zrobić. Dlatego też było jej z tych chociaż trochę lepiej... trochę.
[Jaśminek]
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Kocurek rzadko kiedy wędrował z własnej woli po tej części terenów. Może nie przepadał za opuszczeniem obozu samemu, jednak główną przeszkodą w dotarciu tutaj było coś innego, coś, w czym kąpała się teraz tak błogo Piórko. Rzeka. Samo przechodzenie przez tamę nie było aż takie tragiczne, jednak wyobrażenie, że wystarczy jedno potknięcie i kocurek wpadnie do niej i nikt mu nie przyjdzie na pomoc było niesamowicie przerażające.
No ale dla kwiatków się przełamał. Akurat wędrował w poszukiwaniu jakichś okazów i kątem oka zauważył, że jeden z kamieni wystających w wodzie ma… Dziwny kształt. Kilka uderzenia serca myślenia nad tym i O GWIEZDNI TO NIE KAMIEŃ!! Wszędzie rozpoznałby te długie, czekoladowe uszy! - PIÓRKO? WSZYSTKO DOBRZE? - wrzasnął zmartwiony i już miał wbiegać do wody, jednak nie. Zatrzymał się gwałtownie, o mało nie wpadając pyskiem w mokry piach. Przez ciało kocurka przeszła fala przerażenia i wspomnień, gdy obieg pór temu sam znalazł się pod wodą. No ale… Musiał jej pomóc! Nawet jeśli nie potrafił pływać! Ostrożnie dotknął łapką tafli wody i… NIE. Nie ma mowy. Nie zrobi tego. Za nic w świecie tam do niej nie podpłynie. Natychmiast odskoczył przerażony od brzegu i wbił zaniepokojone spojrzenie na uszy wystające z wody. A może z własnej woli się taplała??? O gwiezdni, łaciatek modlił się w duszy, by tak rzeczywiście było. Jeśli nie, to miał już spięte mięśnie, gotów pobiec po jakąś pomoc.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Krzyk kocura dotarł do niej z opóźnieniem. Nie przez sam fakt, iż był daleko, ale po prostu była w amoku. Zanurzyła się w swoim własnym świecie, nie zdając sobie sprawy, iż wojownik tak bardzo próbował przełamać własny strach, aby ją ratować. Dopiero po chwili ocknęła się, po czym odwróciła głowę od piasku i kamyczków na mieliźnie, a zwróciła pomarańczowe ślepia prosto na czarno białego wojownika.
Obdarowała go delikatnym uśmiechem, który przychodził jej teraz nieco łatwiej, lżej. Szybko jednak zmalał, gdy zauważyła jego przerażenie, wymalowane na pyszczku.
- Jaśminek? Wszystko w porządku? Wyglądasz na zmartwionego i wystraszonego... - czekoladka rozejrzała się dookoła, aby upewnić się, że nie ma w pobliżu żadnego niebezpieczeństwa. Wstała sprawnie, nawet nie otrzepując się z wody i podchodząc do wojownika. Delikatnie tyknęła go nosek o nos. Dla niej nie isntały granicę osobiste, więc zazwyczaj dosyć łamała takie bariery.
- Co się stało? Chcesz porozmawiać?
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Czekał. Zero reakcji. Przez te krótką chwilę, w której Piórko nie reagowała na wołania, panika Łaciatka tylko wzrastała, a on był niemalże pewien, że pomoc jest potrzebna. Jednak nie. Obróciła się, a widząc jej delikatnie uśmiechnięty, pyszczek Jaśminek poczuł niesamowitą ulgę, jakby ktoś odwiązał mu supeł, który został mu zawiązany na płucach. Głównie przez to, że nic jej nie jest, ale też, że dzięki temu nie będzie musiał wchodzić do tej piekielnej wody.
