Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Mord słuchał odpowiedzi Rechoczącej Łapy, nie do końca jeszcze przekonany czy mu wierzy, czy nie. Jak zwykle jednak, jego pysk nie dawał po sobie poznać jakiejkolwiek emocji, jeśli w ogóle jakiekolwiek w nim istniały, o to można było się spierać przez księżyce i dalej nie otrzymać odpowiedzi. Rudy kocur przyznał się co prawda do swojej głupoty, do czego pewnie nie przyznałby się jakiś losowy samotnik szukający guza, ale nie można było być nigdy tego pewnym. Syn Traszkowego Grzbietu pomyślał chwilę, stojąc tak cicho jakby nagle odebrało mu mowę albo nawet życie i zamienił się w słup soli.
-Masz w Klanie rodzeństwo, które może cię rozpoznać? Jak mają na imię -zapytał, chcąc dokładnie zweryfikować kocura stojącego po drugiej stronie granicy. Mord kojarzył, że w Klanie znajdowały się jeszcze dwa koty, które były kociętami Bławatkowej Łąki i Zajęczego Ucha, więc istniało jeszcze kilka dodatkowych sposobów na potwierdzenie lub odrzucenie wątpliwości w stosunku do nieznajomego. W takich sytuacjach zawsze powinno się być bardziej ostrożnym niż mniej. W końcu ten kot będzie miał dostęp do obozu Klanu Wichru, w którym znajdują się starsi i kocięta, nie można było sobie pozwolić na popełnienie potencjalnie niebezpiecznego błędu, który mógłby się skończyć tragicznie dla wielu żyć.
Księżyce: 29 Mistrz: x Płeć: Kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho (biologiczny: Kingsman) Partner: x
Kociak od początku był krępy i cięższy od rodzeństwa, a choć z czasem jego sylwetka nieco się wysmukliła, wciąż wydaje się krąglejszy, z widocznym zarysem mięśni. Żaba ma głównie rude futro z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami – na grzbiecie, bokach, głowie, pysku, ogonie (poza końcówką) i łapach. Białe futro zaczyna się pod nosem, z lewej strony sięgając aż pod oko, a dalej schodzi przez kryzę do brzucha. Białe są też przednie łapy do kostek, tylne do kolan oraz końcówka ogona. Oczy mają złotozielony odcień.
Na pozór Rechocząca Łapa sprawia wrażenie spokojnego i zdystansowanego młodego kota, który bardziej obserwuje niż się odzywa. Wciąż interesują go plotki i drobne niesnaski, ale rzadko zdradza, ile naprawdę wie. Uważa się za sprytnego i opanowanego, choć nadal zdarza mu się palnąć coś nie w porę. Jest serdeczny wobec bliskich, ale ma w sobie nutę złośliwości i nie zawsze ukrywa rozbawienie cudzymi potknięciami. Leniwy z natury, unika wysiłku, jednak jeśli sytuacja tego wymaga, potrafi się zmusić do działania.
brak / dawniej: Ranek
Po kocie nie dało się odczytać żadnych emocji, ale Rechocząca Łapa też nie wyglądał na takiego, co te emocje okazuje. W zasadzie to najwięcej emocji ulatywało przez jego ogon, który teraz znów obił się o ziemię. Przesłuchanie zupełnie jakby był jakimś obcym... z drugiej strony właśnie tak było.
- Mam. Przynajmniej dopóki byłem w klanie, oni również się tam znajdowali. Z tego co pamiętam - kto wie co się z nimi stało, czy już są wojownikami, czy może zniknęli zaraz po nim lub przed nim... ze swoich wspomnień, to mieli lepszy kontakt za czasów kocięcych. Po ceremonii jakoś nie po drodze im było ze sobą, Żaba chorował i też zwyczajnie nie czuł potrzeby utrzymywać bliższe relacje z rodziną.
