Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
O swojej wyprawie poinformowałam jedynie Psią Gwiazdę - i to i tak z dość dużą niechęcią. Nie rozmawialiśmy ze sobą od tamtej pamiętnej rozmowy przed ceremonią moich kociąt... Ale teraz było po ich ceremonii. Byłam wreszcie wolna - przynajmniej w teorii. Obudziłam swoje terminatorki jeszcze przed wschodem słońca, aby wyjść z obozu jak najszybciej. Wolałam uniknąć komplikacji związanych z mianowaniem swoich terminatorek. Zdecydowałam się na przyniesienie im po myszy na ząb, aby nie szły do Gwiezdnych na głodniaka.
- Jeśli jesteście gotowe to ruszajmy. Przed nami trochę drogi. - miauknęłam, oczekując na odpowiedź Gąszcz i Jaskółki.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Była gotowa. Oczywiście, że była gotowa, czekała na ten moment od tak wielu księżyców. I czasami miała wrażenie, że nigdy się tak naprawdę nie wydarzy. Czy był jakiś powód, dla którego musiały wymykać się tak wcześnie, nie mówiąc nic właściwie nikomu? Jakaś część Ciernistej Łapy chciała, by było inaczej, by wszyscy widzieli, że mimo wszystko miała zostać pełnoprawną medyczką. Jednak moment na to najwyraźniej musiał przyjść dopiero, gdy będą już wracać do Obozu. - Oczywiście. – Potwierdziła, gdy zjadła już przyniesiony jej posiłek. Czuła, że atmosfera tego wyjścia była dziwna, jakby rzeczywiście musiał istnieć powód, dla którego to wygląda akurat tak. Czy stało się coś nowego? Czy może jednak chodziło o wszystkie nawarstwiające się przez poprzednie księżyce sprawy? Czy może o to, żeby na pewno nie poszło za nimi żadne z irytujących dzieci Rwącej Zawiei, które wciąż zbyt często kręciły się po Korzennej Jamie? Na ewentualne pytania miał przyjść czas później, gdy oddalą się już od Obozu, na razie wiedział jedynie, że muszą to zrobić.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Drobna, i lekka, o ślicznym, smukłym pyszczku. Jest niziutka, na wszystko i wszystkich musi zadzierać głowę. Jej futerko jest niezwykle puszyste, ale dość roztrzepane, długie, szylkretowe, gdzie na przemian mieszają się barwy szarego i piaskowego. Pręgi układające się na sierści przyjmują tygrysi wzór. Prawa część czoła to w większości niebieski kolor, lewa zaś kremowa. Losowa niebieska plamka pojawia się obok nosa po jego prawej stronie. Tułów to nierównomierna mieszanka kremu i szarości, gdzie tego pierwszego jest więcej po prawej stronie, na boku ciała. Niebieskie plamy występują dodatkowo na obu przedramionach na tej samej wysokości. Biel oblewa jej pysk i policzki, spływając na całą pierś, tworząc kołnierz na szyi oraz wysokie, sięgające łokci skarpetki (z wyjątkiem dwóch palców prawej łapy, które są niebieskie). Dalej ciągnie się po brzuchu i tylnych łapach, choć tam sięgają tylko do połowy pięt. Ponad różowo-ceglastym nosem widnieje szaroniebieskich ślepek, które wkrótce przyjmują barwę na pograniczu niebieskiego i zielonego.
Cichsza i spokojniejsza, niż kiedyś. Choć wciąż przepełniona dobrem i współczuciem, doskonale zdaje sobie sprawę z paskudztwa tego świata, bo nieraz się o nim przekonała. Mniej ufna i łatwowierna, niż wcześniej, a do tego bardziej pamiętliwa i ostrożna, starająca się podchodzić do wszystkiego racjonalnie. Cierpliwa, choć dość stanowcza, gdy trzeba, zwłaszcza, gdy dotyczy to zagadnień medycznych, a jej pacjenci nie są zbyt... rozsądni. Pełna wątpliwości, częściej chodzi zamyślona, pochłonięta swoimi własnymi myślami i scenariuszami, a przy tym najbardziej surowa zdaje się być jedynie dla samej siebie. O wiele bardziej ceni sobie teraz równowagę, ciszę i porządek.