Tylko no, że Piórko odbiła piłeczkę i zapytała, czy on, czuł się w porządku. Początkowo trochę spanikował, bo jedyna odpowiedź, jaka przychodziła mu do głowy to wspomnienie o tym, że to tylko strach przed wodą. Na szczęście, zanim kotka skończyła zadawać pytania, ogarnął, że może zwalić wszystko na zmartwienie. Bo w sumie to też był powód przerażenia, które malowało się na jego pyszczku. Tyknięcie w nosek nieświadomie przyjął, bo dalej całą uwagę skupiał na akcji, która przed sekundą miała miejsce - Nie, nic, po prostu nie ruszałaś się w wodzie i pomyślałem o najgorszym… To ja się powinienem pytać, wszystko okej? To nie jest pora zielonych liści, by pozwolić sobie na takie kąpiele w wodzie… Nie zmarzłaś!? - zarzucił okropnie zmartwiony, przyglądając się uważnie czekoladowemu futrze kotki, tak by sprawdzić, czy na pewno nie kryły się tam żadne świeże rany.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Oh... przepraszam! Nie chciałam cię nastraszyć! Po prostu nieco się... zamyśliłam. A takie patrzenie na piasek i kamyczki w wodzie jest niezwykle uspokajające, a ja potrzebuję się ostatnio uspokajać bo myślę o tym wszystkim co się dzieje, a naprawdę dużo się dzieje, a ja już powoli nie wyrabiam, nie wiem co mam myśleć ale nawet nie mam z kim porozmawiać, bo Cis jest medykiem i nie chce mu przeszkadzać w medykowaniu, Mrozik też chodzi zmartwiony i nie chcę mu dokładać problemów, Blizna dopiero wróciła do klanu, a Kostek to... Kostek, znaczy kocham go ale on też ma dużo na głowie, a tata i mama nie żyją, podobnie jak Kwiatek, więc nie mam z kim porozmawiać, chociaż Łabędzia Gwiazda chciał ale ja nie chciałam a teraz mi głupio go prosić i... OH! PRZEPRASZAM JA NIE CHCIAŁAM SIĘ ROZGADAĆ I CIĘ MARTWIĆ! - miauknęła przerażona, dreptając w miejscu i spoglądając na swoje przednie łapki. Potrzebowała się wygadać, a Jaśminek tak po prostu się nawinął i zapytał jak się czuje i tak jakoś wybuchła... - Lubię wchodzić do Grzmiącej Rzeki, bo podobno mama poznała tu mojego tatę i to mi o nich przypomina, dlatego wchodzę do niej nawet jeśli jest zimna. Ja naprawdę przepraszam, że cię wystraszyłam i zapomnij i tym co mówiłam, proszę! Możemy pozbierać razem kamyczki? - zaproponowała, dając swojemu dawnemu "ja" nieco większą kontrolę nad wszystkim przez to stało się... nieco chaotycznie. Ale taka była młodsza Piorko, tak więc czemu i starsza nie mogłaby taka być? Czemu wszystko ją niszczylo i nie pozwalało się cieszyć życiem?
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Słuchał uważnie jej historii i… O rety. Spodziewał się wspomnienia o ranach fizycznych, a nie tych… psychicznych. Co dziwniejsze miał wrażenie, jakby kotka mówiła o nim. Księżyce temu, gdy Kwiatek, mistrzyni i jego rodzice umarli, też był taką chodzącą kępką myśli, żalu i wszystkich innych możliwych emocji. To nie był fajny okres… Aż opuścił uszy na samo wspomnienie, a jego oczy wyraźnie się zeszkliły. Piórko straciła tak wiele, a Jaśmin jako jej przyjaciel powinien zapewnić jej wsparcie, a nie. On łaził teraz i bezsensownie zbierał kwiatki.
Kotka może była zimna i cała przemoczona, ale w tym momencie to nie przeszkadzało łaciatemu. Nie był do końca pewien tego, co chce zrobić, ale ostatecznie się przełamał i pozwolił sobie podejść bliżej by otrzeć swoim policzkiem o ten czekoladowej. Następnie się zatrzymał, wtulając się w jej kark, a jeśli nie miała nic przeciwko, to został tak troszkę dłużej. - Wiem dobrze co czujesz i powiem ci, że ignorowanie tego nie jest dobrym pomysłem. Po tym, jak moi rodzice zmarli dusiłem wszystko w sobie i nie wyszło mi to na zdrowe… Nie wiem, czy jestem odpowiednim kotem, ale chętnie posłucham o wszystkim, co ci siedzi w głowie… Nie obiecuje, że coś poradzę, ale ten, zawsze jest milej, gdy ktoś posłucha nie? - Nareszcie się cofnął, spoglądając Piórko w oczy. Jaśminek był o włos od rozklejenia się, ale walczył mocno z tym uczuciem. - Ale ten, jeśli serio teraz nie chcesz pogadać, to możemy zmienić temat i pozbierać kamyczki… - zaproponował nieśmiało, posyłając w jej stronę czuły uśmiech. Bo ten, chciał, by wyrzuciła co jej leżało na sercu, ale jednocześnie nie chciał jej zmuszać i wprowadzać w niekomfortową sytuację…
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko oczywiście pozwoliła na to, aby Jaśminek się do niej przytulił. Nie miała nic przeciwko temu, ponieważ... cóż, lubiła się tulić, a poza tym było jej mimo wszystko zimno, a wojownik był naprawdę cieplutko i mięciutki. Wysłuchała jego słów, czując, że łzy zbierają się w jej oczach. Była wdzięczna kocurowi za to, że chciał jej wysłuchać, że udzielał jej takiego wsparcia... Jaśminek był wspaniały.