- Wężowa Łapa, Astrowa Łapa, Tygrys, Pajęcza Łapa, Fiołkowa Łapa, Krecia Łapa i Jabłkowa Łapa. Takie dostali imiona podczas ceremonii - wypowiedział je wszystkie, chociaż musiał się chwilę zastanowić nad kilkoma. Miał nadzieję, że pamięć go nie myliła, aż tak stary nie był.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Do momentu wymienienia przez samotnika Pajęczej Łapy, Mord był przekonany, że kocur te imiona sobie po prostu zmyśla, bo tak samo nie kojarzył ich jak i jego. Potem jeszcze padło imię Kreciej Łapy, co tylko potwierdziło, że Rechocząca Łapa mówił jednak prawdę i można było dalej działać w sprawie jego przyjęcia. Biały kocur spojrzał po Księżycowym Wzgórzu i Zakurzonej Ścieżce, które mu towarzyszyły, a następnie poprosił je sztywno, żeby poczekały tutaj, mając oko na domniemanego byłego wichrowicza, w czasie kiedy on wróci do obozu po kogoś decyzyjnego.
-Czekaj tu, nic nie kombinuj -rzucił neutralnie w stronę rudego.
Po tym syn Traszkowego Grzbietu odszedł od granicy i ruszył do obozu. Nie wiedział w sumie kogo przyprowadzi, czy Roziskrzoną Gwiazdę, czy Truflowy Nosek, czy może Ważkowe Szuwary, ale na pewno kogoś z tej trójki. W końcu teoretycznie każdy z tych kotów był decyzyjny w tego typu sprawach. Wystarczyło zgarnąć pierwszą opcję, która by się napatoczyła mu pod łapy, opowiedzieć to co już się dowiedział, a potem zaprowadzić na miejsce spotkania na granicy.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Mord przyszedł do mnie z ewidentnie wymalowanym zadaniem na pyszczku, gotowy zdać mi relację z czegoś; moja pierwsza myśl kręciła się wokół jakiegoś podejrzanego zapachu na granicach, może informacji dotyczącej swojego postępu lub sytuacji która wydarzyła się na polowaniu, ale racja czasami koty wracały do klanu. Nie była to nowość, ale na pewno nie było to też tak częste by codziennie wyczekiwać czy granica nie przyniosła kogoś nowego. Rechocząca Łapa, imię to od razu gdzieś mi zadzwoniło, chociaż nie wiedziałam konkretnie czemu; syn Zajęczego Ucha i Bławatkowej Łąki, ach… brat Astrowej Łapy, dziecinka była słodka i nadal miałam nadzieję, że gdziekolwiek jej nie zawiało to była chociaż zdrowa. Wstałam z miejsca, przepraszając patrol, że muszą iść beze mnie i najwyżej dołączę później lub kogoś zastąpię na następnym i ruszyłam za Mordem żwawym krokiem; nie biegałam dzisiaj, więc potrzebowałam chwili na rozruszanie kości, a następną część drogi przebiegłam już z synem u boku.
Terminator… nie pamiętałam dokładnie kogo, ale to nic, zaraz zamierzałam się wszystkiego dowiedzieć; skinęłam głową dwom kotkom czekającym zaraz obok młodzieńca, a następnie poprosiłam żeby ruszyły dalej na patrol, jako że już sobie tutaj poradzę. Miodowe oczka w końcu skierowałam na pyszczek kocurka i uśmiechnęłam się.
– Truflowy Nosek, zastępczyni Wichru – przedstawiłam się ze skinieniem głowy i przysiadłam. – Słyszałam, że chcesz wrócić. – Wzięłam głębszy wdech i lekko otrzepałam kryzę, bieg może i był orzeźwiający, ale chwilę zawsze brakowało mi tchu. – Wyszedłeś, nie pomyślałeś, zgubiłeś się. Akurat dobrze znam chęć wyrwania się spomiędzy ścian obozu, szczególnie po pobycie w lecznicy – Westchnęłam. – Chciałbyś mi powiedzieć jak zamierzasz nie popełnić tego samego błędu? – zapytałam spokojnie i przyjrzałam się z uwagą rudemu pyszczkowi.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 29 Mistrz: x Płeć: Kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho (biologiczny: Kingsman) Partner: x
Kociak od początku był krępy i cięższy od rodzeństwa, a choć z czasem jego sylwetka nieco się wysmukliła, wciąż wydaje się krąglejszy, z widocznym zarysem mięśni. Żaba ma głównie rude futro z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami – na grzbiecie, bokach, głowie, pysku, ogonie (poza końcówką) i łapach. Białe futro zaczyna się pod nosem, z lewej strony sięgając aż pod oko, a dalej schodzi przez kryzę do brzucha. Białe są też przednie łapy do kostek, tylne do kolan oraz końcówka ogona. Oczy mają złotozielony odcień.