wartki potok & żółtko [cień]; grzechotnik [samotnik]; polny chwast [gk]
XXXXWiedziałam, że w końcu doczekam się tego momentu, a jednak nie czułam się ani trochę na niego gotowa. Nie tak, jak moja siostra. Targały mną wątpliwości od naprawdę dawna i przez myśl przeszło mi nawet wycofanie się. Ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Mogłam tylko liczyć na to, że wyprawa i spotkanie z Gwiezdnymi da mi... coś. Cokolwiek. Uświadomi w kilku sprawach. Wcisnęłam w siebie tą mysz na siłę, nie chcąc robić Rwącej Zawiei przykrości. XXXX– Tak. Możemy ruszać – potwierdziłam zaraz za słowami Gąszcz. Albo teraz, albo nigdy...? Byłam gotowa do drogi, do tego, co miało się stać na jej końcu już niekoniecznie.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Obie terminatorki spożyły swoje porcję w dość zadowalającym tempie. Nie mogłyśmy niepotrzebnie tracić czasu, gdyż go po prostu nie miałyśmy. Wolałam mieć już całą wyprawę za sobą.
Dlatego też kiwnęłam im delikatnie głową, a następnie wskazałam ogonem, aby ruszyły za mną. Miałyśmy trochę drogi do przejścia, ale ja zamierzałam przeprowadzić nas przez najkrótszą - terenami Klanu Wichru.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Przez chwilę szła w milczeniu, skupiając się tylko na kolejnych stawianych krokach. Oczywiście, nigdy wcześniej nie była na terenach innego klanu – narażenie się im w taki sposób byłoby po prostu głupie i niezbyt potrzebne. Na tereny niczyje z tamtej strony, gdzie powinien znajdować się ich cel, również nigdy się nie zapuszczała. Zbyt daleko, by wybierać się akurat w tamte rejony na zwykły spacer, a nie miała wcześniej powodów, by tam iść. Niedługo więc znane dobrze widoki miały się zmienić w coś zupełnie niepoznanego. - Jak wygląda mianowanie przy Szepczącej Sadzawce? Tak naprawdę. – Zdecydowała się spytać, gdy odeszły już od obozu wystarczająco daleko, by nikt ich nie usłyszał, ale jednocześnie nie znajdowały się jeszcze blisko granicy z Wichrem. Oczywiste dla Ciernistej Łapy było, że cała część ze spotkaniem z Gwiezdnymi była jedynie bzdurą – więc co w takim razie miało je czekać? Mistrzyni jedynie powie kilka słów, nada im nowe imiona i będzie trzeba wracać do obozu? Jeśli tak, konieczność całej wyprawy w tak odległe miejsce wydawała się również być niezbyt konieczna.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Drobna, i lekka, o ślicznym, smukłym pyszczku. Jest niziutka, na wszystko i wszystkich musi zadzierać głowę. Jej futerko jest niezwykle puszyste, ale dość roztrzepane, długie, szylkretowe, gdzie na przemian mieszają się barwy szarego i piaskowego. Pręgi układające się na sierści przyjmują tygrysi wzór. Prawa część czoła to w większości niebieski kolor, lewa zaś kremowa. Losowa niebieska plamka pojawia się obok nosa po jego prawej stronie. Tułów to nierównomierna mieszanka kremu i szarości, gdzie tego pierwszego jest więcej po prawej stronie, na boku ciała. Niebieskie plamy występują dodatkowo na obu przedramionach na tej samej wysokości. Biel oblewa jej pysk i policzki, spływając na całą pierś, tworząc kołnierz na szyi oraz wysokie, sięgające łokci skarpetki (z wyjątkiem dwóch palców prawej łapy, które są niebieskie). Dalej ciągnie się po brzuchu i tylnych łapach, choć tam sięgają tylko do połowy pięt. Ponad różowo-ceglastym nosem widnieje szaroniebieskich ślepek, które wkrótce przyjmują barwę na pograniczu niebieskiego i zielonego.