- Ja... chyba chcę pogadać. Tak, chyba potrzebuję tego. Ale nie będzie cię go męczyć? Bo nie chcę ci się zrzucać z problemami, jeśli masz coś na głowie - wolała się upewnić, że na pewno nie będzie mu to przeszkadzało. Przełknęła powoli ślinę po czym wzięła głębszy wdech, aby zacząć swój monolog.
- Czuję się źle, OKROPNIE, nie lubię się tak czuć, nie chce się tak czuć, ale nie potrafię inaczej. Cały czas ktoś mi bliski odchodzi, cały czas nie mogę nic zrobić. Dlaczego Gwiezdni zabrali mi rodziców jeden po drugim? Najpierw tatę a potem mamę. Ja ich kocham, moje rodzeństwo ich kocha i potrzebuję. Potrzebujemy ich bo zawsze byli z nami, a mi ciężko się przyzwyczaić, że już ich nie ma... Wiesz, potrzebowałam czasem przychodzić do mamy w nocy do jej legowiska, aby się przytulić, bo było mi przykro, źle, samotnie... A teraz nie mogę tak zrobić... Wchodzę do pustego legowiska, które nadal nią pachnie. Pachnie moim tatą również, szczególnie w jednym miejscu, jakby mama zostawiła mech, na których spał, aby nadal czuć jego zapas. To jest okropne uczucie, nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie mam pojęcia co myśleć ale moje rodzeństwo też ma swoje problemy i chciałabym im pomóc, ale nie wiem jak a też się o nich martwię! Ja wiem, że moim rodzicom musi być dobrze na Srebrnej Skórce, ale naprawdę chciałabym się do nich po prostu znowu przytulić... Chciałabym wrócić do czasów, gdy byliśmy kociętami i rozwalaliśmy piórka, gryźliśmy tatę, chowaliśmy się przed mamą gdy była pora drzemki, bo bardzo jej nie lubiliśmy ale ona zawsze nas znajdowała! Dalej nie wiem jak to robiła ale jej się udawało..
I jeszcze Kwiatek. Ja... Gdy Łabędzia Gwiazda cię mianował to ja... - westchnęła cicho, spuszczając wzrok na mokrej łapy - Popłakałam się... Ja... była. zła. Nie lubię nic zła, to nie jest miłe uczucie. Ale nie umiałam przetrwać, że nazywasz się... jak Kwiatek. Ja przepraszam, bo to nie twoja wina, niepotrzebnie to mówię, ale było mi naprawdę przykro i przepraszam bo nie powinna tak myślę...
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
- Nienie, mów śmiało - zapewnił pośpiesznie. Może… Jeśli będą to mocne i bolesne wyzwania to będą męczyły Jaśminka. Zresztą już się przejmował tym drobnym skrawkiem, którym podzieliła się przed chwilą… Łaciaty nie przepadał za myśleniem o nieprzyjemnościach, dlatego unikał ich jak tylko mógł, ale w tym przypadku wysłuchanie przyjaciółki było ważniejsze niż ten głupi dyskomfort.
