Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
Na pogrzebie papy Węża ogłosiła, że oprócz Brzózki, miał z nimi iść jeszcze Muchomorowy Bór, który znał drogę do Szepczącej Sadzawki, jednak od wschodu słońca Tupocząca Salamandra nigdzie nie mogła go znaleźć. Wyprawa nie mogła się już dłużej opóźniać, więc mała szylkretka szybko zaszła do lecznicy, do Gwiezdnego Nurtu, po jakieś instrukcje jak dojść do tego miejsca i dopiero potem z Brzózką mogły wyruszyć.
-No to na pewno musimy dojść do Grzmiącej Ścieżki, a potem pójść wzdłuż granicy Klanu Rzeki i Wichru tak, żeby oddalać się od Łanu Rzepaku, a nie się do niego zbliżać i jeszcze potem przejść przez Ścieżkę, i chyba po tym będzie w miarę prosto przez Borsucze Pagórki -powiedziała trochę niepewnie i dalej smętnie, w żałobie po stracie Wężowej Gwiazdy- Jesteś gotowa do drogi?
//Brzozowa Drzazga
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Brzózka idzie po wskazówki razem z Salamandrą, bo może i nie jest najbystrzejszym zającem w kolonii, ale nie trzeba geniusza, żeby wiedzieć, że dzień po pogrzebie Węża, szylkretka nie będzie w szczytowej formie. Poza tym idą w nieznane, skąd ślepa kotka ma wiedzieć które wzniesienia są Borsuczymi Pagórkami jeśli wcześniej tam nie bywała?
Słucha uważnie planu wyprawy i marszczy lekko brwi, rysując sobie w głowie mapę.
– Borsucze Pagórki są naprzeciw terenów Wichru. Szybciej dotrzemy idąc prosto. I mniej czasu spędzimy przy Grzmiącej Ścieżce. – wychodzi z propozycją. Dziwnie się z tym czuje, przywykła do przytakiwania innym. Nabiera powietrza w płuca i kontynuuje. – Znam tereny Wichru, nie zgubimy się tam na pewno, jak trafimy na patrol to powiemy, że idziesz po życia.
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
-Przechodzić przez tereny Wichru? -zapytała niepewnie- Chyba masz na myśli tam przy granicy, nie? -musiała dopytać, no bo żeby się nagle nie okazało, że przejdą centralnie środkiem terenów innego Klanu. To nie byłoby w żaden sposób pozytywne dla nikogo, a zwłaszcza dla nich, gdyby faktycznie natknęły się po drodze na jakiś Wichrzaków. Przy granicy to pewnie by normalnie dało się to wszystko wytłumaczyć, ale przez środek terenów to nawet wyjaśnienie pójścia po życia by raczej nie przeszły... a słowa Brzózki brzmiały jakby właśnie planowała przejść przez tereny, a nie wzdłuż granicy.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Nie? – bardziej pyta niż stwierdza. Nie podoba jej się to, ma przecież brzmieć na przekonaną do swojego planu. – Przez tereny będzie duużo szybciej i się nie zgubimy wcale! Po co iść naokoło... nie będziemy się zbliżać do obozu, więc nie powinno być aż takiego problemu chyba?? – oblizuje mordkę w poddenerwowaniu. Może jednak to nie takie proste jak się jej wydaje?? Ale uhh, jej zdaniem Wichrzacy nie będą mieli im za złe tego skrótu! Co prawda ma nadzieję, że nie wpadną na znajome mordki, bo jakkolwiek tu by mieli totalną gwarancję, że będzie dobrze to kurczaczki, niezręcznie tak. I nie sprzyja szybkiej wycieczce, na której im przecież tak zależy!! A skoro już o tym mowa...
– Chodź w ogóle, ruszajmy już, co??