Cichsza i spokojniejsza, niż kiedyś. Choć wciąż przepełniona dobrem i współczuciem, doskonale zdaje sobie sprawę z paskudztwa tego świata, bo nieraz się o nim przekonała. Mniej ufna i łatwowierna, niż wcześniej, a do tego bardziej pamiętliwa i ostrożna, starająca się podchodzić do wszystkiego racjonalnie. Cierpliwa, choć dość stanowcza, gdy trzeba, zwłaszcza, gdy dotyczy to zagadnień medycznych, a jej pacjenci nie są zbyt... rozsądni. Pełna wątpliwości, częściej chodzi zamyślona, pochłonięta swoimi własnymi myślami i scenariuszami, a przy tym najbardziej surowa zdaje się być jedynie dla samej siebie. O wiele bardziej ceni sobie teraz równowagę, ciszę i porządek.
wartki potok & żółtko [cień]; grzechotnik [samotnik]; polny chwast [gk]
XXXXSzłam bardziej z tyłu, skupiając się na drodze. Pytanie Ciernistej Łapy było dość ciekawe, dlatego nastawiłam uszu i czekałam na odpowiedź Rwącej Zawiei. Nie miałam pojęcia na czym to będzie polegać, jak wygląda Szepcząca Sadzawka i czego w sumie miałyśmy się spodziewać, jak już będziemy na miejscu. Czułam narastający stres i obawę, choć nie mogłam wyzbyć się również ciekawości.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kotki wyruszyły z obozu dosyć wcześnie, co miało oczywiście swoje plusy – a największym rzecz jasna był szybszy powrót. Pogoda również dopisywała: pomimo wczesnej pory, nie było wcale tak zimno, rześki wiatr nieznacznie muskał ich ciała, a powoli wschodzące słońce dodawało scenerii większego uroku. Była to wprost idealna pora na wyprawę.
Rwąca Zawieja zadecydowała, że przejdą przez tereny klanu Wichru, co mogło skończyć się różnie, ale nie musiało. Już wkrótce kadra medyczna dotarła do Trawiastych Grzbietów, a granica była na wyciągnięcie łapy.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Pogoda była niemalże idealna na taką podróż. Całe szczęście nie było zimno, ale także nie było gorąco. Słońce powoli wschodziło, kiedy zbliżałyśmy się do granicy z Klanem Wichru. Skierowałam spojrzenie na Ciernistą Łapę, kiedy zdecydowała się zadać mi pytanie dotyczące mianowania.
- Napijemy się wody z Szepczącej Sadzawki. Dzięki temu spotkamy się na Srebrnej Skórce, gdzie powinien czekać na nas jeden z byłym medyków Klanu Cienia. Tam nadam wam imiona i oficjalnie mianuję. - opowiedziałam po krótce, zerkając również na Migoczącą Łapę, która szła cicho przy nas.
- Klan Wichru to klan mojego byłego mistrza, Krwawnikowego Liścia, którego niestety już z nami nie ma, świećcie Gwiezdni nad jego duszą. Liczę na to, że spotkamy patrol, a jeśli nie to cóż... Medyków nie obowiązują granice jeśli chodzi o podróż do Szepczącej Sadzawki. Poza tym jesteśmy ponad klanową rywalizacją. - mruknęłam, stając przy granicy zapachowej i rozglądając się za Wichrowym patrolem i jednocześnie licząc, iż nie natkniemy się na patrol z naszej strony granicy.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Zmarszczyła nos, słysząc, jak Rwąca Zawieja powtarza informacje, które przynajmniej po części nie wydawały się jej prawdziwe. Czy i teraz trzeba było trwać w tych kłamstwach? Myślała przedtem, że skoro pozostały prawdopodobnie same, nie będzie to konieczne – ale może gdzieś wokół wciąż mógł czyhać ktoś jeszcze, kto usłyszałby coś, czego nie powinien. Zdecydowała się nie pytać o nic więcej, przynajmniej nie na ten temat. O innych rzeczach mogła porozmawiać. - Zgodziłabyś się uczyć kogoś z innego klanu, jak Krwawnikowy Liść, gdyby w tamtym klanie nikt nie mógł tego zrobić? – Odezwała się znów, gdy medyczka skończyła mówić o swoi, dawnym mistrzu. Wiedziała, że teraz nie było to konieczne, ale co gdyby na przykład nagle taki Senny Świt zginął i Rzeka zostałaby bez leczenia? Czy miałyby naprawdę myśleć o pomocy im?