I zaczął się potok słów, a kocurek usiadł, skupiając całą uwagę na jej słowach, bo czuł że wyjdzie z wyjdzie z tego trochę plątanina. No i tylko przekonał się, że rzeczywiście ich sytuacje były bardzo podobne. Z taką różnicą, że w klanie było sporo rodzeństwa Piórka, a Jaśminek został niemalże sam, jedynie z bratem ze starszego miotu. Szybko jednak wyrzucił tę myśl. To był moment Piórko, okropnie tak porównywać kto więcej stracił a kto mniej. Jaśminek ze swoją stratą pogodził się już jakiś czas temu, a kotka już teraz potrzebowała wsparcia… - Jeśli chcesz pomóc reszcie rodzeństwa, to wystarczy, że po prostu będziesz. Często się słyszy o kotach, które znikają z klanu bez śladu. Nie wiem jak wygląda twoja relacja z nimi, ale na pewno jest im raźniej ze świadomością, że w klanie mają rodzinę, która zawsze jest skora do pomocy - rzucił tak… na początek. Chociaż jednocześnie i na koniec, bo jego głowie pojawiła się pustka. Nie wiedział zupełnie co jeszcze może dodać, chciałby powiedzieć coś miłego, ciepłego, jednak no… Nie wiedział co. Tak więc się poddał, idąc dalej z dalszą częścią, która dotyczyła go… bardziej.
Cicho parsknął, chcąc tak troszkę ocieplić klimat i szybko przekazać, by się nie przejmowała aż tak, czy coś. - Nie wiem, czy zauważyłaś, ale też płakałem. Gorzej niż kociak. Później na czuwaniu zresztą też. Przez caluutką noc. Nie chciałabyś widzieć jakie okropne wory pod oczami miałem na następny dzień! Chociaż bardziej z zaskoczenia… Smutku… Może też trochę złości albo radości? C-ciężko to wyjaśnić!! Ale ten, zaskoczyłem się mocno słysząc moje nowe imię. Pierw mi się nie podobało, ale ostatecznie to się nawet cieszę… Pasuje mi chyba i przypomina o kocie, który uratował mi życie - wymruczał, uśmiechając się lekko.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Naprawdę tak myślisz? W sensie... że oni nie pójdą z klanu bo tutaj jesteśmy? I trzymamy się razem nawet, jeśli wszyscy są czymś zajęci i każde z nas ma swoje, osobne obowiązki? - zapytała nieco spod łba, delikatnie przechylając nawet głowę w bok. Oni... tak, trzymali się razem. Blizna, ona wróciła do klanu ze względu na rodzinę. Ze względu na nich wszystkich. Jaśminek miał rację, oni byli silniejsi razem, musieli trzymać się razem, musieli być razem. Tak musiało pozostać.
Kocur nie był zły, że płakała z powodu jego imienia. Nie zrobiło mu się też chyba przykro, ponieważ parsknął, zwracając uwagę starszej kotki. Czekoladka uśmiechnęła się delikatnie, aby nie pozostawać z tak smętną miną, gdy wojownik się uśmiechał. Zatrzepotała uchem, gdy na myśl wróciły jej wspomnienia żyjącego Kwiatka.
- Kwiatek był cudownym kotem. Najwspanialszejszym, najcudowniejszejszym, najmegasupersłodkowszym kocurem na świecie! On mnie nauczył polować i w jestbyłniejestjest jest mega super bo on... No on do mnie zszedł we śnie i to było bardzo... dziwne uczucie, bo niby sen ale ja chodziłam, rozmawiałam, przytuliłam się nawet do niego! Ale on nie może wrócić i to jest... przykre, ale może odwiedzać nas we śnie, więc i ciebie może kiedyś odwiedzić, bo też byliście ze sobą blisko, prawda? No i pasuje ci to imię! BARDZO! Kwitnący Jaśminek jest piękne i cudowne i naprawdę do ciebie pasuje bo ty jesteś... Jak taki kwitnący kwiatek! Ja lubię kwitnące kwiatki no i poprawiłeś mi humor i... jeju, Jaśminek ja przepraszam, że jestem samolubna bo ty pewnie też się źle czujesz z tym wszystkim a ja nawet nie zapytałam jeju przepraszam, ale no, jesteś cudowny Jaśminek i nie dziwię się, że podobasz się Kostkowi, bo jesteś naprawdę megasuper fajny i godny zaufania i wspierający i w ogóle i jesteś po prostu super Jaśminek i mam nadzieję, że nie czujesz się źle i przepraszam, że cię tym tak przytłoczyłam... I... ojej a myślisz, że też mogłabym mieć imię po Kwiatku? Bo po rodzicach też bym chciała ale chyba nie mogę być Pierzastym Zachodzącym Korniko-Kwiatkiem... Ale rodziców mam na zawsze w sobie, bo oni mnie wychowali i urodzili i cudowni no i zawsze będę z nimi kojarzona a z Kwiatkiem nie... a mogłabym być Pierzastym Kwiatkiem albo Kwitnącym Piórkiem chociaż to ty jesteś Kwitnącym Jaśminkiem więc byśmy byli we dwoje, ale JA MOGĘ BYĆ PIERZASTYM WZGÓRZEM. I oboje nosilibyśmy po nim imiona! Czy... ty byłbyś zły gdybym to zaproponowała Łabędziej Gwieździe?