Na pozór Rechocząca Łapa sprawia wrażenie spokojnego i zdystansowanego młodego kota, który bardziej obserwuje niż się odzywa. Wciąż interesują go plotki i drobne niesnaski, ale rzadko zdradza, ile naprawdę wie. Uważa się za sprytnego i opanowanego, choć nadal zdarza mu się palnąć coś nie w porę. Jest serdeczny wobec bliskich, ale ma w sobie nutę złośliwości i nie zawsze ukrywa rozbawienie cudzymi potknięciami. Leniwy z natury, unika wysiłku, jednak jeśli sytuacja tego wymaga, potrafi się zmusić do działania.
brak / dawniej: Ranek
Powstrzymał się od komentarza i prychnięcia na słowa białego kocura, zamiast tego jedynie mocniej wypuścił powietrze nosem. Niby co miał kombinować? To nie tak, że chciał uciec ani wbić się na siłę między dwa inne koty. Siedział spokojnie i czekał, przy okazji podniósł łapę i zaczął czyścić sobie pyszczek. Nie był pewien kogo przyprowadzi kocur, jeśli przywódcę to... będzie mu bardziej wstyd. Wszak to był jego mistrz.
Kiedy dostrzegł podbiegające sylwetki usiadł jakoś prościej i skinął przybyłej głową na powitanie. Zastępczyni. Mało miał z nią do czynienia, kiedy jeszcze był w klanie. Zaczęła mówić i zadała pytanie, którego się nie spodziewał. Nawet nie wiedział, że jakiekolwiek dostanie, ale to nic. Był gotów, choć na pysk cisnęło mu się po prostu "szybko".
- Uważam, że dostałem wystarczającą nauczkę, cudem jest że w ogóle przeżyłem i udało mi się wrócić do domu. Brak jakichkolwiek umiejętności bardzo utrudnia przeżycie, w dodatku jak się nie ma nikogo wokół - opowiedział na początku, a kąciki jego pyska uniosły się w delikatnym uśmiechu - przede wszystkim będę chodził na treningi, uczył się granic i chodził na patrole z wojownikami, nie będę odchodził sam zbyt daleko od obozu bez wcześniejszego poznania terenów - dopowiedział po zastanowieniu. Naprawdę wolał uniknąć wędrówek poza granice klanu, nie podobało mu się tam.
- Chciałbym odzyskać zaufanie, które z pewnością straciłem przez swój głupi wybryk, więc jeśli będę mógł robić coś więcej, bez utrudniania pracy innym, to zrobię to. Przyjmę każde konsekwencje, które na mnie czekają za swoją głupotę - mówił to patrząc prosto w oczy Truflowemu Noskowi. Chciał, by wiedziała, że jego intencje są szczere. Nie od niego to jednak zależało. Mógł przecież obiecywać gruszki na wierzbie, jednak dopóki nie pozwolą mu wrócić, to nie będzie w stanie im tego pokazać.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Nie chciałam oceniać bez dowiedzenia się samej jak wyglądały chęci młodego terminatora, jak wyglądała jego wersja, jakie emocje czułam kiedy opowiadał mi o tym co sam czuł i przeżył; może i syn zdał mi raport i zapamiętał co miał, ale ogólnie to nie chciałam po prostu… przyjmować kogoś bez rozmowy, którą sama przeprowadzę. Wolałam mieć pewność.