Poza tym podążała za starszą kotką, nie chcąc przekraczać granicy innego klanu, póki ona sama się nie zdecyduje tego zrobić i również rozglądała się za ewentualnymi patrolami.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Drobna, i lekka, o ślicznym, smukłym pyszczku. Jest niziutka, na wszystko i wszystkich musi zadzierać głowę. Jej futerko jest niezwykle puszyste, ale dość roztrzepane, długie, szylkretowe, gdzie na przemian mieszają się barwy szarego i piaskowego. Pręgi układające się na sierści przyjmują tygrysi wzór. Prawa część czoła to w większości niebieski kolor, lewa zaś kremowa. Losowa niebieska plamka pojawia się obok nosa po jego prawej stronie. Tułów to nierównomierna mieszanka kremu i szarości, gdzie tego pierwszego jest więcej po prawej stronie, na boku ciała. Niebieskie plamy występują dodatkowo na obu przedramionach na tej samej wysokości. Biel oblewa jej pysk i policzki, spływając na całą pierś, tworząc kołnierz na szyi oraz wysokie, sięgające łokci skarpetki (z wyjątkiem dwóch palców prawej łapy, które są niebieskie). Dalej ciągnie się po brzuchu i tylnych łapach, choć tam sięgają tylko do połowy pięt. Ponad różowo-ceglastym nosem widnieje szaroniebieskich ślepek, które wkrótce przyjmują barwę na pograniczu niebieskiego i zielonego.
Cichsza i spokojniejsza, niż kiedyś. Choć wciąż przepełniona dobrem i współczuciem, doskonale zdaje sobie sprawę z paskudztwa tego świata, bo nieraz się o nim przekonała. Mniej ufna i łatwowierna, niż wcześniej, a do tego bardziej pamiętliwa i ostrożna, starająca się podchodzić do wszystkiego racjonalnie. Cierpliwa, choć dość stanowcza, gdy trzeba, zwłaszcza, gdy dotyczy to zagadnień medycznych, a jej pacjenci nie są zbyt... rozsądni. Pełna wątpliwości, częściej chodzi zamyślona, pochłonięta swoimi własnymi myślami i scenariuszami, a przy tym najbardziej surowa zdaje się być jedynie dla samej siebie. O wiele bardziej ceni sobie teraz równowagę, ciszę i porządek.
wartki potok & żółtko [cień]; grzechotnik [samotnik]; polny chwast [gk]
XXXXSłuchałam tego, co mówi Rwąca Zawieja z zainteresowaniem, zastanawiając się, którego z medyków dane nam będzie zobaczyć. Gdzieś w środku mnie tliła się nadzieja, że może będzie to Bobrzy Bór, ktoś, dzięki komu jestem tu, gdzie teraz jestem, i bez którego zapewne nigdy nie poszłabym ścieżką medyka. Niemniej jednak byłam podekscytowana samym spotkaniem z gwiezdnym, nawet, jeśli pod tą ekscytacją wciąż tliła się masa wątpliwości i zwyczajnego, pierwotnego strachu. XXXXPytanie Gąszcz było całkiem ciekawe, ja sama nie wpadłam na żadne, dlatego ponownie nie odezwałam się ani słowem. Tym razem wolałam słuchać i skupić się na drodze, aby bezpiecznie dotrzeć do Szepczącej Sadzawki.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Na czyjeś zainteresowanie nie musiały długo czekać. Akurat kilka minut później przechodził poranny patrol składający się z Czarnego Konia i Księżycowego Wzgórza. Jaśniejsza z kotek odetchnęła z ulgą na widok kadry medycznej; była już zmęczona ciągłym trajkotaniem swojej czarno-rudej towarzyszki. Krótkim kiwnięciem głowy wskazała jej na czekających gości, i obie skierowały do nich swoje kroki.
– Witajcie. Czekacie na kogoś? – spytała Księżycowe Wzgórze mierząc wszystkie cieniste chłodnym spojrzeniem. Rozpoznała w nich cieniste medyczki, ale na razie jakoś nie doszła do tego, że być może zmierzały one do Szepczącej Sadzawki.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
- Tak - odpowiedziałam, początkowo dość krótko. Nie widziało mi się uczyć kogoś z innego klanu - szybciej wysłałabym tam do leczenia Huragan albo Czosnek. Jednocześnie jednak nie zamierzałam mówić czegoś takiego swoim uczennicom. Nie musiałam zaburzać ich perspektywy na moją osobę. - Lepiej jest wyszkolić nowego medyka, niż dzielić zioła na dwa klany. Poza tym między klanami powinna zostać zachowana równowaga. - dodałam spokojniej, zerkając na obie terminatorki.