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
-Nie wolno tak iść przez środek terenów innego Klanu... -stwierdziła, nie chciała tak iść, wolała iść po granicy, nawet jeśli trwałoby to dłużej, to przynajmniej nikt by się nie czepiał- Wolę pójść troszkę dłużej i bez ryzyka wkurzenia kogoś, niż robić Gromowi potencjalne problemy -dodała jeszcze, a potem kiwnęła głową- Ta, chodźmy... pogadamy o tym po drodze. Nie ma co tracić czasu i w ogóle -powiedziała, ruszając w drogę, wychodząc z obozu Klanu Gromu.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Ale tak będzie dużo szybciej niż obchodzić dookoła Rzekę i Wicher! – upiera się przy swoim, chociaż nie jest już pewna czy powinna. No może ta dyskusja nie jest dłuższa niż obchodzenie dwóch Klanów dookoła, ale na pewno nie pomaga im jeśli Salamandra jest już zdecydowana i chce iść najdłuższą możliwą trasą. Ale zdaniem Brzózki to głupia decyzja. A to wiele mówi!! – To nie jest troszkę dłużej, będziemy dopiero wieczorem jeśli w ten sposób pójdziemy. A tak to może wieczorem byśmy wróciły do Gromu już! – drąży dalej, chociaż maszeruje posłusznie za Salamandrą. Nie bardzo chce iść aż pod Łan Rzepaku, po co? Intensywne procesy myślowe zachodzą w szarej główce. – Jak się boisz problemów to możemy się trzymać bliżej granicy niż iść faktycznie najszybszą możliwą trasą. Tak można przecież!! Wszyscy tak robią!!
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
O nie, ona nie będzie sobie iść na skuśkę przez środek terenów innego Klanu, nie ważne co. Nie zamierzała się na to zgadzać, bo ona też by nie chciała, żeby tak sobie ktoś maszerował przez środek terenów Gromu, więc nie zamierzała robić komuś czegoś czego sama by sobie nie życzyła.
Potem usłyszała to o chodzeniu bliżej granicy wichrowej... no przecież o to się pytała wcześniej- eh, nie ważne. Ona chciała już tylko dojść do tej sadzawki i ściągnąć z gwiazdek papę Węża za ogon, żeby dalej jeszcze przez jakiś czas pokierował Klanem Gromu. Szylkretka na samą myśl pociągnęła nosem i na uderzenie serca przystanęła, żeby otrzeć go łapą zanim ruszyła dalej.
-Byleby tylko nie iść tak przez sam środek... -powiedziała w końcu- Możemy pójść do Czterech Dębów i stamtąd ruszyć granicą, ale nie inaczej, inaczej nie chcę.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Nikt nie mówił o pójściu środkiem... – mamrocze pod nosem. Przecież wtedy by wpadły na obóz, a to by było nieciekawe! Ale hej, taka wygrana też dobra, więc zamierza się jej chwycić. Dlatego zadowolona maszeruje obok Salamandry w stronę Czterech Dębów. Ma jedynie nadzieję, że to trzymanie się granicy nie będzie znowu aż tak ścisłe... szczególnie jak miną Żabie Schronienie! Tam to już w ogóle głupota się przyklejać do Rzeki dalej. Chociaż... ugh, pamięta jak wyglądały końcówki Pory Opadających Liści w tamtej okolicy, strasznie dużo wody, głębokie kałuże i w ogóle!! Więc oby miały szczęście i trafiły na suchy ląd, albo oby Salamandra prędko zgodziła się, że obejście wody jest lepsze niż ryzykowanie przeziębieniem i dokładanie Nurt roboty.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Ale super start! Taki spokojny, bez sprzeczek, wszystko miło i fajnie! Nic, tylko pozazdrościć takich początków. Pogoda była przyjemniejsza, niż jak rozmawianie o tym jak pójdą: mimo pory roku, słońce z całych sił próbowało świecić i grzać, ale szło mu... marnie. Uroki Pory Opadających Liści, nie ma co. Wiatr też mógł im przewiewać futerka, ale na ten moment nie było tragedii. Jeśli będą mieć szczęście, w ogóle nie spotka ich żadna zawierucha.
Pierwszy etap wyprawy nie był straszny. Nie trafiły na żadnego drapieżnika, a jedyne co mogło im sprawiać problemy, to powoli, powolutku zbliżający się wieczór i wolno, minimalnie kłębiące się chmury na niebie.
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
Tupocząca Salamandra nie chciała się kłócić z Brzózką, więc postanowiła puścić ten komentarz mimo uszu, bo z jej rozumowania wynikała inna rzecz, ale to w tym momencie nie było ważne. Ważne było, że powoli szły naprzód i za jakiś czas dojdą do Szepczącej Sadzawki, najlepiej bez większych przygód, tak by sobie zażyczyła jakby mogła.