– To prawda, chociaż z tego co słyszałam miałeś szczęście i trafiłeś na dobrą duszę poza klanem – odpowiedziałam delikatnie i przyjrzałam się ciału kocura, szukając oznak tych mniej przyjemnych spotkań; na szczęście nic takiego nie widziałam i jedynie mogłam mieć nadzieję, że nie było również żadnych rys na jego umyśle przez traumatyczne przeżycie; wiedziałam po swoich terminatorkach, że różnie bywało i niektórzy mogliby się załamać samym wyjściem poza tereny. Rechocząca Łapa wydawał się dość pogodny i tak jak mówił dalej gotowy do działania i pokazania się od dobrej strony. – Jest to dobry początek, przyznaję – powiedziałam z lekkim uśmiechem. – Na początku wolałabym jednak żebyś wychodził zawsze w akompaniamencie jakiegoś wojownika, szczególnie dopóki nie nauczysz się walczyć, chociaż też po to bym ja mogła spać spokojnie, a twoja mama nie musiała co chwila się martwić. – Bławatkowa Łąka stała się bardzo paranoiczna względem swoich dzieci, więc nie chciałam bardziej jej męczyć i pozwalać młodemu terminatorowi wałęsać się po terenach; nie chciałam jednak trzymać go w zamknięciu, chociaż jeszcze musiałam się zastanowić czy zostawienie go w kociarni na jakiś czas nie było dobrym wyjściem. Cały czas jeszcze uczyłam się co dokładnie powinnam robić podczas przyjmowania kotów… szczególnie tych uciekinierów.
– Ciężkie powiedzieć, że nie ufam twoim słowom. Wydajesz się kotem, który mówi z serca i chyba nie pozostaje mi nic innego, niż dać ci czas oraz pomoc, która pokazałaby mi, że jesteś również wart tego co mówisz. – Konsekwencje za głupotę czy jednak tak chciałabym to nazywać? Uczyć młode umysły, że zawsze muszą robić wszystko dobrze, bo inaczej czekała ich kara już i po tak wielkich konsekwencjach? Nie, nie wydawało mi się. – Co do konsekwencji… przeżyłeś je już. Tutaj jedynie możesz pokazać, że wyniosłeś coś z tego co się wydarzyło. Przede wszystkim chciałabym żebyś częściej pomagał w kociarni, niż wychodził na tereny. Bławatkowa Łąka i Zajęcze Ucho dołączyli do starszyzny, więc spodziewam się, że chciałabyś pomóc rodzicom – zauważyłam zamyślając się na chwilę. – Ach, powiedz mi proszę kto był twoim Mistrzem przed twoim zniknięciem?
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 29 Mistrz: x Płeć: Kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho (biologiczny: Kingsman) Partner: x
Kociak od początku był krępy i cięższy od rodzeństwa, a choć z czasem jego sylwetka nieco się wysmukliła, wciąż wydaje się krąglejszy, z widocznym zarysem mięśni. Żaba ma głównie rude futro z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami – na grzbiecie, bokach, głowie, pysku, ogonie (poza końcówką) i łapach. Białe futro zaczyna się pod nosem, z lewej strony sięgając aż pod oko, a dalej schodzi przez kryzę do brzucha. Białe są też przednie łapy do kostek, tylne do kolan oraz końcówka ogona. Oczy mają złotozielony odcień.
Na pozór Rechocząca Łapa sprawia wrażenie spokojnego i zdystansowanego młodego kota, który bardziej obserwuje niż się odzywa. Wciąż interesują go plotki i drobne niesnaski, ale rzadko zdradza, ile naprawdę wie. Uważa się za sprytnego i opanowanego, choć nadal zdarza mu się palnąć coś nie w porę. Jest serdeczny wobec bliskich, ale ma w sobie nutę złośliwości i nie zawsze ukrywa rozbawienie cudzymi potknięciami. Leniwy z natury, unika wysiłku, jednak jeśli sytuacja tego wymaga, potrafi się zmusić do działania.
brak / dawniej: Ranek
Czuł na sobie badawczy wzrok zastępczyni, jednak nie miał jej za złe. Sam dziwił się, że wyszedł z tego wszystkiego bez szwanku. Miał szczęście, bo walczyć dalej nie potrafił. Kocur nauczył go jedynie polowania, które było postawą przeżycia, a dalej? Musiał radzić sobie samemu. Pokiwał głową na słowa kotki.
- Tak, miałem szczęście. Kocur nazywa się Krzywy, pomógł mi przeżyć i nauczył polować. Powiedziałbym, że się nade mną zlitował - dopóki nie wchodził pod łapy Krzywego, to miał zapewnione to, że nie umrze. Wątpił, by zrobił cokolwiek Rechoczącej Łapie, natomiast nie chciał sprawdzać na ile samotnik był cierpliwy. Wolał zachować swoje wszystkie wąsy.