- Migocząca Łapo, wszystko w porządku? Dzisiaj ledwo się odzywasz. - zapytałam, skupiając spojrzenie na byłej terminatorce Bobra. Chwilę potem na granicy pojawiły się dwie wojowniczki Klanu Wichru. Wyprostowałam się, kierując dwukolorowe ślepia na kotkę, która zabrała głos i mierzyła nas chłodno. Nie zamierzałam spuszczać z niej spojrzenia.
- Witamy. - miauknęłam, lekko pochylając głowę w geście powitania. - Miło nam was widzieć. Oczekiwałyśmy na jeden z waszych patroli, licząc na to, iż pomożecie nam się przeprawić przez wasze terytorium. Zmierzamy do Szepczącej Sadzawki. - wyjaśniłam krótko, kierując swoje słowa zarówno do jasnej z kotek, jak i do tej czarno-rudej, stojącej obok. - Czy możemy liczyć na waszą uprzejmość? - zapytałam, lekko przekrzywiając głową w bok, ale nadal utrzymując kontakt wzrokowy z liderką patrolu.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Skinęła głową, zastanawiając się nad tą odpowiedzią. Czy lecząc koty z innych klanów nie sprawiłyby, że stałyby się od nich zależne? Albo czy nie mogłyby w ogóle zostawić ich bez opieki, pozwalając na to, by ich stan się osłabił? Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że nawet jeśli w jednym klanie zabrakłoby medyka, poza Cieniem pozostawały także dwa inne, które mogły pomóc. A wtedy chyba rzeczywiście lepiej, by to właśnie ktoś stąd się zajął takim zadaniem i zyskał przynajmniej czyjąś wdzięczność.
Pytania Ciernistej Łapy również się urwały, gdy tylko w zasięgu wzroku pojawiły się obce koty. Wszystko, co mogła chcieć powiedzieć powinno zostać między medyczkami, a na pewno nie trafić do kogoś, kogo nigdy wcześniej nie spotkała. Przyjrzała się uważnie patrolowi, czekając na rozwój wydarzeń. - Witajcie. – Powtórzyła za innymi kotami, pozwalając na to, by to jej mistrzyni mówiła dalej. Nie miała sama nic do dodania, wszystko już zostało wyjaśnione, mogła wkraczać na ich tereny, jeśli tylko dostaną na to pozwolenie.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Drobna, i lekka, o ślicznym, smukłym pyszczku. Jest niziutka, na wszystko i wszystkich musi zadzierać głowę. Jej futerko jest niezwykle puszyste, ale dość roztrzepane, długie, szylkretowe, gdzie na przemian mieszają się barwy szarego i piaskowego. Pręgi układające się na sierści przyjmują tygrysi wzór. Prawa część czoła to w większości niebieski kolor, lewa zaś kremowa. Losowa niebieska plamka pojawia się obok nosa po jego prawej stronie. Tułów to nierównomierna mieszanka kremu i szarości, gdzie tego pierwszego jest więcej po prawej stronie, na boku ciała. Niebieskie plamy występują dodatkowo na obu przedramionach na tej samej wysokości. Biel oblewa jej pysk i policzki, spływając na całą pierś, tworząc kołnierz na szyi oraz wysokie, sięgające łokci skarpetki (z wyjątkiem dwóch palców prawej łapy, które są niebieskie). Dalej ciągnie się po brzuchu i tylnych łapach, choć tam sięgają tylko do połowy pięt. Ponad różowo-ceglastym nosem widnieje szaroniebieskich ślepek, które wkrótce przyjmują barwę na pograniczu niebieskiego i zielonego.
Cichsza i spokojniejsza, niż kiedyś. Choć wciąż przepełniona dobrem i współczuciem, doskonale zdaje sobie sprawę z paskudztwa tego świata, bo nieraz się o nim przekonała. Mniej ufna i łatwowierna, niż wcześniej, a do tego bardziej pamiętliwa i ostrożna, starająca się podchodzić do wszystkiego racjonalnie. Cierpliwa, choć dość stanowcza, gdy trzeba, zwłaszcza, gdy dotyczy to zagadnień medycznych, a jej pacjenci nie są zbyt... rozsądni. Pełna wątpliwości, częściej chodzi zamyślona, pochłonięta swoimi własnymi myślami i scenariuszami, a przy tym najbardziej surowa zdaje się być jedynie dla samej siebie. O wiele bardziej ceni sobie teraz równowagę, ciszę i porządek.