-Wiesz może... jak to wygląda? -zapytała Brzózki niepewnie, bo chyba opowieści o tym jak wygląda dostawanie żyć nie słyszała... a nie udało jej się zapytać papy Węża zanim ten... no, nigdy nie myślała nawet o zapytaniu się o szczegóły szczególiki, bo nie spodziewała się takiego obrotu spraw, a teraz się to na niej mściło. A Brzózka może wiedziała? Może coś słyszała więcej niż Salamandra.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Hm? – nieprzytomny pomruk towarzyszy obróceniu głowy w stronę Salamandry. Mija uderzenie serca, potem dwa, aż do Brzózki faktycznie dociera treść pytania. – W sensie życia? Hm, raczej niezbyt? Nie rozmawiałam o tym z mamą za bardzo. – kręci przecząco głową. – Raczej wiem tyle co wszyscy? – bardziej pyta niż stwierdza. Odwraca głowę przed siebie i mruży oczy w chłodnym słońcu. Może będą mieć szczęście i nie podtopią się w Wichrze.
Księżyce: 58 Mistrz: Srebrzysta Łuna Płeć: kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Bolinoga Trwałe urazy: lewa, przednia łapa:
- kostka zrosła się sztywno, brak możliwości poruszania nią
- częste zupełne zanikanie czucia w palcach uszkodzonej łapy
- promieniujący ból przy próbach mocniejszego stanięcia na kończynie; z czasem się zmniejszy ale nigdy zupełnie nie zniknie
- 4 Zr, -4 Sz (do 3.12)
po tym czasie -2Zr, -2Sz na stałe
(szybszy spadek statystyk: pierwszy przy 90k, drugi przy 100k
na okres jednego miesiąca opuszczanie obozu może skutkować konsekwencjami w postaci ponownego otworzenia się rany) Urazy mechaniczne: -2 Zr, -2 Sz; szybszy spadek statystyk: pierwszy w wieku 90k, drugi 100k (powód: złamanie otwarte lewego nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Srebrzysta Łuna Płeć: kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Bolinoga Trwałe urazy: lewa, przednia łapa:
- kostka zrosła się sztywno, brak możliwości poruszania nią
- częste zupełne zanikanie czucia w palcach uszkodzonej łapy
- promieniujący ból przy próbach mocniejszego stanięcia na kończynie; z czasem się zmniejszy ale nigdy zupełnie nie zniknie
- 4 Zr, -4 Sz (do 3.12)
po tym czasie -2Zr, -2Sz na stałe
(szybszy spadek statystyk: pierwszy przy 90k, drugi przy 100k
na okres jednego miesiąca opuszczanie obozu może skutkować konsekwencjami w postaci ponownego otworzenia się rany) Urazy mechaniczne: -2 Zr, -2 Sz; szybszy spadek statystyk: pierwszy w wieku 90k, drugi 100k (powód: złamanie otwarte lewego nadgarstka)
Istne książątko. Mały Książę, prezentuje się iście niewinnie, grzecznie, a swoją postacią wzbudza wręcz same pozytywne emocje! W swoich ruchach, jak i zachowaniu, nie raz został wzięty już za potencjalną kotkę. W jego mniemaniu był to komplement. W końcu był tak bardzo delikatny! Cała jego postać była biała, smukła i wysoka. Długie futro, orientalna budowa pyska, wielkie trójkątne uszy i błękitne oczy. Wszystko to składa się na jego anielską wręcz postać. Pod owym białym płaszczem kryje się jednak coś niespodziewanego. Zawsze uważano, iż przyszło mu być podobnym do matki, acz miał coś z ojca. Biel skrywała jego bycie rudym pointem o tygrysich pręgach.
Mały Książę, taki niewinny i grzeczny! Nie można powiedzieć, iż kocurek pozbawiony jest dobrych manier. Rzecz można, iż od nich aż kipi. Wszelkie jego zachowania, słowa, działania, wszystko to ma sprawić, iż wkupi się w łaski rozmówcy. Im dłużej ma się z nim do czynienia, tym ciężej stwierdzić jaki jest dokładnie, jaki jest jego cel? Do czego dąży? Bo… każdy gdzieś dąży, prawda? On na pewno też! W całej jego otoczce kulturalnego chłopaczka, czai się jakiś niepokój. Ci bardziej spostrzegawczy mogą dostrzec w nim oznaki, iż wszystko to jest jakąś grą. Jego własną, prywatną grą. Skąd więc u niego skłonności do kombinowania? Ot - dla czystej zabawy. Nie ma w końcu niczego lepszego niż rozrywka. Oczywiście taka, która zostaje zaserwowana dla niego, czasem i kosztem innych. Cóż to w końcu za życie, które nie zostaje zmącone, w którym nic nie zostało namieszane? Książątko potrzebuje rozrywki.