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
- Znaczy… Chodziło mi bardziej o to, że fakt, że jesteś i nigdzie nie odchodzisz, dodaje im otuchy. Ale też masz racje, gdyby wszyscy moi bliscy odeszli, to raczej nic nie trzymałoby mnie w klanie… Może nie odważyłbym bym się pójść poza tereny, ale na pewno bycie tu nie byłoby aż tak przyjemne - rozjaśnił. Bo nie wiedział jakie rodzeństwo miała kotka. Znał tylko Kostka, którego raczej te słowa nie dotyczyły, ale kto wie, może on też gdzieś tam ukrywa swoją kochającą stronę.
A następnie nastąpił kolejny potok, w którym łaciatemu trudno było się połapać. Kwiatek ją nawiedził? Na tę wieść musiał przyznać, że się trochę ucieszył. Kwiatek wciąż gdzieś tam był i obserwował uważnie swoich przyjaciół… A przynajmniej Piórko. Bo Jaśminowi się jeszcze nie ukazał i musiał przyznać, że przez ten fakt poczuł również lekkie ukłucie… Chciałby go bardzo zobaczyć, zapytać jak tam się mu żyje (lub nie żyje) wśród Gwiezdnych, ale niestety księżyce nawet po swoim pogrzebie nie ujawnił się Jaśminkowi. Chociaż to nie było aż takim zaskoczeniem, jak trzy słowa, które wpadły między falą komplementów. Podobasz się Kostkowi… Łaciaty chciał jakoś przerwać orientalce, ale nie potrafił wtrącić się jej w zdanie, więc poddał się i po prostu czekał, aż skończy, trzymając z tyłu głowy pytanie.
- Um, jasne!! Jeśli ci nie przeszkadza, że nowe imię będzie ci codziennie o nim przypominało… Kwiatek na pewno by się ucieszył z tego wyboru. Tak samo super, że cię nawiedził. Jeśli kiedyś znów cię odwiedzi, to powiedz, by też przyszedł do mnie! Oraz uh… dziękuję za komplementy, pewnie nawet na część z nich nie zasługuje, zresztą to samo mógłbym powiedzieć o tobie!! Jesteś przemiła i rety, strasznie chciałbym być na miejscu Kostka, by mieć tylko taką kochaną siostrę, ale… Coś mówiłaś o nim, że niby ja się mu podobam? C-chyba się przejęzyczyłaś, bo to niemożliwe bym się mu podobał - czy komukolwiek innemu, dodał w myślach. Po prostu nie mógł sobie wyobrazić, by ktokolwiek widział w nim coś więcej, niż przyjaciela, a szczególnie Kostek! Chociaż… Hm… Gdyby tak przypomnieć sobie ich niektóre spotkania to może oriental zachowywał się troszkę dziwnie… Oj chętnie by ten temat rzucił na bok i skupił tylko i wyłącznie na Piórku, ale umarłby, gdyby się nie upewnił, o co chodzi.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Woda ostatnimi czasy traciła na wysokości, był to więc ostatni dobry moment na spróbowanie swoich sił z rybami. Z takim też zamiarem przyszedł rzeczny kocur. Przysiadł na brzegu, zatapiając ogon w wodzie. Uważał, żeby jego cień nie padał na wodę, a sam siedział nieruchomo.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
W taki gorąc łowienie rybek zawsze przynosiło przyjemne ukojenie! A jako że poziom wody stał się niepokojąco niski, to maleńkie brały jak szalone i o proszę! Minęła chwila, naprawdę krótka chwila i kocur mógł poczuć jak coś delikatnie skubie jego ogon. Pod taflą wody znalazła się całkiem spora, długa rybka, dokładniej mówiąc Brzana. Ogromny kąsek jak na początek!