wartki potok & żółtko [cień]; grzechotnik [samotnik]; polny chwast [gk]
XXXXNie zanosiło się raczej na to, aby któremukolwiek z Klanów miał dokuczać brak medyka. Chociaż, kto wie, nieszczęścia chodziły po kotach i zawsze mogło wydarzyć się coś okropnego. Cieszyłam się, że w razie takiej konieczności, Rwąca Zawieja byłaby w stanie nauczyć kota z innego Klanu wszystkiego, czego potrzebował, aby sam zostać medykiem. Sama również nie mogłabym odmówić pomocy, choć nie czułam się dobra w tym, co robiłam, bałabym się, że przekażę nieprawdziwe informacje i będę miała na sumieniu zdrowie i życie innych kotów. Nastawiłam uszy, słysząc swoje imię. XXXX– Ach, jestem po prostu... zamyślona, wybacz, Rwąca Zawiejo – powiedziałam, uśmiechając się blado w jej stronę. Chciałam powiedzieć jeszcze coś więcej, może zarzucić jakiś temat do rozmowy, jednak moim oczom ukazały się dwie Wichrowe sylwetki. Wolałam, aby tą sprawę załatwiła moja mistrzyni. XXXX– Dzień dobry – przywitałam się jedynie, jak kultura nakazywała i miałam nadzieję, że zostaniemy przeprowadzone przez ich tereny. Znacząco ułatwiłoby nam to naszą wyprawę, o ile Wichrzaki się zgodzą.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
A więc rozchodziło się o wyprawę do Szepczącej Sadzawki. Księżycowe Wzgórze pokręciła trochę nosem, niezbyt zadowolona z pomysłu pozwalania cienistym wkroczyć na ich tereny, w końcu sama była pierwsza do obijania mord na granicy, ale wiedziała, że była to sytuacja nieco inna, niż bezpodstawne wkroczenie na tereny. Sytuację zaraz opanowała podekscytowana Czarny Koń:
– Och, to fantastycznie! Oczywiście że pomożemy, prawda Księżyc? – odezwała się z entuzjazmem czarno-ruda, co spotkało się z piorunującym spojrzeniem drugiej z wojowniczek. Nie zamierzała jednak protestować.
– To idź. Ktoś musi dokończyć obchód. Ja się tym zajmę – odparła na to Księżycowe Wzgórze, nawet zadowolona z takiego obrotu spraw. Przynajmniej mogła pozbyć się irytującej towarzyszki i dokończyć patrol sama, tak jak lubiła. Nie lubiła angażować się w rozmowy, spacery z rozgadaną szylkretką były więc istnym koszmarem. Teraz przynajmniej będzie irytować kogoś innego.
– Dobra. No, to chodźcie! – krzyknęła Czarny Koń, ruchem głowy wskazując cienistym, że mogą przekroczyć granicę. Gdy oddaliły się trochę, już otworzyła pyszczek. – Księżycowe Wzgórze chyba nie lubi patrolów ze mną, haha. Nie za bardzo lubi rozmawiać, ale to nic, ja mogę gadać! Ja to się z każdym dogadam. No, ale powiedzcie mi, jak się czujecie? Stresujecie się, co? Powiem wam, że was rozumiem. Mam nadzieję, że nasza Niezapominajka też niedługo wyruszy na swoją wyprawę. Biedulka straciła nie tak dawno mistrza, ale Fala to jest gość, zaraz postawi ją na łapy! A weźcie, jak ja się przed swoją ceremonią stresowałam, a miałam ją z córką… – mówiła i mówiła, nie bardzo dając kotkom dojść do słowa. I tak w tej paplaninie minęła im droga, przez Leśną Sadzawkę, Kolczaste Krzewy i Jasne Skały, aż w końcu dotarły do granicy z Ziemiami Niczyimi, gdzie już wojowniczka mogła zostawić je samym sobie.
– No i co, fajnie się rozmawiało, ale tu już was zostawiam! Dajcie potem znać, jakie dostałyście imiona, co? Powodzenia dziewczyny! – Czarny Koń uśmiechnęła się i pomachała im jeszcze łapką, nim nie ruszyła w przeciwnym kierunku. Ale heca, pierwsza się dowiedziała, że cieniste terminatorki medyka idą do Szepczącej Sadzawki. Zaraz całemu obozowi to powie!
Tymczasem kadra medyczna mogła już odetchnąć z ulgą, a za jakiś czas przed ich oczami pojawiła się Grzmiąca Ścieżka.