Błękitne Bajorko | Lucyfer
Z każdym krokiem coraz to trudniej było złapać promienie Słońca. Chmury również nie ułatwiały, więcej białych obłoków pojawiało się nad kotkami. Pierwszą, poważną przeszkodę, którą napotkały okazało się być błoto. Gdy tylko minęły Cztery Dęby, zdołały odczuć jak śliska stała się ziemia. Wilgotny grunt skutecznie utrudnił poruszanie się obu kotek. Musiały więc stawiał łapy z najwyższą ostrożnością. Uważać by się nie poślizgnąć, no i by łapy nie zapadły się w mokrą ziemię do tego stopnia, by nie były w stanie już ich wyciągnąć.
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
-Oh... szkoda -mruknęła trochę posępnie- Bo to trochę stresujące jak się czegoś nie wie -przyznała- Nawet w sumie za bardzo nie wiem czego się spodziewać tak całkowicie, bo z papą nigdy jakoś o tym nie gadaliśmy, w sensie, o takich jakiś ogromnych szczegółach i w ogóle.
Akurat jeśli chodziło o promienie słońca, to Salamandra była raczej jednym z tych kotów na świecie, którym jakoś specjalnie nie robiło różnicy czy słońce świeci, czy może i nie świeci. Przecież i tak tego nie widziała, mogła to jedynie ewentualnie odczuć na futrze, ale tak to tylko szło wzruszyć ramionami. Noc czy dzień. Gorzej jednak było ze śliską ziemią. Tutaj już musiała naprawdę uważać. Dobrze chociaż, że jeśli by upadła, to przynajmniej miałaby blisko do ziemi, ze względu na swój wzrost.
-Uważaj, ślisko strasznie -powiedziała- Ciekawe czy tu przy granicy z Rzeką zawsze tak, czy to może akurat my mamy pecha -dodała tak o sobie.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Myślę, że będzie dobrze! W sensie jakoś wielce skomplikowane to nie może być chyba, nie?? A jakby do tego trzeba być jakoś przygotowanym to na pewno pan papa Wężowa Gwiazda by ci o tym wspomniał już dawno, nie zapomniałby o tym. – dzieli się z szylkretką swoimi przemyśleniami i ma nadzieję, że chociaż trochę uspokoją jej nerwy. Sama uważa, że jakoś to będzie, ale może jej optymizm wynika z tego, że jest tu jedynie dodatkiem, tego nie wyklucza. Nie pozwala jednak tej myśli zdeptać swojego humoru, bo gdy tylko ziemia staje się bardziej śliska, w Brzózka momentalnie młodnieje o kilkadziesiąt księżyców. Tam gdzie ziemia była bardziej ubita, ale wciąż śliska, skakała do przodu żeby przejechać się kawałek na błotku, ale ledwo wchodziły na bardziej miękkie grunty, zabawa była wstrzymywana – tam to co najwyżej można było fikołka zrobić, albo utknąć. Tam gdzie jednak jest okazja przejechać się jak na lodzie, nie zamierza odpuszczać, co to to nie!
– Uważam! – zapewnia Salamandrę z kolejnym skokiem. I na krótki moment skupia się bardziej na myśleniu nad odpowiedzią, niż na otoczeniu. – Hmmm, rzadkie to nie jest! I tam dalej, jak będziemy bliżej Podmokłego Brzegu to już w ogóle często Grzmiąca Rzeka wylewała i zmieniała go w Zatopiony Brzeg. Ale!! Za moich czasów nikt się tam nie utopił, więc spoko luz.
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
Śliska ziemia prędko przerodziła się w wilgotną ciapę. Brzozowa Drzazga nie miała już więc okazji do dalszych skoków i ślizgów. Teraz obie musiały wkładać sporo siły w wyciąganie zapadających się łap. Ciężko powiedzieć czy owy stan rzeczy spowodowany był terenami Klanu Rzeki, czy zwyczajnie kotki znalazły się tutaj w mniej korzystnym momencie. Jeśli dobrze się rozejrzały, dostrzec mogły, iż kilka lisich długości ziemia zaczyna prezentować się o wiele bardziej korzystnie. Już nie jak brudna ciapa, a twarda - być może i śliska - powierzchnia. Musiałyby jedynie nieco oddalić się od granicy Klanu Rzeki, wkraczając tym samym ciut głębiej na tereny Wichru.