Myślał, że dobrze wybrał swoje ograniczenia, natomiast Truflowy Nosek zabroniła mu w ogóle wychodzić z obozu bez obstawy, mówiła to jednak w tak przyjazny sposób, że Rechocząca Łapa nawet nie uznał tego za karę. Przynajmniej na początku. Na wspomnienie o mamie położył po sobie uszy i spuścił spojrzenie w ziemię.
- A... jak się mają? Moje rodzeństwo? - zapytał, w swojej głowie widział ich wszystkich jak ruszyli dalej z życiem, każdy z nich był już wojownikiem lub kończył trening. Nie zdawał sobie sprawy, że nie był jedynym, który zaginął. Po drodze nie spotkał też nikogo ze swojego rodzeństwa. Może stąd właśnie jego myśli, że wszyscy sobie świetnie radzą.
Kotka mówiła dalej i dowiedział się, że jego rodzice trafili do starszyzny. Czy naprawdę byli aż tak starzy? Czy on był aż tak stary? Wolał nie myśleć o tym ile dokładnie księżyców minęło nim wrócił do klanu, ale na słowa kotki pokiwał głową.
- Zdecydowanie, postaram się nie zawieść ich drugi raz ani Twojego zaufania - bo tym właśnie go obdarzała w tej chwili. I pytanie, które uderzyło go chyba najbardziej.
- RoziskrzonaGwiazdaiKoziaPłetwa - wypluł z siebie szybko, jakby chciał najgorszą część mieć już za sobą.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Przytaknęłam delikatnie słysząc imię jakiegoś kocura, który uratował Rechoczącą Łapę; nie byłam zdziwiona, że samotnicy pomagali innym, nie raz wyglądało na to, że byli bardziej pomocni, niż można przypuszczać. Krzywy nawet nie wiedział jak uszczęśliwi dwa koty czekające na swojego syna w klanie.
– Och… większość zaginęła, przykro mi. Pajęcza Łapa i Krecie Futerko jedynie ostali się w Wichrze, co do reszty nie mamy pojęcia co się dokładnie wydarzyło. – Zgadywałam, że może niektórych pochłonęły przygody, inni również wyszli mimo iż nie powinni, a ostatecznie niektórzy po prostu… zniknęli. Całe moje rodzeństwo skończyło bardzo podobnie i tak jak wtedy tego nie odczuwałam, tak teraz czasami zastanawiałam się co się z nimi wydarzyło.
– Dobrze to słyszeć – powiedziałam z delikatnym chichotem. – O! Roziskrzona Gwiazda… hm, wydaje mi się, że mimo wszystko potrzebujesz trochę bardziej żywiołowego Mistrza, Roześmiany Wąs jest chyba jakoś w twoim wieku, powinniście się dogadać! – Może i bardziej rozważny wojownik miałby tutaj więcej sensu, ale zarazem sądziłam, że Lis pomoże się mu zaaklimatyzować. I tak miał aktualnie w pewnym sensie nałożone ograniczenia przeze mnie, więc bardziej żywiołowy wojownik przy okazji może go wymęczy? Przekonamy się. – Dobrze drużyna! Zbieramy się, trzeba dotrzeć do obozu – rzuciłam łagodnie z delikatnym uśmiechem; pewnie jeszcze lekki szok ze wszystkimi zmianami był nieprzyjemny dla Rechoczącej Łapy, ale to właśnie dlatego luźniejszy Mistrz się przyda.
zt x2 (może 3)
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 14 Mistrz: Postrzępiona Sieć Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Jakaś baba głupia (Donośny Krzyk) Ojciec: Mieszkaniec Elbląga (Szczerbata Mordka) Trwałe urazy: Krzyk za matkę, Szczerb za ojca
Przeciętnego wzrostu, czarna kotka o szaroniebieskich, nie wybarwionych jeszcze oczach. Jej lewe ucho jest odchylone do tyłu, a z pyszczka wystają dwa dolne kły. Przeważnie wygląda na zirytowana, praktycznie nigdy się nie uśmiecha.
Gniew - tym słowem można opisać całokształt charakteru Potwór. Aż dziwnym jest, że tyle gniewu mieści się w tak małym ciałku. Kotka nie cierpi swojej matki, która nigdy nie poświęca jej, ani jej rodzeństwu czasu, wpychając ich w łapy klanowych matek, nie cierpi również swojego ojca, mimo że nawet nigdy go nie poznała, sam fakt tego, że był nieobecny niezwykle ją irytował. I co z tego, że połowa Klanu Wichru nie miało ojców? Miała to daleko pod ogonem, to że tej połowie Klanu to odpowiadało, nie znaczyło, że jej też. Gniew nie oszczędził również kotów bliskich jej matce, bo przecież każdy kto przyjaźni się z Donośnym Krzykiem musi być tak samo denerwujący jak ona, a nawet jeśli nie był to przecież mógł przegadać jej matce do rozsądku, a tego nie zrobił i w ogóle jak tak można. Analogicznie patrzy przychylnie na koty, których nie lubi jej matka.
Niemniej mimo całej tej złości Potwór rzadko kiedy wybucha, jest oschła, opryskliwa nawet, prawie nigdy nie powie nikomu dobrego słowa, ale nie wybucha wściekłą tyradą, bolączki swojej egzystencji trzyma raczej w środku.
Do tego nie zabiega o względy swojej matki, bo po co jej względy kogoś kogo nie cierpi, zamiast tego skupia się na zostaniu szanowanym członkiem klanowej społeczności. Chce być lepsza niż jej matka, denerwująca i niepoważna.
Była właśnie na patrolu z Czarnym Koniem i Ciernikową Łapą. Sprawdzali granicę z Ziemiami Niczyimi, gdy nagle coś spadło jej na głowę. Uniosła łeb ku górze, nieco zirytowana. Na jednej z gałęzi dostrzegła parę wron, które zakrakały, zupełnie tak jakby się z niej śmiały. Potwór miała je zignorować, ale właśnie zrzuciły jej w mordkę orzechem. No tego było już za wiele! Napuszyła ogon i oparła przednie łapy o pień drzewa. - Myślicie, że to jest zabawne?! Złaźcie jedna z drugą to wam pokażę coś prawdziwie zabawnego! -W pobliżu nie było nikogo kto mógłby ją ocenić za ten wybuch więc sobie na niego pozwoliła. Czarny Koń i Ciernikowa Łapa poszli dalej. A wrony? Ponownie jedynie zakrakały.
Ostatnio zdecydowanie bardziej wolał las, a to z prostego powodu - w lecie miasto zmieniało się często w miejsce dość mało przyjazne. Słońce paliło z góry, między gęstymi zabudowaniami ciężko się oddychało w takim zaduchu, a nagrzany beton palił w łapki. Przez jakiś czas sobie radził, zmieniając miejscówkę na przedmieścia czy okolice zalewu - w tym drugim było jednak za dużo ludzi jak na Knedlikowy gust (widocznie oni też w upały migrowali nad wodę!), a te pierwsze okolice zwyczajnie mu się znudziły. Tak oto chwilowo pomieszkiwał raczej w lesie. Na jak długo? Zobaczymy.
Słyszał coś o klanach, dlatego wędrował po okolicy ostrożnie, uważając by nie przekroczyć linii zapachowej. Zresztą, nawet gdyby nie słyszał, tak ostry zapach wielu kotów raczej był czymś, co raczej nie było zwyczajne i rozsądek podpowiadałby mu, by nie zapuszczać się zbytnio na te tereny. W każdym razie, jego uwagę zwróciło krakanie, a zaraz potem koci głos. No no, czyżby przyszło mu spotkać kogoś z tego całego klanu??
- Oho! - Odezwał się wesoło, podchodząc nieco bliżej, ale nadal uważając, by nie przekroczyć granicy! Czarna kotka wyglądała na młodą, ale nie chciałby się przekonywać o jej zdolnościach. Zresztą kto wie, może zaraz wyskoczy pięć kolejnych i tyle będzie. - Czyżby rozrabiały?? Niektóre ptaki tak mają. Ostatnio widziałem srokę ciągnącą jednego typka za ogon!